Dodaj do ulubionych

Co zadecydowało o rozwodzie?

17.06.08, 20:49
Co sprawiło, że zdecydowaliście się na rozwód? Chodzi mi o ten impuls, który ostatecznie zaważył, coś, co przelało "czarę goryczy" .Nie wiem, czy się dobrze wyraziłam...Jestem już kilka lat po ślubie, jest źle...Nie ma jakiejś patologii typu alkohol, bicie itp. Są awantury, kompletny brak szacunku, pyskówki itp. Chcę rozwodu, ale odczuwam coś w rodzaju paraliżu na samą myśl o zakomunikowaniu mojemu M., że chcę się rozstać. Po prostu mnie zatyka i koniec.
Czy u was to była jakaś długa rozmowa z partnerem, czy może "jakoś tak wyszło" przy kłótni...?
Pytanie może bez sensu, zaraz mnie Tri ochrzanismile, ale chcę wiedzieć, czy to tylko ja jestem taka "niemota", czy może jest nas więcej?smile
Obserwuj wątek
    • truskawa171 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 20:58
      moj maz to alkoholik,jestesm 1,5 r po slubie.w moim przypadku
      zawazylo (jak zwykle w takich przypadkach) nie do3manie obietnicy
      z "niepiciem".pomyslalam sobie "Boze,czy moje zycie bedzie wygladalo
      wlasnie tak za 5, 10lat??". skoro on sie przez rok nie potrafil
      zmienic to nie zmieni sie przez najblizsze lata.Zlozylam pozew bez
      orzekania o winie ale chyba ta sprawa sie nie zakonczy w ten
      sposob....
      • twoje_marzenie Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 21:04
        Zlozylam pozew bez
        orzekania o winie ale chyba ta sprawa sie nie zakonczy w ten
        sposob....


        Tez tak zaczełam i zmieniłam w toku z orzekaniem o winie.
        Chciałam króko i szybko ale z takimi ...nie da rady po ludzku sie
        rozejść.
        • truskawa171 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 22:02
          u mnie z orzekaniem o winie bedzie troche pod gorke bo moje male
          pieklo rozgrywalo sie gdy bylismy zagranica i nie ma swiadkow by
          potwierdzili co sie dzialo,jedynie to jedo znajomi ale na bank nie
          stana po mej stronie.poza tym to hmmm w 2msc przed
          rozstaniem 'poznalam 'kogos,a w gruncie rzeczy to juz znamy sie dosc
          dlugo ale nagle cos zaiskrzylo.w trakcie roztania z moim mezem ,gdy
          po raz 1000000 wziol mnie na litosc przyznalam mu sie,pozprawdzal
          komputery,przeslal sobie podczas mej nieobecnoci dowody mej zdrady(
          fizycznej zdrady nie bylo):rozmowy na gg,maile... Wogole to
          powprowadzal u mnie w domu na kompy jakies programy ktore pokazywaly
          wszystko -hasla itd... Moja sprawa chyba sie zapowiada nieciekawie...
    • twoje_marzenie Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 21:02
      ja żeby odwazyć się na taka decyzje po 17 l.małżeństwa potrezbowałam
      terapii.Po roku byłam gotowa.Ostrzegałam tylko raz,że jak nie
      zacznie powaznego leczenia(alkoholik) składam pozew i tak tez
      zrobiłam.Przy okazji tak mnie wkurzył kolejnymi podejżeniami o
      kochankach ,ze powiedziałam DOSĆ .Złozyłam pozew i poprostu mu o tym
      powiedziałam i pokazałam.Oj długo niewierzył.....błagał,pozniej
      straszył,wykanczał mnie psychicznie....Nic mnie nie powstrzymało.Nic!
      I czuje sie nareszcie wolna pomimo tego,ze dopiero 3 sprawa w
      czwartek....ach zmieniłam w trakcie z orzekaniem o winie
    • a.niech.to Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 21:36
      Przekonałam się, że zawsze dla exa jego potrzeby mniej czy bardziej
      istotne będą ważniejsze niż dobro związku, a wartość mnie samej
      wyraża się jedynie konkretną cyfrą. Dobitnie dotarło do mnie, że ze
      strony ówczesnego m nie mogę się spodziewać żadnego zrozumienia i
      wsparcia. Liczyło się tylko jego rozbuchane, egoistyczne JA.
      Przemocowe posługiwanie się ordynarnym szantażem, upokorzenia,
      krzyki, obelgi, zadręczanie mnie niekończącymi się mowami
      oskarżycielskimi, negującymi wszelką moją wartość jako kobiety, żony
      i matki towarzyszyłyby mi do końca moich dni. Natychmiastowe
      podjęcie poszukiwań mojej następczyni potwierdziło jedynie trafność
      diagnozy stanu mojego małżeństwa jako agonii.
    • drugiezycie Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 21:45
      Za mnie zdecydowano. Ja byłam zbyt słaba sad
    • rene15 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 17.06.08, 21:47
      U mnie rok kłótni, obrażania, znieważania, wmawiania mi choroby
      psychicznej. Ja nie byłam w stanie podjąć ostatecznej konsekwentnej
      decyzji. Mówiłam - koniec, a za kilka dni rozmawiałam i prosiłam o
      szansę. I to był gwóźdź do trumny. To On podjął decyzję o
      wyprowadzce. Ja nadal chciałam ratować związek, ze względu na
      malutkie dzieci i świadomość, że sobie nie poradzę sama. Szanowny
      małżonek po dwóch miesiącach chaciał wrócić. Ja się już jednak
      niezgodziłam, zażądałam alimentów. Po kilku dniach dowiedziałam się,
      że On od 2 lat ma kochankę. Szok, szok, szok. Ale dałam radę, jestem
      sama od 9 miesięcy. Pracuję, wychowuję dzieci, spotykam się z
      przyjaciółmi i jest super. Za nic na świecie nie chciałabym już
      takiego związku.
      • d234 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 07:59
        A ja miała dosyć po 24 latach małżeństwa, dawania szans (ostatnia w 2006 roku
        gdy wyrzuciłam z domu i po prośbie jego i dzieci pozwoliłam wrócić), nadziei, że
        jednak przestanie pić, lepienia wszystkiego co dało się ratować - to ja o to
        walczyłam, on stał z boku.
        W 2007 roku w styczniu wyjechał za granicę, tam zaczął znowu popijać, czerwiec -
        urlop - pił w domu, przyjazd na Boże Narodzenie - po raz pierwszy w życiu pijany
        za stołem wigilijnym (tłumaczenie, że matka umiera na raka - fakt, prawda, a on
        się gubi). Wyjechał a połowie stycznia. To wtedy właśnie uzmysłowiłam sobie, że
        nie wytrzymam dalej, że nie dam rady, że znajdę się na klinice nerwic, jak tak
        dalej pójdzie. Że muszę się ratować, bo jednak mam swoje lata.
        Wrócił w kwietniu i wtedy potwierdziłam to co powiedziałam wcześniej przez
        telefon, że nie dam rady, że chcę się rozstać.
        I też waliło mi serce, brakowało tchu w piersiach.
        Tak jest i teraz. Mąż odwiedza od czasu do czasu, daje mi czas na przemyślenia,
        żebym się zastanowiła, że na starość będziemy sami w domu.
        Ciężko, na duszy, na sercu. Bo nie tak miało być, nie z taką myślą szłam do
        ołtarza, marzyłam o czymś innym.
        A wyszło tak jak wyszło.
        • mary171 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 08:08
          Impuls był natychnastowy, gdy dowiedziałam się, że kiedy ja od 7
          miesięcy walczyłam o zwiazek, próbując mu wybaczyć zdradę, on się
          nadal spotykał z panienką. Wtedy wiedziałam już że to koniec.
          • sylwiamich Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 09:12
            Ja groziłam latami, pod koniec to już się bałam że go po prostu
            zabiję i pójdę siedzieć.W ciągu jednego dnia spakowałam się i
            wyprowadziałam z dwójką dzieci, psem i kotem do innego miasta.Na
            zawsze.Zostawiając w poprzednim przyjaciół i ukochaną pracę z
            perspektywami.
    • plujeczka Re: za mnie zdecydowano 18.06.08, 09:05
      podjęłam decyzję po 20 latach powiedziałam mężowi ,że wnoszę pozew
      o rozwód poniewaz wyjeżdżał na pół roku prosiłam aby zastanowił się
      co z mieszkaniem,alimentami na młodą i pieniędzmi na utrzymanie
      mieszkania. Powiedziałm tez ,ze od dzisiaj sam pierze, sprzata,
      gotuje dla siebie , ustalamy dyzury dot. utrzymania porzadku w
      częściach mieszkania z którego korzystamy wspólnie ( i tak nie
      wierzyłam ,że to sie uda ) proponowałam kulturalne rozejście
      się .Prosiłam o pójście do ntariusz celem dopkonania rodzielności
      majatkowej. Odpowiedzią była cisza a pożniej wyzwiska typku ja Ci
      k... dam rodzielność itp.Efekt -wyjechał, otworzył po kryjomu konto
      na członka rodziny (( swojej oczywiście)zostawił nas bez pieniedzy ,
      z 2 pozyczkami i debetem.Nigdy z tej podrózy nie wrócił do domu, dwa
      miesiace po jego wyjeżdzie otrzymałam listem poleconym z sądu odpis
      pozwu z jego inicjatywy.W tym czasie walczyłam o utrzymanie siebie,
      dziecka, mieszkania, spłacałm długi......kromkę chleba dzieliłam na
      dwie części jedną jadłam wieczorem a drugą rano ...długa moja
      historia i niech bedzie przstrogą dla innych ,ze nalezy podejmować
      decyzje szybko, zdecydowanie a nie liczyc na " KULTURĘ" DRUGIEJ
      OSOBY.
    • jasmin75 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 09:44
      rozwodem straszylam do dwoch lat.
      odkad uswiadomilam sobie ze przeszkadza mi wiecznie pijany maz.
      trudno mi bylo podjac decyzje gdyz zylam wg sterotypow "chlop musi
      sie napic" "jestem duzy pije moge wypic wiecej niz inni" "to tylko
      jedno piwo, to tylko 5 piw"...i wiele wiele pijanych zachowan...
      za mna 2 lata terapii dla osob wpsoluzalenzionych, uczeszczam tez na
      grupy wsparcia al-anon.
      pomoglo mi wyznaczanie granic, jasna informacja na co sie nie godze i
      co najwazniejsze konsekwencja..robienie tego co mowie...
      caly czas nad tym pracuje...
      zmieniam sie, ale praca nad soba trwa cale zycie...
      jestem szczesliwa bo te zmiany bardzo mnie ciesza i podnosza moje
      poczucie wlasnej wartosci...
      kiedys zylam dla innych i bylam uzelniona od opinii innych ludzi..

      warto uczyc sie konsekwencji...wink
      • sylwiamich Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 13:42
        Fajnie byłoby dokleić Twoją wypowiedż w wątku o psychologach....smile)
        • jasmin75 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 13:53
          a co to za wątek?
        • dsz27 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 13:55
          U mnie decyzja o rozwodzie była jakby konsekwencją pewnych sytuacji. Kiedy
          zauważyłam tak dosadnie, ze facet ma mnie w du..., że nie pod "ręki" w potrzebie
          (zatrucie pokarmowe, pocz. ciąży, krwawienie) a patrzy tylko na zegarek bo musi
          wyjść... Po czasie podobnych zdarzeń, prób rozmowy, zaproponowałam terapie
          małżeńską ale już wtedy wiedziałam, że odrzuci moją propozycję. Odrzucił więc
          kolejnym etapem była rozmowa o rozwodzie.
    • a.b1 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 14:17
      długa rozmow i wspólny wniosek, bardziej jednak ten wniosek wyszedł
      od byłego
      moja propozycja była terapia, on zapytał "a widzisz sens?bo ja tam
      moge chodzić ale w te psychiczne cuda nie wierze"
    • hela37 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 15:49
      Taki paraliż to normalne przy uzaleznieniu od męża i jego dominacji.U mnie taki
      stan trwał dość długo, za długo.Bałam sie że sobie nie poradzę ,co powiedzą
      ludzie, dzieci itd.A on sie tym wcale nie przejmował tylko robił to co
      chciał.Taki już jest.Liczy sie tylko on i jego potrzeby reszta to dodatek.kiedy
      dowiedziałam się że wynajął mieszkanie dla następnej panienki i jej dzieci i tam
      przebywa powiedziałam dość.troszkę za pózno
      • malabrytania73 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 19:17
        Jak czytam wasze wypowiedzi to się zastanawiam. Bo u mnie nie bił nie pił nie
        wyzywał. Tylko błąd zaniechania. Tylko szliśmy obok a nie razem. Seks raz na
        dwa trzy miesiące. Jak miałam wypadek samochodowy to najbardziej troszczył się o
        samochód. Pasją jest sztuka walki w nią zaangażowany w całości. Noce sama,
        wieczory sama. Wyjść razem żadnych. On na imprezy zapraszany sam. I ciągle mi
        było czegoś brak. Ale nie umiałam nazwać może to było za trudne, czego. To ja
        zarabiałam a on tak wiecie niezborność i niegotowość, i coraz bardziej mnie
        nienawidził. Zaproponowałam terapię nie miał do tego głowy mógłby tak żyć
        latami. Pewnie znowu za jakiś czas pojawiłaby się jakaś małolata do
        romantycznych spacerów. Pojawił się facet kolejny guru. W tym czasie
        powiedziałam że ja już taki nie mogę powiedział tylko "OK" znowu ja załatwiłam
        trudną rzecz. Mamy dziecko. Nie dorósł do dorosłości. Do szkoły się spóźnia,
        lekcje niesprawdzone. Kocham go ale i tak jestem sama. Owszem podwiózł, zrobił
        zakupy, ale brak "domowej inicjatywy własnej" zresztą chyba nie tylko domowej.
        Tak kiedyś mnie praliżowało. Teraz po prostu zobaczyłam że tak będzie zawsze i
        zawsze to ja będę ta wstrętna winna. Nie chcę. Czytam te moje strzępki takie
        niepozbierane nie po kolei. On traktuje pomoc kobiecie, albo jako coś dzięki
        czemu czuje się lepszy ale potem jak kamień u szyi oczekiwania kobiety takie
        dorosłe są wkurzające i do odrzucenia. oj nie mogę tak chyba oddać klimaty braku
        bliskości współdziałania i miłości...
        • custom_babe Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 19:49
          malabrytania73 :
          Jakbym czytała o sobie....i doskonale cię rozumiem. Z mężem żyjemy jak lokatorzy w jednym mieszkaniu, niby razem, ale osobno...Cholera nawet ten seks, to u mnie tak samosmilesmile
          Rachunki na mojej głowie, jak przyjdzie upomnienie, to moja wina, jak się upomnę o pieniądze, to też moja wina(że wydałam swoją pensję i chcę zabrać z jego), jak do lekarza z dzieckiem, to ja, jak szukanie opieki dla syna, bo np. on ma jakąś imprezę, a ja egzaminy, to to jest moja sprawa, jak....i tak w kółko.
          Ja coś zrobię bez pytania- jest źle. On może robić i kupować wszystko, co tylko chce, bez nawet poinformowania mnie o tym. Jakiś czas temu stwierdziłam, że ja mu pokażę, jak to jest być odsuniętym na bok przy podejmowaniu takich decyzji- jednego dni sprzedałam swoje auto, a drugiego podjechałam nowym....hehe, żałujcie, że nie widzieliście jego miny! Oczywiście, kupiłam złe auto- że silnik nie taki, że benzyniak, że dużo pali, że za duże itp. A potem sam chciał ciągle nim jeździćsmilesmile Wytłumaczyłąm mu, dlaczego tak zrobiłam. Że mnie to bolało, kiedy on sam decydował w sprawach, które normalnie omawia się z drugą osobą, że czułam się pominięta itp. Powiedział, OK, rozumiem cię, przepraszam.....po czym dwa tygodnie później zabrał nasze oszczędności, i sobie zainwestował...już nawet nieważne w co....że niby to taki świetny interes....ehh
        • loorien Re: malabrytania 19.06.08, 10:13
          Rozumiem co czujesz u mnie podobnie - życie osobne, niby zrobi co
          chcę (za jakis czas i z łaską) ale zero zaangażowania jakiejś
          inicjatywy. Wprowadził się do mnie więc do dzis nie uważa naszego
          mieszkania za dom. Nowe mieszkanie jednak tez załatiwam sama jemu
          wsystko obojętne. Kupno czegokolwiek wubór wakacji - to kara dla
          niego on nie potrzebuje niczego, najchętniej by wyjechal w góry i
          tam żył. Odbiera mi to całą radość życia. Ja wyniosłam z domu chęć
          wspólnego przeżywania wszystkiego dzielenia się przemyśleniami, dla
          mojego męża to niepotrzebna gadanina przeciez wszystko jest ok.
          Nigdy mi ni powie co w pracy co u rodzicow u brata co sie wydarzylo
          w ciagu dnia co sądzi na jakis temat. Nic. Cisza. Pustka. Otwiera
          się tylko w swoim towarzystwie wśród kolegów w górach no i po
          alkholu. Ja tak nie umiem żyć, czuję się niespełniona jako kobieta,
          niedowartościowana, robi ze mnie zrzędzące "żonidło" mające
          niewiadomo jakie oczekiwania a przeciez wszystko ok, a on nie jest
          moją przyjaciółką tylko facetem, któremu należy się szacunek. Aaa i
          jeszcze brak wzorca mężczyzny mi zarzuca, ze nie rozumie ze facet
          musi sie napic obejrzec mecz .... i wyzwac swoją kobiete po pijaku.
          A ja mam kochanego ojca któremu on do pięt nie siega i nie próbuje
          nawet. Najgorzej to być z człowiekiem o zerowej wrażliwości i
          prymitywnej psychice....więc najwyższa pora nie być.....
      • custom_babe Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 19:31
        Ja się nie boję, wiem, że sobie poradzę, moja cała rodzina chyba by zrobiła imprezę na cześć mojego rozstania....A paraliż dalej jest. Wiem, że nam się nie uda, on już nie jest w stanie się zmienić, a ja nie potrafię zaakceptować jego modelu życia i dostosować się do niego. U nas nie ma kochanek, ani tego typu spraw. Jest za to totalny brak szacunku, zrozumienia. Taki klasyczny konflikt charakterów. On chce być kawalerem ze sprzątaczką przy boku, ja chcę mieć partnera i przyjaciela na całe życie. Ani on, ani ja nie potrafimy się zmienić, ale ja mimo tego wszystkiego łapię się każdej chwili, w której jest lepiej, jak rzep psiego ogona, cały czas mając nadzieję, że może jakoś się ułoży, chociaż jestem świadoma, że taka poprawa potrwa najwyżej 1 dzień... I czekam na tę chwilę, że powiem DOŚĆ! Odetchnęłabym z ulgą, gdyby on sam wyszedł z taką inicjatywą...ale się nie doczekam, bo kto rezygnuje z takich wygód, jak ma full service całkowicie gratis i do tego robi, co chce?
        • malabrytania73 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 22:04
          Myślę że jak zwykle podejmiesz Ty trudną a decyzję zresztą decyzja ma być Twoja.
          Jak będziesz gotowa. U mnie były czasem wyjazdy ale taka cisza w tym trudno było
          wyjeżdżać razem bo nie było o czym rozmawiać chyba popsuło się po pierwszym
          dziecku. Po rozstaniu był zaskoczony że mu nie piorę. Że odłożyłam jego rzeczy
          na bok. I ze nie mogę z nim mieszkać bo to boli bo go kocham ale już nie mogę
          tak żyć w takiej próżni. Teraz oglądałam zdjęcia z ostatnich 3 wyjazdów
          jednodniowych tak były ale jakaś pustka między nami i tak myślę czego ja się
          czepiam a po powrocie siadał i już do nocy filmiki na necie lub gra a potem
          osobne łóżka ile mona inicjować. Próbowałam rozmawiać, ale ten seks to jakoś
          zawsze trudny temat "bo się kłócimy" ja na to że kłóciliśmy się 2 tyg temu a on
          że to tak szybko nie przechodzi. I taka huśtawka od rozpaczy po ulgę. A teraz
          znalazł książkę jak uwodzić erotycznie kobiety, szkoda że wcześniej nie kupił. I
          znowu zamiast uczuć instrukcja obsługi. Jak być super facetem (który boi się że
          zawiedzie kobietę i tak na prawdę to jej nie lubi)koszmar w którym żyłam przez
          10lat. I ciągle próbowałam nie być złą.
          • a.niech.to Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 22:09
            Piszesz o dobrze mi znanej samotności we dwoje. Wybrałam
            pojedynczą.smile
            • sylwiamich Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 18.06.08, 22:20
              a.niech.to napisała:

              > Piszesz o dobrze mi znanej samotności we dwoje. Wybrałam
              > pojedynczą.smile


              Pojedyńczo to dla mnie odpoczyneksmile))
              • a.niech.to Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 09:37
                ... oby nie wieczny.sad
                Tak sobie pomyślałam a propos nowych moderatorów, że gdyby tak Tri i
                Mazur w jednym, byłby Szeryf ani chybi.big_grin
          • loorien Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 10:21
            Też mi się wydaje że staram się nie być złą, tolerować go takim jest
            cieszyć sie z chwil wspólnie spędzanych z naszym synkiem niemal2-
            letnim, który wtedy mówi :mama tata jawink: seksu który jest ok (jest
            maniakiem niestety) ale niestety napiecie narasta niezrozumienie aż
            do ujścia emocji. Niestety obwinam też siebie mam świadomość że moja
            mama jest typem zrzędy i biedny ojciec non stop wysłuchuje jej
            narzekań i czasem wydaje mi sie że gdybym odpuściła to byłoby
            dobrzee. Ale na litosć boską przecież mam prawo komunikować swoje
            oczekiwania i krytykować jak mi się coś nie podoba. Bo inaczej raka
            dostanę jak wszystko będę znosić w milczeniu
            • kozka35 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 11:41
              O rozwodzie myślalam już 1,5 roku ale wiedzialam ze chociaż zaloże sprawę o rozwód będę z nim mieszkać to mnie powstrzymywalo.W marcu m jak zwykle poszedł z całą swoją wypłatą pić,jak zwykle nie myśląc o nas(wrócił bez grosza). W tym dniu we mnie pękło, na drugi dzień był już na swoim i powiedzialam mu ze zakładam sprawę o rozwód a jak nie ustąpi z mieszkania to eksmisję.Nie ustąpił i zrobił się dwa razy gorszy,ale pomimo tego wiem ze to najlepszy mój krok w zyciu.
              • a.niech.to Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 13:23
                kozka35 napisała:

                > wiem ze to najlepszy mój krok w zyciu.
                Intuicja?
    • krolowazla Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 13:31
      U mnie myśl o rozwodzie pojawiła sie zaraz po ślubie. To pączkowało i
      pączkowało, az wreszcie wybuchło.
      Przyczyna tak naprawdę: alkohol m., narkotyki m., imprezy m., nocne wyjścia z
      domu (samotne) m., kłamstwa m., wieczne spanie m. (oprócz czasu spędzonego w
      pracy), brak zaangażowania m. w pomoc w domu , brak pomocy m. przy opiece nad
      dzieckiem, brak wspólnie spędzanego czasu, brak wspólnych zainteresowań, brak
      sex (baaa nawet spania w jednym łóżku), a najbardziej mnie bolało jak mówił:
      "będę robił co będę chciał" - w sumie na koniec powiedziałam " teraz możesz
      robić co chcesz" wink

      A ja odzyskałam pewność siebie, radze sobie sama z dzieckiem. Pracuję. jestem
      szczęśliwa - chociaż jeszcze mężatka wink
    • czarownica_8 Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 19.06.08, 22:30
      Ja któregoś dnia zastanowiłam się nad swoim życiem, stwierdziłam, że
      nic nas nie łączy - żyjemy jak obcy ludzie, a ja np chciałabym
      inaczej, że nie czuję się kochana (mało powiedziane!) i że nie
      kocham go, a więc czas na poważne decyzje. W zasadzie podjęłam wtedy
      już decyzję, tak wewnętrznie, w sobie. Przyczyny propozycji rozwodu
      spisałam na kartce w punktach, żeby nie zapomnieć, nie dać się zbić
      z tropu itd i doszło do poważnej rozmowy. Potem były dalsze rozmowy,
      on chciał jeszcze to zatrzymać, ale nie miał żadnych dobrych
      pomysłów co zrobić, żeby coś zmienić między nami. Dodatkowo jednym z
      głównych moich zarzutów było to, że mnie okłamuje, a cały czas to
      robił dalej. Więc rozwód stał się nieunikniony. Powiem Ci tylko, że
      jak podjęłam tę decyzję ostatecznie i złożyłam pozew w sądzie (4
      miesiące po tamtej pierwszej rozmowie), to zrobiło mi się o wiele
      lepiej. Najgorszy okres jak na razie, to było to cholerne
      podejmowanie decyzji i wyrzuty sumienia, że krzywdzę wszystkich
      wokół siebie. Po podjęciu decyzji zachowanie m. pokazało dobitnie,
      że moja decyzja była najwłaściwsza na świecie. Widzę to na każdym
      kroku. Dalsze jego postępowanie powoduje, że chce mi się śpiewać i
      gratuluję sobie kilka razy dziennie. Życzę Ci właściwej decyzji.
      • sadaga Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 20.06.08, 12:29
        jestem jeszcze przed...od prawie 7 m-cy sama. przypadkiem odkryłam że ex ma
        romans. na początku ogromny szok. teraz wiem że byłam samotna w związku. ex też
        na imprezy sam, do tego jego problemy z alkoholem i związany z tym strach, dom i
        małe dziecko na mojej głowie, sex beznadziejny. teraz dopiero widzę że byłam z
        egoistą. głupia byłam, bo powoli zatracałam swoją godność. oszukiwałam się.
        choć boli jeszcze na myśl, że nie tak miało być, to jestem szczęśliwa. dobrze mi
        samej. i tak się zastanawiam czy kiedykolwiek jeszcze zatęsknię do mężczyzny wink
        • a.niech.to Re: Co zadecydowało o rozwodzie? 20.06.08, 12:55
          sadaga napisała:

          > zastanawiam czy kiedykolwiek jeszcze zatęsknię do mężczyzny wink
          Zatęsknisz, zatęsknisz. Inną jest rzeczą, co zrobisz z tą tęsknotą.
          Co poniektóre zostają dewotkami.smileSama czasem odwołuję się w
          metareflesji nad życiem do elementów zapodanych przez jakiegoś New
          Age.big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka