były mąż jest alkoholikiem, przemocowcem (borderline na 100%), w
trakcie małżeństwa nie dokładał się do życia, wydatków na dzieci,
budowy domu. Robił za to długi, które w większości ja spłacałam
(kilkanaście razy, czasem po kilkanaście tysięcy), czasem teściowie
(2-3 razy).
Oczywiście w dalszym ciągu nie płaci na dzieci (mimo, że alimenty
sam zaproponował po 250 zł na dziecko, a ja się zgodziłam).
Dla dzieci nie ma czasu/ani kasy (powiedział - skoro chciałaś mieć
dzieci przy sobie to się nimi zajmuj), a w tym czasie jeździ na
urlopy z nową kobietą, kupuje najnowsze modele komórek, nawigację
itp gadżety. (ciekawe kto mu teraz spłaci długi)
Przegiął w ostatni weekend, kiedy to pod moją nieobecność sprowadził
do domu swoją nową ofiarę i jej dziecko. Używali moich rzeczy,
wyczyścili spiarnię i wypili moje wina (a miałam też i dobre
roczniki), zostawili 1 pustą butelkę w barku...
Postanowiłam przeprowadzić sądowy podział majątku. Chcę go spłacić.
On zaproponował podział: zostaw mi dom, przecież możesz zaciągnąć
nowy kredyt i zbudować sobie drugi.
Przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że to nie jest dobry
(sprawiedliwy) pomysł
Zarabiam kilka razy więcej od niego, on trwonił majątek (alkoholizm
+ długi). Czy mam sznsę na sądowne ustalenie nierównego podziału
majątku? I jak ustalić jego udział? Kasy nie wniósł żadnej, ale np.
kosił trawę?
Będę wdzięczna za każdą radę.