Po otrzymaniu terminu rozprawy m zmienił swoje zachowanie. Jakiś taki cichy,
przygaszony.... Mało tego! Zaczął się do mnie odzywać

) I tak trochę
gadaliśmy, i zaczęły mnie ogarniać wątpliwości. A nuż się zmienił, a ja głupia
go skrzywdzę. Dwa tygodnie do sprawy, a ja w kropce. I dziś trach, nie
wytrzymał bidulek tego napięcia i wszystko wróciło do normy. Musiał się nieźle
męczyć, taki uprzejmy. I koniec moich wątpliwości. Na szczęście. To normalne
przed sprawą? O co mu chodzi?