Dodaj do ulubionych

Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partnerki?

15.09.08, 10:26
Związałem się z kobietą z dzieckiem, mieszkamy jakieś 4, może 5 mc razem na
wynajmowanym. Biologiczny ojciec pełni swoja rolę w weekendy tak raz na 3 tyg.
oraz czasami w wakacje.

Parę dodatkowych faktów z naszego życia (myślę że istotne do obrazu całej
sytuacji):

Dziecko – 6 lat rozpuszczone nauczone że krzykiem i płaczem wymusi wszystko co
chce, kiedy widzi matkę w pobliżu „przestraja” się momentalnie na stękanie,
jęczenie, marudzenie, a kiedy nie uzyskuje tego czego chce po prostu wyje,
wali głową o ścianę itp. Jak ktoś oglądał scenki z super niani to myślę że to
obrazuje. Teraz jest i tak lepiej, kiedyś ją kopał, szarpał, robił sceny na
środku sklepu. Jego zachowanie i tak się poprawiło odkąd żyjemy razem.
Pogarsza się mu po wizycie u taty. Kiedy jest pod opieką kogoś obcego czy mnie
samego „złote dziecko”, grzeczny i robi o co się go poprosi.

Ona – Toksyczni rodzice, a konkretnie matka, wątpię że zaznała miłości jako
dziecko, ojciec w pracy za granicą. Matka stosowała wg mnie hitlerowskie
metody, np. potrafiła wylać na głowę dziecku wodę za to że kupiło nie
gazowaną... Obecnie po rozwodzie, poprzedni związek 7 lat, on odszedł do innej
zostawił ją z dzieckiem, bez pracy i środków do życia. Często się kłócili ich
związek był burzliwy. Po rozwodzie znalazła sobie nowego partnera, ich związek
był głęboki emocjonalnie, przepełniony uczuciem miłości, lub jak kto woli to
określać stanem zakochania. Teraz jest ze mną, nudnym informatykiem
prowadzącym własną firmę czyli zajętym człowiekiem, twierdzi że z rozsądku,
mówi że miłość nie istnieje, często mówi że nie jest w stanie zaangażować się
emocjonalnie.

Ja- Trochę wyalienowany komputerowy grzyb smile Dziecko alkoholika, wiele z
opisywanych syndromów DDA do mnie pasuje. Nie łatwo nawiązuje przyjaźnie.
Przeważnie wole sam rozwiązywać swoje problemy. Często zamykam się w sobie.
Rzadko kiedy uzewnętrzniam emocje. Przewrażliwiony na swoim punkcie można by
powiedzieć że przeczulony jeśli chodzi o jakiekolwiek słowa krytyki. To mój
pierwszy poważny związek, nie byłem z nikim na dłużej.

Dziś rano usłyszałem: „Nie wiedziałam że stosujesz takie hitlerowskie metody,
nie wiedziałam że to z ciebie wyjdzie”. Kiedy poprosiłem o konkretne przykłady
nic nie usłyszałem w odpowiedzi.

Ostatnio mieliśmy sytuację w której nie potrafię ocenić które postępowanie
jest dobre:

Byliśmy na festynie gdzie mały został pomalowany jako kot na twarzy, ona
powiedziała mu że może w tym spać, ja nic o tym nie wiedziałem. Nadeszła pora
spania a więc i mycia się. Mały jak zawsze wszedł już w swój rytm marudzenia i
stękania. Ja kładłem małego spać więc jak zawsze kazałem mu umyć zęby i buzie
zanim pójdzie spać i zaczął się płacz i ryk, że nie!!
Tak jest prawie codziennie, teraz to i tak są łagodniejsze formy smile. Ona
siedziała przed komputerem i miała pilną pracę do wykonania. Kiedy zaczął
histeryzować zabrałem go do jego pokoju i powiedziałem że nie wyjdzie dopóki
nie przestanie, w końcu się uspokoił i poszedł do łazienki ale znowu nie
chciał się umyć Powiedziałem że liczę do 3 i ma się umyć. On stresuje się już
samym odliczaniem nie wiem czemu, kojarzy mu się z czymś co następuje
ostatecznie. W końcu wtrąciła się ona mały przysłuchiwał się w łazience i po
całej tej „szarpaninie o mycie” stwierdziła że pozwoliła mu spać z pomalowaną
twarzą. Wszystko trwało jakieś 20 minut zanim się o tym dowiedziałem. Mały
podsłuchiwał o czym rozmawiamy z łazienki. Wyglądał zza szpary okiem i
obserwował sobie wszystko.

I teraz pytanie co w takiej sytuacji zrobić wg was? Zaznaczam że mały zawsze
poprzez histeryzowanie uzyskiwał to co chciał. Taka jego metoda.

Po całej akcji poszedł spać z pomalowaną twarzą uzyskał to co chciał po raz
kolejny poprzez płacz, mało tego był świadkiem tego jak się spieramy i nie
mówimy jednym głosem. Wg mnie skoro już doszło do sytuacji kiedy próbuje
wymusić coś histerią powinno się być konsekwentnym i jednak powinien to zmyć.
Zaznaczam kolejny raz ze przez całe 20 minut walki smile nikt mi nie powiedział
że mały miał pozwolenie.

W efekcie mały wyszedł usatysfakcjonowany z łazienki i uzyskał znowu poprzez
swoje histeryzowanie to co chciał. Dziś rano dowiedziałem się że stosuje
hitlerowskie metody... Tymczasem moje metody wyczytałem z poradnika który
otrzymaliśmy od przyjaciółki mojej pranerki która tez widzi te problemy z małym.

Wiele wcześniej było sytuacji kiedy wymuszał coś płaczem. Lody, cokolwiek co
chciał żeby mu kupić. Kiedyś często szedł spać nie umyty, często nie mył
zębów. Wszyscy mu ustępowali dla świętego spokoju. Np. ostatnio babcia
przeleciała się po parku z małym bo on tak chciał mimo iż miał wcześniej
zakazane przez nas.

Na koniec powiem że mały często słyszy że nie mówimy jednym głosem do niego,
często jest tak że ja mówię cos, a ona coś innego. Mały nauczył się już że jak
tylko mu czegoś zakazuję to leci do mamy i mówi: Mam powiedz mu żeby....

Ps. Ostatnio doszło jeszcze do tego że mały wyzywa mnie od tłuściochów,
grubasów (no fakt jestem gruby) itp. A ona nie reaguje. Wchodzimy więc na
trochę inny poziom relacji kiedy ona pokazuje mu że może nie mieć do mnie
szacunku... Ostatnio po wizycie u Taty mały powiedział coś takiego: „Wiesz kim
ty dla mnie jesteś? Nikim”

Jestem już zmęczony tym wszystkim, ale nie tyle co zachowaniem dziecka (bo
dziecko można wiele nauczyć) ile zachowaniem matki.

A może jednak jestem przewrażliwiony na swoim punkcie?
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 10:54
      Najpoważniejszy problem jaki ja widzę to brak szacunku jaki Wy
      dorośli macie do siebie i brak komunikacji oraz wspólnego frontu.
      Nie wrózy to dobrze na przyszłośc a dziecko? Jak rozpuszczone
      dziecko, które nauczyło sie osiagac to co chce w najprostszy sposób.
      Głupie by było jakby nie korzystał skoro mama i cała reszta rodziny
      na to pozwala.

      zastanów sie czego chcesz i konsekwentnie do tego dąż. Skoro jestes
      konsekwentny najpierw zacznij wymagac szacunku do siebie...nie tylko
      od dziecka ale tez od partnerki.
      • konstancja16 Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 11:03
        to ze zmywaniem twarzy to nie najlepszy przyklad, z tego co piszesz
        to mama mu obiecala, ze bedzie mogl z tym spac. konsekwencja, moim
        zdaniem, powinna dzialac w obie strony: tzn powinna dotyczyc zarowno
        wymagania od dzieciaka jak i spelniania obietnic doroslych. to
        oczywiste, ze powinniscie RAZEM ustalac czego bedziecie wymagac, a
        nie dyskutowac przy Mlodym. no i to przytyki dzieciaka... nie, tu
        matka powinna reagowac stanowczo. gowniarz nie moze sobie pozwalac
        na takie odzywki wobec doroslych - czy to wobec Ciebie czy wobec
        sasiada, czy wobec kogokolwiek.

        a tak w ogole to zajrzyj moze na forum macochy, tam 'ojczymowie' tez
        mile widziani, a generalnie problem jest taki sam - ulozenie relacji
        z nieswoim dzieckiem. i zlozenie rodzinny z kawalkow pozostalych
        poz rozpadzie innej. lub innych.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
        slusznie, moim zdaniem, zauwazyles, ze problem tkwi w postepowaniu
        matki dziecka. i to z nia musisz dogadac rozne rzeczy jesli chcecie
        dalej razem ciagnac ten wozek.
    • lampka_witoszowska Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 11:24
      mam dwa spostrzeżenia

      po pierwsze, przykład ze zmywaniem twarzy - postaw się na miejscu
      dziecka, które ma obiecane, że może spac z pomalowaną buzią - to po
      całej sytuacji oboje, a szczególnie Ty po swojej scenie z
      odliczaniem, powinniście/powinenes przeprosic malca za Wasze -
      dorosłych - niedogadanie - i podtrzymac obietnicę (inaczej nigdy nei
      będzie Wam ufał ani wierzył w jakiekolwiek obietnice... słabe to - w
      dorosłym życiu będzie się wycofywał z każdego sspołecznego układu -
      Ty tak masz, prawda? nie jest to miłe...)

      nie ma zmieniania decyzji, jeśli ma cos obiecane
      po prostu pomysl, jak Ty bys się z tym czuł - oszukany, prawda?
      pierwsze słowo dorosłych się liczy
      - dlaczego matka ma zmieniac swoją decyzję na przykrą dla dziecka?
      podaj powód, jeśli taki widzisz - bo na razie albo chcesz pokazac
      małemu, że jestes od matki silniejszy, albo nauczyc go, że od niego
      i jego marzen Ty jestes ważniejszy - i tu, i tu przegrasz, to ja Ci
      mówię z góry

      no i skoro Ty lubisz - jak każdy normalny człowiek - dostac to, na
      co masz akurat ochotę, to nie dziw się, na Boga, dziecku, że ma tak
      jak każdy człowiek - on uczy się akurat dopiero odmawiac sobie - i
      niektórzy dorośli tego nie umieją, nie oczekuj, że malec sie tego
      nauczy jak programowany automat)

      histeryczne zachowania o dziecka siłą słabo się "wyplenia" - tu
      trzeba prawdziwej miłosci do dziecka, cierpliwosci i żelaznej
      konsekwencji - trudne połączenie, dlatego miłosc (również
      miłosierdzie) jest warunkiem koniecznym - inaczej wywołasz jednie
      posłuszenstwo i strach - a potem nienawisc
    • cathy_bum Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 11:31
      Tak na szybko kilka uwag.
      Dziecko zapewne jeszcze nie zaakceptowało nowej sytuacji (zwłaszcza,
      że jest to kolejny związek mamy, wiec tych zmin było sporo). Jest
      zazdrosne o matkę, próbuje "ugrać" coś dla siebie. I za nic nie
      stracić pozycji pępka świata. Wcale nie takie niezwykłe zjawisko.
      Nie mieszkam z moim partnerem, a moje dziecko aż takich jazd nie
      urządza... Ale też dawało mi popalić, kiedy zorientowało się, że
      ktoś ważny pojawił się w moim życiu. Wycia, awantury, dzikie sceny
      zazdrości.sad Co nie oznacza oczywiście, że zachowanie takie należy
      tolerować.
      Dodatkowo 6-7 latki bywają tak marudne, że - piszę na podstawie
      obserwacji własnych i paru przyjaciółek - własne matki mają czasem
      ochotę zadusićwink
      Samotne matki mają czasem tendencję do "wynagradzania" dziecku braku
      ojca. Trudno się czasem powstrzymać od ulitowania na dzieckiem, choć
      tak szczerze mówiąc dzieciak ma z tego więcej szkody niż korzyści.
      Zmiana takiego podejścia wymaga mnóstwo pracy nad sobą.
      Dziecko wariuje po powrocie od ojca. No niestety - tak to często
      bywa. Nie jest to zwykle winą ani ojca, ani matki. Dzieci są wybite
      z rytmu, zagubione. Moje miało zwyczaj przez pierwszy rok spotkań z
      tatą strzelać focha po powrocie do domu. Przy czym wiem, że ex nie
      wygłasza raczej krytycznych uwag pod moim adresem i dziecku krzywdy
      nie robi. Gorzej, jeżeli tata nastawia dziecko przeciw nowemu
      partnerowi mamy.sad
      Nie jesteś ojcem dziecka, a rolę ojczyma pełnisz krótko. Ciężar
      decyzyjno-wychowawczy spoczywa na matce. I tak zresztą powinno być,
      bo to ona i jego ojciec powinni podejmować decyzje w jego sprawie.
      Jednak przyznaję, że dla mnie niepokojące jest przewalanie ciężaru
      na Ciebie, a potem kwestionowanie Twoich decyzji. Mogę tylko napisać
      o sobie: nie zawsze zgadzam się z moim partnerem, ale nie podważam
      jego zdania w obecności Młodej. Jeżeli zdarzy nam się wydać
      sprzeczne polecenia/decyzje, to pierwsza decyzja jest obowiązująca.
      Nie ma opcji, że dziecku się nie podoba jego decyzja, to ja
      szybciutko ją zmienię. Jeżeli czasem dojdzie do sytuacji, gdzie
      decyzja jest z jakiś względów krzywdząca, możemy ustalić jej zmianę.
      Ale właśnie ustalić...
      W sytuacji pomalowanej twarzy, skoro mama pozwoliła mu wcześniej tak
      spać.... To dla mnie by tak poszedł. Przeprosiłbym dziecko: "Nie
      wiedziałam, że mama ci pozwoliła. Trzeba było powiedzieć. Jeżeli
      tak, to oczywiście możesz iść tak spać. Ale dlatego, że to była
      decyzja mamy, a nie dlatego, że wyłeś." Nie byłoby to dla mnie
      niekonsekwencją, skoro pierwsza decyzja matki dopuszczała spanie z
      brudną buzią. Przeproszenie dziecka nie jest podrywaniem własnego
      autorytetu.
      Zadziwia mnie, że Twoja partnerka pozwala Cię obrażać dziecku.
      Dzieci plotą różne rzeczy, ale rolą rodzica jest na to reagować.
      • ben_kowalewicz Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 11:53
        Trochę tak było: mały mógł iść spać pomalowany i powiedziałem że nie wiedziałem
        że mama mu pozwoliła, ale już byłem wkurzony że trwało to wszystko 20 minut w
        jednym pomieszczeniu gdzie przebywała i matka. no ale jestem też w stanie
        zrozumieć że mogła być bardzo zajęta pilną pracą przy kompie. No nic trudno
        stało się.
        • cathy_bum Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 12:16
          6-latek to rozumne dzieckosmile) Można później na spokojnie pogadać:
          że nie wiedziałeś o decyzji mamy i stąd Twój upór. Że prosisz go,
          żeby w takich sytuacjach wyraźnie mówił, że mama się zgodziła, co
          pozwoli uniknąć konfliktów. Dziecko dostanie komunikat, że ustąpiłeś
          nie pod wpływem ryków, które zwabiły matkę i przegranej w kłótni z
          nią, ale dlatego, że decyzja zapadła wcześniej. Takie ustąpienie czy
          przeprosiny to żadna ujma na honorze dla dorosłego.
          To, że dzieci grają decyzjami dorosłych to norma jest. smile) Sama w
          dzieciństwie chcąc uniknąć pójścia do szkoły zaczynałam przezornie
          temat najpierw z mamą, bo wiedziałam, że szybciej zmięknietongue_outP
          Jak rozumiem, nie masz własnych dzieci. Tym bardziej szokujące są
          dla Ciebie pewne zachowania małego. Otrzaskanych w ogniu
          rodzicielstwa nie dziwią sceny rozpaczy pozornie o błahostkę (różowa
          gumka do włosów zamiast zielonej) czy godzinne awantury o
          sprzątnięcie 3 zabawek, które zajmuje 30 sekwink Swoją drogą
          odliczania ("liczę do 3") nie znosi większość dzieci. Moje wie,
          że "liczę" tylko, kiedy doprowadza mnie do furii i pokazuję jej czas
          jaki został do natychmiastowej ewakuacji z pomieszczenia zanim
          dojdzie do wybuchuwink Natychmiast łapie, że grunt jej pali się pod
          nogami. W codziennych sytuacjach, kiedy chcę wyznaczyć jej
          nieprzekraczalne granice wykonania jakiejś czynności (bo się
          grzebie), ustalamy razem na zegarku czas.
          Konsekwencja jest potrzebna. I wspólny front rodziców/ partnerów.
          Najlepiej, kiedy udaje się wspólne zasady postępowania wobec dziecka
          stosować wszystkim, również biologicznemu rodzicowi nie obecnemu na
          co dzień w życiu dziecka. Konsekwencja nie oznacza upokarzania,
          upierania się za wszelką cenę przy swoim. Konsekwencja oznacza też
          szanowanie decyzji partnera, skoro dało mu sie prawo do ich
          podejmowania.
          • cathy_bum Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 12:26
            I jeszcze... Konsekwencja nie oznacza tresowania. Z dzieckiem
            przedew wszystkim można (i trzeba) ustalić wspólne zasady,
            konsekwencje nie wykonania jakiś zadań. Ono też powinno ROZUMIEC,
            dlaczego coś jest tak, a nie inaczej. Rozmawiać, rozmawiać.... Jak z
            partnerem. Bo dziecko też jest partnerem. Czasem okazuje się, że dla
            dziecka coś jest poważną przeszkodą i dla wspólnego spokoju można
            wynegocjować inne rozwiązanie. Np. moje dziecko nie chciało wyrzucać
            śmieci wieczorem. W rozmowie okazało się, że wyskoczył na nią raz z
            ciemności dziki kot. Przestraszyła się. W spokojnej rozmowie
            ustaliłyśmy, że wobec tego wieczorne śmieci mogą zaczekać do rana.
            Natomiast ona dodatkowo zaczęła sortować butelki. Obie strony
            zadowolonesmile
            A tresowane dzieci, które muszą wykonywać polecenia dorosłych "bo
            tak" to smutny obraz... Widuję czasem i ciarki po mnie chodząsad
            • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 13:38
              Ja tam niewiele powiem, bo wiem, że Cathy zrobiła to idealnie smile
              moje dziecię ma 7 lat i skłonności do histerii odkąd pamiętam. Bez
              odliczania i bez zegarka (minutnika) nie byłoby szans na normalne
              funkcjonowanie. I tak wiem, ze dużo wcześniej budzę moją córkę przed
              szkołą niż inne matki. Przemarudziła by cały ranek gdyby nie to jak
              nazywacie - dyscyplina. Czasem tego nie znosi, czasem się ściga z
              czasem. Ale wie, że inaczej nie można. Kiedy wrzeszczy -
              odizolowywuję ją od siebie, zeby się wykrzyczała. A Cathy może
              potwierdzić, ze płucka to ona ma smile Tak, przy "obcych" jest inna.
              Rozmawiam z nia o tym, że ja też załuguję na taki szacunek jak inni.
              Że również miłość matki do dziecka trzeba pielęgnować, że brak
              szacunku do mnie nie wpływa na nas dobrze. Ale potrafię przyznać sie
              do błędu. Przeprosić ją gdy coś zrobię nie tak. Myślę, że jesteś na
              dobrej drodze jeżeli chodzi o postępowanie z małym. To ciężki
              kawałek życia... Jednak komunikacja z matką szwankuje. Nie tylko ja
              to widzę. A to, że Cię obraża? Koszmar. Nie wyobrażam sobie, zeby
              moje dziecko do kogokolwiek się tak odezwało. A święte nie jest
              zdecydowanie.
              Trzymam za Was kciuki!
    • triss_merigold6 Jesteś facetem Alexolo? 15.09.08, 11:41
      Idealnie pasujesz do opisu partnera Alexolo tylko dziecko jest w
      Twojej wersji o rok starsze.
      • ben_kowalewicz Re: Jesteś facetem Alexolo? 15.09.08, 11:56
        Nie
      • nangaparbat3 Re: Jesteś facetem Alexolo? 15.09.08, 13:42
        triss_merigold6 napisała:

        > Idealnie pasujesz do opisu partnera Alexolo tylko dziecko jest w
        > Twojej wersji o rok starsze.

        Też mi to przyszlo do głowywink
    • marek_gazeta Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 12:04
      Ciężko jest wychowywać własne dzieci, jeszcze trudniej czyjeś. Dziecko - jak wynika z Twojego opisu - jest rozpuszczone, ale jeśli rodzice tak chcą je wychować, to w końcu mają do tego prawo.

      Sytuacja z malowaniem twarzy: czy dobrze rozumiem, że matka widziała całą scenę i nie zareagowała od razu? To by było bardzo nie ok.

      Szacunku do siebie trzeba dziecko nauczyć. Wytłumaczyć, że jest Ci przykro, kiedy Cię nazywa grubasem albo mówi, że jesteś "nikim". Pewnie nawet nie rozumie, co mówi.

      Kiedyś też miałem tendencje do tresowania dzieci (własnych) - odliczanie, dyscyplina itp. - bez przesady oczywiście - ale teraz mi przeszło. Staram się raczej negocjować, ale potem wymagać tego, co uzgodniliśmy. Jednak - trzeba przyznać - że dzieci nigdy nie próbowały niczego wymuszać scenami (może dlatego, że to nie miałoby szans zadziałać).

      No i nie pałam chęcią zamieszkania z kobietą i jej dziećmi smile Boże broń.
    • nangaparbat3 Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 13:41
      W sprawie buzi pomalowanej - on wywalczył dotrzymanie obietnicy
      złożonej przez matkę. RAcja była po jego stronie. Radziłabym
      przeprosic dziecko, ewentualnie dopowiedziec, że gdyby od razu
      powiedział, że mama mu obiecała, nie byłoby awantury (ale to broń
      Boze tonem wymówki czy pouczania).
      Na "grubasa" na Twoim miejscu zareagowałabym tak jak radzi MArek,
      jako matka chyba bym ostro powiedziała, że w ten sposób nigdy do
      nikogo nie wolno się odzywac.
      O przyczynach, dla których mały się zachowuje jak zachowuje, wiele
      już tu napisano, trudno coś dodac, najważniejsze, żebyś pamiętał, że
      on jest mały, słaby i od Ciebie zależny, i że życie dało mu w kośc
      od samego początku. Nie ma powodu mu ulegac, ale jego wyskoków
      absolutnie nie bierz do siebie.
      Poza tym sugerowałabym Ci pochodzenie na grupę dla DDA, podobno
      dobrze prowadzone czynią cuda. BArdzo trudno życ będąc wyczulonym na
      krytykę pod własnym adresem (wiem coś o tymwink, warto spróbowac pomóc
      samemu sobie.
      • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 15.09.08, 17:16
        nangaparbat3 napisała:

        > Poza tym sugerowałabym Ci pochodzenie na grupę dla DDA, podobno
        > dobrze prowadzone czynią cuda.

        To prawda. Jestem żywym przykładem.
    • bambi29 To ja. 15.09.08, 13:52
      Witajcie, to ja jestem tą nieszczęsną partnerką autora wątku i
      szczerze przyznam - jak zawsze z drugiej strony, że częstotliwość i
      intensywność przedstawionych tu "ogólnie" symptomów jest o jakieś
      50% przesadzona.

      > Ps. Ostatnio doszło jeszcze do tego że mały wyzywa mnie od
      tłuściochów,
      > grubasów (no fakt jestem gruby) itp. A ona nie reaguje. Wchodzimy
      więc na
      > trochę inny poziom relacji kiedy ona pokazuje mu że może nie mieć
      do mnie
      > szacunku... Ostatnio po wizycie u Taty mały powiedział coś
      takiego: „Wies
      > z kim
      > ty dla mnie jesteś? Nikim”

      A co do tego to sprostowujac, partner jest wiecznie na diecie i
      wiecznie wałkowany jest temat jego odchudzania. Mały, o ile
      pamiętam, powiedział do niego śmiejąc się, podczas jakichś tam
      zabaw: "Ty tłuściochuu", na pewno raz zareagowałam, mówiąc, ze tak
      nie wolno. Bodajże w drugiej takiej sytuacji nie reagowałam wogóle.
      Nie tłumaczę się, ale okolicznością łagodzącą (albo i nie) jest
      pewnie ostatnio moje permanentne zmęczenie (nawałam pracy).
      W sytuacji, gdy mały, po wizycie u taty powiedział: "Jesteś dla mnie
      nikim" oboje otworzyliśmy szeroko oczy.
      Inne ew. problemy wynikac mogą i pewnie wynikają z problemu
      opisanego w założonym przeze mnie wątku: "Nie kocham go...".
      To tyle, tytułem wyjaśnienia.

      P.S. O pretensjach partnera i tym, że "mie jest dobrze" dowiedziałam
      się właśnie z tego wątku, o którym sam mnie poinformował.
      Pozdrawiam

      • nangaparbat3 Re: To ja. 15.09.08, 14:05
        Bambi.
        Nie przyszło mi nawet do głowy, że słyszałaś, i nie zareagowałaś.
        Najprościej jak można: A dla mnie Ben jest bardzo ważną i drogą
        osobą.
        A potem, już w cztery oczy, rozmowa z synem, że tak nie wolno - i
        dlaczego nie wolno. Bez wyrzutów, bez złości, ale żeby spróbował
        zrozumiec. Jak się czuje osoba, której ktoś mówi, ze jest nikim.

        Tyle co do konkretu.
        Bardziej ogólnie - jeśli się chce, żeby ktoś z nami był, to trzeba
        dbac także o jego uczucia. SZanowac je.
        Mnie się zdaje, że Wasz związek bez terapii (każdego z osobna, a
        potem wszystkich razem) jest bez szans.
        • bambi29 Re: To ja. 15.09.08, 14:09
          Źle zrozumiałaś, Mały powiedział, że jest nikim - w sensie nikim z
          rodziny, spokrewnionym, a nie dlatego, że jest mało ważny.
          To było po wizycie u taty, więc pytaliśmy go, czy tatuś mu coś
          takiego sugerował.
          • bambi29 Re: To ja. 15.09.08, 14:14
            Ale co właściwie da terapia?
            Poza tym...Ben na nią nie pójdzie, wątpie w to.
            Poza tym, w celu "ratowania" związku i relacji można przecież zacząć
            od innych, chć drobnych pozytywów?
            Czymś poza domem - pracą, pracą, pracą.
            • to.ja.kas Re: To ja. 15.09.08, 15:01
              Pracą?
              Jaką pracą?
              Masz na mysli pracę zawodową?
              Pracę nad związkiem?
              Przeczytałam Twoje i Bena wątki. Nie wygląda to różowo. Prawda
              pewnie lezy gdzieś w okolicy środka.

              Mozna być z kimś w związku opartym na przyjaźni. Tak myślę. Mojej
              sis się to nie udało i z eks mężem dalej jest zaprzyjaźniona, ale
              już nie jest jego żoną. Było to o tyle łatwiejsze, że nie było
              żadnych dzieci.
              Zapracowanie nie jest wymówką na niedostrzeganie nabijania się z
              Twojego przyjaciela, (pozwól, że tak określę Bena)wyśmiewania jego
              tuszy czy braku reakcji na walkę o umycie się przed snem.

              Tak jak napisałam w pierwszym swoim poście,wydaje mi się, że między
              Wami szwankuje komunikacja i odnoszę wrażenie, że nie macie
              wspólnego celu (o wspólnym froncie nie mówię nawet).

              Czy Wasz związek ma szansę przetrwać?
              Nie takie związki ze szkodą dla wszystkich ciągną się do grobowej
              deski, a sa i takie które pomimo braku namiętności i gorącego
              uczucia są satysfakcjonujace dla wszystkich.
              Tu nikt wróżką nie jest.
              Tylko czy to wystarczy Tobie?
              A Benowi? A co gdy na horyzoncie pojawi się kobieta która da mu
              uczucie? Co on zrobi? Co Ty będziesz czuła?
              Smutne to Wasze życie i nie dlatego, że się nie kochacie. Nie jestem
              idealistka która wierzy, że miłość przezwycięży każdą próbę i jest
              niezbędna.
              Smutne jest to, że jak sama piszesz związek zabił Waszą przyjaźń,
              że nie rozmawiacie ze sobą jak kiedyś, że komunikujecie się za
              pomocą forum, że twój partner czuje się zbędny i źle w tym związku,
              dziecko nie ma jasno postawionych granic i oparcioa w Was a Ty mam
              wrażenie czujesz sie niespełniona.

              Jestem w związku i mam dziecko z mojego małżeństwa. To nie jest
              łatwa gimnastyka, mimo, ze Mój i Młoda się bardzo lubia. Ale nawet w
              takich relacjach czasem iskrzy i trzeba jasno określić granice...a
              kobieta jest wtedy między młotem i kowadłem i wiem dokładnie jak
              możesz się czuć.

              O tym, jak zareagowała na Twojego syna babcia Bena i ta historia o
              dziecku, że jest jego ...no comments. Ben jak jesteś facetem nie
              powinieneś na to pozwolić.
              Właśnie przy takich okazjach mozna budować autorytet i podziw w
              oczach kobiety i małego Brzdąca.
              Ty nie umiesz postawić granicy babci, nie dziw się, że Twoja
              Partnerka mam problem z granicami dla Malucha.

              Trzymajcie się.
              • to.ja.kas Re: To ja. 15.09.08, 15:06
                I Tri madrze napisał, warto najpierw Bambi pobyć samą po to by
                poznać siebie i wiedzieć czego się chce. Wieksza szansa, że nie
                wpadniesz w kolejną kabałę.
                Masz sześcioletniego syna który przeżył juz trzech partnerów (w tym
                swojego ojca) w zyciu swojej mamy. To dużo.
                Może Ty bardziej zaangażuj się w dopilnowanie syna, spędzanie z nim
                czasu i egzekwowanie zasad jakie wypracujecie z Benem w domu, Ben
                odpuści a syn nie bedzie się czuł tresowany przez kolejnego partnera
                mamy.
                Tylko by to zadziałało musisz naprawde madrze postępować. Pilnowac
                Bena by nie był "wyrywny" do sztorcowania Małego i jednoczesnie
                pilnować Małego by nie pozwalał sobie na niegrzeczne zachowanie
                wobec Bena.
                Niestety takich patchworkowych rodzinach partner który ma dziecko
                musi nauczyć się nie lada ekwilibrystyki i konsekwencji smile
              • bambi29 Re: To ja. 15.09.08, 15:29
                Pracą zawodową.
                Oboje niestety jesteśmy obecnie max zapracowani. Ja praca zawodowa +
                za tydzień obrona.
                Ben... praca zawodowa, zawsze w domu, zawsze po godzinach +
                weekendy, ale jak mus, to mus.

                > Tylko czy to wystarczy Tobie?
                > A Benowi? A co gdy na horyzoncie pojawi się kobieta która da mu
                > uczucie? Co on zrobi? Co Ty będziesz czuła?

                Nie wiem. Paradoksalnie, to ja, dawno, dawno temu, będąc jego
                przyjaciółką (wtedy jeszcze wierzącą w miłość)nauczyłam go tego, że
                miłość jest ważna, a raczej zwróciłam na to jego uwagę. On zawsze
                twierdził, że nie chce być z nikim na stałe, nigdy nie był
                zakochany, nie znał miłości. Kiedyś, jak jeszcze nie byliśmy razem
                twierdził, że i tak nigdy nie bedzie szczęśliwy z kimś innym, tylko
                ze mną... śmieszne.

                > Zapracowanie nie jest wymówką na niedostrzeganie nabijania się z
                > Twojego przyjaciela, (pozwól, że tak określę Bena)wyśmiewania jego
                > tuszy czy braku reakcji na walkę o umycie się przed snem.

                Musisz zauważyć, że Ben pisał to pod wpływem emocji i "świeżych"
                przezyć, sytuacja z pomalowaną twarzą zdarzyła się raptem w sobotę.
                Ben nie jest regularnie, ani specjalnie nękany przeze mnie, czy
                dziecko - bo tak chyba wszyscy to zrozumieli.

                Za pozostałe rady dziękuję, pewnie się przydadzą.
                • natasza39 Czy tylko mi się tak wydaje, czy.... 15.09.08, 15:35

                  ...z Twoich postów wieje cynizmem?
                  Jakoś dziwne to u osoby tak młodej, jak Ty.
                  Szczególnie to przykuło moja uwagę:

                  > twierdził, że i tak nigdy nie bedzie szczęśliwy z kimś innym,
                  tylko
                  > ze mną... śmieszne.

                  Co w tym śmiesznego?

                  oraz:

                  > Ben nie jest regularnie, ani specjalnie nękany przeze mnie, czy
                  > dziecko

                  Wspólne życie nazywasz "nękaniem"?


                  Daj sobie spokój z tym związkiem.
                  Dla siebie samej, dla Bena i dla mlodego.

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                  jest z głupcami.
                  • bambi29 Re: Czy tylko mi się tak wydaje, czy.... 15.09.08, 15:54
                    > > twierdził, że i tak nigdy nie bedzie szczęśliwy z kimś innym,
                    > tylko
                    > > ze mną... śmieszne.
                    >
                    > Co w tym śmiesznego?

                    "Śmieszne", bo kiedys twierdził, że tylko ze mną może być
                    szczęśliwy, a teraz pisze takie posty...

                    > > Ben nie jest regularnie, ani specjalnie nękany przeze mnie, czy
                    > > dziecko
                    >
                    > Wspólne życie nazywasz "nękaniem"?

                    Nie wspólne życie, ale z opisu wiele osób wywnioskowało, że jest
                    obśmiewany, czy traktowany bez szacunku. Sprawa dotyczy natomiast
                    dwóch nieświadomych zachowań 6-latka, w tym na jedno z nich nie
                    zareagowałam. To o tłuściochu bodajże powiedziane w zabawie.
                    Fakt, zbagatelizowałam to wtedy, natomiast było to jednorazowe.
                • to.ja.kas Re: To ja. 15.09.08, 15:36
                  Wspólczuję zapracowania. ten ból tez znam. dziś byłam w pracy juz o
                  siódmej, zaczyna się uczelnia, do tego dziecie zaczęło ogólniak...
                  ogólne błeeee. Ledwo zyję. Przemeczenie potrafi dać w kość jak mało
                  co i najpiękniejsze uczucia malować na czarno.
                  Twoje posty są takie jak dzisiejsza pogoda za oknem...szare, smutne,
                  z nutą rezygnacji.
                  Szkoda, bo młoda jesteś w końcu smile

                  Wiesz, to co się mówi a to co się robi POTEM to dwie różne bajki.
                  Mój eks mąż też mówił, że nigdy by mnie nie skrzywdził , a
                  potem...szkoda gadać.

                  Może ochłońcie wszyscy po tych świeżych przezyciach, nabierzcie
                  dystansu i zacznijcie powoli układać Wasz świat. ŁAtwe to nie jest,
                  ale jak się udaje to bardzo satysfakcjonujace smile))

                  Pozdrawiam i zyczę sił całej Waszej trójce.
                • bambi29 Re: To ja. 15.09.08, 15:45
                  Aaaa ja widzę jeszcze 1 problem - to co nas różni.
                  Ben nie był jeszcze w żadnym poważnym związku, nie mieszkał żadną
                  partnerką, nie przebywał na co dzień, właściwie wogóle nie miał
                  stałego związku, nie był zakochany.
                  Pozornie to nic, al;e w praktyce wiele nas różni - choć jesteśmy
                  rówieśnikami.
                  Kazde "związkowe" wydarzenie to dla niego nowość, każda sprzeczka,
                  to wręcz katastrofa wróżąca koniec związku.
                  Nie współgra to z moim związkowym wypaleniem, zdystansowaniem do
                  pewnych spraw - rozmijamy się.
                  • to.ja.kas Re: To ja. 15.09.08, 15:55
                    Mimo iz byliście przyjaciólmi mało się znaliśmy zanim wdepnęłiście w
                    ten biznes...albo bardzo optymistyczny scenariusz załozyliście...a
                    to się mści.
                    Jak piszesz to mam wrażenie, że Tobie było wszystko jedno a Ben nie
                    wiedział co czyni.
                    I taki jest tego efekt.
                    Szkoda Was.
                    • bambi29 Re: To ja. 15.09.08, 16:03
                      On wiedział, że ja nie jestem tak bardzo zaangażowana jak on - byłam
                      z nim szczera od poczatku, prawie do bólu.
                      Dzięki temu wiedział dokładnie co czuję:
                      1. że jestem już trochę "wypalona"
                      2. że jest dla mnie "tylko i aż" przyjacielem
                      Wiem, na co się decydowałam, To on zaczyna narzekać. Oczekuje czegoś
                      innego. Jego zdaniem jest "źle", moim, co najwyżej "przeciętnie",
                      poprawnie".. no nie ma silnych uczuć poprostu.
                      Jakiś czas temu się na to decydował, teraz zaczęło mu to
                      przeszkadzać. Nie rozumiem tego do końca.
                    • to.ja.kas Re: To ja. 15.09.08, 16:07
                      Ben napisał: "Dziś rano usłyszałem: „Nie wiedziałam że stosujesz
                      takie hitlerowskie metody,nie wiedziałam że to z ciebie wyjdzie”.
                      Kiedy poprosiłem o konkretne przykłady nic nie usłyszałem w
                      odpowiedzi."


                      W związku Bambi trzeba rozmawiać. Nawet jak się nie chce. I właśnie
                      ten brak komunikacji miedzy Wami jest widoczny.
                      Nad tym powinniście popracować, czy będziecie razem jako para czy
                      też zostaniecie zwykłymi przyjaciółmi.

                      A co do tego, że ben najpierw mówił, ze do szczescia wystarczysz mu
                      tylko ty a teraz ma problemy...ludzie wiele mówią, wiele obiecują i
                      czasem naprawdę w to wierzą. Bo napewno to my możemy mówić dopiero
                      jak mamy jakieś doswiadczenie. Ben go nie miał. Więc te hasła o tym
                      jaki on minimalista wrzuć do kubła na smiecismile. Tak jak tobie pewnie
                      brak namiętności i zakochania...tylko, że gdy mówiłaś iż tego nie
                      potrzebujesz byłas przekonana o tym, ze tak jest.
                      Optyka zmienia nam się wraz z doświadczeniami i z wiekiem.
                      Dobrze jak dwoje ludzi patrzy chociaż w tą sama stronę.
                  • ravny kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:10
                    bambi29 napisała:

                    > Aaaa ja widzę jeszcze 1 problem - to co nas różni.
                    > Ben nie był jeszcze w żadnym poważnym związku, nie mieszkał żadną
                    > partnerką, nie przebywał na co dzień, właściwie wogóle nie miał
                    > stałego związku, nie był zakochany.
                    > Pozornie to nic, al;e w praktyce wiele nas różni - choć jesteśmy
                    > rówieśnikami.
                    > Kazde "związkowe" wydarzenie to dla niego nowość, każda sprzeczka,
                    > to wręcz katastrofa wróżąca koniec związku.
                    > Nie współgra to z moim związkowym wypaleniem, zdystansowaniem do
                    > pewnych spraw - rozmijamy się.


                    ilu jeszcze facetów przetestujesz, zanim dotrze do ciebie, że będąc pewna ,że
                    jesteś WYPALONA W ZWIĄZKACH powinnas sobie te związki darowac aż znowu ci się
                    ich kiedyś zachce??
                    że co? ze niewygodnie tak samej z życiem się ciągnąć? to dlaczego tu teraz
                    marudzisz, że ci znowu coś nie pasuje??
                    to jakas paranoja. nic do faceta niby nie masz, niby się przyjaźnicie i znacie
                    od dawna a rozmawiac ze soba nie umiecie, zdecydowałaś się na związek dla wygody
                    liczac że miłośc faceta wystarczy by bylo fajnie, a ewidentnie widac, że wcale
                    tego związku nie chcesz, facet ci nie odpowiada i zaczynasz szukac dziury w
                    całym żeby znaleźć potwierdzenie , że to nie ma sensu. teraz?
                    to po co z nim zaczęłaś być? teraz zaczęłaś myśleć? a co robiłaś przed tak
                    istotną sprawa jak zafundowanie dziecku kolejnego "tatusia" i zmianą miejsca
                    zamieszkania, szkoły itd? za decyzje ponosi się konsekwencje. ty potrzebujesz
                    jeszcze dorosnąć a nie wchodzić w niby-powazne związki.
                    • bambi29 Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:18
                      Ale przecież to nie ja narzekam?
                      Ja widzę jak jest i jak pewnie będzie....decydowałam sie na to,
                      jestem na to przygotowana.
                      Zawsze uważałam, że sukces związku zależy głównie od naszego
                      nastawienia i umiejętności "dogadania" z partnerem.
                      Ben bardzo chciał byc ze mną ...teraz dowiaduję sie z wątku na
                      forum, że ma dosyć. Czy tylko ja ponoszę odpowiedzialność za nasz
                      związek?
                    • to.ja.kas Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:21
                      Ravny mimo iz masz 100% rację to mleko juz sie rozlało.
                      Teraz i Bambi i Ben musza sie zastanowić czego chca dalej?
                      Bo moga próbowac razem ciagnąć ten wózek, może każde iść swoją drogą
                      a moga zamęczyć się na smierć i zmarnować zycie sobie i dziecku.

                      Mozna probować tworzyć związek bez miłości...ale trzeba wiedzieć, że
                      sie w ogole tego związku chce i miec pomył na "i co dalej?"
                      • ravny Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:29
                        nie da się tworzyć związku gdzie jedno kocha i pragnie być kochanym a drugie
                        akurat robi sobie kwarantannę od ekscytujących związków licząc, że skorzysta,
                        póki się w kimś następnym nie zakocha.
                        JUŻ przestaja się zwyczajnie lubić /vide tekst o hitlerowcu/
                        a co moze byc dalej? niech sobie bambi dośpiewa, bo przyjaciela swoim
                        wyrachowaniem właśnie traci albo juz straciła. wspólna terapię odrzuca i to
                        zrozumiałe bo niby po co starac sie w związku w którym założyła że starac się o
                        emocjonalną bliskośc nie chce.

                        a facet- proponuję terapię DDA, szkoda życia na złe wybory naznaczone pientnem
                        przeszłości gdy jest duża szansa na normalne zycie.





                        • to.ja.kas Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:36
                          Ravny masz PRAWIE rację, tym razem prawie bo Ben wiedział , ze Bambi
                          go nie kocha, że jest wypalona i z pełna swiadomościa wszedł w ten
                          związek. Madre to było czy nie jak zawsze wyjdzie po czasie.
                          Ale jednak decyzję podjęłi i Ben i Bambi więc i jedno i drugie
                          ponosi ciężar tej decyzji i zarówno on jak i ona powinni zastanowić
                          się nad tym czy chca pracowac nad swoim związkiem czy sie poddają.
                          A , ze pracy tu będzie sporo to widać gołym okiem.
                          • ravny Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:44
                            Ben zrobił głupotę, pierwszy związek, nadzieje zakochanego, DDA uwielbiają
                            schematem wchodzic w związki problematyczne gdzie nie sa kochane, potrzeba bycia
                            odrzucanym takie zboczenie. Terapia.
                            Dziwie się kobiecie, która jest niby doświadczona w związkach a robi coś takiego
                            przyjacielowi którego przeszłośc zna.
                            Oboje mają problem. Cóż, może przy okazji dojrzeją przy jego rozwiązaniu do
                            świadomości gdzie ten właściwy ich problem lezy.
                        • bambi29 Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:37
                          Śmieszne to trochę, bo terapię to ja pierwsza proponowałam, dla nas,
                          a także i dla Bena -DDA (to ja mu uświadomiłam, że ma ten problem).
                          I to on wzbrania się od terapii, ja juz na terapię chodziłam.
                          Ale ok, mogę robić za czarną owcę, ktoś musi, nie?smile

                          Ja też jakiś czas temu zarzuciłam mu, że już nie jest dla mnie
                          przyjacielem, że traktuje mnie jak wroga, czego nie rozumiem
                          (właśnie to jest związane z problemem DDA). Pisałam gdzieś o tym na
                          forum DDA.
                          Tak to jest, jak się nie zna całej sytuacji...
                          • to.ja.kas Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:40
                            Ja myślę, ze teraz nie ma co szukać winnych. Tu nalezy sie
                            zastanowic jak poradzić sobie z tym piwem na które nikt nie ma
                            ochoty.
                            Po co się samobiczować? Życie dokopie każdemu nie raz i bez tego.
                            Musicie naprawde zastanowic sie czego chcecie i jak to mozecie
                            osiągnąć...a potem sie tego trzymac.

                            Spadam do domu...hurra
                            Pozdrawiam
                          • nangaparbat3 Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 17:02
                            Ty go nie diagnozuj, jestes ostatnia osobą, ktora powinna to robic.
                            Sposób, w jaki mówisz o korzystaniu z terapii powoduje, ze ręce zalamalam.
                    • nangaparbat3 Re: kobieto opamiętaj się 15.09.08, 16:56
                      ravny napisał:
                      >
                      > ilu jeszcze facetów przetestujesz, zanim dotrze do ciebie, że będąc pewna ,że
                      > jesteś WYPALONA W ZWIĄZKACH powinnas sobie te związki darowac aż znowu ci się
                      > ich kiedyś zachce??
                      > że co? ze niewygodnie tak samej z życiem się ciągnąć? to dlaczego tu teraz
                      > marudzisz, że ci znowu coś nie pasuje??
                      > to jakas paranoja. nic do faceta niby nie masz, niby się przyjaźnicie i znacie
                      > od dawna a rozmawiac ze soba nie umiecie, zdecydowałaś się na związek dla wygod
                      > y
                      > liczac że miłośc faceta wystarczy by bylo fajnie, a ewidentnie widac, że wcale
                      > tego związku nie chcesz, facet ci nie odpowiada i zaczynasz szukac dziury w
                      > całym żeby znaleźć potwierdzenie , że to nie ma sensu. teraz?
                      > to po co z nim zaczęłaś być? teraz zaczęłaś myśleć? a co robiłaś przed tak
                      > istotną sprawa jak zafundowanie dziecku kolejnego "tatusia" i zmianą miejsca
                      > zamieszkania, szkoły itd? za decyzje ponosi się konsekwencje. ty potrzebujesz
                      > jeszcze dorosnąć a nie wchodzić w niby-powazne związki.

                      Amen.
                  • jasminowo Re: To ja. 15.09.08, 17:23
                    bambi29 napisała:

                    > każda sprzeczka,
                    > to wręcz katastrofa wróżąca koniec związku.

                    To akurat niekoniecznie jest zwiazane z "nieobyciem"związkowym,
                    tylko klasyczne DDA... Kłótnia to objaw końca wszystkiego...
                • ben_kowalewicz Re: To ja. 15.09.08, 16:20
                  > Ben nie jest regularnie, ani specjalnie nękany przeze mnie, czy
                  > dziecko - bo tak chyba wszyscy to zrozumieli.

                  No właśnie proszę o info od wszystkich jak to zrozumieli. Bo to pewnie nasz
                  kolejny problem... Czyżbym napisał na to forum aby trochę się pożalić jaki to ja
                  mam ciężki los? hehe Opisałem problem, i uzyskałem odpowiedź że powinienem
                  ustąpić bo mama pozwoliła. Z resztą tak się przecież stało (no ale nie byłem
                  pewny więc zapytałem).

                  Ps jeśli chodzi o te moje pisanie pod wpływem emocji to powiem że nie ma
                  związku, emocje z tej sytuacji opadły już dawno, to raczej była kwestia tego co
                  usłyszałem dziś rano od mojej partnerki na temat tego że mam "hitlerowskie
                  metody..." i oczywiście nie widzę tego bo ktoś kto stosuje takie metody nie może
                  tego widzieć. Więc byłem ciekaw czy rzeczywiście aż taki ze mnie potwór. Hitler
                  jak wiadomo świętym nie był

                  Przy okazji wyszło wiele innych ciekawych wątków...
                  • to.ja.kas to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 16:24
                    Autor: to.ja.kas 15.09.08, 16:07
                    Odpowiedz cytując Odpowiedz

                    Ben napisał: "Dziś rano usłyszałem: „Nie wiedziałam że stosujesz
                    takie hitlerowskie metody,nie wiedziałam że to z ciebie wyjdzie”.
                    Kiedy poprosiłem o konkretne przykłady nic nie usłyszałem w
                    odpowiedzi."


                    W związku Bambi trzeba rozmawiać. Nawet jak się nie chce. I właśnie
                    ten brak komunikacji miedzy Wami jest widoczny.
                    Nad tym powinniście popracować, czy będziecie razem jako para czy
                    też zostaniecie zwykłymi przyjaciółmi.

                    I dodam jeszcze ...chyba sło ze zbyt wysokiej pólki uzywacie wobec
                    siebie...i syn o tluściochu i Bambi o hitlerowskich metodach.
                    Nie jest to oznaką szacunku, ale o tym też juz wcześniej pisałam.
                    • bambi29 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 16:29
                      Wspomnienie o "hitlerowskich" metodach - jednorazowe ma swój
                      kontekst.
                      Jest nawiązaniem do metod, jakich stosują/stosowali rodzice Bena,
                      stąd obawa takich zachowań u niego...

                      Po sytuacji z malowaną twarzą niestety wywiązała się sprzeczka, gdyż
                      Ben chciał, żebym zmieniła swoją decyzję, na rzecz jego metod
                      wychowawczych, ja nie chciałam tego, ponieważ obiecałam coś dziecku
                      wcześniej.
                      • to.ja.kas Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 16:32
                        Spasujcie...albo zacznijcie się komunikować i SŁUCHAĆ.
                        Bez tego ani rusz.
                      • babe007 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 16:36
                        Z postu Bena wynika, że to Twoi rodzice (a dokładnie matka)
                        stosowali "hitlerowskie" (on też użył tego okreslenia) metody
                        wychowawcze. Czy to prawda?
                        • bambi29 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 16:54
                          Matak...tak: źle mnie traktował, zawsze była ze mnie nie zadowolona,
                          wyśmiewała, nie doceniała, wiem że moze to wpływac na moją niską
                          samoocenę. Nie stosowała jednak właściwie nigdy kar.

                          Rodzice Bena wychowując duuużo młodszego brata Bena stosowali np.
                          godzinne zamykanie dziecka w łazience, co dla mnie jest niepojęte.
                          Ponieważ Ben zajmując się ostatnio małym zwiększył dyscyplinę,
                          poprostu mnie to zaniepokoiło. Przyznał też, ze stosuje podobne
                          metody do rodziców, choć nie tak drastyczne - bo mały jest
                          rozpieszczony.
                          • bambi29 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:00
                            > Matak...tak: źle
                            Matka

                            Jeżeli już o tym rozmawiamy, to moim zdaniem gorzej jest nie kochać,
                            niż nie być kochanym...
                            Byłam i w 1 i w 2 sytuacji.
                            • nangaparbat3 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:07
                              bambi29 napisała:


                              > Jeżeli już o tym rozmawiamy, to moim zdaniem gorzej jest nie kochać,
                              > niż nie być kochanym...
                              > Byłam i w 1 i w 2 sytuacji.

                              Moim zdaniem ktoś, kto jako dziecko nie był kochany przez matkę, bedzie miał
                              problemy z kochaniem kogokolwiek.
                          • nangaparbat3 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:06
                            bambi29 napisała:

                            > Matak...tak: źle mnie traktował, zawsze była ze mnie nie zadowolona,
                            > wyśmiewała, nie doceniała, wiem że moze to wpływac na moją niską
                            > samoocenę. Nie stosowała jednak właściwie nigdy kar.
                            >
                            > Rodzice Bena wychowując duuużo młodszego brata Bena stosowali np.
                            > godzinne zamykanie dziecka w łazience, co dla mnie jest niepojęte.
                            > Ponieważ Ben zajmując się ostatnio małym zwiększył dyscyplinę,
                            > poprostu mnie to zaniepokoiło. Przyznał też, ze stosuje podobne
                            > metody do rodziców, choć nie tak drastyczne - bo mały jest
                            > rozpieszczony.

                            I Ty się pytasz, dlaczego każdemu z Was potrzebna terapia?
                            I zebys sobie nie myślala - ja też chodzę, choc hitlerowskich metod na pewno nie
                            było.
                            • bambi29 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:10
                              Co do tyerapii, to ja juz chodziłam, po rozstaniu z mężem, sama z
                              własnej woli. Teraz Benowi też to doradzałam, gdy zauważyłam jego
                              kłopoty.
                              To mój post z forum DDA:

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25314&w=83806909&v=2&s=0
                              • nangaparbat3 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:35
                                Przeczytałam.
                                Zwrócilam uwagę na to, co pisze Lady Nemeyeth - dla mnie samej to bardzo ważne
                                wypowiedzi.
                                ale zauważ: ona jest DDA - kilkakrotnie pisze, że nie poradzilaby sobie, nie
                                zmieniła się, gdyby nie miłosc jej męza.
                                Twój mąż prawdopodobnie okropnie boi sie odrzucenia - tym bardziej, ze jasno
                                powiedziałaś, że nie kochasz. Ale może jednak mógłby byc pewien Twej przyjaźni,
                                chęci pozostania w związku? To znaczy - może o tym mogłabyś go zapewniac tak, by
                                nie wpadał w panike przy każdej sprzeczce, kazdym głosie krytyki?
                                A Ty sama, choc nie DDa, pewnie reagujesz podobnie do niego - i tak mozecie sie
                                zadręczac bez końca.
                                Zamiast wysyłac na terapię Bena (któremu tę terapie zresztą radziłam zanim się
                                okazało, kto jest jego zoną), zacznij od siebie. Daj mu znak, ze bierzesz na
                                siebie częsc odpowiedzialnosci za to, co sie dzieje w Waszym zwiazku. Znak, ze
                                Ci zależy, że jestes gotowa dac coś z siebie, by bylo dobrze.
                                Inaczej to w ogole nie ma sensu.
                              • ben_kowalewicz Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 18:00
                                Uważam że lekką paranoją jest zrzucanie wszystkiego na DDA. Teksty o których
                                mowa w tym wątku wynikają z braku szacunku a nie z tego że mam DDA. Słyszałem
                                już wiele razy teksty podobnego kalibru i zawsze było to moje DDA wg. mojej
                                partnerki.

                                Nawet jeśli mam DDA to wydaje mi się że moje postrzeganie rzeczywistości nie
                                może być aż tak zachwiane żeby nie widzieć jakichś realnych sytuacji wink Słowa
                                też są realne - to nie moje wymysły.

                                Natomiast jeśli chodzi o samą terapię chyba się zdecyduje niedługo. Przyznaje że
                                gdyby nie moja partnerka to nie wiedziałbym że coś takiego w ogóle istnieje.
                                • jasminowo Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 18:08
                                  ben_kowalewicz napisał:

                                  > Uważam że lekką paranoją jest zrzucanie wszystkiego na DDA.

                                  Jasne, też tak myślę. Złoty środek.

                                  Teksty o których
                                  > mowa w tym wątku wynikają z braku szacunku a nie z tego że mam
                                  DDA.

                                  Na szczęście nie masz DDA, tylko jesteś DDA smile z tym da się zyć smile))


                                  Słyszałem
                                  > już wiele razy teksty podobnego kalibru i zawsze było to moje DDA
                                  wg. mojej
                                  > partnerki.


                                  Ano, czasem fajnie jest mieć na co zrzucić winę smile To wyobraź sobie
                                  co się dzieje u mnie gdzie ja jestem DDA i mój partner też wink Trochę
                                  żartuję ale faktycznie nie da się tego zlekceważyć


                                  >
                                  > Nawet jeśli mam DDA to wydaje mi się że moje postrzeganie
                                  rzeczywistości nie
                                  > może być aż tak zachwiane żeby nie widzieć jakichś realnych
                                  sytuacji wink S

                                  Oj może, może smile)) ale tej sztuki można się nauczyć (widzenia) smile


                                  > Natomiast jeśli chodzi o samą terapię chyba się zdecyduje
                                  niedługo. Przyznaje ż
                                  > e
                                  > gdyby nie moja partnerka to nie wiedziałbym że coś takiego w ogóle
                                  istnieje.

                                  Trzymam kciuki. Warto. Życie zmienia się in plus, choć letko nie
                                  budzie smile
                          • jasminowo Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:27
                            sorki bambi, ale jezeli to zdanie o metodach hitelrowskich zostało
                            zacytowane dosłownie, to nie jest to wyrażenie lęków...
                            zaniepokojenia. Dla mnie nie. Nie widzę tam słowa o tym, że się
                            boisz, lecz ocenę. A to róznica.
                            • bambi29 Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:36
                              Ocena zachowania, a nie osoby. Powiedziałam dokładnie, "ostatnio
                              zacząłeś stosować jakieś hitlerowskie metody wychowawcze" rzucone w
                              pod wpływem chwili, może źle dobrane słowo. Naprawdę nie ma co teraz
                              odrabiać do tego filozofii. Dziwne, że partner nie mówi tego mnie,
                              nie wywiązuje się dyskusja, nie wyjasnia, natomiast pisze to na
                              forum, a do mnie używa dokładnie stwierdzenia "dowiesz sie z forum",
                              gdy go pytam o co mu chodzi.
                              Ale zaraz się dowiem, że to też moja winasmile
                              Tyle, ze to ja jestem osobą bardziej wylewną, lubię rozmawiać i
                              często próbuję nawiązać konwersację, jednak ciężko żyje się z
                              zamkniętą w sobie osobą.
                              • jasminowo Re: to jeszcze raz gwoli ścisłości :) 15.09.08, 17:43
                                oj cieżko... znam z doświadczenia. I powiedziałam sobie - nigdy
                                więcej. Jak to już ktoś tu powiedział wcześniej komunikacja to u Was
                                szwankuje jak diabli.
                                A słowa są cholernie ważne. Wiadomo, ze nie da sie zawsze je
                                idealnie dobierać. Ale czasem nieopatrznie rzucone wisza między
                                partnerami baaaardzo długo.
                                Powodzenia.
    • z_mazur Wiecie co...? 15.09.08, 20:21
      Nie pierwszy to na tym forum przypadek, gdy pojawiają się na nim obie strony konfliktu i zawsze jest to mocno pouczające gdy jest szansa zapoznania się z racjami obu stron.

      Co rzuciło mi się w oczy, że mimo tego konfliktu, który zawsze podgrzewa atmosferę, wy i tak tylko w niewielkim stopniu skaczecie sobie do oczu i nie ma w tym co piszecie jakiegoś specjalnego zacietrzewienia. Można nawet wyczuć pewne zrozumienie dla racji drugiej strony.

      Gdybyście spróbowali tak spokojnie porozmawiać ze sobą w cztery oczy, ustalając pewne podstawowe reguły takiej rozmowy (warto tu podeprzeć się jakąś lekturą na temat sposobów rozwiązywania konflitków w związku), to myślę, że większość tych kwestii dałoby się wyjaśnić i rozwiązać.
    • young_and_bored Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 01:33
      Mam nieśmiałe przeczucie, że zadając tu pytanie miałeś na celu
      jedynie zwrócenie uwagi partnerki na swoje uczucia. A Twoja
      dziewczyna na to w godzinę później w odpowiedzi założyła wątek, w
      którym postanowiła Ci zakomunikować, że Twoje uczucia w zasadzie są
      jej obojetne. Nie bierz tego tak do siebie bo może i płaszczyzna
      komunikacji jest nieco specyficzna, ale sam jej przebieg
      pozostaje dość klasyczny. W każdym razie niełatwo stary wymiarkować
      czy ona wbrew własnym deklaracjom kocha ; czy też zgodnie ze swoimi
      deklaracjami tylko sypia a nie kocha big_grin
      • bambi29 Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 10:37
        Może to się niektórym wydawać zbyt brutalne, czy szczere do bólu,
        ale u nas wszystko było jasne od samego początku.
        Ben był zakochany i chciał byc ze mną pomimo wszystko, a jak wiadomo
        nikogo do zmiany uczuć nie da się zmusić.
        Nasze perypetie, zanim zaczęliśmy być razem , trwały prawie rokw
        wtedy to ja się strasznie miotałam myśląc jak powinnam postapić,
        czy to ma sens, czy nie.
        Od samego początku deklarowałam, że z mojej strony mogę dać mu tylko
        przyjaźń, że może z czasem pojawi się coś więcej.
        Mnie taki przyjacielski związek odpowiadał, decydowałam się na niego
        świadomie, on też. Miałam wcześniej związki oparte na silnych
        emocjach i rozpoczynane od wielkiego zakochania, nie zagwarantowało
        to jednak ich trwałości.
        Problem polega na tym, że relacja przyjacielska, przerodziła się w
        relację partnerską, we wspólne bycie razem i teraz to niestety
        zaczyna szwankować...
        • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:00
          Rozumiem Bambi. Ja też uważam, że Ben nie jest niedorozwiniętym,
          upośledzonym umysłowo osobnikiem tylko dorosłym mężczyzną który miał
          świadomość, podjął ryzyko i wszedł w związek wiedząc czego może
          oczekiwać, a właściwie czego oczekiwać nie moze.
          Narazie póki co przez internet został zdiagnozowany jako DDA. Ja
          ogólnie bardzo ostrożnie podchodzę do wszelkich teorii i stawianych
          przez laików diagnoz o DDA, ADHD i innych ABSach (tongue_out) i uważam, że w
          wielu przypadkach to zajebista wymówka do tego by samemu nad sobą
          nie popracować i mieć winnego na którego mozna zwalić własne
          lenistwo i wygodnictwo (ale to moja teoria i nie każdy musi się z
          nia zgadzać).
          W każdym bądź razie, wracając do tematu wg. mnie Ben jest w pełni
          poczytalnym facetem i ponosi za Wasz związek dokładnie taka sama
          odpowiedzialność jak Ty. Ciebie można tak samo usprawiedliwić
          trudnymi przejściami jak jego. Ty machnęłaś ręką na jego nalegania i
          w końcu stwierdziłaś "niech ci bedzie, damy rade", on zbyt
          optymistycznie podszedł do tematu i jak każdy zakochany pomyslał
          pewnie "tak ja kocham, jestem dla niej taki dobry, jak nic ona tez w
          koncu straci dla mnie głowę" (jakby to takie proste było).

          Oboje wpakowaliście się w kabałe i teraz powiem Ci bambi (i do
          Ciebie Ben tez to się tyczy)...idiotyczne jest to, że rozmawiacie ze
          sobą za pomoca internetu. Jeśli już musicie rozmawiajcie ze sobą.
          Nie ma co szukać popleczników (Ben) dla swojego stanowiska i opinii.
          Bo to, że z Toba zgodzi się 90% forum, nie znaczy, że uzdrowi to
          Wasz związek. To z Bambi masz się porozumiec. Jesteś facetem i jesli
          na jej pytania odpowiadasz rzeczywiście "dowiesz się z forum", to
          sorry, ale jestes niedojrzały i powinienes poszukać sobie kolegów a
          nie partnerki.
          To ze sobą powinniscie rozmawiać i swoje zdanie brac pod uwagę a nie
          obcych ludzi których rozeznanie w sytuacji jest zerowe.
          Także jak Wam zalezy to do roboty kochani i nie dowalajcie sobie nie
          daj boze tekstem, że XYZ to napisał, ze ja miałem/am rację.
          Młodzi jesteście i wbrew pozorom wiele zdarzyć się może...zawsze są
          dwa wyjscia...albo razem będzieci albo nie i bez względu na to jak
          to się skończy oby było tylko lepiej.
          • bambi29 Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:04
            > Narazie póki co przez internet został zdiagnozowany jako DDA. Ja
            > ogólnie bardzo ostrożnie podchodzę do wszelkich teorii i
            stawianych
            > przez laików diagnoz o DDA, ADHD i innych ABSach (tongue_out)

            Aaa, właśnie. Nie ja to zdiagnozowałam - jak ktoś mi tu zarzucał,
            tylko moja przyjaciółka, która jest pedagogiem, więc są już jakieś
            podstawy.

            • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:10
              Wiesz co Bambi jakoś mnie nie przekonałaś o tej diagnozie pedagoga
              smile)))
              Swoje zdanie na temat DDA, ADHD mam i pod karą smierci go nie
              zmienię. Uwazam, ze naprawde niewielki procent ma ta
              ułomność...reszta się podszywa i diagnozuje z lenistwa własnego i
              lenistwa lekarzy (lub pedagogów )tongue_outPP
              • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:20
                to.ja.kas napisała:

                > Wiesz co Bambi jakoś mnie nie przekonałaś o tej diagnozie pedagoga
                > smile)))
                > Swoje zdanie na temat DDA, ADHD mam i pod karą smierci go nie
                > zmienię. Uwazam, ze naprawde niewielki procent ma ta
                > ułomność...reszta się podszywa i diagnozuje z lenistwa własnego i
                > lenistwa lekarzy (lub pedagogów )tongue_outPP


                No litości... ADHD to zaburzenie, to faktycznie można zdiagnozować.
                Ale DDA to nie choroba, zeby lekarz miał postawić diagnozę. Miał kto
                ojca czy matkę co chleli? No to jest DDA i już. Dorosłym Dzieckiem
                Alkoholika się jest a nie "ma" czy "bywa". I zdecydowanie uwazam, ze
                nie wystarczy poprzestać na stwierdzeniu faktu, czy używaniu tego
                jako karty przetargowej - bo cały świat ma mnie rozumieć. Praca nad
                sobą i owszem.
                • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:25
                  Szczerze to uważam, ze wszystkie te dysfunkcje często są wymówką.
                  Niedawno byłam na pewnej sztuce która mówiła min. o tym.
                  Dla ciekawych podam link, bo nie chce mi się pisać epistoły smile
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48555&w=83869411
                  Też miałam zdiagnozowana depresję, leczyłam ja nawet i ... nigdy
                  więcej. Więcej szkody niż pozytku dla takiej osoby jak ja. Świetnie
                  sobie radzę (o ile chcę i o ile jakiś patałach nie macza palców w
                  stawianiu mnie do pionu). Ale rozumiem, ze sa UZASADNIONE przypadki
                  kiedy się inaczej nie da...tylko wsród tego procenta uzasadnionych
                  jest rzesza takich co mysli, ze lekarz, terapia i prozac to
                  lekarstwo na nieszczescia tego swiata...cud lekarstwo...jak operacja
                  plastyczna na brak powodzenia u płci przeciwnej.
                  • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:34
                    Cholernie upraszczasz. Wcale nie jestem zwolennikiem wysyłania
                    wszystkich na terapię. Bo są ludzie różniści. Znam rodzeństwa
                    wychowane w jednym domu, on dobrze sobie radzi, ma udany związek
                    choć długo do tego dochodził, przypłacił to rozwodem i rozstaniem z
                    dziećmi. Ale nigdy nie wgłębiał się w patologię swojego dzieciństwa.
                    Owszem były leki i depresja po drodze ale jak szybko się dało tak
                    szybko to urwał. Ona w życiu nie brała leków za to przez lata
                    układała swoje życie przy pomocy psychologa. Oboje tak naprawdę są
                    dziećmi alkoholików. Oboje teraz szczęśliwi. Która droga jest
                    lepsza? Nie ma na to odpowiedzi, bo co człowiek to metoda. Jak
                    choroba może być wymówką dla jednego a mobilizacją dla drugiego tak
                    jest i tu. Ale wsadzać wszystkich do wora?
                    I cieszę się, że w Twoim przypadku pomoc z zewnątrz nie jest
                    potrzebna. Oby tak dalej. Ale to Ty. Inni potrzebują kogoś kto do
                    tego pionu ich postawi. Ja też uważam, ze ani leki ani lekarz sam w
                    sobie nie rozwiaże wszystkich problemów. Samemu trzeba popracować.
                    I sorki, że się uniosłam, ale wyjatkowo irytujaco wpływa na mnie
                    wszelkie generalizowanie. Mam na nie alergię smile
                    • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:42
                      Ja upraszczam w jedną Ty w drugą stronę. Napisałam, że są
                      UZASADNIONE przypadki gdy...(resztę doczytaj).
                      Uważam i znam osobiście kilka takich osób jak ja które wysłane do
                      lekarzy i na terapię musiały stawiac się do pionu i dzięki bogu, że
                      im się udało.
                      Znam osoby które terapię sobie chwalą.
                      I znam cała rzeszę leni które założą ręce i powiedzą "no, ale się
                      narobiło, nic nie mogę z tym zrobić bo jestem DDA (ADHD, PPW czy co
                      tam sobie kto chce wpisac) i roszę mnie zrozumiec i tolerowac
                      wszelkie moje niewłaściwe zachowania, bo to nie moja wina tylko mamy
                      i taty" (zawsze mnie to bawi jak mówi to osoba powyzej 30-tki ale
                      winna jest mama i tata , rodzice mogliby się usprawiedliwiac, ze
                      zawiniła babcia i dziadek, babcia i dziadek...itd).
                      Uważam, że zdiagnozowanie depresji, nerwicy, psychozy, ADHD i innych
                      perełek nie jest takie proste by można było to zrobić poprzez post
                      na forum...uwazam, że wielu lekarzy idzie na łatwiznę i nie chce im
                      sie wnikac czy to co czuje pacjent to juz wymagajaca leczenia
                      depresja czy zwykły niz psychiczny i uwazam, ze za duzo jest osób
                      dla których drogą do szczescia jest prozac...co nie znaczy, że każdy
                      kto prozak łyka robi to z nieuzasadnionych powodów.
                      Ale preferuję dystans do domorosłych psychologów i psychiatrów (do
                      wielu dyplomowanych niestety tez).
                      • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:47
                        A...moje dziecko miało potwierdzona dysortografię i zażądało na
                        egzamin zaświadczenia...zapędziłam do czytania i pisania i
                        dysortografia minęła jak nożem uciął...a diagnozę wystawiona przez
                        poradnie psychologiczno - pedagogiczną. Stwierdzono, ze nie da
                        rady , zwłaszcza, ze do 9 roku zycia Młoda miała bardzo dużą wadę
                        wymowy i problem ze słuchem (tzn słyszała doskonale ale inaczej,
                        długo by tłumaczyc). Zwykłe stare metody, czyli czytanie książek i
                        pisanie zlikwidowały problem w ciągu roku(!!!), a miało byc tak źle.
                        • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:55
                          Nie rozumiemy się jak widzę...
                          Ty o zaburzeniach ja o stanie rodzinnym...
                          DDA a dysortografia...
                          A warzywka świerze na depresję...
                          pary by z nas nie było wink
                          • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 12:03
                            jasminowo napisała:

                            > Nie rozumiemy się jak widzę...
                            doskonale Cię rozumiem
                            > Ty o zaburzeniach ja o stanie rodzinnym...
                            > DDA a dysortografia...
                            Piszę ogólnie o pędzie do stawiania diagnoz i leczenia...OGÓLNIE bo
                            na forum (nie tylko tym) każdy problem zaczyna się idz do :
                            psychiatry, psychologa, wez idz na terapię...itd.

                            > A warzywka świerze na depresję...
                            Najpierw to trzeba ZDAIGNOZOWAC depresje i sam chory tego nie zrobi,
                            forum tez nie a i nie kazdemu lekarzowi chce się wnikać.
                            A warzywka dobre na wszystko, jesli maja pomnóc na depresję, to
                            czemu nie. Lepsze niz prozac.tongue_outPP

                            > pary by z nas nie było wink
                            Też tak myślę. Moje gusta wyrobiły się lata swietlne temu i o ile
                            nie jestes blondynem z niebieskimi oczami, posiadającym ciekawą
                            pracę, pasję i chęć gadania do białego rana ze mną...to musisz
                            szukać gdzie indziej tongue_outPPP
                            • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 12:11
                              to.ja.kas napisała:

                              > jasminowo napisała:
                              >
                              > > Nie rozumiemy się jak widzę...
                              > doskonale Cię rozumiem

                              o popatrz, a w wypowiedziach tego nie widać wink


                              > > Ty o zaburzeniach ja o stanie rodzinnym...
                              > > DDA a dysortografia...
                              > Piszę ogólnie o pędzie do stawiania diagnoz i leczenia...OGÓLNIE

                              a ja na ogólniki też mam alergię smile

                              > na forum (nie tylko tym) każdy problem zaczyna się idz do :
                              > psychiatry, psychologa, wez idz na terapię...itd.

                              no widzisz - kolejny ogólnik smile Każdy problem? I ja tak nie mówię smile


                              >
                              > > A warzywka świerze na depresję...
                              > Najpierw to trzeba ZDAIGNOZOWAC depresje i sam chory tego nie
                              zrobi,

                              ano nie smile
                              ale czy jest dzieckiem alkoholika to chyba może?



                              > forum tez nie a i nie kazdemu lekarzowi chce się wnikać.

                              boże broń mnie od takich lekarzy!


                              > A warzywka dobre na wszystko, jesli maja pomnóc na depresję, to
                              > czemu nie. Lepsze niz prozac.tongue_outPP
                              >
                              ot i medyczne uzasadnienie pożerania marchewki smile
                              koncerny farmaceutyczne pozamykać - kapustę chodować ludziska smile
                              (p.s. wcale nie jestem za lekami na wsio, a na marginesie - czy u
                              nas wogóle prozac się stosuje?)


                              > > pary by z nas nie było wink
                              > Też tak myślę. Moje gusta wyrobiły się lata swietlne temu i o ile
                              > nie jestes blondynem z niebieskimi oczami, posiadającym ciekawą
                              > pracę, pasję i chęć gadania do białego rana ze mną...to musisz
                              > szukać gdzie indziej tongue_outPPP
                              >
                              No widzisz, a ja myślałam, że wystraczy to, żem kobieta wink ale cóż,
                              nie będę płakać, żem nie bląd piękność męska - myślę, że mój partner
                              też nie wink
                              • to.ja.kas Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 12:22
                                > jasminowo napisała:

                                > o popatrz, a w wypowiedziach tego nie widać wink
                                Piszemy o róznych sprawach a Ty szukasz wspólnego mianownika smile

                                > a ja na ogólniki też mam alergię smile
                                a widzisz smile A ja na stawianie diagnoz.

                                > no widzisz - kolejny ogólnik smile Każdy problem? I ja tak nie
                                mówię smile

                                Kochanie ja pisałam"na forum" (swoją droga to pracochłonne ale
                                sprawdz w kolejnych 20 watkach ile razy pada ta propozycja) a nie,
                                że "każdy na forum radzi..." Widzisz róznicę...ja nie pisałam o
                                Tobie smile

                                >forum tez nie a i nie kazdemu lekarzowi chce się wnikać.
                                Jesteś w stanie ocenić kompetencje lekarza do którego idziesz? Ja
                                dlatego zalecam ostrożność i dystans.

                                > boże broń mnie od takich lekarzy!
                                Ano właśnie

                                > ot i medyczne uzasadnienie pożerania marchewki smile
                                > koncerny farmaceutyczne pozamykać - kapustę chodować ludziska smile
                                Bzdura. Napisałam, że JESLI miałaby pomóc to dlaczego nie, nie
                                zalecałam jej jako lekarstwa...

                                > (p.s. wcale nie jestem za lekami na wsio, a na marginesie - czy u
                                > nas wogóle prozac się stosuje?)
                                Nie wiem, miałam w domu. Poinformuję Ciebie i innych "prozac"
                                stosuję w swoich wypowiedziach jako synonim dla wsiech środków
                                psychotropowych, nie bede wymieniac po kolei wsiech nazw lekarstw
                                jakie lekarze przepisują, a każdy (tak myslałam) wie o co chodzi.


                                > No widzisz, a ja myślałam, że wystraczy to, żem kobieta wink
                                Dlaczego dyskryminujesz kobiety ???tongue_outPPP

                                > nie będę płakać, żem nie bląd piękność męska - myślę, że mój
                                >partner też nie wink
                                Mój też nie narzeka smile))
                                • jasminowo Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 12:33
                                  podrocz się ze mną, podrocz - łeb mnie boli piekielnie, nie mam siły
                                  na czytanie książek smile))



                                  to.ja.kas napisała:

                                  > > jasminowo napisała:
                                  >
                                  > > o popatrz, a w wypowiedziach tego nie widać wink
                                  > Piszemy o róznych sprawach a Ty szukasz wspólnego mianownika smile

                                  a bo ja cholera zawsze szukam wspólnego mianownika smile
                                  to źle?
                                  ale czy ja wiem czy pisałyśmy na początku o czymś różnym? możliwe,
                                  jeno się to tak podobne wydawało


                                  >
                                  > > a ja na ogólniki też mam alergię smile
                                  > a widzisz smile A ja na stawianie diagnoz.

                                  to mamy już sposób na to, żeby się nie pokłócić - ja nie będę
                                  stawiała diagnoz, Ty nie będziesz mówiła ogólnikami smile


                                  >
                                  > > no widzisz - kolejny ogólnik smile Każdy problem? I ja tak nie
                                  > mówię smile
                                  >
                                  > Kochanie

                                  brrr... sorki, tak mam - obiecaj, że nie będziesz do mnie mówić
                                  kwiatuszku i słoneczko - plissss

                                  ja pisałam"na forum" (swoją droga to pracochłonne ale
                                  > sprawdz w kolejnych 20 watkach ile razy pada ta propozycja)

                                  nie chce mi sie smile głowa nadal boli smile


                                  a nie,
                                  > że "każdy na forum radzi..." Widzisz róznicę...ja nie pisałam o
                                  > Tobie smile

                                  kurcze, nie o mnie... bu, i co ja mam teraz poczać? wink


                                  >
                                  > >forum tez nie a i nie kazdemu lekarzowi chce się wnikać.

                                  a do dupy z takim lekarzem


                                  > Jesteś w stanie ocenić kompetencje lekarza do którego idziesz? Ja
                                  > dlatego zalecam ostrożność i dystans.

                                  a nie jestem. Pytam o kwalifikacje. A najlepiej referencje od
                                  wyjszłych od niego innych osób


                                  > > ot i medyczne uzasadnienie pożerania marchewki smile
                                  > > koncerny farmaceutyczne pozamykać - kapustę chodować ludziska smile
                                  > Bzdura. Napisałam, że JESLI miałaby pomóc to dlaczego nie, nie
                                  > zalecałam jej jako lekarstwa...
                                  >
                                  powiedziałaś - lepsza niż prozac smile) to jak lepsze to to gorsze to
                                  śmieci smile wink


                                  > Nie wiem, miałam w domu. Poinformuję Ciebie i innych "prozac"
                                  > stosuję w swoich wypowiedziach jako synonim dla wsiech środków
                                  > psychotropowych, nie bede wymieniac po kolei wsiech nazw lekarstw
                                  > jakie lekarze przepisują, a każdy (tak myslałam) wie o co chodzi.
                                  >
                                  Nie no wiem, że to tylko był przykład. A pytanie było jak
                                  najbardziej niezłośliwe smile z czystej ciekawości smile))


                                  >
                                  > > No widzisz, a ja myślałam, że wystraczy to, żem kobieta wink
                                  > Dlaczego dyskryminujesz kobiety ???tongue_outPPP

                                  Bożżz... jakim trzeba być ostrożnym w dzisiejszych czasach smile))
                                  cholera - masz rację smile)


                                  >
                                  > > nie będę płakać, żem nie bląd piękność męska - myślę, że mój
                                  > >partner też nie wink
                                  > Mój też nie narzeka smile))
                                  >
                                  I taki jest jak z opisu? smile))
                                  >
                                  >
                                  • to.ja.kas Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 12:45
                                    jasminowo napisała:

                                    > podrocz się ze mną, podrocz - łeb mnie boli piekielnie, nie mam
                                    >siły na czytanie książek smile))

                                    Też nie mam, a mam warunek i powinnam...ni cholery nie mogę się
                                    zmusić uncertain
                                    > a bo ja cholera zawsze szukam wspólnego mianownika smile
                                    > to źle?
                                    Niby nie źle tylko czasem trzeba niezłej ekwilibrystyki by ten
                                    wspólny mianownik znaleźć, a ja leniwa jestem tongue_outPP

                                    > ale czy ja wiem czy pisałyśmy na początku o czymś różnym? możliwe,
                                    > jeno się to tak podobne wydawało
                                    A właśnie, ludziom się duzo wydaje np. ze nasza miłość spowoduje iz
                                    partner też nas pokocha a tu doopa (taki mały przytyk do tego watku)
                                    mamy już sposób na to, żeby się nie pokłócić - ja nie będę
                                    > stawiała diagnoz, Ty nie będziesz mówiła ogólnikami smile
                                    Dlatego staram się z WIELKICH LITER pisac takie słowa jak:
                                    wg. mnie
                                    subiektywnie
                                    często
                                    zdarza się
                                    wydaje mi się
                                    często obserwuję
                                    itd, itp...
                                    A i tak to cholera ni epomaga tongue_outPPP

                                    > no widzisz - kolejny ogólnik smile Każdy problem? I ja tak nie
                                    mówię smile

                                    No dobra złapałaś mnie smile)) NO I TY (!!!!!) tak nie mówisz smile)))

                                    > brrr... sorki, tak mam - obiecaj, że nie będziesz do mnie mówić
                                    > kwiatuszku i słoneczko - plissss
                                    POSTARAM SIĘ. Niestety mam taki głupi nawyk. najwyzej możesz mnie
                                    opieprzyć i bedziesz miała słuszność bo ostrzegałas smile)))

                                    > ja pisałam"na forum" (swoją droga to pracochłonne ale
                                    > > sprawdz w kolejnych 20 watkach ile razy pada ta propozycja)
                                    >
                                    > nie chce mi sie smile głowa nadal boli smile

                                    Mi też się nie chce i szczerze mówiąc ciekawe co by wyszło...smile)))
                                    Ale nadmiar rad w postaci "terapia", "lekarz" widzę i czuję smile
                                    Ale to moje SUBIEKTYWNE odczucie smile

                                    > ja nie pisałam o Tobie smile

                                    > kurcze, nie o mnie... bu, i co ja mam teraz poczać? wink

                                    Nic, daj spokój jak chcesz to mogę jakies osobiste wycieczki
                                    pouskuteczniac ale bede miała z tym problem, bo za mało o Tobie
                                    wiem, a za leniwa dzis jestem by szukac w przepastnym archiwum.
                                    A tak nieuzasadnione anse uskuteczniać...nieeee to byłoby pójscie na
                                    łatwiznę smile)))

                                    > a do dupy z takim lekarzem
                                    Lekarza od dupy też zalecam posiadac dobrego smile))

                                    > Jesteś w stanie ocenić kompetencje lekarza do którego idziesz? Ja
                                    > > dlatego zalecam ostrożność i dystans.
                                    >
                                    > a nie jestem. Pytam o kwalifikacje. A najlepiej referencje od
                                    > wyjszłych od niego innych osób

                                    CZASAMI to pomaga. Innego wyjścia nie ma.

                                    > powiedziałaś - lepsza niż prozac smile) to jak lepsze to to gorsze
                                    >to śmieci smile wink

                                    Ok, moze byłam nieprecyzyjna, nie chce mi się sprawdzac ale chodziło
                                    mi o to co napisałam pozniej. smile)) Doskonale o tym wiesz tylko się
                                    czepiasz :-


                                    > No widzisz, a ja myślałam, że wystraczy to, żem kobieta wink
                                    > Dlaczego dyskryminujesz kobiety ???tongue_outPPP
                                    > Bożżz... jakim trzeba być ostrożnym w dzisiejszych czasach smile))
                                    > cholera - masz rację smile)
                                    Jak zwykle mam rację smile))))))

                                    > I taki jest jak z opisu? smile))
                                    Jest jeszcze fajniejszy...mało tego kocha mni ei jest taki dobry, ze
                                    czasem az mu współczuje, że kocha takiego diabła jak ja smile))
                                    • jasminowo Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 13:02
                                      to.ja.kas napisała:

                                      > jasminowo napisała:
                                      >
                                      > > podrocz się ze mną, podrocz - łeb mnie boli piekielnie, nie mam
                                      > >siły na czytanie książek smile))
                                      >
                                      > Też nie mam, a mam warunek i powinnam...ni cholery nie mogę się
                                      > zmusić uncertain

                                      Do roboty!!!
                                      ja miałam poprawkę 3 tyg temu, więc współczuję wielce!


                                      > > a bo ja cholera zawsze szukam wspólnego mianownika smile
                                      > > to źle?
                                      > Niby nie źle tylko czasem trzeba niezłej ekwilibrystyki by ten
                                      > wspólny mianownik znaleźć, a ja leniwa jestem tongue_outPP

                                      A ja jak (nie wiem co, zabrakło mi pomysłu) jak już się w wiercę to
                                      tylko odsysanie na siłę pomaga smile)


                                      >
                                      > > ale czy ja wiem czy pisałyśmy na początku o czymś różnym?
                                      możliwe,
                                      > > jeno się to tak podobne wydawało
                                      > A właśnie, ludziom się duzo wydaje np. ze nasza miłość spowoduje
                                      iz
                                      > partner też nas pokocha a tu doopa (taki mały przytyk do tego
                                      watku)

                                      Więc ja już wolę rozkmninianie czegoś dokładnie niż "wydawanie sie"


                                      > mamy już sposób na to, żeby się nie pokłócić - ja nie będę
                                      > > stawiała diagnoz, Ty nie będziesz mówiła ogólnikami smile
                                      > Dlatego staram się z WIELKICH LITER pisac takie słowa jak:
                                      > wg. mnie
                                      > subiektywnie
                                      > często
                                      > zdarza się
                                      > wydaje mi się
                                      > często obserwuję
                                      > itd, itp...
                                      > A i tak to cholera ni epomaga tongue_outPPP

                                      A bo nikt nie jest doskonały tongue_out


                                      >
                                      > > no widzisz - kolejny ogólnik smile Każdy problem? I ja tak nie
                                      > mówię smile
                                      >
                                      > No dobra złapałaś mnie smile)) NO I TY (!!!!!) tak nie mówisz smile)))
                                      >
                                      NO!!! wink



                                      > > brrr... sorki, tak mam - obiecaj, że nie będziesz do mnie mówić
                                      > > kwiatuszku i słoneczko - plissss
                                      > POSTARAM SIĘ. Niestety mam taki głupi nawyk. najwyzej możesz mnie
                                      > opieprzyć i bedziesz miała słuszność bo ostrzegałas smile)))

                                      smilenajgorzej jest jak pani w sklepie mi takim kwiatuszkiem poleci smile
                                      drażni mnie to niepomiernie smile)
                                      Ale nie krzycze smile


                                      >
                                      > > ja pisałam"na forum" (swoją droga to pracochłonne ale
                                      > > > sprawdz w kolejnych 20 watkach ile razy pada ta propozycja)
                                      > >
                                      > > nie chce mi sie smile głowa nadal boli smile
                                      >
                                      > Mi też się nie chce i szczerze mówiąc ciekawe co by wyszło...smile)))
                                      > Ale nadmiar rad w postaci "terapia", "lekarz" widzę i czuję smile
                                      > Ale to moje SUBIEKTYWNE odczucie smile
                                      >
                                      eeetam... wcale nie nadmiar. Nie zauważyłam smile)



                                      > > ja nie pisałam o Tobie smile
                                      >
                                      > > kurcze, nie o mnie... bu, i co ja mam teraz poczać? wink
                                      >
                                      > Nic, daj spokój jak chcesz to mogę jakies osobiste wycieczki
                                      > pouskuteczniac ale bede miała z tym problem, bo za mało o Tobie
                                      > wiem, a za leniwa dzis jestem by szukac w przepastnym archiwum.
                                      > A tak nieuzasadnione anse uskuteczniać...nieeee to byłoby pójscie
                                      na
                                      > łatwiznę smile)))

                                      To musiałabyś głęboko szukać bo sporą przerwę miałam smile a teraz
                                      pracy w pracy mało (cukru w cukrze hihi), egzaminy pozdawane, nic
                                      tylko na forum siedzieć wink


                                      >
                                      > > a do dupy z takim lekarzem
                                      > Lekarza od dupy też zalecam posiadac dobrego smile))

                                      Z referencji smile


                                      >
                                      > > Jesteś w stanie ocenić kompetencje lekarza do którego idziesz?
                                      Ja
                                      > > > dlatego zalecam ostrożność i dystans.
                                      > >
                                      > > a nie jestem. Pytam o kwalifikacje. A najlepiej referencje od
                                      > > wyjszłych od niego innych osób
                                      >
                                      > CZASAMI to pomaga. Innego wyjścia nie ma.

                                      CZyli jak wyszystko jest względne. smile

                                      >
                                      > > powiedziałaś - lepsza niż prozac smile) to jak lepsze to to gorsze
                                      > >to śmieci smile wink
                                      >
                                      > Ok, moze byłam nieprecyzyjna, nie chce mi się sprawdzac ale
                                      chodziło
                                      > mi o to co napisałam pozniej. smile)) Doskonale o tym wiesz tylko
                                      się
                                      > czepiasz :-

                                      tongue_outPP czasem lubię smile)


                                      >
                                      >
                                      > > No widzisz, a ja myślałam, że wystraczy to, żem kobieta wink
                                      > > Dlaczego dyskryminujesz kobiety ???tongue_outPPP
                                      > > Bożżz... jakim trzeba być ostrożnym w dzisiejszych czasach :)))
                                      > > cholera - masz rację :))
                                      > Jak zwykle mam rację :-)))))))

                                      :PPP


                                      >
                                      > > I taki jest jak z opisu? :)))
                                      > Jest jeszcze fajniejszy...mało tego kocha mni ei jest taki dobry,
                                      ze
                                      > czasem az mu współczuje, że kocha takiego diabła jak ja :-)))

                                      Ideał:))
                                      • to.ja.kas Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 13:10
                                        > Do roboty!!!

                                        Łatwo powiedzieć....nie chce mi sie sad((

                                        > tylko odsysanie na siłę pomaga smile)
                                        to brzmi groźnie smile))
                                        > Więc ja już wolę rozkmninianie czegoś dokładnie niż "wydawanie sie"

                                        A rozkminianie jest fajne...mało kto wytrzymuje niestety. Po 3 w
                                        nocy nawet mojemu zdarza się zasnąć...a ja tu kurde egzystencjonalne
                                        problemy rozpracowuje smile))

                                        >najgorzej jest jak pani w sklepie mi takim kwiatuszkiem poleci smile
                                        > drażni mnie to niepomiernie smile)

                                        Pani w sklepie do mnie mówi "słodziuchna" smile))))))))
                                        > Ale nie krzycze smile
                                        Ja tez nie mam sumienia smile))
                                        > eeetam... wcale nie nadmiar. Nie zauważyłam smile)
                                        No widzisz wg mnie nadmiar i to sa moje SUBIEKTYWNE odczucia smile)))
                                        > To musiałabyś głęboko szukać bo sporą przerwę miałam smile a teraz
                                        > pracy w pracy mało (cukru w cukrze hihi), egzaminy pozdawane, nic
                                        > tylko na forum siedzieć wink

                                        Egzamin mnie czeka, roboty mam full, nic tylko siedziec na forum,
                                        inaczej się człowiek umorduje smile)))

                                        > Lekarza od dupy też zalecam posiadac dobrego smile))
                                        > Z referencji smile

                                        A jakże...do tego przystojny smile))))))

                                        > Ideałsmile)

                                        Nie przesadzaj. Jeszcze tu wejdzie, przeczyta i spocznie na
                                        laurach...a tego nie chce smile))
                                        • jasminowo Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:01
                                          to.ja.kas napisała:

                                          > > Do roboty!!!
                                          >
                                          > Łatwo powiedzieć....nie chce mi sie sad((

                                          no weź, jakieś usprawiedliwienie może?
                                          będzie łądniej wyglądało


                                          >
                                          > > tylko odsysanie na siłę pomaga smile)
                                          > to brzmi groźnie smile))
                                          > > Więc ja już wolę rozkmninianie czegoś dokładnie niż "wydawanie
                                          sie"
                                          >
                                          > A rozkminianie jest fajne...mało kto wytrzymuje niestety. Po 3 w
                                          > nocy nawet mojemu zdarza się zasnąć...a ja tu kurde
                                          egzystencjonalne
                                          > problemy rozpracowuje smile))

                                          jesss... to ja mu współczuję wink swojemu też hihi, ma tak samo jak
                                          Twój smile bozzzz jacy biedni smile


                                          > > eeetam... wcale nie nadmiar. Nie zauważyłam smile)
                                          > No widzisz wg mnie nadmiar i to sa moje SUBIEKTYWNE odczucia smile)))

                                          ale to nie ja, nie ja smile))


                                          > > To musiałabyś głęboko szukać bo sporą przerwę miałam smile a teraz
                                          > > pracy w pracy mało (cukru w cukrze hihi), egzaminy pozdawane,
                                          nic
                                          > > tylko na forum siedzieć wink
                                          >
                                          > Egzamin mnie czeka, roboty mam full, nic tylko siedziec na forum,
                                          > inaczej się człowiek umorduje smile)))

                                          aaa to rozumiem..... no cóż, ja na dziś pracę kończę, więc forum też
                                          opuszczam smile trzeba pożyć smile


                                          >
                                          > > Lekarza od dupy też zalecam posiadac dobrego smile))
                                          > > Z referencji smile
                                          >
                                          > A jakże...do tego przystojny smile))))))
                                          >
                                          znam takiego smile)) nie chodzę, nie ma głupich smile))



                                          > > Ideałsmile)
                                          >
                                          > Nie przesadzaj. Jeszcze tu wejdzie, przeczyta i spocznie na
                                          > laurach...a tego nie chce smile))
                                          >
                                          a to nie ideał, skoro istnieje ryzyko spocznięcia wink
                                          >
                                          • to.ja.kas Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:15
                                            jasminowo napisała:

                                            > aaa to rozumiem..... no cóż, ja na dziś pracę kończę, więc forum
                                            >też opuszczam smile trzeba pożyć smile

                                            Jak opuszczasz to co ja tu będe pisac po próżnicy ?smile))

                                            > a to nie ideał, skoro istnieje ryzyko spocznięcia wink
                                            juz myślałam, że napiszesz " a to nie ideał, skoro potrafi
                                            czytać " smile)))
                                            • jasminowo Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:23
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > jasminowo napisała:
                                              >
                                              > > aaa to rozumiem..... no cóż, ja na dziś pracę kończę, więc forum
                                              > >też opuszczam smile trzeba pożyć smile
                                              >
                                              > Jak opuszczasz to co ja tu będe pisac po próżnicy ?smile))

                                              a tam zaraz po próżnicy smile i tak nikt tego nie czyta oprócz nas smile))
                                              zrobiła się odnoga zupełnie prywatna smile


                                              >
                                              > > a to nie ideał, skoro istnieje ryzyko spocznięcia wink
                                              > juz myślałam, że napiszesz " a to nie ideał, skoro potrafi
                                              > czytać " smile)))
                                              >
                                              aaaa nie smile dla mnie ideał zdecydowanie MUSI umieć czytać i do tego
                                              ze zrozumieniem! smile))
                                              >
                                              • bambi29 Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:25
                                                Ja przyznaję - nie czytamsmile

                                                P.S. Podziwiam Was za determinacjęsmile
                                                • jasminowo Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:26
                                                  No niezupełnie nie czytasz smile o nieczytaniu w końcu przeczytałaś smile
                                                  a to nie determinacja wcale smile jak się jest w środku dyskusji jest
                                                  inaczej. Sama całościowo tak długich wątków nie czytam smile))
                                                  • bambi29 Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:29
                                                    > No niezupełnie nie czytasz smile o nieczytaniu w końcu
                                                    przeczytałaś smile

                                                    Sprawdzam tylko, czy może zeszło na inny temattongue_out
                                                  • to.ja.kas Re: Możemy się podroczyć, czemu nie :-PPP 16.09.08, 14:31
                                                    jasminowo napisała:
                                                    > No niezupełnie nie czytasz smile o nieczytaniu w końcu
                                                    przeczytałaś smile
                                                    Bambi , nie przejmuj się Jaśmimowa z tych czepiających się słowek :-
                                                    PPPP

                                                    Ja też preferuję takich z umiejetnoscia czytania i pisania...nie
                                                    musi grac na forteklapie i ładnie śpiewać (no i nie śpiewa ładnie),
                                                    ale dobrze jak ma ciekawą pracę i pasję która powoduje, ze zajmuje
                                                    mu sporo czasu a ja mogę swój marnotrawić na forum tongue_outPPP

                                                    Dla Niego mam czas...a jakże, dziś w nocy bede go meczyc rozmową na
                                                    temat "mozna zyc ze soba bez miłosci czy nie?" - tak mnie natchnęły
                                                    te wątki smile))
                      • jasminowo Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 11:50
                        Też uwazam, że usprawiedliwianie sie bez końca to łatwizna...
                        Nie zamierzam usprawidliwiać ludzi, tym bardziej, że są
                        hipotetyczni smile
                        Mnie tylko chodzi o to, byś nie wrzucała do wora depresji, ADHD i
                        np. DDA. Bo to zupełnie co innego. To nie choroba. I nie trzeba
                        lekarza czy psychologa do tego.
                        Dla mnie stwierdzenie "wielu lekarzy" to dopiero uogólnienie. Są
                        tacy i tacy. Ament... Jak w każdym zawodzie. Choć tu skutki są
                        niestety dużo bardziej opłakane...
                        • to.ja.kas Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 16.09.08, 12:05
                          jasminowo napisała:

                          > Też uwazam, że usprawiedliwianie sie bez końca to łatwizna...
                          > Nie zamierzam usprawidliwiać ludzi, tym bardziej, że są
                          > hipotetyczni smile
                          > Mnie tylko chodzi o to, byś nie wrzucała do wora depresji, ADHD i
                          > np. DDA. Bo to zupełnie co innego. To nie choroba. I nie trzeba
                          > lekarza czy psychologa do tego.
                          > Dla mnie stwierdzenie "wielu lekarzy" to dopiero uogólnienie. Są
                          > tacy i tacy. Ament... Jak w każdym zawodzie. Choć tu skutki są
                          > niestety dużo bardziej opłakane...

                          Zgadzam się. Ja znam róznice miedzy ADHD a DDA, ale jedno i drugie
                          nie usprawiedliwia wg. mnie wielu rzeczy. I tak jak pisałam często
                          widze iż stwierdzenie "ze coś z tego mam" jest zajebistym
                          usprawiedliwieniem...i o tym piszę.
                          Tylko o tym.
                          • ravny kto mówi o usprawiedliwianiu?? 16.09.08, 12:41
                            czegokolwiek w tym wątku? oprócz ciebie?
                            bo ewidentnie coś sobie upieprzyłaś i wałkujesz nie na temat byle wałkować.

                            kto jest DDA, lub gdy jako dziecko wychowywał się w przemocy
                            ma więcej obowiazków wobec siebie bo powinien mieć świadomość, że wzór zachowań
                            jakie wyniósł z domu jest często chory, nieprawidłowy i krzywdzący dla siebie
                            lub najbliższych osób z kórymi stara się związać. i może to destrukcyjnie
                            wpływac na jego związki z innymi ludźmi.

                            jesteś DDA - nie jest to zarzut po który ma sięgać partner w związku jak mu się
                            coś nie podoba,
                            ani -jestem DDA - nie jest to usprawiedliwienie się.
                            kwestia dotyka SAMOŚWIADOMOŚCI, zrozumienia siebie i partnera w związku.
                            • jasminowo Ravny 16.09.08, 12:45
                              AMEN!
                              • to.ja.kas Re: Ravny 16.09.08, 12:49
                                Ben zrobił głupotę, pierwszy związek, nadzieje zakochanego, DDA
                                uwielbiają
                                schematem wchodzic w związki problematyczne gdzie nie sa kochane,
                                potrzeba bycia
                                odrzucanym takie zboczenie.

                                1. Tłumaczenie Bena

                                Terapia.
                                2. zalecenie ...i ok tu mogę się z tym zgodzić

                                Dziwie się kobiecie, która jest niby doświadczona w związkach a robi
                                coś takiego przyjacielowi którego przeszłośc zna.
                                3. Winna Bambi bo Ben nie wiedział co czyni.(???)i to ona ZROBIŁA
                                COŚ TAKIEGO (czyli co?) Benowi mimo ze wiedziała o jego DDA.

                                Twój pierwszy post Ravny też wskazał winną (Bambi) bo Ben ...no
                                własnie dlaczego Bambi a nie obydwoje...i ten schemat mi sie nie
                                podoba.

                                A zazwyczaj zarzuca mi się, że stoję murem za factami smile))))
                            • to.ja.kas Re: kto mówi o usprawiedliwianiu?? 16.09.08, 12:52
                              ravny napisał:

                              > czegokolwiek w tym wątku? oprócz ciebie?
                              > bo ewidentnie coś sobie upieprzyłaś i wałkujesz nie na temat byle
                              wałkować.

                              A i jeszcze cos... zmien ton pisania z łaski swojej. Moze Ci się nie
                              podbac co pisze, ale zachowaj chocby formę.

                              > kwestia dotyka SAMOŚWIADOMOŚCI, zrozumienia siebie i partnera w
                              związku.
                              Z tym się zgadzam, nie zgadzam się z tym iż w swoich postach
                              obarczasz wina Bambi bo Ben...no własnie co Ben? Niedoswiadczony?
                              Niespełna rozumu? Czy DDA własnie???

                              Uwazam i bede sie tego trzymac, że obydwoje sa dorosli i razem
                              wzieli odpowiedzialnosc za ten bigos którego sobie nawarzyli...rózno
                              po połowie.
    • nangaparbat3 DDA, ADHD, etc. 16.09.08, 16:55
      Mnie sie zdaje, ze to jest tak: jestesmy z kimś, na kim nam zależy, temu komus
      też zalezy, ale jestesmy (wszyscy bez wyjatku, naprawdę) poranionymi dziecmi,
      zranione dziecko siedzi w nas i nagle sie odzywa, wali pieścią, kamieniem, sójką
      w bok tego, komu nieba bysmy przychylili. Wali, i trafia w zranione dziecko
      tamtego - ono zamiast powiedziec "boli, kiedy tak robisz", i przyjąc wjasnienie
      "nie bylo we mnie zamiaru, by cie ranic", odwija się, często z nawiazką, i tak
      się to zaczyna, a potem juz tylko spirala.
      I dlatego dobrze pamietac, że, na przykład, nasza żona to DDA, i kiedy wali, nie
      we mnie wali, podobnie jak sciana, w ktorą rąbie głową zdesperowane niemowlę,
      nie jest w żaden sposób celem jego zlosci.
      Jesli nam się uda uświadomic sobie, ze gniew tak naprawdę nie jest przeciwko
      nam, mamy szansę zatrzymac kamyczek, ktory moze pociagnąc za soba lawine
      wzajemnych zlosci i urazy. Mamy szansę mowic "boli", a nie - "ty draniu, myslisz
      tylko o sobie... etc.". Mamy szansę mowic szczerze zamiast oskarżac, osądzac i
      rozliczac.

      Czasem dziecko wewnatrz nas zranione zostalo tak mocno, ze samo sobie nie
      poradzi. Wbrew pozorom naprawdę dobrze widac to wlasnie z pewnej odległości, z
      dystansu - wiec nie jest tak całkiem niedorzeczne sugerowanie terapii komus,
      kogo zna sie z forum tylko.
      • to.ja.kas Re: DDA, ADHD, etc. 16.09.08, 21:54
        Piękne. Naprawdę mówię to szczerze. POzwoliłam sobie zlinkowac ten
        post na PP, bo uwazam go za cenny materiał do przedyskutowania.
      • manderla Re: DDA, ADHD, etc. 16.09.08, 22:15
        Nango, Ty madra kobieto!

        Zgadzam się w całej rozciągłości. Choć ani ze mnie DDA ani ADHD
        tylko inne powiedzmy ABSy (jak rzekłaś smile.

        Ale co zrobić, kiedy NIC lub niewiele wiemy o drugiej osobie? Bo
        jest "niegadata"? Nie mówi o sobie. Albo. Ma w sobie to zranione
        dziecko, a na przekór wszystkiemu bedzie stwarzac pozory bycia kimś
        innym. Co wtedy? Nie da sie dotrzec do kogos takiego. Bo pytasz -
        nie mówi. A jak mówi, to przekręca, ubarwia, zniekształca. Co wtedy.?

        Mało tego. Jeżeli np bede miała takie podejscie: ach, na pewno to-to
        jest "skrzywdzonym dzieckiem", musze być wyrozumiała, ustępliwa,
        ciepliwa etc., to, czy w efekcie, nie staję się ofiarą
        tego "zranionego dziecka"???

        Bo cóż mozna zrobić jak "dziecko" tupie i krzyczy (nawet nie do
        nas , do ściany, po prostu wypluwa z siebie swoje bóle i żale)?
        Mozna odejść. A można zostac. Byc ciepliwym. Przejąc te ciosy na
        siebie.
        Ale jakze trzeba byc silnym, aby nie dać sie takiemu komus
        zmanipulowac. By nie stac sie ofiara kogos takiego.


        Tak mnie naszło po przeczytaniu Twego postu.
        Masz koncepcję? Co dalej?
        • nangaparbat3 Re: DDA, ADHD, etc. 16.09.08, 22:34
          > Bo cóż mozna zrobić jak "dziecko" tupie i krzyczy (nawet nie do
          > nas , do ściany, po prostu wypluwa z siebie swoje bóle i żale)?
          > Mozna odejść. A można zostac. Byc ciepliwym. Przejąc te ciosy na
          > siebie.
          > Ale jakze trzeba byc silnym, aby nie dać sie takiemu komus
          > zmanipulowac. By nie stac sie ofiara kogos takiego.
          >
          >
          > Tak mnie naszło po przeczytaniu Twego postu.
          > Masz koncepcję? Co dalej?


          No TAKA madra to ja juz nie jestem.
          Ale myślę sobie tak:
          ze przede wszystkim wszyscy stwarzamy pozory bycia kims innym. Jeśli nie
          stwarzamy - przede wszystkim przed samymi sobą - to juz połowa sukcesu.
          Mnie sie zdaje, ze ten ktos wcale nie musi sie "przyznac". To nie ma nic do
          rzeczy - dla mnie. Ma dla niego, bo to jemu jeszcze bardziej utrudnia zycie niz
          mnie.
          Bronic sie trzeba, oczywiscie, jak najbardziej. Ale nie zadajac bólu, jesli sie
          da. a jedoczesnie - nie manipulujac. Bardzo trudno, to nie jest kwestia
          "techniki", tylko naszych prawdziwych uczuc.
          Jak sie nie da bronic w taki sposób, trzeba sie pewnie rozstac.
          Wszystko (i jeszcze wiecej, ale na razie nie doczytalam, no i mozna czytac, a
          nie rozumiec, mozna rozumiec, a nie przyjmowac) jest w ksiażce:
          John Welwood "Idealna miłosc, niedoskonały zwiazek".

          No i nieodmiennie polecam ksiazki Alice Miller.
          • manderla Re: DDA, ADHD, etc. 16.09.08, 22:54
            nangaparbat3 napisała:

            > Jak sie nie da bronic w taki sposób, trzeba sie pewnie rozstac.

            Niech te słowa będą kwintesencją.


            Bowiem mozna nadstawić policzek raz, dwa i nawet po raz setny.
            W nieskończoność się nie da.
            I nie da się wciąż i wciąż sobie tłumaczyć, że ten KTOŚ miał trudne
            dzieciństwo.
            Każdy miał jakieś tam dzieciństwo, jak napisałaś, i każdy (Ci co
            twierdzą, że nie, sa w gorszej sytuacji, bowiem nawet nie zdają
            sobie z tego sprawy) z nas nosi w sobie "zranione dziecko".
            Czyli co z tego wynika>?
            Że każdy powinien najpierw wykonac prace od podstaw, czyli nad sobą.
            I tutaj przywołam może Tri, że jak samemu jest się dobrze ze sobą,
            to wszystko stanie się o niebo prostrze wink
            Nie bedzie potrzeby udawania i stwarzania pozorów oraz,
            potwierdzania własnej wartości w oczach innych poprzez mniej lub
            bardziej swiadomą manipulację tymiż.
    • rafanetka Re: Czy jestem hitlerowcem dla syna mojej partner 18.09.08, 17:21
      1.Spanie z pomalowana twarzą? Dziwne to, ale skoro mama dziecku obiecała to
      dlaczego uważasz, ze to ona powinna zmień zdanie a nie Ty? I, że to Ty
      powinieneś być konsekwentny a nie ona?
      2.Chyba zbyt mało rozmawiacie ze sobą, o sobie, swoich potrzebach, wychowaniu
      dzieci. Może ustalcie wcześniej jakieś podstawowe zasady, bo jak widać nawet
      takich nie macie.
      3.A dziecko zachowuje się tak jak było wychowane do tej pory i tyle, no i trzeba
      teraz włożyć „trochę” wysiłku, aby to zmienić. To jest możliwe, ale tylko wtedy
      kiedy Ty i Twoja partnerka postaracie się to zrobić razem a nie każde z osobna.
      4.A ja myślałam, ze dorośli ludzie, po przejściach dogadują się o wiele łatwiej
      i o wiele łatwiej wyrażają swoje potrzeby i zanim wpakują się w jakiś związek to
      wcześniej wiele spraw obgadają razem. A na pewno te dotyczące wychowania dzieci.
      5.No i trochę więcej szacunku dla siebie wzajemnie, a to na pewno udzieli się
      dziecku. Bo inaczej skąd ma czerpać wzorce jak nie od was
      6.Życzę powodzenia w byciu razem i poukładania wszystkiego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka