Związałem się z kobietą z dzieckiem, mieszkamy jakieś 4, może 5 mc razem na
wynajmowanym. Biologiczny ojciec pełni swoja rolę w weekendy tak raz na 3 tyg.
oraz czasami w wakacje.
Parę dodatkowych faktów z naszego życia (myślę że istotne do obrazu całej
sytuacji):
Dziecko – 6 lat rozpuszczone nauczone że krzykiem i płaczem wymusi wszystko co
chce, kiedy widzi matkę w pobliżu „przestraja” się momentalnie na stękanie,
jęczenie, marudzenie, a kiedy nie uzyskuje tego czego chce po prostu wyje,
wali głową o ścianę itp. Jak ktoś oglądał scenki z super niani to myślę że to
obrazuje. Teraz jest i tak lepiej, kiedyś ją kopał, szarpał, robił sceny na
środku sklepu. Jego zachowanie i tak się poprawiło odkąd żyjemy razem.
Pogarsza się mu po wizycie u taty. Kiedy jest pod opieką kogoś obcego czy mnie
samego „złote dziecko”, grzeczny i robi o co się go poprosi.
Ona – Toksyczni rodzice, a konkretnie matka, wątpię że zaznała miłości jako
dziecko, ojciec w pracy za granicą. Matka stosowała wg mnie hitlerowskie
metody, np. potrafiła wylać na głowę dziecku wodę za to że kupiło nie
gazowaną... Obecnie po rozwodzie, poprzedni związek 7 lat, on odszedł do innej
zostawił ją z dzieckiem, bez pracy i środków do życia. Często się kłócili ich
związek był burzliwy. Po rozwodzie znalazła sobie nowego partnera, ich związek
był głęboki emocjonalnie, przepełniony uczuciem miłości, lub jak kto woli to
określać stanem zakochania. Teraz jest ze mną, nudnym informatykiem
prowadzącym własną firmę czyli zajętym człowiekiem, twierdzi że z rozsądku,
mówi że miłość nie istnieje, często mówi że nie jest w stanie zaangażować się
emocjonalnie.
Ja- Trochę wyalienowany komputerowy grzyb

Dziecko alkoholika, wiele z
opisywanych syndromów DDA do mnie pasuje. Nie łatwo nawiązuje przyjaźnie.
Przeważnie wole sam rozwiązywać swoje problemy. Często zamykam się w sobie.
Rzadko kiedy uzewnętrzniam emocje. Przewrażliwiony na swoim punkcie można by
powiedzieć że przeczulony jeśli chodzi o jakiekolwiek słowa krytyki. To mój
pierwszy poważny związek, nie byłem z nikim na dłużej.
Dziś rano usłyszałem: „Nie wiedziałam że stosujesz takie hitlerowskie metody,
nie wiedziałam że to z ciebie wyjdzie”. Kiedy poprosiłem o konkretne przykłady
nic nie usłyszałem w odpowiedzi.
Ostatnio mieliśmy sytuację w której nie potrafię ocenić które postępowanie
jest dobre:
Byliśmy na festynie gdzie mały został pomalowany jako kot na twarzy, ona
powiedziała mu że może w tym spać, ja nic o tym nie wiedziałem. Nadeszła pora
spania a więc i mycia się. Mały jak zawsze wszedł już w swój rytm marudzenia i
stękania. Ja kładłem małego spać więc jak zawsze kazałem mu umyć zęby i buzie
zanim pójdzie spać i zaczął się płacz i ryk, że nie!!
Tak jest prawie codziennie, teraz to i tak są łagodniejsze formy

. Ona
siedziała przed komputerem i miała pilną pracę do wykonania. Kiedy zaczął
histeryzować zabrałem go do jego pokoju i powiedziałem że nie wyjdzie dopóki
nie przestanie, w końcu się uspokoił i poszedł do łazienki ale znowu nie
chciał się umyć Powiedziałem że liczę do 3 i ma się umyć. On stresuje się już
samym odliczaniem nie wiem czemu, kojarzy mu się z czymś co następuje
ostatecznie. W końcu wtrąciła się ona mały przysłuchiwał się w łazience i po
całej tej „szarpaninie o mycie” stwierdziła że pozwoliła mu spać z pomalowaną
twarzą. Wszystko trwało jakieś 20 minut zanim się o tym dowiedziałem. Mały
podsłuchiwał o czym rozmawiamy z łazienki. Wyglądał zza szpary okiem i
obserwował sobie wszystko.
I teraz pytanie co w takiej sytuacji zrobić wg was? Zaznaczam że mały zawsze
poprzez histeryzowanie uzyskiwał to co chciał. Taka jego metoda.
Po całej akcji poszedł spać z pomalowaną twarzą uzyskał to co chciał po raz
kolejny poprzez płacz, mało tego był świadkiem tego jak się spieramy i nie
mówimy jednym głosem. Wg mnie skoro już doszło do sytuacji kiedy próbuje
wymusić coś histerią powinno się być konsekwentnym i jednak powinien to zmyć.
Zaznaczam kolejny raz ze przez całe 20 minut walki

nikt mi nie powiedział
że mały miał pozwolenie.
W efekcie mały wyszedł usatysfakcjonowany z łazienki i uzyskał znowu poprzez
swoje histeryzowanie to co chciał. Dziś rano dowiedziałem się że stosuje
hitlerowskie metody... Tymczasem moje metody wyczytałem z poradnika który
otrzymaliśmy od przyjaciółki mojej pranerki która tez widzi te problemy z małym.
Wiele wcześniej było sytuacji kiedy wymuszał coś płaczem. Lody, cokolwiek co
chciał żeby mu kupić. Kiedyś często szedł spać nie umyty, często nie mył
zębów. Wszyscy mu ustępowali dla świętego spokoju. Np. ostatnio babcia
przeleciała się po parku z małym bo on tak chciał mimo iż miał wcześniej
zakazane przez nas.
Na koniec powiem że mały często słyszy że nie mówimy jednym głosem do niego,
często jest tak że ja mówię cos, a ona coś innego. Mały nauczył się już że jak
tylko mu czegoś zakazuję to leci do mamy i mówi: Mam powiedz mu żeby....
Ps. Ostatnio doszło jeszcze do tego że mały wyzywa mnie od tłuściochów,
grubasów (no fakt jestem gruby) itp. A ona nie reaguje. Wchodzimy więc na
trochę inny poziom relacji kiedy ona pokazuje mu że może nie mieć do mnie
szacunku... Ostatnio po wizycie u Taty mały powiedział coś takiego: „Wiesz kim
ty dla mnie jesteś? Nikim”
Jestem już zmęczony tym wszystkim, ale nie tyle co zachowaniem dziecka (bo
dziecko można wiele nauczyć) ile zachowaniem matki.
A może jednak jestem przewrażliwiony na swoim punkcie?