Dodaj do ulubionych

Czy TO jest prawdziwa miłość?

27.09.08, 16:34
Taka oto historia.

Małżeństwo w wieku ok. 50 lat.
Ona- tłumaczka, atrakcyjna zadbana blondynka. Alkoholiczka. Od
kilkunastu lat pijąca. Nieraz z wódą szła do wanny, a jak zasnęła w
wannie, to zatapiała sąsiadów.
On – wzięty chirurg, facet cały w pracy, od lat. Pracujący w
zasadzie całe Zycie 24 na dobę, zawsze na zawołanie w sprawach
pracy. Z poczuciem misji w tym, co robi.
Kiedys się pobrali z wielkiej milości. Wszyscy koledzy mu
zazdrościli. Ponieważ oni pobierali się, bo musieli (kobieta
zaciążyła, albo naciski rodziny, albo ze „wypada” wreszcie, i itp.),
a on- z prawdziwej miłości.
Mają dwudziestoparoletniego syna. Który wg ojca jest pasożytem,
nieukiem i nie zasługuje na miano mężczyzny (bo, jak
mówi „mężczyzna stanowi się poprzez pracę, poprzez to, co osiągnął
w zyciu i poprzez odpowiedzialność w stosunku do swojej rodziny). On
ma żal do swojej zony, ze sponsoruje syna-pasożyta dając mu
pieniądze, płacąc jego rachunki i we wszystkim mu potakując.

Tak sobie żyli 25 lat, aż on w pewnym dniu stwierdził: nie kocham.
Tak. Dokładnie. W poniedziałek jeszcze ją kochał, a we wtorek już
nie. Koniec.
Ale nadal żyli razem, i o nią dbał. (w sensie wyciągał z pijackich
ciągów. Starał się. Proponował esperale, pójście do kliniki,
odtrutki itp.)
Nie bardzo tez sobie z nią radził, więc jeszcze bardziej (o ile
można było „bardziej” w jego przypadku) zanurzał się więc w pracy. A
ona z kolei – w piciu.
W pewnym momencie ona radzi mężowi: znajdź sobie kochankę. Po prostu
zyj! Ja tylko marnuje Twoje Zycie. Jestes atrakcyjnym mężczyzną,
potrzebujesz ciepła, miłości i bliskości. Ja ci tego nie dam. Ja
dogorywam. Ułóż sobie życie. Nie chcę, żebys przeze mnie cierpiał i
marnował sobie życie.
Spakowała się i wyjechała za granicę do przyjaciółki.

Jest tez młode małżeństwo. Piękni, zgrani, ambitni, kochający się.
Ale ich czteroletnia córeczka ma wg wstepnych badan cieżka chorobe
nerek. Prawdopodobnie wymaga operacji. Sa kolejki, terminy i tp,
matka odchodzi od zmysłów. Rozgląda się więc za sprawdzonym
nazwiskiem lekarza, u którego można było by przekonsultowac dziecko
i postawić jednoznaczną diagnozę i Ew. poddac dziecko operacji, ale
tylko powierzając dziecko we sprawdzone ręce sprawdzonego lekarza-
chirurga.

Kobieta (dziennikarka) nie mając możliwości dostac się do słynnego
chirurga (dzwoniła do niego, ale on rzucił słuchawką i kazał
załatwić wszystko droga oficjalną), wymyśla taki trik. Że napisze
artykuł o klinice. Tym sposobem, już oficjalnie, udało jej się
dotrzec do kliniki i do chirurga.

Dalej sprawa potoczyła się… jak to w zyciu. On się zakochał.
Wyznał.
Ona – aby wyprostowac całą sytuację powiedziała wprost, ze po to
wymysliła ten „reportaż”, aby ratować córkę.
On- odrzucony, poniżony, zrozpaczony…. – ale ok., przeprowadz
córkę, zbadamy.

Chemia zadziałała. Ale po czasie.
Koleżanka jej doradza, aby sprawdziła siebie, wypróbowała, może coś
by z tego wyszło. Ona – nie może. Nigdy w zyciu nie miała kochanków
i nie potrafi. Albo mąż, albo chirurg. Nie chce zyć podwójnym
zyciem. Nie umie.
Chirurg, czując wzajemnośc uczuć z dziennikarką mówi, że w takich
sytuacjach trzeba działac szybko. Że zona mu rozwód da. I żeby
zadzwoniła do męża i oświadczyła, zę dochodzi od niego.
Wykręca numer jego i daje jej telefon. Mąz odbiera, ale ona nie
jest wstanie wydusić z siebie ani słowa. Rozłącza się.
Zakochała się. Potwornie. W chirurgu.
Ale …ucieka. zrywa.

Po badaniach okazuje się, ze córka owszem ma chorobę nerek, ale nie
tak ciężka jak przypuszczano na początku, i nie wymagającej
operacji. Dziennikarka zabiera dziecko ze szpitala.

On – dzwoni do zony. Prosi, aby wróciła do domu.
----------------------------------------
Nie wiem, po co to stresciłam tu, ale zastanawia mnie potwornie
postawa żony.
Powiedziała mu otwarcie: znajdź sobie kogoś i bądź szczęsliwy, bo ja
ci tego szczescia nie dam.
Tak go kochała i taka była wspaniałomyślna?
Czy tez…? …. nie rozumiem po prostu…..
Znacie takie kobiety?




Obserwuj wątek
    • sbelatka Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 16:49
      fajna historia.. ale jak to z fajnymi historiami bywa nic z nich nie
      wynika
      a juz najmniej mozna z nich wywnioskowac o pobudkach, przyczynach,
      motywach ludzkiego działania...



      • libra22 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 17:06
        Może po prostu normalna kobieta ze świadomością tego co się dzieje z nią, nim i ich życiem. Bywają przecież też normalni ludzi.
        • anula36 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 17:58
          a to nie jest czasem streszczenie ktoregos z harlerquinow autorstwa Joy Fielding? Ta autorka chetnie popelnia takie " urzekajace historie pewnego malzenstwa na rozdrozu" w roznych konfiguracjach.
          • anula36 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:01
            www.empik.com/pierwszy-raz-ksiazka,prod940014,p
            o tu jest taka historyjka tylko zamiast chirurga prawnik,aza miast alkoholizmu SLA
            • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:02
              eeee, anulko smile Ja i harlekiny...no co ty?!
              Samo zycie smile
            • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:10
              az zajrzałam z ciekawości. Nie, tutaj było wszystko prostrze.
              A zdrady (fizycznej) tez nie było.
              I tez zadnych happy endów, ze wrócił, i znalezli ukojenie w swoich
              ramionach.
              Nie , cięzki trud zycia codziennego nastąpił. Zadne ukojenie, i
              żadne wodotryski.
              • anula36 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:13
                to tez harlequin bez happy endu - zonka umiera na przedostatniej stroniesmile
                • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:15
                  dobra, ok.

                  Nie umarła.
                  Takiego happy endu tez nie było.
                  • nangaparbat3 daj spokoj, MAnderla 01.10.08, 18:07
                    jak sie jest znawczynia Harlequinow, to zawsze sie jakis przyklad ma na podorędziu.
                    • manderla Re: daj spokoj, MAnderla 01.10.08, 19:33
                      Eee Nango, no co Ty, nie przejmuje sie przeciez. Tak sie tylko
                      troche wtedy zdenerwowalam .
                      • nangaparbat3 Re: daj spokoj, MAnderla 01.10.08, 19:40
                        smile))
    • nangaparbat3 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 17:55
      Napisalaś, że on (chirurg) w pewnym momencie zrozumiał, że już nie kocha. Ale
      dalej sie żona opiekowal.
      Moze zadbala na raz o oboje - ja tam bym nie zniosła, by opiekowal sie mną
      (alkoholiczką, wiec niesłychanie przykre sie muszą zdarzac sytuacje opiekuńcze)
      ktoś. kto mnie nie kocha czy przynajmniej bardzo nie lubi (nie myslę o
      zawodowcach, oczywiscie).
      • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:01
        Mósz, Nango, ze to nie z miłości i wspaniałomyslnosci, tylko z
        obrzydzenia do swojej osoby?
        • teuta1 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:24
          Myślicie, że prawdziwa miłość to umiejętność rezygnacji ze swoich
          potrzeb na rzecz poświęcenia sie? Ok, pod warunkiem, że powie się
          sobie - tego CHCĘ. A nie to POWINIENEM. Bo to drugie słowo jest
          podłe, zakłada pychę i wyższość. Tak sobie ostatnio, już
          porozwodowo, myślę, że przecież w życiu jest nie tylko Eros, ale i
          Agape i Caritas. Tyle że trzeba którąś z tych miłości wybrać
          z....miłością właśnie. Howgh.
          • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 18:43
            No wiem, juz wiem. Ty mój harlekinie smile
            Już znam taką osobę.
            I za to Cię cenię smile
            I czekam na to spotkanko
          • libra22 w zasadzie 27.09.08, 18:46
            Przecież świadomość nie musi oznaczać poświęcenia. Brak miłości i wybór jest oznaką dojrzałości (może w zestawieniu a alkoholizmem brzmi dziwnie ale ja tego nie wykluczam jakoś tutaj).
            Najbardziej tragiczna w tej historii w pewnym momencie jest ta młoda żona. Bo to ona chyba dokonuje wyboru z miłości lub pomimo niej.
            • manderla Re: w zasadzie 27.09.08, 18:51
              A ja akurat myśle, ze u tej "młodej" żony w pewnym momencie górę
              wzięła chuć. Ale na szczescie na krótko.
              Uwazam, ze wybrała prawidłowo.

              Bardziej mnie nurtuje postawa żony, która zdaje sobie sprawę ze
              swojego nałogu i...chyba podjęła decyzję taką a nie inną, bo.... no
              własnie, bo co?
              Bo to nie był szantaz, jak to się mówi, typowych alkoholików. Nie.
              Postanowiła, wyjechała. Trzeźwo myślala. W miarę swoich możliwosci.
              Tylko o tą kobietę mi chodzi.
              Męczy mnie to.
              • nangaparbat3 Re: w zasadzie 27.09.08, 20:13
                A moze tkwiła w poczuciu winy, ze pije? I wyjechała do przyjaciółki, ktora tez
                pije? Bo jak sie pije, to wspolpijacy moze byc wazniejszy niż wszyscy inni.
                A męzowi wcisneła ciemnotę.

                Co do tej mlodej dziewczyny - ona zakochala sie nagle w mezczyxnie, ktory
                uratował jej dziecko. Zbadał (co, rozumiem, było trudno dostępne) i stwierdził,
                ze bedzie zyło. Wiec jakby uratował.
                Przypomniało mi się z mojego zycia: miała koszmarny poród i mogło sie skończyc
                fatalnie gdyby nie zajrzał - z wlasnej inicjatywy - pan doktor, który mnie
                prowadzil. Po godzinie bylam po cieciu ratujacym dziecko (mnie chyba też). I jak
                tylko mnie wybudzili z narkozy, to się w tym lekarzu zakochałam. Autentycznie.
                (Wcale wtedy nie przestalam kochac meza). Trwało to jakieś 10 dni, moze tydzień.
                Myslę, ze to ewolucyjnie wyksztalcona reakcja - zakochac sie w mezczyźnie, który
                uratowal moje dziecko i mnie.
                Wiec może z ta dziewczyna bylo jakoś podobnie.
                • manderla Re: w zasadzie 27.09.08, 20:28
                  nangaparbat3 napisała:

                  > A moze tkwiła w poczuciu winy, ze pije? I wyjechała do
                  przyjaciółki, ktora tez pije? Bo jak sie pije, to wspolpijacy moze
                  byc wazniejszy niż wszyscy inni.
                  > A męzowi wcisneła ciemnotę.
                  >


                  Nie sądzę. Mąż jej nie bronił picia. Nie szantazował, ze jak nie
                  przestanie, to ją zostawi czy cos w tym stylu. Nie miała wiec powodu
                  by mu ciemnote wciskac.
                  Chciała siebie jakoś ratowac, i pozwolic mu zyc? Wiedziała, ze ze
                  swoimi słabościami nie podoła zyciu z nim, ze nie spełnia jego
                  oeczekiwan.., ze jest "gorsza"...skreśliła się za życia?
                  Co to za mechanizm? Cholera, nie zasne dzis chyba
                  • nangaparbat3 Re: w zasadzie 27.09.08, 20:49
                    Zapomnialaś "Malego Ksiecia"?
                    Dlaczego pijesz?
                    Bo sie wstydzę.
                    A dlaczego sie wstydzisz?
                    Bo piję.
              • eszir Re: w zasadzie 27.09.08, 20:15
                moze dlatego, ze dla niej, dla zony, ta sytuacja - zycie u boku
                mezczyzny, ale bez milosci - byla tez udreka? dlatego uciela to
                wszystko jednym zdecydowanym ruchem wyjezdzajac. Moze ma poczucie,
                ze pozostawiona sama sobie, zacznie walczyc z alko?
                • manderla Re: w zasadzie 27.09.08, 20:19
                  eszir napisała:

                  Moze ma poczucie,
                  > ze pozostawiona sama sobie, zacznie walczyc z alko?
                  >

                  Tez mi to przyszło do głowy. Ze separując się od wszystkich, chyba
                  postanowiła sama ze soba powalczyć, nie obciązając wszystkich wokół
                  skutkami swoich nałogów.
        • nangaparbat3 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 20:15
          manderla napisała:

          > Mósz, Nango, ze to nie z miłości i wspaniałomyslnosci, tylko z
          > obrzydzenia do swojej osoby?

          Nie, obrzydzenie nie przyszło mi do głowy.
          Ale wielokrotnie tu pisallismy, ze bardzo trudno byc razem bez uczucia. A byc z
          kims, kto nie kocha, i skazana na jego pomoc i opiekę? I z poczuciem, ze sie nie
          sprawdzam, ze jestem kulą u nogi? Ja tam nie jestem jakas szczegolnie honorna,
          ale nie chciałabym.
          • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 20:22
            Tak sądzę, że on nigdy nie dał jej powodu odczuć, ze jest
            niekochana. On pomyslal. Nie powiedział. Nigdy.
            Opiekował sie bardziej z wrodzonego poczucia obowiązku, a nie z
            łaski, litości itp.
            po prostu, brał z wanny, zanosił do łózka, ...tylko sprawdzał czy ma
            puls i czy zyje. Sprzątał.
            Tak, jak się człowiek opiekuje drugim człowiekiem, obłożnie chorym.
            Rutynowo. Ale wie, ze ma to zrobić. Nie ma przy tym zadnych
            negatywnych odczuć. Po rpostu robi.
            • nangaparbat3 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 20:52
              A tam - nie dal odczuc, ze jest niekochana.
              Nie trzeba dawac, żeby odczuc.
              Zreszta - jest jeszcze jedna możliwośc - zona miała za granicą innego pana.
              • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 21:22
                Nie , nie miała nikogo. Tu oczywiście można dywagować i puszczać
                wodzy wyobraźni w tym temacie. Nie miała.

                Ale z tym Małym Księciem....
                Tak, zapomniałam, faktycznie.
                Masz rację.
                crying
                • nangaparbat3 Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 21:56
                  Poza tym.
                  Ja nie wiem, czy Ty znasz te panią. Ale ja mam kolezanki, które piją, dośc
                  czesto spotykam jedna z nich, jeszcze parę lat temu byla piekną, smukłą kobietą
                  (natura jej urody naprawdę nie poskąpiła), teraz - rozpacz. I tu nie chodzi o
                  wyglad sam w sobie- ale o intonację, gestykulację, mimikę - nawet kiedy wcale
                  nie wypije.
                  • libra22 .... 27.09.08, 22:15
                    A ja bym się Manderlo na Twoim miejscu zastanowiła, dlaczego Cię to tak poruszyło? Bo to jakby mówi coś o Tobie samej. I to jest ważne dla Ciebie.
                    • manderla Re: .... 27.09.08, 22:37
                      Zatem idę się zastanawiać, dlaczego mnie to poruszyło.
                      Coś musi być na rzeczy.


                      ------------------------------
                      Z rozmowy nobliwych mecenasów zasłyszanej w pociągu na trasie Poznań-
                      Kraków: Z prawdą jest jak z dupą. Każdy siedzi na swojej.
    • lampka_witoszowska Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 27.09.08, 23:41
      jak dla mnie poczucie winy i niemożnosc poradzenia sobie ze sobą, do
      tego zdawanie sobie z tego sprawy
      jak to mówi Tri - banał

      ale szczerosc za tym idąca - godna przynajmniej podniesienia brwi

      (moge się mylic i fantazjowac, zaznaczam)
      • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 28.09.08, 12:39
        Też brew podnoszę, aczkolwiek zastanawiam się, czy to szczera
        szczerość czy wymuszona okolicznościami.
    • zmienilamnicka Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 28.09.08, 10:31
      Nie widzę w tej historii nic nadzwyczajnego co nie działoby się za scianami
      niejednego domu. Oni - dwóch holików alko/praco współuzaleznionych. Druga
      historia -romans jakich wiele, w lekarzu łatwo się zakochać, nawet w dentyście
      jeśli przystojny tongue_outP a co dopiero w sytuacji ratownika zagrożonego życia, a on
      właśnie szukał..


      > ale zastanawia mnie potwornie
      > postawa żony.
      > Powiedziała mu otwarcie: znajdź sobie kogoś i bądź szczęsliwy, bo ja
      > ci tego szczescia nie dam.
      > Tak go kochała i taka była wspaniałomyślna?
      > Czy tez…? …. nie rozumiem po prostu…..
      > Znacie takie kobiety?


      Była realistką. W przebłyskach trzeźwienia tak jest. Czy to miłosc czy zmęczenie
      materiału czy chęć odcięcia się od wielu lat starego układu w którym i tak za
      kochanka miała alkohol a nie męża? Czy to nie wszystko jedno biorąc pod uwagę,
      że ich życie i życie ich syna to -holizm na które żadne z nich nie znalezlo
      lekarstwa?
      • wania46 to nie jest prawdziwa miłość 28.09.08, 11:30
        Tak jak moja poprzedniczka odpowiem na pytanie autorki watku.
        To nie milosc to chore uklady.
        Czytajac wpadamy w pulapki: wziety chirurg!ooo!piekna tlumaczka!ooo!
        A obydwoje z tendencjami do autodestrukcji.
        Dla mnie wiele mowiacy o obydwojgu jest fragment dotyczacy syna ...Mają
        dwudziestoparoletniego syna. Który wg ojca jest pasożytem,
        nieukiem i nie zasługuje na miano mężczyzny itd.
        Chora rodzinka(
      • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 28.09.08, 12:46
        zmienilamnicka napisała:

        >> Była realistką. W przebłyskach trzeźwienia tak jest. Czy to
        miłosc czy zmęczenie materiału czy chęć odcięcia się od wielu lat
        starego układu w którym i tak za kochanka miała alkohol a nie męża?
        Czy to nie wszystko jedno biorąc pod uwagę,

        Tu nie chodzi o "niezwykłość" historii. Przerobilismy to w innym
        watku.

        Kiedyś się go zapytała, czy ma kochankę.
        Powiedział, ze ma - pracę.
        I wtedy zaproponowała właśnie, aby poszukał sobie innej.


        Dzięki wszystkim za wypowiedzenie swojego zdania na ten temat.

        --------------------------
        • akacjax Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 29.09.08, 10:21
          Słowa...nieraz ktoś coś powie, co zabrzmi cudnie...a gdy się to spełnia-cierpi.
          Nie wiadomo, czy gdyby on miał kochankę, to ona nie wykorzystałaby to jako
          kolejne uzasadnienie swojego picia.

          Bo w innym wypadku-cóż stoi na przeszkodzie by się rozwiedli?
          On na pewno jest wspóluzależniony i widzi wszystko w innym świetle-a
          pracoholizm? Czasm bierze początek z tego, by ukryć to, co jest w domu.
          Tylko terapia-dla wszystkich-syn DDA...
          Wg mnie gdy jest tak zaawansowane uzależnienie...nie ma normalnych relacji-tylko
          widzowie chcieliby czasem się łudzić...
          • to.ja.kas Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 29.09.08, 12:49
            Pytasz manderlo czy znamy takie kobiety?
            Nie, znam takiego męzczyznę.
            To eks mojej siostry. Sis nie piła, on też nie, ale nie umiał jej
            dac tego czego ona chciała, wiec zachował się dokładnie tak jak owa
            zona chirurga.
            Dlaczego?
            Z miłości.
            Zawsze kochał ja do szaleństwa i mimo rozwodu myślę, że kocha ją do
            dziś.

            Też nie harlekin...zycie smile
            • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 01.10.08, 00:26
              to.ja.kas napisała:

              > Pytasz manderlo czy znamy takie kobiety?
              > Nie, znam takiego męzczyznę.


              Dzieki, Kaś, za odpowiedź. Mężczyzny nie znałam, ale (chyba) znałam
              taka kobietę. Niedawno dowiedziałam się, ze nie żyje. I to mną
              tąpnęło.
              Oglądałam jakis czas temu piekny rosyjski film. I to było
              streszczenie. Wróciło mi.
              W zyciu, róznica jest taka, ze on - nauczyciel, ona- pediatra.
              Zamiast syna - córka.
              Reszta - jak kalka.

              Chciałam tylko znac Waszą opinię. Cos m.in. jak w wątku na Twoim
              forum "czy lubicie siebie". I dlaczego, jak możliwe, ze ktoś jest w
              stanie zapić się na śmierc, mając tak naprawdę wszystko co jest
              potrzebne do zycia. Dlaczego??
              • to.ja.kas Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 02.10.08, 08:47
                Dlaczego?
                Zadałas pytanie na które najstarsi i najmądrzejsi filozofowie nie
                odpowiedza, a jak odpowiedza to każdy inaczej i sie przy tym pokłócą.
                Może dlatego, że "to wszystko" to jest to co my bysmy chcieli a nie
                to co oni chcieliby miec?
                Może to przeszłość nimi rządzi?
                A może geny?

                Moja sis zastanawiała sie cztery lata, skoro ją tak bardzo kocha (a
                kochał bardzo) to dlaczego nie chce seksu (nie, ze nie moze, mu się
                nie chciało).
                Nie miał kochanki. To wiemy na 100%.
                On po prostu należał do tego promila mężczyzn których seks w ogóle
                nie interesował. Więc zgadzał sie w pełni świadomy na jej romanse.
                Ba, woził sis na randki, odbierał, przyjmował randki w domu a rano
                parzył herbatę.
                Jednoczesnie prał, gotował, pakował ją w delegacje, kochał nad
                zycie, spełniał kazda najbardziej wariacką zachciankę sis,
                finansował i BŁAGAŁ by nie odchodziła. Błagał przez cztery lata gdy
                chciała to rzucic w cholere.
                Jego obraz miłosci i jej obraz miłosci byz zupełnie rózny. On gótów
                był poswiecic to co u facetów jest jedna z najsilniejszych rzeczy -
                prawo do kobiety i chec jej posiadania - byle tylko z nim była i
                byle tylko mógł byc obok niej i by pozwoliła się sobą opiekowac. A
                to naprawde fajny facet.

                A ta kobieta? Może coś się w jej zyciu nie spełniło? Coś o czym
                marzyła?
                Dlaczego mąż to znosił? Może własnie tak kochał - opiekując sie
                kochał i budował w swoich i jej oczach obraz na jakim jemu zależało?
                A może ona tak "gadała" w pijackim zwidzie?
                A może poza piciem juz naprawdę ją nic nie interesowało, tylko
                świety spokój w piciu?
                To obrzydliwy nałog i nie ma w nim nic ze szlachetnosci jakie
                pokazują na filmach.
                Mój dobry kolega jest alkocholikiem.
                Własciwie juz kolegami nie jestem, ale to jest przerazajacy stan.

                Do każdej najbardziej banalnej rzeczy mozna dorobić swietną i piekną
                ideę.
                I kazdą ideę mozna sprowadzić do banału.
                Cholera wie jak było/byłoby w przypadkach o których piszesz.
              • akacjax Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 02.10.08, 21:35
                I dlaczego, jak możliwe, ze ktoś jest w
                stanie zapić się na śmierc, mając tak naprawdę wszystko co jest
                potrzebne do zycia. Dlaczego??

                Uzaleznienie to choroba. Przewlekła, chroniczna, pierwotna,postępująca,
                śmiertelna. To choroba emocji. I nijak się ma do stanu posiadania.
                Ale!
                "mając tak naprawdę wszystko co jest
                potrzebne do zycia."
                -gdy się nie ma "siebie"-to jakby nic się nie miało.
          • manderla Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 01.10.08, 00:17
            akacjax napisała:

            > Słowa...nieraz ktoś coś powie, co zabrzmi cudnie...a gdy się to
            spełnia-cierpi.Nie wiadomo, czy gdyby on miał kochankę, to ona nie
            wykorzystałaby to jak kolejne uzasadnienie swojego picia.
            >


            Z jednej strony brałam to pod uwagę , Akacjo, tez mi to chodziło po
            głowie, jako jedna z przyczyn, aczkolwiek bałabym się tak
            jednoznacznie wyrokować.
            • akacjax Re: Czy TO jest prawdziwa miłość? 02.10.08, 21:37
              Nie jest to kwestia "wyroku", ale dość prawdopodobna ścieżka. Nam się wydaje to
              nieprawdopodobne, nawet pozory przeczą takiemu domniemaniu ale uzależnieni
              niestety tak mają, tak robią, tak nami manipulują.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka