Dodaj do ulubionych

nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy

03.11.08, 11:54
Witam serdecznie!jestem 4 miesiace po ślubie,miało byc wspaniale a
okazało się inaczej.Wczesniej będac w Polsce ,pracowałam,miałam swój
byt.Po slubie wyjechalam do Niemiec do męza rezygnując z
wszystkiego.Pomyłka.Myślałam dla dobra "naszej miłości"że ktoś z
czegos musi zrezygnować,zrobiłam to ja.Ja bedąc tam,widziałam jak
mąz sprawdza komputer z kim sie kontaktuje,wmówił sobie jakiegos
mojego kolegę który jest moim tylko i wyłacznie kolega.Jedyna forma
tam za granica byl kontakt internetowy.Ciezko mi bylo,bez rodziny
bez znajomych.Okazało sie ze tydzien temu sprawdził włamujac sie na
moje dane,do komputera.Sadzi że okłamałam go,ja tak nie
uważam.Wyrzucił mnie.Moja rodzina musiala przyjechac taksówka po
mnie ponad 700 km.Jestem teraz w domu,mąz ma pieniadze,ma firme w
Niemczech,ja niestety niemam nic.Co mam robic?czuje sie
beznadziejnie,to jest dla mnie szok jak mozna bylo sprawdzajac
mnie ,bez zadnych dowodów wyrzucic.Maż kontaktuje sie ze mna ze
teraz chce podpisac rozdzielność majątkowa a pózniej rozwód.Prosze
pomózcie Mi!!!!Aga
Obserwuj wątek
    • wylot11 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 12:40
      To powiedz po jakie licho były Ci kontakty z innymi facetami? nawet
      przez net, no powiedz po co?
      Czy Ty wierzysz w przyjaź damsko męską? Bo ja nie ,każda taka
      przyjaź kończy się kiedyś w łóżku.Podejrzewam że Twój mąż jest
      zwolennikiem takiej teori...
      • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 12:47
        Widzisz,powiedziałam męzowi że kolega będzie przejeżdzał koło nas i
        wpadnie na kawe.Oczywiscie mąz byłby w pracy wiec odmówiłam
        spotkania,bo nie wyobrażalam sobie aby kolega przyjecham do nas bez
        obecności męza.To jest powód do rozwodu?gdzie uprzedziłam męza o
        takim spotkaniu i czy sie zgodzi i czy bedzie mógl zwolnić sie z
        pracy.Wiem teraz to jest solidarnośc męska ,ale uwierz mąz też
        posiada i ma kolezanki gdzie wczesniej w głebi duszy takie jego
        relacje mi przeszkadzały.Chciałam byc szczera i tylko zaprosić
        kolege na kawe bo jechal dalej do Anglii.A gdzie jest moja
        prywatnosc ,i jak sie odniesiesz do włamywania sie do komputera.Nie
        ma on żadnych podstaw do tego aby mnie śledzic tym bardziej że mu
        powiedziałam wczesniej.jeden moj bład to to ze wogołe mu
        powiedzialam ,byc moze nie czytalby mojej poczty ani
        kolegi.Pozdrawiam

      • wylot11 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:25
        Nie chcę Cię osądzać ,bo dlaczego to Twoje życie.
        Tylko co Ty miałaś na tej poczcie że tak to go wyprowadziło z
        równowagi? Patrząc na to wszystko z innej strony to chyba jednak
        Twój facet to duży dzieciak....
        Czy on tak naprawdę Ciebie kochał?
      • pelagaa Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 10.11.08, 18:43
        > Czy Ty wierzysz w przyjaź damsko męską? Bo ja nie ,każda taka
        > przyjaź kończy się kiedyś w łóżku.

        Mam dwoch kolegow, znamy sie wiele lat, cos kolo 20 z jednym i
        drugim, NIGDY nie bylismy w lozku, moze nie sa to przyjaznie, kotre
        sie podtrzymuje codziennymi telefonami, ale jednak trwaja, mimo
        uplywu lat.
        TAK, wierze w przyjazn damsko-meska. Oczywiscie JAWNA przed
        partnerem zyciowym. Z akceptacja jednak sekretow przyjacielskich.
        • gggusia re re 10.11.08, 19:39
          hej pelagaa smilemój akurat ten znajomy jest ponad 5 lat ,strasznie sie
          dziwię jezeli napisałam prawde ze to jest moj kolega i to jeden z
          kilku a ludziska sie dopatruja jakis seksulanych podniet jak zreszta
          mój m.

          teraz wiem że on mnie poprostu nie kochał i tyle....i wiem że
          predzej czy później sie podniosę smile

          Pozdrawiam cieplutko
    • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 12:50
      Popełniłaś błąd wyjeżdżając do Polski. Należało iść na Policję i
      poskarżyć się na wyrzucenie Ciebie na bruk.
      Policja zawiadomiłaby organizację trudniąca się udzielaniem pomocy
      kobietom w trudnej sytuacji. Zostałabyś odwieziona do Frauenhausu.
      Tam otrzymałabyś bezpłatną pomoc prawną i finasową.
      Wszelkie koszty musiałby zrekompensować mąż.
      Należałyby Ci się alimenty na Ciebie i to spore (około 1200 euro).

      Teraz niczego nie podpisuj, tylko zwróć się do adwokata biegłego w
      niemieckim prawie rozwodowym.
      Gdzie brałaś ślub? Tu czy tam?



      • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 12:54
        Witam Karolinko!Dziekuje że sie odezwałas,jedyna teraz moja podstawa
        jest to że mogę uzyskać od taksówkarza paragon za usługe żeby mieć
        jakas podstawe oraz rodzine co mnie odbierała.Co do ślubu bralismy w
        Polsce,na moim terenie .Maz ma tylko działalnośc w Nimczech i
        polskie obywatelstwo.
    • ewiku Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 12:54
      nie piszesz, czy mąż to Polak czy Niemiec (chodzi tu o obywatelstwo).
      Po za tym, bez względu na to o co mąż Cię obwinia najpierw u adwokata dokładnie
      zorientuj się jakie masz prawa a przede wszystkim na razie na nic się nie
      zgadzaj dopóki nie będziesz wiedziała na czym stoisz.

      I nie czekaj na mannę z nieba tylko sama bierz się za szukanie wyjścia z tej
      sytuacji. Nie czekaj też na ruchy męża bo szczerze mówiąc trochę mnie dziwi ta
      sytuacja, żeby tak już po 4 miesiącach wyrzucał Cię z domu? hmmm...


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:07
        Nie przejmuj się tym, co piszą inni.

        Jeśli ślub brałaś w Polsce, a mąż na stałe mieszka w Niemczech i
        jest Niemcem (może mieć podwójne obywatelstwo), sprawa jest dużo
        prostsza. W innym przypadku musiałabyś dopilnować wpisu o ślubie w
        niemieckim Familienbuchu.

        ZDRADĘ mąż MUSI Ci udowodnić.

        Weź adwokata biegłego w nienieckim prawie finansowym i rozwodowym.
        Złóż pozew o rowód z winy męża: chorobliwa zazdość, znęcanie się
        psychiczne, przemoc domowa (wejdź w google w przemoc domową, tam
        sobie wyszukasz odpowiednie zachowania podpadajace pod paragrafy),
        złośliwe porzucenie, zostawienie Cię na ulicy bez środków do życia w
        obcym kraju.

        Idź do psychologa i psychiatry (bezpłatnie) i polecz się na
        załamanie i depresję. To będzie też ważne dla sądu (nie jesteś w
        stanie podjąć pracy).
        Dobry adwokat powinien Ci to bardzo ułatwić, a wszystko pójdzie na
        koszt męża. Wystąp natychmiast o alimenty dla siebie. Musisz mieć
        przecież pieniądze na mieszkanie i życie.
        Bez adwokata się nie obejdzie.

        Jeteś w bardzo dobrej sytuacji. Lepiej teraz niż później.
        Facet nie nadawał się na męża.
        Dobry pozew rozwodowy! Oto co jest Ci teraz niezbędne.
        • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:12
          Karolinko ale on jest Polakiem i nie ma obywatelstwa
          Niemieckiego.Przebywa w Niemczech i jest tam zameldowany i ma
          pozwolenie na prace.
      • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:10
        Maz ma tylko Polskie obywatelstwo i założoną działalność w
        niemczech.Ja teraz będąc tutaj jestem pozbawiona jakichkolwiek
        środków do zycia a męza to nie interesuje.Nie wiem co dalej
        robić,jedynie stać mnie na rozmowe i doradztwo jakiekolwiek prawnika
        nic poza tym.Nie stać mnie na nic...poprostu wiem tylko że mocno mu
        zalezy na podpisaniu rozdzielności majątkowej teraz a tego nie będe
        podpisywała bo zostawiłam dla niego wszystko,prace,zycie wszystko
        poprostu....Wiem że ma adwokata teraz ,i ma pieniądze i zero
        skurpułow.
        • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:24
          No to masz jeszcze prostszą sprawę.

          Zainwestuj w adwokata.
          To jest bardzo ważne!
          Mąż ma firmę w Niemczech i tam ma dochody. O te dochody mu chodzi!
          On NIE CHCE Ci płacić alimentów!
          Dlatego musisz mieć papierek o swoim załamaniu i niezdolności do
          pracy! Możesz sobie siedzieć i ropaczać z powodu nieudanego
          małżeństwa. Masz prawo.

          Wejdź w tę "przemoc domową". Koniecznie.
          Facet Cię zwabił do NIemiec, pozbawił kontaktów z rodziną i
          przyjaciółmi, bo chciał Cię od siebie uzależnić!
          To jakiś psychopata, a Ty nie musisz się znać na psychopatach.

          Ta jego firma to Twoja szansa.
          Adwokat ściągnie z niego ostatnią skórę, a reszty dokona komornik.

          Po prostu weź dobrego adwokata.
          Dobrze Ci radzę.
          • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:30
            Dziekuje Karolinko,coś nie coś wiem.Masz moze pojęcie na samym
            poczatku o kosztach z tym adwokatem.jestem pozbawiona jakichkolwiek
            środków jedynie rodzina może jakos pomóc.
            • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:37
              To zależy gdzie mieszkasz i do kogo pójdziesz.

              Jeśli znasz dobrego adwokata i jeśli Twój mąż ma pieniądze, możecie
              się umówić na honorarium "od skuteczności".
              Coś tam adwokatowi wpłacisz, a resztę to już on sam sobie z Twojego
              męża zedrze. Niemiecki adwokat skasowałby Twojego męża na jakieś
              20 tys. euro. I to minimum.
              • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 13:40
                Karolinko,jutro jestem umówiona do dobrego adwokata,mam nadzieje że
                mnie jakos pokieruje bo jestem totalnie zagubiona,załamana.Dziekuje
                ci ślicznie że pomogłas mi .Mam nadzieje ze bede mogla liczyc na
                twoja pomoc dalsza.

                z wyrazami szacunku Agnieszka
                • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 03.11.08, 14:15
                  Koniecznie poczytaj o przemocy w domu. I nie daj sobie nikomu
                  wmówić, że ponosisz za cokolwiek winę.

                  I jeszcze jedna mała rada: dopilnuj, aby wszelkie pisama do sądu
                  były nieco dramatyczne i nawet płaczliwe: otóż, Wysoki Sąd to też
                  człowiek i poczytać sobie lubi. A także wzruszać się.
                  I ubieraj się do sądu schludnie, lecz skromnie. Nigdy nie zapomnij o
                  butach na niewysokim obcasie i białej bluzce.
                  Nie noś do sądu biżuterii.
                  Nie zapomnj się parę razy rozpłakać w sądzie.
                  A co Ci zależy?

                  POWODZENIA.
                  • z_mazur Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:02
                    Jak czytam tego typu "porady" to mi ręce opadają.
                    • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:26
                      z_mazur dla mnie biżuterią będzie moja twarz i wyraz.Uwierz nie tego
                      człowiek chciał w zyciu i nigdy nie przypuszczałam że będę tak
                      wyglądać bo kochałam.Nie mnie osądzać ,ale być może po rozwodzie i
                      całej procedurze też będę mądrzejsza....na dzień dzisiejszy jestem
                      załamana i szukam porad albo historii podobnych.

                      Pozdrawiam
                      • z_mazur Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:35
                        Ależ ja to doskonale rozumiem. Tylko rady typu, jak się ubrać do
                        sądu gdy jeszcze pozew jest nie złożony, nie mają większego sensu.

                        Moim zdaniem (co pisały już tutaj inne osoby), to Twoim szczęściem w
                        nieszczęściu jest fakt, że małżeństwo rozpadło się tak szybko. Nie
                        dorobiliście się majątku, nie macie dzieci, nie ma za bardzo o co
                        się szarpać. Zajmij się sobą swoim powrotem do równowagi. Tobie do
                        rozwodu nie musi się spieszyć, to Twojemu mężowi powinno na nim
                        zależeć. Jeśli on nie złoży pozwu to złożysz go Ty w momencie gdy
                        będziesz czuła, że już tego chcesz.

                        Ze wzgdlędu na brak obszarów, o które warto by toczyć spór, powinnaś
                        moim zdaniem w takie sytuacji jak już dojdzie do rozwodu, szybko
                        zakończyć sprawę i zamknąć ten rozdział, traktując go jak bolesną,
                        ale jednak naukę na przyszłość w kwestii wyboru życiowego partnera.
                        • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:40
                          z_mazur nie potrafie na dzień dzisiejszy otrząsnać sie z tego.Wiem
                          że powinnam się cieszyć tylko z czego?zrezygnowałam ze swojego
                          życia,zrezygnowałam z pracy ,z rodziny ,dla Niego.teraz sie pytam
                          dlaczego...bo kochałam i chcieliśmy ze sobą być ???.Jak mam się
                          teraz podnieśc skoro nie mam na dzień dzisiejszy środków do
                          zycia,nawet na to aby wnieść sprawe rozwodową a gdzie znaleźć siłe
                          na to wszystko skoro on ma tak twierdzi pieniądze??.
                          ech...pozdrawiam
                          • z_mazur Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:55
                            > z_mazur nie potrafie na dzień dzisiejszy otrząsnać sie z tego.

                            To zrozumiałe, powrót do równowagi po takim przeżyciu zawsze zajmuje
                            trochę czasu.

                            > Wiem, że powinnam się cieszyć tylko z czego?

                            Nie musisz się cieszyć, ważne żebyś dostrzegała rówież jaśniejsze
                            strony tej sytuacji.

                            > zrezygnowałam ze swojego
                            > życia,zrezygnowałam z pracy ,z rodziny ,dla Niego.

                            Jak widać okazało się, że nie był warty takiego poświęcenia, dobrze
                            że tak szybko. Teraz możesz do tego wrócić, o tyle właśnie łatwiej,
                            że nie upłynęło zbyt wiele czasu.

                            > Jak mam się
                            > teraz podnieśc skoro nie mam na dzień dzisiejszy środków do
                            > zycia,nawet na to aby wnieść sprawe rozwodową a gdzie znaleźć siłe
                            > na to wszystko skoro on ma tak twierdzi pieniądze??.

                            Jak już pisałem sprawy rozwodowej nie musisz wnosić, zrobisz to w
                            dowolnym dogodnym dla Ciebie terminie, jeśli będziesz czuła taką
                            potzebę. Teraz ona nie jest Ci do niczego potrzebna.

                            Skup się na tym "podniesieniu się". Większość ludzi na tym forum się
                            udało, myślę że i Ty dasz radę.
                            • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 11:57
                              poprostu dziękuje.....pozdrawiam
                    • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 12:13
                      A niech ci tam sobie opada co chce.

                      Dla tej dziewczyny liczy sie EFEKT i to, aby szybko i nakorzystniej
                      dla siebie wygrzebała się z tego bagna.

                      Szkoda, że SPOSÓB zwabienia jej do Niemiec i porzucenia przez typa
                      nie zrobił na tobie wrażenia.

                      Sądy znam aż zbyt dobrze, wiem co mówię i co jej radzę.
    • ewiku otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 13:53
      bo to cud, że mąż już teraz na początku pokazał swoją prawdziwą twarz.
      W sumie dziękuj Bogu, że nie zostałaś z tym problemem sama i masz wsparcie w
      rodzinie. Jak to na spokojnie z adwokatem poprowadzisz to się wszystko dla
      Ciebie dobrze skończy.
      Głowa do góry.


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • gggusia Re: otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 14:02
        Ewiku dziękuje za miłe słowa.Boję sie cholernie ,ale dziekuje za
        ciepłe slowa.

        Pozdrawiam Agnieszka
        • zalamana29 Re: otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 14:55
          Wiesz co ... kawał drania z tego Twojego mężulka. 4 miesiące po
          ślubie to poza Tobą a Ty poza nim świata nie powinniście widzieć.
          Wogóle typa nie rozumiem. Ty dla niego rezygnujesz z pracy,
          zostawiasz tutaj rodzinę, wyjeżdżasz tylko po to by być przy gnoju,
          a on Ci torby za drzwi, bo już nie możesz mieć znajomych?
          A może to jest tak , że on kogoś poznał w Niemczech? Byłaś wobec
          niego szczera , rozmawiałaś z nim, wszystko jest moim skromnym
          zdaniem OK, a on szukał może pretekstu byś wróciła do Polski?
          Rozmawiałaś z nim? Co jego rodzina na to? Chyba że w tych meilach
          jest coś ?
          • gggusia Re: otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 15:10
            witam załamana!Chciałam być szczera wobec niego dlatego mu
            powiedziałam o koledze.Uwierz mi że jest moim tylko i wyłacznie
            kolega.Sprawdzał mnie wcześniej,ponoc zna sie na komputerowych
            sprawach.W mailach nic nie było,tylko rozmowa ,żadnych flirtów bo
            jest moim kolega.Zreszta jestem swieza w małzenstwie i nikogo poza
            nim nie widziałam.jedyny kontakt z rodzina ,najblizszymi to był dla
            mnie internet.Co do rodziny?moja rodzina została telefonicznie
            poinformowana że maja mnie zabrac z Niemiec,powiedział że nikt mi
            tutaj nie pomoże i maja 8 godzin na zabranie mnie od
            niego.Przyjechali taksówka,on nie został bo jak powiedział ma ich w
            du....Dla mnie to był szok że dzwoni do moich ,że ma ich za nic i
            maja mnie odebrac jak jakas rzecz.Co do tesciow ,to moj tato
            zadzwonil do jego rodzicow i powiedzial ze jestem w Polsce bo ich
            syn mnie wyrzucil i dotad zero reakcji z ich strony.Juz na swoim
            ślubie mialam powiedziane że nie jestem akceptowana przez jego
            rodzine,mam tylko wsparcie teraz u swojej rodziny.Cięzko mi sie z
            tego otrząsnac,nie potrafie racjonalnie pomyślec dla tego co sie
            stalo.Mąz mnie teraz tylko obracza wina.Z drugiej strony ja tam u
            niego balam sama ,nie sprawdzalam go z kim sie spotyka bo mu ufalam
            poprostu.
            • kami_hope Re: otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 22:26
              oj, moja droga! Spotkało Cię chyba najlepsze z możliwych rozwiązań
              związku z takim "typem". To tylko 4 miesiące... a co by było jakbyś
              miała żyć z takim wiele lat...? zbudowałabyś dom (i zasiedziała w
              gniazdku), etc., przy ciągłej kontroli i braku zaufania... i wtedy?!
              ech, szkoda gadać!
              Współczuję Ci zszarpanych nerwów. Zapomij o tej "wycieczce", a jak
              sprawę dobrze rozegrasz to wyjdziesz jeszcze na swoje.
              • gggusia Re: otrząśnij się i nie załamuj... 03.11.08, 22:37
                Kami być może spotkało mnie coś niby lepszego,porównując jak inni
                mają ale uwierz kochałam go,ale po tym co mi zrobił i jak mnie
                potraktował jest to dla mnie nie do wybaczenia.Jestem totalnie
                rozbita,nie mam sensu zycia,boję sie cokolwiek zacząc.Straciłam
                tutaj wszystko,wiem że zdrowie najważniejsze ale psychicznie jest to
                za mnie za trudne.Dlatego pisze do was ,podobnych do mnie....być
                może za jakiś czas bede wspierała tutaj kogos nowego...
                Najgorsze że straciłam wszystko,prace,znajomych,swoje zycie dla
                niego.Mam cicha nadzieje że jutro jakas pani adwokat mnie oswieci i
                pojawi sie światełko w tunelu????Pozdrawiam cieplusio
                • markac28 Re: otrząśnij się i nie załamuj... 04.11.08, 09:58
                  zazdroszczę Ci, że to tylko 4 miesiące. My byliśmy ponad 8 lat po
                  ślubie, mamy dwoje dzieci i co okazalo się, że on jest tylko
                  doopkiem , a ja byłam naiwną idiotką, ale dzieci mam cudne i zdrowe
                  i tego nie żałuję, jeszcze i mi się kiedyś ułoży. Trzymaj się i
                  życzę byś już więcej na takiego nie trafiła! Powodzenia!
                  • gggusia Re: otrząśnij się i nie załamuj... 04.11.08, 10:12
                    Tobie też życzę markac28 dużo siły,i abyś była szczęśliwa .Masz
                    dzieci masz dla kogo żyć dzieci pamiętaj to skarb.Jeżeli jesteś
                    mądrą matką to kiedyś te cudowne dzieciaczki spowodują że będziesz
                    szczęśliwą babciąsmile
                • gggusia machina ruszyła:( 03.12.08, 19:03
                  Wiec dzisiaj otrzmałam pismo od pani adwokat,ze ma na mnie bardzo
                  krepujące dowody i chce moj m rozwodu bez orzekania o winie.Wiem
                  jedno nie dam się a udowodnie tej pani adwokat co ma płacone za
                  kłamstwo i mojemu m ze następna ofiara nie będzie tak łatwą zdobycza.

                  Pozdrawiam


                  ***Wyszłam za mąż zaraz wracam***
    • gggusia i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 09:48
      Oznajmił mi że to ja mam wnieśc sprawe o rozwód wczoraj wieczorem.Ma
      czelność tak mnie teraz gnebić kiedy jestem totalnie załamana.Nie
      chcę sie kłócic ,czy też stwierdzać o facetach jedno ale chyba
      trzeba że cytuje"facet dojrzewa do 3 roku życia później tylko rośnie"
      ech brak mi słów i sił na to wszystkosad
      • lalalab Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 12:19
        nie rób nic...nie może Cię do niczego zmusić...jak mu zalezy na rozwodzie -
        niech sam to robi. On nie może Ci niczego kazać...co za typ...Sprobuj poszukać
        pomocy w organizacjach broniących praw kobiet...ja nie mam doświadczenia, ale
        moze powinnasz poszukac porady prawnej. W koncu on nie moze cie puscić kantem,
        moze masz prawo do jakichś alimentów, o juz na pewno do podziału majątku...nie
        załamuj sie - tylko wez w garsc i na zimno działaj. I nie rob nic co ON ci
        każe...niech spada...
        moim zdaniem szukał pretekstu, żeby cię wyrzucić z życia. Faceci nie rzucają
        kobiet po to żeby dalej żyć w pojedynkę, o nie. To nie ta bajka!
        • gggusia Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 12:26
          lalalab on oznajmił mi teraz że ja mam wysłac pozew bo on nie da
          rady.Nie wiem ale chyba sie boi że nie podpisałam rozdzielności i
          boi się o swoj majatek który ma.Wiem ze nie moge niczego podpisywać
          ale wiem że on będzie mnie meczył bo kasa jest dla niego
          najważniejsza.Pozdrawiam
          • lalalab Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 13:50
            co to znaczy "on nie da rady"? A dlaczego Ty masz mu cokolwiek ułatwiać??? Nie
            wiem jak jest teraz prawnie ujęte ale czy to co się wnosi do małżeństwa nie jest
            jakby własnością wspólną wraz z zawarciem związku? Nie daj się złamać jego
            "męczarniom". On wie, że jesteś teraz słaba psychicznie i będzie na tym
            jechał...mów o wszystkim bliskim osobom, które są przy tobie. Sama możesz nie
            mieć tyle siły...
            • z_mazur Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 14:32
              Majątek sprzed małżeństwa nie wchodzi w skład majątku wspólnego.
        • z_mazur Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 13:17
          Ale do alimentów z jakiego tytułu?

          Nie sądzę, żeby sąd uznał wyłączną winę męża, a jeśli nie to
          alimenty przysługiwałyby jedynie w przypadku braku możliwości
          zarobkowych niezawinionych przez stronę uprawnioną do aliemntów, co
          nie sądzę żeby tutaj zachodziło.

          Majątku wspólnego też raczej nie mają, no bo jaki można mieć majątek
          po 4 miesiącach małżeństwa.

          Co do rzucania kobiet, to zdarzało mi się rozstawać z kobietą, bo
          zwyczajnie dochodziłem do wniosku, że jesteśmy kiepską parą.
          • lalalab Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 13:52
            Drogi Z. Jesli ona nie pracuje, i nie ma srodkow do zycia a prace porzucila na
            rzecz nowego zycia u boku meza, to chyba to daje jakies podstawy do alimentow,
            nie? Nie jestem prawnikiem, ale mam nadzieje, ze uda jej sie znalezc kogos, kto
            dobrze jej ten rozwod poprowadzi...
            • gggusia :( 04.11.08, 14:17
              lalalab myśle że to chyba nikogo nie interesuje ,ze na dzien
              dzisiejszy mam poważny problem i też poważny problem z samą
              sobą.Boję sie wszysktkiego,nie widze zadnej nadzieji dla siebie..

              Jeżeli chodzi o majątek nic nie wniosłam do małżeństwa wiec nic mi
              sie chyba nie nalezy...nawet alimenty żebym mogła kupic chleb.

              Pozdrawiam
            • z_mazur Re: i tak mój mąż zaczyna robić schody:( 04.11.08, 14:31
              No właśnie niebardzo daje. Prawo jest takie, że dorosła osoba
              powinna starać się sama utrzymać. Jedynie w przypadku orzeczenia
              wyłącznej winy małżonka można liczyć na liberalniejsze podejście do
              tej kwestii.

              Inne osoby nie ponoszą odpowiedzialności za nasze błędne życiowe
              decyzje. To brutalne ale tak jest. Autorka podjęła błędną życiową
              decyzję wyjeżdżając za granicę i niestety musi ponieść tego
              konsekwencje.

              To tak jakby ktoś teraz wracając z Irlandii, bo tam sobie nie ułożył
              życia, po powrocie zawnioskowałby o alimenty np. od rodziców.
    • ewiku przemyślenia... 04.11.08, 12:13
      tak mi przyszło do głowy Cię spytać (nie musisz odpowiadać jak Ci niezręcznie)
      ale czy na pewno Ty niczego w czasie narzeczeństwa nie zauważyłaś? czy miedzy
      Wami jest taka duża różnica w pochodzeniu (mam na myśli majątek) lub wiekowo i
      czy Twój mąż nie brał jakichś wzorców traktowania kobiety ze swojego domu? czy
      Ty w ogóle chciałaś przed ślubem coś widzieć czy łudziłaś się, że on się dla
      Ciebie/Was zmieni?

      Pytam o to, bo takie przedmiotowe traktowanie kobiety/żony nie bierze się z
      powietrza! I nawet bym powiedziała, że to rzadkość, żeby tak szybko i tak
      brutalnie zmienić zdanie co do własnej żony.


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • gggusia Re: przemyślenia... 04.11.08, 12:22
        ewiku być może są jakieś wzorce z domu,ale twierdziłam że z jego
        rodziną nie będe żyła.Jestem kobietą po przejściach i myślalam że
        trafiłam na prawie ideał.Zapewniał mnie że poradzimy sobie,że tyle
        zarabia że damy sobie radę.Uwierz nie łatwo mi było z tego
        zrezygnować ale tak mnie zapewniał a ja chyba go wiecej kochałam...
        • karolina331 Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:10
          Przestań się rozklejać i idź do DOBREGO adwokata!

          Masz prawo do: zwrotu wszekich kosztów poniesionych na ślub i wesele
          oraz związanych z przenosinami do innego kraju, kosztów tej taksówki
          do Polski, zwrotu Twoich rzeczy osobistych, tych których do niego
          zawiozłaś (pościel, porcelana, nie wiem co jeszcze) oraz alimentów
          na siebie.

          Wnieś o rozwód Z JEGO WINY i to szybko, póki sprawa świeża. Jemu
          głupio o cokolwiek wnosić, bo o co? Co powie, że mu się nie podobał
          list mailowy? Kobieto, weź się w garść! To jest walka, albo coś dla
          siebie ugrasz, albo wyjdziesz na głupią, którą każdy może zawsze
          bezkarnie skrzywdzić. Jedyną Twoją szansą jest jego firma i ta kasa,
          którą on zarabia.

          Adwokat podpowie Ci, jak uniknąć wszystkich kosztów i przelać je na
          męża. To naprawdę możliwe, żadne cuda.

          Zresztą, rób jak chcesz.

          • gggusia Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:14
            karolcia własnie dzisiaj jestem umówiona i szczerze mówiąc mam
            metlik czego tutaj sie naczytałam.

            nie wiem czy dam rade psychicznie podołać ,wiem jedno że tutaj te
            rozmowy daja mi jakies światelko oby nie wygasło po dzisiejszym
            dniu...

            Pozdrawiam
          • nuela Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:15
            A czy mąż ma prawo do zwrotu kosztów za to, że wziął sobie taką
            głupią babę? Do tego wyrachowaną? Dlaczego mąż ma za wszystko płacić?
            Przecież zarabia sam na siebie, pracuje, prowadzi firmę, a żona w
            tym czasie zajmuje się dziwnymi znajomościami.
            • gggusia Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:24
              przykre ale prawdziwe że żyja na świecie tacy ludzie ,nawet podobni
              do mojego męża śmiem twierdzić.
              zaraz pewnie jakieś wyzwiska w moim kierunku padną a szukałam tutaj
              porady......przykre
            • lalalab Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:25
              nuela a skąd w Tobie tyle jadu? Nie czytałaś ze ona dla niego zrezygnowała ze
              swojego zycia i wyjechała zeby z nim byc za granicą? Jest wyrachowana? Bo nie
              chce zeby ją koleś zrobił w jajo po całości? Wyrachowany to bynajmniej jest ten
              super-koleś, który pogonił ją taksówką do domu rodzinnego....
              oczywiście - nie znamy wersji drugiej strony, ale z tego co pisze pokrzywdzona
              za nic nie widze, ze jest wyrachowana - głupia, moze tak...ze dala sobie odebrac
              wlasna prywatnosc ... ale kochała i ufała...to tez nauczka na przyszlosc jest.
              Nie ufac facetom...i nie oddawac sie w 100% nikomu.
              • nuela Re: przemyślenia... 04.11.08, 22:43
                "mąz ma pieniadze,ma firme w
                Niemczech,ja niestety niemam nic."

                Mąż ma, bo jest zaradny i pracowity, a Tobie trudno pożegnać się z
                pieniążkami męża. Skoro jesteście 4 miesiące po ślubie, to jego
                dorobek nie jest majątkiem wspólnym. Wygodnie taksówkami się wozić,
                a pociągi do Polski nie kursowały?
                • gggusia nuela to wyłacznie do Ciebie! 05.11.08, 08:56
                  Napisalam że mąż na dzień dzisiejszy postepując tak ze mną ma
                  prace.Co do jego pieniażków już ci wyjaśniam choć jesteś osobą co i
                  tak tego nie zrozumie....Decyzją taką żebysmy byli razem to była
                  miedzy innymi gwarancja mojego męza że damy sobie jakos radę i żebym
                  zrezygnowała z pracy.Nie jestem tępą dziewczyną co ma dwie lewe
                  ręcę ,miałam prace na wysokim stanowisku i wiem też że takie twoje
                  bzdurne oskarżenia mnie nie na dzień dzisiejszy nie ruszają.

                  masz prawo tak osądzać bo takie żmije jak Ty są na takim świecie i
                  ja sie z tym pogodziłam.

                  Pozdrawiam
                  • wania46 Gggusiu 05.11.08, 13:08
                    Dostalas juz duzo madrych rad i jak zwykle wtracila sie jakas zmija.Nauczysz sie omijac szerokim lukiem takie zmije (czyli rowniez im nie odpisywacsmile) a z czasem rowniez rozpoznawac i unikac takich panow jak Twoj jeszcze maz.I bedzie dobrze.Tego Ci zycze- Wania
                • lalalab Re: przemyślenia... 05.11.08, 14:18
                  nuela - jesteś żmijką...nawet nie żmiją. Obyś nie znalazła się nigdy w podobnej
                  malignie jak ona. .a ze wrocila taksowka - to jej sprawa. Tylko i wylacznie.
                  nawet jesli to racjonalne nie bylo - w takiej chwili dopuszczalne zupełenie.
          • z_mazur Re: przemyślenia... 04.11.08, 15:18
            > Masz prawo do: zwrotu wszekich kosztów poniesionych na ślub i
            wesele
            > oraz związanych z przenosinami do innego kraju, kosztów tej
            taksówki
            > do Polski.

            Na jakiej podstawie? Skąd Ci to przyszło do głowy?
            Podaj jakąś podstawę prawną.

            > zwrotu Twoich rzeczy osobistych, tych których do niego
            > zawiozłaś (pościel, porcelana, nie wiem co jeszcze)

            To jak najbardziej.

            > oraz alimentów na siebie.

            Na jakiej podstawie, dorosła samodzielna osoba ma się domagać
            alimentów na siebie?

            > Wnieś o rozwód Z JEGO WINY i to szybko, póki sprawa świeża. Jemu
            > głupio o cokolwiek wnosić, bo o co? Co powie, że mu się nie
            podobał
            > list mailowy?

            Pierw by musiała tą winę udowodnić, co wcale nie musi być takie
            proste.

            Zanim adwokat jej cokolwiek podpowie to będzie chciał żeby ona za to
            zapłaciła, a w przypadku rozwodu pełna reprezentacja i pomoc prawna
            sporo kosztują i sąd wcale nie musi zasądzić zwrotu tych kosztów, a
            już na pewno nie w całości.
            • dzioucha_z_lasu Re: przemyślenia... 05.11.08, 00:51
              O alimenty na siebie może wystąpić. Nasze prawo jak najbardziej
              przewiduje taką możliwość. Jeśli na skutek rozwodu poziom życia
              strony poszkodowanej uległ znaczącemu pogorszeniu - ma prawo do
              alimentów. Nawet w sytuacji, kiedy pracuje.
              • z_mazur Re: przemyślenia... 05.11.08, 07:37
                Sytuacja o której piszesz jest możliwa jedynie przy uzyskaniu wyroku
                obciążającego wyłączną winą za rozpad małżeństwa współmałżonka.

                W przypadku braku orzeczenia wyłącznej winy, alimentacja jest w
                praktyce ograniczona do sytuacji gdy jeden z byłych współmałżonków
                znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i to nie z własnej winy,
                dodatkowo okres w którym taka alimentacja jest możliwa jest
                ograniczony do 5 lat. Czyli w praktyce w takiej sytaucji jeśli ktoś
                może pracować, to alimenty mu nie przysługują.
    • plujeczka Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 15:22
      Nie płacz nad rozlanym mlekiem tylko weź sie w garść, poszukaj pracy
      bo to pozwoli Ci na samodzielną egzystencję, płacz, lament ? tylko
      po co? i za kim?...nie rozumiem , szkoda twojego czasu kiedyś
      będziesz dziękować Bogu ,że tak szybko to się stało a
      teraz....układaj powoli życie od początku, w końcu wróciłaś do
      swojego ojczystego kraju, masz tutaj rodzinę , znajomych, przyjaciół
      nie rozumiem twojego płaczu-wybacz na tym forum są kobiety
      bite,poniżane z malutkimi dziećmi i bez środków do życia a mimo to w
      tej szarzyźnie i po swoich przejsciach idą do przodu czego i Tobie
      z całego serca zyczę.No głowa do góry i otrzyj łzy....
      • kami_hope Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 23:36
        Podpisuję się pod tym co Plujeczka napisała.
        Idź do pracy. Postaw na swój osobisty rozwój. Nie oglądaj się za
        siebie i do przodu! Zapomnij o tamtym kochaniu, było, ale się
        skończyło. Bądź silna! A w następny związek nie wkraczaj z
        podkulonym ogonem, bo historia lubi się powtarzać. (I poczekaj
        odpowiedni czas zanim wkroczysz w następny, zbierz siły,
        zmądrzej...) Wyciągnij naukę z tego doświadczenia i żyj lepiej...
      • inez_ka7 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 04.11.08, 23:42
        Myślę, że faktycznie trudno będzie ci się pozbierać. Rzuciłaś wszystko i na co
        liczyłaś? Że on się tobą zaopiekuje? Miałaś jakiś pomysł na życie za granicą
        oprócz życia przy mężu? A on pewnie liczył na uległość i oddanie. A tu zonk
        -kolega w komputerze.
        4 miesiące to bardzo krótko. Można wrócić tu do rodziny, do znajomych, do
        pracy. Pytanie tylko czy o to chodziło?
    • anna2304 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 05.11.08, 14:40
      Czytalam, ze mieszkacie w Niemczech. Czy rowniez w Niemczech zawarte
      zostalo wasze malzenstwo? Maz jest Niemcem? W Niemczech nikogo nie
      obchodzi wina. Nie ma orzekania o winie, czy nie. Wystarczy rok
      rozlaki i malzenstwo zostanie rozwiazane. Wszelkie roszczenia do
      spraw rentowych sa orzekane wraz z rozwodem. Przy tak krotkim stazu
      malzenskim nie trzeba nawet roku rozlaki. Rozwod zostanie orzeczony.
      Nie ma zadnych alimentow po tak krotkim malzenstwie. Oboje
      malzonkowie sa dorosli i oboje maja obowiazek o wlasny byt zadbac,
      tymbardziej, ze nie ma dzieci. Mozesz wrocic do Polski, albo
      poszukac pracy a Niemczech.Nikt sie twoim losem nie bedzie
      przejmowal. Jestes dorosla. Z mezem nie mieszkasz i czas rozlaki
      leci. Twoj maz ma o wiele lepsze karty. Pozdrawiam.
      • gggusia Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 05.11.08, 15:02
        Nie anno2304 nie było zawierane nasze małżeństwo w Niemczech,ani mój
        mąż nie ma podwójnego obywatelstwa jest Polakiem.

        Wrociłam do Polski,bo wyrzucił mnie z domu,a taksówka była brana
        dlatego tylko i wyłcznie bo zadzwonił wczesniej do mojej rodziny,to
        był środek tygodnia i dał czas 8 godzin żeby mnie nie było....i tak
        się stało.

        Narazie zbieram się psychicznie do tego aby zacząc od nowa żyć,nie
        jest łatwo i nie będzie to wiem.Są napewno gorsze sytuacje tutaj i
        pozostało mi naprawdę szczerze współczuć i zyczyć tym ludziom dużo
        sił i przede wszystkim Nadzieji na lepsze jutro.

        Pozdrawiam cieplutko Aga
        • jarkoni Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 05.11.08, 20:06
          Myślę, że nie powiedziałaś nam wszystkiego. Człowiek przy w miarę zdrowym
          rozumie nie wyrzuci z domu żony po 4 miesiącach od ślubu z powodu spotkania z
          kolegą. Oczywiście świństwem jest przeglądanie czyjejś poczty, ale widocznie coś
          w tych mailach musiało być co mogło aż tak bardzo zaboleć. Ktoś już powiedział
          tu, że są pociągi do Polski, jest też POLICJA.
          Nie wierzę w to też, że mimo kariery w Polsce, rodziny, znajomych nikt nie mógł
          zabrać Cię do Polski tylko rodzina musiała przyjechać 700 km taksówką za ogromną
          kasę? Czy ten kolega, który chciał się zatrzymać u Ciebie na kawę w drodze do
          Anglii to jedyny Twój znajomy?
          Więc jednak może było coś na rzeczy?
          A teraz cytat na temat "dobrych porad":
          Koniecznie poczytaj o przemocy w domu. I nie daj sobie nikomu
          wmówić, że ponosisz za cokolwiek winę.

          "I jeszcze jedna mała rada: dopilnuj, aby wszelkie pisama do sądu
          były nieco dramatyczne i nawet płaczliwe: otóż, Wysoki Sąd to też
          człowiek i poczytać sobie lubi. A także wzruszać się.
          I ubieraj się do sądu schludnie, lecz skromnie. Nigdy nie zapomnij o
          butach na niewysokim obcasie i białej bluzce.
          Nie noś do sądu biżuterii.
          Nie zapomnij się parę razy rozpłakać w sądzie.
          A co Ci zależy?

          Przestań się rozklejać i idź do DOBREGO adwokata!

          Masz prawo do: zwrotu wszelkich kosztów poniesionych na ślub i wesele
          oraz związanych z przenosinami do innego kraju, kosztów tej taksówki
          do Polski, zwrotu Twoich rzeczy osobistych, tych których do niego
          zawiozłaś (pościel, porcelana, nie wiem co jeszcze) oraz alimentów
          na siebie.

          Wnieś o rozwód Z JEGO WINY i to szybko, póki sprawa świeża. Jemu
          głupio o cokolwiek wnosić, bo o co? Co powie, że mu się nie podobał
          list mailowy? Kobieto, weź się w garść! To jest walka, albo coś dla
          siebie ugrasz, albo wyjdziesz na głupią, którą każdy może zawsze
          bezkarnie skrzywdzić. Jedyną Twoją szansą jest jego firma i ta kasa,
          którą on zarabia.

          Adwokat podpowie Ci, jak uniknąć wszystkich kosztów i przelać je na
          męża. To naprawdę możliwe, żadne cuda".
          Te "porady" pozostawię bez komentarza...
          • gggusia do jarkoni... 05.11.08, 20:17
            Powiedziałam wam wszystko,powiedziałam również mojemu mężowi o
            znajomym czy mógłby wpaść do nas bo to po drodze.Nie zgodził się
            więc odmówiłam.Gdyby cos miałabym na rzeczy spotkałabym się z nim po
            kryjomu czyż nie?
            Chciałam być fair i wyszła jak wyszło.

            Co do znajomych to uwierz mam i też kobiety i chyba większość i
            gdyby jechał ktokolwiek z moich znajomych zaprosiłabym bo to rzecz
            oczywista jak dla mnie .Nie doszukuj sie podtekstów bo ich poprostu
            nie ma i nie było.

            Pozdrawiam

            • inez_ka7 Re: do jarkoni... 05.11.08, 21:13
              Ja Ci współczuję, ale jakoś mi się to w głowie nie mieści.
              Dwoje dorosłych ludzi, po ślubie...On dzwoni do rodziny i każe cię zabierać w
              ciągu 8 godzin, rodzina przyjeżdża i ciupasem zabiera cię do Polski. A ty
              wsiadasz i jedziesz. Dlaczego taki pośpiech? Bo on tak powiedział? A co by się
              stało, gdybyś nie wyjechała?
              • gggusia Re: do jarkoni... 05.11.08, 22:27
                jarkoni poprostu on mnie wyrzucił i kazał zabrać mnie (jak
                powiedział rzecz)z powrotem,uwierz żadne moje tłumaczenia nie
                pomogły a agresja w tą noc była potężna i krzywdząca.

                Pozdrawiam
          • karolina331 ty jarkoni 06.11.08, 10:31
            jesteś zwolennikiem wyrzucania kobiet za drzwi i innych bokserkich
            ćwiczeń na nich. Dla ciebie jest o.k. jak zapłakane i przerażone
            kobiety się dręczy, wykorzystuje i prześladuje.
            Masz kompleksy i to twój problem.

            Mam nadzieję, że dziś kobiety same nauczą się, jak walczyć o swoje z
            chamskim facetem.
            I wdepczą takiego dupka w błoto, tak, jak na to zasługuje.

            Przeciętny facio nie jest w stanie nawet utrzymać rodziny z
            zarobionych przez siebie pieniędzy, a żona i tak musi iść do pracy.
            Ale faciowi ciągle się jeszcze wydaje, że jest ważny i jest głową
            rodziny.
            Prawdziwych mężczyzn jest niewielu i tylko z nimi warto się liczyć.
            Reszta to zwykły chłam.

            • kingas38 Brawo karolina... 06.11.08, 11:01
              Prawdziwy mężczyzna to unikat...ale są jeszcze tacy i nawet w tak
              trudnej sytuacji jak rozwód ,zachowują się z godnością .Swoją
              postawą i zachowaniem potrafią sprawić że rozstanie przebiega w
              spokojnej atmosferze a dzieci nie odczuwają negatywnych skutków
              rozwodu.To nie bajka, znam takie przypaki,niestety jednostkowe.
              • karolina331 Re: Brawo karolina... 06.11.08, 11:48
                Kingo, PRAWDZIWY mężczyzna jest partnerem, obrońcą i najlepszym
                przyjacielem swojej kobiety. Jest odpowiedzialnym i troskliwym ojcem
                dla swoich dzieci. Prawdziwy mężczyzna, jak coś w życiu nie wyjdzie,
                rozwodzi się z żoną (ale nie z dziećmi) i wychodzi z życia rodziny w
                jednych skarpetkach.
                Prawdziwy mężczyzna nie szarpie się o mieszkanie (czy była żona z
                dziećmi mają pójść pod most?), meble, telwizor i laptop. Nie
                opróżnia wspólnego konta i w sądzie nie robi z kobiety szmaty!
                Prawdziwy mężczyzna płaci godziwe alimenty i nie wykłóca się o każde
                100 zł! Prawdziwy mężczyzna nie dopuści do tego, aby ktokolwiek
                znęcał się nad jego kobietą (i matką jego dzieci).
                Prawdziwy mężczyzna ZAWSZE ułoży sobie życia na nowo, bo jest
                wartościowy.

                Nauczmy się wreszcie odróżniać prawdziwych mężczyzn od byle dupka!
                Byle dupków należy wgniatać w błoto wszelkimi sposobami, bo to jest
                ich naturalne środowisko i w bagnie czują się najlepiej.
                • kami_hope Re: Brawo karolina... 07.11.08, 19:36
                  hm... Dziwny ten opis "prawdziwego mężczyzny". Dużo lepiej by to
                  wyglądało jakbyś ujęła ową charakterystykę, jako - "mój prawdziwy
                  mężczyzna" i wówczas nie należałoby tego komentować.
                  Widzisz, my - kobiety różnimy się między sobą podobnie
                  jak "prawdziwi mężczyźni". Napisałaś:
                  Prawdziwy mężczyzna płaci godziwe alimenty i nie wykłóca się o każde
                  > 100 zł!
                  A ja powiem, że duma nie pozwoliłaby mi żebrać o te 100zł. Chce dom,
                  telewizor... proszę bardzo! Jeszcze dorzucę. Nie chce dać, nie
                  poczuwa się do odpowiedzialności... trudno. To raz, a dwa, że matka
                  ponosi taką samą odpowiedzialność za dziecko co ojciec. I jeśli ta
                  uparcie obstaje, że należy jej się więcej, to ja się pytam: czy te
                  dzieci też są Twoje?? Sorry, ale czasem kobiety potrafią
                  dramatyzować, chwytać za serce górnolotnym słownictwem, ale
                  tej "prawdziwej" (dla ścisłości- mam tu na myśli: dojrzałość,
                  odpowiedzialność, itp.) - ze świecą szukać.
            • z_mazur Oj Karolino... 06.11.08, 11:41
              W dobie dążenia do równouprawnienia (równe wynagrodzenia z pracę
              itp.), przeciętny facet powinien zarabiać tyle co przeciętna
              kobieta. W takim razie kobieta powinna zarobić tyle, żeby utrzymać
              rodzinę i mąż musiał iść do pracy. Tym bardziej, że wydaje im się,
              że są równe i co nanjmniej tak samo ważne, a pomysł, że mężczyzna
              jest głową rodziny jest dla nich nie do przyjęcia. smile))))))))))))

              Podejrzewam, że łapię się dla Ciebie pod kategorię chłam, ale jakoś
              mnie to nie martwi. Nie wiem czy chciałbym być "prawdziwym
              mężczyzną", dla kobiety takiej jak Ty. smile)))))))

              Niechęć do mężczyzn wylewa się wręcz z Ciebie.
              • zmienilamnicka Re: Oj Karolino... 06.11.08, 12:04
                no cóż, z Jarkoniego kolejny raz wylała się niechęć do kobiet więc jest
                równowaga smile))

                a, jeśli kobieta napisała, że zrezygnowała z pracy i swojego życia w kraju na
                rzecz tego co ustalili, że zamieszka u męża w innym kraju jako "gospodyni
                domowa" - a mąż z dnia na dzień WYRZUCA JĄ Z DOMU, wiedząc, że nie ma pracy ani
                środków na utrzymanie - to wybacz ale to jest zachowanie karygodne i z takim
                typkiem nie należy się cackać, tylko konsekwentnie wykorzystać przysługujące
                prawa, przemyśleć sprawę czy mam wystarczajace argumenty by dostać rozwód z
                orzeczeniem jego winy, nie słuchać tego co on dyktuje ani temu nie ulegać, a
                zająć się zorganizowaniem sobie życia na nowo bez niego, znależienie pracy itd.
                Jeśli on chce rozwodu już, to niech sam złoży pozew, a samemu przygotowac sobie
                świadków, nagrania, dokumentację do przedstawienia sprawy w sądzie taką jaka była.

                Można też zwyczajnie gościa olać, i uznać że wystarczajacym zadośćuczynieniem
                moralno-finansowym jest wyrwanie się z niewątpliwej patologii- bo za 4
                miesiącami małżeństwa naprawdę nie ma co rozpaczać, to super, że szybko wyszło
                szydło z worka, że z faceta jakiś obsesyjny zazdrośnik-despota, to wręcz los
                wygrany na loterii smile

                A teraz, znaleźć sobie pracę, odnowić znajomości i żyć długo i szczęśliwie, nie
                zwracajac uwagi że jego żółć z tego powodu zżera big_grin
                • z_mazur Re: Oj Karolino... 06.11.08, 12:11
                  > no cóż, z Jarkoniego kolejny raz wylała się niechęć do kobiet więc
                  jest
                  > równowaga smile))

                  Jak zawsze w przyrodzie.
                  Mam tylko wrażenie, że Karolina czyimiś rękami chce dokonywać
                  jakiejś swojej vendetty na facetach i tej dziewczynie tłucze do
                  głowy takie głupoty.

                  Orzeczenie winy... być może jest możliwe jej uzyskanie w tej
                  sytuacji, ale biorąc pod uwagę, że ona jest tu, on tam. Jeśli nie
                  będzie chciał tej winy wziąć na siebie sam, to szykuje się
                  wielomiesięczna (o ile nie wieloletnia) batalia, z wątpliwym
                  ostatecznym skutkiem, a za to mocno wikłająca emocjonalnie. Autorka
                  zamiast stanąć na nogi, wyciągnąć wnioski na przyszłość i pójść
                  dalej, zaangażuje się niepotrzebnie (moim zdaniem) w taką wojnę.

                  > A teraz, znaleźć sobie pracę, odnowić znajomości i żyć długo i
                  szczęśliwie, nie
                  > zwracajac uwagi że jego żółć z tego powodu zżera big_grin

                  I to jest moim zdaniem najlepsza rada w tej sytuacji.
                  • zmienilamnicka Re: Oj Karolino... 06.11.08, 12:16
                    Ja proponowałabym
                    1. prawnika - ustalić szczegóły warte rozpatrzenia, o których być może my nie wiemy
                    2. psychologa - bo fakt, że kobieta dała się zaszczuć do jakiejś sytuacji , że
                    facet wystawia ją za drzwi i każe rodzinie odebrac jak jakiś towar, jest
                    nienormalny. NIE WOLNO dawać się tak traktować, komukolwiek.

                    • z_mazur Re: Oj Karolino... 06.11.08, 12:22
                      > Ja proponowałabym
                      > 1. prawnika - ustalić szczegóły warte rozpatrzenia, o których być
                      może my nie wiemy

                      Nie uwzględniasz tutaj jednego szczegółu. Adwokaci w Polsce, mają
                      podejście: "Nasz klient, nasz pan. Chce się szarpać w sądzie? Dobra
                      nasza, im więcej rozpraw tym większa kasa.... dla mnie." Jeśli
                      autrka przyjdzie do niego z nastawieniem na walkę, to będzie ją
                      miała.

                      > 2. psychologa - bo fakt, że kobieta dała się zaszczuć do jakiejś
                      sytuacji , że
                      > facet wystawia ją za drzwi i każe rodzinie odebrac jak jakiś
                      towar, jest
                      > nienormalny. NIE WOLNO dawać się tak traktować, komukolwiek.

                      I na tym bym się skupił. Jak to się mogło stać? Dla mnie to
                      niepojęte.
                      • zmienilamnicka Re: Oj Karolino... 06.11.08, 12:25
                        wiem co do tych adwokatów, uncertain dlatego najlepiej mieć takiego w rodzinie gdy
                        wiadomo, że rzetelnie sprawę poprowadzi a nie dla jej jak najdłuższego trwania i
                        wyciągania kasy..
                        Ale poradzić się można co do swojej sytuacji, dla samoświadomości, by mężowi nie
                        dac się zastraszyć groźbami wyssanymi z palca..
                        • gggusia Kochani to do Was!!! 06.11.08, 12:34
                          Witam serdecznie!Na dzień dzisiejszy moge wam powiedzieć że jak
                          tylko zdobedę siłe w sobie i dojde psychicznie do siebie wnosze
                          pozew o rozwód....tym czasem szukam pracy bo muszę jakos żyć.Byłam
                          u psychologa przepisał mi jakies bzdety i biore te medykamenty żeby
                          nie dołowac sie jeszcze bardziej.Nie mam siły jeszcze na spotykania
                          sie ze znajomymi i dobrze że są przyjaźni tutaj ludzie i mogą mi
                          cokolwiek doradzić i wesprzeć.Jeszcze raz dziekuje!!!

                          Pozdrawiam Agnieszka



                          • wylot11 Re: Kochani to do Was!!! 06.11.08, 12:38
                            Gratuluję i tak trzymac...Trzeba żyć i tyle to jest metoda na stres,
                            jeszcze spotka Ciebie szczęście.
                          • z_mazur Re: Kochani to do Was!!! 06.11.08, 12:46
                            A ja bym się z pozwem nie spieszył na Twoim miejscu. To Twojemu
                            mężowi powinno na tym zależeć. Wszystko czego sie dorobi teraz jest
                            waszą wspólną własnością, czy mu się to podoba czy nie. Jeśli mu się
                            życie z Tobą odwidziało, to niech się zajmie formalnym zrobieniem z
                            tym porządku.

                            Ty zajmij się sobą i swoim powrotem do równowagi. To powinien być
                            dla Ciebie priorytet.
                            • gggusia Re: Kochani to do Was!!! 06.11.08, 12:53
                              dlatego napisałam że pozew nie jest teraz jak dla mnie najważniejszy
                              i piorytetowy bo nie mam sił jeszcze.....ale wiem że one jeszcze
                              przyjda jak dla wielu tutaj na forum.

                              Pozdrawiam
              • thebigsky1 Re: Oj Karolino... 06.11.08, 17:55
                Z-mazur możesz sie nie obawiać, wychodzi mi z Twoich postów, ze
                żadna miarą pod kategorię chłam nie podpadasz. Jak czytam
                te "pseudoporady" niektórych pań sama się wstydzę, że nie jestem
                facetem. W sytuacji rozpadu związku jakie by nie były okoliczności
                nadrzędną sprawą i korzyścią, jak to niektórzy ślicznie ujmują,
                powinno być powrócenie do równowagi i ruszenie do przodu. Nie pomoze
                temu szarpanie sie w sądach i żadne pieniądze nie są warte
                fundowania sobie kolejnej traumy. Szczególnie kiedy pani jest
                zdrowa, sprawna, jak sama pisze miała wysokie stanowisko więc jakieś
                doświadczenie zawodowe też musi mieć i niespecjalnie może rościć
                sobie prawo do majątku męża.
                • z_mazur Re: Oj Karolino... 07.11.08, 10:13
                  Nie obawiam się, jakoś opinia Karoliny niespecjalnie wpływa na moją
                  samoocenę. smile))
            • jarkoni Re: ty jarkoni 07.11.08, 20:23
              Normalnie nie odpowiedziałbym na tego typu obraźliwy post, ale obrażany też ma
              prawo do swojego zdania... dochodzi tu do jakiejś paranoi, że ja niby jestem
              zwolennikiem wyrzucania kobiet na bruk???!!! Proszę, żebyś wskazała mi dokładnie
              gdzie i kiedy napisałem, że jestem tego zwolennikiem.
              Napisałem post, ponieważ nie chce mi się wierzyć w to, że nie wezwała policji,
              tylko chlipiąc czekała na przyjazd rodziny, nie zrobiła nic. Okazuje się, że
              kobieta robiąca karierę w Polsce nie ma znajomych tylko czeka na rodziców,
              którzy muszą jechać 700 km taksówką. Rozumiem, że rodzice nie mają prawa jazdy
              ani samochodu. Gdzie spała tej nocy? Na ulicy? A gdyby była z maleńkim dzieckiem
              to też by tak postąpiła?
              Nie mam kompleksów i nie jest dla mnie ok jak widzę krzywdę kobiety.
              Nie życzę sobie obrzucania mnie błotem bezpodstawnie.
      • karolina331 Mylisz się Anno 06.11.08, 10:23
        Gdyby jej mąż był Niemcem i gdyby małżeństwo zostało zawarte w
        Niemczech, a do tego facet tak z dnia na dzień bez powodu ośmielił
        się wystawić dziewczynę za drzwi - byłby na przegranej pozycji, a
        dziewczyna oprócz natychmistowej pomocy prawnej, lokalowej i
        finansowej (ściąganej przez odpowiednie instytucje z kieszeni
        faceta) miałaby prawo do odszkodowania oraz alimentów na siebie
        przez wiele, wiele lat.
        I nie mąć innym w głowie, skoro nie znasz prawa.
        • wylot11 Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 11:50
          Ale nie jest Niemcem jest tylko Polakiem..........
          To Ty mącisz w głowie tej biednej dziewczynie....
          Jasne że to tragedia,to co jej się stało,ale nie mierz wszystkiego
          swoją miarą.....
          Nie wszystko pasuję do schematu który zdaję się masz już zakodowany..
          Jasne że źle postapił wyrzucając ją za drzwi..ale z drugiej strony
          jak jej nie wstyd ,dopominać się o jakis majatek..pewnie wszystko co
          miał ten mężulek nabył przed slubem, także po rosole..
          Weź się dziewczyno w garść i nie układaj sobie zycia na próbie
          wyciągnięcia pieniędzy od niego, bo to jest chore..
          Głowa do góry poszukaj pracy,zapomnij o tym co Ciebie spotkało..
          Jeszcze znajdziesz szczęście..
          • z_mazur Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 11:57
            Ale Ty Wylot pierdoły wypisujesz. smile)))
            Jak można przejść nad tym do porządku dziennego?
            Facetowi trzeba dokopać choćby kosztem wielomiesięcznego szarpania
            się z nim po sądach. Dla zasady.

            Po co otrząsać się i stawać na nogi, skoro można sobie wyznaczyć cel
            na przyszłość: "Dokopię mu", nawet kosztem własnych emocji i powrotu
            do równowagi emocjonalnej. smile)))
            • zalamana29 Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:10
              > Ale Ty Wylot pierdoły wypisujesz. smile)))

              A Ty zato Mazur piszesz rozsądnie smile smile smile
              Ciekawe dlaczego tak ironicznie?
              Mimo to podoba mi sie to co wypisujesz, dlatego że takich jełopów
              jak ten tutaj opisany jest dużo dużooooo więcej. Dlatego "dla
              zasady" zło czeba niszczyć złem, czyli dokopać chamowi!!!! HEJ
              • wylot11 Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:16
                No to jest zdrowe podejście...smilesmilesmile
                Nakręcaj dalej tą biedna dziewczyny ,zrób z tego jej sens życia..
                gratuluję
                • zmienilamnicka Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:20
                  jest druga strona - pozwalanie na bezkarność sprawcy w przypadku niewątpliwej
                  winy. Nie mówię ty dokładnie o tym przypadku, ale o zasadach ktorymi chcemy się
                  kierować gdy ktoś działa na naszą szkodę - uznajemy, że nic się nie stało i
                  schodzimy mu z oczu, czy egzekwujemy prawo które ma nas chronić w takich
                  sytuacjach.
                  • wylot11 Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:23
                    Powiedz czy coś jej to pomorze? jak myślisz?
                    Co jest w stanie utargować?
                    Z tym swoim cienkim facetem..
                    • zmienilamnicka Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:37
                      Od niej zależy jakie ma potrzeby, bo nie można też dawać sobie pluć w twarz i
                      udawać że to deszczyk pada. Niektórym orzeczenie winy jest potrzebne dla
                      satysfakcji moralnej - poczucia sprawiedliwości. Co do finansów to nie
                      wypowiadam się bo nigdy w życiu facet mnie nie utrzymywał więc trudno mi wczuć
                      się w rolę zostawionej bez grosza gdy umowa była że on pracuje a ja nie, na
                      pewno trzeba by rozważyć czy ma sens szarpanie się latami jeśli sama ma ręce i
                      zdrowie i z własnej pracy może byc jeszcze bogata.

                  • z_mazur Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:28
                    Ale jak prawo ma nas chronić skoro sami go nie egzekwujemy.

                    Jak autorka dała się wystawić za drzwi z własnego (własnego w sensie
                    będącego własnością jej aktualnego męża) mieszkania, bez wezwania
                    policji, bez postawienia własnych warunków (np. czasu na
                    wyprowadzkę). Teraz skoro się już z tego mieszkania wyprowadziła(z
                    własnej woli, no bo skoro niczego nie zrobiła, to wyraziła na to
                    domyślnie zgodę), to w zasadzie nie ma mowy o złamaniu żadnego prawa.

                    Może się domagać zamieszkania z mężem do czasu rozwodu i próbować to
                    wyegzekwować, ale poza tym to ja nie widzę tutaj żadnego złamania
                    prawa itp.

                    Czy gdybym zaprosił Cię do siebie i po jakimś czasie rozczarowany
                    towarzystwem, w nieprzyjemny sposób wyprosił Cię za drzwi, to
                    uważasz, że to sprawa dla Policji?
                    • zmienilamnicka Re: Mylisz się Anno 06.11.08, 12:43
                      musisz się ze mną ożenić, by sytuacje były adekwatne smile))

                      nie znam się na prawie, tym bardziej międzynarodowym, więc mądrzyć się nie będę
                      czy wyrzucenie przemocą z domu (+świadkowie-rodzina) można uznać za złamanie
                      prawa lub przyczynek do orzeczenia winy

                    • jarkoni Re: Mylisz się Anno 13.11.08, 23:09
                      z_mazur
                      Własciwie napisałem prawie to samo wcześniej, zacytuję:
                      "Napisałem post, ponieważ nie chce mi się wierzyć w to, że nie wezwała policji,
                      tylko chlipiąc czekała na przyjazd rodziny, nie zrobiła nic. Okazuje się, że
                      kobieta robiąca karierę w Polsce nie ma znajomych tylko czeka na rodziców,
                      którzy muszą jechać 700 km taksówką. Rozumiem, że rodzice nie mają prawa jazdy
                      ani samochodu. Gdzie spała tej nocy? Na ulicy? A gdyby była z maleńkim dzieckiem
                      to też by tak postąpiła?"
    • karolina331 Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 06.11.08, 14:25
      Ty z maur zajmij się sobą i wypchaj się dokładnie swoją chałupniczą
      psychoanalityką mojej osoby.

      Zbyt długo pomagałam ofiarom przemocy domowej, aby jakakolwiek
      złośliwość przeciętnego jegomomościa zrobiła na mnie wrażenie.

      Jest bardzo dużo instytucji i organizacji pozarządowych zajmujących
      się świadczeniem pomocy prawnej, psychologicznej i rzeczowej
      kobietom w trudnej sytuacji.
      ZAWSZE trzeba zacząć od tego, że usiłuje się kobiecie wytłumaczyć,
      że to nie ONA PONOSI WINĘ za to, że jest bita, kontrolowana,
      gwałcona, wyzywana i poniżana na każdym kroku przez OPRAWCĘ, który
      tylko z nazwy jest jej mężem i ojcem jej dzieci.

      Kobiety powinny ZNAĆ swoje prawa, wiedzieć, gdzie mogą udać się po
      pomoc i nie wstydzić się z tej pomocy skorzystać.
      Oczywiście, są różne kobiety, niektóre nigdy i niczego się nie
      nauczą, niektóre po prostu czekają, aż ktoś za nie pozałatwia
      wszystkie ich sprawy i za nie rozwiąże ich problemy, a one
      natychmiast wpakują się w nowe bagno z kolejnym szmaciarzem.

      Są jednak także kobiety, które po paru miesiącach stają na nogi,
      wyprostowują karki i zaczynają walczyć o swoje dla siebie i dla
      swoich dzieci. Dla tych kobiet wsparcie, jakie otrzymują w
      instytucji lub organizacji pozarządowej jest BEZCENNE: daje jej
      pewność siebie i siłę do działania, jest wśród luzi, którzy ją
      rozumieją i którzy potrafią jej naprawdę realnie pomóc, a nie
      jeszcze chamsko dokopać głupimi pytaniami: a dlaczego mąż cię
      wyrzucił/bił, może sama jesteś sobie winna/sprowokowałaś go?

      WSZYSTKIM kobietom na tym forum radzę raz na zawsze: wklepcie w
      google hasło "przemoc domowa" i odszukajcie numery telefonów oraz
      adresy instytucji najbliżej Waszego miejsca zamieszkania.
      Tam otrzymacie wszelkie informacje BEZPŁATNIE, a także bezpłatną
      pomoc prawną.

      I nie wmawiaj z mazur NIKOMU, że adwokatowi trzeba zapłacić.
      W takiej sytuacji, kiedy facio wystawił dziewczynę za drzwi w obcym
      kraju ONA JEST OFIARĄ PRZEMOCY DOMOWEJ i NALEŻY jej się BEZPŁATANA
      pomoc prawna.
      I sam sobie szukaj paragrafów, jak coś cię interesuje, a mną się nie
      wyręczaj.

      A co do tego, kim jestem i z JAKIM MĘŻCZYZNĄ: jestem z PRAWDZIWYM
      mężczyzną, którego kocham, który mnie kocha.

      Czego WSZYSTKIM kobietom na tym forum z całego serca życzę.
      • z_mazur Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 06.11.08, 14:43
        Nie mam specjalnie ochoty na psychoanalizowanie Ciebie, bo każdy
        swoje problemy powinien rozwiązywać sam.

        Np. Ty powinnaś popracować trochę nad kulturą osobistą i emocjami,
        bo bardzo łatwo dajesz się wyprowadzić z równowagi i atakujesz
        personalnie głównie facetów.

        I chyba nie wzięłaś pod uwagę, w całej tej Twojej krucjacie w tym
        wątku, że nie piszemy o kobiecie maltretowanej przez lata, z
        gromadką dzieci, nie mogącej sobie poradzić z przytłaczającą ją
        sytaucją.

        Więc następnym razem zanim weźmiesz się za popychanie kogoś do
        bezsensownej walki policz sobie do dziesięciu i odetchnij głęboko
        parę razy.

        Jeśli, jak piszesz jesteś, taką profesjonalistką w dziedzinie pomocy
        ofiarom przemocy, to powinnaś wiedzieć, że dla nich najwazniejsze
        jest odzyskanie równowagi i spokoju. Czasem żeby to uzyskać
        konieczne są pewne posunięcia prawne, ale tu nie mamy takiej
        sytuacji i popychanie autorki wątku do wdawania się w wojnę z mężem,
        to najgorsza rada jakiej można jej udzielić.
        • zmienilamnicka Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 06.11.08, 15:12
          Z_mazur, a co innego radziłbyś kobiecie "z gromadką dzieci, nie mogącej sobie
          poradzić z przytłaczającą sytuacją" ? Trzeba być ofiarą przez kilka lat w
          związku przemocowym by sobie "zasłużyć" na uznanie, że jakieś prawa mam? Bo 4
          miesiące to za mało?

          Przemoc to przemoc. Jeśli jest się jej ofiarą to przysługują określone prawa i
          należy mieć świadomość, że tak jest i móc to prawo egzekwować. Dla własnego
          dobra na przyszłość. A agresor dostaje w prezencie świadomość że popełnia czyny
          zabronione.

          art. 191 §1 k.k. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbą bezprawną w celu
          zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia -
          podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 (ścigane z urzędu)*.

          Faktycznie dobrze by było skontaktowac się z którąś instytucją pomocową, gdzie
          są prawnicy obeznani w takich sytuacjach i pomogą podjąć decyzję co do dalszego
          postępowania i konsekwencji działań.
          • z_mazur Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 06.11.08, 15:19
            Mąż kazał jej się wyprowadzić z jego mieszkania co ona zrobiła. Nie
            wiadomo, czy używał gróźb, bo autorka o tym nie pisze. Więc nie
            wiadomo, czy przemoc miała miejsce.

            Chodzi mi o adekwatność działań. Minęły 4 miesiące. Kobieta powinna
            skakać z radości (jak już poukłada sobie emocje), że stało się to
            tak szybko. Ale żeby skakać z tej radości, to musi dojść do siebie.
            Wikłanie się w sądową batalię, przy pomocy oddziałów prawników
            (nawet bezpłatnych) jej w tym nie pomoże. Facet jest za granicą,
            może przeciągać trwanie sprawy w nieskończoność, a w ostateczności
            zmienić kraj zamieszkanie jak mu była żona za bardzo za skórę
            zajdzie, więc efekt z tej batalii będzie żaden, a powrót do
            równowagi zamiast paru miesięcy zajmie jej parę lat.
            • zmienilamnicka Re: nie mogę się otrząsnąć,szukam pomocy 06.11.08, 15:29
              Jak na razie wiemy też, że kobieta jest bez pracy i w rozsypce emocjonalnej, a
              mąż zaczyna atakować i dyktowac jej zachowania wygodne dla niego.
              Wzmocnienie emocji to 1, poznanie swoich praw i świadomości sytuacji by nie dać
              się zastraszyć -to 2. I to 2 jest niemniej istotne niż 1. A nawet 2 da bardzo
              dużo dobrego dla 1.
              Ja mówię - przemyśleć, przygotować się, ocenić na spokojnie sytuację, wybrać to
              czego się chce.

              Bo to wg Ciebie ona coś "powinna" smile Jako dorosła ma prawo zrobić to co ONA UZNA
              ZA SŁUSZNE. Tyle, że warto wiedzieć na co się decyduje. Małżeństwo okazało się
              "niewiedzą", niech rozwód będzie "z wiedzą".
          • z_mazur I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 15:23
            Mąż jeśli będzie miał dobrego prawnika, to pewnie postara się o
            zrobienie z niej przynajmniej współwinnej (romans, a przynajmniej
            postępowanie wykraczające poza pewne reguły), a jej wyprowadzka to
            tego konsekwencja i "wyrzucenie za drzwi", to działanie w afekcie.
            • zmienilamnicka Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 15:35
              Wiesz co, może tak być. Ale takim gadaniem cały czas - mówisz "nic nie róbcie,
              nie warto, przymykajcie oczy, wyrzucił to wyrzucił, nic się nie stało, twój
              problem to żaden problem, nie wychylaj się, on i tak cię zgnoi bo ma większe
              możliwości, nic nie warto robić, nie masz żadnych praw, udawaj że nic się nie
              stało" itd itp.
              Widzisz to?
              A potem się dziwisz, że kobiety ze swoich praw nie korzystaja w momencie gdy mąz
              je z domu wyrzuca...
              • z_mazur Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 16:27
                Oj masz skłonność do przeinaczania moich słów.

                Jak mnie ktoś nadepnie w autobusie to nie lecę z tym do sądu z tytułu naruszenia nietykalności osobistej. Chodzi o adekwatność działań. Małżeństwo trwało 4 miesiące, wiele par dłużej ze sobą "chodzi" i rozstają się czasem mało grzecznie i też byś radziła bieganie po sądach, bo ktoś pierścionka zaręczynowego nie oddał, albo oddając go rzucił w twarz (przecież to też naruszenie nietykalności i... no patrz, "przemoc" jak nic)?

                > A potem się dziwisz, że kobiety ze swoich praw nie korzystaja w momencie gdy mąz
                > je z domu wyrzuca...

                No i tu jest dla mnie klucz, na tym się IMHO powinna skupić autorka wątku. Jak mogło do tego dojść, że dorosła samodzielna, niezależna osoba dała się w ten sposób potraktować? Bo mogła zrobić wiele rzeczy (w tamtym momencie), a nie zrobiła nic.

                Wchodzenie jeszcze głębiej w ten konflikt w znalezieniu odpowiedzi jej nie pomoże, a jeszcze ją utrudni.
                • zalamana29 Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 16:52
                  " Jak mnie ktoś nadepnie w autobusie to nie lecę z tym do sądu z
                  tytułu naruszenia nietykalności osobistej."

                  O brawo! Świadczyłoby to tylko o Twojej głupocie.

                  " No i tu jest dla mnie klucz, na tym się IMHO powinna skupić
                  autorka wątku. Jak
                  > mogło do tego dojść, że dorosła samodzielna, niezależna osoba dała
                  się w ten sp
                  > osób potraktować? Bo mogła zrobić wiele rzeczy (w tamtym
                  momencie), a nie zrobi
                  > ła nic."

                  Wiesz dlaczego , bo się bała! Ale skąd Ty Mazurze możesz o tym
                  wiedzieć. smile
                  Ja dziwię się nie jej postawie , tylko jej rodziców, dlaczego nie
                  zareagowali?

                  • gggusia re zalamana29 06.11.08, 17:05
                    juz prostuje co do moich rodziców ,juz ci pisze....w ta noc co mnie
                    wyrzucił cieszyłam sie tylko tym ze mam gdzie przenocowac inaczej
                    chyba most.Po calym incydencie rodzice dzwonili do meza ,a ten
                    objal stanowisko ze nie bedzie na nich czekal bo nie ma na kogo a
                    poza tym idzie do pracy.

                    Wyszedl w ten dzien szybko do pracy dwie godziny wczesniej i
                    oznajmil mi ze ma wszystkich w dupie,moja rodzine i nie bedzie
                    czekal.Nic na sile skoro uciekl jak wyploszona myszka.
                    Teraz moge powiedziec ze zabawka sie znudzila mojemu mezowi wiec
                    trzeba wyrzucic i kupic nowa.Pozdrawiam
                    • kami_hope Re: re zalamana29 07.11.08, 23:08
                      W miarę rozwoju sytuacyjnego w tym wątku, dochodzą kolejne -
                      nazwijmy to - wątpliwości. Nie rozumiem bowiem, co z całą sprawą
                      mają wspólnego Twoi rodzice, jaką oni odgrywają tu rolę?
                      Hipotetycznie: wyrzuca mnie mąż po 4 miesiącach, i podobnie jak Ty -
                      jestem w Niemczech. Mąż dzwoni do moich rodziców... Dlaczego? Czy
                      jestem osobą niepełnosprawną umysłowo lub fizycznie, że wymagam
                      zorganizowania mi środków transportu, przewodników, opieki, etc.?
                      Nie, nie jestem osobą upośledzoną. Mam dwie ręce, rozum... Skoro
                      życie stawia mnie pod ścianą, jestem zmuszona sobie poradzić. Ba!
                      Oczywiście radzę sobie. Owszem, wycieram wciąż zasmarkany nos od
                      płaczu, ledwo widzę przez łzy, serce krwawi, ale... wciąż żyję! A
                      skoro żyję, to muszę iść!
                      I pytanie do Ciebie: jakie mniemanie miał o Tobie Twój mąż, że nie
                      pożegnał się z Tobą po partnersku, a zaangażował do sprawy osoby
                      trzecie (poniekąd Tobie na pomoc!)? Rozumiem, że to pytanie bardziej
                      do niego, ale jak pomyślisz... co Ci przychodzi do głowy?
                      W sumie, tak na pierwszy rzut oka, to wygląda jak kontrakt zawarty
                      między Twoim mężem, a Twoimi rodzicami, gdzie Ty byłaś przedmiotem
                      owego kontraktu.

                      Dobra rada! Nie uzależniaj swojego życia od jakiejkolwiek osoby,
                      rzeczy, miejsca, itp. Inaczej zawsze będziesz przedmiotem jakiejś
                      sprawy.

                      Na marginesie dodam: nie uważam aby należały Ci się jakiekolwiek
                      pieniądze tytułem "odszkodowania". Fakt, poświęciłaś swoją pracę.
                      Tylko... Jako, że nie można mieć w życiu wszystkiego, trzeba
                      dokonywać wyborów. Czasami bardzo trudno przewidzieć finał. Ale jak
                      to w życiu, aby coś mieć, trzeba najpierw zainwestować. Twoja
                      inwestycja się nie powiodła. Tak też bywa... I nikt nie jest winny
                      źle podjętych decyzji, tylko my sami - to pewne! Najważniejsze aby
                      zrozumieć na czym polegał błąd i wtedy... nie popełniać go więcej.
                      • jarkoni Re: re zalamana29 13.11.08, 23:18
                        kami_hope napisała:

                        > W miarę rozwoju sytuacyjnego w tym wątku, dochodzą kolejne -
                        > nazwijmy to - wątpliwości. Nie rozumiem bowiem, co z całą sprawą
                        > mają wspólnego Twoi rodzice, jaką oni odgrywają tu rolę?
                        > Hipotetycznie: wyrzuca mnie mąż po 4 miesiącach, i podobnie jak Ty -
                        > jestem w Niemczech. Mąż dzwoni do moich rodziców... Dlaczego? Czy
                        > jestem osobą niepełnosprawną umysłowo lub fizycznie, że wymagam
                        > zorganizowania mi środków transportu, przewodników, opieki, etc.?
                        > Nie, nie jestem osobą upośledzoną. Mam dwie ręce, rozum... Skoro
                        > życie stawia mnie pod ścianą, jestem zmuszona sobie poradzić. Ba!
                        > Oczywiście radzę sobie. Owszem, wycieram wciąż zasmarkany nos od
                        > płaczu, ledwo widzę przez łzy, serce krwawi, ale... wciąż żyję! A
                        > skoro żyję, to muszę iść!

                        Droga kami_hope, ależ dokładnie o to mi chodziło w moim pierwszym poście i w
                        następnych... Naprawdę jesteś jedyną, która mnie rozumiesz?
                        PS. Odpisuję po kilku dniach, więc może jeszcze kilka niespodziewanych postów
                        pojawiło się ponizej.
                        Pozdrawiam..
                  • z_mazur Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 19:32
                    > Wiesz dlaczego , bo się bała! Ale skąd Ty Mazurze możesz o tym
                    > wiedzieć. smile

                    Zdarzało mi się bać w życiu, gdy np. idąc ciemną ulicą w obcym mieście napotykałem 5 wygolonych "autochtonów" w strojach ludowych.

                    Ale dorosła, dojrzała osoba powinna umieć sobie radzić w takich sytuacjach. Jeśli się czuje na siłach, stanąc do konfrontacji, jeśli nie, uciekać, próbować wzywać pomoc, działać.
                    • septym Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 19:48
                      Ale po co miales krzyczec czy tez stawac do konfrontacji? Czy Oni byli uzbrojeni?
                      • z_mazur Re: I jeszcze w kwestii winy 06.11.08, 20:13
                        Chyba nie byli uzbrojeni, ale biorąc pod uwagę ich napakowanie i zdecydowaną przewagę liczebną nie musieli.

                        A co do krzyczenia lub stawania do konfrontacji, to złożyli mi propozycję, zgodnie z którą miałem im podarować portfel i swój telefon komórkowy. Oprócz krzyczenia, uciekania i konfrontacji, mogłem jeszcze przystać na tą propozycję, co jednak wcale nie gwarantowało mi zresztą niczego w tej sytuacji.
                        • jarkoni Re: Nie wiem.. 07.11.08, 17:11
                          Sam nie wiem co powiedzieć.. Zostałem oskarżony i chyba lekko opluty.
                          Naprawdę nie wiem za co. Może prawda zabolała?
                          Podobno "jak zwykle" jestem wrogiem kobiet.
                          Na pewno nie, ale na razie aż brak mi słów, jak te słowa zbiorę do kupy, to napiszę.
                          Zresztą kto czytałby post wroga kobiet
                    • karolina331 Re: I jeszcze w kwestii winy 07.11.08, 09:50
                      Oj z mazur, taki z ciebie doradca jak z tego facia, co wyrzucił
                      własną żonę na bruk.

                      Popatrz, jaki ten psychol był dla niej łagodny!
                      On ją TYLKO WYRZUCIŁ, a przecież mógł ją jeszcze "skarcić" pięścią w
                      twarz i paru kopami w brzuch.
                      Ludzkie panisko!

                      Ożenił się szmaciarz z normalną kobietą, ona do niego pojechała
                      porzucając dom, pracę, własną rodzinę i przyjaciół. Zdała się na
                      jego łaskę i niełaskę. Drań BYŁ za nią odpowiedzialny!

                      Coś mu tam przestało się podobać, więc ją wyrzucił na bruk.
                      Że stała przerażona, płakała, była w szoku, nic z tego nie mogła
                      pojąć, czuła straszny wstyd przed rodzicami, teraz odczuwa wstyd
                      przed znajomymi (którzy tak jak ty "życzliwie" domyślają się jej
                      winy za to porzucenie) - to wszystko według ciebie pryszcz i kobieta
                      ma nic nie robić, bo nie ma szans!!!

                      Jasne, należy się rozpłakać, a później grzecznie ułatwić palantowi
                      rozwód, cichutko, Z KLASĄ, aby bydlak znowu sobie zwabił nową
                      zabawkę i może już tym razem (pewien własnej bezkarności) nie
                      wyrzuci jej, tylko przykuje za nogę w piwnicy?

                      Wielu draniom przyda się tylko jedna lekcja: finansowa!
                      Niech się nauczą, że takie chamstwo KOSZTUJE, a to boli.

                      I przestań mnie uczyć kultury, bo jesteś na to za cienki.
                      Jestem kulturalna.
                      Dla ciebie jestem NIEUPRZEJMA, bo na to zasługujesz.
                      • z_mazur Re: I jeszcze w kwestii winy 07.11.08, 10:11
                        W zasadzie dyskusja z Tobą jest bez sensu i gdybyś w ten sposób
                        dyskutowała z kimkolwiek innym niż ze mną, to już bym Twój post
                        wyciął. Nieuprzejmość to eufemizm do chamstwa, które tu na tym forum
                        po raz kolejny prezentujesz.

                        Nie wiem gdzie doczytałaś się pewnych rzeczy (jak np. tego, że
                        domyślam się jakiejś winy autorki za porzucenie). Twoja frustracja i
                        wynikająca z niej agresja odbiera Ci możliwość normalnej rzeczowej
                        dyskusji.

                        Gdzieś Ty się doczytała pewnych rzeczy. Twoja chora wyobraźnia
                        spaczona przez jakąś obsesję na punkcie przemocy, dorabia wszędzie
                        jej przejawy.

                        Jak dorosła osoba ma być odpowiedzialna za drugą pełnosprawną i
                        zdrową psychicznie osobę? Z czego ta odpowiedzialność niby wynika? Z
                        kodeksu jakiegoś?

                        Uparłaś sie przy WYRZUCENIU autorki, chociaż ona sama pisze o nim
                        niewiele i nie znamy szczegółów w jakich się to odbyło. Dwie dorosłe
                        osoby ustanowiły jakieś stanowisko (być może w kłótni, ale kto się
                        nie kłóci), zgodnie z którym autorka opuściła jego mieszkanie, skoro
                        nie zaprotestowała, nie sprzeciwiła się temu to BYĆ MOŻE do żadnej
                        przemocy nie doszło.

                        Za bycie palantem żaden sąd nikogo nie skazuje.

                        W jaki sposób Ty sobie wyobrażasz udzielenie lekcji finansowej temu
                        facetowi? Rozwód z orzeczeniem jego wyłącznej winy? Oczywiście to
                        tylko moja opinia, ale uważam, że nie ma na to szans, co najwyżej
                        obustronna wina. Majątek jest jego sprzed ślubu więc też tu nie ma
                        możliwości jakoś mu dopiec.
                      • z_mazur I jeszcze w kwestii przemocy 07.11.08, 10:48
                        Przemoc to przestępstwo normalnie ścigane przez prawo. Zgodnie z
                        Twoim podejściem do problemu, dobrze by było, żeby autorka miała w
                        sądzie przy sprawie rozwodowej mocne dowody na to, że była ofiarą
                        takiej przemocy.

                        Czyli powinna teraz zgłosić na policję przestępstwo. Chciałbym
                        widzieć jak takie zgłoszenie w tym przypadku wyglądałoby w praktyce
                        i jak przebiegałoby śledztwo.
                      • kami_hope Re: I jeszcze w kwestii winy 08.11.08, 00:13
                        Ożenił się szmaciarz z normalną kobietą, ona do niego pojechała
                        > porzucając dom, pracę, własną rodzinę i przyjaciół. Zdała się na
                        > jego łaskę i niełaskę. Drań BYŁ za nią odpowiedzialny!
                        >
                        Nie wiemy, czy on jest "szmaciarz", ani czy ona jest "normalna". Bo
                        tak dla ścisłości, nie znamy ich. Wydaje mi się, że kiedy wychodzi
                        się za mąż, to nie porzuca się swojej rodziny, a z własnej
                        nieprzymuszonej woli zakłada nową. I od tej pory mąż jest domem,
                        rodziną, itd. Do tego, jeśli ktoś zdaje się na czyjąś łaskę, tym
                        samym zrzuca odpowiedzialność za samego siebie. Kiedy pozwalamy
                        innym decydować o sobie, jakie prawo mamy rościć sobie pretensje co
                        do tych decyzji? "Drań" nie był/nie jest za nią odpowiedzialny, bo
                        ani nie jest jego dzieckiem, osobą niepełnoletnią wymagającą
                        kuratora bądź osobą niepełnosprawną wymagającą stałej opieki.
                        Sama zainteresowana napisała w jednym z postów:
                        "Teraz moge powiedziec ze zabawka sie znudzila mojemu mezowi wiec
                        trzeba wyrzucic i kupic nowa" - mimo, że trudno ustalić fakty z
                        oględnych opisów gggusi, to jednak rzuca się tu wyraźnie
                        słowo "kupić". Wniosek do tego jest jednoznaczny - skoro się
                        sprzedała (sama lub przez rodziców), czyli pozbawiła się praw, bo
                        stała się czyjąś własnością, nie dziwi więc, że wylądowała
                        na "recyclingu" jako zużyta, niespełniająca oczekiwań (niepotrzebne
                        skreślić) zabawka.

                        Współczuję dziewczynie bardzo.
                        Myślę także, że to dla niej dobra lekcja. Jak mądrze sprawę rozegra,
                        to jeszcze wyjdzie na swoje (w sensie, że wyciągnie wnioski i będzie
                        żyła mądrze)

                        z_mazur napisał:
                        Twoja chora wyobraźnia
                        spaczona przez jakąś obsesję na punkcie przemocy, dorabia wszędzie
                        jej przejawy.
                        - moja opinia odnośnie Twoich wypowiedzi Karolino jest podobna.
                        Nadinterpretujesz fakty, być może na zasadzie "przeniesienia"
                        osobistej traumy? Nie wiem, nie wnikam - Twój problem.
                        • iga-i-ga Re: I jeszcze w kwestii winy 10.11.08, 01:49
                          Karolino, gratuluję Ci rzeczowych odpowiedzi.
                          Przypadkowo zawędrowałam na to forum i wprost nie mogę uwierzyć, że
                          stali uczestnicy forum mogą dawać takie rady pokrzywdzonej osobie.
                          Uważam, że to jest NIEMORALNE, żeby rozwadniać winę męża i
                          sugerować, że się do dziewczyna sie tego sama przyczyniła, albo, że
                          nie było przemocy, bo tylko została wystawiona za drzwi.

                          Oczywiście, może być też tak, że dziewczyna nie przedstawiła tu
                          całej prawdy. Wówczas odpowiedzi może mogłyby być inne. Jednak w
                          przypadku rozwoju wydarzeń zgodnym z przedstawioną wersją, tylko
                          rady i komentarze Karoliny są właściwe. Zwłaszcza panowie wypisują
                          kompletne brednie. Jak można rzutować własne doświadczenia na
                          komentarz dotyczący kogoś innego. Wstyd!!!
                          • leptis w kwestii winy 10.11.08, 05:14
                            Jednak przyznaj, że opisana historia przez swoją skrótowość,
                            komiksowość sprawia wrażenie groteski.

                            Jest tu na forum cała masa mądrych facetów.
                            Nie codziennie się po prostu odzywają.

                            Niektórych facetów długi pobyt na forum uczy zwykłego cynizmu,
                            fałszywie pojmowanej solidarności wynikającej z długoletniej
                            forumowej zażyłości.
                            Zwróć uwagę, kiedy jarkoni pisał tekst do kobiet przed dniem matki-
                            ani jeden z dwóch moderatorów nie zaoponował,
                            milcząco godząc się na wynaturzenie demokracji,
                            bo przecież na forum każdy może mówić co chce.


                            Rzeczywiscie, zawsze liczy się konkretny człowiek ze swoim problemem.
                            a nie JACYŚ faceci, JAKIEŚ kobiety.

                            Takim konkretem jest dla mnie Niteczka,
                            mająca urodziny w listopadzie,
                            mająca piękne, kruczobrązowe włosy, co było opisane w wyciętym przez
                            jarkoniego bądź z_mazura bądź tricolora wątku.


                            cieplutko pozdrawiam
                            • gggusia sprostowanie 10.11.08, 10:19
                              witam serdecznie!Napisze tym przychylnym jak i przeciwnikom że moje
                              stanowisko na dzień dzisiejszy to jest takie że będę walczyła nie o
                              m bo nie ma już o kogo lecz walczyć będę dla swojego JA.

                              Przez ten krótki czas moj m pokazał całe oblicze mężczyzn i jacy
                              są.Chicałabym stanać w sądzie i usłyszeć jego wypociny na temat
                              naszego rozpadu i niby mojej winy.On sugeruje że ja jestem winna,nie
                              czuje żeby tak było bo przysięgałam mu miłość bo kochałam,wierność
                              nie było cienia podejrzenia że mam kogoś tylko m
                              podejrzenia,uczciwośc powiedziałam mu wcześniej o znajomym i tylko
                              znajomym ,gdzie moj mąz ma podejrzaną koleżanke jak dla mnie ,i też
                              mogę mieć domysły.

                              Wiec wszystkim piszę że na ile mi straczy sił będę walczyć żeby
                              następna jego ofiara nie była tak potraktowana.

                              A panowie moderatorzy powinni to mężczyźni więc solidarność męska
                              jest i pogląd jaki maja na sytuacje to nic nowego jak dla mnie.


                              Pozdrawiam
                              • leptis sprostowanie 10.11.08, 10:46
                                O czym Ty mowisz na tym forum. O przysiegach?

                                To kosmos jakis dla tej grupy moderatorow.
                                Nikt z nich nie prostowal Mazura, jak bajdurzyl o malzenstwie
                                jako umowie cywilno-prawnej, tylko i jedynie.

                                Zwykle hieny sieciowe podnoszace sobie ego swoimi wpisami tutaj.
                                • gggusia Re: sprostowanie 10.11.08, 10:57
                                  dla mnie słowa i czyny są najważniejsze ,dla facetów i mojego m
                                  umowa i żaluje jednego że uległam temu bydlakowi,a teraz go
                                  nienawidzę i niech tak pozostanie.

                                  Pozdrawiam
                                  • karolina331 Re: sprostowanie 10.11.08, 13:32
                                    Dzielna dziewczynka! Tak trzymać. POWODZENIA!
                                  • z_mazur Re: sprostowanie 10.11.08, 20:09
                                    Nienawiść to bardzo destrukcyjne uczucie i niszczy głównie tego kto ją odczuwa, a nie tego w stosunku do kogo jest żywione.

                                    Ale to Twoje życiowe wybory.
                                • z_mazur Re: sprostowanie 10.11.08, 20:17
                                  Przysięgę to składasz w kościele i to dotyczy spraw boskich nie ludzkich i przed Bogiem będzie się z nich rozliczanym (jeśli się w niego wierzy), a nie przed sądem, nie o tym wymiarze małżeństwa mówimy w przypadku rozwodu.

                                  W kwestiach prawnych nie ma czegoś takiego jak przysięga, jest co najwyżej ślubowanie i wycofaniem się z takiego ślubowania jest rozwód. To coś jak złożenie dymisji z zajmowanego urzędu współmałżonka. smile))))
                                  • gggusia Re: sprostowanie 10.11.08, 20:23
                                    z_mazur masz racje jak zawsze ,ale życie to nie tylko
                                    urząd ,widocznie wy faceci uczycie kobiety żeby tak myślały
                                    dokładnie jak Wysmile

                                    Pozdrawiam
                                    • z_mazur Re: sprostowanie 10.11.08, 20:32
                                      Gggusiu, nie mam racji zawsze, możę nawet nieczęsto, ale zawsze staram się mieć własne zdanie, co jak widać irytuje niektóre osoby (szczególnie leptisa, bo w co drugim poście odnosi się do mojej skromnej osoby).

                                      I nie chodzi o to, żeby zmuszać kogokolwiek do myślenia w jakikolwiek sposób, ale żeby pokazać mu, że inna osoba tą samą sprawę może widzieć zupełnie inaczej. To bardzo cenna wiedza.

                                      Część osób zgodziło się tutaj, że powinnaś za wszelką cenę dokopać swojemu mężowi, druga część uznała, że jest to niewarte zachodu. Więc jak widać w tej sytuacji zadziałał również ten mechanizm. Wybierzesz swoją drogę ale ze świadomością, że to nie jest jedyne wyjście z sytuacji. Czy to taka zła świadomość?
                                      • gggusia Re: sprostowanie 10.11.08, 20:38
                                        z_mazur napewno moje stanowisko w mojej sprawie nie spowoduje że was
                                        płec brzydką znienawidze tylko poprostu będę tak
                                        egoistycznie,urzędowo podchodziła do czegokolwiek i tylko żałuje że
                                        nie zrobiłam tego wvześniej tylko poprsotu zaufałam i pokochałam ot
                                        moja głupota ale też moja sprawa.

                                        Co do różnych zdań ja to szanuje i każdy ma prawo tutaj napisać co
                                        sądzi o tym czy innych problemach.

                                        Pozdrowionkasmile
                                  • kingas38 Re: sprostowanie 10.11.08, 22:11
                                    Mazurze... toż to zwykła umowa cywilnoprawna była i jako taką
                                    zerwano więc należy się ,,odszkodowanie"...
                                    • leptis ... 10.11.08, 22:26
                                      что ты дзиевцзино снова за деньгами ты гонишься?


                                      • kingas38 Re: ... 10.11.08, 22:34
                                        Я люблю деньги,превыше всего...
                                        • leptis ... 10.11.08, 22:45
                                          поинтересуйся папу....
                                          • gggusia news! 10.11.08, 22:54
                                            Dowiedziałam się telefonicznie od swojego m że posiedział sobie na
                                            ławeczce,i doszedł do wniosku i tak mi oznajmił że nasz związek to
                                            pomyłka zyciowa.

                                            widocznie ławeczki w parku maja to do siebie że faceci dochodza do
                                            pewnych konkluzji dotyczących związku.

                                            Dla wielu facetów teraz proponuje ławeczkesmile

                                            <czysta paranoja> Pozdrawiam
                                            • leptis Re: news! 10.11.08, 23:09
                                              Ты моей лавецзки не оскверняй smile))



                                              Kurwa...idę spać.
                                              Trzymaj się i nie licz na kolejną taksówkę.
                                              • kingas38 Re: news! 11.11.08, 09:28
                                                leptis napisał:
                                                >kurwa...idę spać.
                                                > Trzymaj się i nie licz na kolejną taksówkę.

                                                Wreszcie-nareszcie...ależ się cieszę ...leptis
                                                przemówił ,,ludzkim'' głosem"...
                            • kingas38 Re: w kwestii winy 10.11.08, 12:38
                              wow...cała masa mądrych facetów powiadasz leptis,a gdzie konkretnie?
                              Bo Ja tylko na palcach się doliczyłam i to u jednej ręki...osoby
                              piszące na forum oczekują porady,wsparcia bo większość jest w takim
                              stanie psychicznym że nie wiedzą co zrobić ze sobą i swoim
                              życiem...i zawsze znajdzie sie ktoś kto jeszcze dokopie im dokładnie
                              podważając już i tak nadwyrężoną wiarę w siebie i w człowieka
                              zamiast doradzic coś mądrego.
                              • leptis ... 10.11.08, 13:02
                                Nie będę wymieniał. O Kimś zapomnę, się obrazi.

                                Dla mnie jest śmieszne, że goście długie, długie miesiące po
                                rozwodzie zachowują się jak rozkapryszone dzieciaki.

                                Myślę, że w gruncie rzeczy się bawią "Nowym",
                                co nie powinno zniechęcać "Nowego" do pisania tutaj.


                                Przepraszam Ciebie-muszę już kończyć.

                                serdecznie pozdrawiam

                              • leptis ... 10.11.08, 22:28
                                Rzeczywiście, trzeba jednak te "niedobitki" szanować,
                                bo Kto tu zostanie? No Kto?


                                O chłopach mówię

                                Pasmile))
                                • iga-i-ga Re: ... 11.11.08, 00:27
                                  leptis, jak miło, że się odezwałeś. Moderatorzy jak widzę
                                  sprowadzają nieszczęsne ofiary na manowce swojej pokrętnej
                                  dialektyki.
                                  • second.fantasmagoria Re: ... 11.11.08, 13:35
                                    dziewczyna jest ofiarą, owszem, głównie swojego sposobu myślenia o sobie jako
                                    przedmiocie, braku umiejętnosci realnej oceny sytuacjii kompletnego braku
                                    instynktu samozachowawczego, ciekawa jestem jak długo znała swojego przyszłego
                                    przed ślubem, ze zdecydowała w 100% złożyć swoje życie i los w jego ręce, dla
                                    mnie jest to po prostu chore, i na szczęście dla niej skończyło się tak jak
                                    skończyło, może zacznie trochę myśleć, mniej życzeniowo a bardziej (prze)życiowo
                                  • jarkoni Re: ...iga-i-ga 13.11.08, 23:25
                                    zacytuję:
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka