j2j
22.12.08, 16:04
Do niedawna nabieralem przekonania ze juz po malutku zaczynam
odrywac sie od przeszlosci. Przeszlosci malujacej sie jej obrazem.
A im blizej swiat tym gorzej. Najgorsze to to ze chyba dalem sie
wrobic. Zaczalem wysluchiwac jej zali z ciezkim zyciem i problemach
wszelakich rowniez tych ze zwiazku wynikajacych starajac sie
przynajmniej wysluchac a nawet cos zaczac doradzac... Kuzwa - jak
ktos kto sam sobie poradzic nie moze ma pomoc komus kto tym
nieradzeniem sie jest wlasnie!!!!!!!! Ale dalem sie wrobic!!! Jak
duren. A jeszcze sie podtrzymywalem - spoko, jestem juz dalej wiec
moge sluchac a nawet cos poradzic, poglaskac slownie... Dupa blada
zesz mac.
Po co sie wdalem, po co zaczalem odpowiadac, odbierac...
Dzisiaj ex sobie jakos poradzila, wrocila do chlopca a ja jak pies
zbity skamle w rogu...
I im blizej tym gorzej. A mialem tylko realizowac plan - z dala od
niej. Tylko corka, tylko jej sprawy. Teraz nawet te kontakty
ponownie sprawiaja bol....
Mialem wziasc corke po swietach do nowego roku - nie moge, juz wiem
ze nie dam rady.
Nie chce by widziala mnie przygnebionego, odleglego, niebecnego,
moze czasami nawet wrednego... Wiem ze robie jej zawod - ale lepiej
wydaje mi sie by w tej sytuacji oszczedzic jej tego co niepewne.
Wiem ze zadne wyjasnienia moga nie trafic i moze czuc sie
zawiedziona. Pewnie juz sie czuje. Ale moze z czasem przyblaknie...
Drugie swieta i nie potrafie jeszcze oddzielic bycia rodzicem od
bycia partnerem, mezem.... chociaz juz formalnie niczego nie ma od
tylu miesiecy.
Wiem ze posmucilem na swieta.
Musialem to z siebie wyrzucic...