27.02.09, 12:48
czy ktoś regulował stosunki majątkowe przed rozwodem u notariusza w
formie aktu notarialnego.
Chcę zrobić rozdzielność majątkową i darowiznę mieszkania
przez "męża" na moją rzecz, a także, żeby zobowiązał się do spłaty
kredytu hipotecznego i ustalić alimenty na dziecko. Wszystko przed
notariuszem zanim sprawa trafi do sądu. Jakie są koszty i co potem
sąd na sprawie rozwodowej na to (rozwód z winy męża).
Obserwuj wątek
    • tricolour Temat wałkowany na forum wielokrotnie... 27.02.09, 15:01
      ... można poczytać w archiwum.

      A tak BTW, czy "mąż" chętnie zgadza się na takie dziwne i niebezpieczne warunki,
      że będzie spłacał cudze mieszkanie? Jeśli "mąż" wypowie umowę kredytu (a może
      tak zrobić w każdej chwili), to Ciebie wyrzucą na bruk, a on ma czystą sprawę w
      banku i Ciebie z głowy.

      Czy o to chodzi?
      • gabi_niedzisiejsza Re: Temat wałkowany na forum wielokrotnie... 27.02.09, 15:09
        Kredyt nadal będzie na dwie osoby, czyli jego i mnie, tak , że nie
        wypowie go sam, chcę, żeby po ustanowieniu rozdzielności majątkowej
        przyjął na siebie zobowiązanie do spłaty kredytu. A ha na razie
        zgodził się na takie warunki, nigdy mnie nie kochał bo nie mógł, to
        co się dzieje to jego wyłączna wina, co do tego też jesteśmy zgodni,
        jak na razie.
        • tricolour No to przestanie spłacać... 27.02.09, 15:12
          ... a z faktu, że mąż weźmie zobowiązanie do spłaty wynika taka konsekwencja, że
          przy braku spłaty na bruk pójdziesz... Ty.

          Albo zaczniesz płacić sama.
          • gabi_niedzisiejsza Re: No to przestanie spłacać... 27.02.09, 15:17
            Wiem, wiem dlatego chcę, żeby założył hipotekę na mieszkanie swoich
            rodziców z pierwszeństwem zaspokojenia, skoro obiecuje spłacać
            kredyt to czegóż mają się obawiać rodzice. Pomyślicie, że żmija ze
            mnie, ale ja mu nie chcę dac w kość, zostaję sama z dzieckiem A mój
            m. świadomie cynicznie i dla potrzeb ukrycia własnego ja wziął ze
            mną ślub i trwał w tym nie rezygnując z tego co lubi. I nie kochał
            mnie wcale nigdy, czego się nie wypiera i potrafi mówić to
            spokojnie.
            • tricolour Przyznam, że bardzo dużo chcesz... 27.02.09, 15:25
              ... bo hipotekę rodziców mogą obciążyć tylko rodzice, a bank musi wyrazić zgodę
              na taką zawiłą konstrukcję.

              Zastanawiam się także w jaki sposób Twój mąż mógł tak znienacka wziąć ślub, że
              nie zauważyłaś jego podstępu. Może biorąc całe mieszkanie zaczniesz sama je
              spłacać, by nie mieć już nic wspólnego z takim cynicznym facetem?

              smile
              • gabi_niedzisiejsza Re: Przyznam, że bardzo dużo chcesz... 27.02.09, 15:42
                Nie stać mnie, a takich alimentów nie dostanę.
                • gabi_niedzisiejsza Re: Przyznam, że bardzo dużo chcesz... 27.02.09, 15:44
                  A nie zauważyłam bo byłam zakochana, ale po 10 latach dowiedziałam
                  się prawdy i mi przeszło i klapki spadły z oczu. Bank się zgodzi,
                  byle by było zabezpieczenie a hipoteka jest najlepszym
                  zabezpieczeniem.
                  • tricolour To może warto ponieść konsekwencje... 27.02.09, 15:59
                    ... własnych klapek na oczach, zakochania i miłości, która przeszła?

                    Skoro Cię nie stać na mieszkanie to może warto się postarać, by było Cię stać, a
                    nie oczekiwać finansowania od byłego męża i (kuriozalne!) jego rodziców. A jeśli
                    już, to może także swoich rodziców obciążysz kosztem nieudanego małżeństwa?
                    Jeśli kredyt jest DLA CIEBIE za drogi, to może postaraj się o tańszy?

                    Jeżeli nie stać Cię na własne utrzymanie, to co zrobiłaś, by dorosłą kobietę
                    było stać na chleb na siebie? Poza poszukiwaniem gromadki osób, która ma się na
                    wszystko złożyć...
            • tenesi Re: No to przestanie spłacać... 02.03.09, 11:39
              gabi_niedzisiejsza napisała:

              > Wiem, wiem dlatego chcę, żeby założył hipotekę na mieszkanie swoich
              > rodziców z pierwszeństwem zaspokojenia

              Gdyby mój syn chciał takiego zabezpieczenia na hipotece mojego mieszkania
              wywaliłbym go na zbity pysk.
              Gdyby moja synowa się czegoś takiego domagała wyśmiałbym ją.
              Jesteś dorosłą osobą, czy jakimś niepełnosprawnym stworzeniem, że obcy ludzie
              mają co cokolwiek zabezpieczać?
              Niestety niektórym babom się wydaje, że za ich błędy w wyborze męża ma płacić
              cały świat, tylko nie one.
    • kami_hope Gabi 27.02.09, 18:35
      czy ja dobrze rozumiem???

      Mam nadzieję, że wszystko źle zrozumiałam... jeśli jednak jest jak
      myślę, to nie życzę Ci dziewczyno "wygranej", oj nie!

      (serce mi mocniej zabiło)
      • gabi_niedzisiejsza Re: Gabi 02.03.09, 09:38
        Nie oczekuję od was oceny moralnej mojego postępowania, nie znacie
        przyczyn i powodów mojej sytuacji, a zapewniam was, że istnieje
        powód JEDEN JEDYNY istniejący, gdzie wina jest tylko po jednej
        stronie, bo kobieta nie ma na to wpływu, cokolwiek by zrobiła,
        zawsze będzie kobietą... Mój mąż to rozumie, jak mnie skrzywdził i
        godzi się na takie zadośćuczynienie moralne chociażby krzywdy, jaką
        mi zrobił, więc jakie macie prawo wy wytykać mi skurwysyństwo!!!
        Należy mi się po tylu latach spokój i bezpieczeństwo, mnie i
        dziecku. A utrzymać siebie potrafię, nie jestem biedną nieudacznicą.
        Jak możecie być tacy podli. To ja leczę się u psychiatry po tym
        wszystkim co mi mój mąż zgotował, on nie.
    • dorata351 Re: notariusz 02.03.09, 11:27
      Gabi nie daj się. Tacy wszyscy honorowi się odezwali. Nie bierze
      nikt pod uwagę tego, że gość pewnie czuje się winny i chce w jakiś
      tam sposób "odpokutowć" swoje winy.
      A nawet jesli sa ludzie niezaradni, nie potrafiący sie sami
      utrzymywać , spłacać kredytów itd. to co do kosza ich?
      A kiedy się bierze ślub, to ma się klapki na oczach, bo się kocha i
      nie patrzy w przyszłość w czarnych barwach. Dajcie jej spokój, nie
      wiemy co tam się wydarzyło więc nie oceniajmy. Fajnie się daje dobre
      rady. pewnie sobie sama poradzi, ale dlaczego ma nie ułatwić sobie
      życia. Mieszkanie nie zrekompensuje jej tego co przeżyła kiedy facet
      powiedział jej w oczy , że jej nigdy nie kochał.
      Trzeba BYĆ ODPOWIEDZIALNYM ZA SWOJE CZYNY.
      • gabi_niedzisiejsza Re: notariusz 02.03.09, 11:54
        Dziękuję Ci dziewczyno. A wy Panowie "solidarność prącia" nie
        równajcie do mojego męża, bo on ma tyle przyzwoitości, żeby
        rozumieć, że jest mi to wszystko winien po tym co mi zgotował, a wy
        tego nie rozumiecie i on rozumie, że jego rodzice są równie winni,
        trochę powinniście się wszyscy wstydzić ochraniacze Pana męża, z
        którym jestem w naprawdę dobrych stosunkach. I on jest chyba lepszy
        od was. Szkoda mi was.
        • dorata351 Re: notariusz 02.03.09, 12:07
          Nie ma się co złościć, tu raczej wszyscy w dobrej wierze. Ja czasem
          potrzebuję takiego kopa, innego spojrzenia. ja mam podobną
          sytuację , chodzi mi o postawę męża, więc rozumiem. Jesteś teraz
          sama ze swoimi sprawami, patrz na siebie i swoje potrzeby, bo jak
          kiedys bedziesz płakać to nikt z tu piszących oprócz słów nie da Ci
          innego wsparcia.
          • gabi_niedzisiejsza Re: notariusz 02.03.09, 12:48
            Liczyłam po prostu na podejście praktyczne osób, które załatwiały
            podobne sprawy w podobny sposób, a nie o tyradę moralną. Przykro mi
            się zrobiło zwyczajnie...
            • kami_hope Re: notariusz 02.03.09, 14:49
              Szczęśliwie mnie nie jest przykro jak mnie wyzywa jakiś frustrat
              (pewnie sama musiałabym się leczyć). Ale z innymi może być różnie,
              tak więc nie rób innym, co Tobie nie miłe.
              Trudno będzie Ci znaleźć osoby, "które załatwiały podobne sprawy w
              podobny sposób". Oczywiście, różnych ludzi się spotyka... Jednak,
              ktoś taki jak Ty, to jednak rzadkość (jesteś chyba pierwszą taką
              osobą - od kiedy czytam to forum).
              A dla ścisłości: nie ubliżyłam Ci w żaden sposób, nie
              wygłosiłam "tyrady moralnej". Wypowiedziałam swoje zdziwienie (moje
              uczucia!)... - przeczytaj jeszcze raz.
              Ty zaś nie szczędzisz innym obelżywych słów i przykrości. Sama (!)
              wydajesz świadectwo o sobie...
              • gabi_niedzisiejsza Re: notariusz 02.03.09, 15:18
                Przeprosiłam przecież. Łatwo kogoś oceniać prawda?
                • fragile66 Re: notariusz 02.03.09, 16:45
                  Gabi, używając słów ze starej komedii: "nie mylmy dwóch odmiennych
                  porządków walutowych".

                  Ty uważasz, że z racji winy męża należy ci się cały majątek, jaki
                  wspólnie wypracowaliście.
                  Tak długo jak twój mąż się na to zgadza, nie ma problemu.
                  Forumowicze tylko słusznie zwrócili ci uwagę, że gdy mąż zmieni
                  zdanie, to twoje przekonanie o własnej racji nie będzie miało
                  znaczenia.

                  Tak więc stosunki majątkowe z mężem załatwiaj tak jak uważasz za
                  stosowne. Tylko nie łącz tego z winą męża, bo ona nie ma tu nic do
                  rzeczy.
                  Jeśli mąż czuje się winny i jest gotowy do ekspiacji i
                  zadośćuczynienia, to super! (dla ciebie oczywiście).

                  Sąd nie wnika w stosunki między małżonkami, dopóki nie naruszają one
                  prawa - żadne prawo nie zabrania wykorzystywania męża przez obrotną
                  i we własnym poczuciu niewinną żonę.
                  • babe007 Re: notariusz 02.03.09, 16:56
                    > prawa - żadne prawo nie zabrania wykorzystywania męża przez
                    obrotną
                    > i we własnym poczuciu niewinną żonę.

                    Abstrahując od wątków materialnych odniosę się tylko do tego
                    stwierdzenia.

                    Czyż kobieta nie jest niewinna rozpadowi związku (nie we własnym
                    poczuciu, tylko tak, hmmm, obiektywnie) jeżeli jej mąż okaże się być
                    homoseksualistą (bo jak rozumiem o to tutaj poszło)?
                    • tricolour W takim przypadku... 02.03.09, 17:09
                      ... zastosowanie ma unieważnienie małżeństwa (jako związku różnopłciowego wedle
                      norm jednego z małżonków) bez orzekania winy.

                      Seksualizm nie leży w kategoriach winy czy odpowiedzialności, bo nie mamy nań
                      wpływu.
                      • babe007 Re: W takim przypadku... 02.03.09, 18:04
                        tricolour napisał:

                        > ... zastosowanie ma unieważnienie małżeństwa (jako związku
                        różnopłciowego wedle
                        > norm jednego z małżonków) bez orzekania winy.
                        >
                        > Seksualizm nie leży w kategoriach winy czy odpowiedzialności, bo
                        nie mamy nań
                        > wpływu.

                        Zgadzam się. Chociaż jednak w przypadku, kiedy małżonek o odmiennej
                        orientacji seksualnej zna swoje preferencje wczesniej a bierze ślub
                        np. żeby zaspokoić oczekiwania rodziny, albo po to, żeby stworzyć
                        sobie "alibi" przed społecznością, w której żyje, to jednak
                        uznałabym go za winnego.
                        • tricolour Ponoć to częsty przypadek... 02.03.09, 18:14
                          ... tak czytałem.

                          Rzeczywiście chęć bierze by oszusta uznać za winnego, ale czy winnego ROZPADOWI
                          małżeństwa?
                          • babe007 Re: Ponoć to częsty przypadek... 02.03.09, 18:37
                            Nie mam doświadczenia, ale słyszałam, że ponoć w unieważnieniu
                            (kościelnym) małżeństwa bada sie również winę. Wstąpienie w związek
                            małżeński ze świadomością, że jest on od początku do końca kłamstwem
                            nie może byc inaczej zinterpretowane.

                            Jednak uważam, że rozpadowi. Tak to przynajmniej wygląda z
                            perspektywy osoby oszukanej. Ona (on) wstępowała w ten związek w
                            dobrej wierze. Odebranie takiej osobie prawa do takiego poczucia
                            jest dodatkowym, hmm, nie wiem jakie byłoby najwłaściwsze
                            określenie, upodleniem? Upokorzeniem?
                            • tricolour Owszem, w ustalaniu nieważności małżeństwa... 02.03.09, 20:01
                              ... kościelnego bada się winę, ale tylko w jednym celu: by z powodu tejże winy
                              osoba znów nie zawarła sakramentu, bo będzie nieważny.

                              Z perspektywy prawa kanonicznego nie ma małżeństwa z homoseksualistą ponieważ na
                              małżeństwo - by w ogóle zaistniało - nakłada się określone obowiązki.
                              Homoseksualizm wyklucza posiadanie potomstwa, a takie wykluczenie przeczy
                              sensowi małżeństwa sakramentalnego. Są także inne powody, które mogę być o tyle
                              ważne, że w wątku mamy do czynienia z bi.
                    • fragile66 Re: notariusz 02.03.09, 17:44
                      babe007 napisała:

                      > Abstrahując od wątków materialnych odniosę się tylko do tego
                      > stwierdzenia.

                      Hmm, zważywszy że chodziło mi wyłącznie o wykorzystywanie w sensie
                      materialnym, czyli dzielenie majątku na swoją korzyść korzystając z
                      chwilowego poczucia winy u małżonka, to trudno od wątków
                      materialnych abstrahować.

                      Wykorzystywanie w sensie seksualnym lub jako pracy niewolniczej jest
                      oczywiście zabronione przez prawo.
                • kami_hope Re: notariusz 02.03.09, 22:18
                  W którym miejscu przeprosiłaś?
                  • tricolour Tutaj... 02.03.09, 22:22
                    ... troszkę schowane.

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=92089846&a=92104478
                    • kami_hope Re: Tutaj... 03.03.09, 16:45
                      O dziękuję Tri!
                      przy innym wątku było... (do kasper254)
    • fragile66 Re: notariusz 02.03.09, 16:54
      gabi_niedzisiejsza napisała:

      > czy ktoś regulował stosunki majątkowe przed rozwodem u notariusza
      w
      > formie aktu notarialnego.

      Mało prawdopodobne, aby przed rozwodem dwoje już skłóconych ze sobą
      ludzi złożyło zgodne oświadczenie woli przed notariuszem. Ale może
      się mylę?

      > Chcę zrobić rozdzielność majątkową i darowiznę mieszkania
      > przez "męża" na moją rzecz,

      Jeszcze musi chcieć tego "mąż". Jeśli chcecie oboje, to nie ma
      problemu.

      a także, żeby zobowiązał się do spłaty
      > kredytu hipotecznego i ustalić alimenty na dziecko.

      Moim zdaniem jak wyżej. Choć notariusz pewnie zapyta "męża", czy
      świadomie i dobrowolnie przyjmuje takie zobowiązanie.

      Wszystko przed
      > notariuszem zanim sprawa trafi do sądu.

      Dlaczego? przecież koszty sądowe są dużo niższe od stawek
      notarialnych.

      Jakie są koszty

      zajrzyj na prawoity.pl/wiadomosci/notariusz-najwazniejsze-
      oplaty-notarialne
      zbyt skomplikowane, żeby tu przytaczać.

      i co potem
      > sąd na sprawie rozwodowej na to (rozwód z winy męża)

      Sąd w sprawie rozwodowej może potwierdzić ustalenia majątkowe jakie
      poczyniliście przed notariuszem. Może też odmówić zajmowania się
      waszymi sprawami majątkowymi.
      Kwestia winy nie ma tu nic do rzeczy.
      • gabi_niedzisiejsza Re: notariusz 03.03.09, 08:59
        Już dosyć tych dywagacji. Powiem tylko tyle, z tego co piszecie,
        nikt z was nie ma pojęcia o co chodzi przez co przeszłam, dziękuję
        za kilka trafnych podpowiedzi.
        • dorata351 Re: notariusz 03.03.09, 10:14
          I dlatego olej wszystkie dobre rady i rób to co według Ciebie
          najlepsze dla Was ( dziecka i Ciebie). Ja Ci kibicuję.
          Pozdrawiam.
          • tricolour Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 10:49
            ... "Trzeba BYĆ ODPOWIEDZIALNYM ZA SWOJE CZYNY" - masz rację.

            Odpowiedzialność polega również na tym, by nie obciążać innych z za swoje
            nieudane wybory.
            • dorata351 Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 10:54
              A co kiedy ma się przekonanie, że wybór był dobry, ale to
              przekonanie jest oparte na kłamstwach tej drugiej osoby?
              • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:13
                Ja rozumiem Gabi, ze chce się czuć zadościuczyniona za krzywdę. Ale niechże to
                zadościuczynienie odbędzie się kosztem męża, a nie jego rodziców (hipoteką). Bo
                oni z tym nic nie maja wspólnego.
                W tym kontekscie Tri ma rację.
                • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:15
                  Z tą hipoteką to i tak nic nie wyjdzie, więc nie ma sensu wałkować
                  tematu.
            • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:01
              Mam wrażenie tricolour, że masz większe problemy ze sobą niż ja.
              Pozostaje współczuć.
              • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:03
                Zgodnie z twoją terią jak mąż zabije żonę to nie powinien iść do
                więzienia, bo przecież sama go wybrała, więc niech ponosi tego
                konsekwencje i nie może ona odpowiedzialnością obarczać innych, a
                zwłaszca jego.
                • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:20
                  Słuchajcie, no to może bardziej cywilizowanie, tylko alimenty, jakie
                  może dostać siedmioletnie dziecko przewlekle chore przy jego
                  zarobkach 10 tys. brutto, jak przyzwoite, to z mojej pensji będę
                  płacić kredyty, i jak to jest z alimentowaniem drugiego małżonka
                  przez małżonka wyłącznie winnego rozpadu pożycia.
                  • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 11:24
                    Śmiało o 3-3,5 tys alimentów. Ze stosowną argumentacją.
                    • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 10:44
                      Dziękuję szczególnie mariefurie, to był jedyny konkret i najbardziej
                      mi się przyda.
                      • fragile66 Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 11:44
                        gabi_niedzisiejsza napisała:

                        > Dziękuję szczególnie mariefurie, to był jedyny konkret i
                        najbardziej
                        > mi się przyda.

                        Teraz wiem, skąd moja ex wzięła żądanie 5800 zł alimentów na dwójkę
                        dzieci - ktoś jej napisał "konkret" i tego się trzymała smile

                        Ja wprawdzie też zarabiam ponad 10 tys. zł, ale "brutto" - po
                        odliczeniu podatków, składek, kosztów utrzymania własnych, spłat
                        kredytów zostaje mi dużo mniej. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo
                        sąd faktycznie bierze pod uwagę koszty utrzymania dzieci i nie daje
                        sie łatwo zbywać kwotami rzucanymi z sufitu, a do chciwych matek
                        nabiera niechęci. U mnie skończyło się na kwocie, którą dobrowolnie
                        proponowałem na początku, czyli 2000 zł.
                        • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 12:55
                          >>Ale to i tak nie ma znaczenia, bo
                          sąd faktycznie bierze pod uwagę koszty utrzymania dzieci i nie daje
                          sie łatwo zbywać kwotami rzucanymi z sufitu,


                          - powiedz mi jeszcze ze koszt utrzymania przeciętnego dziecka zasadniczo się różni od kosztu utrzymana dziecka twz gwiazdy po rozwodzie. Kiedy matka, po rozwodzie z mężem dostaje 20 tys alimentów miesięcznie na dzieci. I tu i tu, dziecko musi jesc, ubrac się i chodzic do szkoły i na ew. inne kajkies zajęcia. Zoładki wszystkich dzieci sa jednakowe, potrzeby również.
                          Bo nie wmowisz mi, ze dziecko "gwiazdy" ma POTRZEBĘ wyjechania za granice na kurs językowy, czy zrobienia kursu sternika jachtowego czy zdobycie licencji pilota szybowca.
                          To są zachcianki. Nie potrzeby.
                          A więc czym się rózni koszt utrzymania dziecka takiego i "takiego"? Niczym.
                          Zatem istnieje związek z mozliwościami zarobkowymi. Jezeli dziecko przed rozwodem zyło na określonym poziomie, to nie widze powodu, aby ten poziom mial się zmienić po rozwodzie.
                          Bo dziecko nie ma nic do tego ze jego rodzice sa kretynami, nie potrafia się dogadać i nie potrafia razem być. Dziecko nie powinno ponosić konsekwencji nieodpowiedzialnosci wlasnych rodziców.
                          Oczywiście, jeżeli rodzice są dojrzali. Bo jak nie, to własnie pierwsze co, to im przychodzi do głowy - skoro jest wojna, to sa i ofiary. Czyli wystarczy ze dziecko je, żre i sra - i sumienie ma sie czyste jako rodzic. Tak??

                          >>a do chciwych matek nabiera niechęci. U mnie skończyło się na kwocie, którą dobrowolnie
                          proponowałem na początku, czyli 2000 zł.
                          • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 13:07
                            Nie ma się co chwalić tym , że zapewnienie odpowiedniego poziomu
                            życia dzieciom to chciwość matki. Ja nie wiem, może się jednak nie
                            rozwiodę z moim starym, bo widzę, że on na prawdę jest o wiele
                            więcej wart niż to stado chłopów, co mi tu dowala. Bo on chce
                            płacić, żeby dziecku nic nie brakowało, a jego matka mogła w spokoju
                            je wychowywac. Ma do mnie szacunek i jakiś honor i nie ma wojny i
                            awantur, jestem spokojnym człowiekiem bez nienawiści do niego, choć
                            mogłabym mu złamać życie, nie zrobie tego. To ojciec mojego dziecka,
                            a hipoteki nie będzie.
                            • tricolour Jeżeli to prawda... 04.03.09, 14:21
                              ... że Twój stary jest więcej wart od facetów z tego forum, to absolutnie się z
                              nim nie rozstawaj. Także nie orzekaj winy, bo Twój lepszy mąż nie morze być
                              gorszy od stada chłopów, którym winy sądownie nie orzeczono.
                            • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 05.03.09, 15:28
                              Jak można być tak podłym, żeby napisac osobie, której się nie zna,
                              że nie powinna zajmować się swoim dzieckiem, to okrutne i
                              nieludzkie, i to już wcale nie są żarty.
                          • fragile66 Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 13:34
                            Uff, no to ze mnie dywanik przed kominek zrobiłaś smile

                            mariefurie napisała:
                            Zoład
                            > ki wszystkich dzieci sa jednakowe, potrzeby również.

                            Dlatego kiedy ex napisała, że na wyżywienie jednego dziecka wydaje
                            2000 zł miesięcznie, to sędzia jej wyjaśniła, że w świetle
                            doświadczenia życiowego taka kwota jest zawyżona mniej więcej
                            czterokrotnie.

                            > Bo nie wmowisz mi, ze dziecko "gwiazdy" ma POTRZEBĘ wyjechania za
                            granice.
                            > To są zachcianki. Nie potrzeby.

                            Za wyjazdy córek na wakacje za granicę płacę ja. I nie odliczam tego
                            z alimentów (żeby uprzedzić dalsze zarzuty).

                            > Jezeli dziecko przed rozwod
                            > em zyło na określonym poziomie, to nie widze powodu, aby ten
                            poziom mial się zm
                            > ienić po rozwodzie.

                            Nie wiem na ile mój przypadek jest nietypowy, ale sąd obu instancji
                            wskazał, że jako małżonkowie żyliśmy zdecydowanie ponad stan, przy
                            czym mój talent polegał na sprawnym zaciąganiu zobowiązań, a ex ma
                            wybitny talent w wydawaniu wszystkich dochodów, tak bieżących jak i
                            przyszłych. Ja to zrozumiałem jako wskazówkę sądu, że wydawanie
                            pieniędzy należy dopasować do możliwości zarobkowych.

                            > Bo dziecko nie ma nic do tego ze jego rodzice sa kretynami, nie
                            potrafia się do
                            > gadać i nie potrafia razem być.

                            Trochę ma. Rodziców niełatwo zmienić i trzeba się - czasem z bólem -
                            godzić z tym, co się ma.

                            Czyli wystarczy ze d
                            > ziecko je, żre i sra - i sumienie ma sie czyste jako rodzic. Tak??

                            Bez komentarza, przykro mi, że tak zrozumiałaś moją wypowiedź.

                            > Tak czy inaczej, jeżeli ludzie się dogadują w sprawie dziecka
                            > przynajmnije, to myslę, ze świadczy to o pewnej dojrzałości i
                            > poczuciu odpowiedzialności.. A jak się tak szarpia...no to moga
                            > sie szarpac tak do usr...śmierci. Tylko nie rozumiem, co dzieci
                            maja z tym wspólnego?

                            Rodziców?

                            > Poza tym, Fragile, jest bardzo proste rozwiązanie. Bierz dzieci do
                            > siebie, opiekuj sie nimi i zobaczymy, czy nadal bedziesz w stanie
                            > zarabiac 10 tys.

                            Zaproponowałem dokładnie takie rozwiązanie - ex wpadła w furię i
                            miała materiału na kolejne dziesięć rozpraw. Sędzia mi delikatnie
                            wyperswadowała takie rozwiązanie, bo i tak nie mogła jej odebrać
                            dzieci.
                            Problem polegał na tym, że ja jestem bezdomny, więc ex musiałaby się
                            wyprowadzić z mieszkania, za które nic nie płaci, no i straciłaby
                            alimenty, których i tak w całości nie wydaje na dzieci, tylko
                            traktuje jak dodatkowy dochód - faktycznie, jaki by w tym miała
                            interes.

                            > Nie ma to nic wspolnego z chciwością

                            Twoja rada, żeby spokojnie żądać 3,5-4 tys. zł alimentów, bo ex
                            popłacze i zapłaci, niezależnie od tego jakie są faktyczne koszty
                            utrzymania dziecka - jakoś tak mi się właśnie skojarzyła. Dalibóg,
                            nie wiem czemu!
                            • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 14:03
                              Rozumiem, ze jaj sobie robisz. Ok.
                              Ja moge Ci tylko powiedziec, taki banał. kazda sytuacja jest inna.
                              Powody rozwodów też sa bardzo rózne.
                              Przykro mi, ze trafiłeś na taką babę która żada od ciebie 2 tys na same
                              karmienie dzieci. Naprawdę. Ale się nie dziwię. Jestem sobie w stanie wyobrazić
                              jakie baby potrafia być (faceci równiez).
                              Ale przywołując tu podstawową teze Tri moge tylko powiedziec, ze widziały gały
                              co brały. ...
                              A to też o Tobie jakos swiadczy.

                              Wracając. Jednakże uwazam ze dziecko nie ma nic wspolnego z rozwodem rodziców.
                              To jest moje dziecko i jego dziecko. I na kazdym z nas spoczywa jednakowy
                              obnowiązek wychowania młodego człowieka i zapewniania mu wszystkiego co jest
                              niezbedne do prawidlowego jego rozwoju. Tak, jakbysmy nadal byli razem.
                              Uwierz, ze jestem bardzo rozsądnym człowiekiem (wbrew pozorom) i matką. Ale
                              fakt, ze rozstalismy, i ze nam nie wyszło, nie znaczy, ze nasze dziecko ma by7c
                              w jakikolwiek sposob ograniczone. Tu jestem jak lwica. A ojciec (na szczescie)
                              jak lew. Więc się mam nadzieje nie zagryziemy, bo cel jest jeden, mimo ze drogi
                              nasze się rozeszły.
                              • tricolour Moim zdaniem trzeba mieć umiar... 04.03.09, 14:18
                                ... bo polecasz autorce wątku alimenty w wysokości 3500zł na dziecko kiedy ona
                                sama już obmyśliła, że chce całe mieszkanie dla siebie oraz kredyt spłacany w
                                całości przez męża, a także zastanawia się nad alimentami na siebie samą (o
                                hipotece nie wspomnę, bo pomysł upadł).

                                Moim zdaniem to dużo o czym piszę od początku.
                                • gabi_niedzisiejsza Re: Moim zdaniem trzeba mieć umiar... 04.03.09, 14:28
                                  Nie zrozumieliśmy się, przy alimentach na dziecko, kredyt spłacam
                                  ja, ojciec dziecka już nie. To pozornie uczciwsze, a dla mnie
                                  bezpieczniejsze (sam sobie sterem żeglarzem okrętem).
                                  • tricolour Alimenty na dziecko dostaniesz zawsze... 04.03.09, 14:38
                                    ... wręcz nie ma takiej możliwości prawnej, byś nie dostała. Kwestią do
                                    dogadania się jest ich wysokość - celowo piszę "dogadania się" bo umowa między
                                    rodzicami daje swobodę, a wyrok sądowy nie daje.

                                    Chodzi mi o to, że pisałaś, że przy odpowiednio wysokich alimentach kredyt
                                    będziesz spłacała sama. To oznacza, że swoje zarobki przeznaczysz na kredyt, a w
                                    mniejszym stopniu na utrzymanie dziecka, którym zajmie się ojciec. Jeśli tak się
                                    dogadacie, to Wasza sprawa i sąd nie będzie wnikał nawet w alimenty 5000zł.

                                    Jeżeli się nie dogadacie, to sąd zasądzi kilkaset złotych, bo tyle wynosi połowa
                                    średnich kosztów utrzymania dziecka.
                                    • gabi_niedzisiejsza Re: Alimenty na dziecko dostaniesz zawsze... 04.03.09, 14:45
                                      Dogadamy się jeszcze przed sprawą, mojemu mężowi i mnie bardzo
                                      zależy na pokojowym załatwieniu sprawy, z innych przyczyn co prawda,
                                      ale zależy. Nie jestem wiedźmą, tylko zwyczajnym człowiekiem. A on
                                      da sobie radę, będzie miał gdzie mieszkać i wystarczy mu pieniędzy,
                                      nie ma obaw, to ojciec mojego dziecka nie chcę go zagłodzić.
                              • fragile66 Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 14:34
                                Smutny ten wątek.
                                Jak i w większości nasze forum.

                                mariefurie napisała:

                                > Przykro mi, ze trafiłeś na taką babę która żada od ciebie 2 tys na
                                same
                                > karmienie dzieci. Naprawdę. Ale się nie dziwię.

                                Gwoli ścisłości - na karmienie jednego dziecka smile
                                Naprawdę się nie dziwisz? mnie opadła szczęka, jak to przeczytałem!

                                > Ale przywołując tu podstawową teze Tri moge tylko powiedziec, ze
                                widziały gały
                                > co brały. ...
                                > A to też o Tobie jakos swiadczy.

                                Nie jakoś, tylko bardzo konkretnie, a mianowicie, że kiedy
                                oświadczałem się swojej ex, zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, co
                                robię, a rad mądrzejszych od siebie nie słuchałem. Cóż, błąd jakich
                                wiele, tylko brzemienny w bardzo skomplikowane skutki.

                                > Wracając. Jednakże uwazam ze dziecko nie ma nic wspolnego z
                                rozwodem rodziców.
                                > To jest moje dziecko i jego dziecko. I na kazdym z nas spoczywa
                                jednakowy
                                > obnowiązek wychowania młodego człowieka i zapewniania mu
                                wszystkiego co jest
                                > niezbedne do prawidlowego jego rozwoju. Tak, jakbysmy nadal byli
                                razem.

                                No ale nie jesteście. Więc trochę idealistyczne te zapatrywania.
                                Masz po prostu szczęście, że obydwoje się zgadzacie, aby nie
                                wykorzystywać dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi, a wręcz dbać jak
                                to możliwe o jego rozwój.
                                Ja takiego szczęścia nie mam, więc i nasze opinie na ten temat są
                                różne.
                                • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 19:08
                                  fragile66 napisał:

                                  > Gwoli ścisłości - na karmienie jednego dziecka smile
                                  > Naprawdę się nie dziwisz? mnie opadła szczęka, jak to przeczytałem!

                                  Nie. Nie dziwi. Mało jest rzeczy które mogłyby mnie jeszcze zdziwic jeśli chodzi
                                  o reakcje ludzkie i relacje międzyludzkie.

                              • kami_hope Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 17:48
                                Marie, szanuję Twoje poglądy i rozumiem przytoczoną argumentację.
                                Zwykle jest tak, że każdy ocenia swoją miarą. Ty, jako
                                odpowiedzialna matka, która wywiązuje się ze swojej rodzicielskiej
                                roli, postrzegasz, że inne matki kierują się podobną motywacją.
                                Niestety nie zawsze tak jest. I w tym wypadku (odnośnie Gabi)
                                istnieje wiele przesłanek, które co najmniej budzą zastrzeżenia.
                                Nie chciałabym tu przedstawiać serii argumentów, bo nie czuję się
                                dobrze umniejszając komuś cokolwiek. Gdybyś jednak zechciała
                                poczytać sobie inne teksty autorki wątku, być może nasuną Ci się
                                pewne wnioski?
                                Nie wiadomo nic o mężu Gabi. Jednak zakładając, że jest to człowiek
                                zrównoważony i odpowiedzialny, uznałabym za słuszne, aby to on
                                sprawował opiekę nad dzieckiem (przynajmniej czasowo).
                                • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 18:58
                                  Kami, ja nie chce nikogo oceniac. Zakładam ze kobieta mówi prawde i tyle.
                                  A to ze powiedziałam, co powiedziałam, to wiesz... Ja wyrocznią nie jestem , ani
                                  alimentów nie przyznaję...więc moge sobie gadać, co chcę wink.

                                  Jezeli kobieta sie dogaduje z mężem, to w ogóle w zasadzie nie powinna mieć
                                  takich pytań.

                                  No ale co ja? Ja nic. Muszę coś zjeść, bo padnę smile)
                                  • kami_hope Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 19:25
                                    Marie ja Ci nic nie zarzucam. Sugeruję jedynie spojrzenie na sprawę
                                    pod innym kątem (jakby – szerszym horyzontem smile). A to, że możemy
                                    sobie gadać… pewnie! Bo i do tego służy forum, wszak wiadomo, że nie
                                    ma ono mocy sprawczej.

                                    >Jezeli kobieta sie dogaduje z mężem, to w ogóle w zasadzie nie
                                    powinna mieć takich pytań.
                                    A jednak pyta… (mimo porad koleżanki prawniczki). Mąż zaś, zakładam,
                                    zgadza się, bo przyjął pewną postawę w zaistniałej sytuacji. A sama
                                    zainteresowana dobrze wie jaka to sytuacja, więc asekuruje się na
                                    wszelkie możliwe sposoby (i dlatego, że właśnie „dobrze wie”, dąży
                                    do zabezpieczenia notarialnego przed sprawą, bo w sądzie… -
                                    wystarczyłoby skorzystać z opinii biegłego, itd., itd.)


                                • gabi_niedzisiejsza Re: Zacytuję Twoje słowa... 05.03.09, 15:26
                                  Jak słusznie zauważyłaś nie znasz mojego męża a twoje założenia są
                                  błędne. Mnie też nie znasz, moje dziecko jest jednym z najbardziej
                                  zadbanych dzieci pod każdym względem, a ja nie jestem
                                  schizofreniczką, ani narkomanką na odwyku, co to nie umie zająć się
                                  dzieckiem. Mam bardzo dobrą pracę intelekualną, wysokie kwalifikacje
                                  i zawsze zajmowałam się dzieckiem ja i mojemu mężowi nie przyszłoby
                                  do głowy, że mogłoby być inaczej, bo on wie, że jestem dobrą matką i
                                  to docenia i proszę mnie nie obrażać, a to że zamiast wpaść w
                                  totalną depresję poszłam do lekarza po to, żeby móc żyć normalnie
                                  świadczy tylko o mojej dojrzałości i odpowiedzialności.
                            • mariefurie Re: Zacytuję Twoje słowa... 04.03.09, 18:55
                              >>Uff, no to ze mnie dywanik przed kominek zrobiłaś smile

                              --Bez obawy. Ani nie umiem, ani nie to było moja intencją.

                              >>>Dlatego kiedy ex napisała, że na wyżywienie jednego dziecka wydaje
                              2000 zł miesięcznie, to sędzia jej wyjaśniła, że w świetle
                              doświadczenia życiowego taka kwota jest zawyżona mniej więcej
                              czterokrotnie.

                              --wspołczuję ci takiej ex. Przeholowała, to ma za swoje.

                              >>Za wyjazdy córek na wakacje za granicę płacę ja. I nie odliczam tego
                              z alimentów (żeby uprzedzić dalsze zarzuty).

                              --I chwała Ci za to. Skoro potrafisz "oddzielić" dzieci od zony.


                              >>>Nie wiem na ile mój przypadek jest nietypowy,<...> Ja to zrozumiałem jako
                              wskazówkę sądu, że wydawanie pieniędzy należy dopasować do możliwości zarobkowych.

                              --Myślałam, ze w szkole tego uczą, a nie w sądzie.


                              >>>Trochę ma. Rodziców niełatwo zmienić i trzeba się - czasem z bólem -
                              godzić z tym, co się ma.

                              --Czasami trzeba owszem, bo rodziców sie nie wybiera. Ale uważam, ze człowiek
                              dorosły (rodzic) powinien byc na tyle dojrzały, aby nie zrzucac
                              odpowiedzialności za swoje błędy na dziecko własne i nie obarczac go swoimi
                              problemami, bo to jest prosta droga do okaleczenia dziecka na całe zycie. I
                              stworzenie mu warunków takich, aby nie był w stanie w przyszłości ułozyć sobie
                              zycie z drugim człowiek.

                              Czyli wystarczy ze d
                              > ziecko je, żre i sra - i sumienie ma sie czyste jako rodzic. Tak??

                              Bez komentarza, przykro mi, że tak zrozumiałaś moją wypowiedź.


                              --to było wybitnie zjadliwe z mojej strony, i nie chodzilo tu tylko o twoją
                              odpowiedź. Dla kontrastu to powiedziałam. I siły wymowy smile)


                              > Poza tym, Fragile, jest bardzo proste rozwiązanie. Bierz dzieci do
                              > siebie, opiekuj sie nimi i zobaczymy, czy nadal bedziesz w stanie
                              > zarabiac 10 tys.

                              Zaproponowałem dokładnie takie rozwiązanie - ex wpadła w furię i
                              miała materiału na kolejne dziesięć rozpraw.

                              --widocznie źle rozegrałeś sprawę lub za mało było w Tobie determinacji, albo
                              nie zdążyłeś poznac swojej ex przed i w trakcie małżeństwa.... aż do momentu
                              rozwodu.
                              Przykre.

                              Żenić się trzeba z tym, z kim mozna będzie łatwo się rozwieśćwink)
                              Tak czy inaczej, powodzenia Ci zyczę.
                  • tricolour Jeśli chodzi o alimenty... 03.03.09, 18:37
                    ... to podstawą ich wysokości są potrzeby dziecka. Wysokość zarobków rodziców
                    jest sprawą wtórną, a rodzice mają tyle zarabiać, by móc utrzymać swoje dziecko.

                    Jeśli dziecko jest chore i wymaga szczególnej opieki, to jest ona podstawą, by
                    udział rodziców był inny od "po połowie". W skrajnym przypadku jeden rodziców
                    (tu: ojciec) może w całości utrzymywać finansowo dziecko, a na drugim spocznie
                    opieka. Rodzic alimentujący może tez opłacać opiekę pielęgniarską jeśli taka
                    będzie konieczność.

                    Gdy sąd uzna wyłączną winę Twojego męża, to możesz żądać alimentów na siebie
                    jeśli Twoja sytuacja materialna ulegnie znacznemu pogorszeniu. Powstaje jednak
                    pytanie, czy spłata kredytu przez męża i pozostawienie Ci całego mieszkania sąd
                    uzna za znaczne pogorszenie sytuacji materialnej.
                • tricolour Zgodnie z moją teorią... 03.03.09, 17:51
                  ... to w Twoim przykładzie mąż za zabicie żony ma iść do więzienia na długie
                  lata. Tyle, że tego przykładu nic nie wynika dla Twojej sytuacji materialnej,
                  przez którą założyłaś wątek.

                  Ja chcę Ci powiedzieć coś zupełnie innego, a mianowicie: dorośli ludzie
                  odpowiadają osobiście za swoje decyzje. Nieudane wybory biorą na swoje barki i
                  zmagają się z przykrymi konsekwencjami, a sukcesy są ich osobistą radością.

                  Jeżeli Twój mąż Cię oszukał i jest winny oszustwa, to nie ma z tym dyskusji. W
                  Tobie powinno jednak pozostać pytanie: jak to się stało, że na męża i ojca
                  dzieci wybrałam takiego faceta? Jak zmienić kryteria wyboru mężczyzn, by na
                  przyszłość nie powtórzyć podobnego błędu? O tych sprawach mówię od samego
                  początku i jestem przeciwny zamienianiu tych pytań na "jak zdobyć hipotekę teściów".
                  • gabi_niedzisiejsza Re: Zgodnie z moją teorią... 04.03.09, 14:33
                    Moim kryterium wyboru, jak to nazywasz, była miłość, nie uznaję
                    innego powodu dla którego dwoje ludzi postanawia być razem, to nie
                    casting do serialu. Masz rację sama go wybrałam, byłam zakochana bez
                    pamięci, zakochanie zniekształca obraz rzeczywistości bardziej niż
                    choroba psychiczna. Jestem dumna, że takie były motywy moich
                    wyborów, może niezbyt mądre, ale wszelkie inne motywy tworzenia
                    związku dwojga ludzi uważam za żałosne.
                    • tricolour Masz rację... 04.03.09, 14:45
                      ... kryterium wyboru powinna być miłość. Jest to kryterium konieczne.

                      Tyle, że są jeszcze kryteria wykluczające.
              • kami_hope Re: Zacytuję Twoje słowa... 03.03.09, 17:00
                A ja Ci powiem (z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa), że (Tri)
                nie ma większych problemów ze sobą niż Ty.
                Chorym - obok współczucia - zaleca się terapię (nie tylko
                farmakologiczną)
                Zdrowia życzę!
              • tricolour Jeżeli chodzi o Twoje współczucie... 03.03.09, 17:34
                ... to jest ono niepotrzebne. Zresztą to nie jest współczucie, a agresja, choć
                to nie przeze mnie jesteś w trudnej sytuacji.
                • gabi_niedzisiejsza Re: Jeżeli chodzi o Twoje współczucie... 04.03.09, 10:42
                  Mnie sie karzecie trzymać wątku a sami odbiegacie. Ale mam pomysł,
                  jak załatwić sprawę i już dziekuję za porady.
                  • mamaadama4 Re: odpowiedź na pierwszy post 06.03.09, 21:49
                    Nie czytałam wszystkiego, więcv odniosę się tylko do pytania z
                    pierwszego postu. Jestem jeszcze przed rozwodem, ale po notarialnej
                    umowie majątkowej. Mąż wziął kredyt na siebie ( z tym, że nie
                    mieliśmy hipoteki wspianej w KW mieszkania). W akcie notarialnym
                    zobowiązał się do spłaty kredytu a w ramach zabezpieczenia mnie jest
                    jego poddanie się par.777 kc - tzn, że gdyby bank zażądał ode mnie
                    spłaty kredytu mogę wystapić o wydanie klauzuli natychmiastowej
                    wykonalaności i wystapić do komornika. Datę ustalilismy o 2 lata
                    dłuższą niz data wygasnięcia umowy kredytowej. Majatek wyceniony na
                    milion zł. koszty umowy notarialnej poniósł on - ok 3,5 tyś.
                    Alimenty będziemy załatwiać przy rozowdzie, narazie płaci
                    dobrowolnie do końca czerwca.
                    • gabi_niedzisiejsza Re: odpowiedź na pierwszy post 09.03.09, 09:29
                      Bardzo dziękuję za konkret.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka