e_luska2
10.03.09, 19:38
Witajcie, mam na imię Ela i mieszkam w Poznaniu. Nie rozwiodłam się, bo
niestety nie mogę. Mamy czteroletnie dziecko ale żyjemy w wolnym związku. Mamy
też wspólny kredyt, który właśnie jest dla mnie przekleństwem, bo to on
najmocniej trzyma. Od dłuższego czasu żyję w nerwach, stresie, bo czlowiek z
którym jestem okazał się nieodpowiedzialnym dzieckiem. Dla niego liczy się
wyłacznie jego rodzina, czyli mama, brat, ciotka jej mąż i syn, to jest
najbliższa rodzina. Od dłuższego czasu upadla mnie na każdym kroku, jak
probuję sie bronić gnebi jeszcze gorzej, psychicznie, tak było do 8 marca.
Nie wytrzymałam, zaczęłam go wyzywać, tak jak on robi to ze mną. W pewnym
momencie mój pan i władca podleciał do mnie, chwycił za kark i zaczął okładać.
Broniąc się ugryzłam go z całej siły w rękę. ten wpadł w jeszcze wiekszą
furię, chwycił mnie za wlosy, nie wiem jak ale znalazłam się na podłodze,
zaczął mnie kopać jak psa... Później już tylko było gorzej. Próbowałam uciec
na korytarz, piszczałam z bólu, nikt nie zareagował. Ten chwycił mnie za
włosy, wszarpał do mieszkania, zaciągnął do pokoju, przełożył mnie całym swoim
ciałem i zaczął okładać, bił gdzie popadnie a jak płakałam to bił jeszcze
mocniej abym się uspokoiła... to tak mocno boli... najgorzej, ze w tym
wszystkim uczestniczył nasz synek, co prawda nie widział jak mnie okłada ale
słyszał mój płacz i krzyk. w końcu udało mi się uciec. Skryłam sie na kilka
godzin u koleżanki. Nie wiem co mam robić. Kiedy wspominałam już wcześniej
abyśmy rozeszli się w spokoju (już nieraz miałam takie zamiary) ten groził mi
zawsze, ze nie pozwoli sprzedać mieszkania, co najwyzej pozwoli aby bank
zlicytował je, cobym czasami nie miała zysków. Taki jest, tylko kłody pod nogi
rzuca... jestem uwiazana, nie mam gdzie pójść, nie mam tu rodziny, tak mi źle...