Dodaj do ulubionych

Czy rozwod czegos uczy?

03.05.09, 17:32
Czy po jednym lub wiecej rozwodach dalej macie ochote sie bawic w
malzenstwo?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Bawic się? 03.05.09, 17:53
      Nie.
      Co wiecej mam wrazenie, ze w pierwszym malżeństwie bylismy troche jak para
      dzieci bawiacych sie w dom.
      A czy rozwod czegos uczy?
      zalezy na ile zdolny i pilny uczeńwink
      • useless00 Re: Bawic się? 03.05.09, 18:47
        Niektórzy pozostają dziećmi całe życie i bawią się w dom z coraz to nowymi kolegami i kolezankami, coraz to nowymi zabawkami. Ale dla niektórych zabawa w dom kończy się kiedy osiągną dojrzałość. Wtedy jest to wspólna praca, dla siebie i dla innych. Bywa satysfakcjonująca, bywa i nie. A co do nauki Nanga ma 99,9 % racji.wink Czasami niestety dostaje sie pałe mimo zakuwania nocami.
        • nangaparbat3 BTW 03.05.09, 20:14
          Cudną masz sygnaturkę.
    • ksagaa Re: Czy rozwod czegos uczy? 03.05.09, 20:51
      jestem 3 lata po rozwodzie a potem po 2 zwiazkach.... i owszem nauczył mnie
      czego... Nie umiem zaufac .. przykre to, wiem. Jedne wymagania wzrastają a
      drugie sie mininalizują. Ja nie umiem juz chyba stworzyć trwałego związku,
      trauma pozostała. Na razie pauzuje z facetami.
      • takajuzpo Re: Czy rozwod czegos uczy? 03.05.09, 21:57
        Na małżeństwo nie mam juz żadnej ochoty. Może kiedys? Mam bardziej ochote na związek z kimś. Małżeństwo to dla mnie w tej chwili kojarzy sie tylko z rozwodem wink
        • beforek Re: Czy rozwod czegos uczy? 03.05.09, 23:12
          takajuzpo napisała:

          > Na małżeństwo nie mam juz żadnej ochoty. Może kiedys? Mam bardziej
          ochote na zw
          > iązek z kimś. Małżeństwo to dla mnie w tej chwili kojarzy sie
          tylko z rozwodem
          > wink

          nie chce cie rozczarowywac, ale ja jestem po 4 zwiazkach i wszystkie
          skonczyly sie bardzo niemilo. NIe sadze ze to byl wina moja ani tez
          jej. Ja po prostu nie jestem stworzony do zwiazku albo czasy sa do
          tego nieodpowiednie. Tez juz nie chce smile
          • tricolour Coś nie gra... 03.05.09, 23:23
            ... skoro nie jesteś "stworzony do związku" to po co wiążesz się?
            • crazyrabbit Re: Coś nie gra... 03.05.09, 23:28
              Bo Beforek jest małym trollem z forum Kobieta smile
              Może gadać od rzeczy i byc niekonsekwentny smile
              • beforek Re: Coś nie gra... 04.05.09, 20:39
                crazyrabbit napisała:

                > Bo Beforek jest małym trollem z forum Kobieta smile
                > Może gadać od rzeczy i byc niekonsekwentny smile

                ooo odkrylas hameryke wink)
            • beforek Re: Coś nie gra... 04.05.09, 20:39
              tricolour napisał:

              > ... skoro nie jesteś "stworzony do związku" to po co wiążesz się?

              no wiec nie wiaze sie. nauczylem sie ze zalezy mi wylacznie na
              sexie - na bliskosci tez, od czasu do czasu, ale bez przesady. a juz
              pierwsze ozanki zaborczosci czy wylacznosci totalnie mnie
              odrzucaja...
    • ona_37 Re: Czy rozwod czegos uczy? 03.05.09, 22:00
      beforek napisał:

      > Czy po jednym lub wiecej rozwodach dalej macie ochote sie bawic w
      > malzenstwo? ____Mój post doczyczy osób,oszukanych,zdradzonych....Prawdziwe małżeństwo i rozwód,jest tylko RAZ.pozostałe związki zalegalizowane czy nie,są tylko lekarstwem na życie(samotność,sex,wsparcie finansowe,etc.)Najczęściej jest brak zaufania do partnera/ki,a bez tego fundamentu,nie stworzy się prawdziwego związku.Rozwodząc się zyskujemy WOLNOŚC I DOŚWIADCZENIE.
    • crazyrabbit Re: Czy rozwod czegos uczy? 03.05.09, 23:18
      Uczy.
      Szacunku dla samego siebie.
      • beforek Re: Czy rozwod czegos uczy? 04.05.09, 20:40
        crazyrabbit napisała:

        > Uczy.
        > Szacunku dla samego siebie.

        bardzo mi sie to podoba.
    • kicia031 Re: Czy rozwod czegos uczy? 04.05.09, 10:52
      No coz, ja nie mam ochoty na ponowne malzenstwo, choc jestem w
      zwiazku od ponad 8 lat.
      • tricolour Abstrahując od powodów... 04.05.09, 12:40
        ... Twojej niechęci do wyjścia za mąż za swojego partnera, mam pytanie:

        Czy dla swojego dziecka uznajesz za dobre życie w związku nieformalnym, bez
        umocowania prawnego?

        Przecież dzieci uczą się przez naśladownictwo.
        • kicia031 Re: Abstrahując od powodów... 04.05.09, 12:52
          Dzieci, Tri, nie dziecka. W aktualnym zwiazku tez mam dziecko.

          Jakos nie mam z tym problemu. Czego mialabym sie obawiac - ze moje
          dzieci tez nie beda chcialy zawrzec malzenstwa? Nie uznam tego za
          jakas szczegolna kleske wychowawcza.

          Powiem wiecej, jestem dumna z tego, ze jestem juz 3 generacja
          silnych kobiet ( nie w lini prostej, niestety), ktore - z roznych
          powodow wybieraly zycie z mezczyzna bez slubu.
          • tricolour Ok, "dzieci"... 04.05.09, 13:03
            ... nie pamiętałem czy masz jedno, czy więcej, a nie chciałem "dorabiać"
            większej liczby smile

            Mnie nie chodzi tylko o "klęskę wychowawczą". Chodzi o to, że żoną byłaś więc
            kiedyś normą dla Ciebie było wyjście za mąż. Potem jednak zmieniłaś zdanie, ale
            przecież jest jakiś powód tej zmiany. Powód, dzięki któremu żyjesz jak w
            małżeństwie, ale małżeństwem nie jesteście.

            I to mi chodzi: Ty masz powód, ale Twoje dzieci nie mają więc Twoje życie w
            związku nie może być wzorem dla dzieci. Ja widzę w tym miejscu konflikt skoro
            dzieci nie mogą naśladować rodziców.
            • kicia031 Re: Ok, "dzieci"... 04.05.09, 13:16
              Chodzi o to, że żoną byłaś więc
              > kiedyś normą dla Ciebie było wyjście za mąż.

              Nie bylo to dla mnie norma, tylko spososbem, by wyprowadzic sie z
              domu i zaczac zycie na wlasny rachunek.

              Norma jest dla mnie, by nie byc z facetem, ktory nie jest gotow mnie
              poslubic, a sama kwestia slubu jest dla mnie drugorzedna.

              Nie widze zreszta powodu, dla ktorego moje dzieci mialyby mnie
              nasladowac. Ja staram sie usilnie nie nasladowac swoich rodzicow.
              • tricolour To jest fajny temat... 04.05.09, 13:29
                ... na głębszą dyskusję i sięgnięcie do podstaw własnej konstrukcji. Zresztą
                wniosek z niej będzie i tak jeden (i słusznie), że małżeństwo jest najbardziej
                cywilizowaną formą związku.

                "Nie widze zreszta powodu, dla ktorego moje dzieci mialyby mnie nasladowac. Ja
                staram sie usilnie nie nasladowac swoich rodzicow" - napisałem "naśladować" w
                takim sensie, że nie można dzieci zachęcać do małżeństwa bez popadnięcia w
                konflikt z własnym zachowaniem. Nie można też odwodzić od małżeństwa nie
                przeszczepiając własnych uprzedzeń.

                To, dla mnie, naprawdę fajny temat do rozważań, ale nie wciągam na siłę...
                • kicia031 Re: To jest fajny temat... 04.05.09, 13:52
                  że nie można dzieci zachęcać do małżeństwa bez popadnięcia w
                  > konflikt z własnym zachowaniem. Nie można też odwodzić od
                  małżeństwa nie
                  > przeszczepiając własnych uprzedzeń.

                  Ale dlaczego na litosc boska mialabym swoje dzieci zachecac lub
                  odwodzic od malzenstwa? To ich decyzja, nie moja. Ich zycie. ja moge
                  je tylko wspierac na wybranej drodze.

                  Po za tym zadne ludzkie instytucje nie sa dobre ani zle same w
                  sobie - dory lub zly moze byc uzytek jaki z nich czynimy w danym
                  kontekscie. To, ze w mojej konkretnej sytuacji wybralam brak
                  malzenstwa jako optymalny dla mnie ( i moich dzieci) w tej wlasnie
                  sytuacji nie oznacza, ze kontestuje calkowicie malzenstwo jako
                  instytucje. po prostu oceniam, ze sytuacja taka, jaka jest - ze
                  wzgledu na moje doswiadczenia, obecne okolicznosci i przewidywane
                  okolicznosci w przyszlosci, jest dla nas optymalna. Gdyby do
                  rownania doszla okolicznosc w postaci cierpienia i nieszczescia
                  mojego partnera z racji braku slubu, to wtedy bym rozwazala, co
                  zrobic, choc pewnie nielatwo zmienilabym zdanie.
                  • aron95 Małżeństwo czy konkubinat ? 04.05.09, 14:40
                    Obserwując różne pary mam wrażenie iż w wiekszości jesteśmy lepszymi partnerami
                    jak małżonkami .
                    Partnerzy wiecej wysiłku wkładają w pielęgnowanie swoich związków .
                    Małżeństwo natomiast powoduje iż nam się wydaje ,że ten nasz związek jest już na
                    zawsze a ponieważ na zawsze, to nie ma potrzeby o niego dbać . W efekcie
                    popadamy w rutynę i sie oddalamy od siebie .
                    • kicia031 Re: Małżeństwo czy konkubinat ? 04.05.09, 14:46
                      Partnerzy wiecej wysiłku wkładają w pielęgnowanie swoich związków .
                      > Małżeństwo natomiast powoduje iż nam się wydaje ,że ten nasz
                      związek jest już n
                      > a
                      > zawsze a ponieważ na zawsze, to nie ma potrzeby o niego dbać

                      No mojemu chlopu jakos sie wydaje, ze to juz na zawse, chocbym nie
                      wiem jak starala sie wyprowadzic go z bledu.
            • beforek Re: Ok, "dzieci"... 04.05.09, 20:41
              > I to mi chodzi: Ty masz powód, ale Twoje dzieci nie mają więc
              Twoje życie w
              > związku nie może być wzorem dla dzieci.

              smierdzi moherem.
              • tricolour Nie używam moheru... 04.05.09, 22:30
                ... a gdybym używał, to by nie śmierdział.

                Widzę, że kolega ma inaczej.
    • ewa009 Re: Czy rozwod czegos uczy? 05.05.09, 12:21
      Rozwód niczego nie uczy, wzbogaca o kolejne doświadczenie i tyle. Tyle ludzi
      opisuje tu swoje sprawy życiowe i każda jest inna, bo jesteśmy różni. Jednym się
      udaje szybko "odbudować" siebie innym nie. >Bawić się w małżeństwo?, dziwnie
      postawione pytanie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka