Dodaj do ulubionych

Nie wierzę.

05.06.09, 07:47
Od jakiegoś czasu czytam to forum i normalnie nie mogę uwierzyć, że
takie rzeczy się zdarzają, że ludzie robią to tym których przecież
kiedyś kochali, swoim dzieciom. To straszne. Kiedyś myślałam, że
takie "świństwa" to tylko w filmach. Rzeczywistość jednak przerasta
moje wyobrażenia.
I jeszcze jedno, jak ktoś kto skrzywdził najbliższych może potem
noralnie funkcjonować budować swoje nowe szczęście mając świadomość
co zrobił. No chyba, że tej świadomości nie ma.
Może za naiwna i głupia jestem , może niedzisiejsza, moze tak mnie
wychowali, ale nie zaznałabym spokoju gdybym wiedziała, że jestem
powodem cudzego nieszczęścia.
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: Nie wierzę. 05.06.09, 08:27
      nie powiem ,że jesteś naiwna tylko mierzysz innych swoją miarką a ta nie
      przewiduje robienia świństw.Niestety to forum pokazuje jak bardzo człowiek
      może stać się zwierzęciem -no ale chyba obrażam zwierzęta bo jakoś
      nieczęsto w przyrodzie porzucają swoje dzieci.
      A wracając do meritum znam wiele przypadków na czele ze swoim ,że mozna
      własne szczęście budować na nieszczęściu innych, czy Ci ludzie mają
      sumienie świem twierdzić ,że NIE i dlatego jest im dobrze w zyciu czego
      im szczerze zazdroszczę.Ludzie wrażliwi o " gołebim secu" muszą dzielnie
      zmagać się z przeciwnościami losu i w pokorze przyjmować to co zycie im
      niesie.
    • brzydula09 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 09:06
      Wiesz ja podobnie jak Ty nie wierzyłam....
      Po pierwsze,że moja koleżanka przychodziła do mnie a tak naprawdę -
      spała z moim mężem i patrzyła mi w oczy i rozmawiała o moim synku i
      td.
      Po drugie mąż - ona ode mnie starsza o 10 lat i udawali do końca...
      Dla mnie szok do kwadratu - myślałam,że mnie to nigdy nie spotka!
      Życie zweryfikowało, a teraz no cóż pozostał.... żal, ból i samotne
      życie.
      Zaczynam od nowa - nowy dom, praca, meble, przedszkole, wreszcie -
      życie. Co czuję - czuję się oszukana i strasznie się boję czy sobie
      poradzę z tym wszystkim.
      Wierzę jednak że tak - dla siebie - i przede wszystkim dla Synka.
      A m - no cóż żyje w swoim świecie, radosny i szczęśliwy - jak na
      razie bez żadnych konsekwencji swoich poczynań. Bawi się i ma całą
      resztę w ....
      Pozdrawiam.
    • aron95 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 13:09
      A gdy Cię spotka nowe uczucie sama siebie wybielisz aby usprawiedliwić
      porzucenie męża !
      • blackglass Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:15
        aron95 napisał:
        > A gdy Cię spotka nowe uczucie sama siebie wybielisz aby usprawiedliwić
        > porzucenie męża !
        Każdemu może zdarzyć się odkochać w żonie, czy zakochać w kimś innym, przeczytaj
        dobrze nie o to ma pretensje kobieta!
        Chodzi o kłamstwa...jak człowiek/facet ma klasę to z klasa to rozegra a jak jest
        ćwok to nie można od niego oczekiwać odpowiedzialnosci wink
        • tricolour Rozgrywanie wyklucza klasę. 05.06.09, 14:16
          • blackglass Re: Rozgrywanie wyklucza klasę. 05.06.09, 14:28
            Ech to już czepianie się słówek-
            chodziło mi o załatwienie tego z klasą i z szacunkiem dla kobiety...
            to ze się już kogoś nie kocha nie oznacza, ze nie trzeba go szanować, czy nie
            trzeba się liczyć z jego emocjami.To ze się już kogoś nie kocha nie oznacza, ze
            można go za plecami zdradzać.

            Nie możemy wymagać od ludzi/facetów aby kochali nas wiecznie-czasem przestają.
            • nangaparbat3 Re: Rozgrywanie wyklucza klasę. 24.06.09, 15:53
              blackglass napisała:

              > Ech to już czepianie się słówek-
              > chodziło mi o załatwienie tego z klasą i z szacunkiem dla kobiety...

              A mężczyźnie to juz sie szacunek i "zalatwianie z klasą" nie należą?
              Mozna kopnąc i wyrzucic jak psa?
      • brzydula09 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:27
        Widzę,że powiedzenie: najlepszą obroną jest atak - sprawdza się w
        100 %.
        Powiem tak, nie mam pretensji ani nie zamierzam nikogo obrzucać
        obelgami a tymbardziej się "wybielać" - poprostu chciałam żyć
        normalnie i...
        Powiem Tobie,że Twoje kąśliwe uwagi niczemu i nikomu - nie służą.
        Myślę,że kto miał odczytać odpowiednio - to odczytał a Tobie
        (aron95) powiem - wszystkiego dobrego życzę.
        • jarybka9 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:32
          Brzydula, Aron ten komentarz zamieścił do głównego wątku, nie do Twojej
          wypowiedzi. Pozdrawiam i życzę byś szybko poczuła lepsze dni!
          • dorata351 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:48
            Ale ja nie porzyciłam męża.
            • dorata351 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:48
              Porzuciłam, miało być.
            • jarybka9 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:52
              Tak smile Forumowicz zapewne sugerował, że gdy życie postawi Cię w jakiejś nowej
              sytuacji, to może się okazać, że Twoje zasady nie są już takie trwałe i sztywne
              i możliwe, że znajdziesz usprawiedliwienie dla siebie które Twoje zasady uznają
              za wystarczające..

              To wg powiedzenia "Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono"... I ja się z tym
              powiedzeniem bardzo zgadzam.
        • aron95 brzydulo 05.06.09, 16:04
          To nie do Ciebie .

          Życie płata nam różne figle i czasami stajemy przed karkołomnymi wyborami . Coś
          co wydaje nam się niemożliwe nagle staje sie realne
          i kłania się powiedzenie - Nigdy nie mów nigdy !
          • brzydula09 Re: brzydulo 05.06.09, 19:51
            Ów a ja myślałam że to do mnie...przepraszam.
            ok, tak czy tak - wszystkiego dobrego dla Ciebie.
    • jarybka9 Re: Nie wierzę. 05.06.09, 13:37
      Dziewczyno, lepiej czytaj czytaj i myśl. Jeśli tego nie widzisz wokoło siebie to
      znaczy, że jesteś życiowo ślepa. To się dzieje- u sąsiadów, znajomych, w pracy,
      w rodzinie, może i w Twoim życiu tuż obok. Życie dalekie jest od idealnego
      obrazka. To nie znaczy, że my musimy żyć tak samo!nie nie. Ale brak świadomości
      tej drugiej strony życia i Twoje "nie wierzę" , sugeruje, że prowadzisz
      zafałszowane życie -takie "bujanie w obłokach własnych naiwnych wyobrażeń.
      Możliwe, że jakoś Ci się uda w życiu nigdy jego gorszej strony nie dotknąć. Ale
      wątpię.. życie lubi złośliwie i brutalnie weryfikowac idealne wyobrażenia jeśli
      się bardzo z rzeczywistością rozminą, rozwiewa złudzenia że "świat" ma
      dostosować się do naszej jego wizji, i uczy pokory przed oceną wszystkiego ze
      swojego pojedynczego życzeniowego myślenia i chciejstwa...
      Też byłam kiedyś naiwna i ślepa na otaczający świat. Dlatego pozwoliłam się
      okłamać facetowi w którym się zakochałam. Nie wiedziałam, że ma żonę - bo w
      moich zasadach nie było kłamstw na temat miłości, nie było zdrad, oszustwa wobec
      osoby której w oczy mówi się że ją się kocha i chce z nią zostać na zawsze. Gdy
      się dowiedziałam o żonie byłam już w środku związku w którym nigdy bym się nie
      znalazłam mając wiedzę.... I okazało się, że uczucie jest tak silne, że nadal
      pragnie się z tym człowiekiem być, natomiast własne zasady są tak silne i
      wzburzone tą sytuacją że nie daje się wybaczyć kłamcy. I co? Wiele miesięcy
      łez i szarpania nerwów -dojrzewanie-zanim oczy otwarły się na tyle by znaleźć
      siłę do podjęcia ostatecznej decyzji. A taka "mądra" byłam wcześniej... W moim
      świecie nie było kochanek, przygodnego seksu z mężatkami, nie wyobrażałam sobie
      sytuacji gdy rano śpi się z żoną a wieczorem z nieświadomą (lub świadomą)
      kochanką , "to się nie zdarza normalnym ludziom". W moim świecie małżeństwo to
      była świętość, automatem żonaty stawał się aseksualny- tak to sobie wyobrażałam
      i tak miałam wpojone.. choć potem dowiedziałam się, że ojciec tez miał etap w
      życiu gdy zdradzał matkę ale przecież na to ja też byłam ślepa a matka nie
      opowiadała nam o tym jedynie zionęła jadem na wszystko wokoło przez długie
      lata... nawet ta jej nienawiśc nie spowodowała, żebym doszukiwała się jakich
      zdrad czy nielojalności małżeńskiej u rodziców. Oderwanie od rzeczywistości.

      Moja rada dziewczyno - miej oczy otwarte i pokorę wobec życia... Im ktoś
      bardziej mówi "ja bym nigdy nie..." tym życie mu daje brutalniejszą nauczke
      stawiając w sytuacji dramatycznego nieraz wyboru...
    • mediator.org Re: Nie wierzę. 05.06.09, 14:52
      Ile masz lat? I co ZA sobą? Życie weryfikuje tego typu "niewiarę"... Co do
      innych, ale także... co do siebie. Nie bez powodu rozwód jest najbardziej
      stresującym przeżyciem (zaraz po śmierci najbliższej osoby, co jest na pierwszym
      miejscu). W takich sytuacjach ludzie robią różne rzeczy. Potem tego często żałują.
    • asia-1233 Nie wierzę. 08.06.09, 11:04
      Witam, do niedawna też byłam tego zdania. Niestety życie weryfikuje
      nasze poglądy. Mój mąż znalazł sobie inną- jak to pięknie ujął
      wymienił mnie na młodszy model- nadmieniam, że mam 35 lat więc nie
      czuję się generalnie staro.....Od momentu ujawnienia przeze mnie na
      forum rodzinnym całej sprawy, mąż upokaża nie tylko mnie, ale nasze
      dziecko. Stwierdził, że teraz to jest moje dziecko, nie dba o jego
      potrzeby, dręczy psychicznie do fizycznej przemocy również
      dochodziło. Nie ma z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia wręcz
      przeciwnie czuje ogromną satysfakcje. Wydaje mu się, że tak
      postępują prawdziwi mężczyźni.
    • sibcia83 Re: Nie wierzę. 24.06.09, 14:24
      Ja też czasmi nie moge uwierzyć w to co sie dzieje z światem, z
      ludzmi. Gdzie się człowiek obróci wszędzie rozwody i zdrada. Ktoś
      zadał pytanie czy takie osoby nie mają wyrzutów, czy spotyka je
      kara. Myśle że wyrzuty sumienia to raczek rzadko mają takie osoby. A
      co do kary życie też je czasem karze nie koniecznie za ten czy inny
      uczynek ale karze. Wiem o tym. Mój były też myslał że jeśli się ze
      mną rozwiedzie to tylko ja będe cierpiała, ale to on bardziej
      cierpiał. Po przed rozprawa jego kochanka urodziła martwe dziecko.
      Życie czasami za nas wyrównuje rachunki, chociaż współczuje mu bo
      mam syna i nie wiem jak bym sobie poradziła gdyby go zabrakło.
    • nangaparbat3 Re: Nie wierzę. 24.06.09, 16:02
      > Może za naiwna i głupia jestem , może niedzisiejsza, moze tak mnie
      > wychowali, ale nie zaznałabym spokoju gdybym wiedziała, że jestem
      > powodem cudzego nieszczęścia.

      Mnie sie wydajesz nieco dziecinna. Rozne nasze dzialania, postępki, ktorych
      źrodlem jest naprawde dobra intencja, czasem obracaja sie przeciwko innym
      ludziom. Czasem samo nasze istnienie jest przeszkoda w istnieniu innych czy ich
      szczęsciu. Kazdy z nas bywa czasem powodem jesli nie cudzego nieszczęścia, to na
      pewno - cudzego cierpienia, i chyba dobrze byłoby uznac, że tak po prostu jest.
      Oczywiscie czym innym jest świadome i celowe doprowadzanie do nieszczęscia czy
      cierpienia innych osób - ale na ile jest i "świadome", i "celowe", jeden Bóg
      wie. Pewne za to, ze cudze zle uczynki interpretujemy jako celowe i zamierzone,
      własne - jako koniecznosc, ktorej nie moglismy uniknac.
    • ekscytujacemaleliterki Re: Nie wierzę. 24.06.09, 16:33
      sadze, ze Dorocie chodzilo o to ze ludzie sa zdolni zeby prowadzic
      podwojne zycie. Tu z zona tam z kochanka. Tam z mezem tu z
      kochankiem. Dopoki sie nie wyda a jak sie wyda to dowalaja na maxa
      stronie opuszczanej. Albo zonie, mezowi albo kochance, kochankowi.
      Jak widac mozna. I mysle ze takie zachowanie to zagluszenie wlasnego
      sumienia i nieprzyznanie sie do wlasnej winy, do wlasnego swinstwa a
      raczej skur..., bo trzeba by bylo spojrzec w lustro i z tym zyc.
    • ekscytujacemaleliterki Przeszlam sama siebie.... 24.06.09, 19:06
      a teraz siedze i smierdze. Pokazalam dzis 5 latce srodkowy palec. Pieciolatce.
      Co on ze mna zrobil. Nie moge patrzec na dzieci. Poprostu nie moge. Ja, dorosla
      kobieta pokazalam dziecku fuck'a. Jak widac mozna. mozna wszystko.
      • nangaparbat3 Re: Przeszlam sama siebie.... 24.06.09, 20:02
        Ale co "on" ma do tego?
        Zamiast zwalac wine na "niego", lepiej naucz sie wybaczac sobie. I Tobie bedzie
        przyjemniej, i dzieciom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka