Dodaj do ulubionych

on sie wyprowadza

11.06.09, 18:30
Nie wiem, czego oczekuję pisząc tego posta. Jestem załamana, mąż
twierdzi, że wszystko umarło, że się wyprowadza, że to koniec. Dla
mnie to jakiś koszmar, świat mi się zawalił. Mam zostać sama z 2
letnim synkiem. Gdy pytam o co chodzi, to się wścieka, twierdzi, że
wygodniej będzie mu żyć samemu, że nie kocha mnie już od dawna. A
ja, moje uczucia się nie liczą? Proszę go żebyśmy poszli na jakąś
terapię, nie chce o tym słyszeć. Myślę o samobójstwie, nie potrafię
się pozbierać.
Obserwuj wątek
    • deleine Re: on sie wyprowadza 11.06.09, 18:39
      Ja po roku od takiego mężowskiego numeru mam się troszkę lepiej, ale nadal nie
      umiem w to wszystko uwierzyć. Sprawa w sądzie za kilka tygodni i zupełnie nie
      wiem co mówić. Myśl o samobójstwie przechodziła gdy tylko miałam w rękach
      kilkumiesięczne dziecko. Teraz muszę tylko chować w łzy w poduszkę, żeby nie
      widziała. To co chcę powiedzieć, to banalne - świat się na nim nie powinien
      skończyć. Mimo żywionego uczucia warto trzeźwo spojrzeć i zobaczyć, że nie ma co
      się marnować dla kogoś, kto nie dał szansy ponoć kochanej kobiecie i wspólnemu
      dziecku. Bez względu na to, czy się miało coś za przysłowiowymi uszami, czy też
      nie. Odpowiedzialni i sensowni ludzie tak nie postępują. Ja też usłyszałam, że
      już nie będzie musiał być od nikogo zależny itd. itp. Tylko po co było zakładać
      rodzinę... Jest trudno, żal i smutek wracają, ale wracają także siły, by żyć
      dalej. Żyć a nie wegetować.
      • jakteraz Re: on sie wyprowadza 11.06.09, 19:01
        Deleine podziwiam, że się pozbierałaś. Straszne jest to, że
        niektórzy potrafią mysleć tylko o sobie. Nie wiem, czy mi się uda.
        Myśę o najgorszym, ale nie chcę, żeby mój syn i moi rodzice
        cierpieli, przez moje i męża problemy.
    • plujeczka Re: on sie wyprowadza 11.06.09, 19:14
      dzeiwczyno mysli samobójcze odrzuć i to natychmiast, jestes matką i
      nie wolno CI pozostawić tego maluszka samego na świecie bo chyba nie
      masz watpliwości ,ze twój mąż tego nie zrobi a dom dziecka czy to
      miejsce dla niego?...wiem ,ze jest Ci trudno, wiele kobiet na tym
      forum przeszło przez piekło ale dały sobie radę, ty również
      poradzisz sobie świetnie choć w tym momencie o tym nie wiesz. Matka,
      kobieta ma to do siebie ,ze drzemią w niej nieskończone pokłady sił
      i narazie uśpione w odpowiednim momencie pomoga Ci stanąć na nogi.
      Nie piszesz nic o rodzinie,mieszkają w pobliżu, masz matkę ? ojca?
      rodzeństwo? przyjaciół? poproś o pomoc, nie wstydź się ot choćby
      to ,ze wezma maluszka na spacer a ty bedziesz miała chwilkę oddechu
      dla siebie.Poszukaj a wrchiwum tego forum wposty DONI, to była zdaje
      się dzewczyna w twoim wieku, została sama kiedy była w ciazy z
      drugim dzieckiem, prawie ,że na naszych oczacg urodziła nam KASIĘ i
      podnosła się, dzisiaj cieszy sie szczęściem a nawet pojawił się ktoś
      w jej zyciu kto wywołał " motyle w brzuchu", poczytaj, walczyła
      podobnie jak ty z odrzuceniem, brakiem miłości ze strony meża,
      którego kochała.Prosze Cie obetrzyj łzy, czy warto kogos prosić o
      miłość? kto na nia nie zasługuje. Nie wiem jak jest w przypadku
      terapii małżeńskiej choć ja osobiście w takie terapię nie wierzę,
      tridno wzbudzic w meżczyźnie zimnym jak lód z powrotem uczucie do
      zony,,ja nie bardzo to widze ale to moje subiektywne
      spostrzeznienie, dziewczyny z tego forum chodziły to sadzę ,że
      podziela się z Tobą własnym doświadczeniem.A teraz
      obiecaj ,ze ..wracasz do świata ludzi zywych, opiekujesz się
      dzieckiem, zaczynasz mysleć troszeczkę o sobie i ..nie porś o
      miłość, twoja obojetnośc bedzie lepszym lekarstwem na jego
      zachowanie.teraz widzi ,ze Ci na nim zalezy, kopie twoje uczucia bo
      to najłatwiej a kiedy pokażesz ,ze nie jesteś tak mocno nim
      zainteresowana zobaczysz zdziwi się dlaczego?..tylko czy ty wówczas
      bedziesz chciała wrócić to już inna sprawa.NO, nos ma byc wytarty i
      łzy maja byc tylko ze szczęścia, będę to sprawdzała.
      • ani.chybi Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 16:43
        Plujeczka napisała:
        > osobiście w takie terapię nie wierzę,
        Co skłania Cię do takiego stanowiska?
    • plujeczka Re: on sie wyprowadza 11.06.09, 19:19
      i jeszcze jedno , na chłodnio ustal z nim zasady finansowanie Ciebie
      i dziecka to bardzo wazne na początek i nie zatrzymuj go, bądż
      zdecydowana i metodyczna, z pawlacza wyjmij walizkę dla niego, oddaj
      mu wszystko tak żeby nie miał pretekstu aby po coś wracać i
      spokojnie.....bez łeż, teraz walcz o pieniądze bo z tak małym
      dzieckiem musisz się z czegoś utrzymać a w poniedziałek wnieś do
      sądu wniosek o alimenty i zabezpieczenie was na czas trwania
      procesu, wyprzedź jego działania pamietaj lepiej atakowac niz być
      atakowanym. Jesli bierze coś cennego niech Ci pokwituje z data na
      pismie , pozniej w sądzie może się wyprzeć.Wiem ,że taraz nie masz
      do tego głowy ale jak ktos jest S..to dlaczego ty miałabyś byc
      lepsza, nigdy nie wiesz jak bedzie się zachowywał na sprawie np. o
      podział
    • mola1971 Re: on sie wyprowadza 11.06.09, 20:10
      Zgadzam się z tym co dziewczyny wyżej napisały. Wiem, że teraz trudno jest Ci w
      to uwierzyć, ale może to jedna z najlepszych rzeczy, jaka Cię mogła w życiu
      spotkać. Z czasem to zrozumiesz.
      A teraz przede wszystkim dbaj o siebie. Nie myśl o samobójstwie bo to nie jest
      żadne rozwiązanie problemu. Masz ochotę płakać to płacz. Nie zabraniaj sobie
      żadnych emocji. Daj im się wypalić. Tylko nie rób tego przy nim. Przy nim bądź
      chłodna i do bólu konkretna i racjonalna. Uczuciowa możesz być, gdy jesteś sama
      lub przy kimś naprawdę bliskim, kto Cię zrozumie. Może masz jakąś koleżankę,
      którą kiedyś zostawił mąż? Rozmowa z kobietą, która już coś takiego przeżyła,
      żyje i ma się dobrze to najlepsza terapia bo pozwala uwierzyć w to, że da się
      bez niego żyć. Poza tym wielu kobietom na tym forum się to udało, więc dlaczego
      miałoby się to nie udać Tobie?
      Wszystko będzie dobrze tylko potrzeba na to czasu.
      Dbaj o siebie i o dziecko. Rób to, co dla Ciebie i dla dziecka dobre. Plujeczka
      dała Ci dobre rady praktyczne, o których w silnych emocjach często się nie
      pamięta. Posłuchaj jej.
    • jakteraz Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 06:35
      Bardzo Wam dziękuję, że tak szybko zareagowałyście i to tak
      pozytywnie. Nie wiem czemu, ale cały czas mam nadzieję, że wszystko
      się uloży. Dużo łatwiej byłoby, gdyby go nie kochała a tak ...
      Wiem, że od jakiegoś czasu nie było kolorowo. Sczzególnie kłóciliśmy
      się o jego picie alkoholu. Dla niego dni bez 4 piwek lub butelki
      wina zdarzały się raz na tydz. A mnie tgo już doprowadzało do szału.
      Tylko dookoła wszyscy twierdzili, że to ja dramatyzuję i powinnam
      być szczęsliwa, że mam męza, który ma taką dobrą pracę. Jakby tylko
      to się liczyło.

      Nie wiem co zrobić, bo twierdzi, że muszę dać mu kilka dni na
      znalezienie mieszkania do wynajęcia. I nie wiem teraz, jak mamy
      funkcjonowac? Czy pozwoli mu na to mieszkanie, czy niech się
      wyprowadza? Przeciez on też się nie martwi, jak ja sobie później
      poradzę. Czy jeśli zostanie, to nadal mamy wspólne jedzenie itd?
      Jak mam powiedzieć o tym wszystkim dziecku, moim rodzicom?
      Dziewczyny mi chyba się nie uda sad
      • super.anczysko Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 07:40
        Uda Ci się, uda, uda, uwierz w to ! Wiem, że to trudne, ale
        konsekwentnie idź do przodu.
        Ja bym nie pozwoliła mieszkać do czasu znalezienia przez niego
        mieszkania. Tak jak pisała plujeczka - walizka z pawlacza i won ! Co
        Ty masz do tego, że on musi sobie znaleźć inne mieszkanie?? A w
        dupie, cholera, sorry za wyrażenia, ale do tej pory miał gdzie
        mieszkać, to co źle mu było??? Skoro źle, to won za drzwi bez
        oglądania się za siebie! Niech idzie do mamusi, pod most, wszystko
        jedno. Skoro jest w stanie podjąć decyzję, że nie będzie
        odpowiedzialny za rodzinę, dziecko, to niech będzie w stanie wynająć
        sobie hotel albo komórkę dla królików. Ciebie to nie powinno
        obchodzić, naprawdę.
        Co do powiedzenia rodzicom - zrób to jak najprędzej, żebyś to Ty go
        wyprzedziła, rozumiesz? Bo potem on może odwrócić kota ogonem i
        powiedzieć, że go wyrzuciłaś, jak wtedy będziesz się bronić???
        Normalnie idź do rodziców, swoich, potem jego i powiedz prosto z
        mostu: "mój mąż od nas odchodzi, nie wiem dlaczego i chcę, żebyście
        o tym wiedzieli". To proste zdanie jest trudne, wiem, ale dalej już
        pójdzie samo.
        Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać z kimś musisz, to pewne. Nie piszesz
        nic, czy masz rodziców, czy to jego rodzice, jak tam to wygląda, czy
        będziesz miała jakiekolwiek wsparcie. W razie czego tu zaglądaj,
        ktoś zawsze tu jest i w razie czego poradzi, pokrzyczy, pomoże.
        Jedno jest dla mnie jasne - dla faceta tego pokroju nie ma
        wytłumaczenia, litowania się że nie ma gdzie mieszkać, nie ma
        ciepłego jedzenia i pełnej lodówki, nie ma łez w oczach. Wypracujesz
        to z czasem, teraz na świeżo to trudne.
        Uwierz, że Ci się uda, nie jesteś sama.
        Trzymam kciuki, odzywaj się do nas.
    • na.rozdrozu Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 11:31
      Emily Dickinson mawiała, że rozpacz porzuconego kochanka to wszystko
      co musimy wiedzieć o piekle. Wiem co czujesz - ale masz dla kogo
      żyć! To właśnie to dziecko jest Twoją największą motywacją i
      miłością! Skąd jesteś? Jeśli chcesz - możemy porozmawiać na priva
      lub w realu. Przede wszystkim - nie możesz być sama. Jak nie masz
      ludzi wokół siebie - znajdziesz ich. Masz prywatnego maila?
      Pozdrawiam i trzymaj się!
      • jakteraz Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 19:57
        Nie odważylam się wystawić jego walizek za drzwi. Kolejna porażka.
        Wiem, że błagając o miłośc, nie wzbudzę w nim szacunku. Najgorsze,
        że kocham go każdą swoją komórką i nie potrafię mysleć racjonalnie.
        • mola1971 Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 20:23
          To pisz na tym forum o wszystkim co czujesz. I nie obwiniaj się. Masz prawo nie mieć siły i masz prawo go kochać, ale on nie ma prawa traktować Cię w taki sposób. Nie pozwól się upokorzyć i nie błagaj o miłość bo to i tak nic nie da a tylko może wzbudzić w nim agresję.
          Jeśli będziesz zachowywać się histerycznie to tylko utwierdzisz go w przekonaniu, że dobrze robi odchodząc od histeryczki. Tylko spokój może Cię uratować. On nie spodziewa się, że tego, że możesz być w tej sytuacji spokojna.
          W chwilach słabości - jeśli nie masz z kim pogadać, pisz. Albo tutaj, albo po prostu pisz listy do niego, ale mu ich nie dawaj. To naprawdę pomaga. W ten sposób człowiek (kobieta) porządkuje emocję.
          I pamiętaj, że to co teraz czujesz jest NORMALNE.
        • kasiekgabi Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 01:02
          A JA MOJEMU NAWET ZANIOSŁAM BAGAŻE POD BRAME I CHOĆ OKROPNIE CIRPIE I MAM
          STRASZE DOŁY DOCHODZE DO WNIOSKU ŻE TO NIE Z MIŁOŚCI CIERPIE TYLKO ZE STRACHU
          PRZED SAMOTNOŚCIĄ. A ON - ON PO AKCJI "WYPROWADZAM SIĘ" ZROBIŁ SIE BARDZO
          AGRESYWNY I NIEPRZYJEMNY DLA MNIE. MYŚLE ŻE ZACZYNA GO PONOSIĆ I W KOŃCU
          WYMIĘKNIE I JESZCZE BĘDZIE SKOMLAŁ ŻEBY WRÓCIĆ.
    • plujeczka Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 20:23
      widzisz nie na darmo nasze babcie mowiły cyt.."miłośc gorsza od
      sraczki"....tylko pamietaj błagając, skomąc o miłośc u faceta ,
      którego kochasz powodujesz odwrotną reakcje od tej , która
      zamierzałaś uzyskać.Dlaczego nie możesz wystawić mu walizki za
      drzwi? z miłości? a co to za miłośc , która rani ale dziwnym trafem
      nie jego?a Ciebie.Wydaje mi się ,ze u niego miłośc do Ciebie
      wygasła a nawet zaryzykuje stwierdzenie ,ze twój facet kogoś ma bo
      jak znam zycie i to orum to chyba byłby to drugi przypadek kiedy
      facet odchodzi bez powodu i donikąd.
      Coz małżeństwo to niestety niewiele przyjemności za to cała masa
      obowiązków , które z reguły spoczywaja na kobietach, wstawanie do
      dzieci w nocy, strach i obawa kiedy płacze i nie wiadomo co mu jest -
      to wszystko co niektórych Panów przerasta a miało byc tak
      cudownie..bobas usmiechnichniety jak na reklamie mleka dla
      niemowląt, zona zadbana, elegancka z usmiechem podajaca Panu
      herbatkę SAGĘ, i piżamkę do łózka....Moja droga nie czas na łzy a
      juz napewno nie wtedy kiedy on widzi, popłacz keidy jesteś sama,
      zwróć sie o pomoc do rodziców, do przyjaciółki i prosze nie blagaj
      go o miłośc bo za kilka miesiecy nie będziesz mogła sobie spojrzeć w
      twarz,zajmij sie soba i dzieckiem i co najwazniejsze nie wraca i nie
      wspominaj przeszłości czyłych chwil,kolacji przy świecach ( jesli
      były ) bp to tylko wspmienia, które powodouja napływ łez.Znasz
      powiedzenie " co było i nie jest nie pisze sie w rejestr"....i
      głowa do góry, dasz radę.
      Ktos mnie pytał dlaczego mam złe zdanie o terapii małżeńskiej, sorki
      moze nie tyle co mam złe zdanie ( sama nie korzystałam żeby było
      jasne) ale dla mnie taka terapia jest bez sensu, nie bardzio wiem
      jak obcy człowiek moze pomóc-przepraszam Was jes.li moje
      stwierdzenie jest dla was niezrozumiałe, mam prawo tak sadzic może
      wynika to z tego ,ze nie bardzo moge sie otworzyć na obcego
      człowieka, swoje problemy starałam sie całe zycie rozwiazywac sama
      bo któz jak nie ja znam własne zycie.
      Być moze komuś terapia pomogła, zdaje się ,ze było tutaj na tym
      forum kilka takich wypwiedzi ale w morzu innych postów to była
      faktycznie sprawa incydentalna co potwierdza moje stanowisko.No i
      jakoś z tytułu terapii małżeńskiej nie widze ,żeby liczba rozwodów w
      Polsce zmalała a śledzę te dane na bieżaco.
      • mola1971 Re: on sie wyprowadza 12.06.09, 20:30
        plujeczka napisała:
        > Być moze komuś terapia pomogła, zdaje się ,ze było tutaj na tym
        > forum kilka takich wypwiedzi ale w morzu innych postów to była
        > faktycznie sprawa incydentalna co potwierdza moje stanowisko.No i
        > jakoś z tytułu terapii małżeńskiej nie widze ,żeby liczba rozwodów w
        > Polsce zmalała a śledzę te dane na bieżaco.

        Plujeczko, czasem terapia (a właściwie najczęściej) pomaga po prostu podjąć
        decyzję o rozwodzie. To jest taka ostatnia deska ratunku, po którą sięgają
        ludzie gdy już nie mogą się dogadać a nie mają wystarczająco dużo odwagi na to
        by samodzielnie podjąć decyzję o rozwodzie i terapeuta niejako podejmuje decyzję
        za nich. Takie jest moje zdanie o terapii smile Bo przypadku uratowanego przez
        terapię małżeństwa też nie znam.
        • plujeczka Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 12:42
          no własnie bo jakaz to obca odoba naprawi to co dwoje dorosłych osób
          naprawic nie może. Ja was naprawde przepraszam jesli ton mojej
          wypowiedzi np. dotknał kogos komu akurat terapia pomogła, jesli jaet
          na tym forum taka osoba to dobrze żeby sie odezwała może jej
          wskazówki pozwolą innym wyjśc z "dołka" ale ja niestety sceptyczna
          pozostanę. Patrząc na siebie nie wyobrazma sobie terapii, ex oschły,
          zimny jak lód, patrzacy na kazdego na na "smiecia", ponizajacy
          wszystkich i wszystko dookoła to biby jak ta terapia miałaby
          wygladać/ br. wstrzasam się na sama mysli, dzieki Bogu to jedno mam
          za sobą.
          • kami_hope Re: on sie wyprowadza 14.06.09, 00:55
            plujeczka napisała:
            > no własnie bo jakaz to obca odoba naprawi to co dwoje dorosłych
            osób
            > naprawic nie może.
            Zgadzam się. Bo naprawić swoje życie może (tylko!) sama osoba
            zainteresowana. (np.)Psychiatra (będę posługiwała się jednym
            określeniem dla ułatwienia, mam na myśli osobę zdolną do prowadzenia
            terapii) nie jest emocjonalnie związany z pacjentem. Łatwiej mu
            słuchać(!). I na podstawie tego co się usłyszy, stawia się diagnozę.
            Gdyby jednak sprawa nie była taka "prosta", lekarz zadaje
            pytania/kontynuuje rozmowę, spotkania, itd. Tak to wygląda w dużym
            uproszczeniu. Później podejmuje decyzję o konkretnej terapii/planie
            działania. I tu zadanie terapeuty mogłoby się skończyć. Pacjent
            podejmuje decyzje, czy chce wyzdrowieć, czy nie chce...
            Pole do działania jest szerokie. To wszystko zależy od pacjenta (od
            jego zaangażowania i współpracy). Czasami już samo określenie
            sytuacji, wytłumaczenie zachowań, maleńka inspiracja, wystarczą aby
            po zamknięciu drzwi pacjent nabrał dużo powietrza w płuca,
            przekroczył próg, stanął na gruncie, być może jeszcze chwiejnie, ale
            o własnych (!) siłach pójdzie dalej.
    • barbasia01 Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 16:31
      Mój mąż wyprowadził się 9 dni temu. O tym, że chce się wyprowadzić
      dowiedziałam się na początku maja. Codziennie przez ten czas
      usiłowałam walczyć z tą decyzją. Wyprowadził się twierdząc, że
      wszystko się wypaliło, że chce być sam. Jednocześnie bardzo mocno
      pragnie rozwodu byle jak najszybciej. Nie mogłam się pogodzić z tym
      wszystkim, też myśałam by odejść w zaświaty, ale mam dziecko, które
      bardzo kocham i nie mogłabym zrobić mu tego. Dziś sądzę, że poprostu
      jest ktoś inny, pojawiła się w naszym związku nowa osoba,
      ładniejsza, bardziej zadbana ponieważ nie posiada ona rodziny. Ja
      nie miałam na wszystko czasu ponieważ to ja zajmowałam się wszystkim
      w domu, nie oznacza to, że jestem kocmołuchem, ale zwyczajna
      codzienność dobiła nasz związek. Nikt z osób które nas znały nie
      chce uwierzyć, że my się rozchodzimy, bo nigdy poza sobą świata nie
      widzieliśmy. Dziś z tak małej perspektywy widzę jak bardzo mój mąż
      mnie oszukiwał i kłamał, a ja ufając mu nie widziałam tego co się
      dzieje. Jestem sama tęsknota za nim wdziera się do serca, codzienny
      ból i stos pytań na które nie doczekam się odpowiedzi. Jest też siła
      by żyć dalej dla syna i powoli dla siebie. Z uczuciem faceta do
      innej osoby nie można walczyć, bo i tak nie wygrasz. Czy nie
      zasługujesz na to by żyć z kimś kto bardzo Cię kocha, czy chcesz być
      z kimś kto będzie z Tobą, ale codziennie będziesz się zastanawiać
      czy Cię kocha czy odejdzie czy też nie. Teraz jest ciężko, ale
      uwierz mi dasz radę, a Twoje uczucie do niego nie zatrzyma go. Mój
      związek skończył się po 12 latach i nie wiem jakie będzie moje
      dalsze życie, ale wiem, że nie chcę być z kimś kto mnie nie kocha,
      nie szanuje. Coś pękło i trzeba sobie pozwolić na poukładanie tego
      spokojnie od nowa. Pozdrawiam i wiary w życie, dasz radę.
      • malwa200 Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 17:05
        barbasiu, a ile miałaś lat gdy się pobraliscie?
        • barbasia01 Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 17:16
          21
    • susi5 Re: on sie wyprowadza 13.06.09, 19:19
      Mój mąż zostawia mnie i córkę po 10 latach małżeństwa.Jest w jego
      życiu inna kobieta i dla niej przewrócił do góry nogami cały nasz
      świat-mój i dziecka.O tym,ze mnie nie kocha i nigdy nie kochał
      dowiedziałam się w kwietniu.Bolało strasznie i boli nadal tak, jakby
      mi ktoś wyrywał serce.Mąż pragnie wykreślić nas jak najszybciej ze
      swojego życia, tzn jak najszybciej pozbyć się nas z domu(bo to ja z
      córką się wyprowadzamy) i jak najszybciej wziąć rozwód.Wiem jedno,
      inna kobieta wyzwala w mężczyznach najgorsze instynkty:gniew,
      agresję,nienawiść.Wiem już też, że rozpacz kobiety, jej prośby i
      błagania jeszcze potęgują te zachowania i nie ma takiej siły i
      sposobu, aby ich przy sobie zatrzymać.Mam teraz świadomość, że ten
      oszukujący,kłamiący,obłudny, nieczuły mężczyzna to ktoś całkiem mi
      obcy i nieznany,kto nie zasłużył na moją miłość, a tym bardziej na
      moje łzy.Balsamem dla mojej duszy są te chwile, gdy jego nie ma i
      myślę, że całkowita izolacja od niego pozwoli mi na budowę
      lepszego,spokojniejszego świata dla siebie i dla dziecka.Boję się
      tylko, że ten ból, strach, niesamowity żal, to straszne poczucie
      krzywdy i porażki już nigdy mnie nie opuszczą i juz zawsze będą mnie
      paraliżowały, odbierając mi chęci do życia i do walki o nowa
      siebie.Czy są szanse ,aby zapomnieć i znależć jeszcze jakiś sens i
      cel?
      • malwa200 susi5 13.06.09, 20:13
        są szansę. są wielkie, ogromne szanse. nie płacz, bo szkoda Twoich
        łez, nie rzucaj pereł między swinie a Twoje łzy sa perłami wartymi
        najszlachetniejszych uczuć, poragnień i czynów. Nie płacz nad
        rozlanym mlekiem , wiem że to jest trudne ale postaraj się
        zrozumieć, że często bywa tak, że człowiek, którego przez ileś tam
        lat traktowalismy jako wspaniałego-okazuje się po latach, ze był to
        jednak pewna pomyłka, może błąd ze strony faceta. wiedz, że każdy
        facet jest cholernym egoistą i zwsze wybierze opcję bardziej wygodną
        dla siebie-nie dla Rodziny i Dziecja-ale tylko dla siebie. egozim
        jest wpisany niejako w ich naturę. ja osobiście nienawidzę facetów-
        0szczerze i do końca i jeszcze nie spotkałam takiego, który nie
        byłby do bólu egoistą. Ale wiem, że tacy istnieją, wierz mi, że
        spotkasz takiego. Swoją drogą to nie wszyscy faceci poddają się
        wpływom kochanek-najczęściej jest tak, ze wręcz nie chą odejść od
        żony. Może postaraj się jednak pzreczekać ten okres o ile dasz radę
        i o ile masz siły i motywację do tego? Może jednak mu przejdzie? ale
        broń Boże nie wiń siebie za to! żaden facet na tym świecie nie jest
        wart jajgorszej, najbrzydszej i najbardziej zakłamanej kobiety. po
        protu oni są aż tak zepsuci i okropni. wierz w Siebie i Swoje
        dziecko i nie martw sie pomimo wszystko bo na to nie zasłuzyłaś
        • evikon Re: susi5 13.06.09, 20:28
          jedna z Was rozstała się po 10 latach, inna po 12, ja po prawie 25, a boli tak
          samo w każdym wieku. Płakałam , prosiłam, groziłam, na nic, to wiem po czasie.
          Ta druga była lepsza bo pisała wiersze, śpiewała piosenki i ogólnie trajlowała
          głupoty. Każda musi poznać to sama, ale macie absolutną rację powinnyśmy
          zachować dumę, bo fakt że upokarzamy się przed kimś bardzo boli zwłaszcza po
          czasie gdy odzyskujemy jakąś równowagę, gdy przypominam sobie tamte chwile czuje
          teraz niesmak.
          • rura11 Re:do evikon 14.06.09, 11:44
            Dawno się rozstałaś?,pytam bo ja też z 25-letnim stażem i też jak już pisałam w
            innym wątku się wyprowadzam-jutro.(mała dygresja-1,5 roku temu zmarła moja
            mama,mój ból był ogromny,straszny,a dzisiaj ją wspominam już właściwie bez
            łez)tzn,że czas leczy wszystkie rany.
            • evikon Re:do evikon 14.06.09, 12:59
              O zdradzie mojego męża dowiedziałam się 3 lata temu, przez 3 miesiące
              "próbowaliśmy" (bo jak się okazało tylko ja próbowałam) posklejać to, ale
              oświadczył mi że on bez niej żyć nie może. Przez następne 11 m-cy próbowałam
              dalej, ale tak naprawdę to byłam tyko służącą. Prawie 2 lata temu wyprowadziłam
              się. Boli mnie to do tej pory, ból jest już mniejszy, ale boleć będzie sądzę
              zawsze (byliśmy dobrym małżeństwem i przeżyliśmy wiele pięknych chwil). Ale
              skończyło się. Odszedł do innej kobiety gdy miałam problemy emocjonalne, byłam
              chora. W jednej z wcześniejszych wypowiedzi napisałam, że jedynym sposobem na
              odzyskanie jakiejś równowagi jest inny mężczyzna. I tak się stało. Ale nie do
              końca. Mój mąż skaleczył mnie na całe życie. Nie wiem czy kiedykolwiek naprawdę
              zaufam jakiemukolwiek mężczyźnie. Choć jestem z kimś od roku, ale nie mieszkamy
              razem, spotykamy się kiedy chcemy, wyjeżdżamy i podchodzę do tego związku z
              dystansem. To mimo wszystko lepsze od samotności, rozczulania się nad sobą.
              Trzeba żyć dalej. Może kiedyś zaświeci dla mnie słoneczko i będę jeszcze szczęśliwa.
              Mimo wszystko uważam, że łatwiej jest młodszym kobietom. Mają szanse na drugą
              normalną rodzinę, kochającego męża, dziecko. Ja już nie.
              Mnie było jeszcze bardziej ciężko, bo byłam z tym wszystkim sama bez matki (choć
              żyje, ale to inna historia), z przyjaciółmi ale (syty głodnego nie zrozumie tak
              do końca). Trzeba żyć, nie ma innego wyjścia. O samobójstwie nie myślałam nigdy.
    • jakteraz Re: on sie wyprowadza 19.06.09, 06:15
      Bardzo Wam dziękuję, że tak mnie wspieracie i że tyle kobiet przy
      okazji mojego posta, wyrzuciło z siebie swój żal. Przeraża mnie, jak
      egoistyczni potrafią być faceci, jak bardzo potrafią nas ranic. Nie
      miałam świadomości, jak wiele z nas to przezywa.
      Mam do Was pytanie: skąd wiedziałyście, że pojawiła się inna, że
      mąż Was zdradza? On twierdzi, że nikogo nie ma, ale jak mam mu
      wierzyc, skoro tak mnie zawiódł. Teraz wyjechał na ponad tygodniowe
      szkolenie, czyli sytuacja została jakby zawieszona, nadal jego
      rzeczy są w naszym domu. Tylko czuję się z tym beznadziejnie, że
      znowu mnie wykorzystuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka