Mąż zdziwiony, że nie chcę z nim rozmawiać. Oczywiście znowu mam
focha tudzież biorę wszystko za bardzo do siebie

Ja mu tłumaczę,
że ja już tak nie chcę, że nie chcę być już animatorem kultury w
naszym domu i nam wszystkiego organizować i przyjmować na klatę jego
fochy i niezadowolenie tudzież wysłuchiwać jak mu jest wspaniale
gdzie indziej i z innymi. Mówię, że zrozumiałam, że cokolwiek nie
zrobię czy nie powiem to i tak będzie źle. Bo on mnie nie kocha. Nie
zabiega o mnie, a jedyne co mi okazuje to agresję i wrogość. I to
poczucie że jestem nikim... Dodaję, że ja tylko chcialam miłości-
rzeczy tak wydawałoby się normalnej w małżeństwie. Peroruję, że w
gniewie można sobie różne rzeczy powiedzieć, ale z umiarem. I nie
kalibru- Nie zamierzam się zmieniać. Będę zły, bo taki jestem itp.
Mąż oczywiście w trakcie tam coś tłumaczy, ale tak pokrętnie, że nie
będzie się płaszczył i mnie zatrzymywał i nagle wypala- NIKT NIE
BĘDZIE CIĘ KOCHAŁ Z MUSU!Podziękowałam za dalszą rozmowę.
Powiedziałam tylko, że faktycznie- z musu nikt. I dodałam, że mógł
mi to powiedzieć jakiś czas temu i oszczędzić mi łudzenia się i tych
wszystkich okrutnych tekstów. No nie mógł? I tak by bolało, ale może
by mi się psychika tak nie wypaczyła?No ale może odetchnąć pełną
piersią- pozbył się bagażu- żony. Tego właśnie chciał. Fajnie jest
być bagażem. Ale przynajmniej wiem jaką rolę grałam w małżenstwie. A
tak serio to teraz piszę sobie o tym tak od niechcenia, a zaraz jak
położę się do łóżka to będę wyła w poduszkę i myślała o tym, że z
musu i że bagaż. Ech...