Wydaje się, że ci radzą sobie z rozwodową traumą najlepiej. W
naturalny sposób wykonują wszelkie obowiązki związane z pracą i
życiem rodziny, snują dalsze plany, sięgające po horyzont nierzadko
wielu lat. Szybko akceptują zmiany wynikłe z rozwodu.
Zyskują, czy wzmacniają, poczucie sprawczości i wiary we własne
siły, co za tym idzie - poczucie własnej wartości, a życie
stosunkowo szybko zaczyna się do nich na powrót uśmiechać.
Trudna jest w tym aspekcie sytuacja "starszaków". Jakież to
dalekosiężne cele można sobie stawiać po 50tce?

))