Dodaj do ulubionych

Uczciwość

20.08.09, 08:51
Bez wątpienia uczciwym jest ten, kto nie dopuszcza się zdrady, ale
przecież życie wiedzie nas krętymi drogami.
Mamy dwie sylwetki: osoba podejmująca okazjonalne związki, co
skrzętnie ukrywa przed małżonką i druga - zaplątana w płomienny
romans, dla którego decyduje się na odejście.
Jest i trzecia opcja: ktoś odnalazł miłość swego życia, ale...
przychodzi z problemem do współmałżonka, ale...czy to się w ogóle
zdarza?big_grinD
Obserwuj wątek
    • puzzle33 Re: Uczciwość 20.08.09, 09:39
      a.niech.to napisała:

      > Jest i trzecia opcja: ktoś odnalazł miłość swego życia, ale...
      > przychodzi z problemem do współmałżonka, ale...czy to się w ogóle
      > zdarza?big_grinD
      Mnie się zdarzyło. W efekcie ex odszedł do swojej miłości.
      • undeadly Re: Uczciwość 20.08.09, 10:43
        Po części mnie też się zdarzyło ale nikt nie wyszedł na tym dobrze
        tylko kupka ludzkiego cierpienia i nic więcej...
        • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 10:56
          A wzajemny szacunek?
          • undeadly Re: Uczciwość 20.08.09, 13:44
            Jeszcze nie teraz... to zbyt świeże aby o tym mówić
            Ja jak zwykle wycofałem się do swojej skorupy
            a Ona ? ...... nie chcę pisać o niej
            jeszcze nie teraz......
    • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 14:11
      Zawsze gdy do małżeństwa dochodzi osoba trzecia (nieważne czy to tylko okazjonalne skoki w bok, regularny romans, czy tzw. "miłość życia") oznacza to cierpienie. A to z zasady kłóci się z moim rozumieniem miłości. Już starożytni potrafili odróżnić miłość fizyczną (eros) od miłości polegającej na porozumieniu dusz (agape). Jedną z drugą trudno jest połączyć. Chyba nawet nie jest to możliwe. Co najwyżej pierwsza z czasem ewoluuje w drugą.
      W przypadku zdrady małżeńskiej zawsze jest to typ miłości eros, która działa jak magnes. Niestety jest bardzo krótkotrwała i szybko wygasa. Wielu ludzi tego nie rozumie i ciągle wikła się w jakieś 'związki' poboczne by sobie podnieść poziom emocji.
      Zdarza się również tak, że rzeczywiście trafia się ludziom będącym w stałych związkach miłość życia. I znam taki przypadek w najblizszym otoczeniu.
      W większości przypadków jest to jednak nie warte swojej ceny gonienie za erosem i tyle.
      Przeżyłam coś co miało być miłością życia. Miał być związek a wyszła przygoda. Może kiedyś przeżyję przygodę, która zamieni się w związek. Może...
      W każdym razie w moim wieku i z moimi doświadczeniami interesuje mnie tylko i wyłącznie miłość typu agape. Porozumienie dusz, wzajemna troska, wspólne zainteresowania, cele i pragnienia.

      Reasumując - wg mnie uczciwe jest niezdradzanie. Jeśli już jednak z jakiś powodów to się zdarzyło to uczciwie jest się przyznać i wziąć na siebie odpowiedzialność za własne czyny. Bez względu na to ile bólu i cierpienia to kosztuje. Bo wg mnie jest to o niebo lepsze od życia w kłamstwie. Zdrada to nowotwór, który zżera związek. Przyznanie się to coś w rodzaju operacji która usuwa nowotwór i po rekonwalescencji daje szanse na powrót do zdrowia. Życie w kłamstwie ta tak jakby człowiek ze zdiagnozowanym nowotworem zamiast iść do lekarza czekał aż samo mu przejdzie. A jak wiadomo samo nigdy nie przechodzi.
      • michszyb Re: Uczciwość 20.08.09, 15:44
        A ja goniłem za erosem, bo nie było go w małżeństwie. No i eros mnie trafiła tak
        bardzo, że nie wyobrażam sobie jak to było wcześniej gdy nie rozmawiałem z moją
        "trzecią w związku" Najpierw było zauroczenie, jak supernova, a teraz jest
        agape. Tylko dlaczego ja się jeszce nie rozwiodłem???
        • joanna9969 Re: Uczciwość 20.08.09, 16:04
          Bo ,ogolnie mowiac, nie masz jaj.Bo boisz sie odpowiedzialnosci.Bo nie potrafisz
          byc facetem.Bo podejmowanie decyzji i ponoszenie ich konsekwencji cie przeraza i
          przerasta.
          PS.Czytalam twojego bolga slodki pierdziuszku . Jak dla mnie jestes zerem.
          • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 16:16
            joanna9969 napisała:

            > PS.Czytalam twojego bolga slodki pierdziuszku . Jak dla mnie
            jestes zerem.
            Pohamuj swój rozpęd, Waleczna Kobieto! Forum służy wymianie myśli.
            Aby je wyrazić, nie trzeba sięgać po inwektywy.
            • joanna9969 Re: Uczciwość 20.08.09, 16:27
              "slodki pierdziuszek" to inwektywa ? wink
              • lima Re: Uczciwość 20.08.09, 16:29
                Bardzo proszę... nie przy jedzeniu! (obiad mam) wink
                • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 17:12
                  Swojego czasu był praktykowany na forumie zbiorowy obrządek plucia
                  na komputer, ale to zdaje się nie o to chodziło.smile
                  • jarkoni Re: Uczciwość 20.08.09, 17:26
                    a.niech.to napisała:

                    > Swojego czasu był praktykowany na forumie zbiorowy obrządek plucia
                    > na komputer, ale to zdaje się nie o to chodziło.smile

                    Mam durne skojarzeniesmile
                    Podobno Angole masowo robią sobie w Krakowie fotki przed hotelem o wdzięcznej
                    dla nich nazwie "FART".
                    Dla nieznających lub mniej znających język Szekspira polecam sprawdzenie
                    znaczenia tego słówka. Gwarantuję, że naprawdę warto smile
                    • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 18:10
                      Sprawdziłam smile)))
                      A znaczenia rzeczywiście nie znałam smile
                      Co leniwszym forumowiczom załączam link wink
                      www.dict.pl/dict?word=&words=fart&lang=PL
              • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 17:10
                Kpina, drwina, szyderstwo. W każdym razie nie komplement, ani wyraz
                sympatii.smile
        • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 16:04
          michszyb napisał:

          > Tylko dlaczego ja się jeszce nie rozwiodłem???
          No dlaczego?smile))
          • michszyb Re: Uczciwość 20.08.09, 21:37
            Dlaczego???

            No to proste. Bo jestem słodkim pierdziuszkim, tchórzem i boję się wziąć
            odpowiedzialność za swoje czyny. Tak, przyznaje się. To trudne i choć wiem, że
            właśnie teraz powinienem pokierować swoim życiem to najchętniej zapadłbym się
            pod ziemie i nic nie robił. Ale oczywiście wiem, że jak ja nim nie pokieruję to
            skończę marnie i samotnie. Nie wiem skąd czerpać siłę. Mnie wcale nie kręci
            krzywdzenie innych. I wcale się nie usprawiedliwiam. Mam świadomość że zbrodnia
            nawet nie zamierzona to zbrodnia. A zabawa życiem innych to cholerna zbrodnia.
            • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 22:11
              Taa...
              Poużalaj się jeszcze trochę nad sobą a na pewno Twoje problemy rozwiążą się SAME wink
              Chłopie, dorośnij! Czas najwyższy na to. A skoro sam nie umiesz to idź do
              dobrego psychologa. I to nie jest żadna złośliwość tylko szczera idąca prosto z
              serca rada.
              Na forum swoich problemów nie rozwiążesz. To pewne.

              P.S.
              Zawsze 'fascynowała' mnie w facetach ta skłonność do chęci do zapadania się pod
              ziemię przy problemach.
              Z jednej strony są skłonni ryzykować życie uprawiając sporty ekstremalne a z
              drugiej nie mają odwagi by to życie zmienić.
              Doprawdy chyba nigdy tego nie zrozumiem.
            • a.niech.to Re: Uczciwość 21.08.09, 07:40
              michszyb napisał:

              > Mnie wcale nie kręci
              > krzywdzenie innych. I wcale się nie usprawiedliwiam. Mam
              świadomość że zbrodnia
              > nawet nie zamierzona to zbrodnia. A zabawa życiem innych to
              cholerna zbrodnia.
              Co czuje niedoduszony, a dyndający na stryczku?wink
              • michszyb Re: Uczciwość 21.08.09, 09:33
                > Co czuje niedoduszony, a dyndający na stryczku?wink

                To chyba jasne co czuję. Skoro sam nie wykonuję ruchu to czekam aż ktoś szarpnie
                za nogi do górę, albo w dół.
                Ale z drugiej strony z tej perspektywy roztacza się widok jakiego wcześniej nie
                znałem.
                • a.niech.to Re: Uczciwość 21.08.09, 18:52
                  michszyb napisał:

                  > > Co czuje niedoduszony, a dyndający na stryczku?wink
                  >
                  > To chyba jasne co czuję. Skoro sam nie wykonuję ruchu to czekam aż
                  ktoś szarpni
                  > e
                  > za nogi do górę, albo w dół.
                  > Ale z drugiej strony z tej perspektywy roztacza się widok jakiego
                  wcześniej nie
                  > znałem.

                  Obsadź w głównej roli swoją m.smile
        • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 16:21
          Ano jak dla mnie nie rozwiodłeś się bo tchórz zwyczajny jesteś.
          Bo boisz się wziąć odpowiedzialność za własne uczucia i czyny.
          Bo boisz się, że ta znienawidzona żona nie daj Boże po rozwodzie (gdy już opadną
          emocje) też sobie kogoś znajdzie i będzie szczęśliwa. Moralność Kalego przez
          Ciebie przemawia.
          Ale powiem Ci jedno... Jazda na dwóch motocyklach w tym samym czasie to się
          tylko w cyrku udaje. Ty najwyraźniej z życia cyrk masz ochotę zrobić. A to się
          NIGDY udać nie może. Koniec końców zostaniesz sam jak palec. Kochanka się wkurzy
          (i słusznie bo ile można czekać???), żona kogoś pozna (bo ile można znosić w
          chałupie obecnego ciałem a nieobecnego duchem chłopa???) i zostaniesz z niczym.
          Dla jasności dodam. Ja Cię nie oceniam Michszyb. Ja tylko kierując się własnym
          doświadczeniem i znajomością kobiet próbuję Ci uzmysłowić, że jeśli sam nie
          zaczniesz kierować swoim życiem to życie pokieruje Tobą. Niekoniecznie w taki
          sposób w jaki byś sobie życzył.
      • joanna9969 Re: Uczciwość 20.08.09, 16:25
        Ogólnie zgadzam się z tobą . Jednakże jeśli chodzi o przyznanie się to punkt
        widzenia zależy od punktu siedzenia , ja byłam zdradzona żona i czytałam wiele ,
        wiele postów zdradzonych żon i moje zdanie jest takie , jeśli zdajesz sobie
        sprawę ze to było jedno razowe bzykanie które dla ciebie nic nie znaczy a chcesz
        jedynie ulżyć sobie , usunąć nowotwora jak ty to nazwałaś i wykazać się swoista
        "uczciwością" to milcz .Skutki życia ze świadomością bycia zdradzonym są
        naprawdę dewastujące dla psychiki człowieka . To zabija od środka i trzeba wiele
        , wiele czasu aby się z tym uporać i odrodzić , a związek nigdy już nie będzie
        taki sam , czasem , w bardzo rzadkich przypadkach , udaje się małżeństwu wyjść
        na prosta , odbudować zaufanie , ale to nie zdarza się często. Reasumując milcz
        bo skórka nie jest warta wyprawki,to będzie największa kara. Chcesz się oczyścić
        ,wyspowiadaj się księdzu ale nie żonie/mężowi bo oni są niewinni a ponoszą
        największe psychiczne konsekwencje.
        • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 16:32
          Joanno, ludzie są różni. Ja jestem typem, który woli najgorszą prawdę od najsłodszego kłamstwa.
          Ja też byłam zdradzana, ale bardziej od zdrady bolały mnie kłamstwa, które mi wciskano. Robiono mi wodę z mózgu wmawiając, że białe jest czarne. Wtedy człowiek przestaje ufać sam sobie. Przestaje ufać własnym myślom, uczuciom i emocjom. To dużo bardziej wyniszcza niż znajomość prawdy. Bo z prawdą można coś zrobić a z kłamstwem nie. Można je zamieść pod dywan, ale to nie jest metoda na rozwiązywaniem problemów.
          • jarkoni Re: Uczciwość 20.08.09, 17:29
            Molu, to na pewno nie sposób na problemy, ale pamiętaj o złotoustym klasyku:
            "nikt nam nie będzie wmawiał, ze białe jest białe, a czarne jest czarne"..
            (to ten od Wolski, Borubara i Irasiad jest zmęczony)
            • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 18:06
              Jarkoni, od polityki to ja się trzymam baaardzo daleko smile
              Normalnie wstręt jakiś mam.
              Gazet codziennych nie czytam, tv nie oglądam (poza kuchnia.tv i tvn style), słuchając radia w samochodzie zmieniam kanał gdy zaczynają ględzić smile Bo jaki to wszytko ma wpływ na moje życie? Żaden a tylko nerwy skutecznie psuje.
              Dla jasności dodam, że z wykształcenia jestem politologiem big_grin Choć może to jest prawdziwy powód mojej niechęci do polityki i politykowanie. Bo znam to g.wno od podszewki wink
          • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 18:25
            Większość powodów rozpadu małżeństw można by sprowadzić do braku
            prawdy i kłamstwa.
            • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 18:33
              Masz rację. A do tego nieumiejętność komunikowania własnych potrzeb, brak chęci
              do rozmowy i w ogóle szeroko rozumiane zamiatanie problemów pod dywan.
              • a.niech.to Re: Uczciwość 20.08.09, 21:16
                Jakie to wszystko proste.big_grinDD
                • mola1971 Re: Uczciwość 20.08.09, 22:13
                  A.niech.to, bo to jest proste smile
                  Tylko my ludzie nie wiedzieć czemu sami to proste życie sobie komplikujemy smile
                  • sauber1 Re: Uczciwość 21.08.09, 04:06
                    mola1971 napisała:

                    > A.niech.to, bo to jest proste smile
                    > Tylko my ludzie nie wiedzieć czemu sami to proste życie sobie komplikujemy smile

                    nie, my nie komplikujemy sobie życia, czasem tylko w swojej bezmocy,
                    nieporadności, życzliwości, uprzejmości, dobroduszności byśmy drugiej stronie
                    ustąpili miejsca, ale cóż jak ktoś nie chce daru sera przyjąć, wtedy nie
                    wiedzieć czemu i tak nagle wkracza ten okrutny i bez serca sąd paskudny i jak
                    dobry lekarz który zawsze wie najlepiej co nas boli tnie na oślep jak popadnie,
                    bo "ona" ponoć jest ślepa ? wink
          • kami_hope Re: Uczciwość 27.08.09, 19:22
            Jestem podobna w tym do Ciebie Mola. Prawda jest mi potrzebna dla
            zdrowia psychicznego. Słusznie zauważyłaś, że „wtedy człowiek
            przestaje ufać sam sobie” – tak właśnie jest; już nie wiadomo co
            jest prawdą, a co fikcją. Zatraca się zaufanie we własny rozum, we
            własną logikę, i zdrowe pojmowanie rzeczywistości, a przyjmuje
            obrazy przekazywane z zewnątrz (lub/i kreowane przez własną
            wyobraźnię), bo ubrane pięknie w słowa i być może jeszcze okraszone
            emocjami… lub przeciwnie – gdzie po drugiej stronie jest martwa
            cisza. Kto potrafi się oprzeć „rzeczywistości” z „Truman show”?.
            Pamiętacie jak skończył się ten film?
            To cholernie niesprawiedliwe! Osoba przed którą ukryto prawdę może
            dojść wręcz do obłędu.
            I tak jak Mola napisała, z prawdą można coś zrobić, z kłamstwem
            nic - jest się jego więźniem.
            Prawda wyzwala, jakkolwiek bolesna by nie była, to w końcu po jakimś
            czasie daje możliwość znów wskoczyć w tryb życia, pozwala kreować
            dalej swój los, przywrócić harmonię… Nieprawda w każdej formie jest
            czymś złym, wyniszczającym, przynoszącym chorobę, ból, zawieszenie,
            bezruch, martwicę, ułudę, fiksacje, etc.
            Jeśli my znamy prawdę i zachowujemy ją tylko dla siebie, to jesteśmy
            winni zniewolenia drugiego człowieka. W pewnym sensie mamy nad nim
            władzę. A koniec końców własny lęk i potrzeba zachowania
            bezpieczeństwa (tu w jego bardzo negatywnym aspekcie) trzyma nas w
            garści. Czyli ostatecznie stratni są wszyscy i usidleni mocą
            nieprawdy.
            W mojej hierarchii wartości, wolna wola stanowi niezbywalne i
            naczelne prawo człowieka. Ktoś kto odbiera drugiemu godność nie może
            mówić o godności własnej, bo sam się jej sprzeniewierzył.

            Ludzie potrafią latami żyć z ukrytą prawdą. I choć całą mocą rozumu
            można zepchnąć ją w „niebyt”, to jednak, ona niestrudzenie
            przypomina o sobie co jakiś czas, chcąc być wydobytą na światło
            dzienne. I tak można trwać bez końca.

            ------------
            Do triumfu zła wystarczy tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili.
            • chalsia Re: Uczciwość 28.08.09, 00:04
              > nic - jest się jego więźniem.
              > Prawda wyzwala, jakkolwiek bolesna by nie była, to w końcu po jakimś
              > czasie daje możliwość znów wskoczyć w tryb życia, pozwala kreować
              > dalej swój los, przywrócić harmonię… Nieprawda w każdej formie jest
              > czymś złym, wyniszczającym, przynoszącym chorobę, ból, zawieszenie,
              > bezruch, martwicę, ułudę, fiksacje, etc.
              > Jeśli my znamy prawdę i zachowujemy ją tylko dla siebie, to jesteśmy
              > winni zniewolenia drugiego człowieka. W pewnym sensie mamy nad nim
              > władzę. A koniec końców własny lęk i potrzeba zachowania
              > bezpieczeństwa (tu w jego bardzo negatywnym aspekcie) trzyma nas w
              > garści. Czyli ostatecznie stratni są wszyscy i usidleni mocą
              > nieprawdy.
              > W mojej hierarchii wartości, wolna wola stanowi niezbywalne i
              > naczelne prawo człowieka. Ktoś kto odbiera drugiemu godność nie może
              > mówić o godności własnej, bo sam się jej sprzeniewierzył.
              >

              zgadzam sie całkowicie.
        • ekscytujacemaleliterki Re: Uczciwość 21.08.09, 14:17
          Moj ex milczal jak zaklety. Sama sie pokapowalam. A pozniej to sie
          ladnie wyspowiadal i jeszcze o pomoc i rade wnioskowal.
          Zdewastowana psychika. A co to jest psychika? Ex wyeksmitowal moja
          psychike na orbite.
    • sauber1 Re: Uczciwość 21.08.09, 03:58
      a.niech.to napisała:

      > Bez wątpienia uczciwym jest ten, kto nie dopuszcza się zdrady,

      co nie znaczy wcale, że nie może być winień rozkładu związku.
      Dalsza interpretacja dowolna, acha spać już idę, miłej nocy smile
      • natasza39 Dokładnie! 21.08.09, 09:47
        > a.niech.to napisała:
        >
        > > Bez wątpienia uczciwym jest ten, kto nie dopuszcza się zdrady,

        sauber1 napisał:
        > co nie znaczy wcale, że nie może być winień rozkładu związku.
        > Dalsza interpretacja dowolna, acha spać już idę, miłej nocy smile

        Dokładnie to jest uczciwym w kwestii wierności fizycznej.
        A w małzeństwie to jeszcze jest o uczciwości ogólnie oraz o miłości.
        To, że sie fizycznie nie zdradza niekoniecznie jest
        wyrazem "uczciwości".
        Może to byc brak potrzeby zdradzania, małe libido albo najnormalniej
        brak okazji do zdrady i amatora/ki na wdzięki.
        W innych aspektach pożycia małżeńskiego taki "wierny uczciwiec" moze
        być nie do zniesienia.
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
        jest z głupcami.
        • sauber1 Re: Dokładnie! 21.08.09, 11:52
          natasza39 napisała:

          > W innych aspektach pożycia małżeńskiego taki "wierny uczciwiec" moze
          > być .


          Czy ja wiem Nataszo ?wink

          W ogóle małżeństwo jako takie jest nie do zniesienia, to takie wielkie
          aktorstwo, czasem może i dobrze, bo po co tyle filmów kręcić, jak każdy sobie ...
          • zo_e blog michszyb 21.08.09, 12:56
            nie będę go komentować. Jednak nie wiem, czy zdaje on sobie sprawę, że chcąc czy
            nie chcąc daje na nim tyle informacji o sobie, że prędzej czy później trafi tam
            jego żona. I będzie trójgłos... to już będzie szczyt żenady.
            A wysyłanie go do psychologa wydaje się zabawne, bo gość jest prawdopodobnie
            lekarzem psychiatrą ewentualnie pracował/pracuje w firmie farmaceutycznej na
            linii psychiatrycznej...
            • joanna9969 Re: blog michszyb 21.08.09, 13:12
              nie wiem czy psychiatra ale jest lekarzem , przy czym bardzo zabawna jest jego
              niemożność podejmowania decyzji i zabawa ludzkim życiem
              ehhh żebyśmy tylko na takiego lekarza nie trafili
              • michszyb Re: blog michszyb 21.08.09, 14:47
                Eh trochę przesadzacie. Rozmawiamy o jednym wycinku mojego życia. W życiu
                codziennym a tym bardziej w pracy problemów z podejmowaniem decyzji nie mam.
                Żadnych.
                • michszyb Re: blog michszyb 21.08.09, 14:58
                  A tak swoją drogą to dużo myślałem na temat uczciwości i dlaczego nie jestem
                  uczciwy. Łatwo się zaplątać we własne kłamstwa, no i tak jest zazwyczaj
                  wygodniej i łatwiej, niż wyznać szczerze zdradę. No bo jakby nie było takie
                  wyznanie to jakby wbić tej drugiej stronie nóż serce. Czuję się natychmiastową
                  ulgę, ale wtedy to ta druga połówka musi się nauczyć żyć z tą wiedzą. Moja żona
                  powiedziała mi kiedyś, że wolałaby nie wiedzieć. I ja jej wierzę.
                  To taki rodzaj wyrzygania się emocjonalnego.
                  No ale z drugiej stroną brnąc w kłamstwo jest niezwykle trudno.
                  • zo_e Re: blog michszyb 21.08.09, 15:14
                    czyli nie mówisz jej poniekąd na jej życzenie? tylko po co ten blog i odsyłanie do niego na tym forum? Naprawdę prosta droga do tego, że o wszystkim sobie przeczyta w necie.. Daruj ale to będzie dla niej ogromnie upokarzające i bolesne, dowiedzieć się kim dla Ciebie się stała i jak postrzegasz wasze małżeństwo..Swoją drogą, pierwsza myśl jaka mi przyszła po otworzeniu linka w Waszym blogiem, to pytanie: po co? i przyszło mi do głowy, że właśnie po to, żeby się dowiedziała.. Bolesne, ale wykonane jakby pośrednio.
                    • joanna9969 Re: blog michszyb 21.08.09, 15:38
                      Czyżby komentatorów na blogu brakowało ? W końcu bloga , otwartego , nie pisze
                      się dla siebie . Trochę to wszystko ....chore.
                      • michszyb Re: blog michszyb 21.08.09, 16:08
                        Oj tu nie chodzi o komentatorów. Z początku to była dodatkowa forma komunikacji.
                        Pisaliśmy tam do siebie jakby pisząc w trzeciej osobie. To pozwala być bardziej
                        odważnym i powiedzieć trudniejsze rzeczy niż twarzą w twarz.
                        A komentarze właściewiie wszystkie mi nieprzychylne, to może taka forma pokuty.
                        Jak czuję się opluty, to zmywa to moje grzechy? Sam nie wiem
                        • ravny Re: blog michszyb 21.08.09, 16:55
                          Nie zmywa. Powiększa.
                          A ty powinienes dostać zakaz wykonywania zawodu, bo ludziom możesz tylko
                          zaszkodzić poradami z zakresu psychologii czy psychiatrii sam mając w sobie taką
                          sieczkę.
                          Onanizujecie się publicznie i czerpiecie satysfakcję z takiego właśnie
                          onanizmu emocjonalnego, dodatkowo kręci możliwośc że żona to znajdzie i sama
                          twój syf posprząta(ty się wtedy rozpłaczesz bo wrazliwy jesteś), sadyzm i
                          masochizm emocjonalny jako dopalacz do byle jakiego życia. Tkwienie w syfie
                          was rajcuje a doskonale wiecie, ze bez tego syfu nic więcej was nie bedzie
                          łączyć i gdybyście mieli być w zwykłym związku to po kilku miesiącach umrzecie
                          ze sobą z nudów.
                        • mamaadama4 Re: blog michszyb 21.08.09, 18:01
                          michszyb napisał:

                          > A komentarze właściewiie wszystkie mi nieprzychylne, to może taka
                          forma pokuty.
                          > Jak czuję się opluty, to zmywa to moje grzechy? Sam nie wiem
                          Rany, Mniszkówna przy Tobie wysiada. To niemożliwe, że serio to
                          piszesz. Tylko nie płacz, bo trudno ci będzie chusteczkę podać.
                        • ekscytujacemaleliterki Re: blog michszyb 21.08.09, 18:43
                          Łatwiej pojsc do lozka niz rozmawiac twarza w twarz, mhhh...w sumie racja, mozna
                          po ciemku nie patrzac sobie w oczy.
                          O nie Drogi Panie!
                          Rozgrzeszenie za bloga? Nie da rady nawet jesli napiszesz list do samego Boga.
                          Miej chlopie jaja.I uzyj ich nadobnym celu bo skrzywdzisz w koncu masakrycznie.
                          • michszyb Re: blog michszyb 24.08.09, 09:55
                            Bloog zamknięty.
    • gibbo Re: Uczciwość 27.08.09, 15:19
      a.niech.to napisała:
      > Jest i trzecia opcja: ktoś odnalazł miłość swego życia, ale...
      > przychodzi z problemem do współmałżonka, ale...czy to się w ogóle
      > zdarza?big_grinD

      Mojej żonie się nie udało. Szkoda. To chyba najbardziej mnie boli, że nie potrafiła powiedzieć wprost. Długo twierdziła, że nikogo nie ma. Ja już wiem, że ma. Przed dziećmi i znajomymi dalej gra. Poczucie bycia oszukanym i okłamywanym jest straszne.
      • a.niech.to Re: Uczciwość 27.08.09, 16:43
        gibbo napisał:

        > Długo twierdziła, że nikogo nie ma. Ja już wiem, że ma.
        > Przed dziećmi i znajomymi dalej gra. Poczucie bycia oszukanym i
        okłamywanym je
        > st straszne.
        Uczciwość też boli, lecz jest to zdrowy ból jak po zabiegu
        chirurgicznym. Danie pozwolenia na jątrzenie się rany jest o wiele
        gorsze. Zaczyna się rozkład i gangrena.
        Prawda jest wyrazem szacunku. Co pozostaje, jeśli ich nie ma?
    • iwona.ana1 a co wtedy gdy... 28.08.09, 09:05
      zdrada sie zadzrzyła
      była następstwem wielu kryzysów
      braku dialogów itp. itd.

      i współmałżonek, który zdradził szczerze wyznaje drugiemu

      zdarza to się??? smile

      • jedyny_kwiatuszekkkk Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 10:59
        Kiedyś,gdzieś przeczytałam ze jak zdradzacz nie mówi zdradzanemu o zdradzie to
        znaczy że kocha i mu jednak na zdradzanemu zależy.
        Istna bzdura według mnie. Jeśli kocha i mu zależy, to nie zdradza i nie robi
        krzywdy.
        Mój mąż mnie zdradził , nie powiedział, dowiedziałam się przypadkiem.
        Rzeczywiście jak już się dowiedziałam, to się przyznał, nie zaprzeczał. Mało
        tego dowiedziałam się i o zdradzie dużo wcześniejszej.
        • iwona.ana1 Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 11:02
          jedyny_kwiatuszekkkk napisała:
          > Mój mąż mnie zdradził , nie powiedział, dowiedziałam się
          przypadkiem.
          > Rzeczywiście jak już się dowiedziałam, to się przyznał, nie
          zaprzeczał. Mało
          > tego dowiedziałam się i o zdradzie dużo wcześniejszej.

          mniejszą krzywdę Ci wyrządził niż gdyby się przyznał???

          z drugiej strony przyznanie się prawie zawsze równa się z rozstaniem
          • a.niech.to Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 16:07
            iwona.ana1 napisała:

            > z drugiej strony przyznanie się prawie zawsze równa się z
            rozstaniem
            Na podstawie czego tak twierdzisz?
            Moje obserwacje wskazują, że funkcjonuje także triada: zdrada -
            prawda - naprawa ... i 20 lat udanego pożycia.smile
          • kami_hope Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 19:09
            > mniejszą krzywdę Ci wyrządził niż gdyby się przyznał???
            >
            > z drugiej strony przyznanie się prawie zawsze równa się z
            rozstaniem

            Krzywda już się stała. I tu chyba nie ma wątpliwości. Istotne, co
            zrobi się dalej?
            Są ludzie, którzy wolą żyć złudzeniami, mają wrażenie, że "tak
            łatwiej". Najczęściej ta droga prowadzi do nikąd. Wewnątrz gromadzi
            się niewypowiedziany ból, frustracje... i najgorsze, że nie wiadomo
            skąd to cierpienie (nieświadomość przyczyn).
            Tak, być może "przyznanie się" sprowadzi rozstanie. To zależy od
            więzi jakie powstały między małżonkami i co z nich jeszcze
            pozostało. Jeśli okaże się, że niewiele i obie strony nie widzą
            kreatywnej siły między nimi, to rozstanie może być wybawieniem i
            umożliwieniem otwarcia się na przyszłość dla każdego z osobna.
            Często rozstanie, to bardzo zdrowe rozwiązanie. Nie zawsze
            oczywiście, czasami to ucieczka.
            Wyznając prawdę drugiemu człowiekowi, okazujemy mu szacunek (ktoś
            już to tu napisał).
            Ja bym nie chciała aby partner ukrywał przede mną swoje uczucia
            (romans, zdradę, etc.) np. w obawie, że mogłabym sobie nie poradzić.
            Jesteśmy dorosłymi ludźmi, zdolnymi do rozwiązywania nawet
            najbardziej zawikłanych spraw. Aby móc je rozwikłać trzeba najpierw
            stworzyć ku temu warunki - powiedzieć prawdę.

            Ja myślę sobie tak, że jeśli współmałżonek (choćby myślami) wiąże
            swoją przyszłość z kimś innym, to uczciwie jest uwolnić od siebie
            partnera, który i tak nie dostaje od nas tego, co mógłby dostać.
            Mimo, że związek trwa, to jednak pozbawiony jest szans na tworzenie
            głębokich więzi. Związek staje się powierzchowny i ograniczony do
            współpracy na poziomie spraw "dnia codziennego" ( - wg. mnie - bez
            sensu!).
            • cleer13 Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 20:18
              Zdradzac można na rózne sposoby. Myslę, że o jednarowym bzyknięciu,
              pod wpływem chwili, alkoholu, sytuacji nie chciałabym wiedziec.
              Zwykle taka zdrada u zdradzającego wywołuje poczucie winy i jeśli
              jest to absolutnie wyjątkowa sytuacja to niech nie widzi światła
              dziennego. Zdarzyło mi się,że zdradzono mnie dla " miłości życia" .
              Miłośc ta zresztą też nie przetrwała i po kilku latach się
              rozleciała. Bolało bardzo, ale nie odebrało szacunku dla
              zdradzającego. Zakochał się, twierdził,że walczył z tym uczuciem,
              nie potrafił z niego zrezygnowac, w końcu wybrał ją. Trudno.Teraz
              dopadł mnie przypadek seksoholika, który zdradzał latami, z wieloma,
              ktorych chyba nie darzył żadnym uczuciem oprócz chęci złapania
              kolejnego króliczka. I to odbiera szacunek, niszczy wspomnienia,
              poniża mnie. Jak pomyślę, w jakie idiotyczne kłamstwa byłam zdolna
              uwierzyc! zastanawiam się czy on wciskając mi taki kit mial jeszcze
              dodatkową satysfakcję z tego,że potrafił mnie tak ogłupic.
              • kami_hope Re: a co wtedy gdy... 28.08.09, 22:05
                Tak, można zdradzać na różne sposoby. Te sposoby zależą m.in. od
                charakteru, światopoglądu, potrzeb i ogólnego poziomu rozwoju danego
                człowieka. "Jednorazowe bzyknięcie" - jak to raczyłaś nazwać - nie
                powinno być spłaszczone/usprawiedliwione "wpływem chwili" lub/i
                alkoholu. A to dlatego, że "chwila", nie czyni człowieka
                bezrozumnym. Moment wcześniej, ów człowiek podejmuje decyzję, że
                ulegnie następującej "chwili" (uzmysławia sobie rodzące się i
                wzrastające emocje). Podobnie sprawa ma się z alkoholem. Zaraz
                przed, człowiek ma świadomość, że alkohol wpływa na zmianę
                postrzegania i woli. Dokonuje wyboru: "wypiję/nie wypiję" (zachowam
                trzeźwość umysłu, świadomość/odlecę w świat alkoholowych zwidów i
                pozwolę im kierować sobą).
                Zastanawiam się jeszcze nad jedną sprawą, czy "jednorazowe
                bzyknięcia" rzeczywiście są takie jednorazowe? Być może w sensie
                pojedynczego spotkania z daną/ym kobietą/mężczyzną. Z dużym
                prawdopodobieństwem podobny incydent powtórzy się za jakiś czas.
                Dlaczego? A bo, raz "się upiekło", wyrzuty sumienia udało się
                usprawiedliwić (i w końcu okazało się, że to nie jest takie złe, bo
                w sumie "czego oczy nie widzą..."), a potrzeba
                (niezaspokojona)/problem (nierozwiązany) wciąż istnieją, więc...


                • cleer13 Re: a co wtedy gdy... 29.08.09, 13:49
                  Ja nie napisalam,że jednoraowy incydent usprawiedliwiam i uważam,że
                  nic się nie stało. Napisalam,że jeśli to była absolutnie jednorazowa
                  sprawa, to nie chciałabym o niej wiedziec. Bo przebaczyc byłoby
                  trudno, a szkoda rozwalac związku, jesli w nim jest uczucie. Wtedy
                  lepiej nie wiedziec. A jeśli "incydenty" - jak wolisz - się
                  powtarzają to nie sposób ich ukryc. Po jakims czasie zostanie jakis
                  ślad, ktory powoduje ,że sprawa się wyda. Poza tym
                  zmienia się życie pary - coraz mniej zainteresowania domem,
                  partnerem, chęcią wspolnego spędzania czasu i wspólnym seksem. Nikt
                  nie jest w stanie prowadzic na dłuższą metę podwojnego życia, tak
                  żeby nie rzutowało ono na codzienne życie. To tylko kwestia tego na
                  ile ta druga strona jest zakochana, że stara się tłumaczyc nawet
                  ewidentne dowody na korzyśc związku. Chory na raka jak uskłyszy
                  diagnozę też długo nie chce w nią uwierzyc i czepia się każdej
                  najmniejszej oznaki nadziei.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka