Dodaj do ulubionych

zimny wychów-pytanko

16.11.06, 10:21

mam takie pytanko z czystej, niezdrowej ciekawości. Otóż, właśnie
przeczytałam, że w Holandii panuje tzw zimny wychów tzn, rodzice nie biora
dzieci na rece, gdy placza, czekaja az sie samo uspokoi, nie ma przytulania
itp. Wiem, ze kazda rodzina jest inna, ale jak to jest wsrod waszych
znajomych??Trudno generalizowac, ale mozna wysnuc ogolne wnioski. Na przyklad
mozna z czystym sumieniem powiedziec, ze w Polsce rodzice raczej biora dzieci
na rece i raczej karmi sie noworodki piersia.
Dziex:)
Obserwuj wątek
    • ada9611 Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 10:31
      ja nie karmilam,piersia.bo po prostu nie wyszlo.syna dwa dni,mala jeden dzien.i
      nie czuje sie winna.ale moja mmama chyba mnie przeklinala ze nie karmilam
      piersia.tak sobie mysle.
    • tijgertje Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 10:50
      Na pewno tu dzieciakow nie przegrzewaja:-)))CZego i ja sie nauczylam. Moj syn
      ma o rok mlodszego kuzyna w Polsce, jak moj kiedys mial spodenki, skarpetki,
      koszulke sweterek i wiatrowke, to tamten rajstopy, polarowe spodnie, koszulke,
      polarowa bluze i zimowa kurtke... A reszta rodziny jak moj syn.
      Co do tego przytulania. Tu rzeczywiscie jest inaczej. Nie jest tak, ze dzieci
      sie nie przytula, nosi na rekach czy glaszcze. Robi sie to jak najbardziej,
      tyle, ze w mniejszym stopniu, niz w Polsce. Tu kobiety szybko wracaja do pracy,
      zwykle cale zarzadzanie domem jest na ich glowach, a bardzo sobie cenia prawo
      do wlasnego czasu. Stad tez szybciej ucza dzieci samodzielnego zasypiania, nie
      staja sie ich niewolnikami przez pierwsze kilka lat. Moze sa i jakies wypadki
      ekstremalne, ale sama sklaniam sie bardziej ku holenderskiemu wychowywaniu,
      oczywiscie nie wszystko mi sie podoba, staram sie znalezc jakis rozsadny
      srodek. Jadac do Polski mam porownanie. Kilka przykladow: Mojemu dziecku
      pozwalam na samodzielne odkrywanie swiata, pozwalam na wiele, pod warunkiem, ze
      jest to dla niego bezpieczne. Chcial pelzac za ptakami miedzy krzakami w
      ogrodku? Prosze bardzo. Wody nam nie brakuje. W Poslce wszystkie ciotki, babcie
      i sasiadki: Nie wchodz na trawke bo sobie buciki zmoczysz, tutaj nie dotykaj bo
      zrobisz ziazi( wrrr... wystarczy, ze mlody sie ucz dwoch jezykow), wstan, bo
      wytrzesz kolana, uwazaj, bo sie wybrudzisz... I tk w kolko, jak to slyszalam,
      to nie dziwilo mnie wcale, ze syn z babcia nie chcial isc na spacer. Podobnie
      jest z reakcja, jezeli dziecko sie np przewroci: w Polsce od razu dziecko bylo
      podnoszone, przytulane, wycalowywane z wszystkich stron, i strasznie zalowane,
      bo sie biedactwo stluklo straszliwie. Jak sie przy mnie mlody stlucze, to po
      placzu zwykle slysze, czy rzeczywiscie go tak straszliwie boli, czy tylko
      usiluje zwrocic na siebie uwage. Jak to pierwsze, to pomoge, powiem, ze wiem,
      ze boli, ale nie robie z tego wiekszego problemu. Czasem zgasze mlodego:
      Kochanie wiem, ze sie uderzyles, mama prosila, zebys tam nie wchodzil,
      nastepnym razem prosze bardziej uwazac, a teraz juz przestac plakac, bo oczka
      beda bolaly". Innym razem odwracam uwage, czy zmieniam "rozpaczliwy"placz w
      zart i konczy sie gora smiechu. Widze, ze jezeli sama zareaguje spokojnie,
      przyznam, ze rozumiem sytuacje, ale niczego nie wyolbrzymiam, to dziecko
      szybciej o wypadku zapomina. Jak pol dnia wszyscy mu o tym przypominaja, to i
      dluzej marudzi. Moja rodzina uwaza, ze reaguje jakbym serca nie miala. 5 lat
      temu myslalam podobnie, teraz jednak wiem, ze dziecko jest pewniejsze siebie,
      samodzielniejsze i pogodniejsze, jezeli otrzymuje zdrowa doze uwagi, pieszczot
      ale i stoickiego spokoju i przestrzeni na popelnianie bledow. Czy jest to zimny
      chow? Moze dla niektorych tak wyglada, ale dziecka nie yrzeba caly czas nosic
      na rekach, zeby wiedzialo, ze mama je kocha. Przynajmniej ja tak uwazam i moj
      niespelna 3-latek kazdego dnia mnie przekonuje, ze niczego mu nie brakuje.
    • herman_h Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 11:04
      Tijgertje - zgadzam sie z Toba w 100%. Bylam niewolnikiem, jak to nazwalas (i
      slusznie) naszej najstarszej, 2 lata wyjete z zyciorysu - dziecko nie moglo
      zaplakac, bo co sasiedzi powiedza (mieszkanie w bloku), pewnie glodne albo
      chore, moze do lekarza trzeba itd.(mamusia + tesciowa) a mi sie rece urywaly od
      noszenia bobasa 10 kg a serce kamienialo ze zmeczenia. Teraz nasz maly ma 5 m-
      cy, jest przytulany, calowany bez granic ale noszony juz w granicach rozsadku,
      spi sobie osobno w swoim pokoiku i cala noc przesypia bez problemu. Staram sie
      sluchac mojego dziecka i siebie samej a nie doradcow dookola i poki co nie
      zaluje.
      • napolnoc Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 11:15
        zimny wychow- hehe, myslalam ze pytanie dotyczy tych drastycznie niskich
        temperatur panujacych w przecietnym holenderskim domu, czyli ok.19 stC, brrrr...

        Na baby sittingi w dawnych czasach, obowiazkowo bralam ze soba sweter i koc w
        plecaku, hihi, inaczej bym w hibernacje wpadla.

        Tijgertj opisala dobrze :)
        • nesla Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 11:46
          Co do temperatur to podobno najlepiej spi sie w temperaturze 17 stopni, ja nie
          ogrzewam sypialni w nocy rowniez w zimie, ale tez nie przeszlam na spanie przy
          otwartym oknie w zimie, co zdarza sie wsrod Holendrow.
          Co do wychowania to podpisuje sie pod Tijgertje. Ja tutaj u znajomych powiem
          szczerze ze nie wiem jak jest, nie wiem jak sasiedzi wychowuja swoje dzieci, no
          chyba ze dochodza mnie jakies krzyki (o czym kiedys juz pisalam..) a rodzina
          sie nie wtraca. Ale mam kolezanke Polke, ktora z dwojka dzieci (i trzecim w
          drodze) mieszka u holenderskiej tesciowej i opowiada mi jak tamta uczy ja jak
          powinna sie zajmowac dziecmi. Wiec podejscie tej starszej pani uwazam za
          przesade, bo faktycznie neguje spacery, jakiekolwiek noszenie na rekach czy
          jakiekolwiek zajmowanie sie dzieckiem poza niezbedna opieka typu karmienie czy
          przewijanie, ale czas spedzony na zabawie uwaza za stracony (przeciez mozna
          poprasowac w tym czasie albo posprzatac), male dziecko powinno wg niej spedzac
          czas w kojcu / boksie i uczyc sie obserwujac otoczenie, a mama powinna sie
          zajmowac swoimi sprawami. Nie wiem czy to kwestia pokolenia jest czy
          narodowosci i czy to jest prawda czy moze kolezanka troche przesadza, ale taki
          rodzaj popadania w skrajnosci tez mi nie odpowiada.
          W Polsce nawet jesli mamy chca wprowadzic pewna dyscypline w domach to czesto
          spotykaja sie z protestem rodziny czy sasiadow, ktorzy slysza ze dziecko placze
          i interweniuja nie znajac powodu placzu. Tutaj raczej pozostawia sie sprawy w
          rekach matki ufajac ze wie co robi.
    • agnieszkaela Re: zimny wychów-pytanko 16.11.06, 11:18
      Co do karmienia-faktycznie, wszyscy holenderscy znajomi juz po 5 miesiacach sie
      dziwili, ze jeszcze karmie wylacznie piersia.
      Zimny wychow... zalezy co kto przez to rozumie. Mi sie nie podoba teoria, ze
      dziecko ma nie przeszkadzac. I tak niektorzy znajomi holenderscy podchodza do
      swoich dzieci. Pol dnia samo w kojcu, noc w swoim pokoju od 19.00 do 8.00 rano-
      bez wzgledu na to czy placze czy nie. Weekendy u babci lub opiekunki, aby
      rodzice mogli sie pobawic gdzies. Karmienie sztuczne aby nie obciazac mamy.
      Jedzenie dla dziecka jak najszybciej takie samo jak rodzicow-aby nie klopotac
      sie osobnym gotowaniem zdrowych posilkow dla malucha.
      ALe przyznam tez ze w Polsce przegina sie w druga strone-to co pisala
      Tijgertje.
    • nesla Re: bunny.tsukino 16.11.06, 11:49
      Tu jest link do watku, napisz cos o sobie:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24320&w=28938789
      • maxijo Re: bunny.tsukino 16.11.06, 12:59
        wsrod moich znajomych bywa roznie, nie moge powiedziec ze dookola widze tylko
        zimny wychow; natomiast prawda jest ze istnieja dwie teorie: holenderska -
        dyscyplina od pierwszego dnia zycia w Holandii, zadowolenie przede wszystkim
        rodzicow, by mogli odpoczac, wyjsc, prowadzic zycie podobne do tego sprzed
        dzieci, przyjmowanie choroby dziecka, kolek, zabkowania i innych trudnych
        okresow w zyciu dziecka jako normalna kolej rzeczy. Teoria polska
        (prawdopodobnei tymaczasowa) to rozpieszczanie, lulanie, spanie z dzieckiem,
        karmienie na zadanie i bezustanna bliskosc matki w pierwszych miesiacach zycia,
        dazenie do uszczesliwienia dziecka za wszelka cene.
        W zwiazku z tym w Holandii matki sa przewaznie mniej zestresowane, wyspane,
        maja piersia karmi sie krotko badz wcale, kojec jest podstawowym meblem w
        kazdym domu i jest maksymalnie uzywany, jest okreslony czas na pieszczoty,
        spanie, jedzenie, dzieci zazwyczaj maja rytm dostosowany do potrzeb rodzicow,
        sa pozostawiane pod opieka nie-matki, nie biega sie po lekarzach z katarem, nie
        wyszukuje chorob na kazde kwekniecie dziecka itp.

        • ada9611 Re: bunny.tsukino 16.11.06, 14:09
          mowisz ze one tak czesto do lekarza nie chodza na kazde kwiniecie.ja chodzilam
          bardoz czesto,i chwal bogu,bo do tego czasu,syn zjadlaby tony
          antyboitykow,chybai niedoslyszal na jedno ucho.,a z drugiej strony ,wole byc z
          dzieckiem w domu,niz wyjsc ,do kina lub cos w tym rodzaju.szkola wypelania
          prawie caly dzien,,wiec ,musze wszystkich zdarzen wysluchac,itd.ale to tylko
          moje odczucia,kazdy ma wybor.
          • tijgertje Re: bunny.tsukino 16.11.06, 14:27
            Z lekarzami to kwestia dosc indywidualna. JA tez chodze czesto, ale nie z
            powodu byle kataru. Na poczatku panikowalam, z czasem nauczylam sie rozpoznawac
            symptomy, z ktorymi do lekarza biec nie trzeba. Raz mlodego zostawilam na pare
            godzin z babcia, mial goraczke, straszny katar i kaszel, ale poznwalam, ze to
            typowe u niego i wiedzialam, zeza kilka dni przejdzie. po dwoch dniach
            rzeczywiscie bylo znacznie lepiej. Babcia na szczescie nie zna jezyka. Byl to
            jedyny powod, ktory ja powstrzymal przed dzwonieniem na 112:-)
            • beba3 Re: bunny.tsukino 17.11.06, 17:05
              Z jednej strony wlasnie to nieogrzewanie sypialni w nocy i nie przegrzewanie
              domu podczas dnia. Zima noszenie bluz i swetrow w mieszkaniu. Chodzenie w
              butach na codzien w domu.
              Z drugiej, nie widuje sie na ulicy obcalowujacych dzieci rodzicow, gugajacych
              do nich w jezyku 'dzieci'.
              Do wszelkich 'wypadkow' tylu guz czy skaleczenie podchodzi sie spokojnie.
              Noworodki od razu sa odkladane na noc do swoich sypialni i spedzaja czas
              czuwania w kojcu. Karmienie piersia wydaje sie kolopotliwe. Swiezo upieczone
              mamy szybko wracaja do swoich hobby sprzed ciazy i nie maja wyrzutow sumienia
              ze poswiecaja mniej czasu swojemu dziecku. Na wakacje czesto rodzice wyjezdzaja
              sami, bez dzieci itp
              Czyli to co napisano wyzej ale chyba trudno tak zdecydowanie napisac ktora
              opcja jest lepsza dla dziecka czy dla rodzica czy tez dla obojga? Wszystko
              zalezy od danej rodziny i tego w jaki sposob ona realizuje swoj styl wychowania.
              Ja nie jestem 'za' czy 'przeciw', raczej za wyszukaniem 'zlotego srodka'.
              Choc przyzjnaje, ze na poczatku bylam zdziwiona... ;-)
              • anitax Re: bunny.tsukino 21.11.06, 21:51
                W piatek wieczorem bylam na zakupach i zamarlam. Ze sklepu wyszla para z
                dwulatkiem na rekach. Dziecko mialo cieniutkie spodnie do polowy lydki i bose
                stopy, bez skarpetek. A wczesniej boso biegalo po sklepie! W polowie listopada!

                Holendrzy w domach rzeczywiscie maja zimno, chociaz niska tempetarura w
                sypialni akurat mi (po latach przyzwyczajen) odpowiada. Choc rzeczywiscie
                daleka jestem od otwierania okna zima. Znam osoby, ktore na gorze w ogole nie
                maja ogrzewania, a zima nawet pojawia im sie szron na szybach - od srodka!
                Ciekawa jestem czy to dla zdrowia czy z oszczednosci?

                Ogromne roznice widze w podejsciu do noworodkow. W Polsce bardzo dba sie o
                sterylne warunki przy porodzie, w Holandii nawet asystujacy przy porodzie
                partner nie musi dezynfekowac rak (dobrze jesli je w ogole umyje), nie
                wspominajac o jakiejkolwiek odziezy ochronnej. Polski noworodek ma buzie
                przemywana przegotowana woda, wygotowywane smoczki, na (umyte) rece bierze go
                tylko najblizsza rodzina. W Holandii tygodniowe dziecko ma juz zaliczone w buzi
                paluchy rodziny i znajomych i zwiedzilo okoliczne sklepy.

                Co do stosunkow rodzinnych, wydaje mi sie, ze wiezi sa tu duzo slabsze.
                Wystarczy jak porownam stosunki obu babc do Lisy. Polska babcia traktuje ja jak
                wlasne dziecko, przytula, caluje i prawdziwie za nia teskni. Holenderska babcia
                przez tydzien pobytu u nas nawet jej nie wziela na kolana. Siedziala przy
                biurku rozwiazujac krzyzowki i czasem wnuczce pomachala ... Czasem wydaje mi
                sie, ze Polska i Holandia to dwa bieguny. W Polsce dla dzieci sie robi
                wszystko, poswieca, w Holandii natomiast dzieci powinny jak najmniej
                przeszkadzac. Polskie babcie przechodza na wczesniejsza emeryture, holenderskie
                czasem nawet odmowia pomocy w sytuacji awaryjnej, bo akurat w ten dzien
                tygodnia graja w brydza, tenisa, chodza na basen lub spiewaja w chorze.

                Holenderskie rodziny wydaja mi sie zimne, nie okazuje sie uczuc, rodzine
                odwiedza maksymalnie kilka razy w roku. Niby matki czesto rezygnuja z pracy czy
                pracuja w niepelnym wymiarze godzin, ale bardzo czesto godzinami chodza z
                maluszkami po sklepach lub przesiaduja w kawiarniach rozmawiajac z kolezankami
                i palac (przy dzieciach!) papierosy. A dzieci sa upominane, ze maja nie
                przeszkadzac.
                U nas w okolicy mieszka sporo dzieci, ale rzadko spotykam je na spacerach,
                siedza albo w zlobkach albo w domach, pewnie w kojcach albo przed telewizorem.
                • ada9611 Re: bunny.tsukino 21.11.06, 22:12
                  troche ci przyznam racji o tych baciach,mojamama to wnuki rozpieszcza,tesciowa
                  zas-zimne wychowanie,czasami az perfidne mozna by powiedziec,przyjhdzie raz od
                  swieta i zamiast spytac sie moich dzieci jak w szkole,co wpiasly na liste od
                  swietego mikolja itp,zaczyna opowiadac co zrobily jej inne wnuki.zadnego
                  zainteresowania ,nic.ale znow widze inne babcie przed szkola czekajace na
                  wnuki,i smaa milosc.i zawsze sobie mysle,czy to tak trudno.czemu moje dzieci
                  nie sa traktowane tak.kiedys sie mocniej tym gryzlam,teraz juz powoli mi
                  przechodzi,.wazne aby moje dzieci czuly nasza milosc rodzicow.tescoiwej nie
                  zmienie,proboiwalm pare razy dosc delikatnie i nie delikatnie dac do
                  zrozumnienia ,ze jak cos obieca dzieciom to niech spelni,itd.nic nie
                  dziala.przykre ale prawdziwe,jedynie biedny czasm maz jest jak mam dola.cchyba
                  maz atutomatycznie zeszedl do grona -czarnych owcow,tak jak ja.
                • go.ga Re: bunny.tsukino 21.11.06, 23:29
                  Odnosnie zimnych rodzin, to ja akurat mam inne doswiadczenia. Ja pochodze z
                  rodziny, gdzie nie ma bliskich wiezi ani pomagania sobie. Holenderska rodzina
                  mojego meza jest bardzo ze soba zzyta, czesto sie widuja, bardzo sobie pomagaja
                  w trudniejszych chwilach. Wiem, ze tesciowa uwielbia dzieci i gdybysmy mieli
                  dziecko, na pewno chcialaby spedzac z nim duzo czasu. Chyba sie nie moze
                  doczekac (tak twierdzi moj maz), ale ma duzo taktu i nic nie mowi na ten temat.
                  Rozmawialam kiedys z mezem na ten temat. On ma z kolei inna teorie, nie majaca
                  nic wpolnego z narodowosciami. U mnie w rodzinie wszyscy sa wyksztalceni,
                  rozproszeni po roznych miastach, zajeci soba i praca. Rodzice meza to ludzie
                  niewyksztalceni, prosci, ale naprawde bardzo ciepli, serdeczni, pomocni.
                  Podobnie jak cala jego rodzina, do tego wszyscy mieszkaja w tym samym miescie,
                  kolo siebie (nie musza, jak czesto ludzie wyksztaceni jechac do interesujacej
                  pracy do innego miasta, chyba tylko my mieszkamy gdzie indziej), zyja bardzo
                  blisko ze soba na co dzien.
                  • martaj7 Re: bunny.tsukino 22.11.06, 07:41
                    Mam nadzieje goga, ze teoria twojego meza nie sprawdzi sie u nas:) No, w kazdym
                    razie odloze habilitacje na pozniej:)
                    • go.ga Re: bunny.tsukino 22.11.06, 13:45
                      martaj7 napisała:

                      > Mam nadzieje goga, ze teoria twojego meza nie sprawdzi sie u nas:) No, w
                      kazdym
                      >
                      > razie odloze habilitacje na pozniej:)

                      W Holandii sie nie robi habilitacji ;)



                      • martaj7 Re: bunny.tsukino 22.11.06, 14:11
                        No, wiem, ale w PL wciaz tak.
                    • go.ga ps 22.11.06, 14:14
                      martaj7 napisała:

                      > Mam nadzieje goga, ze teoria twojego meza nie sprawdzi sie u nas:) No, w
                      kazdym
                      >
                      > razie odloze habilitacje na pozniej:)
                      >

                      W Twoim wieku juz nie odkladalabym za bardzo tej habilitacji...;-)
                      • martaj7 Re: ps 22.11.06, 14:33
                        Chcesz powiedziec ze powinnam stanac w szranki, zeby jednak byc najmlodszym
                        doktorem habilitowanym? No to sie pospiesze...
                        • go.ga Re: ps 22.11.06, 14:52
                          martaj7 napisała:

                          > Chcesz powiedziec ze powinnam stanac w szranki, zeby jednak byc najmlodszym
                          > doktorem habilitowanym? No to sie pospiesze...

                          Najmlodszym juz i tak nie bedziesz ;-)
                          Ale w szranki stawac nie musisz, to nie jest wyscig.
                          • martaj7 Re: ps 22.11.06, 14:59
                            Tak? A znasz mlodszego? Znasz wogole jakiegos?
                            • tijgertje Re: ps 22.11.06, 15:13
                              Dziewczyny:-))) Marta, ja nie wiem, ile ty masz lat, ale znam jednego
                              historyka, co doktorem habilitowanym zostal jak mial 31 lat. Jak dla mnie to on
                              calkiem mlody byl:-) Tak, ze chyba musisz sie jednak pospieszyc:-))))
                              Teraz kumpla-blondyna poganiam, ale juz i tak nie zdazy. Doktorat zrobil, jak
                              mial 26 lat.
                              • go.ga Re: ps 22.11.06, 15:26
                                tijgertje napisała:

                                > Dziewczyny:-))) Marta, ja nie wiem, ile ty masz lat, ale znam jednego
                                > historyka, co doktorem habilitowanym zostal jak mial 31 lat. Jak dla mnie to
                                on
                                >
                                > calkiem mlody byl:-) Tak, ze chyba musisz sie jednak pospieszyc:-))))
                                > Teraz kumpla-blondyna poganiam, ale juz i tak nie zdazy. Doktorat zrobil, jak
                                > mial 26 lat.


                                Ja znam 2 osoby, co przed 30-tka jeszcze, w wieku 29 lat.
                                A Marta, jesli jest to ta Marta o ktorej mysle (doktorat wrzesien 2000?, swiat
                                jest maly), to ma 34 lata.
                                Marta, nie chcialam nadepnac Ci na odscisk, jedynie sobie zazartowalam ;-)))))))
                                Buzka?
                                • martaj7 Re: ps 22.11.06, 19:58
                                  Pochlebia mi goga ze znasz szczegoly mojej biografii:) I nie nadepnelas, mysle
                                  ze radze sobie znakomicie...
                                  • go.ga Re: ps 22.11.06, 23:31
                                    martaj7 napisała:

                                    > Pochlebia mi goga ze znasz szczegoly mojej biografii:) I nie nadepnelas,
                                    mysle
                                    > ze radze sobie znakomicie...
                                    >

                                    Nie interesuje mnie, jak sobie radzisz. Jedynie sprostowalam, ze szans na
                                    zostanie najmlodszym w historii dr habilitowanym juz nie masz. Mnie tam
                                    wszystko jedno, ja nie oceniam ludzi na podstawie tytulow ani nie gardze
                                    srzedawcami butow, tak jak Ty. Poza tym, jesli odczuwasz taka potrzebe, mozesz
                                    sobie na potrzeby forum nawet pisac, ze bedziesz najmlodsza laureatka nagrody
                                    Nobla.
                                    • martaj7 Re: ps 23.11.06, 08:12
                                      Rzeczywiscie goga...tu mnie masz...mam tak niskie poczucie wlasnej wartosci ze
                                      musze krzyczec o swoich osiagnieciach na forum dzieciowym...Tak. Masz racje,
                                      jak zwykle. Bo przeciez wszysto wiesz, i na kazdy temat masz opinie. I wysuwasz
                                      wnioski po postach, ktorych nie rozumiesz. Tak goga. Dzieki tobie w koncu
                                      zrozumialam. Dziekuje.
                                      Dozgonnie wdzieczna. Ide sie napic melisy.
                                • martaj7 ps 22.11.06, 20:01
                                  Goga, naprawde, jeszcze nie jest za pozno...Mozesz nad soba troche popracowac,
                                  i nadrobic jakos ten brak cieplego domowego ogniska (tych wyksztalconych
                                  krewnych) i bliskich wiezi rodzinnych, ktore w taki sposob na ciebie
                                  wplynely:):):)Mozesz sobie powtarzac rano myjac zeby: jestem mila i dobra,
                                  wszyscy mnie kochaja...Po jakims czasie w to uwierzysz...:)
                                  Buzka?
                                  • go.ga Re: ps 22.11.06, 23:38
                                    Widze, ze pani Marta sie zdenerwowala. Sprobuj pic herbatke z melisy.
                  • agnieszkaela Re: bunny.tsukino 22.11.06, 08:38
                    Na pewno rozproszenie po kraju czy swiecie nie sprzyjac zaciesnianiu wiezi
                    rodzinnych, ale twierdzenie, ze wyksztalcenie jest powodem braku zazylosci w
                    rodzinie jest zbyt duzym uproszczeniem.
                    • go.ga Re: bunny.tsukino 22.11.06, 13:58
                      agnieszkaela napisała:

                      > Na pewno rozproszenie po kraju czy swiecie nie sprzyjac zaciesnianiu wiezi
                      > rodzinnych, ale twierdzenie, ze wyksztalcenie jest powodem braku zazylosci w
                      > rodzinie jest zbyt duzym uproszczeniem.

                      Zgadzam sie, uproscilam, pozno pisalam. Chodzilo mi o to, co napisalas. Ze
                      rozproszenie po kraju, swiecie, praca do pozna itd nie sprzyja tworzeniu sie
                      wiezi rodzinnych. To nie kwestia wyksztalcenia.
                      • beba3 go.ga 22.11.06, 14:31
                        Go.ga!
                        Odkrecaj, odkrecaj! ;-D
                        Ja zrozumialam, ze Toj maz twierdzi ze w Waszej sytuacji wyksztalcenie i jego
                        brak ma znaczenie. Wiaze sie to z miejscem zamieszkania a co za tym idzie
                        czestoscia kontaktow i sila wiezi pomiedzy czlonkami rodziny. I ze nie jest to
                        teoria ktora nalezy przekladac na wszystkich a jest wlasciwie dorobiona do
                        Waszej sytuacji.
                        Dobrze mowie? ;-)
                        Bo jeszcze dostaniesz po lapce od kogos! ;-D
                        • go.ga Re: go.ga 22.11.06, 16:13
                          Specjalnie dla Ciebie Beba, odkrece. Bo moze faktycznie do konca dobrze
                          napisalam. Chodzi o to, ze jesli np. ktos jest fryzjerka czy krawcowa to pracy
                          moze spokojnie wszedzie. Wyjsc za maz za kierowce, mieszkac cale zycie w tym,
                          samym miescie co rodzice. Spedzac duzo czasu ze soba, zyc blisko na co dzien.
                          Gdy ma sie bardziej specyficzne wyksztalcenie, nie zawsze znajdzie sie prace na
                          swoim poziomie w rodzinnym miescie. Trzeba z niego wyjechac, czasem i do innego
                          kraju. Czasem w pracy sa oczekiwania, ze sie wyjedzie, zdobedzie doswiadczenie
                          zagraniczne w innej placowce. Np. do Singapuru ;-) A jesli jest malzenstwo,
                          obie osoby sa ambitne, jedna dostala prace swoich marzen w Singapurze, druga w
                          Stanach i zadna nie chce isc na kompromis, zrezygnowac z marzen i abmicji?
                          Wtedy jest problem ;-)
                          • nesla Re: go.ga 23.11.06, 11:43
                            go.ga napisała:
                            A jesli jest malzenstwo,
                            > obie osoby sa ambitne, jedna dostala prace swoich marzen w Singapurze, druga
                            w
                            > Stanach i zadna nie chce isc na kompromis, zrezygnowac z marzen i abmicji?
                            > Wtedy jest problem ;-)


                            Wlasnie dlatego Goga takie sprawy sie obgaduje ZANIM sie zdecyduje na powazny
                            zwiazek, a szczegolnie potomstwo. Wiele rzeczy w zyciu trudno jest przewidziec,
                            ale niektore sprawy mozna chociaz przedyskutowac.
                            Zgadzam sie ze wyksztalcenie w pewnym stopniu wplywa na ambicje, ale to ze
                            wplywa na miejsce zamieszkania to juz troche daleko posuniety wniosek.. Znam
                            mnostwo ludzi z wyzszym wyksztalceniem, ktorzy jednak mieszkaja niedaleko
                            swoich korzeni, albo do korzeni wracaja po kilku latach jezdzenia po swiecie.
                            Takie korzenie szczegolnie przydatne okazuja sie gdy zalozy sie juz wlasna
                            rodzine i majac dzieci okazuje sie jak wazni sa dziadkowie, siostra czy brat.
                            • zuzka71 Re: go.ga 23.11.06, 14:40
                              dokladnie nesla. przepraszam ale mnie ta teoria o ludziach mniej wyksztaconych i
                              zatem 'niemobilnych (nazwijmy tak w uproszczeniu brak koniecznosci odbywania
                              wojazy) a bardziej przez to uczuciowych (tu tez skrot, nie lubie dlugich
                              wywodow na forum)kojarzy sie z pogladami pana ze szczegolnym wasem.. i odwrocmy,
                              ci wyksztaceni to bardzo biedni sa wg tej teorii, ani uczuc nie zaznali ani
                              okazywac ich nie bardzo potrafia. duze i bardzo krzywdzace uproszczenie....
                              przeciez nie wszyscy ktorzy mieli to szczescie miec dostep do wiedzy i z niego
                              skorzystali sa tacy malo emocjonalni...
                              • go.ga Re: go.ga 23.11.06, 15:09
                                Jejku, Zuzka nie twierdze ze wszyscy wyksztalceni ludzie sa biedni i bez uczuc
                                a Ci niewykształceni zawsze ciepli i serdeczni. Tylko, ze wedlug mnie grupa
                                pierwsza czesciej jednak wyjezdza, praca jest dla nich wazna, nie tylko jako
                                źródło dochodu ale tez zaspokojenie ambicji. I pewne dylematy, chocby ten typu
                                dziecko czy kariera czesciej ich dotycza. I nie mam na mysli osob, które tylko
                                skończyły studia, tylko duzo bardziej ambitne. Dla których ich ambicje sa
                                najważniejsze na swiecie. Wiecej pisac nie będę, bo nie mam ochoty na złośliwe
                                komentarze na temat mojej rodziny, a tylko na przykładzie mogłabym lepiej
                                wytłumaczyć o co mi chodzilo.
                                I jeśli już generalizowac, bo zdaje sobie sprawe, ze jest to generalizowanie,
                                to dla mnie linia podzialu nie przebieg wedlug narodowości, zimni Holendrzy
                                kontra rodzinni Polacy, tylko bardziej wedlug środowisk.
                                • martaj7 Re: go.ga 23.11.06, 15:33
                                  Hmm...Rozumiem, ze tobie wolno wysuwac bledne wnioski na temat postow innych
                                  osob,i na tej podstawie generalizowac, a to co sama napiszesz trzeba przyjmowac
                                  jako pewnik.
                                  A co do ochoty na zlosliwe komentarze, to zapewniam cie ze nikt jej nie ma.
                                • a.polonia Re: go.ga 23.11.06, 17:52
                                  I jeśli już generalizowac, bo zdaje sobie sprawe, ze jest to generalizowanie,
                                  > to dla mnie linia podzialu nie przebieg wedlug narodowości, zimni Holendrzy
                                  > kontra rodzinni Polacy, tylko bardziej wedlug środowisk.

                                  --------No cos Ty go.ga, przeciez wszystkie matki i babcie Holenderki to zimne
                                  suki, ktore zamykaja swoje dzieci godzinami w pokoju oraz ich nie przytulaja, a
                                  takze zle odzywiaja i niewystarczajaco cieplo ubieraja.
                                  Natomiast Matka Polka to ideal matki, boooszzz, go.ga, jeszcze tego nie wiesz?
                                  Siadaj, dwoja.
                                  • nesla Re: Pola 23.11.06, 19:21
                                    ;-D
                                • nesla Re: go.ga 23.11.06, 19:30
                                  Gogus, nie wycofuj sie z dyskusji tylko dlatego ze sie ktos z Toba nie zgadza,
                                  bo to ze martaj odgrywa sie za sprzedawcow butow to nie znaczy ze my wszystkie
                                  w Jej ton zartow gramy :D
                                  I do tego co napisalas chcialam jeszcze dodac, ze z tego co ja zauwazylam, to
                                  te ambicje w Holandii w duzo wiekszej mierze kieruja ludzi ku dylematom i
                                  WYBOROM CZY dziecko CZY kariera, bo w Polsce raczej wiekszosc wyksztalconych
                                  ludzi kariere z rodzina jakos godzi (podkreslam, ze sa to moje wylacznie
                                  obserwacje), wiec troche pozostaje jednak podzial wg narodowosci, bo to
                                  przeciez podzial kulturowy, inna tradycja, inne uklady. Ja naprawde
                                  niezlosliwie i nie betonowo, otwarta jestem na inne opinie :) i rowniez
                                  rozumiem, ze ty na podstawie wlasnych obserwacji uwazasz inaczej niz ja.
                                  • beba3 Re: go.ga 24.11.06, 02:45
                                    He, ja tam zawsze mam ochote na kasliwe komentarze ale serce Matki Polki nie
                                    pozwala mi czesto glosno ich wyrazac. ;-P Tak jest duze to moje cieple i
                                    kochane sreducho ze i Martaj i Go.ge w nim trzymam. ;-P
                                    Nesla!
                                    W Holandii nie tylko wyksztalceni ludzie decyduja sie na pozniejsze
                                    maciezynstwo. Nie znam liczb ale i niewyksztalceni chca troch
                                    bardziej 'przedluzyc sobie mlodosc, nie wpadac w pieluchy, nie odcianac sobie
                                    drog rozwoju' itp
                                    W mojej rdzinie serdeczne stosunki sa zarowno od strony moich niewyksztalconych
                                    rodzicw jak i wyksztalconych tesciow. Czuje ze obie strony kochaja i tesknia za
                                    wnukami. Moja tesciowa tez twoerdzi ze i za mna sie stesknila. ;-P
                                    Z drugiej strony nie wyobrazam sobie mieszkania pod jednym dachem z moaj mama.
                                    Toksyczne. Zawsze robilabym cos nie tak. Przypuszczam ze mieszkajac z tesciowa
                                    musialaby czesto dostosowaywac sie do jej wymagan.
                                    Natomiast mieszkac w poblizu obu rodzin? Jak najbardziej! Tak wlasnie
                                    kombinowalismy zanim zawialo nas do Holandii. Chielismy byc blisko obu rodzin.
                                    Czyli w naszym przypadku eoria podana przez Go.ge sie nie sprawdzila choc jest
                                    wniej ziarno prawde.
                                    Tesciowa spedza 3 miesiace na wakacjach i do glowy jej nie przyjdzie aby z nich
                                    zrezygnowac, skrocic itp aby spotkac sie z wnukami. Kiedy ja przyjezdzalam do
                                    Polski z dziewczynami latem ich juz nie bylo. Trudno, swietnie.
                                    Moaj mama natomiast jest w stanie zrezygnowac ze wszystkiego i leciec na
                                    zlamanie karku aby pomoc, zobaczyc.
                                    Ale to chyba tez nie jest dobrze?
                                    A nasze reacje zarowno z rodzicami, jak i tesciami staly sie bardziej poprawne
                                    dzieki odleglosci nas dzielacej. Po pol roku niewidzenia sie nie ma sensu
                                    spierac sie o pierdoly. Liczy sie ze jestesmy razem i trzeba spedzic ten czas
                                    produktywnie i milo. :-)
                                    Moze nie ma juz jakiegos glebszego kontaktu na codzien ale wiem, ze jak
                                    mialabym ochote sie wyplakac to moge to zrobic w sluchwake telefonu.
                                    Na szczescie nie mam powodow i reka boska niech mnie broni przed takimi
                                    czynami! ;-D
    • zuzka71 Re: zimny wychów-pytanko 23.11.06, 14:54
      a ja malo zauwazam tego strikte zimnego chowu..ten ktory widze i sama stosuje
      wyraza sie nie zaglaskiwaniem, dodawaniem odwagi i pomaganiem w zdobywaniu
      samodzielnosci, co dodaje dziecku pewnosci siebie itd. oczywiscie poparty czesta
      porcja czulosci, na ile dziecko pozwala;P dzieci tutejsze sa czesto bardzo
      odwazne i przebojowe, co wg mnie jest cze-scio-wo skutkiem takiego wychowania.

      bunny.tsukino a zapytam tak z ciekawsoci skad ta twoja niezdrowa ciekawosc:)?
      ;):)) pozdrowki.zuzka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka