freekani
06.10.11, 14:01
Bardzo mi się spodobało to określenie - jakże trafnie określające stan fizyczny i duchowy, w jakim się przez ostatni rok znajduję. A pomocy - znikąd. Sugestie lekarzy, że powinnam pójść do psychiatry, bo tarczyca nie ma na to przecież wpływu powodują, że chyba sobie dam spokój i zaakceptuję królika. Ale może Wy mnie natchniecie i coś jeszcze wymyślę?
Mam Hashimoto, stwierdzone 1,5 roku temu na podstawie USG i anty-TPO.
Moje ostatnie wyniki:
TSH 3,50 (norma 0,35-4,94) {ale przyznam, że niedawno mialam TSH 0,5 i też nie było dobrze, dlatego skłaniam się ku myśli, że to może coś jeszcze....}
To tyle, jeśli chodzi o wyniki, które zleca lekarz. Ale byłam w bojowym nastroju i zrobiłam sobie też inne badania:
FT3 2,44 (norma 1,71-3,71) 36,50%
FT4 1,08 (norma 0,7-1,48) 48,72%
Ferrytyna 20,21 (norma 4,63-204,0)
Witamina B12 227,00 (norma 189,00-883,00)
No i wszystko mieści się w normie. Od lekarza usłyszałam, że niepotrzebnie się kłułam. No, może niepotrzebnie. Ale kłułabym się jeszcze więcej, gdyby mi to miało pomóc. Nie muszę opisywać samopoczucia zdechłego królika - wszyscy to znają. No i jak? powalczyć jeszcze, czy dać sobie spokój?
Lekarz jest raczej kiepski, bo jak przychodzi do niego pacjentka z błaganiem w oczach, to może zechciałby pomyśleć, jak pomóc. Zwłaszcza, że to jest wizyta prywatna. Jak chodziłam do innego lekarza na fundusz, to nawet lekarstw żadnych nie dostałam - ten mi przynajmniej przepisuje euthyrox - teraz mam zażywać 50 euthyroxu przez cały tydzień. Poprzednio w weekendy miałam dawkę 25, a w tygodniu 50.