Hej, mam pytanie, może ktoś z Was był w podobnej sytuacji.
W dużym skrócie: zostałam okradziona z torebki, w której, prócz innych cennych rzeczy, znajdowało się moje opakowanie euthyroxu. Chcąc szybko wznowić przyjmowanie leku, poszłam do przychodni, w której zdiagnozowano u mnie wcześniej Hashimoto. Mój lekarz miał przyjmować dopiero następnego dnia, więc poprosiłam innego, aby wypisał mi receptę - sądziłam, że wystarczy, jeśli sprawdzi moje wyniki badań i zalecenia lekarza w karcie. Niestety, uznał, że to niemożliwe, zdecydował się przeprowadzić wywiad, zakwestionował diagnozę pierwszego lekarza i zamiast leków wypisał skierowanie na ponowne badanie krwi.
Podczas wizyty u właściwego lekarza w dniu dzisiejszym dowiedziałam się, że chociaż nie zgadza się z tamtym (który notabene nie zna się ni w ząb na leczeniu Hashimoto) i wypisałby mi nową receptę od ręki, to teraz ma związane ręce, bo skoro w dokumentacji dla NFZ jest wpisane ponowne badanie krwi, to teraz trzeba poczekać na wyniki.
Z racji weekendu, dostanę receptę dopiero we wtorek, i to przy dobrych wiatrach. Tymczasem, spada mi już poziom hormonów i pogrążam się z powrotem w tym charakterystycznym otępieniu umysłowym i złym samopoczuciu.

Nie mogę się pogodzić z tym, że przez czyjąś bezmyślność i ślepą biurokrację teraz przez następne parę dni będę zawalać codzienne sprawy i chować się w domu przed znajomymi.

Dlatego zastanawiam się nad jakimś alternatywnym wyjściem z tej sytuacji. Może ktoś z Was kiedyś miał podobny problem i może podsunąć mi jakieś rozwiązanie?
Z góry dziękuję za wszelką pomoc!