Kochani trafilam dzis do Was bo szukalam czegos wiecej na temat mojego Hashi-
ktore poltora roku temu okazalo sie blogoslawienstwem. Dzieki niemu wykryto u
mnie takze LGM-czyli ziarnice zlosliwa. A od poczatku:
w grudniu 2002 zauwazylam, ze urosla mi dziwna kulka na szyi w ciagu dwoch
tyg do 5cm, szybka konsultacja z endokrynologiem pokazala, ze jest to guz
lity hypoechogeniczny, biopsja natychmiast i krew-ale..........hormony w
normie, tylko zmiany w morfologii :wysokie OB (65) i WBC (ponad 70tys)...a z
biospji niewiele odczytali-obraz nietypowy

nastepne konsultacje trwaly 5 m-
cy, odwiedzilam 4 endokrynologow, zrobili 5 biopsji i za kazdym razem nikt
nie potrafil dookreslic tego co widzi pod mikroskopem(nietypowe przewlekle
zapalenie limfocytarne i stad tez rozmaz krwi zaburzony-tak tlumaczyli),
jeden tylko z lekarzy i to patomorfolog powiedzial zeby zrobic TPO i zlecil
regularna obserwacje bo wyglada to na Hashi ale on podejrzewa, ze moze dojsc
do trasnforamcji w chloniaka anaplastycznego (tym bardziej ze tak wysokie OB
i WBC nie jest typowe przy normalnym Hashi). Kazdy kolejny lekarz wysmiewal
jego opinie, ze stawia diagnoze na podstawie czegos czego nie widac na
szkielkach z biospji. Zrobilam TPO i bylo 3650

ale hormony nadal w normie a
rozmaz tylko rosl w gore co do OB i WBC. I wreszcie trafilam do kobiety
endokrynologa, dzieki ktorej jestem tu do dzis

)))- dostalam encorton,co m-c
chodzilam na usg i badanie krwi zeby wszytko co nowe wylapywac...i po 5 m-
cach wedrowek medycznych lekarz doszukal sie 3 wezlow chlonnych do 2cm w
okolicach tarczycy, kazali je usunac i wynik jednoznaczny LGM NS IIB (czyli
ziarnica zlosliwa, typ stwardnienie guzkowe, 2 stadium z objawami typowymi).
To co najbardziej juz po diagnozie mnie zabolalo, to ze caly czas bylam pod
kontrola hematologa(bo ziarnica to schorzenie onkologiczno-hematologiczne,
nowotwor wezlow chlonnych)i on nie widzial zadnych niepokojacych objawow
Kiedy wyladowalam na chemioterapii w klinice hematologicznej lekarze ustalili
po TK klatki i jamy brzusznej, ze przerzuty mam juz do srodpiersia a ten guz
na tarczycy to tez byl przerzut, po prostu moja tarczyca zareagowala bardzo
szybko zanim zdazyly pojawiac sie zmienione nowotworowo wezly...i tak dzieki
mojemu Hashi wreszcie moglam podjac leczenie, ktore okazalo sie dla mnie
gehenna niestety....ale po roku (byl juz styczen w 2004) bylam wolna od tego
swinstwa LGM

))))
pol roku zylam w spokoju do czerwac ubieglego roku, gdy po tygodniu fatalnego
sampoczucia i oslabienia zameldowlam sie u mojej endo i poziom TSH byl 97 a
FT4 3,32. Hashi znow dalo o sobie znac

dostalam eutyrox 75/100 zamiennie. I
wreszcie moglam normalnie funkcjonowac ale...po 2 tyg znowu kulka na szyi i
lek ze jesli odezwalo sie Hashi to i moze ziarnica sie znow dobija do bram
znowu wedrowki medyczne zagoscily na stale w schemcie dnia...endo uspokajala
ze to reakcja na stres-bronilam magra w tym czasie... ale mnie caly czas cos
nie pasowalo..wyslali mnie do onkologa i hematologa...wezlow nie bylo na
poczatku..wiec tylko kontrole zwlaszcza, ze morfologia jest ok...od stycznia
znowu gorzej i tym razem podjeto meska decyzje ze usuwamy guz i wezly, ktore
pojawily sie po swietach (wycieli mi dodatkowo kawalek tarczycy i grasicy bo
byly bardzo zmienione - jak okreslil chirurg)...dzis czekam sobie na wyniczek
i modle sie zeby to bylo tylko Hashi....
jesli jest wsrod was ktos kto polaczyl tez Hashi i LGM niech sie odezwie do
mnie...prosze....
niech moja historia bedzie dla was przestroga, ze czasem warto isc do 4, 5
lekarza ale nie mozna popasc tez w zbytnia paranoje-zawsze kiedy nie
jestescie pewni pytajcie lekarzy oni od tego sa by udzieliac kompetentnych
odpowiedzi....a jesli nie potrafia to znaczy ze trzeba szukac nasteonego,
ktory tego info udzieli..
pozdrawiam