Witam, od pewnego czasu czytam to forum, choć mnie na szczęście to
nie dotyczy, (chociaż zaczynam mieć wątpliwości), ale na
nieszczęście moją mamę tak. Moją mamę przez 15 lat leczyli a to na
astmę, a to wmawiali jej, że to nerwica. Podczas masażu szyi -
wizyty u kosmetyczki- ta wyczuła jej guzki na szyi. Mama zrobiła
USG, które potwierdziło już duże guzy no i hormony tarczycy, które
tez były masakryczne. Guzy były do natychmiastowego wycięcia. Po
wycięciu i dożywotnim niestety łykaniu hormonów mama odzyskała w
końcu równowagę. I jak się okazuje przez te 15 lat nie miała żadnej
astmy a nerwicy to się nabawiła, ale przez naszą służbę zdrowia. Po
ok. 1 roku od wycięcia i leczeniu odzyskała dawną siebie

A astma
i pseudo nerwica to wymysł lekarzy. Mam pytanko, bo czytając to
forum zaczynam mieć wątpliwości, ok. 5 lat temu zaczęłam się
fatalnie czuć, ciągle zmęczona, zawroty głowy, częsty brak
koncentracji, sucha skóra, ogólnie problemy skórne trądzik, którego
nigdy nie miałam a teraz w wieku 32 lat mam, udałam się z tym
wszystkim najpierw do dermatologa, bo tam najszybciej się dostałam,
do neurologa czekałam jeszcze 2-mc. Dermatolog zaczęła leczyć mój
trądzik „młodzieńczy” antybiotykiem, powiedziała, ze to jakieś
zaburzenia hormonalne, ale na razie mnie nie kieruje na badania krwi
(!). Po 2 m-c jak poszłam do neurologa to ta po dwóch wizytach
stwierdziła, ze mam niedociśnienie, (bo faktycznie ciśnienia miewam
zabójcze 86/48) i jakimiś tam kroplami jak jej się wydaje załatwi
sprawę. Do tej pory moje samopoczucie jest takie sobie, ciśnienia
faktycznie miewam bardzo niskie, problemy skórne nadal, do tego
doszło jakieś bielactwo (niewielkie plamki), strasznie wypadają mi
włosy i troszkę siwo się zrobiło na głowie, podstawowe badania krwi
mam bardzo dobre, minerały również, ale zastanawiam się, czy to nie
ma jakiegoś związku z tarczycą. Przepraszam, jeśli chaotycznie to
napisałam, ale pisze to w pracy na raty i sami wiecie jak to jest.
Pozdrowienia i zdrówka życzę.