Jem i jem. Kilanaście dziennie (i tak bywa) tabletek od półtora
roku. Idę zrobić badania, schodzę z 4 thyrosanów dziennie do
jednego - zaczynam kiepsko się czuć, a na widok wyników - ręce
opadajaą. Mam wrażenie, że bez sensu się tym wszystkim szpikuję. Od
wielu miesięcy wyniki są takie same. Dwa miesiące temu - w sierpniu
było tak:
THS - 0.017 (0.340-5.600)
FT3 - 4.19 (2.50-3.90)
FT4 – 0.85 (0.61-1.12)
Chwilę potem zaczęłam koszmarnie się czuć. Lekarz zwiększył mi więc
dawkę znów do 4 thyrosanów. Objadłam się nimi i to wyniki dzisiejsze:
TSH - 0.051 (0.340-5.600)
Ft3 -5.19 (2.50-3.90)
FT4 - 0.98 (0.61-1.12)
TSh drgnęło (ale z nim tak bywa ze spada też do 0.0, a hormony
raczej w miejscu. Którko mówiąc – po co ja się szpikuję tym
wszystkim? Dziewczyny co robić? Kurcze już nie mam siły i
cierpliwości. Za moment znowu zwiększy mi dawki

I po co? I jak
długo tak można? Póki co wygląda bardziej na Basedowa niż Hasi. To
jest pewne.
Ściskam