Dodaj do ulubionych

co robić?

06.01.09, 20:50
Dziewczyny, chciałam się poradzić, co robić, bo nie wiem już.
Podaję moje wyniki:

28-08-2008

TSH 4,36 (0,30 - 5,60)
FT3 1,82 (1,70 - 5,00)
FT4 0,84 (0,65 - 1,90)

Tu byłam na dawce euthyrox 75. Dość długo na niej byłam, ok. pół
roku. Wyniki były dość dobre. Nie robiłam badań przez ten czas, bo
wydawało mi się, że wszystko jest dobrze. Do zrobienia badań
zmusiła mnie depresja podczas wakacji (mimo moich leków
przeciwderpesyjnych), ospałość, brak łaknienia, no i to, że
chciałam schudnąć, pływałam trzy godziny dziennie w jeziorze i
chodziłam dużo po lesie i nie dość, że nie schudłam, a utyłam 2kg.
A jadłam tylko jajka i śliwki, bo gospodyni nic innego nie miała.
Przez to, że długo nie robiłam badań, nie zauważyłam, jak stopniowo
narasta niedoczynność.

Następne wyniki są na dawce euthyrox 125 (+25mikrogramów przez
tydzień i zaraz kolejne +25, razem +50mikrogramów w ciągu miesiąca)

30-09-2008

TSH 0.83 (0,30 - 5,60)

Nic innego nie zrobiłam, bo nie dostałam skierowania i nie miałam
pieniędzy (nie mogę znaleźć pracy). Widać, że TSH spadło, ale dalej
miałam obrzęki, spałam, źle się czułam.

Robię więc za jakiś czas kolejne badania, normy cały czas te same:

05-11-2008

TSH 1,77
FT3 2,52
FT4 1,03

Podnoszę znowu o 25 mikrogramów i jestem teraz na euthyroxie 150.

Oto ostatnie badania na tej dawce, normy j.w.:

22-12-2008

TSH 0,43
FT3 3,11
FT4 1,28

Problem jest w tym, że lekarz uznał te wyniki za wystarczające, a
ja dalej nie najlepiej się czuję. Najbardziej niepokoi mnie tycie
mimo kompletnego braku apetytu i coraz gorsze obrzęki: rano twarz i
oczy, w ciągu całego dnia nogi na całej długości, od ud do stóp.
Czuję, że to obrzęk, bo to mnie boli przy dotyku. Dwa pierwsze dni
po miesiączce obrzęk jest mniejszy, potem narasta. Potwornie też
bolą mnie piersi i też mam je spuchnięte. USG robiłam i nic tam
szczególnego nie ma, jedna torbiel 2mm.
Nie wiem, czy iść dalej w górę z tyroksyną? Czy spróbować
novothyralu?
Lekarz skierował mnie na mnóstwo badań, w czwartek idę wszystkie
robić, ale chciałam wiedzieć, czy z tarczycą jest dobrze, bo chyba
nie jednak? A lekarz widzi przyczynę gdzie indziej: cukrzyca,
insulinooporność, choroba Addisona, albo inne problemy z korą
nadnerczy... Ale ja nie chudnę, nie mam apetytu, cukru mogłabym w
ogóle nie jeść... Nie wiem.. Badania zrobię oczywiście, ale co Wy o
tym sądzicie?

I jeszcze jedno pytanie:

zrobiłam kiedyś ferrytynę i wygląda to tak:

2008-03-31

ferrytyna 44,7 (6,0 - 159,0)

Próbowałam suplementować żelazo różnymi środkami dostępnymi bez
recepty, ale po wszystkich mam potworne zaparcia. Problem polega na
tym, że mam też coś, co się nazywa szczelina odbytu i co koszmarnie
boli i trzeba dbać i raczej luźne wypróżnienia. Leki
przeczyszczające działają na mnie średnio, zresztą jak biorę te
preparaty żelaza, to nie działa NIC, ani warzywa, ani owoce,
śłiwki, morele inne, otręby, leki, próbowałam wszystko.
Stąd moje pytanie:
Słyszałam o zatrzykach żelaza. Czy one też powodują zaparcia?
Czy powinnam je brać, czy dać sobie spokój?

Dużo napisałam.
Dzięki za przeczytanie i będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.

Obserwuj wątek
    • tlustaklucha Re: co robić? 06.01.09, 20:53
      Widać u mnie, że TSH spada szybko po zwiększeniu dawki, po czy
      rośnie od nowa i znowu muszę zwiększać. Hormony tarczycy prawie bez
      zmian.
    • hashi-tess Re: co robić? 06.01.09, 23:50
      tlustaklucha napisała:

      > Robię więc za jakiś czas kolejne badania, normy cały czas te same:
      >
      > 05-11-2008
      >
      > TSH 1,77
      > FT3 2,52

      25%


      > FT4 1,03


      30%



      przemiana ok,
      za niska dawka tyroksyny.




      > Podnoszę znowu o 25 mikrogramów i jestem teraz na euthyroxie 150.
      >
      > Oto ostatnie badania na tej dawce, normy j.w.:
      >
      > 22-12-2008
      >
      > TSH 0,43
      > FT3 3,11


      43%


      > FT4 1,28


      50%

      przemiana super,
      dawka tyroksyny wciąż za niska.

      Badania oczywiście wykonaj.
      Ja optuję za podniesieniem dawki tyroksyny.

      Powtórzyłabym jeszcze raz badanie ferrytyny.

      Tłustaklucho,
      jeszcze tylko troszeczkę potrzeba Ci czasu,
      aby hormony były ok. W/g mnie brakuje Ci
      jeszcze tylko ok. 25mg l-tyroksyny.
      B. się cieszę, że Twoja droga przez mękę
      zbliża się ku końcowi.
      Mam nadzieję, że już tuż tuż napiszesz,
      że samopoczucie jest ok.

      Pzdr
      Tess
      • tlustaklucha Re: co robić? 07.01.09, 02:13
        Tess, BARDZO, BARDZO dziękuję. Nie wiesz nawet, jak bardzo.
        I to mimo, że nie przyjechałam do Wisły, chociaż się zobowiązałam.
        Nie chodzi mi o to, że nie przyjechałam, ale że nie odwołałam.
        Ale nadrobię, mam nadzieję, że jeszcze się przydam może na coś.

        Ja cały czas właśnie się bałam, że ta przemiana u mnie nie jest w
        porządku, ale teraz, jak napisałaś, widzę, że jest nieźle.
        No i denerwuję się trochę, że wchałaniam tą tyroksynę jak gąbka
        dosłownie.. Kiedyś mi się wydawało, że 75 to dużo i chyba cały czas
        mi się tak wydaje i dlatego głupio się jakoś czuję podwyższając..
        Najlepsze jest to, że lekarze, jeden po drugim, zawsze mówili mi,
        żeby nie podwyższać, ża właśnie dawka jest dobra, podwyższałam na
        własną rękę, potem szła do kogoś po receptę i ten ktoś się pytał,
        kto mi tak dawkę dobrał i że jest idealna itd smile)

        No i tak dzięki forum, dzięki Tobie, dzięki Wam, się wyedukowałam.
        Naprawdę super, że jest to forum, inaczej byśmy się nie
        wy/zaleczyli do końca życia.

        Mam nadzieję, że pomoże jeszcze wielu osobom, zabłąkanym w polskiej
        służbie zdrowia.

        Ja jutro podnoszę znowu o 25 i zobaczymy. W sumie lek dość dobrze
        toleruję, to zwiększanie dawki też, tylko jestem zbyt niepewna.
        Tak więc dzięki jeszcze raz za dodanie odwagi.

        Pozdrawiam serdecznie
        Ela
        • aleksandra_01 Re: co robić? 07.01.09, 03:14
          > I to mimo, że nie przyjechałam do Wisły, chociaż się zobowiązałam.
          > Nie chodzi mi o to, że nie przyjechałam, ale że nie odwołałam.

          no! a ja tak czekałam wink
          nie przejmuj się tym tak bardzo,
          najważniejsze że wszystko przebiegło sprawnie,

          pozdrawiam
          a.
        • hashi-tess Re: co robić? 07.01.09, 09:30
          Witaj Elu!
          mam nadzieję, że Twoja trauma
          Wisły już Ci wyparowała.
          Wracaj jak najszybciej do zdrowia.

          Serdecznie pozdrawiam

          Tess
          • tlustaklucha Re: co robić? 07.01.09, 20:22
            Dzięki Dziewczyny!
            • milaemalka Re: co robić? 08.01.09, 14:12
              Witaj przypomniałam sobie,że moja kuzynka w ciaży piła sok z czerwonych
              buraczków.bo miała kiepskie żelazo.Postanowiłam wspomoc sie buraczkami(Zażywam
              sorbifer durules po 1 tabletce ale wieczorem bo kiepsko to znosze)Wczoraj
              dopiero zaczęlam Zjadłam 2 plastry surowe i całkiem zjadliwe były.Może pomoże bo
              moja ferrytyna była bliziutko dolnej granicy a na dłuższą metę nie dam rady jesć
              tabletek
              • tlustaklucha Re: co robić? 22.01.09, 22:13
                Chyba za dużo podniosłam.. Ze 150 na 175 dnia 08.01.2008.
                Mam przedłużający się stan pdgorączkowy, 37stopni, boli mnie głowa,
                bije serce, jestem słaba. Miałam tak w nadczynności.
                Jutro idę robić inne badania i chciałam zapytać, czy jest sens po
                tak krótkim czasie robić też hormony tarczycy? Chciałabym zrobić
                już z powodu w/w objawów.
                Chyba zmniejszę dawkę, bo się trochę zaczynam męczyć. Ze spaniem
                też jest krucho. Plus straszna nerwica.
                Nie wiem, może organizm przyzwyczaja się do dawki? Gorąco mi jest
                potwornie..
                Czy wytrzymać jeszcze dwa tygodnie i dopiero zrobić badania i
                zmniejszyć wtedy ewentualnie?
                • hashi-tess Re: co robić? 23.01.09, 00:00
                  zmniejsz szkoda serca.
                  i dopiero po 4 tyg. ponów badania.
                  • tlustaklucha Re: co robić? 23.01.09, 01:54
                    Dzięki, Tess!
                    Jesteś niezawodna. Zawsze mogę liczyć na Twoją odpowiedź smile))
                    • tlustaklucha Re: co robić? 02.02.09, 18:19
                      Zrobiłam badanie samego fT4, dwa tygodnie po zwiększeniu dawki.
                      Wiem, że to niemiarodajne, ale niepokoiły mnie objawy.
                      Wyszło 1,35 (0,65 - 1,90) czyli 56%.
                      Czyli dalej za niskie.
                      W międzyczasie wyjąsniło się, od czego miałam te objawy, o ktorych
                      myślałam, że są z nadczynności: odstawiłam antydepresant...
                      Schodzenie z dawki dwóch tabletek szło dobrze, zmniejszałam o pół
                      tabletki co dwa tygodnie, na ostatniej połówce byłam miesiąc.
                      Zaczęłam się czuć coraz bardziej nerwowo i potrzebować coraz mniej
                      snu, ale nie skojarzyłam tego z lekiem, tylko z tarczycą.
                      Po tygodniu od odstwaienia przetsałam spać w ogóle, nie czułam już
                      senności, mimo trzech nocy bez snu.. Zaczęły mi się rząść ręce,
                      napady gorąca...
                      Dobrze, że zrobiłam to fT4.
                      Poczytałam w internecie i znalazłam, że SRRI mogą po wieloletnim
                      braniu dawać normalne objawy uzależnienia i że schodzić trzeba z
                      nich przez około pół roku. Ja brałam przez siedem lat maksymalne
                      dawki, no i mam efekt. Z kolei to te leki pomogły mi stanąć na
                      nogi, zacząć spać, wytłumiły napady lęku, więc wielkiego wyboru nie
                      miałam.
                      Wróciłam do tej połówki tabletki i objawy "nadczynności" minęły jak
                      ręką odjął... Na razie nie będę odstawiać i popytam lekarza, w jaki
                      sposób najlepeij zejść. Bo mam też drugi lek do odstawienia...
                      Boże, ale się wplątałam...
                      • fufi84 Re: co robić? 24.02.09, 12:26
                        Witam!mam na imię Ania-mam do Was ogromną prośbę-wiem że to głupie ale proszę
                        napiszcie mi jakie powinny być normy poszczególnych tsh ft3 ft4 w procentach
                        żeby stwierdzić czy dawka letroxu jest dobrze dobrana Znam tylko tsh 2,8 bo
                        resztę moja endokrynolog nie raczyła mi powiedzieć Biorę letrox 37,5 ale wciąż
                        mam wrażenie że to za mała dawka. Bardzo proszę o odpowiedź.Chciałabym sobie
                        przeliczyć następnym razem jak będę robić badania.Pozdrawiam
                        • harmoniak Re: co robić? 24.02.09, 12:51
                          To brzydko tak się wciskać do cudzego wątku! tongue_out

                          Odp. na Twoje pytanie:
                          Procentowo FT3 i FT4 powinny być na zbliżonym poziomie
                          • hashi-tess Re: co robić? 24.02.09, 18:03
                            harmoniak napisała:

                            >
                            > Co do TSH to pisze się tu, że powinno być w okolicy 1.



                            Moje TSH jest 0,00..... można wpisać
                            dowolną liczbę w miejsce kropek.
                            Przy 1 umieram z niedoczynności.

                            W hashimoto najważniejsze są poziomy
                            FT4 i FT3.
                            Resztę można okryć zasłoną milczenia.
    • tlustaklucha Re: co robić? 24.02.09, 03:03
      Mniej więcej miesiąc po zwiększeniu euthyroksu o 25 mikrogramów
      (więc przez miesiąc jestem na dawce 175 mikrogramów) moje wyniki
      wyglądają tak:

      TSH 0,01 (0,30 - 5,60) spadek
      FT3 1,79 (1,70 - 5,00) spadek
      FT4 1,50 (1,50 - 1,90) wzrost

      Czuję się fatalnie, ale, jak już pisałam, próbowałam odstawić
      przeciwdepresanty (teraz jestem na połowie dawki z powrotem, powrót
      z powodu uporczywej bezsenności), do tego chyba mam niedoczynnośc
      kory nadnerczy, tak przynajmniej twierdzi moja endo...

      Mam cały czas te stany podgorączkowe i to chyba już nie z nerwów.
      Mam okresowe mdłości i strasznie się słabo czuję.
      Mam duże spadki ciśnienia ortostatycznego, dzisiaj potwierdzone
      przez doktor w gabinecie, ale już od dwana nie mogę zupełnie stać w
      miejscu, bo kręci mi się w głowie i muszę chociaż kucnąć.

      To osłabienie i stany podgorączkowe ( do 38 stopni) mnie chyba
      najbardziej teraz męczą.

      Endo powiedziała, żeby zmniejszyć eythyrox z powrotem do 150 (czyli
      o 25). Z powodu takiego, że spadło FT3, co świadczy o nadczynności
      (???), no i TSH poniżej normy. Ale nie wiem, co robić, bo FT4 dalej
      niskie. Ale z kolei chyba lepiej czułam się na tej mniejszej dawce.
      Albo może niedoczynność nadnerczy się dołożyła..
      Do tego podobno nie można dużo tyroksyny w niedoczynności
      nadnerczy, bo ona powoduje zwiększenie metabolizmu i wypłukiwanie
      kortyzolu, którego i tak jest mało.
      Więc nie wiem, co robić już zupełnie...

      Bo na tej nowej dawce tyrokzyny zeszły mi przynajmniej obrzęki...

      Czy teraz będę musiała pozostawać w niedoczynności?
      Dodatkowo hydrokortyzon zwiększa zatrzymanie wody, tycie... A ja
      już mam 17 kg nadwagi...
      Do tego zwiększa nerwowość i problemy ze snem, a ja już jestem
      kłębkiem nerwów...... I obok zntydepresantów biorę stabilizator, bo
      nie mogę sobie z tym poradzić

      Nie piszę tego, bo spodziewam się, że rozwiążecie moje problemy,
      czy odpowiecie na wszystkie pytania.
      Po prostu dzisiaj jestem strasznie przybita jakoś i nie mam tego
      gdzie napisać. Czuję, że się strasznie zapętliłam.

      Myślę, że ja musze chyba jeszcze z kimś się skonsultować...
      Może z psychiatrą, nie wiem... Strasznie się boję wdrażać nowe leki.

      Przepraszam, że umieściłam tyle tekstu.

    • tlustaklucha Re: co robić? 24.02.09, 03:10
      Mam może ten syndrom Schmidta, o którym Rosteda pisze, czyli muszę
      poczytać o tym, pewnie na niemieckich stronach jak zwykle więcej
      będzie wink
      Apetyt na słone mam kolosalny, mdłości też.. Tylko to chudnięcie to
      nie o mnie, bo nawet jak mam mdłości rano, to potem wieczorem
      ogromny apetyt.. Niestety.
      • tlustaklucha Re: co robić? 15.01.10, 21:39
        Ratunku...
        Było przez ten rok w miarę dobrze, choć zawsze lekko niedoczynnie.
        Nadnerczy w końcu nie leczę, same się wyrównały, nie mam też
        żadnych objawów z ich strony.

        Teraz niestety pogorszenie jest totalne.
        Przytyłam 10 kg. Samopoczucie psychiczne mam koszmarne.
        Nie wiem, na karb czego to kłaść. Jestem dosłownie w zapaści
        psychicznej ze skierowaniem do szpitala.
        Najgorsze, że psychiatra mówi, żeby się zrwócić do endokrynologa, a
        endorkynolog - żeby do psychiatry. Zwróciłam się do obu, stąd to
        skierowanie (mogę wykorzystać lub nie, jest raczej dla mojej
        wygody). Niestety endokrynolog nie chce mi podnieść euhtyroksu do
        175 mikrogramów, jak sugerowałam, tylko uważa, że trzeba go raczej
        obniżyć ze względu na niskie tsh i wysokie (?) ft4. Jego zdaniem
        organizm broni się u mnie przed nadczynnością obniżając ft3,
        dlatego takie niskie.

        Oto wyniki z dnia 27.11.2009

        TSH 0,33 (0,33-5,60)
        FT3 1,89 (1,70-5,00) 5,76%
        FT4 1,21 (0,65-1,90) 44,80%

        Procenty wg forumowego kalkuratora (jest super, nic nie trzeba
        liczyć już samemu!)

        Siedzę w domu ze strasznymi myślami i brakiem energii
        jakiejkolwiek. Dużo śpię, z czym wcześniej miałam kłopoty.
        Bardzo się pogoszyło z okresem: jest o czasie, choć coraz dłuższe
        cykle, ale najgorsze to, że jest to tylko niewielkie plamienie, jak
        normalnie w piątym dniu, coś takiego. Zawsze miałam bardzo skąpe
        miesiączki od początku problemów z tarczycą, ale teraz to zaczyna
        mnie przerażać. Może przedwczesne klimakterium? Mam 35 lat.
        Do tego potworne napięcie przedmiesiączkowe ze strasznym, trwającym
        już od dziesiątego dnia cyklu i nasilającym się w miarę jego
        trwania bólem piersi. Pod koniec nie mogę ich już nawet dotknąć,
        samo wyjęcie ich ze stanika to jest potworny ból. Robiłam usg i
        jest jedna torbiel 2mm w jednej i jedna 1mm w drugiej piersi. Pani
        powiedziała, że to nic strasznego i że większość kobiet w moim
        wieku tak ma.
        Może mam podwyższoną prolaktynę i stąd ten ból?

        Nie wiem, co robić.
        Do kogo się zwrócić ewentualnie w warszawie i czy w ogóle?
        • aleksandra_01 Re: co robić? 15.01.10, 22:59
          Witaj

          > wygody). Niestety endokrynolog nie chce mi podnieść euhtyroksu do
          > 175 mikrogramów, jak sugerowałam, tylko uważa, że trzeba go raczej
          > obniżyć ze względu na niskie tsh i wysokie (?) ft4. Jego zdaniem
          > organizm broni się u mnie przed nadczynnością obniżając ft3,
          > dlatego takie niskie.

          patrzę i oczom nie wierzę. Twój endokrynolog niestety
          nie wie co mówi. Nie ma pojęcia o leczeniu niedoczynności tarczycy.
          Nadczynność tarczycy jest wtedy gdy Ft3 i Ft4 są powyżej normy,
          niezależnie wówczas od poziomu tsh. Niskie ft3 w stosunku do ft4
          może świadczyć o anemii, o braku selenu w organizmie, albo
          może być spowodowane działaniem innych leków które dana osoba bierze.

          ft3 jest aktywną "wersją" ft4. cóż z tego że masz jakiś poziom ft4,
          skoro ono sobie tylko krąży w krwiobiegu nie robiąc nic.
          za "działanie" odpowiada ft3 - a u Ciebie jest ono teraz bardzo niskie.

          > TSH 0,33 (0,33-5,60)
          > FT3 1,89 (1,70-5,00) 5,76%
          > FT4 1,21 (0,65-1,90) 44,80%

          przy takich wynikach to każdy by się źle czuł.
          ft4 jest raczej niskie niż wysokie, że o ft3 nie wspomnę.
          ft3 odpowiada za nastrój i chęć do życia.
          i jak wiadomo przy hashimoto tsh nie jest istotne.

          w moim odczuciu bez podniesienia ft3, nie ma sensu zwiększać
          dawki euthyroxu bo to tylko pogorszy samopoczucie.
          Poczujesz się lepiej jak oba hormony będą na równym poziomie.
          Nie wiem z jakiego powodu masz takie niskie ft3, ale
          ze względu na Twoje samopoczucie ja bym była za dodaniem
          novothyralu albo innego zawierającego T3.

          > Siedzę w domu ze strasznymi myślami i brakiem energii
          > jakiejkolwiek. Dużo śpię, z czym wcześniej miałam kłopoty.
          > Bardzo się pogoszyło z okresem: jest o czasie, choć coraz dłuższe
          > cykle, ale najgorsze to, że jest to tylko niewielkie plamienie, jak
          > normalnie w piątym dniu, coś takiego. Zawsze miałam bardzo skąpe
          > miesiączki od początku problemów z tarczycą, ale teraz to zaczyna
          > mnie przerażać.

          albo raczej efekt źle leczonej niedoczynności tarczycy.

          a.
          • tlustaklucha Re: co robić? 16.01.10, 02:36
            Aleksandro, bardzo dziękuję za odpowiedź!

            Czyli to jednak tarczyca..
            Biorę od lat dwa leki przeciwdepresyjne na depresję i inne
            zaburzenia, które mam niezależnie od hashimoto, które jednak
            zaostrzają się widocznie w niedoczynności. Jedno się na drugie
            nakałada u mnie. Bo mój stan psychiczny był dzięki tym lekom przez
            parę już lat dość stabilny. O ile wiem, to te leki nie mają wpływu
            na hormony tarczycy.

            Teraz się wszystko pokomplikowało i już nie wiem, co jest reakcją
            na stres, a co o bjawem niedoczynności tarczycy. To jest wszystko
            bardzo do siebie podobne.


            Miałam, szczerze mówiąc, nadzieję, że ktoś napisze o tym
            novothyralu, bo sama się przeraziłam, jak obliczyłam sobie procent
            ft3 na forumowym kalkulatorze. Bo na papierku z laboratorium wcale
            tak źle nie wygląda: niby jest w normie. A tu taka heca..


            Chętnie poszukam kogoś, kto leczy w warszawie novohtyralem. Nie
            będzie to moja pani doktor, bo ona mi ten lek odradziła, mówiąc, że
            to nie dla mnie. Tym bardziej dziękuję za Twoją sugestię.

            Najgorsze jest to, że wiem, jak wygląda nadczynność tarczycy, bo
            miałam ją na początku choroby - miałam podostre zapalenie tarczycy,
            które tą nadczynnością sie objawiało. I teraz, jak mi lekarz mówi,
            że mam nadczynność, to głupieję naprawdę...

            Najtrudniejsze teraz będzie kogoś znaleźć. Bo to odbijanie się o
            mit niskiego TSH to znam z doświadczenia. Dawkę na jakiej jestem
            (euthyrox 150) ustaliłam sobie tylko dzięki temu forum. Oczywiście
            od lekarzy słyszałam, że to świetna dawka dla mnie, tylko szkoda,
            że nie oni mi ją zapisali...

            Pozdrawiam i dzięki jeszcze raz, bo bardzo mi rozjaśniła w głowie
            Twoja odpowiedx smile
            • coldsong Re: co robić? 16.01.10, 11:13
              Dużą rolę w przemianie odgrywa TBG - białko transportujące hormony
              tarczycy. Niektóre leki wiążą się z tymi białkami i mogą prowadzić
              do wypierania tyroksyny (niesteroidowe leki przeciwzapalne,
              salicylany, diuretyki pętlowe, heparyna i fenytoina). Jesli
              przeciwzapalne niesteroidowe b. długo stosujemy to początkowo
              dochodzi do wzrostu ft4 i obniżenia TSH, ale w kolejnym etapie
              zahamowane jest wydzielanie TSH i obniża się ft4.

              Co do wpływu leków na przemianę tyroksyny na trójjodotyroninę.
              Niektóre środki mają działanie podnoszące t4 i obniżające t3:
              amiodaron, nieselektywne leki blokujace receptory B,
              glikokortykoidy, doustne środki cieniujące do cholecystografii.

              Są też środki, które przyspieszają metabolizm tyroksyny (prowadzą do
              obniżenia t4): fenobarbital, fenytoina, karbamezapina, ryfampicyna.

              (na podstawie książki pod red. S.Zgliczyńskiego).
              • milaemalka Re: co robić? 16.01.10, 13:34
                Witaj.Szkoda,ze tak długo sie nie odzywałas.Aleksandra ma rację,ze Twój endo nie
                wie co mówi.Bierzesz duzą dawkę a efekty są mizerne.Zastanawiam sie czy
                antydepresanty ,które bierzesz nie obniżaja jakoś działania tyroksyny. Bardzo
                dobrze Cię rozumiem .Po wypadku samochodowym długo tułałam sie po różnych
                lekarzach.Leczyłam sie tez u psychiatry i łykałam rózne tabletki.Teraz ich nazw
                już nie pamietam.Te już na koncu to był Coaxil Afobam i Sulpiryd.Poczatek
                choroby zlał sie jakoś z objawami po wypadku i trudno było uchwycic,ze to nie
                depresja tylko hashimoto.Moj neurolog powiedział,ze skoro mam chorą tarczycę to
                sulpirydu mam juz nie brac.(Chociaż w ulotce nie było na ten temat nic
                napisane)Początkowo euthyrox bardzo mi pomógł ale jak nawaliła przemiana ft4 w
                Ft3 zaczeło sie od nowa.Odzyłam dopiero ,gdy zaczęłam dołaczac novo, schudłam
                9kg.Pamietaj ,ze niska ferrytyna ma duzy wpływ na samopoczucie.Sprawdż ją
                koniecznie radziłabym też zbadac poziom wit B12,magnezu ,potasu.Badaniem Tsh nie
                zawracaj sobie na przyszłosć głowy .Przy hashimoto wazne jest Ft4 i Ft3
                .Radziłabym Ci pójsć do innego lekarza i nie mówic nic o leczeniu u psychiatry
                tylko powiedziec,ze dawka ... euthyroxu nie przynosi Ci żadnej poprawy i
                chciałabyś spróbowac novo.Jezeli dostaniesz odezwij sie.Nie próbuj wprowadzac
                całej tabletki od razu.Pozdrawiam i powodzenia
                • tlustaklucha Re: co robić? 16.01.10, 16:30
                  Witaj, Milaemalka!
                  Dzięki, że napisałaś.
                  Tak, sulpirydu nie można brać przy niedoczynności, to wiem. Ja tego
                  nigdy nie chciałam brać, bo słyszałam, że można po tym przytyć coś
                  około 20kg.... Biorę dwa leki z grupy SRRI: cipramil (citalopram) i
                  trittico (trazodon). Nie wiem, czy to może mieć wpływ na hormony
                  tarczycy.
                  Masz rację, że lepiej nie mowić nic endokrynologowi, że się
                  człowiek leczy psychiatrycznie, bo od razu ma sprawę rozwiązaną,
                  wysyła do psychiatry i problem z głowy. Tylko ja się kiedyś
                  pocięłam dość mocno i mam stare blizny na ciele i oczywiście każdy
                  lekarz pyta, co to jest. Nie wygląda to tak, jakbym na coś upadła.
                  No, ale w końcu moge mówić, że takie mam hashimoto silne smile

                  Kurczę, z tymi lekarzami, to jest koszmar.. Nie wiem, co robić,
                  naprawdę.. Mój psychiatra uważa, że te leki, które biorę, nie mają
                  wpływu na tarczycę, ale nie wiem, czy moge mu wierzyć, bo próbował
                  mi też zapisywać kiedyś leki mocno zwiększające apetyt, wiedząc, że
                  mam bulimię (teraz już nie mam dzięki terapii, ale miałam przez 17
                  lat), karbamazepinę, wiedząc, że mam kłopoty z tarczycą... Jak
                  debil jakiś naprawdę.. Najgorsze jest to, że jak się jest w złym
                  stanie psychicznym, to wszystko urasta do rangi nie wiem, jakiego
                  problemu i nie mam siły szukać nowego lekarza. Poprzednia z kolei
                  pani nie chciała mi w ogóle zmienić seroxatu na inny lek,
                  argumentując, że to jest lek nasenny, chociaż ja po nim przez dwa
                  miesiące nie mogłam spać i się strasznie męczyłam. Nie i koniec. A
                  wiadomo, że leki przeciwdepresyjne róznie działają na rózne osoby i
                  trzeba umieć dobrać.

                  Teraz czuję się kompletnie jak flak. Studiuję zaocznie na asp w
                  łodzi i chciałam się przenieść w tym roku do warszawy, ale do tego
                  muszę mieć do maja super fajne prace, a nie mam dosłownie siły
                  nawet podnieść ręki, o fajnych pomysłach nie wspomnę.

                  Przykro mi, że też się tak męczyłaś, zanim nie właczyłaś novo. To
                  koszmar jest naprawdę... I tak ciężko jest depresję od objawów
                  niedoczynności odróżnić i nikomu nie chce się w to bawić.

                  Zrobię w poniedziałek te badania, co mówisz i spróbuję kogoś
                  poszukać. Nie wiem, gdzie zaginął ten wątek o polecanych na forum
                  endokrynologach? Bo obawiam się, że metodą prób i błedów mogę
                  jeszcze długo szukać. Byłam już u siedmiu endo od początku choroby..


                  Cieszę się, że u Ciebie chociaż w miarę dobrze.
                  Pozdrawiam i dzięki jeszcze raz za odzew!
              • tlustaklucha Re: do coldsong 16.01.10, 16:36
                Nie biorę nic z tego, co napisałaś ( - eś??).
                A czy wiesz może, czy leki z grupy SRRI też mają jakiś wpływ na
                hormuny tarczycy? Mój psychiatra twierdzi, że nie, ale mu nie ufam
                za bardzo, bo już nie raz chciał mi nieodpowiednie dla mnie leki
                wypisać i nie zrobił tego tylko dizie mojemu silnemu oporowi
                (karbamazepina, sulpiryd, depakina, remeron).
                Teraz biorę, od jakichś ośmiu lat dwa leki w tej samej dawce:
                cipramil (citalopram) 20mg (wcześniej 40mg)
                trittico cr (trazodon) 450mg
                Czy wiesz może, czy to może mieć wpływ na tarczycę?
                Na ulotkach nic nie jest napisane...
                • coldsong Re: do coldsong 17.01.10, 10:00

                  Nie mam informacji o tych lekach, trudno mi cos powiedzieć.
                  Trzymam kciuki za szybkie uregulowanie tarczycy, powinno być Ci
                  potem dużo lepiej.
                  • tlustaklucha Re: do coldsong 18.01.10, 02:26
                    Coldsong, dzięki za odpowiedź.
                    Trudno, mam nadzieję, że ne kolidują, bo biorę jeden wieczorem, a
                    drugi gdzieś tak godzinę po tyroksynie. Później nie mogę, bo też
                    musi mieć czas zadziałać.
            • bubster Re: co robić? 18.01.10, 12:33
              Ja biorę Novothyral. Jest spoko smile
              • bubster Re: co robić? 18.01.10, 12:36
                Jestem z Wawy ale do lekarza jeżdżę do Kraka.
                Natomiast pierwszy Novothyral dostałam, jak powiedziałam endo, że
                jestem pod kontrolą dietetyczki (zgodnie z prawdą) która mówi, ze
                nie jem dużo. Więc tycie nie było od jedzenia.
                może ten argument podziała? Ja zrobiłam dietetyczce dokładny spis
                tego, co jem z godzinami - przez jakies kilka tygodni i pokazałam
                jej, żeby się wypowiedziała.
    • tlustaklucha Re: cholera! 16.01.10, 17:25
      Dlaczego się nie odzywałam?
      Bo chodzę do psychologa, który uważa, że za mało nad sobą pracuję i
      jak będę bardziej pracować, to moje probley się rozwiążą. Dlatego
      zawsze, kiedy się źle czuję, szukam przyczyny w sobie. Bo pewnie
      jestem za słaba, bo za mało prcuję, muszę więcej, muszę się
      bardziej spinać, walczyć ze sobą, bo przecież jestem beznadziejna,
      bo sobie za bardzo odpuszczam. I tak zapominam o tej tarczycy. Bo
      źle się czuję, więc pewnie znowu dałam dupy! A jak mówię o tej
      tarczycy na terapii, to on mi nie chce wierzyć za bardzo..
      Mam też problemy osobowościowe i ten terapeuta bardzo mi pomógł,
      ale nie widzi zupełnie drugiego bieguna. Że nie wszystko zależy od
      moich starań, że czasem naprawdę się staram a i tak nic mi nie
      wychodzi, bo się zbyt źle czuję. No, troszkę pani przytyła i co z
      tego? To z tego, że przytyłam nie troszkę, tylko 10kg i musze sobie
      kupić nowe majtki, staniki, spodnie, buty, bo kozaki mi się nie
      zapinają w łydce.. Skąd mam mieć na to pieniądze!
      Wchodzę w taką pułapkę, że po co pisać na forum, bo przecież za
      mało się staram dobrze żyć i wszystko przez to. Nie twierdzę, że
      tak nie jest, tylko, że coś się jeszcze do tego dokłada i tego już
      nikt nie widzi. Bo najłatwiej jest powiedzieć, że jestem do niczego
      i za mało pracuję, a wszystko inne to somatyzacja! I specjalnie
      wywołuję te peroblemy zdrowotne, zeby mieć pretekst, żeby nic nie
      robić!!!


      Boże, przepraszam, że to tu piszę, ale mnie krew czasem zalewa.
      • aleksandra_01 Re: cholera! 16.01.10, 18:19
        > Boże, przepraszam, że to tu piszę, ale mnie krew czasem zalewa.

        forum jest od tego smile

        napisałam Ci prywatną wiadomość.

        a.
        • tlustaklucha Re: cholera! 16.01.10, 23:01
          Aleksandra, dzięki, przeczytałam, odpowiedziałam, wysłałam Ci na
          pocztę. Nie wiem, czy dojdzie, bo czasem z gazety nic nie mogę
          wysłać i ciągle dostaję demona. Wtedy spróbuję jeszcze za jakiś
          czas z innej poczty.
          Pozdrowionka smile
          • milaemalka Re: cholera! 17.01.10, 14:59
            W tamtym roku napisałam Ci ,ze masz dołujący nic.Zatem Witaj KluseczkosmileWiesz
            zdażało mi sie siedzieć pod gabinetem psychologa i bałam sie zapukać.Pociłam sie
            jak mysz i czekałam aż ona wyjdzie .Byłam na siebie zła ,ze nie mam odwagi
            zapukac,chociaż jest moja godzina wizyty,ale nie mogłam sie przemóc.Jak był ze
            mną mąż to po prostu mnie ustawiał po drzwiami i otwierał.Rzadko ,ale jak byłam
            sama to siedziałam w poczekalni jak ostatnia lebiega i prawie płakałam,ze mam
            podejść do drzwi. A lekarzom najlepiej za dużo nie mówić.Masz blizny? Cóz
            mogłaś być ofiara bandyckiego napadu na tle rabukowym. Koniecznie musisz
            podciągnąc hormony w góre,wtedy samopoczucie będzie lepsze..Pozdrawiam i trzymaj
            sie Kluseczko smile
            • tlustaklucha Re: cholera! 18.01.10, 02:43
              Cześć, Miłaemalka smile

              A tam nick.. Najmniejszy problem teraz. ZAłożyłam inny, ale
              zapomniałam hasła. Najlepsze hasło mam do tego niku i nie chce mi
              się wymyślać za każdym razem nowego.

              Mam nadzieję, że pomógł Ci chociaż ten psycholog. Chodzisz jeszcze?
              Ja chodzę do mojego już 7,8 lat, pomógł mi bardzo, tylko ja się w
              ogóle nie krępuję i drę się u niego ile wlezie. Mam to gdzieś, czy
              ktoś słyszy smile Ale my już się właśnie dosć długo znamy.
              Te blizny moje to zupełnie nie wyglądaja na napad, niestety. Ale
              może jestem po prostu trochę [b]nerwowa[b]smile To zresztą może być
              całkiem niezły argument..

              Bardzo mi się miło zrobiło, że mnie pamiętasz smile
              Jak Twoje samopoczucie?


              • milaemalka Re: cholera! 18.01.10, 11:43
                Witaj.Owszem pani psycholog bardzo mi pomogła.Nie udało się jednak całkowicie
                postawic mnie na nogi bo dołączyła sie tarczyca o czym nikt nie wiedział.Byłam
                wrakiem dawnej siebie dopóki nie okazało sie ,ze mam Tsh =75.Euthyrox zadziałał
                cuda.Ale najbardziej pomogło mi to forum.gdybym słuchała endo nie udałoby mi sie
                wyjść z dołka. Teraz nie chodzę juz ani do psychiatry ani do psychologa.Nie
                biorę żadnych ;uspokajaczy".Ciezko było odstawić . Afobam był zbawieniem łykałam
                i zasypiałam głębokim snem bez koszmarów na całe 7 godz.A budziłam się normalna
                ,nie taka otepiała jak po estazolu czy innych tabletkach.Tyle ,ze uzaleznił
                mnie okropnie.Ech ,szkoda gadać.Teraz czuje sie dobrze a jest to zasługa dobrze
                ustawionych hormonów.W grudniu miałam Ft4=87,4% a Ft3=53,5% Zrobiłam korektę w
                dawce ,dołozyłam novo ujełam euthyroxu i teraz czuję sie jeszcze lepiej.
                Niskie Ft3 to fatalny nastrój.Koniecznie trzeba je podnieść. Serdecznie
                pozdrawiam i powodzenia
                • tlustaklucha Re: cholera! 19.01.10, 23:41
                  Hej Milaemalka!
                  O rany tsh 75 to musiał być koszmar... Wpółczuję bardzo. Dobrze, że
                  to już przeszłość. Nie wiem, dlacego polscy lekarze tak
                  niefrasobliwie przepisują uzależniające uspokajacze... Przecież
                  dostępnych jest tyle dobrych nieuzależniających leków, które można
                  długo brać. Zawsze się spotykam z jednym: nie mam doświadczenia z
                  tym lekiem. Tak jest łatwiej i problem z głowy. Tzn. a głowy
                  lekarza, bo dla pacjenta to często problemu początek. Dobrze, że
                  wyszłaś z tego.
                  Zazdroszczę Twoich grudniowych hormonów wink Ja takich jeszcze nigdy
                  od początku leczenia nie miałam, czyli od 5 lat. Wydaje mi się
                  niemożliwe, że można się dobrze czuć, nie wiem, skąd ludzie biorą
                  energię, żeby coś robić...
                  Gratuluję samozaparcia, że Ci się udało tak fajnie ustawić te dawki.
                  Ja się zapisałam dzisiaj do endo, ale dopiero na 23 lutego... Muszę
                  jutro jeszcze do kogoś innego zadzwonić, może się uda wcześniej. A
                  nie zadzwoniłam dzisiaj, bo nawet dzwonienie mnie męczy.
                  Pozdrawiam i życzę utrzymania zdrowotności!
                  • milaemalka Re: cholera! 20.01.10, 10:34
                    Witaj Dawkę ustaliłam na podstawie częstych badań Ft4i Ft3,poczatkowo co miesiąc
                    a dopiero niedawno co 2 miesiące.Prawda jest taka,ze po moich doświadczeniach z
                    endo i po tym co przeczytałam na forum,postanowiłam wydawać pieniądze na badania
                    a nie na wizyty w poszukiwaniu idealnego endo.Nawet jeżeli to będzie najlepszy
                    lekarz i tak z oczu nie wyczyta na jakim poziomie mam hormony.Wiesz w lipcu
                    2008r na euthyroxe miałam Ft4=67,27% i Ft3=65,38% a w sierpniu Ft4=77,4% i
                    Ft3=29,8%.Od tego momentu już leciało w dół aż do minus 14,38% w grudniu.Gdybym
                    sama mogła przepisac sobie novo nie męczyłabym sie tak długosmileNa pewno są dobrzy
                    lekarze ale jezeli endo z trzydziestoletnia praktyką nie widzi nic złego w takim
                    wyniku(bo tsh=0,6 a Ft4=76,8%) to ręce opadają.I jeszcze próbował mi ogłupiacza
                    przepisac.To mu powiedziałam,ze niczego nie potrzebuję a denerwuje się tylko
                    dlatego,że on mnie lekcewazy..Gdyby nie wiadomości z forum to siedziałabym
                    potulnie na brzeszku krzesła .Na szczeście wiedziałam ,ze to Ft3 jest takie
                    wazne i nie dałam sie pozbyć.Chyba pierwszy raz zetkną sie z tym,ze pacjent
                    zadawał trudne pytania(a co będzie pokazywało Tsh jak juz nie bede miała wcale
                    tarczycy?) Novo mi nie dał ale o tym jest watek u góry. Tak ,ze widzisz bez
                    badań ani rusz .One plus obserwacja dają szanse wyjścia na prostą.Życze ci abyś
                    szybko znalazła lekarza,który przepisze Ci novosmile
      • bubster Re: cholera! 18.01.10, 12:35
        Zmień psychologa. Ty też masz być zadowolona z lekarza.
        Chyba że rzeczywiście, po zrobieniu "rachunku sumienia" dojdziesz do
        tego, ze nie pracujesz nad sobą.
      • eli_1 Re: cholera! 27.01.10, 21:33
        Witaj, przeczytałam cały Twój wątek.
        Co do psychologa, to zmień na takiego który Ci będzie mówił, że za
        dużo od siebie wymagasz. I jak będziesz mniej się spinać, to część
        problemów się rozwiąże wink
        Z chorobami autoagresywnymi wiąże się czasami profil osobowości
        zamkniętej w sobie, nie wyrażającej emocji i nadmiernie od siebie
        wymagającej. Pogłębiając to, pogarszasz stan zdrowia. Spróbuj iśc w
        drugą stronę, polub się, zaakceptuj. To nawet działa, mi dużo dały
        spotkania z jedną panią psycholog, niestety już na emeryturze.
        Pomyśl o słowie: autoagresja. I nie obwiniaj się za obwinianie się
        wink

        Tak, większość leków antydepresyjnych wpływa na funkcjonowanie
        tarczycy, ale o tych co bierzesz nie wiem dużo.
        • tlustaklucha Re: cholera! 27.01.10, 22:12
          Eli, dzięki!

          Nie, psychologa nie zmienię, bo ten mi bardzo pomgógł: wyprowadził
          mnie z 17 - letniej bulimii, uzależnienia od matki. Inni mówili, że
          niewiele już można dla mnie zrobić. Jestem osobowością symbiotyczną
          i chwiejną emocjonalnie (nie panuję nad emocjami w ogóle lub bardzo
          mało) i to, co on mówi, trzyma się naprawdę kupy. Szkopuł polega na
          tym, że to terapia psychoanalityczna, a ta, tak uważam, jest dla
          ludzi zdrowych i nie będących akurat w depresji. Dużo się w niej
          wymaga od pacjenta. To ma swój cel. Tyle tylko, że pan czasem
          zapomina, że ja mam takie chwile, kiedy wszystko mi się wali i już
          nic nie mogę zrobić i mówienie, żebym jednak robiła, mija się z
          celem, bo powoduje jeszcze większy dół. Psychiatra zawsze zaleca w
          takich wypadkach wstrzymanie się z terapią, którą potem, po
          wyrównaniu nastroju można dalej ciągnąć.

          Moja duża depresja rzeczywiście zbiegła się z hashimoto, ale
          problemy psychologiczne miałam od zawsze - jestem z dysfunkcyjnej
          rodziny. Może te leki (SRRI) doprowadziły do zaostrzenia tarczycy,
          nie wiem. Ale wyboru i tak zbyt dużego nie miałam, po prostu
          musiałam je brać.

          Rany, przeczytałaś cały mój wątek... Dziękuję...
          Gratuluję cierpliwości. Ja z kolei właśnie czytam Twoje posty na
          choroby tarcycy i hashimoto na temat jedzenia. Bo właśnie kapustkę
          kiszoną sobie wcinam i myślę, czy to bardzo niezdrowo smile Ale mam
          okropną ochotę, więc sobie nie odmawiam.


          Pozdrawiam
          • eli_1 Re: cholera! 27.01.10, 22:30
            Oczywiście nie jestem lekarzem, i nie mi oceniać jaka terapia jest
            dobra. Mam/miałam jednak podobne problemy, i surowość wobec siebie
            była najbardziej szkodliwą rzeczą, którą moge sobie wyobrazić.
            Pomogły mi dwa lata z panią, która mówiła, jaka jestem wspaniała smile
            Zrobiło mi się lżej i łatwiej, w głowie nie zawróciło.
            Swoją drogą tego:
            >ja mam takie chwile, kiedy wszystko mi się wali i już
            > nic nie mogę zrobić i mówienie, żebym jednak robiła, mija się z
            > celem, bo powoduje jeszcze większy dół.
            nie robi się chorym na depresję, w czasie obniżenia nastroju. Pan
            się "zapomina", a Tobie jest gorzej. I psychiatra dobrze radzi. Ale
            skoro terapia pomaga, to może trzeba ją utrzymywać, ale tylko w
            okresie dobrego samopoczucia (no wiem...).

            Co do kiszonej kapusty to ja nie wiem, jak bardzo to niezdrowo.
            Chyba trzeba samemu ocenić, czy nie pogarsza samopoczucia. Trawienie
            polepsza.
            • tlustaklucha Re: cholera! 27.01.10, 23:06
              Ooo, marzenie, taka terapeutka... Strasznie bym chciała coś takiego
              czasem usłyszeć, ba ja siebie surowo oceniam, ale mój terapeuta
              też. Właściwie nigdy mnie nie chwali, nawet, kiedy mi się coś uda,
              co jest rzeczywiście rzadko, bo mam małe sukcesy z powodu lęku i
              braku zaufania do siebie. To jest spowodowane tą moją osobowością,
              ale od paru lat, chodzę sześć lat na ta terapię, nie udaje mi się
              tego przełamać. Cały czas kompletnie nie wiem, czy w ogóle mam
              jakieś pozytywne cechy, poza tym, że jestem wytrwała, tak twierdzi
              mój psycholog. Ale nic innego pozytywnego. Dlatego unikam życia, bo
              wiem, że wszystko właściwie robię chyba źle, osiągnięć nie mam
              żadnych... To jest zamknięte koło. Ostatnio powiedział, że jestem w
              tym samym miejscu, co 17latki, które zaczynają życie - to mnie
              zabolało chyba najbardziej (mam 35 lat). Mówiłam mu wielokrotnie,
              że chciałabym bardziej popracować nad moimi pozytywnymi cechami,
              jeśli je mam, ale nigdy tego nie podjął. Może się boi, że się od
              niego uzależnię albo myśli, że zdrowiej by było, gdybym sama do
              tego doszła. Ale nie dochodze jakoś.

              Dzikę za zainteresowanie, Eli. Mam nadzieję, że u Ciebie lepiej
              już..

              A kapustka jest pyyszna smile I ma dużo wutaminy C i żelazo się lepiej
              wchłania smile
              Pozdrawiam
              Ela
              • tlustaklucha Re: cholera! 27.01.10, 23:07
                Miało być dzięki za zainteresowanie, a nie dzikę jakieś smile
              • eli_1 Re: cholera! 28.01.10, 13:54
                To nie była nawet terapeutka, psycholog z przychodni w ramach NFZ.
                Do profesjonalnej terapeutki chodziłam miesiąc, była agresywna i
                wpędziła mnie w straszny stan, w dodatku słono sobie licząc za to
                pastwienie się. Z tą pierwszą panią nie było terapii, po prostu
                rozmawiałaśmy, mogłam z siebei wszystko zrzucić, opowiedzieć o
                najgorszych rzeczach, które w sobie dusiłam, i nie czułam się
                odrzucana ani negatywnei oceniana. Gdy ja mówiłam że szklanka jest
                do połowy pusta, to ta pani, że przecież do połowy pełna, i
                nauczyłam się patrzeć bardziej pozytywnie. Ale pół roku po jej
                odejściu na emeryturę mój stan zdrowia i samopoczucie znacznie się
                pogroszyły. Nie miałam gdzie się wygadać, z rodziną nie o wszystkim
                się mówi. No i znowu zaczęłam oceniać siebie bardzo krytycznie.

                U tego pana terapeuty masz ojcowską surowość. W odniesieniu do
                mężczyzn, którzy zazwyczaj mają o osbie lepsze mniemanie, niż
                powinni, to może być skuteczne. Takie postępowanie, tzn ucieranie
                nosa i negatywna motywacja, jest skuteczne w przypadku
                uczniów/studentów męskich. Zastosowana do kobiet często daje
                katastrofę, w każdym razie do studentek. Zazwyczaj są
                niedowartościowane, i nie doeceniają się. Pochwalenie kilka razy
                studentki daje jej taką motywację do pracy, że miło patrzeć; także
                wyjście z cienia kolegów, więcej pewności siebie, odwagi. To co
                opisałam, to oczywiście nie jest 100% reguła, są wyjątki, ale w
                większości przypadków tak to wygląda.

                Co do punktu wyjścia. Moja mama nigdy nie wyszła poza poziom
                emocjonalny nastolatki. Ze szkodą dla siebie i bliskich. Są różne
                ekstrema, po co się porównywać do któregokolwiek z nich. To Twoje
                zycie i niekoniecznie musi wyglądać tak jak życie innych. Wzorcowa
                17-latka nie miała balastu w postaci dysfunkcyjnej rodziny i
                konsekwencji tego, więc co to za porównanie. No i wyszłaś z bulimii,
                to już co najmniej jedno ogromne osiągnięcie big_grin
                Trzymaj się, i nie dawaj się tak dołować.
                • tlustaklucha Re: do eli_1 05.02.10, 02:01
                  Eli, przepraszam, że się nie odzywałam tyle czasu, ale kompletnie
                  zamulił mnie nowy lek, który dostałam i nie byłam w stanie
                  poskładać myśli.

                  Ta terapeutka, do której na początku trafiłaś, to jakaś porażka...
                  Niestety wielu terapeutów, zwłaszcza psychoanalityków, takich jest.
                  Trzeba od nich uciekać jak najszybciej. Też mam takie doświadczenia
                  z panią, do której chodziłam dwa lata i po której również dwa lata
                  dochodziłam do siebie. Mój mężczyzna też kiedyś chodził wiele lat
                  do terapeutki, która usilnie wmawiała mu jakim jest idiotą..
                  Najgorsze jest to, że człowiek w ciężkim stanie traci zdolność
                  dobrej oceny sytuacji i zaczyna winy szukać u siebie, a nie u
                  terapeuty i taka "terapia" może trwać w ten sposób latami - pacjent
                  cały czas stara się poprawić, ale nigdy mu się to nie udaje, bo
                  poprawa nie zależy od niego.
                  Inna sprawa, że są terapeuci, którzy uważają, że głaskanie po
                  główce nic nie daje pacjentowi długotrwałych korzyści, więc starają
                  się zmotywować go do zmiany myślenia w inny sposób. Pomagając
                  zrozumieć dlaczego jest taki, jaki jest, np. co doprowadziło, że
                  nie umie się cizyć własnym sukcesem. No i czasem taka odzyskana
                  samoświadomość bardzo boli.. Czego nie należy mylić z tym, że
                  terapia nie działa.

                  To pół roku, które chodziłaś do przychodni to bardzo mało. Za mało,
                  żeby zmienić sposób odbierania siebie i świata. Dlatego pogorszyło
                  się kiedy Twoja psycholog odeszła na emeryturę. Ja bym na Twoim
                  miejscu spróbowała poszukać dla siebie jeszcze jakiejś formy
                  terapii. To, czy ktoś przyjmuje na nfz czy prywatnie, nie jest
                  żadnym wyznacznikiem. Niestety teraz prywatnych gabinetów jest jak
                  grzybów po deszczu, a dobry jest znikomy procent z nich.
                  Po dobrze przeprowadzonej sesji terapeutycznej powinnaś mieć
                  świadomość takiego poukładania w głowie. Nie wiem, jak to dobrze
                  wyjaśnić. Ja np. przychodzę na terapię w silnych emocjach, zła na
                  siebie, z poczuciem, że nie radzę sobie z problemami i zaraz
                  zwariuję, nikomu nie ufam, nie mam siły, wszyscy są przeciwko mnie -
                  a wychodzę taka poukładana: wiem, o co chodzi, co mam robić, co
                  się ze mną dzieje i dlaczego, problemy nie są znowu takie duże,
                  wygadałam się, zeszło napięcie, mam szansę, dam radę, właściwie nie
                  jest tak strasznie. Coś takiego.
                  I to jest moim zdaniem kryterium dobrej terapii. Sesje z których
                  wychodzisz rozbudzona, nie możesz potem spać, wszystko jakby tętni
                  w głowie, masz kupę sprzecznych uczuć, narasta niepokój - to ZŁA
                  terapia. I to od razu powinno być powodem rezygnacji. Żeby Ci nie
                  wiem co terapeuta wmawiał, że się nie starasz czy coś podobnego.
                  Dobra terapia daje takie przewartościowanie w głowie, które
                  uspokaja a nie roznieca psychiczny konflikt. No i ma trwałe skutki
                  w postaci trwałych zmian myślenia i zachowania.

                  Mojego terapeutę oceniam bardzo dobrze, z tym własnie
                  jednym "cieniem", że nie bardzo wyczuwa moje silne spadki nastroju
                  i momenty, w których trzeba odpuścić. On jest raczej za parciem do
                  przodu i żebym jak najszybciej wyszła ze swoich problemów (bo ja to
                  już jestem taką starą 35-letnią studentkąwink Mój facet, który mnie
                  jednak lepiej zna, uważa, że na mnie czasem przychodzi taki moment,
                  że nic nie skutkuje i trzeba dać się temu wybrzmieć, nawet ze
                  stratą dla terapii.
                  Ja już wczoraj na terapii byłam, powiedziałam swoje "zarzuty" do
                  terapii i sprawa jest rozwiązana.
                  Aha, i no właśnie: dobry terapeuta to też taki, który takie zarzuty
                  potrafi przyjąć i zrobić z nich przedmiot rozmowy. Potrafi się do
                  nich odnieść i ewentualnie przeprosić i zmienić swoje zachowanie.
                  Na te dwie ostatnie rzeczy niewielu stać.

                  Kurczę, Eli, jakbyś była z Warszawy, to bym Ci podpowiedziała parę
                  osób, z którymi warto spróbować i wybrać kogoś, z kim najlepiej
                  się "dotrzesz". W innych miastach niestety nikogo nie znam.
                  Jeśli uważasz, że terapia mogła by Ci pomóc, może warto zrobić
                  jakieś wstępne rozpoznanie na forach?

                  Trzymam kciuki za Ciebie.
                  I dzięki ogromne za pomoc!
                  • tlustaklucha Re: do eli_1 05.02.10, 02:02
                    O kurczę, nie wiedziałam, że tyle tekstu mi wyszło.
                    Przepraszam bardzo, trochę mnie poniosło.
                  • eli_1 Re: do eli_1 08.02.10, 23:28
                    Trochę czasu zajęło mi zebranie myśli.
                    Jestem z Wwy, właściwie spod, właśnie się przeprowadzam za miasto.

                    Ta moja terapia w przychodni NFZ trwała dwa lata. Rok z jedną panią,
                    która robiła mi dużo testów, i rok z drugą, z którą się lepiej
                    dogadywałam. Mój główny problem wtedy to PTSD, miałam bardzo
                    nieprzyjemny wypadek. Terapeutka przywatna doprowadziła mnie do
                    strasznego stanu, bo drążyła temat, a ja w ogóle nie byłam w stanie
                    o tym rozmawiać, nie chciałam nawet wiedzieć, co właściwie się
                    zdarzyło. I żle reagowałam na nacisk i przypieranie do muru. Dopiero
                    mniej więcej rok po wypadku zaczęłam móć o tym mówić, zacząć
                    rekonstruować zdarzenie i wtedy przypadkiem zapisałam się do tej
                    przychodni. A mój stał lekarz sugerował, jak oswajać problem, i
                    było to skuteczne.

                    A podkreślam, że w ramach NFZ, bo wydawałoby się, że od wysoko
                    płatnej terapeutki można się więcej spodziewać. A było odwrotnie. W
                    dodatku wtedy mój lekarz wyjechał na urlop, i wyjątkowo nie odbierał
                    telefonow, chciał mieć choć raz tydzień wolności w życiu. Raz tak
                    zrobił i nigdy więcej. Ale zostawił mnie przecież pod opieką
                    fachowca, miała b dobrą opinię. Tylko ta pani umyła ręce, i
                    powiedziała, że nie może ze mną pracować, bo nie wspólpracuje.
                    Chyba mam dodatkowy PTSD po tej jej terapiiwink Więc jakoś nie
                    spieszy mi sie do czegoś podobnego, arogancji i zadufania w sobie.

                    Z większością rzeczy już sobie w sumie poradziłam. Chociaż, rok temu
                    poszłam raz próbnie na wizytę do innego psych, żeby mieć inną
                    opinię. Lekarka długo wypytywała mnie o rozwód, przez ktory w
                    międzyczasie przeszłam, i było to b stresujące. Ale tę sprawę
                    zakmnęłam, dzwiły mnie te pytania, wisi mi już ta sprawa, mam
                    większe problemy. A chyba nie ma dnia, żeby nie wracała myślą do
                    wypadku, analizowała swoich działań, zastanawiałam się, co mogłam
                    zrobić inaczej. Co by było, gdyby tego nie było. Ale przynajmniej
                    nie przeszkadza mi to w codziennym życiu, nie boję się wszystkiego,
                    tylko od czasu do czasu.

                    Co do bycią 35-letnią studentką. Znajoma moich rodziców poszła na
                    studia w wieku 45 lat. Odchowała dzieci, przez które musiała
                    zrezygnować na I roku i zaczęła jeszcze raz. Różnie się życie
                    układa. Ja jestem w podobnym wieku co Ty,
                    nie mam jeszcze dzieci, bo nie byłam w stanie/ nie wyobrażałam
                    sobie wzięcia na siebie takiej odpowiedzialności w takim stanie, w
                    jakim byłam. No i leki, czy dam radę 9 miesięcy bez nich. A robi się
                    już naprawdę bardzo późno. Mam się porównywać do 17-letnich matek?
                    To moje życie, i tak się potoczyło. Nie jest idealne, ale można
                    sobie wyobrazić gorsze scenariusze. Przynajmniej żyję.

                    A co do głaskania po głowie, akurat moja rodzina, własna i nabyta
                    (ach to powielanie wzorców) jest daleka od tego, rodzice to jeden
                    wielki ciąg wymagań i nie popuszczania sobie. Więc już alergicznie
                    reaguję na podobne zachowania. Takim osobom jak ja potrzebne jest
                    raczej popuszczenie wewnętrznego spinania się, i nauczenie
                    odpuszczania sobie. A że z tego co czytałam masz dośc podobną
                    osobowość (pogranicza), przeszłe problemy (nie pisałam dużo o
                    sobie), to i oburzam się na takie metody terapeutyczne, które moim
                    zdaniem mogą być dobijaniem gwoździa do trumny.

                    I ja też się rozpisałam. W sumie zaczyna to przybierać taką postać,
                    że może lepiej przejść na priva smile
    • milaemalka Re: co robić? 05.02.10, 10:16
      Witaj Jak się czujesz? Zastanawiałam sie czy zdobyłaś novo i czy robiłaś
      ostatnio badania
      • tlustaklucha Re: do milaemalka 06.02.10, 18:49
        Witaj!
        Dzięki za zainteresowanie smile
        Czuję się fatalnie, niestety. Novo nie zdobyłam jeszcze, czekam na
        wizytę u endo pod koniec lutego. Jestem mało mobilna na razie, stąd
        nic innego nie przedsięwzięłam. Nie daję rady niestety wykłócać się
        z lekarzami. Badania robię we wtorek. Na wyniki ferrytyny i wit b12
        będę pewnie czekała ok. tygodnia. Wtedy napiszę co i jak.
        Pozdrawiam
        Kluska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka