Tak w skrócie... Z samego rana w wielkim stresie z duszą na ramieniu wyruszyłam w drogę do pracy swoim nowym autkiem po raz pierwszy, jest duże więc tak do końca go jeszcze nie czuję. Przed wjazdem na parking mam szlaban muszę odbić przepustkę itd. wjazd jest szerokim łukiem ale od wczoraj na tym łuku stoi zaparkowane auto

I o ile wczoraj problemu nie miałam to już dzisiaj dużym autem było nieciekawie bo z jednej strony słupki a z drugiej całe metalowe pudło z czytnikiem itp. i strasznie ciężko było mi wymanewrować. Nawet nie będę mówić ile to trwało i ile mnie nerwów kosztowało. Podejrzewam, że komuś "nie chciało się" płacić i ten samochód zaparkował sobie tak na parę ładnych dni i teraz mam dylemat. Czy zadzwonić do straży miejskiej i ich o tym poinformować (samochód stać tam nie powinien i pewnie skończy się blokadą i holowaniem) czy czekać aż właściciel sam się zgłosi jednocześnie przeżywając koszmar jak następnym razem przyjadę do pracy... Gdyby to było jakieś wypasione auto dylematów bym nie miała ale pewnie takiego nikt by w tym miejscu nie zostawił, to zaś strasznie leciwe i poobijane, wydaje mi się że dla właściciela będzie to duży wydatek