Dodaj do ulubionych

po stracie...

27.10.14, 21:51
Pisalam w wątku o odblaskach o moim Dziadku...niestety juz go nie ma.... Widywalam go z dwa trzy razy w roku...ale ta myśl ze już go nie spotkam jest straszna...taka bezsilnosc :-\ martwie się tez o Babcię...oni tak sie kochali i dopiero co 63 sie okazalo rocznice slubu obchodzili...ech...cięzko mi...wczoraj caly dzien ryczalam z przerwami na zajmowanie sie domem...a dzisiaj..strasznie spokojna sie obudzilam...ale siedxi to wszystko w glowie
...moze juz łez mi brak ? Napiszcie jak Wy dajecie sobie rade ze stratą najblizszych?....:-\:-\:-\
Obserwuj wątek
    • peonka Re: po stracie... 27.10.14, 22:16
      Ja sobie nie daje rady.
      Po okresie takiego spokoju, jak napisałaś, przychodzi u mnie nowa fala żalu, rozpaczy, histerii z bezsilności.
      Nie pocieszylam pewnie.. Przytulam Cie mocno, trzymaj się jakoś.
      • kowalowa Re: po stracie... 27.10.14, 22:39
        Ja jakos dam rade...ale ta Babcia...mój Tata...ech..:-\ i po co to wszystko...chwila moment.koniec kropka. Nie ma czlowieka :-\ zostają żony, synowie, wnuczki, prawnuczki....tak strasznie mi żal że go nie ma :-\ ale z dwojga zlego...jakby to przeżyl...to caly polamany przykuty do łóżka...też nie dał by rady :-\ Człowiek jak na swój wiek, zmagajacy sie z rakiem...ciągle aktywny...ech...taki "typ" co to nie zwracal uwagi na chorobe..nie żalil się...takich ludzi jak Dziadek to chyba juz nie "produkują" :-\:-\:-\
    • atena12345 Re: po stracie... 28.10.14, 08:21
      kowalowa napisała:

      > ...moze juz łez mi brak ? Napiszcie jak Wy dajecie sobie rade ze stratą najbliz
      > szych?....:-\:-\:-\

      nie dajemy sad
      bardzo Ci współczuję i bardzo rozumiem.
      • opium74 Re: po stracie... 28.10.14, 08:58
        współczuję...
        ja sobie nie rzadzę w takich sytuacjach...
    • toffix Re: po stracie... 28.10.14, 09:24
      bardzo Ci współczuję. Nie wiem jak Ci pomóc, moich dziadków straciłam dość dawno i nawet nie miałam takiej więzi z nimi...
      Kiedyś jeden klient opowiadał mi o śmierci swojego ojca. Umierał, dzieci rozpaczały, a on im powiedzial, żeby tak nie rozpaczali - że jemu udało się mieć szczęśliwe życie, ze to docenia, tym się cieszy. A najbardziej tym, ze umiera pozostawiając dzieci, wnuki, że nie stało się odwrotnie.
      Wypłacz się, smuć się - masz do tego prawo.
    • guderianka Re: po stracie... 28.10.14, 10:38
      Życie się zaczyna, życie się kończy
      DObrze, jeśli dobre życie kończy się gdy człowiek ma słuszny wiek
      Może idź na terapię ? Serio piszę-skoro nie potrafisz sobie poradzić ze stratą Dziadka, który umarł w słusznym wieku to jak poradzisz sobie np. ze stratą rodzica ?
      Przyda się trochę poukładać w głowie, emocje, może w jakiś sposób podejście do wiary ( niektórym to pomaga) , pogodzić się z kolejami życia.
      • guderianka Re: po stracie... 28.10.14, 10:39
        ..z kolejnymi etapami życia..

        Przeczytałam o Twoim Tacie- tym bardziej sugeruję terapię, bezsensu męczyć się samemu w poczuciu bezradności i bezsilności,
        • kowalowa Re: po stracie... 28.10.14, 11:24
          to chodzi o Dziadka mego... nie radzę sobie z tym, ze odszedł tak nagle, że nawet nie odszedł co zginął śmiercią tragiczną uncertain że mimo swej choroby, mimo ze byliśmy gotowi ze niebawem go zabraknie...to jednak wypadek, sobota rano Dziadek jest, sobota w nocy już go nie ma... bo rozumiem przemijanie, rodzenie się, umieranie...ale śmierci tragicznej, nagłej nie rozumiem....
          • guderianka Re: po stracie... 28.10.14, 11:30
            przeżyłam śmierć tragiczną i nagłą-mój Tata zginął jak miał 47lat a ja 22 lata
            i do dzisiaj nie wiem i ciągle szukam odpowiedzi-czy "lepiej" dla niego i dla mnie, że zginał ot tak, nagle czy "lepiej" gdybyśmy mieli czas się oswoić z tym tematem, żegnać, czekać na śmierć
            myślę- że drugie rozwiązanie jest boleśniejsze..
            • dlania OT 28.10.14, 17:06
              Wiesz guderianka, ja jestem po długim spotkaniu z doświadczona psychoterapeutką, spotkaniu zawodowym. I ona m.in. powiedziała, że psychoterapii nie można naduzywać, że ona nie może zastąpic funkcji rodziny, przyjaciół, społeczeństwa, bo człowiek sie od niej uzależnia i nie radzi sobie potem w zwykłych życiowych sytuacjach bez pomocy. Jako przykład podawała m.in. własnie żałobę. Osobom w żałobie nie jest potrzebny terapeuta, tylko ktos bliski, kto pozwoli przejśc przez wszystkie jej etapy, wypłakac się i wykrzyczeć. Pomoc potrzebna jest osobom, które kilka lat po śmierci wciąz tkwią zawieszone na etapie zaprzeczania i niewiary w to, co się stało.

              Kowalowa zachowuje się jak każdy człowiek w żałobie, po co jej terapeuta? Twój przypadek natomiast jest inny.

              Kowalowa - moje kondolencje.
              • guderianka Re: OT 28.10.14, 17:20
                Pewnie ma rację, skoro tak mówi.
                Ja Kowalowej nie znam.
                Ja jestem "ekshibicjnonistką emocjonalną"-każdy problem muszę przegadać z życzliwymi
                Moja mama NIC nie przegadywała i nie przegaduje. I ciągle jest w żałobie..
                • dlania Re: OT 28.10.14, 17:26
                  Jej (Twojej mamie) akurat przydałaby sie terapia także z wielu innych względów.
                  • guderianka Re: OT 28.10.14, 17:31
                    to prawda
              • lolinka2 Re: OT 29.10.14, 02:36
                Dlanka, nie tylko zaprzeczania i niewiary... bo pomoc potrzebna jest wszystkim tym, którzy są na etapie żałoby niewspółmiernym do upływu czasu - dalej masz gniew, rozpacz... i jeśli któreś z nich jest sobie przez lata, to też pomoc terapeuty jest potrzebna. Podobnie zresztą jak w sytuacji, gdy ktoś ewidentnie NIE jest w stanie żyć po stracie, nie jest w stanie zrobić NIC i żadne wsparcie rodziny czy inne blablabla mu nie pomagają.
                • dlania Re: OT 29.10.14, 11:20
                  No ja wiem, wiem, że w innych sytuacjach też jest terapia potrzebna. Chodziło mi o to, że "normalne" - zgodne z wiedza psychologiczną - przechodzenie żałoby nie wymaga pomocy terapeuty. A smutek, żal, rozpacz sa elementami "normalnej" żałoby, o ile nie rozwalają zycia.

                  Ja tylko powtarzam co usłyszałam, nawet się zdziwiłam.
                  • lolinka2 Re: OT 30.10.14, 15:02
                    Słusznie, i kluczem jest "o ile nie rozwalają życia".
                    OK, czyli nic się nie zmieniło, great minds still think alike tongue_out
          • fajnyrobal Re: po stracie... 28.10.14, 11:42
            Boleśniejsze jest patrzenie jak ukochana osoba powoli i często w cierpieniach odchodzi. Piszesz, że dziadek walczył z rakiem. Może taki koniec dla niego i dla was jest lepszy?
    • fajnyrobal Re: po stracie... 28.10.14, 11:36
      Mnie pomaga to, że wiem iż wkrótce spotkamy się wszyscy na drugim, lepszym świecie, że tata już nie cierpi, że jest szczęśliwy u Boga, modlitwa. Smutek, że go tu już nie ma i tęsknota pozostają, ale są mniej dojmujące.
      Jeżeli babcia i tata są osobami wierzącymi niech zwrócą się w stronę modlitwy, to bardzo pomaga, jeżeli nie, to terapia.
      • stokrotka-psotka Re: po stracie... 28.10.14, 14:12
        Trudno powiedzieć, że daję sobie radę po śmierci mojego brata. Minęły 3 miesiące. Niektórzy mówią "dobrze sobie radzisz, doskonale się trzymasz". Tylko to nieprawda jest. Zamknęłam się jakby w skorupie, nawet płakać nie mogę, a może boję się, że jak zacznę to już nie skończę, nie będę miała siły zająć się domem, dzieckiem, pracą jedną i drugą. Może nie potrafię zmierzyć się z tą straszną prawdą? No bo jak to, był, a już Go nie ma. Przecież gdzieś musi być! Tylko gdzie?
        • aqua48 Re: po stracie... 28.10.14, 14:37
          Tak, z nagłą, niespodziewaną, tragiczna śmiercią trudno jest sobie poradzić. Najważniejsze to żeby dać sobie CZAS i prawo do przeżywania śmierci bliskiej osoby tak jak się tego potrzebuje - z płaczem, żalem, zmęczeniem, a niekiedy także z ulgą (!). Przeżyć wszystkie etapy żałoby z zaprzeczeniem, złością, męczącymi snami. Przeglądnąć (albo tylko poskładać) rzeczy po zmarłym. Pozbyć się tego czego się nie lubiło. Zostawić sobie ulubione pamiątki. Pochodzić w czarnych ubraniach tyle czasu ile się potrzebuje. I przede wszystkim nie przejmować się głupimi komentarzami typu: tyle a tyle już czasu minęło, musisz się otrząsnąć, żyć normalnie, nie okazywać smutku. Nie, nic się nie musi. Dopóki to żałoba, a nie depresja.
          • toffix Re: po stracie... 28.10.14, 15:08
            Dokładnie, bardzo ladnie powiedziałaś. każdy ma PRAWO do żałoby, do smutku. I dopóki ej nie przeżyje to się nie pozbiera. U każdego czas żałoby jest inny...
    • one-smutasek Re: po stracie... 28.10.14, 15:26
      Kompletnie sobie nie radzę w sytuacjach gdy odchodzą bliscy mi ludzie. Jakiś czas temu miałam przedsmak tego co mogłabym czuć czekając na wyniki badań histopatologicznych mojego taty. Nie pocieszyłam bo pocieszyć się nie da sad Gdy nagle w wieku 33 lat zmarł brat mojej mamy z którym miałam bardzo silną więź, rozsypałam się na milion kawałków, pozbierałam tak w miarę po 4 latach a ból i żal towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Przytulam....
    • margotka28 Re: po stracie... 28.10.14, 15:27
      bardzo ci współczuję, bo wiem co przeżywasz. Ja pochowałam babcię półtora miesiąca temu. I do tej pory nie mogę w to uwierzyć.
    • solejrolia Re: po stracie... 28.10.14, 19:59
      współczuję.

      jestem po stracie 2 najbliższych mi osób, jedna żałoba była po prostu żałobą- początkowo było strasznie, był czas niedowierzania,smutku, żalu, tęsknoty i wszystkich tych emocji, które wiążą się z żałobą, ale byłam młoda (24lata) i pomogła bliskość mojego chłopa, jego rękaw, i pomógł czas, który leczy rany.
      ale ta druga żałoba- cóż, zanurzyłam się w niej bez reszty , wpadłam w tak czarną dziurę, ze moje funkcjonowanie nie było mozliwe, ani dom, ani praca, ani nic - bez terapii, długotrwałej, oraz mozolnej pracy nad sobą nie poradziłabym sobie. terapię przeszłam na żywca, żadnych leków, uspokajaczy, antydepresantów etc. może dlatego jak już zakończyłam terapię, to moja depresja po stracie już nie wróciła, dzięki bogu od kilku lat jestem zdrowa.
      więc jeśli poczujesz, że z tobą jest tylko gorzej i gorzej, że czas nie leczy a wręcz przeciwnie, to tak jak radzi guderianka - nie broń się przed pomocą specjalisty.

      jeszcze raz przyjmij moje kondolencje.
      • kowalowa Re: po stracie... 28.10.14, 21:48
        dzieki dziewczyny za dobre i mądre słowa. Ja dam sobie rade..chyba :-\ ale .mi o tyle łatwiej że nie widywałam Dziadka za często...dwa trzy razy w roku....ale bardzo bardzo sie martwie o Babcie...codziennie z nią rozmawiam..do niej zaczyna docierać :-\ nie narzucam sie jej, sama mówi ze tego potrzebuje...oni z Dziadkiem bardzo sie kochali :-\ i zostala po tylu latach sama :-\:-\:-\ w czterech scianach, wszystko tam jej Dziadka przypomina...a na niedys ukochaną dzialke szybko raczej nie pojedzie...
        • kowalowa Re: po stracie... 28.10.14, 21:50
          dla Babci właśnie poszukam terapi. Moze pójdzie za jakis czas ? A moze ktos sie orientuje gdzie w Warszawie na Woli takowe sie odbywaja ?
          • aqua48 Re: po stracie... 28.10.14, 23:14
            kowalowa napisała:

            > dla Babci właśnie poszukam terapi. Moze pójdzie za jakis czas ?

            Daj babci najpierw przeżyć żałobę na jej własnych zasadach. Nie organizuj jej tego po swojemu. Nie szukaj jej teraz terapii, bo to nie ma sensu. Po prostu z nią bądź. Żałoba musi potrwać, przynajmniej rok. Wbrew pozorom starszym ludziom jest łatwiej pogodzić się z nieuniknionym.
            • kowalowa Re: po stracie... 28.10.14, 23:56
              Nie. Nie teraz. Napisalam za jakis czas. Babcia zawsze silna byla...ale z taką sytuacją jesscze nie miała okazji sie zmagać :-\
              • aqua48 Re: po stracie... 29.10.14, 17:22
                kowalowa napisała:

                > Babcia zawsze silna byla...ale z taką
                > sytuacją jesscze nie miała okazji sie zmagać :-\

                Chyba jej nie doceniasz..
          • atena12345 Re: po stracie... 30.10.14, 11:16
            kowalowa napisała:

            > dla Babci właśnie poszukam terapi. Moze pójdzie za jakis czas ? A moze ktos sie
            > orientuje gdzie w Warszawie na Woli takowe sie odbywaja ?

            kowalowa weź trochę zastopuj! mówię to z sympatii.
            Czy terapia będzie konieczna okaże się za jakiś czas.

            Dziadek miała swoje lata.

            • kowalowa Re: po stracie... 30.10.14, 12:25
              Dziewczyny, przecież ja nie napisałam, ze koniecznie Babcię poślę na terapię, jestem ciekawa czy w pobliżu jej zamieszkania w ogóle coś takiego jest...a to nie oznacza ze jak ja się dowiem to ją tam wyślę tongue_out to dorosła kobieta, doceniam ją..ale z nią dużo rozmawiam po tej całej tragedii.. ona potrzebuje czasu... najgorsze jest to, ze ciągle nie wiadomo kiedy pogrzeb...taki stan zawiszenia powstał... zaraz minie tydzień jak nie ma Dziadka..a nikt ( z prokuratury) nie informuje kiedy ciało wydadzą...a wiem, ze Babci będzie łatwiej jak już będzie po pogrzebie...echh...i to że Dziadek miał swoje lata nie oznacza, że byliśmy przygotowani na jego tak nagłe odejście...zatem atena bez urazy...argument do bani..uncertain
              • atena12345 Re: po stracie... 30.10.14, 15:17
                kowalowa napisała:


                > atena bez urazy...argument do bani
                > ..uncertain

                argument jak każdy inny i logiczny. Ja nie mówię, że masz nie cierpieć. Śmierć, to zawsze ból i łzy. Każde jakiekolwiek racjonalne jej wyjaśnienie pomaga ten ból znieść.
                Mówię niestety z doświadczenia. Łatwiej wytłumaczyć sobie śmierć osoby starszej , która doczekała wnuków(bo taka kolej rzeczy), niż młodej u progu życia...

              • atena12345 Re: po stracie... 30.10.14, 15:19
                aha...
                po pogrzebie będzie łatwiej, przynajmniej troszkę..
                wiem jak to jest, gdy bliska osoba ginie pod kołami samochodu sad
                niestety wiem sad
                • kowalowa Re: po stracie... 30.10.14, 17:05
                  też uważam, ze po pogrzebie będzie "łatwiej"; tylko termin nieznany...a Babci na pewno to nie pomaga uncertain sory atena...może zbyt dosadnie napisałam...rozumiem o co Ci chodzi uncertain
              • solejrolia Re: po stracie... 30.10.14, 17:03
                >.i to że Dziadek miał swoje lata nie oznacza, że byliśmy prz
                > ygotowani na jego tak nagłe odejście...

                Oczywiście, niezależnie od tego ile Dziadek miał lat, mógł pożyć, nie zdążyliście się pożegnać, a teraz Go nie ma a Wy cierpicie, tęsknicie, to są naturalne uczucia w żałobie, nikt tego nie kwestionuje,
                ale
                jesli wydaje ci się, że człowiek jest w stanie przygotować się na odejście kogos bliskiego- to się mylisz.
                nie ma nic gorszego, jak choroba,cięzka, bolesna i nie dająca żadnej nadziei na poprawę, a ty masz patrzeć na równie pochyłą, na cierpienie bliskiego człowieka i powolne odchodzenie. i nawet wtedy nie uda Ci się przygotować na odejście. Twojego Dziadka nie ma, i bardzo Ci współczuję, Dziadek odszedł nagle, i niech otuchę da ci świadomość, że nie cierpiał długo, i pomyśl, że nie musialiście patrzeć na jego powolne odchodzenie.
    • lolinka2 Re: po stracie... 29.10.14, 02:45
      Teraz się ogarnęłam.
      Parę lat temu jeszcze natomiast byłam nieogarnięta... i tak się nie ogarniałam w sumie przez ponad 20 lat. To znaczy najpierw tęskniłam, potem nie czułam NIC z małymi przerwami na tęsknotę (takie "przebłyski"), następnie się wściekłam i Bóg mi świadkiem, że gdyby mi go wskrzesił i przede mną postawił, to tym razem ja - własna córka - bym go ukatrupiła w odwecie za zostawienie mnie w tak obrzydliwy i tchórzliwy sposób (samobójstwo).
      Jak się ogarnęłam? Terapia smile Co to znaczy? To znaczy, że w pewnym momencie, jakoś niespodziewanie, przy okazji innych wydarzeń, z całą mocą, jak grom z jasnego nieba uderzyła we mnie świadomość, że JEGO JUŻ NIE MA. NIE MAM TATY. UMARŁ I NIE ŻYJE. Pożegnałam go w sercu i symbolicznie w rzeczywistości. Opłakiwałam ze swobodą opłakiwania przez kilka tygodni (olałam pracę - na szczęście to był taki moment, że mogłam..., napisałam wszystkim maila, że straciłam tatę i narazie się upłynniam, odezwę się, gdy się ogarnę), napisałam i nagrałam piosenkę, a potem... potem było normalniej. Wróciły wspomnienia - fajne. Nie boli mnie to, co z niego widzę w sobie (a widzę sporo). Lepiej się żyje bez odcinania od korzeni, po prostu.
    • robbea1 Re: po stracie... 30.10.14, 09:15
      Moją mamę pochowałam po ciężkiej i długiej chorobie w grudniu 2009 roku.
      Do tej pory mimo iż minęło prawie pięć lat czasem złapie mnie tak nagły ból, że momentalnie mam łzy w oczach. I nieraz patrząc na moją córkę, myślę o niej.
    • dziennik-niecodziennik Re: po stracie... 30.10.14, 09:35
      bardzo mi przykro kowalowa sad
      ja sobie jeszcze ze stratą najbliższych nie musiałam radzic. poki co poumierały mi osoby z ktorymi kontakt mialam taki sobie.
      mama mi prawie umarła, ale sie udało odratowac. tyle ze ja wtedy ani przez chwilę nie wątpiłam że się uda.
      nie wiem co bedzie jak rodzicom cos sie stanie. nie wiem jak to przeżyję.
    • mathiola Re: po stracie... 30.10.14, 12:12
      Na żałobę nie ma innego lekarstwa niż czas..... sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka