Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    19.10.07, 10:07
    Samotosć mi bardzo doskwiera. Nie mam faceta, znajomosci ze studiów też sie
    pokończyły, bo większość moeje paczki była z innych miast.

    Ogólnie jestem chyab taka jak wsztstkie młode kobiety, ale jest jedno "ale":
    ciężko ze mna wytrzymać, bo non stop musze być zapewniana o uczuciu. Gdy tylko
    odczuwam mniejsze zainteresowanie mną, słabsze uczucia i zaangażowanie, to
    świruję. Wyobrażam sobie najgorsze, płaczę i wymyslam zemstę, która nota bene
    nie ma sensu, bo okzauje się, ze wszystko jest pod kontrolą. Powiedzmy, ze pod
    kontrolą...

    Sama nie chciałabym być w związku z taka osobą jak ja, bo takich huśtawek
    nastrojów, jakie jak miewam, nikt na dłuższą metę nie zniesie ;( Wiem, ze to,
    co robię może stać się w pewnym momencie męczące, itp.

    Mam momenty, kiedy bardzo potrzebuję z kimś pogadać, z żywym człowiekeim, a
    nie z ekranem komp., ale wszyscy mają swoje sprawy a ja nie mam odwagi by im
    zawrać głowę, umawiać sie do kawiarni czy na spacer.
    A jak już ktoś bliski pyta co sie stało (bo płakałam), to rzucam mu tylko
    niegrzeczne "nic!". ...nie umiem wykorzystać tego, co mi los daje a potem sama
    mam żal do siebie i znowu przepłakane pół nocy... i tak w kółko...
    Obserwuj wątek
      • anoosha Re: Hehhh 19.10.07, 11:37
        No czesc Ann :-) i znowu jakbym czytała o sobie sprzed 3 lat :-)
        samotnosc cięzką byla sprawą, ale stała się bardziej znosna, bo
        wykorzystalam ja na przyjrzenie sie sobie i rozwiazalam kilka
        istotnych swoich problemow - przede wszystkim sie nauczylam byc sama
        z soba. Goraco polecam - zycie jest latwiejsze. To, ze nie mialam
        faceta tez przecierpialam, ale z byle kim sie nie chcialam umawiac.
        Nie zaluje tej decyzji.
        Moja droga Anusiu - hustawki nastroju nie beda problemem, kiedy
        bedziesz z kims w zwiazku, o ile bedziesz szczera i powiesz temu
        komus, z czego one wynikaja i ze to nie przez niego. Wiem, bo sama
        to przetestowalam i dalej testuje.
        I nie badz dla siebie taka surowa - po Twoich postach wydaje mi sie,
        ze jestes bardzo sympatyczna osoba; jest Ci po prostu troszke zle w
        zyciu i ja wiem czemu, wiec wiecej wyrozumialosci dla siebie!
        A jesli chodzi o to "niegrzeczne nic", kiedy ktos pyta, co Ci jest -
        nie kazdy jest przygotowany na odpowiedz, co Ci naprawde dolega.
        Czasami mozna sie natknac na niezrozumienie i ono jeszcze bardziej
        boli niz to, ze nie mozna z nikim pogadac i okazuje sie, ze to nie
        zawsze jest jakis dar od losu. Tutaj tez wiecej wyrozumialosci dla
        siebie. Ja mam tylko kilka osob, z ktorymi moge pogadac o dda-owych
        problemach i spedzilam troszke czasu, zeby je "przygotowac" ... na
        poczatku to byl dla nich szok. Teraz bardzo doceniam ich otwartosc
        na mnie taka, jaka jestem.
        Anulku, wiem, ze to moze brzmiec jak jakis slogan, ale glowa do
        gory. Sprawy, z ktorymi teraz masz trudnosci, mozna naprawde
        poukladac. Wiem, ze to zniechecajace, ze trzeba na to poswiecic
        troche czasu i uwagi, ale warto podjac ten wysilek. Ja sie go
        podjelam jakis czasu i widze efekty, wiec i za Ciebie trzymam
        kciuki! Jestem BARDZO z Toba w tym wszystkim, co piszesz i
        przezywasz!
        Pozdroweczki!
        • anciax Re: Hehhh 19.10.07, 13:27
          Zastanawiałam sie czy mówić innym, że jestem DDA i ze stąd wynikaja moje
          zawirowania. No i powiedziałąm. Ale on nie rozumie co to znaczy... Jakoś to
          przebolałam.
          Mam kogoś kto mnie rozumie, ale to ja nie umiem czesto z tego skorzystać i
          chciałąbym mieć go na wyłączność. A tego nie mogę zrobić. Z tym, ze cenie sobie
          te nasza znajomosć, bo to osoba, z która mogę otwrcie rozmawiać o tym, co nie boli.
          Moja wadą jest chec posiadania ludzi na wyłącznośc, więc nie mam wielu
          znajomych, a przyjaźnie ze studiów wypaliły sie i teraz jestem pół na pół bez
          przyjaciółki. W sumie mogłabym mieć sprzymierzeńca w jednej b.bliskiej mi
          osobie, ale co rusz to odtrącam jej troskę >>> chcę być postrzegana jako silna
          kobieta (przeciez dam sobie sama radę, nie potrzebuje waszej troski). No
          niestety w głębi duszy jestem krucha i niestabilna emocjonalnie. Nie umiem
          panowac nad emocjami tak, jakbym tego chciała, stąd moje huśtawki.
          Fakt, może jestem surowa dla siebie, ale nie moge sobie pozwalać na zbytnia
          rozwiazłosć, bo sama siebie nie upilnuję. Wydawało mi się, ze mam więcej
          samodyscypliny i samozaparcia oraz samokontroli, i tu kolejny klops! ;(

          Anusia, dzieki za posta, pozdrówki.

          Ania :)
        • anciax Re: Hehhh 20.10.07, 11:12
          >stała się bardziej znosna, bo
          > wykorzystalam ja na przyjrzenie sie sobie i rozwiazalam kilka
          > istotnych swoich problemow - przede wszystkim sie nauczylam byc sama
          > z soba.

          Napisz cos wiecej o tym, ja zaprzyjaznilas sie ze soba, jeśli mozesz. Ok?
          Bardzo mnie to interesuje, bo jak widać ja nie umiem siebie polubic - i moze
          dlatego jest mi z tym tak ciezko ;|

          >To, ze nie mialam
          > faceta tez przecierpialam, ale z byle kim sie nie chcialam umawiac.

          Nawet nie chce o tym myślec już.
          Nie mam faceta ale nie twierdze, ze on rozwiazałby wszyskie moje problemy. Tylko
          przeraza mnie ze duzo moich kolezanek znalazlo milosc jak w filmie, taka
          wzorcowa, niemal podrecznikowa, a ja? no coz....
          Widocznie nie ma moje grugiej polowki na siwecie. Trafiam na facetow ktorych
          tzrzeba wyciagac z tarapatów, sama chciałam bawic sie w samarytanke i byc z
          kims, kto wpadał w uzależnienie. Taki moj los i chyab nih=gdy sie nie zmieni w
          tej kwestii...

          Hehh, dzieki za dobre słowa :)

          Ann
          • anoosha Re: Hehhh 21.10.07, 14:03
            Oczywiscie, ze Ci napisze!
            Najgorszy byl dla mnie czas zaraz po studiach - taki prawdziwy start
            w dorosle zycie, kiedy trzeba juz znalezc powazna prace,
            uniezaleznic sie od rodzicow, itd. A u mnie, jak sie pewnie
            domyslasz, nie wygladalo to najlepiej. Pracowalam jako agent
            ubezpieczeniowy i szlo mi marnie! Przez 8 miesiecy nie dostalam z
            tej pracy zadnych pieniedzy, tylko sie oszukiwalam, ze to fajna
            praca, bo takiej "prawdziwej" balam sie nawet poszukac, a musialam
            sie czuc cos warta, wiec pozostawalam w tej, w ktorej
            zapierdzielalam charytatywnie. Ponadto mialam ogromna presje na
            zrobienie zawrotnej kariery, bo skonczylam SGH .... czulam sie
            koszmarnie! W koncu zrezygnowalam z pracy agenta ubezp. i niby to
            szukalam pracy w ciagu tych 6 nastepnych miesiecy, ale tak naprawde
            najbardziej bylam skoncentrowana na tym, co we mnie. A we mnie bylo
            duuuuzo syfu!
            Zaczelam uczeszczac na sesje rebirthingu, sluchalam bardzo duzo
            relaksacyjnej muzyki lub po prostu takiej, która uwielbialam. A
            przede wszystkim pisalam moj zeszyt - nie nazywam go pamietnikiem,
            bo to raczej wylewnik - wylewam w niego wszystko, co mi lezy na
            sercu, nawet w najbardziej okrutny sposob. To jedyne "miejsce", w
            ktorym nie licze sie ze slowami (choc przylapuje sie na tym, ze
            czesto chce stlumic moje gwaltowne reakcje i jednak sie z tymi
            slowami licze). I tak naprawde to wlasnie zeszyt poki co jest tym
            glownym sekretem mojego zaprzyjaznienia sie z soba. Poznaje moje
            uczucia, staje sie ich bardziej swiadoma. A kiedy juz widze moje
            uczucia, widze siebie (tak jakbym stala obok), nie mam sumienia
            ciagle siebie krytykowac. Widze osobe, ktorej jest zle w zyciu, a
            nie ktora jest beznadziejna. Widze osobe, ktora sie meczy i
            potrzebuje mojej pomocy. Pomocy, ktora polega konkretnie na tym,
            zeby tej umeczonej duszyczki wysluchac, poswiecic jej maksymalna
            swoja uwage, pomoc jej wywalic z siebie wszystko, co jej ciązy na
            sercu .... I dzieki temu innych ludzi tez zaczelam w ten sposob
            postrzegac. Nauczylam sie wiekszej wyrozumialosci. W tej chwili
            pisanie mojego zeszytu jest nieodlacznym moim nawykiem. Pisze go
            praktycznie w kazdej wolnej chwili . Nie potrafie logicznie
            wyjasnic, na czym polega sekret, ale to dziala. Jest mi duzo lzej w
            zyciu. W moim zeszycie spotykam sie z moimi uczuciami, z moimi
            ciemnymi stronami, konfrontuje sie z moimi lękami, a kiedy juz je
            widze jak na dloni, takimi jakie są, one sie jakos neutralizuja i
            rozplywaja. To tak jakby ktos nastawil mi dysk, ktory wypadl i
            uwiera, na jego wlasciwe, przypisane mu miejsce. Nawet, jesli moj
            wpis na poczatku brzmi "jestem beznadziejna" - pisze dalej i w
            dalszym rozumowaniu wychodzi, ze tak naprawde nie jestem, po prostu
            tak zle sie czuje, cos mi tak ciązy, że nie moge inaczej tego
            wyrazic, jak tylko slowami "jestem beznadziejna". Ale
            zamotalam ... :-) To ja pierwsza stalam sie ta osoba, ktora
            zaakceptowala moje najbardziej ciemne strony, najgorsze cechy i
            wszystkie aspekty mojej tzw. beznadziejnosci. Wydaje mi sie, ze to
            praca na cale zycie, bo prowadze takie notatki od jakichs 3, 4 lat,
            a ciagle jeszcze potrafie wynalezc jakis powod, dla ktorego uwazam
            siebie za beznadziejna. Potem, jak juz zaczelam siebie bardziej
            akceptowac, pojawili sie w moim kregu ludzie bardzo pomocni i wiele
            zawdzieczam ich dobroci, otwartosci i zrozumieniu. Ale te pierwsza
            prace z akceptacja siebie musialam wykonac sama! Pisanie zeszytu
            daje mi tez poczucie, ze poswiecam ten czas wylacznie sobie, ze mam
            siebie na wylacznosc - w ten sposob okazuje sobie milosc, ktorej
            potrzebuje i o ktorej Ty tez pisalas (ze chcesz ludzi dla siebie na
            wylacznosc). Odkad mam siebie na wylacznosc, nie potrzebuje tego
            uskuteczniac z innymi.
            Moglabym wymieniac zalety pisania bardzo dlugo ... Wniosek jest
            jednak jeden - zawsze znajde czas na pisanie. Zawsze mam o czym
            pisac i nad czym w sobie pracowac. Zawsze jest jakas moja wada,
            jakis nawyk, ktory mnie drazni albo jakas sytuacja, z ktora nie moge
            siebie poradzic i ktora wymaga "rozpisania". To tak proste i
            banalne - zadne odkrycie, a jednak tak pomaga!

            Pozdrawiam Cie cieplutko!
            • anciax Re: Hehhh 21.10.07, 17:39
              Anoosha, bardzoi ci dziękuję za przypomnienie o pisaniu pamietnika.
              Tak, kiedys pisałam wszystkie sowje uczucia, myśli, dylematy w pamietniku.
              Zaczęłam go prowadzic, gdy miałam 15 lat:) Pisałam częściej kiedy byłam młodsza,
              na studiach juz prawie w ogóle zapomniała o nim i może dlatego na studiach
              ciężej mi było pogodzić sie ze soba niż w szkole średniej? Na studiach szukałąm
              akceptacji w grupie w inny sposób. A mogłam zaprzyjaźniać sie ze sobą. Tylko, ze
              zawsze brakowao mi czasu dla siebie ;/

              Cóż, nie popisze sie zbytnio, gdy napiszę, ze u mnie zakonczenie studiów
              prypomina Twoj start w dorosłość. Tkwie w tej samej durnej pracy, która wcale
              mnie już nie bawi, wręcz wkurza mnie, ale nie robie nic w kierunku szukania
              prawdziwej, stałej pracy... Oszukuje wszystkich dookoła, ze szukam pracy. Tak na
              serio dopiero teraz staram sie siebie zrozumiec i pracuje nad sobą. I wcale nie
              jest mi śpieszno do nalezienia pracy. Boje się wszystkiego co jest z nia
              zwiazane poczawszy od rekrutacji a na wykonywaniu zadan zwiazanych ze
              stanowiskiem skonczywszy (o ile jakikolwiek pracodawca chcialby mnie
              zatrudnic...). Musze najpierw siebie posprzątać, a potem zabrac sie poważnie za
              zycie;).
              • anoosha Re: Hehhh 21.10.07, 20:26
                Wiesz co? :-) Ja tez jestem w pracy, ktora mnie deko irytuje i tez
                szukam nowej ... dokladnie w taki sam sposob, jak Ty! :-) Tyle, ze u
                mnie problem polega na tym, ze nie wiem, jak mam to zrobic! Chce
                zrobic kariere, znalezc prace, ktora bedzie mnie satysfakcjonowala,
                ale nie wiem, jak to zrobic. Mimo, ze wiem, jak to sie robi krok po
                kroku, czyli najpierw CV, potem wysylamy oferty, umawiamy sie na
                spotkania itd ... Wiedzac to wszystko ja nadal czuje sie tak, jakbym
                błądziła w ciemnościach, a znalezienie pracy zalezalo od zyczliwosci
                losu! Najlepiej by bylo, jakby ktos sie po prostu zjawil, pokazal mi
                palcem, co i jak i jeszcze zaprowadzil za raczke i wszystko
                rozrysowal! Jestem w szoku!
                • anciax Re: Hehhh 21.10.07, 21:55
                  "Najlepiej by bylo, jakby ktos sie po prostu zjawil, pokazal mi
                  palcem, co i jak i jeszcze zaprowadzil za raczke i wszystko
                  rozrysowal!" <<-

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka