anciax
19.10.07, 10:07
Samotosć mi bardzo doskwiera. Nie mam faceta, znajomosci ze studiów też sie
pokończyły, bo większość moeje paczki była z innych miast.
Ogólnie jestem chyab taka jak wsztstkie młode kobiety, ale jest jedno "ale":
ciężko ze mna wytrzymać, bo non stop musze być zapewniana o uczuciu. Gdy tylko
odczuwam mniejsze zainteresowanie mną, słabsze uczucia i zaangażowanie, to
świruję. Wyobrażam sobie najgorsze, płaczę i wymyslam zemstę, która nota bene
nie ma sensu, bo okzauje się, ze wszystko jest pod kontrolą. Powiedzmy, ze pod
kontrolą...
Sama nie chciałabym być w związku z taka osobą jak ja, bo takich huśtawek
nastrojów, jakie jak miewam, nikt na dłuższą metę nie zniesie ;( Wiem, ze to,
co robię może stać się w pewnym momencie męczące, itp.
Mam momenty, kiedy bardzo potrzebuję z kimś pogadać, z żywym człowiekeim, a
nie z ekranem komp., ale wszyscy mają swoje sprawy a ja nie mam odwagi by im
zawrać głowę, umawiać sie do kawiarni czy na spacer.
A jak już ktoś bliski pyta co sie stało (bo płakałam), to rzucam mu tylko
niegrzeczne "nic!". ...nie umiem wykorzystać tego, co mi los daje a potem sama
mam żal do siebie i znowu przepłakane pół nocy... i tak w kółko...