chęci do robienia czegoś, działania, krótko mówiąc energii do życia przy
jednoczesnej świadomości, że jest to "nie tak", zdawaniu sobie sprawy z
marnowania czasu, okazji, które mogły być wykorzystane... żyję, ale to wcale
nie nie czuję, że żyję, źle się czuję z sobą, mam wrażenie, że tracę czas, a
najgorsze - choć zdaję sobie z tego sprawę, to nic nie robię... ogólnie coś
mnie blokuje, nie wiem co to jest, ale to takie uczucie jakbym za chwile
chciała odpowiedzieć na pytanie nauczyciela, na które znam odpowiedź, ale się
boję (?) i odpowiada ktoś inny, mnie przez chwilę jest żal, ale się z tym
godzę - tak ogólnie, sądzę, że main idea jest jansna, choć miałabym dużo
więcej do powiedzenia..
chciałabym po prostu z kimś porozmawiać, z kimś kto by mi na serio pomógł,
ale czy to mądrze szukać kogoś takiego w sieci? Jest wielu złych ludzi,
którzy mogą wykorzystać czyjś brak szczęścia (czyż nie w ten sposób werbują
do sekt? jesteśmy twoimi przyjaciółmi, pomożemy ci, rozumiemy cię)
Wiem też, że jak sam sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże, więc czemu
wierzę beznadziejnie w to, że ktoś cudownie stanie na mojej drodze i
powie: "Pomogę Ci"? I co więcej, będę mogła tej osobie zaufać?
I tak tkwię w tych marzeniach, życie płynie a ja nie pracuję nad sobą.