erzulie27
25.08.07, 12:54
Wiem, ze byl juz watek o wegetarianizmie. Dyskusja dotyczyla glownie tego, ze
rezygnacja z mieska moze byc pomocna w duchowej wspinaczce.
Ja jednak chce poruszyc ten watek z nieco innej strony.
Wszelkie moje proby przejscia na wegetarianizm spalily na panewce. Glownie
dlatego, ze bardzo lubie mieso, poza tym latwiej jest byc miesozerca niz wege.
Akurat z tymi dwoma czynnikami moglabym sobie jakos poradzic w imie wyzszego celu.
Moj glowny problem jednak tkwi gdzie indziej. Za kazdym razem, gdy rezygnuje z
miesa zauwazam znaczaca zmiane w mojej osobowosci. Tzn robie sie jakas taka
slaba psychicznie, jestem wtedy taka pokorna, gdy ktos mi cos zlego powie,
chowam glowe w piasek albo przynajmniej ja spuszczam. Natomiast gdy jem mieso
nie mam takich problemow. Czuje w sobie sile, by moc stawic czolo wszelkim
przeciwnosciom, kazdemu, nawet najbardziej chamskiemu czlowiekowi. Czuje, ze
tkwi we mnie jakas bestyjka.
Mieszkam za granica, w bardzo duzym miescie, gdzie czesto idzie sie po
trupach, aby cos w zyciu osiagnac. Stosunki miedzyludzkie pozostawiaja wiele
do zyczenia. Trzeba byc zawsze czujnym, aby sie nie dac innym, bo naprawde
niektorzy potrafiliby cie zniszczyc. To pewnie znak naszych czasow, ale tu
gdzie mieszkam naprawde jest ekstremalnie pod tym wzgledem.
Dlatego mnie osobiscie trudno by bylo zostac wegetarianka. Niektorzy pomysla
pewnie, ze to tylko wymowka, ale dla mnie mieso jest dosc wazne pod tym
wzgledem. Daje mi jakas psychiczna sile. A moze macie jakies pomysly, jak by
je zastapic, aby nie wystapil o mnie problem, o ktorym pisze wyzej.
I co w ogole o tym myslicie? Czy mieso ma podobny wplyw na Was?