toja737 10.11.09, 08:37 Na stworzenia tego wątku wpadłam czytając: "Zaraz coś mnie trafi... " Wpisujcie się Kochane, jeżeli jeszcze chce się Wam dyskutować o książkach MM ;) - Bo tak coś czuję, że "Zcmt" może być początkiem końca tego forum :( Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 13:14 Nutria i Grześ są wege. Albo bywali. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 13:33 Ostatnio przestałam jeść mięso. Po części z powodów empatycznych (tak sobie myślę, że gdyby każdy z nas musiał zwierzątko zabić i przysposobić do jedzenia, to wegetarian byłoby pewnie z 60% :) ), po części z trywialnych, mianowicie od mięsa mnie odrzuca. Jeszcze plasterek wędliny w kanapce przezyłam, ale co próbowałam przygotować sobie na obiad a to kurczaczynę, a to indorka, a to świnkę, to cały obiad lądował w koszu. No to przerzuciałam się na potrawy jarskie. Bardzo zasmakowałam w wegeburgerach i takich tam :) Nie wiem, jak długo ten przyjemny stan rzeczy potrwa i czy za miesiąc nie rzucę się np. na kiełbasę, ale póki co całkiem mi z tym dobrze. Zwłaszcza że wybór innych źródeł białka w tej chwili mamy ogromny... :) Tak, wiem, że miało być o wege w Jeżycjadzie, offtopa popełniam z premedytacją ;-P Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 13:43 Sprawdź, czyś nie zaciążyła :) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 13:48 Chyba, kurczę, w basenie w Nałęczowie :-P Odpowiedz Link
jamniczysko Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 13:56 Niezwykle hardkorowym pomysłem wydało mi się podawanie na śniadanie chorej na grypę Nutrii miski z surówką, wydobytej z lodówki. "Była ona wegetarianką i każdy dzień zaczynała od warzyw." Znaczy, ktoś jej ten obrok starł dzień wcześniej i w lodówce postawił? No, to smacznego. Zwłaszcza przy grypie. Odpowiedz Link
mama_kotula Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 14:01 To oczywiste. Paszę przygotowała Gabunia o 5:00 rano. Odpowiedz Link
p.aulinka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 10.11.09, 19:18 hehhehe - mój exexex (czyli ex przed przed ostanim i ostatnim exem ) też na dania jarskie,wege i ogólnie bezmiesne mówił "pasza" :) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 04:27 jamniczysko napisała: > Niezwykle hardkorowym pomysłem wydało mi się podawanie na śniadanie > chorej na grypę Nutrii miski z surówką, wydobytej z lodówki. "Była > ona wegetarianką i każdy dzień zaczynała od warzyw." > Znaczy, ktoś jej ten obrok starł dzień wcześniej i w lodówce > postawił? No, to smacznego. Zwłaszcza przy grypie. W Indiach zaczynaja dzien od warzyw, ale na cieplo i przyprawionych. W Europie wege sa za to tak perwersyjni, ze potrafia zaczac dzien od chleba z serem! Albo od jejucznicy! Albo od owsianki! itd. Dziwi mie, ze MM uwaza, ze wegetarianie innej paszy nie przyjmuja w swe wnetrze, jak tylko warzywa i to koniecznie surowe, i same salatki rano wieczor i na obiad. Tak jakby niejedzenie miesa oznaczalo wyrzeczenie sie tez wszelkiego innego pozywienia niz zielone i surowe korzonki, czyli zegnajcie pieczywa, nabialy, zupy, sosy, potrawy maczne typu pasta i kluchy, zapiekanki, smazeniny, dusiolki.. (ilez to razy nie slyszalam - Wege? Jak to, nie chcesz wedliny na chlebie? To co Ty w ogole jesz? - jakby kanapka bez wedlin nie istniala i chleb sie dematerializowal..) No i gdzie sie podzialy te smakowite jarskie potrawy z IS, od buleczek z wisniami po caly obiad dla zertej rodziny? Rozumiem, ze to tylko koniecznosc kryzysowa sprawila oraz jednoczesny brak rozjechanych kur? A na Nutriowa, wegeterianska czesc rozkochana rodzina triumfalnie wniosla na stol rybe po grecku, gdy ona, Nutria, nie ryba, z Cypru wrocila (zwlaszcza ze zaloze sie o obiad, ze ryba po grecku nie jest znana nad Morzem Srodziemnym :) Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 12:09 > Dziwi mie, ze MM uwaza, ze wegetarianie innej paszy nie przyjmuja w swe wnetrze > , > jak tylko warzywa i to koniecznie surowe, i same salatki rano wieczor i na > obiad. Tak jakby niejedzenie miesa oznaczalo wyrzeczenie sie tez wszelkiego > innego pozywienia niz zielone i surowe korzonki, czyli zegnajcie pieczywa, > nabialy, zupy, sosy, potrawy maczne typu pasta i kluchy, zapiekanki, smazeniny, > dusiolki.. Jest scena, kiedy Nutria przyrządza kuskus, smażonego kabaczka i sos pomidorowy. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 22:54 ananke666 napisała: > Jest scena, kiedy Nutria przyrządza kuskus, smażonego kabaczka i sos pomidorowy Wciornosci kabaczek! Popsul mi taka ladna, oszczercza statystyke ;PPP To uznam spiesznie za nie znaczaca nic anomalie :> Jakby przyrzadzila conajmniej trzy razy, tobym musiala uznac. Ale tylko raz to popelnila, wiec teza ma przymyka na kabaczek te chore, nieprawdaz, oczy- Odpowiedz Link
jamniczysko Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 08:37 Ano, właśnie zaczęłam dzień od kanapki z serem. Konkretnie - wędzonym twarogiem, który na upartego zalatuje kieubasom! :D Fakt, że od lat kilkunastu czuję się zakałą polskich bankietów. A raz, odmówiwszy spożycia kaszanki w klasztorze, usłyszałam, że ani chybi jestem Świadkiem Jehowy. Odpowiedz Link
emae Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 16:28 Ja również zaczęłam dzień od chleba z serem, natomiast na obiad zjadłam - uwaga! - pyszny makaronik w sosie mediolańskim, wzbogacony o kukurydzę i ser pleśniowy :) Mam wrażenie, że ludzie często odróżniają potrawy jarskie od wegetariańskich. Jarskie to dobre, sycące makaroniki, kluseczki i pierożki, a wegetariańskie - trawa, glony i surówki :D Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 19:59 emae napisała: > Mam wrażenie, że ludzie często odróżniają potrawy jarskie od wegetariańskich. > Jarskie to dobre, sycące makaroniki, kluseczki i pierożki, a wegetariańskie - > trawa, glony i surówki :D o tak!!! z tym że jarskie pierogi ruskie bardzo zyskują, jak się je poleje słoninką, no przecież to tylko odrobina słoninki, a same pierogi są dalej jarskie, o co ta awantura?? a jak się z zupy wyjmie wkładkę mięsną przed wlaniem na talerz, to przecież ma się zupę jarską, czyż nie? Odpowiedz Link
onion68 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 20:08 O rany, przypomniała mi się kuchnia w takim jednym pensjonacie w Bieszczadach. Nie dość, że kobieta gotowała jak anioł z nieba, to jeszcze zamówione jako wegetariańskie posiłki były naprawdę wegetariańskie i nie oznaczało to ziemniaków z surówką, ewentualnie z jajkiem sadzonym w wersji full wypas (doświadczenia tegoroczne małopolskie). Piekła pasztety z selera, smażyła małdrzyki, a pierogi ruskie podawała ze smażonym na oleju grubym szczypiorkiem - coś wspaniałego. To, że przez tydzień przybyłam chyba ze trzy kilo należy w tych okolicznościach uznać za niski koszt :-) Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 20:41 >>>Piekła pasztety z selera, moja matka piecze na boże narodzenie i wielkanoc, taka nam się narodziłą nowa tradycja. uwielbiam pasztet z selera :) Odpowiedz Link
ewaty Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 22:08 Kategorycznie żądam przepisu na pasztet z selera! :)Nie jestem wegetarianką, choć rok bez mięsa wytrwałam. Czasem tak mam, że po prostu nie mam na padlinę ochoty i przyłapuję się na tym, że nie jadłam jej od miesiąca. A później obśliniam się na tatara... Myślę, że wegetarianizm wynikający z przekonań, a nie z prostej niechęci do typu jadła jest baaardzo trudny. Bo nie łatwo rezygnować z czegoś, na co ślinka leci i co atakuje z każdej restauracji, szczególnie, jak człowiek głodny. Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 22:20 nie pomnę proporcji, a pod ręką nie mam przepisu w każdym razie selery gotujesz, trzesz na tarce z dużymi oczkami (i tak będzie paćka), mieszasz to z pianą białek i dużą ilością przypraw (jakaś kolendra? oregano? nie pamiętam, ale jest ich kilka i ilościowo dużo, bo inaczej będzie mdłe), wylewasz do foremki wysmarowanej i wysypanej tartą bułką i do bardzo gorącego piekarnika. w sumie proste więcej z pamięci nie powiem. > Myślę, że wegetarianizm wynikający z przekonań, a nie z prostej > niechęci do typu jadła jest baaardzo trudny. z mięsem jest jak z coca colą. nie jadasz (nie pijasz), nie czujesz potrzeby. znów zaczniesz jeść (pić), to będzie cię do tego ciągnęło. tak to przynajmniej zapamiętałam - moja rodzina nie jadła mięsa przez trzy lata, potem zamieszkałam z facetem, który jadł, więc po pewnym czasie, z lenistwa oczywiście, też zaczęłam. przez te trzy lata w ogóle mnie nie ciągnęło. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 23:40 Powiem łokrutnie: przeczytawszy niegdyś opisy tych wszystkich udźców, szynek i zimnych nóżek NA ŚNIADANIE (!!!) późniejszy wpis o umiłowaniu zwierzątek aż do ich niejedzenia odczytałam w ten sposób, że MM po prostu wątroba siadła... albo wątpia insze. Odpowiedz Link
onion68 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 20:49 Zapomniałam jednak wspomnieć, że chlubnym wyjątkiem w tej małopolskiej zgrzebności był pewien bar wegetariański w Krakowie, w którym miałam okazję, w przemiłym zresztą towarzystwie, delektować się sałatką z soczewicy, co mi do teraz śni się czasami po nocach :-) Delicje, panie tego. Odpowiedz Link
emae Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 23:48 onion68 napisała: > Zapomniałam jednak wspomnieć, że chlubnym wyjątkiem w tej małopolskiej > zgrzebności był pewien bar wegetariański w Krakowie, w którym miałam okazję, w > przemiłym zresztą towarzystwie, delektować się sałatką z soczewicy, co mi do > teraz śni się czasami po nocach :-) Delicje, panie tego. Z pewnością VEGA :) Ja jestem oddaną wielbicielką placków z cukinii. A jak mam ochotę na słodkie, to biorę pyszne naleśniki z kremem kasztanowym. Odpowiedz Link
emae Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 23:46 kkokos napisała: > > o tak!!! z tym że jarskie pierogi ruskie bardzo zyskują, jak się je > poleje słoninką, no przecież to tylko odrobina słoninki, a same > pierogi są dalej jarskie, o co ta awantura?? > > a jak się z zupy wyjmie wkładkę mięsną przed wlaniem na talerz, to > przecież ma się zupę jarską, czyż nie? A ileż to razy słyszałam zdumione i urażone: "ale przecież tu jest tylko troszeczkę mięsa!" :D Odpowiedz Link
ananke666 OT 10.11.09, 14:21 O jednym ze starszej daty wykładowców lubelskiej AR krążyła taka opowieść: Otóż na egzaminie przyszli weterynarze mieli wyliczać dawki leku dla różnych zwierząt. Ile kotu, ile psu, ile świni, itd. W przypadku, kiedy student obliczył źle, dziadek miał zwyczaj gwałtownie otwierać drzwi, zamaszyście wywalać za nie indeks, za za goniącym dokument pechowcem wrzeszczeć: "Morderca! Morderca!" Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 04:36 the_dzidka napisała: > Ostatnio przestałam jeść mięso. Po części z powodów empatycznych, po> części z trywialnych, mianowicie od mięsa mnie odrzuca. Gratuluje Dziduchno i winszuje smaczniejszych obiadow :) Odpowiedz Link
toja737 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 09:26 Wegetarianizm Miągwy zaczął się chyba od nieszczęsnego zarodka w jajku na miękko. A później rozwinął przy rastafariance Trolli. He he, a w KK (?) Borejkówny prawie biły się o kanapkę z jajeczkiem i nikt przy jedzeniu nie grymasił. Jak te czasy się zmieniają ;) Wiadomo - ani słowa o ideologiczno-etycznych przyczynach bycia wege :( Odpowiedz Link
onion68 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 09:39 > rawie biły się o kanapkę z jajeczkiem i nikt przy jedzeniu nie grymasił. Jak te > czasy się zmieniają ;) Były jeszcze kanapki z jednym plasterkiem kiełbasy na twarożku. We wczesnej Jeżycjadzie Borejkowie są znacznie mniej mięsożerni niż w nowej - niewątpliwie z konieczności, ale jakoś milej się czyta. Naleśniki, jabłka w cieście, pierogi z jagodami, serek żółty, pomidory. Jeśli mięso, to w wersji light - kurczęta, ryby. Kolorowo i przyjaźnie. Obecna ich kuchnia wywołuje we mnie dwa skojarzenia się narzucające: siny ochłap karkówki, nieupieczony przez Idę i ten udziec z obiadu poślubnego Idy i Marka (tak, wiem, że i chlebek juliański był, i sałatki, i jogurty Nutrii - ale co poradzę). Drapieżcy ;-) Odpowiedz Link
bat_oczir Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 15:46 > We wczesnej Jeżycjadzie Borejkowie są znacznie mniej mięsożerni niż w nowej - > niewątpliwie z konieczności, ale jakoś milej się czyta. Naleśniki, jabłka w > cieście, pierogi z jagodami, serek żółty, pomidory. Jeśli mięso, to w wersji > light - kurczęta, ryby. Kolorowo i przyjaźnie. nie rozumiesz? MM po prostu z wrodzonym sobie wdziękiem i lekkością :) pokazuje róznicę pomiędzy dawnymi czasami a obecnymi. Po 1989 roku na jarską kuchnię można liczyć co najwyżej za rządów SLD :) :) bo wtedy uczciwi ludzie, a nie jakieś tam Majchrzaki, z trudem wiążą koniec z końcem :) potem, za Buzka i później, można znowu wcinać szynkę i kupować ople :) Odpowiedz Link
anutek115 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 09:54 toja737 napisała: Jak te > czasy się zmieniają ;) To akurat rozumiem, pierwsza znana mi wegetarianka przestała jeść mięso w 1987 roku i mało brakowało, a byłaby zaciągnięta do wszystkich doktorów w miescie, którzy jej to wyperswadowywali, prorokując rychły zgon, a co najmniej utratę, hm, cech kobiecych i trwałą bezpłodność. Inne czasy, inna wiedza. > Wiadomo - ani słowa o ideologiczno-etycznych przyczynach bycia wege :( Bo takich nie ma w Jeżycjadzie (moim zdaniem, dodam). Jako wegetarianka z wieloletnim stażem mająca licznych znajomych wegetarian sądzę, że z grubsza mozna ich podzielić na dwie grupy - przechodzących na wegetarianizm z przyczyn etycznych i przechodzących na wegetarianizm z przyczyn zdrowotnych, jest też między nimi ta różnica, że pierwsi z reguły idą w swym wegetarianiźmie dalej, starają się nie używać kosmetyków testowanych na zwierzętach, nie nosić w miare możliwości skóry, i tak dalej, a ci drudzy nie mają problemów z, na przykład, powrotem do mięsnej diety, jeśli uznają, że wegetariańska im nie służy. Tak z grubsza, oczywiście, bo bywa bardzo różnie. W Jeżycjadzie mamy zaś Natalię, która, nie mogę się oprzeć temu wrażeniu, została wegetarianką, bo jest smukła, wielkooka i TAKA WRAŻLIWA, pasuje do potocznego wizerunku wegetarianki (trzy czwarte osób dowiadujących się o tym, że nie jem mięsa wykrzyknęło "A, to dlatego jesteś taka chuda!", taaa, jasne, ciekawe, co by powiedzieli widząc mego męża, bynajmniej nie podobnego do wiotkiej brzózki ;-)). Nie ma w jej niejedzeniu mięsa żadnej ideologii, dlatego w "Sprężynie" autorka spokojnie "zapomniała" o diecie Nutrii i kazała jej się upajać ugotowaną przez Robrojka pomidorówka na kościach i radzeniem Gabie bulionu czy innych nózek wieprzowych dla wyzdrowienia. NIE ZNAM wegetarianina, który by takiej rady udzielił, a wielu ich znam. Z drugiej strony mamy Grzesia, który ideologicznie popłakuje nad półmiskiem ryby po grecku, ale na popłakiwaniu i jakichś okazjonalnych wzmiankach się kończy. Grześ jednak jest tylko cieniem, trudno wyrokować o jego moralnych wyborach... A z trzeciej strony, jak tak się zastanowić, czy którykolwiek z Borejków i otoczenia robi coś dla jakichkolwiek przekonań? Czy oni w ogóle mają przekonania? Raczej nie. Więc trudno się po nich spodziewać oświeconego podejscia do praw zwierząt, na przykład :9. Odpowiedz Link
toja737 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 10:12 W BB mięsko prawie nie występuje poza konserwą dodaną do makaronu (kolacja Damba i Bernarda) i rybkami w tomacie. W OwR "pozytywni" żywią się samymi ochłapami (wołowina z kością, rozjechana kura, parówki prawie nie do zdobycia, słonina na okrasę szarych kluseczek i w kanapkach - przerobiona na aromatyczny smalczyk), a poza tym króluje nabiał. Za to Ewa Jedwabińska kupuje i kurczaka, i szynkę, i polędwicę, których to zestresowana Aurelia przełknąć nie może. Słyszałam, że w tamtym okresie wielu młodych ludzi przechodziło na wegectwo, jako formę walki z systemem, żeby nie upokarzać się staniem w kolejkach po wydzielane na kartki resztki z "pańskiego" stołu. Pasowałoby mi to do Kreski, Anieli i Bernarda :) Odpowiedz Link
onion68 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 10:14 > ko formę walki z systemem, żeby nie upokarzać się staniem w kolejkach po wydzie > lane na kartki resztki z "pańskiego" stołu. Pasowałoby mi to do Kreski, Anieli > i Bernarda :) Tak, Kreska chrzaniła te ich ochłapy :-) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 12.11.09, 10:47 > W OwR "pozytywni" żywią się samymi ochłapami > (wołowina z kością, rozjechana kura W tym momencie jeszcze bardziej odechciało mi się mięska :D Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 04:34 toja737 napisała: W OwR "pozytywni" żywią się samymi ochłapami > (wołowina z kością, rozjechana kura, parówki prawie nie do zdobycia, słonina na okrasę szarych kluseczek i w kanapkach - przerobiona na aromatyczny smalczyk) > , a poza tym króluje nabiał. Za to Ewa Jedwabińska kupuje i kurczaka, i szynkę,> i polędwicę, których to zestresowana Aurelia przełknąć nie może. Bo to tylko partyjni sprzedawczyki lub ZOMOpodobne harpiomatki takie prawdziwe mieso mieli, nieprawdaz (tak jak wielce pseudoetyczna scena w KK z dyrem pelnym miesiwa w piwnicy i szlachetna acz glodna Gaba z glodna rodzina, ktora gardzi jego ochlapami). Tak samo w tymze OwR niecna Matylda Stagiewka posilala sie cielecina w rondelku; zaraz widac bylo, ze robaczywa i zua, skoro mogla sobie pozwolic cos wiecej niz na rozjechane kury! Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 11:14 > (trzy czwarte osób dowiadujących się o tym, ż > e > nie jem mięsa wykrzyknęło "A, to dlatego jesteś taka chuda!" A to odkrycie, nie? jakby mięso było nie wiadomo jak tuczące. > radzeniem Gabie > bulionu czy innych nózek wieprzowych dla wyzdrowienia. NIE ZNAM wegetarianina, > który by takiej rady udzielił, a wielu ich znam. No pewnie, że nie. Kapusta, zielona pietruszka, warzywa zielone, ser - tak. No i musujące wapno z apteki :) Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 11:05 anutek115 napisała: >przestała jeść mięso w 1987 > roku i mało brakowało, a byłaby zaciągnięta do wszystkich doktorów w miescie,(..) Inne czasy, inna wiedza. > nie tylko wiedza - soja i inne takie wysokobiałkowe nie leżały w każdym sklepie. dowiadujących się o tym, że > nie jem mięsa wykrzyknęło "A, to dlatego jesteś taka chuda!", taaa, jasne, no właśnie, kurza twarz, nie jadłam mięsa przez parę lat i wcale nie byłam chudsza :( jak tak się zastanowić, czy którykolwiek z Borejków i > otoczenia robi coś dla jakichkolwiek przekonań? Czy oni w ogóle mają > przekonania? Raczej nie. Więc trudno się po nich spodziewać oświeconego > podejscia do praw zwierząt, na przykład :9. > oczywiście, że mają przekonania, no już nie przesadzajmy! w tym wypadku bazą są przekonania religijne, a że "czyńcie ziemię sobie poddaną", to co tu się martwić prawami zwierząt. Odpowiedz Link
anutek115 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 12:35 kkokos napisała: > oczywiście, że mają przekonania, no już nie przesadzajmy! > > w tym wypadku bazą są przekonania religijne, a że "czyńcie ziemię > sobie poddaną", to co tu się martwić prawami zwierząt. To jest prawda, ale czy serio sądzisz, że oni cokolwiek robią, bo mają przekonania, czy raczej dają się bezrefleksyjnie ponieść tradycji na przykład, nie wnikając... w nic własciwie? Bo ja się, pisząc mój poprzedni post, nad tym zastanowiłam, i serio, nie widzę cienia przekonań, jakichkolwiek, u Borejków, aż mnie to trochę zaskoczyło. To znaczy, mam na myśli taki ideologiczny, typowy dla nastoletnich leciech (choc niektórym nie przechodzi) bunt przeciw czemuś, łamaniu praw zwierząt, łamaniu praw człowieka, zadawaniu cierpienia (np. polowaniom dla rozrywki), itp, i nie mam na mysli OwR, gdzie wszyscy byli przeciw systemowi, tylko późniejszą Jeżycjadę, gdzie za ludzi z przekonaniami robią rastafarianie, podczas gdy główni bohaterowie to mają chyba tylko to prekonanie, że dzisiejszy świat jest do kitu i że sie trzeba od niego odgrodzić jak najwyższym murem z książek, babek puchatek i łacińskich cytatów. Tak jakos jedyny bohater Jeżycjady z przekoanniami to mi się Bernard wydaje... Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 13:32 anutek115 napisała: i nie mam na mysli OwR, gdzie wszyscy byli > przeciw systemowi, tylko późniejszą Jeżycjadę, gdzie za ludzi z przekonaniami > robią rastafarianie, podczas gdy główni bohaterowie to mają chyba tylko to > prekonanie, że dzisiejszy świat jest do kitu i że sie trzeba od niego odgrodzić > jak najwyższym murem z książek, babek puchatek i łacińskich cytatów. tobie chyba nie chodzi o przekonania, a o aktywność w walce o cele społecznie wyższe. same przekonania do tego nie zmuszają, potrzebny jest jeszcze odpowiedni temperament. no i borejkowie go nie mają. bo zapewne, jakby tak zapytać każdego z osobna, to i cztery siostry, i tygrys, i na pewno mila na pewno ma swój pogląd na eksperymenty na zwierzętach, traktowanie więźniów w guantanamo, tybet, kwestię wynagrodzenia za pracę kobiet w domu, a nawet rolę kobiet w kościele katolickim (nie zawsze zgodny ten pogląd z twoim czy moim). ale pani MM nie tknie tych tematów, bo "kontrowersyjne", a to jej w książkach niepotrzebne. a że nie walczą i nie działają na rzecz? cóż, to też o to trochę chodziło, żeby żyć w kraju, w którym można się zająć swoim życiem, a nie wieczną walką. skoro pani MM nie rozumie ludzi walczących o prawa zwierząt, to trudno się spodziewać, by uczyniła kimś takim jedną/jednego ze swych ulubionych bohaterów; skoro dyskusje o sytuacji kobiet da się dla niej zamknąć w karykaturze kingi dunin, to przecież żadna z jej pozytywnych bohaterek nie poruszy tematu ocierajacego się o feminizm itd. a tybet to w ogóle daleko. pani MM nic nie wie o dzisiejszych młodych walczących - ci, których widuje np. w mediach, są dla niej oszołomami, a tych, którzy ewentualnie walczą o sprawy dla niej też ważne nie zna albo nie chce portretować w książkach, by nie odpychać części czytelników. znacznie łatwiej pokazać osoby, które, jeśli są niezadowolone z otaczajacego świata, udają się na emigrację wewnętrzną, wybierają splendid isolation - czasem tylko czerpiąc z parszywego kapitalizmy to co wygodne, np. nutria na cyprze. Odpowiedz Link
anutek115 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 17:35 kkokos napisała: > tobie chyba nie chodzi o przekonania, a o aktywność w walce o cele > społecznie wyższe. same przekonania do tego nie zmuszają, potrzebny > jest jeszcze odpowiedni temperament. no i borejkowie go nie mają. No i własnie o to chodzi, że ja go też nie mam. Jakkolwiek na forum jestem bezwzględną, malkontencką harpią ;), w tzw. realu jestem - a w latach nastoletnich byłam znacznie, znacznie bardziej - nieśmiała, introwertyczna, lubiąca raczej siedzieć w kąciku i obserwować niż lecieć w pierwszym szeregu z transparentem i odpowiednim hasłem na ustach. Mimo to mam i miałam poglądy, nieraz radykalne, które znajdowały odzwierciedlenie w moim życiu. Zostałam na przykład wegetarianką z powodów etycznych w dobie, gdy dla większości ludzi było to równoznaczne z samobójstwem rozłożonym na raty. Staram się żyć zgodnie z moimi przekoananiami - dietetycznymi, religijnymi, społecznymi - choćby to było niewygodne, niemodne i źle widziane. Ale nie jestem wojująca. I o coś takiego mi właśnie chodzi, mi, której idea emigracji wewnętrznej jest w sumie bardzo bliska. Jakoś dopiero w tym wątku zauważyłam, że coś takiego po prostu w Jeżycjadzie nie występuje, takiego, bo ja wiem, przemyślenia swojego zycia i podjęcia w związku z nim decyzji, które są może komuś nie po drodze, ale które są zgodne z tym, co sama czuję i wierzę. > a że nie walczą i nie działają na rzecz? cóż, to też o to trochę > chodziło, żeby żyć w kraju, w którym można się zająć swoim życiem, a nie wieczną walką. Z drugiej strony - nie podoba mi się, że są ludzie, którzy przestają walczyć :). Nigdy nie chciałabym przestać walczyć, choćby tylko po swojemu, choćby nie stosując jakiegoś kosmetyku, bojkotując firmę czy podpisując petycję, i się zająć własnym, sytym życiem. Nie wykluczam jednak, że własnie domagam się znowu tego, co nam co jakis czas się zarzuca (przy okazji zastnawiania się, czemu Borejkówny nie mają przyjaciółek, czemu nie mają hobby, czemu nie mają zwierząt, czemu...) - żeby w Jeżycjadzie pojawiło się coś, co by sprawiło, że seria w ogóle by spuchła i rozrosła się do niebotycznych rozmiarów :D. Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 17:56 anutek115 napisała: Jakkolwiek na forum jestem > bezwzględną, malkontencką harpią ;), w tzw. realu jestem - a w latach > nastoletnich byłam znacznie, znacznie bardziej - nieśmiała, introwertyczna, > lubiąca raczej siedzieć w kąciku i obserwować niż lecieć w pierwszym szeregu z > transparentem i odpowiednim hasłem na ustach. Mimo to mam i miałam > poglądy, nieraz radykalne, które znajdowały odzwierciedlenie w moim życiu. Proszę o wybaczenie ale to co napisałaś o sobie przywodzi mi na myśl słowa św. Jana z Apokalipsy: "Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani goracy, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust". Sensem życia nie jest wbieganie z sztandarem w reku na barykady a potem podpisywania aktu kapitulacji, tylko właśnie taka mała, wytrwała codzienność połaczona z wiernością swoim przekonaniom. Co wcale nie oznacza że po drodze nieraz człowiek się nie potknie, ale nie jest właśnie letni! No i znowu skręcilem na tematy religijne. W tym tez jestem niepoprawny niestety. Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 18:34 anutek115 napisała: Mimo to mam i miałam > poglądy, nieraz radykalne, które znajdowały odzwierciedlenie w moim życiu. > Zostałam na przykład wegetarianką z powodów etycznych w dobie, gdy dla > większości ludzi było to równoznaczne z samobójstwem rozłożonym na raty. Staram > się żyć zgodnie z moimi przekoananiami - dietetycznymi, religijnymi, społecznym > i > - choćby to było niewygodne, niemodne i źle widziane. no ale borejkowie też żyją zgodnie ze swymi przekonaniami, choćby to było niewygodne (poważnie traktowany katolicyzm jest niewygodny), niemodne i źle widziane (zajrzyj na dowolne forum katolickie, dowiesz się z niego, że katolicy są najbardziej prześladowaną grupą w tym kraju, że boją się do katolicyzmu przyznawać, bo zaraz są wyśmiewani, by nie rzec ostracyzmowani :) > Z drugiej strony - nie podoba mi się, że są ludzie, którzy przestają walczyć :) ja na przykład do takich należę :( w młodości - w przeciwieństwie do ciebie - ja właśnie zawsze z tym transparentem na ustach, a dziś albo mi się nie chce, albo różne ważne sprawy przestały być dla mnie tak ważne, albo cynicznie nie wierzę w skuteczność działań różnych, np. podpisywania internetowych petycji o niewykorzystywanie pracy dzieci. > Nigdy nie chciałabym przestać walczyć, choćby tylko po swojemu, choćby nie > stosując jakiegoś kosmetyku, bojkotując firmę czy podpisując petycję, i się > zająć własnym, sytym życiem. ale te formy walki, o których mówisz, są raczej obce pani MM. być może bojkotuje ona kfc, ale raczej nie z powodu solidarności z kurczakami niehumanitarnie hodowanymi, ale dlatego, ze to śmieciowe żarcie. domyślam się że większość akcji protestacyjnych, ich organizacji, manifestowania protestacyjnego myślenia przeniosła się z ulic do internetu, a on na dłuższą miarę raczej pani MM nie pociąga. mam taką koleżankę sprzed lat, niewidywaną na co dzień, ale w znajomych na facebooku - nie mam pojęcia, jak ta kobieta teraz żyje i realizuje swoje przekonania w praktyce, ale na facebooku kilkadziesiąt (!) razy dziennie wkleja linki do imprez/wydawnictw/petycji/artykułów itd. we wszelkich sprawach dla niej ważnych (od gender przez walkę z antysemityzmem po prawa człowieka w trzecim świecie). a skoro internet od takiej strony jest pani MM obcy, to o tym nie pisze. pewnie na szczęście. z drugiej strony, co ja wiem o aktywistach katolickich, pewnie są tak samo waleczni, aktywni w internecie itd. takie lustrzane odbicie aktywności osób mi znanych. tego na szczęście pani MM też nie tknie, by nie przegiąć w drugą stronę i nie odstraszyć czytelników. ale na pewno znalazłby się temat niekontrowersyjny. jakieś ratowanie zabytków na ostrowie tumskim np. (oczywiście nie mam pojęcia, czy te zabytki wymagają ratowania, ale brzmią niekontrowersyjnie :) i masz rację, jedna walcząca o coś takeigo postać by się bardzo przydała. wątek takiej walki jako pasji małolata zamiast szpiegowania sióstr i kuzynek przez tegoż małolata na przykład. w ten sposób opowieść by nie spuchła. Odpowiedz Link
kkokos Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 18:55 anutek115 napisała: coś takiego po > prostu w Jeżycjadzie nie występuje, takiego, bo ja wiem, przemyślenia swojego > zycia i podjęcia w związku z nim decyzji, które są może komuś nie po drodze, al > e > które są zgodne z tym, co sama czuję i wierzę. mało kto się zastanawia tak gruntownie nad sobą i swym światopoglądem, to prawda, ale też wszyscy od zawsze nasiąkają jedynymi słusznymi zasadami bominków i nie mają potrzeby się zastanawiać, co dla nich ważne i jak w związku z tym mają żyć, bo to oczywiste. choć z drugiej strony na pewno przeprowadzka florków na wieś poprzedzona była głębokim namysłem. wyjazd frycków do londynu. laura się nad sobą zastanawiała i to nam musi wystarczyć :) ale zwrot ku zawodowemu śpiewaniu też pewnie nie przyszedł tak sobie. z trzeciej strony, może to i dobrze, że nie towarzyszymy tym przemyśleniom, że dowiadujemy się o nich niejako ex post :) może wystarczy, że towarzyszymy gabie, która wiecznie międliła w myślach to, co dla niej ważne - rodzice, dzieci i ból po januszu - i też według tego żyła. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 23:11 anutek115 napisała: i nie mam na mysli OwR, gdzie wszyscy byli > przeciw systemowi, O przepraszam, taka n.p. Ewa czy Matylda chyba raczej nie byly, moze nie chcialo im sie tym zajmowac (Ewa w koncu na panstwowej posadzie, z dzieckiem malym, a Matylda beztroska jak Juleczka i pewnie sie tylko nudzila tym calym stanem) za to obie mialy silne przekonania i cele emocjonalne, nieprawdaz? >tylko późniejszą Jeżycjadę, gdzie za ludzi z przekonaniami> robią >rastafarianie, Dlaczemu sie akurat MM na rastafarian uwziela? Czyzby nie wiedziala, jak wazna czescia tej religii jest rytualne i duchowe palenie gandzi, z glebokim przekonaniem? :> (tutaj spieszne zapewnienia tej jakze jej tam bylo, zony Ocarabessy wydaja sie bluznierstwem wrecz) ;P > Tak jakos jedyny bohater Jeżycjady z przekoanniami to mi się >Bernard wydaje... W Imieninach rowniez i on wyrzeka na te chore czasy, w ktorych nie znaja sily meskiej ani delicacynosci kobiecej, i dlategoz mu sie tak Pyza podoba, bo umie zemdlec jak prawdziwa, romantyczna kobita z gatunku tych, co takich juz nie robia. Odpowiedz Link
turzyca Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 15.11.09, 20:57 > nie tylko wiedza - soja i inne takie wysokobiałkowe nie leżały w > każdym sklepie. Nie mam wlasnych doswiadczen, ale trafilam gdzies na wspomnienia faceta z rodziny wegetarianskiej, ktory twierdzil, ze bycie wegetarianinem w schylkowym PRL-u bylo zdecydowanie latwiejsze od bycia miesozernym, bo trzeba bylo sie przejechac na porzadny targ i rosliny straczkowe kupic w ilosciach hurtowych (worek) za niewielkie pieniadze od chlopa. Oczywiscie potem we wlasnym zakresie przerobic na pasztet czy inne smarowidlo, ale i tak w porownaniu z kolejka przed miesnym bylo to mniej czasochlonne i duzo mniej upokarzajace. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 11.11.09, 11:20 > Wegetarianizm Miągwy zaczął się chyba od nieszczęsnego zarodka w jajku na miękk > o. A później rozwinął przy rastafariance Trolli. A potem mamy miągwę-weganina. Sam kuchni chyba nie tyka, podtykają mu pod nos to, co akurat ów francuski piesek zechce spożyć, a co nie będzie zwłokami, krowią wydzieliną bądź kurzą gametą. Wątpię, żeby mu ktoś zbilansowaną dietę ustalił... i widać efekty. Odpowiedz Link
mama_kotula Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 12:02 E tam. Powody weganizmu Miągwy są takie same, jak powody mojego wegetarianizmu - Miągwa ma zaburzenia SI i się brzydzi jeść pewnych rzeczy. Tyle w tym ideologii. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 12:50 "Potem" użyłam w sensie ilościowym, nie chronologicznym. Miągwa jest weganinem zanim poznał Trollę i żadnego ideolo w tym nie było. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 04:05 toja737 napisała: >He he, a w KK (?) Borejkówny prawie biły się o kanapkę z jajeczkiem i >nikt przy jedzeniu nie grymasił. Ale jakby grymasily nad jajeczkiem, nad samym faktem, ze to od zwierza pochodzi, toby wtedy raczej wegankami byly :) Zreszta w ugotowanych na twardo czy usmazonych jajcach nie widac zreszta drobinek krwi, czyz nie tak? Chyba ze mialam szczescie.. Co do Miagwy, to sama jestem ideologiczna i smakowa wegetarianka lakto-to-i-owo, i jakbym znalazla zarodek w jajku na miekko czy w surowym, tez bym nie zzarla, tylko z obrzydzenia pomienila sie na facjacie i uciekla z krzykiem.. > Wegetarianizm Miągwy zaczął się chyba od nieszczęsnego zarodka w jajku na miękko. A później rozwinął przy rastafariance Trolli. A to Trolla byla rastafarianka i wegetarianka? Nic o tym nie pamietam explicite.. czyz nie bylo tak, ze o jadlospisie Trolli nigdy sie nie dowiedzielismy, pomijajac tajemnicze leki w lazience? Odpowiedz Link
toja737 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 09:02 Trolla mieszkała u szwagra - czyli Helmuta Oracabessa, który "był rastamanem i liderem zespołu reggae". W noc sylwestrową ich "stół uginał się od przysmaków(...) Przysmaki te były wyłącznie bezmięsne". Stasia ubrana była w swój nieodłączny zielony kapelusik (pod którym ukrywała łysą po chemii głowę - chorowała na białaczkę), czerwoną bluzeczkę i żółtą spódniczkę - barwy rasta. Też w restauracji: "Rastafarianie zamówili dania bezmięsne". > Ale jakby grymasily nad jajeczkiem, nad samym faktem, ze to od zwierza pochodzi > , > toby wtedy raczej wegankami byly :) Tak. Właśnie o to chodzi w weganiźmie. Nie spożywa się niczego co pochodzi od zwierząt. Nawet miodu. Ale, gdyby małe Borejkówny grymasiły tylko przy jajeczku, to i tak od wegaństwa dzielą je jeszcze salaterki twarogu ze szczypiorkiem, kubki mleka, naleśniki i pierogi z serem często polane beztłuszczową śmietanką oraz pasty mamy Borejko na bazie serka homo, nie mówiąc już o ciastach, w których i mleka, i jajek pełno po brzegi :) Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 12:07 Miągwa później jest weganinem na bazie obrzydzenia. Nie je jajek, mleka, ryb. Bo jajko to makrogameta, mleko to wiadoma wydzielina krowy, a ryby to zwłoki i nie zjadł nawet pieczonej papryki, bo w sąsiedztwie ryb się piekła. Mięsa chyba też nie jada, bo skoro ryba to zwłoki, to mięso tym bardziej. Ciekawa rzecz, że pomidorka na krowiej kupce i sałatę, którą deptał ślimak już zje :p Odpowiedz Link
mama_kotula Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 12:04 No właśnie napisałam wyżej. Że to żadna ideologia etyczna, tylko ideolo obrzydzenia. Ja też nie ruszam pewnych rzeczy, bo mam odruchy wymiotne na samą myśl o nich. Ale to nie jest powód, aby uznawać to za coś dziwnego i abym zasługiwała na obraźliwe miano "francuskiego pieska", jakim tu wcześniej został Ignacy obdarzony. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 12:52 Nie zasługujesz, bo nim nie jesteś, ntomiast miągwa jest francuskim pieskiem w wymiarze ogólnym i o to mi szło. Jest tak francuskim pieskiem, że chyba nic bardziej francuskopieskiego nie istnieje w przyrodzie. Moje niedoprecyzowanie wypowiedzi. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 16:45 mama_kotula napisała: > No właśnie napisałam wyżej. > Że to żadna ideologia etyczna, tylko ideolo obrzydzenia. Zgadzam sie, jesli Miagwa stal sie lotofagiem, to tylko wylacznie, ze go jedzenie brzydzi, a nie ze kocha zwierzeta, te straszne istoty, ktore w dodatku nie umieja pisac.. > Ja też nie ruszam pewnych rzeczy, bo mam odruchy wymiotne na samą myśl o nich. > Ale to nie jest powód, aby uznawać to za coś dziwnego i abym zasługiwała na obr> aźliwe miano "francuskiego pieska", jakim tu wcześniej został Ignacy obdarzony. Jak to nie jestes francuskim pieskiem? Oczywiscie ze jestes, i hrabina i fi donc i podobno masz mnie pilnowac! Ale predzej ja Ci wlasny kaganiec zaloze a potem spiore francuski tyleczek! Za caloksztalt i z zemsty za wczorajszego Zwira i Muchomora!!! Odpowiedz Link
yowah76 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 14.11.09, 10:11 A pod tematem wisi taka reklama ;) Udko 5,99, Schabowy 7,99 Łosoś 9,99 Sprawdź Nasze Smaczne Menu IKEA ! Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 11:18 Ale przecież zwierzęta mięsożerne jedzą inne zwierzęta, bo muszą. Nie mają innej opcji. Więc dlaczego nie mogłabyś ich posiadać w imię wege-ideolo? Przyznam, że zupełnie tego nie rozumiem. Ostatnio czytałam gdzieś post jakiegoś wegektosia, który dowodził, że jak sie jest wegetarianinem, to koty należy karmić bezmięsnie, bo KAŻDE jedzenie mięsa jest złe. I nie dał sobie wytłumaczyć, że nie każde, bo zwierzę mięsożerne musi odżywiac się mięsem, i to bynajmniej nie dla własnego widzimisię czy przyjemności. Po prostu tak je stworzyła Matka Natura. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 11:36 > Ale przecież zwierzęta mięsożerne jedzą inne zwierzęta, bo muszą. > Nie mają innej opcji. Więc dlaczego nie mogłabyś ich posiadać w imię > wege-ideolo? Dlatego, że żeby je nakarmić, trzeba zabić inne zwierzę. Wegetarianie "etyczni" nie chcą, aby zabijano zwierzęta, dlatego nie jedzą mięsa. Wielu nie kupuje żadnych kosmetyków testowanych na zwierzętach, nie nosi skóry, w tym butów. Krowie wszystko jedno, czy zostanie zabita na zrazy czy na kocie puszki. Odpowiedz Link
verdana Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 16:06 Ale kotu nie jest wszystko jedno, czy zdechnie z głodu czy nie. W imię tej ideologii - czyli nie zabijania zwierząt - należaloby skazać na smierć głodową wszystkie oswojone mięsożerne zwierzęta. Wątpliwa etyka. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 16:34 verdana napisała: > Ale kotu nie jest wszystko jedno, czy zdechnie z głodu czy nie. W > imię tej ideologii - czyli nie zabijania zwierząt - należaloby > skazać na smierć głodową wszystkie oswojone mięsożerne zwierzęta. > Wątpliwa etyka. Oj dlategoz ja jako wegeterianka teraz nie mam kota - bo bym musiala kupowac mu mieso (to takze wyjasnienie dla Dziduchny zapytujacej). Tak, silna ma ideolo, ale wiem przeciez, czego trzeba drapieznikowi. Gdybym jednak miala kota, n.p. jeszcze sprzed przejscia na wege, tozto nie meczylabym go przeciez, tylko to miecho kupowala i mu zryc dawala, z krwawiacym mym zgnilym serduchem, ale bym mu dawala.. Odpowiedz Link
verdana Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 16:42 Mój kot prosił o przesłanie pozdrowienia. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 17:00 verdana napisała: > Mój kot prosił o przesłanie pozdrowienia. Pódz kociu w me chciwe ramiona i daj sie pomiziac! Stopki poczworne bede Ci cauowac i ogonek chwalic za to, ze nie musze Cie karmic, a moge podziwiac! A ciu ciu ciu! (nie mogac sobie na kota pozwolic, nie tylko z ideolo miesnego, ale i z rozmaitych praktycznych przyczyn, chciwie koffam i kotam koziambry innych, o Wy szczesciarzy!) Odpowiedz Link
meduza7 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 18.11.09, 17:59 W takim razie pozdrowienia od Kocurra! www.pinger.pl/szukaj/po_tagu?t=Kocurro Odpowiedz Link
klymenystra Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 17:30 Zgadzam sie z Toba Verdano. Podobno na Zachodzie istnieja wegetrianskie karmy dla kotow, pelnowartosciowe i niektorzy wegetarianie je stosuja. Ale np. mam przyjaciolke, wegetarianke (do tego stopnia wegetarianke, ze nawet niektorych piw nie pije, bo przy procesie ich wytwarzania wykorzystuje sie cos z ryby), ktora jest wolontariuszka w kocim azylu i poza swoimi dwoma kotami jest tez domem tymaczasowym dla roznych znajd. Karmi je karma z 40% miesa, czasem kurczaczkiem. Mowi, ze jej ten kurczak smierdzi, ale przeciez nie nakarmi oslabionego kotka marchewka. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 10:02 > Ale kotu nie jest wszystko jedno, czy zdechnie z głodu czy nie. W > imię tej ideologii - czyli nie zabijania zwierząt - należaloby > skazać na smierć głodową wszystkie oswojone mięsożerne zwierzęta. > Wątpliwa etyka. Właśnie o to mi chodziło. "Etyka" w imie zaspokojenia SWOJEGO dobrego samopoczucia. Gdyby moje koty żyły dziko, polowałyby na ptaki, myszy i inne żyjątka. I to byłoby w porządku? Pominąwszy to, że byłyby tępione przez wielbicieli ptaszków. Kot mięso jest MUSI, a ja jako jego opiekunka mam obowiązek dostarczyć mu prawidłowe pożywienie. I to jest etyczne i zgodne z naturą. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 10:17 the_dzidka napisała: > Właśnie o to mi chodziło. "Etyka" w imie zaspokojenia SWOJEGO > dobrego samopoczucia. Gdyby moje koty żyły dziko, polowałyby na > ptaki, myszy i inne żyjątka. I to byłoby w porządku? Pominąwszy to, że byłyby tępione przez wielbicieli ptaszków. Kot mięso jest MUSI, a > ja jako jego opiekunka mam obowiązek dostarczyć mu prawidłowe > pożywienie. I to jest etyczne i zgodne z naturą. Dziduchno, a ja jestem dobra wegetarianka, pochwal mnie :) Moze nieetyczna na co dzien, ale wiem, ze sie kotu przecie marchewka tego nie robi :) Inna rzecz, ze jak bym jednak mogla miec kociambry, to bym usilowala im czynic BARF w imie pozywienia zblizonego do szumnej natury. Czyli glownie surowe ptaszyska jakies i troche ryby i podroby i takie tam. Cierpialabym osobiscie nieco, i z takim letkim obrzydzeniem, ale kupowalabym twardo dla zwierza-drapieza. Wszystko, zeby kotecka nie dreczyc suchom karmom, ktora uwazam za dobra jako brykiety do grilla albo zuzel na nasypy kolejowe - z czego to robia w ogole? Popiolu, krwi dla smaku, potu i lez co to sklejaja? :) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 10:19 Ufff, kamień spadł mi zz serca, bimbuchno moje kochane :) Odpowiedz Link
filifionka-listopadowa Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 15:11 lezbobimbo napisała: > Inna rzecz, ze jak bym jednak mogla miec kociambry, to bym usilowala im czynic > BARF w imie pozywienia zblizonego do szumnej natury. Czyli glownie surowe > ptaszyska jakies i troche ryby i podroby i takie tam. Cierpialabym osobiscie > nieco, i z takim letkim obrzydzeniem, ale kupowalabym twardo dla > zwierza-drapieza. Wszystko, zeby kotecka nie dreczyc suchom karmom, ktora uwaza > m > za dobra jako brykiety do grilla albo zuzel na nasypy kolejowe - z czego to > robia w ogole? Popiolu, krwi dla smaku, potu i lez co to sklejaja? :) Mogłabyś też trafić na delikwenta, który łososie i pyszne kawałeczki wołowinki, ma w głębokim poważaniu na rzecz mleka dla kotów i suchej karmy:) serio. Po sypaniu do jednej miseczki suchej kram,y, a do drugiej pysznego, świeżego łososia, zgadnij która została wyszorowana do czysta. Odpowiedz Link
ewaty OT a propos kocich gustów... 20.11.09, 16:09 filifionka-listopadowa napisała: > Mogłabyś też trafić na delikwenta, który łososie i pyszne kawałeczki wołowinki, > ma w głębokim poważaniu na rzecz mleka dla kotów i suchej karmy:) serio. Po > sypaniu do jednej miseczki suchej kram,y, a do drugiej pysznego, świeżego > łososia, zgadnij która została wyszorowana do czysta. Mój jako małe kocię gustował w zupkach- jarzynowa, pomidoróweczka, rosołek.Potem mu się przestawiło na suchą karmę (kupuje Royal Canin za radą weterynarza), lubił też żółtko jajka ugotowanego na miękko, teraz mu przeszło. Za to rzucił się na mnie z mina narkomana, gdy jadłam macę, wyrwał mi z ust i zeżarł chrupiąc i mrucząc...Tak, jak to czytam, to ani pani, ani kocisko do końca nie poukładane ... Ale o co innego chciałam zapytać- ześwirował ostatnio na punkcie saszetek (też Royal), zaczepia, pokazuje lodówkę i leci do miski. Macie doświadczenia praktyczne z takim żarełkiem, boję się, że dowalono tam jakiegoś uzależniacza, nie chcę kocurowi zaszkodzić. Odpowiedz Link
marslo55 Re: OT a propos kocich gustów... 20.11.09, 16:32 Uzależniacze dodaje się raczej do tańszych karm, żeby kot w ogóle chciał to świństwo jeść. Nie sądzę, byś mu zaszkodziła saszetkami Royala. Chyba, że będziesz mu je dawać na tyle często, że zrezygnuje z suchej karmy. Moja kotka też wrzeszczy i skacze na widok saszetek, a mimo to często je więcej suchej karmy niż mokrej, nie wygląda mi na uzależnioną. Smakowite to po prostu jest. Jeśli kot nie kręci nosem na suchą karmę, to rozsądnie dawkowane saszetki dobrej jakości nie powinny mu zaszkodzić. A co do macy - wiadomo, pańcia je, znaczy dobre. Mój kot gustuje w chlebie ryżowym o smaku dyni, a są i takie, co wielbią truskawki. Ale żeby z ust wyrywać? Musiałaś strasznie kusząco chrupać;) Odpowiedz Link
ewaty Re: OT a propos kocich gustów... 20.11.09, 18:20 No tak, ale doczytałam, że właściciel marki Royal Canin i Whiskas to ta sama firma- Mars... Odpowiedz Link
jottka Re: OT a propos kocich gustów... 20.11.09, 20:47 znaczy jak ci smakują, powiedzmy, jakieś lody, to od razu wiesz, że algida dodała do nich nieco trawki albo innego halucynogenu?:) bez przesady, kot też człowiek i jak coś mu smakuje, to niekoniecznie dlatego, że biedaka zmanipulowano okrutnie. na przykład wg mojego kota łosoś to świństwo, nie to co tuńczyk. albo lody malaga. albo jeden jedyny rodzaj paszteta animondy, innych z tej samej serii po prostu do pyska wziąć nie można, fuj. za to ten jeden jest przepyszny - mam uwierzyć, że podła ta firma w zamiarze omamienia mojego kota dodaje właśnie do niego wyciągu z kocimiętki?:) Odpowiedz Link
ewaty Re: OT a propos kocich gustów... 20.11.09, 22:23 jottka napisała: > znaczy jak ci smakują, powiedzmy, jakieś lody, to od razu wiesz, że algida > dodała do nich nieco trawki albo innego halucynogenu?:) bez przesady, kot też > człowiek i jak coś mu smakuje, to niekoniecznie dlatego, że biedaka > zmanipulowano okrutnie. > > na przykład wg mojego kota łosoś to świństwo, nie to co tuńczyk. albo lody > malaga. albo jeden jedyny rodzaj paszteta animondy, innych z tej samej serii po > prostu do pyska wziąć nie można, fuj. za to ten jeden jest przepyszny - mam > uwierzyć, że podła ta firma w zamiarze omamienia mojego kota dodaje właśnie do > niego wyciągu z kocimiętki?:) No ale ja, nawet prosząc o podanie lodów nie tarzam się po podłodze, nie mrymram, nie prowadzę do lodówki z mrymranie awanturującym, nie lecę histerycznie do miski i nie żrę mrucząc! Abstrahując od ludzkich zachowań:) on na to reaguje inaczej, niż na ulubione potrawy. A ta jest skomponowana przez człowieka i to takiego, któremu zależy na sprzedaży produktów firmy, więc nie widzę powodu, by nie skomponował czegoś, co się dobrze sprzedaje.Bo? Odpowiedz Link
the_dzidka Re: OT a propos kocich gustów... 24.11.09, 16:11 > No ale ja, nawet prosząc o podanie lodów nie tarzam się po podłodze, > nie mrymram, nie prowadzę do lodówki z mrymranie awanturującym, nie > lecę histerycznie do miski i nie żrę mrucząc! Dziwne. Moje koty też nie ;) Nie jedzą Whiskasa ani Kite Kata z większym zainteresowaniem niż inne karmy. Raz tak było, chyba z rok temu, że nie chciały nic jeść, tylko saszetkę whiskasa wcięły. Za to kot koleżanki mrymra i histeryzuje na widok kocich kabanosków, bynajmniej nie whiskaszej produkcji. To chyba cecha osobnicza, umiłowanie jakiegoś jedzenia. Ale że W jest najgorszą pod kątem wartości karmą, to fakt. Odpowiedz Link
klymenystra Re: OT a propos kocich gustów... 22.11.09, 16:04 Najlepiej proporcje ilosci miesa sprawdzic w kazdej. I reszte skladnikow. Royal Canin jednak wygrywa. Odpowiedz Link
ginny22 Re: OT a propos kocich gustów... 21.11.09, 19:44 > A co do macy - wiadomo, pańcia je, znaczy dobre. Mój kot gustuje w > chlebie ryżowym o smaku dyni, a są i takie, co wielbią truskawki. Mój kot osobisty mógłby zabić za oliwkę. Jego mamusia (świętej pamięci) - za ogórka. Ten od truskawek też musi być zdolny ;) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: OT a propos kocich gustów... 21.11.09, 20:16 ginny22 napisała: > > A co do macy - wiadomo, pańcia je, znaczy dobre. Mój kot gustuje w> > chlebie ryżowym o smaku dyni, a są i takie, co wielbią truskawki. > Mój kot osobisty mógłby zabić za oliwkę. Jego mamusia (świętej > pamięci) - za ogórka. Ten od truskawek też musi być zdolny ;) Moj takoz s.p. kot (z ktorym mieszkalam dawno temu, zanim przeszlam na wege, podkreslam aby uprzedzic pytania:) tez byl szalal za ogorkami swiezymi - i za arbuzami :) Odpowiedz Link
ewaty Re: OT a propos kocich gustów... 21.11.09, 20:45 marslo55 napisała: > A co do macy - wiadomo, pańcia je, znaczy dobre. Mój kot gustuje w > chlebie ryżowym o smaku dyni, a są i takie, co wielbią truskawki. > Ale żeby z ust wyrywać? Musiałaś strasznie kusząco chrupać;) Oj chrupałam kusząco, a teraz macę zjadam po kryjomu:)Teraz usiłowałam namówić psa na chrupki (Syzyf się kłania).Kocioszczur siedzi przy psiej misce i je wyżera złośliwie. Ktoś wie, czy zacznie szczekać? Odpowiedz Link
marslo55 Re: OT a propos kocich gustów... 24.11.09, 12:41 ewaty: "Teraz usiłowałam namówić psa na chrupki (Syzyf się kłania).Kocioszczur siedzi przy psiej misce i je wyżera złośliwie. Ktoś wie, czy zacznie szczekać?" A co to za chrupki? Bo zamiłowanie kota do psiej karmy jest zastanawiające - kocia jest smaczniejsza. Pies ciotki zawsze, jak dopadnie miski babcinej kotki, pożera ją, że mało się nie zakrztusi. Jeszcze jedno w kwestii suche/mokre - najlepiej, żeby kot jadł jedno i drugie, bo zdarza się, że jakaś choroba ogranicza możliwości spożycia tego lub owego. Im bardziej ograniczony jadłospis, tym trudniej kota w razie jakichś problemów przestawić na inne jedzenie. Odpowiedz Link
skrzydlate.bobry Re: OT a propos kocich gustów... 24.11.09, 13:07 Kocia, psia... Reguła jest jedna - to, co ma ktoś inny, na pewno jest lepsze. Jak ptactwu nasypię do karmidełek żarcia, to - chociaż jest to samo żarcie - trzeba spróbować, co jest w tym drugim karmidełku, a następnie przejść jeszcze do drugiej klatki i sprawdzić, czy przypadkiem faliste nie dostały lepszego niż nimfy. Ponadto w ogóle najlepsze jest to, co akurat jedzą ludzie. Obrona talerzy przybiera czasami formę dramatyczną. A już spożywanie słonych paluszków przy otwartych klatkach może się wiązać z ranami drapanymi na twarzy i rękach. Bo paluszków zdecydowanie im nie wolno. Co ciekawe - kawę zbożową i herbatę z mlekiem lubią, ale kawy naturalnej nie... Więc się tak tymi swoimi futrzakami nie chwalcie. Odpowiedz Link
mmoni Re: OT a propos kocich gustów... 24.11.09, 19:39 Koty są typowymi mięsożercami, dlatego ich karmy mają więcej białka. Psy są bardziej wszystkożerne i ich karmy mniej więcej odzwierciedlają ich zapotrzebowanie na różne składniki, dlatego kocia karma im tak smakuje, chociaż na dłuższą metę karmienie ich kocią karmą na dobre im nie wychodzi - mniej więcej tak, jak gdyby człowiek przeszedł na dietę czysto mięsną bez warzyw i zbóż. Odpowiedz Link
ewaty Re: OT a propos kocich gustów... 24.11.09, 21:07 To też Royal, pies, słowo daję zachichotał złośliwie na tę propozycję, a kot wyżarł z czystej złośliwości i pokazania kto tu rządzi:) Pies się zemścił i wylizał mu miseczkę z saszetką. 1:1. Odpowiedz Link
klymenystra Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 22.11.09, 16:03 Sucha karma zdrowsza dla kici, szczegolnie, jesli kicia niewychodzaca. Bo kicia wychodzaca to sobie upoluje ptaszka albo myszke i dostarczy roznych skladnikow, ktorych w "czystym" miesie nie ma. A surowe rybki dla kota niebezpieczne sa. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 22.11.09, 17:17 klymenystra napisała: > Sucha karma zdrowsza dla kici, szczegolnie, jesli kicia niewychodzaca. Tylko ze wysusza i moze kotu zaburzyc funkcje nerek i pecherza.. Jako taka, sucha nie jest zbyt "naturalna" bo w przyrodzie wszak nie wystepuje :) >Bo kicia> wychodzaca to sobie upoluje ptaszka albo myszke i >dostarczy roznych skladnikow,> ktorych w "czystym" miesie nie ma. Tzn dostarczy sobie ich pior i siersci oraz podrobow i kosteczek - a reszta miesowych skladnikow jest podobna w "czystym" miesie, pomijajac konserwanty i kosmetyki :) Tzn oczywiscie, uwazam, ze male koty w przyrodzie nie zlapia sobie krowy ani swini, wiec jak bym juz miala kota i robila to BARF, to bym mu kupowala zywe (badz mrozone) myszy i szczury (ptaszkow nie mialabym mu serca dawac jednak). Mmm lovely.. w sam raz dla mego wegetarianskiego serca ;) to juz mi latwiej glaskac cudze w odwiedzinach ;) > A surowe rybki dla kota niebezpieczne sa. To zalezy, jest taki gatunek malego kota rybolowa w Azji - ale owszem, lapie on ryby w strumykach, a nie zre morskich ryb typu tunczyk czy dorsz (te zreszta za chwile wygina, wiec nikt nie powinien ich juz jesc, poki sie nie odrodza). Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 03:42 Verdano, szczerze, to nie mam pojęcia, jak się do tego ustosunkowują prawdziwie etyczni wegetarianie. Niemniej punktem zapalnym w etyce jest śmierć zwierzęcia. Jest całkiem sporo - od rozsądniejszych do absurdalnych - publikacji, stron www też, epatujących krwawymi opisami i zdjęciami rzeźni, cierpieniem zabijanych zwierząt itp, nawołującymi do porzucenia wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego; mówiących, że zabijanie myślących istot jest złe, że nie można dzielić zwierząt na te kochane i na te jedzone, itp. Przecież nie może być tak, że człowiek zabijający krowę dla siebie jest przedstawiany nieomal jak morderca niewinnych stworzeń, a ten sam człowiek zabijający krowę dla kota automatycznie przestaje nim być. Krowa będzie wyhodowana i zarżnięta dokładnie tak samo, niezależnie od tego, czy zje ją kot, pies, czy człowiek. Będzie żyć tyle samo i tak samo umrze, więc jaka w sumie różnica? Niektórzy zamiatają problem pod dywan, tak samo, jak problem mleka. Inni otwarcie przyznają, że mięsożernych zwierząt po prostu nie hodują, żeby być w zgodzie z własnymi przekonaniami. Pewnie są jeszcze i inni. Nie interesowałam się jakoś bardzo wnikliwie zagadnieniem, bo jako niewegetarianka i posiadaczka zwierząt tego typu moralnych problemów nie miałam. Odpowiedz Link
verdana Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 15:33 To jeszcze bardziej skomplikowane. Bo cóż, człowiek zabijajacy zwierzę to morderca, ale zwierzę zabijajace zwierze jest w swoim prawie. A zaglodzenie kota i morderstwo krowy są rónorzędne, zatem czlowiek posiadający kota musi zostac mordercą, niezaleznie od checi, chyba, ze kota wypuści, aby mordował sam. Ale to chyba współudział... A koty morduja ze szczególnym okrucienstwem. Nie nazwałabym tego "zamiataniem problemu pod dywan", tylko pewnym brakiem realizmu i zacietrzewieniem u obronców praw tylko części zwierząt. Przyroda nie jest poprawna politycznie. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 18:38 Myślę, że w przypadku, kiedy zwierzęta nie są hodowane na mięso i zabijane przez człowieka, tylko zjadają się we własnym zakresie, niejasności nie ma, ponieważ problem moralności zwierzęcia nie istnieje. Zabijając i jedząc inne zwierzę, kot, wilk czy lis działa zgodnie ze swoją naturą. Człowiek, hodując kota w domu, wtyka nos w łańcuch pokarmowy, uniemożliwia naturalne polowanie i chcąc nie chcąc bierze na siebie odpowiedzialność za hodowlę i śmierć. Odpowiedz Link
verdana Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 22.11.09, 16:28 Nie do konca. Hodujac jako kota/psa dekoracyjno-przyjacielskiego tak. Ale kot, ktory pracuje (łowi myszy) jest już wtracaniem sie w lańcuch, w dodatku kot jest tu stworzony do zabijania, a jesli kot tego nie zrobi, to myszy zjedza ziarno i zapasy. Czyli tutaj mamy powazny problem, bowiem sa na ziemi zwierzeta, ktore zabic trzeba, niestety. Podobnie pracujace psy musza byc i musza być karmione. Pozostaje jeszcze pytanie - co zrobic z posiadanymi zwierzetami - uspić, wypuscić czy zagłodzić? I czy wobec tego posiadanie zwierzecia jest niemoralne? Odpowiedz Link
emae Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 16:19 Mnie się chce dyskutować :) Dla mnie zawsze zagadką był fragment, gdy Nutria mówi coś w stylu: "W dwudziestym pierwszym wieku może się okazać, ze nawet marchewka ma świat uczuć". I w komentarzu odautorskim wyraźne podkreślenie, że Natalia jest od kilku lat wegetarianką. Otóż zdanie przez nią wypowiedziane to jeden z najczęstszych argumentów przeciw wegetarianizmowi, z jakim się spotkałam (sama jestem wegetarianką od 10 lat). Czy to taka autoironia ze strony Natalii, czy też bohaterka naprawdę zamierza przestać jeść marchewkę po zagłębieniu się w świat uczuć tejże? Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 20:06 emae napisała: > Mnie się chce dyskutować :) > > Dla mnie zawsze zagadką był fragment, gdy Nutria mówi coś w stylu: "W > dwudziestym pierwszym wieku może się okazać, ze nawet marchewka ma świat uczuć" Po czym dodała z powagą: "- Ja sądzę, że ludzkość przerzuci się na potrawy syntetyczne, w pigułkach i galaretkach." Po pierwszym tekście pomyślałam, że może ona chce być frutarianką. Po drugim, że jest idiotką do kwadratu. Raz ze względu na żywność syntetyczną, a drugi raz przez galaretkę. (wiem, wiem, istnieją pektyny i agar, niemniej...) Odpowiedz Link
emae Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 00:00 ananke666 napisała: > > Po czym dodała z powagą: > > "- Ja sądzę, że ludzkość przerzuci się na potrawy syntetyczne, w pigułkach i > galaretkach." > > Po pierwszym tekście pomyślałam, że może ona chce być frutarianką. Po drugim, ż > e > jest idiotką do kwadratu. Raz ze względu na żywność syntetyczną, a drugi raz > przez galaretkę. > (wiem, wiem, istnieją pektyny i agar, niemniej...) > Ale za to Ignacy odparł z przekonaniem: "Na pewno nie w galaretkach". Ani chybi znał się lepiej ;) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 09:45 emae napisała: > Ale za to Ignacy odparł z przekonaniem: "Na pewno nie w galaretkach". Ani chybi> znał się lepiej ;) Ale same pigulki bez galaretek mu nie przeszkadzaly! :-D Wiecie, przypomnialo mi sie cos. Otoz w latach 80ych moja babcia czasem krakala o mrocznej przyszlosci, ze bedzie tak potwornie, ze nie bedzie normalnego jedzenia, wszystko zatruja, nie bedzie juz drzew ani warzyw rosnacych, tylko wlasnie bedzie trzeba zrec wszystko w formie pigulek (nie wyjasnila za to, skad beda sie braly skladniki odzywcze owych pigul). Moze to taka apokaliptyczna urban legend, ktora lubiono sie straszyc po Czernobylu? :) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 09:38 > >emae: Dla mnie zawsze zagadką był fragment, gdy Nutria mówi coś w stylu: "W> > dwudziestym pierwszym wieku może się okazać, ze nawet marchewka ma świat uczuć"> Po czym dodała z powagą: >> "- Ja sądzę, że ludzkość przerzuci się na potrawy syntetyczne, w pigułkach i> galaretkach." ananke666 napisała: > Po pierwszym tekście pomyślałam, że może ona chce być frutarianką. Po drugim, że> jest idiotką do kwadratu. Raz ze względu na żywność syntetyczną, a drugi raz> przez galaretkę. > (wiem, wiem, istnieją pektyny i agar, niemniej...) Przy calej rozmowie tzn. w tym miejscu w tekscie gniotl mi sie MUSK z szelestem jak celofan i zazwyczaj przeskakiwalam te rozkoszne dialogi czym predzej :) Jakby Nutria uwazala, ze nawet marchewka ma swiat uczuc i w zwiazku z tym nie bedzie jej jadla, to juz nawet nie bylaby frutarianka, tylko Zywiaca Sie Swiatlem i Zapachem Fiolkow Bateria Sloneczna w ksztalcie Nimfy :) (cos jak wybredny weganizm lotofaga Miagwy, co sie brzydzi :) >Swoją drogą, zastanawiam się, czy rzeczywiście MM nie została wege, >płonąc przy tym wiarą neofity. Głupi (a tak, nie wyprę się - głupi!) wpis o zwierzętach, wegetariańska potrawa z następnego wpisu. Jem sporo potraw wege, ale nie mówię i nie myślę o nich w ten sposób. Potrawa jak potrawa. Mogę się mylić, ale skłonność do podkreślania mają głównie wegetarianie, zwłaszcza w obliczu mięsojadów. Zaznaczam, jest to moja osobista obserwacja. Czy ja wiem? Ja tam nigdy nie podkreslam miesozerom, ze gdy maja zaglebic zeby w powiedzmy moja pizze wege czy sprobowac mej kanapki, to jest to bardzo wegetarianskie, tam nie ma miesa i sie z pewnoscia obrzydzom :) Nie obchodzi mie, co maja na talerzu, bo wiem, ze zazwyczaj omniwornie pozra wszystko :) Nie wiem czy MM jest na pewno wegetarianka, oznajmia na swej stronie, ze nie bierze do ust kurczakow i innego drobiu, ale kto ja tam wie, moze to tez kokieteria. Moze jest taka EHM wege-sympatyzujaca jaroszka jak Nutria, co to nie zje tego kura czy karpia na Wigilie, ale nie pogardzi ryba po grecku, kuchnia wloska Rojka, galaretka z zelatyny swinskiej, rosolem na kosciach czy smalcem na chlebie? Albo ma nastawienie pewnych buddystow, ze sama sobie miesa nie robi, ale jak ktos jej poda, to nie zrobi mu przeciez przykrosci i zje. Kiedys czytalam w jakims wywiadzie, ze MM miesa raczej nie jada, bo jej nie smakuje, woli za to lody tudziez owoce. To oraz poczytanie jej przepisow sprawia na mnie raczej wrazenie, ze jest przede wszystkim Ciasteczkowo-Maslowym Potworem ;P Odpowiedz Link
the_dzidka Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 10:12 > Jakby Nutria uwazala, ze nawet marchewka ma swiat uczuc i w zwiazku z tym nie > bedzie jej jadla, to juz nawet nie bylaby frutarianka, tylko Zywiaca Sie > Swiatlem i Zapachem Fiolkow Bateria Sloneczna w ksztalcie Nimfy :) Masz, jeszcze by zasiliła energią Roosevelta pięć! Breatharianką by była, łot co! Odpowiedz Link
ginny22 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 19:46 Zawsze odbierałam ten fragment jako łagodną kpinę odautorską z tej lekko szurniętej Natalii-wegetarianki. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 19.11.09, 20:13 Swoją drogą, zastanawiam się, czy rzeczywiście MM nie została wege, płonąc przy tym wiarą neofity. Głupi (a tak, nie wyprę się - głupi!) wpis o zwierzętach, wegetariańska potrawa z następnego wpisu. Jem sporo potraw wege, ale nie mówię i nie myślę o nich w ten sposób. Potrawa jak potrawa. Mogę się mylić, ale skłonność do podkreślania mają głównie wegetarianie, zwłaszcza w obliczu mięsojadów. Zaznaczam, jest to moja osobista obserwacja. Odpowiedz Link
mama_kotula Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 20.11.09, 22:15 CytatMogę się mylić, ale skłonność do podkreślania mają głównie wegetarianie, zwłaszcza w obliczu mięsojadów. Nie. Skłonność mają neofici. Neofita wege nie omieszka nadmienić że wjeżdżająca właśnie na stół zupa jest wege. Neofita ortorektyk na bank pochwali się, że potrawa którą właśnie podał zawiera te i te składniki w tych i tych proporcjach, a nie zawiera broń boże tego i tego. Neofita zaczynający dietę, przy każdej potrawie poda wartość kaloryczną. I tak dalej. PS. Ja ostatni raz podkreślałam, bodaj w statusie na blipie, iż moja wegezupka jest wege, kiedy z wegegarnka jako żywo śmierdziało martwym żółwiem i bardzo się dziwiłam ki wegediabeł może jechać żółwiną. Odpowiedz Link
ananke666 Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 03:19 mama_kotula napisała: > Nie. Skłonność mają neofici. > > Neofita wege nie omieszka nadmienić że wjeżdżająca właśnie na stół zupa jest we > ge. (ciach) Całkiem możliwe. Rzeczywiście, większość podkreślających to były osoby po niezbyt dawnej zmianie. Co do reszty, nie wiem, być może też, głowy nie dam. Czyli tym bardziej potwierdzałoby się moje posądzenie MM o zmianę diety. Co do żółwiny, to pojęcia nie mam, jak też ona capi... Odpowiedz Link
mama_kotula Re: wegetarianizm w Jeżycjadzie 21.11.09, 21:28 Co do żółwiny uściślę - z garnka z wegezupką zajeżdżało takim samym smrodkiem, jak niegdyś z żółwiowego terrarium (mimo utrzymywania tegoż terrarium i samego żółwia w czystości, cuchło to i już). Co mnie tym bardziej zaciekawiło, bo zupka zawierała li i jedynie wywar z włoszczyzny, soczewicę oraz dynię i jakieś tam zioła. Taka teges, nio, eksperymentalna bardzo. Odpowiedz Link