08.08.13, 18:57
Chyba był jeden czy dwa wątki o przemienionej pani Trak, ale osobiście nie widzę sensu w wykopywaniu offtopików sprzed 6 lat.

Odświeżam właśnie Kalamburkę i z każdą stroną mam wrażenie, że MM chciała ukazać Gizelę jako taką Panią Lewandowską, tylko nie umiejącą kochać. Taką prostą kobietę, co nie dorasta do wychowania wunderkinda Poznania.

Sama jestem osobą wyżej ceniącą czyny niż słowa i gesty, może dlatego z każdą kartką coraz bardziej podziwiałam Gizelę i coraz większą niechęć czułam do Mili.

Idąc od początku- młoda kobieta bez wykształcenia, za to z dość patologicznego tła przygarnia kilkuletnie dziecko choć jej ani brat ani swat. Wychowuje jak umie i to nie tylko zapewniając wikt i opierunek, ale także skromne radości i ukulturalnianie. A mimo wszystko nawet w rozdziale gdzie kilkuletnia Mila gienialnym wypracowaniem wzrusza nauczycielkę-więźniarkę do łez wyczuwam między nimi jakiś dystans. Już wtedy dla Mili to "tylko" Gizela.
Ktoś kto wychował panienkę, latał dokoła niej na paluszkach długo po jej dorośnięciu.

A kiedy niewolnik zrobi swoje to może odejść- Głupia Kozeta made in Poland odcina kontakt ze swoją de facto matką, bo mężusiowi się nie podoba. Właściwie wywala Gizelę z życia swojego i dzieci.

Rozumiem bunt nastoletniej Mili, materialistycznie tęskniącej za łazienką z czeskimi kafelkami, jej tęsknotę za straconymi rodzicami. Ale na Bory i jeże, kiedy spuszcza Gizelę po brzytwie jest kobietą dorosłą, matką dzieciom- i ni cienia refleksji. I jedyne co robi to gładzi stół, kiedy jest już po ptokach.

Swoją drogą, czytając pamiętną scenę z pierogowym TV miałam niezbitą pewność, że w następnym akapicie Gizela otworzy drzwi a za nimi Ignac uświadomiony przez Milę co do efektów swojego zachowania z kwiatkiem przeprasza za zniszczenie prezentu i tłumaczy, że nie mógł słuchać, że w pracy, że Stafenia, że tylu ludzi już wyjechało. A Gizela westchnie, że "taki jak zawsze" i już wszystko pomału się ułoży. No, ale to wina Gizeli, że nie zorientowała się, że wartości materialne są passe.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Gizela 08.08.13, 22:53
      Zgadzam się ze wszystkim za wyjątkiem sceny z pierogami, ale o tym dyskutowaliśmy już dawno. Interpretacja tego, jako zniszczenia prezentu od Gizeli jest kompletnym niezrozumieniem problemu.
      • kooreczka Re: Gizela 08.08.13, 23:14
        Żeby było jasne, bo wtedy nie zostało to chyba powiedziane- zgadzam się z protestem, rozumiem Ignaca, ale Gizela go nie zrozumiała i nikt nie zrobi wysiłku, żeby sprawę załagodzić. Nie powinien przepraszać za protest ale wypadałoby wytłumaczyć swoje intencje, widząc jak bardzo Gizeli jest przykro. I jestem pewna, że Gizela by zrozumiała (i pewnie zabrała się za jakiś bardziej praktyczny gest solidarności). A tymczasem Mila nie robi NIC, żeby wszystko się ułożyło, ona porostu odcina się mimo lat karmienia i ubierania, mimo Krystyny czytanej z przerwami, mimo mieszkania, maszyny i witamin. Na to wszystko szkoda paru słów.
        • verdana Re: Gizela 09.08.13, 09:36
          W ogóle z Gizelą jest idiotycznie - bo trzeba ją było zwyczajnie uśmiercić, wtedy byłoby jasne, dlaczego niec o niej nie ma w poprzednich tomach.
          Jednak przy scenie z pierogami brak zrozumienia Gizeli dla intencji mógłby rozwścieczyć wtedy nawet stoika, więc mogę zrozumieć, zę jej nie przeproszono.
        • kajaanna Re: Gizela 09.08.13, 11:34
          Kooreczka:
          > ale Gizela go nie zrozumiała i nikt nie zrobi wysiłku, żeby sprawę załagodzić.

          Gizela nie zrozumiała, bo to jest (pierwsza???) zUa prostaczka, która nie wniknęła w przekaz sączący się z telewizora w 1968.
          • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 12:09
            No właśnie, to pierwszy konflikt między trywialnym prostackim dorobkiewiczowskim MIEĆ, a szlachetnym uduchowionym minimalistycznym BYĆ - i cytować poetów. Oraz "Łacinę na co dzień".
            • verdana Re: Gizela 09.08.13, 12:27
              Ależ tu nie było żadnej sprzeczności między "być" a "mieć". O ile pamiętam, Ignacy rzucił talerzem nie po to, aby telewior zniszczyć, tylko w odruchu oburzenia i wsciekłości. A Gizela widziała tylko pierogi, telewizor i nic więcej. To dokładnie wypadek zinterpretowania jakiegoś działania zawsze na niekorzyść nielubianego zięcia czy synowej.
              No i o ile pamiętam wszystko odbywało sie na oczach przyjaciółki pochodzenia syjonistycznego?
              Rozumiem, ze wyrzucanie telewizorów w stanie wojennym było oburzające?
              • kooreczka Re: Gizela 09.08.13, 12:44
                A czy Gizela wiedziała o pochodzeniu Stefanii? Czy zajęta codzienną krzątaniną wokół dwójki dorosłych dzieci uważała to gadanie za polityczne lanie wody? Przy okazji '68 mnóstwo ludzi przejęło się tą sprawą dopiero, kiedy zorientowali się, że to jak najbardziej prawdziwa akcja wykopania z kraju ich znajomych- o których pochodzeniu często nie mieli pojęcia nie ze swojej złej woli.

                Znowu dochodzimy do punktu, że górnolotny gest Ignaca zwalnia go z wytłumaczenia sytuacji głupiej teściówie, bo przyjąć prezent jest OK, ale otworzyć gębę i powiedzieć co i dlaczego najbliższej osobie to już za wielki wysiłek dla wielkiego opozycjonisty.
                • akniwlam Re: Gizela 09.08.13, 13:21
                  Stefania była świadkiem wybuchu Ignacego i to był dodatkowy cios dla Gizeli - poczuła się przez Ignacego jeszcze bardziej upokorzona: "wrzeszczał na nią w obecności dzieci, Mili, a co najgorsze - Stefanii!" Właściwie to moim zdaniem Gizela jest najbardziej obrażona (i słusznie) nie tyle faktem zniszczenia telewizora i pierogów, bo to dałaby radę zrozumieć, tylko tym, że Ignacy krzyknął na nią, że nie jest Ignacem, tylko Ignacym.
                  Pochodzenie Stefanii - nie jest nigdzie napisane wprost, ale sądzę, że Gizela wcześniej je znała. Pierwszy raz się spotkały zaraz po zakończeniu wojny, kiedy Stefania miała jeszcze ogoloną glowę po obozie koncentracyjnym, Monika z Milą w pierwszej rozmowie zwracają uwagę na jej urodę, ciemne oczy. Potem obie panie się zaprzyjaźniły, chyba rozmawiały o swojej przeszłości?
                  Za to na pewno Gizela początkowo nie orientuje się, o co chodzi wrzeszczącemu człowieczkowi na ekranie telewizora, bo pyta (zaraz po wejściu do mieszkania): "Syjoniści? Jacy syjoniści? Kto to w ogóle jest?" - na co Stefania odpowiada: "A to ja na przykład, Gizelo, kto by się spodziewał." (cytaty dosłownie przepisane z książki). Czyli choćby nie wiedziała o tym wcześniej, w momencie incydentu było już jasne, że Stefania jest Żydówką i że te okrzyki i oklaski z telewizora są wymierzone przeciwko niej. Tak czy inaczej, aż do wyjazdu Stefanii Gizela ją wspiera i pomaga w wymiarze praktycznym (pakowanie, rozdawanie rzeczy, podwiezienie na dworzec), a mowie nienawiści przeciwstawia się w rozmowie z sąsiadkami - czyli działa, a nie wyładowuje zlość na przedmiotach martwych. Pierwsza wyciąga rękę na zgodę, przychodząc w Wielką Sobotę na wspólne z Gabrysią święcenie pokarmów. I jeszcze spowiada się ze swojej złości na ziecia, czyli własną winę też widzi. Cały incydent na pewno nie jest przyczyną jakiegoś drastycznego ograniczenia kontaktów, przez miesiąc Gizela mlodych nie odwiedza, ale widują się z Milą w pracy i normalnie rozmawiają.
                  • staua Re: Gizela 09.08.13, 18:58
                    A mnie się wydawało, że ten okrzyk Gizeli świadczy właśnie o zrozumieniu i, co więcej, o sprzeciwie. Ze to, co mówią w telewizorze, to bzdura (jacy syjoniści?).
              • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 12:45
                A widzisz, to nie pamiętałam. Czytałam książkę, a raczej przeglądałam przed laty... i jakoś z Waszych wypowiedzi zrozumiałam, że to był protest przeciwko posiadaniu - teraz telewizora, jak po latach zmywarki. Telewizora jako przedmiotu, a nie treści, jakie przekazuje.

                Do Twojego rozumienia wyrzucania telewizora/oburzenia nie ustosunkuję się, acz wiem, ze telewizor jest jedynie martwym przedmiotem, a nie wrogiem lub przyjacielem, których, jeśli czas szukać, to gdzie indziej, a nie w wyposażeniu domu.
                • verdana Re: Gizela 09.08.13, 12:53
                  Ignacy rzucił pierogami w Gomułkę, wygłaszajacego antysemickie przemówienie, a nie w telewizor. Telewizor poległ, ze tak powiem, przy okazji, a nie intencjonalnie.
                  Ja rozumiem, ze w tej sytuacji mogł uznać, że nie ma co sie usprawiedliwiać przed dorosłą osobą, która "nie zrozumiała" o co chodzi. I że mógł go trafić szlag.
                  • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 13:02
                    No, w antysemitów to też bym rzucała czym popadnie.
                    Ale Ignac był rzekomo intelektualistą i stoikiem, więc mógł, a nawet powinien uświadomić prostą Gizelę, w czym rzecz. Nie pamiętam tej książki...
                    Antysemityzmu nienawidzę gorąco, może bardziej, niż Ignac, ale rozmawiam z ludźmi, którzy słysząc nazwisko nieraz mówią: nie jestem antysemita, ale...
                    Trzeba rozmawiać, łamać stereotyp Żyda, jeszcze popularny wśród prostego ludu. I nie tylko.
                    Ignac powinien porozmawiać zamiast akcji pierogowej.
                    Swoją drogą + dla MM, ze tak postawiła sprawę, miłe zaskoczenie, jakoś kojarzyłam ją lekko endecko, moze przez ten Poznań.
                    • verdana Re: Gizela 09.08.13, 13:06
                      Ja za to pamiętam rok 1968 i nawet w 5 klasie szkoły podstawowej orientacja dzieci w temacie była wieksza niż Gizeli... Nie ma zmiłuj, Gizela MUSIAŁA wiedzieć w czym rzecz, jeśli nie była opóźniona w rozwoju. Chyba, ze popierała stanowisko Gomułki, ale chyba nie o to chodzi.
                      Z kim Ignacy miał rozmawiać, z Gomulką? To przecież nie był zamierzony protest, tylko odruch. Jedyny normalny odruch w życiu Ignacego.
                      • lululemon12 Re: Gizela 09.08.13, 13:24
                        A ja odniosłam wrażenie, że Gizelę szlag trafił głównie z powodu zachowania Ignaca PO zniszczeniu telewizora. Zdemolował prezent, na który ciężko pracowała, a na jej oburzone "Ignac! Zwariowałeś?" (dość normalna pierwsza reakcja) zamiast coś wyjaśnić, przeprosić, że dał się ponieść, jak ostatni cham ryczy: "Cicho!!! Jaki Ignac! Jestem Ignacy, Ignacy!". Powiem szczerze, że na miejscu Gizeli rozbiłabym mu coś na tym kulturalnym czółku, nie tylko się obraziła. Nie za telewizor, a za to chamskie darcie ryja na starszą panią, której on i Mila tyle zawdzięczali, Ignac powinien na kolanach przepraszać. I moim zdaniem nie ma żadnego znaczenia, na fali jakich emocji to nastąpiło.
                        A potem się dziwimy, po kim Józinek wziął kindersztubę...
                        • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 13:33
                          > na jej oburzone "Ignac! Zwariowałeś?" (dość normalna pierwsza reakcja) zamiast
                          > coś wyjaśnić, przeprosić, że dał się ponieść, jak ostatni cham ryczy: "Cicho!!
                          > ! Jaki Ignac! Jestem Ignacy, Ignacy!"

                          Muszę przeczytać KAlamburkę, bo z tego, co piszecie, wyłania się trochę sprzeczności.
                          Z tego, co tu piszesz, wynikałoby, ze miłość własna I. była w tym najważniejsza. Nie mówi, że dzieje się wielka niesprawiedliwość, że znów krzywdzeni są ludzie, że Polska okrywa się hańbą, tylko stać go na "jestem Ignacy".
                      • kooreczka Re: Gizela 09.08.13, 13:56
                        Verdano, Ty wychowałaś się w środowisku intelektualistów wielkiego miasta, nieco odstającym od normy pod względem rozpolitykowania i roztrząsania historii. W mojej okolicy ludzie poza dosłownie garstką ludzi każdy zlewał te bajdurzenia szeroką strugą tak długo aż nie właziły w jego życie.

                        Przypominam, że o ile Ignac wyżył się na TV to Gizela na swoim poziomie broniła Stefanii przed sąsiadami, pomagała jej w wyprowadzce- śmiem twierdzić że to więcej niż ten jeden odruch. I zgadzam się z Esmeraldą Kopiec, ludzi krzywdzą a ten zamiast skupić się na tym choćby, że nie może tego słuchać łapie natychmiast, że nazwano go Ignacem.
                        • verdana Re: Gizela 09.08.13, 14:02
                          Naprawdę, w 5 klasie szkoły podstawowej intelektualistów jest niewielu:) W klasie normalnej, rejonowej szkoły były dzieci wszystkich "sfer" z patologią włącznie. No i Poznań też prowincją nie jest.
                          Mam wrażenie, ze Ignacy nie wścieka sie o nzawanie go Ignacem, tylko o całokształt. Jest wzburzony, wsciekły, zazenowany - i w tym momencie wypominanie mu czegokolwiek musiało skończyć sie awanturą. Mam wrażenie, zę to naprawde jedyny ra, gdy zachowuje się normalnie...
                          • lululemon12 Re: Gizela 09.08.13, 14:18
                            verdana napisała:

                            > Mam wrażenie, ze Ignacy nie wścieka sie o nzawanie go Ignacem, tylko o całokszt
                            > ałt. Jest wzburzony, wsciekły, zazenowany - i w tym momencie wypominanie mu cz
                            > egokolwiek musiało skończyć sie awanturą. Mam wrażenie, zę to naprawde jedyny r
                            > a, gdy zachowuje się normalnie...

                            Owszem, zachowuje się naturalnie. Ale po jakimś czasie emocje opadają. I w tym momencie powinno mu chyba przyjść do głowy, że należałoby za swój wybuch (nieważne, jak bardzo uzasadniony) przeprosić.
                            • verdana Re: Gizela 09.08.13, 15:54
                              Nie wiem. On wie, ze Gizela go nie lubi. Poza tym mamy tu niezwykle niezręczną sytuację - okazuje się, że Gizela, skoro podarowała telewizor, to wymaga, aby jej dar traktowac z szacunkiem. W normalnym świecie ludzie, którym teściowa coś daje, a potem wypomina, że obraz nie wisi tam, gdzie chce, albo sztućce zostały sprzedane - jest uważana za toksyczną jędzę, wtracającą się w życie mlodych. W tym wypadku przyznajemy Gizeli prawo do tego, by nadal uwazała prezenty za coś, z czego trzeba się rozliczać.
                              Inna sytuacja byłaby, gdyby Ignacy zniszczył dar zupełnie świadomie.
                              • lululemon12 Re: Gizela 09.08.13, 16:15
                                Chodziło mi raczej o przepraszanie za ten wrzask "Cicho!!!".

                                > W tym wypadku przyznajemy Gizeli prawo do tego, by nadal uwazała prezenty za coś
                                > , z czego trzeba się rozliczać.

                                Nie pomyślałam o tym. Generalnie mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o ten telewizor. Z jednej strony, racja, Ignac ma prawo robić ze swoją własnością, co mu się podoba. Z drugiej- rozumiem, że pierwszą reakcją Gizeli był gniew.
                                W każdym razie, uważam, że z obu stron przydałyby się wyjaśnienia.
                                • verdana Re: Gizela 09.08.13, 16:23
                                  Wściekłość Gizeli doskonale rozumiem. Ignacego też. Tu największym problemem była chyba niechęć tesciowej do zięcia, prawdę mówiąc, niczym nieuzasadniona. Obu stronom się przelało.
                                  Mam wrażenie dokładnie sprzeczne z dzisiejszymi teoriami - ze w takich wypadkach najlepiej nie robić nic, nie przeprowdzać zasadniczych rozmów, które dają doskonałe rezultaty w poradnikach i nigdzie poza tym, tylko machnąć ręką i przejść do porzadku dziennego nad kłótnią.
                              • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 09.08.13, 18:34
                                A ja myślę, że nawet tak prosta kobieta jak Gizela odróżnia obraz na ekranie telepudła od prawdziwego człowieka, który się na tym ekranie tylko pojawia.

                                Ludzie, ja rozumiem, gdyby on tym TV rzucił w żywego Gomułkę! Wtedy brak szacunku do prezentu byłby całkowicie zrozumiały.

                                Albo rozumiem, gdyby przyczyną irytacji było samo urządzenie - dajmy na to zepsuło się, wkurzony Ignac naprawia, nie umie, po iluś próbach zdenerwowany wynosi pudło na śmietnik z okrzykiem "więcej tego dziadostwa nie chcę, same problemy!". Okej.

                                Ale na matkę Bosaka, Ignac zniszczył TELEWIZOR, bo zirytowała go TRANSMISJA. I takie zachowanie uważam za bezdennie głupie, bo nie jest żadnym protestem. Jest głupim i dziecinnym mszczeniem się na przedmiocie, bądź co bądź cennym, bądź co bądź podarowanym w prezencie! To jak dziecko, które uderzyło się o krzesło, więc je kopie "na odlew".
                                Ignacy zachował się debilnie i powinien za to przeprosić WSZYSTKICH obecnych, a najbardziej Milę i Gizelę - bo to od Gizeli był prezent, a z Milą stanowił wspólnotę majątkową.

                                No sorry, ale jakby mój mąż zniszczył TV czy komputer, bo bezczelnie wyświetlił, jak na przykład przegrała jego ukochana drużyna siatkarska albo jego ukochania partia przerżnęła wybory... toby mnie szlag najjaśniejszy trafił.
                                • verdana Re: Gizela 09.08.13, 18:48
                                  Rzucił z wsciekłosci, odruchowo. Tak jak mozna rzucić kubkiem w ścianę z wsciekłosci, bo na przykład hydraulik zawalił termin naprawy. W hydraulika jednak rzucić raczej sie nie powinno. To nie jest wyrozumowane działanie, mające na celu obalenie ustroju, albo tylko Gomułki - to reakcja wściekłego człowieka, bez zastanawiania się "Hm, rzucił bym chyba czymś, ale byc moze telewizor ulegnie uszkodzeniu, wiec moze jednak po prostu powiem, że mi sie to nie podoba".
                                  Druga wersja - Ignacy chciał zniszczyć telewizor jako źródło wrogiego przekazu, wroga w domu. To, co obecnie jest absurdalne, w roku pańskim 1968 absurdalne nie było. Z teleiwizora lał się jad, a to,z ę samo urzadzenie było drogie, nie oznacza, że było cenne.
                                  Gdyby Twój maż zniszczył telewizor, w którym powtarzano by parę razy dziennie, że homoseksualiści to zdrajcy i powinni zostać wyrzuceni z kraju - też miałabyś pretensjęże nie bedziesz mogła oglądać wiecej tego typu wiadomości? Porównanie z siatkowką czy wyborami jest delikatnie mówiąc kompletnym niezrozumieniem problemu...
                                      • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 19:10
                                        A jednak frustracja tu i tu i reakcja taka sama.
                                        Ida sfrustrowana 'hańbą' Józinka zachowuje się jak idiotka, Ignac sfrustrowany polityką podobnie. Uważam, że człowieka inteligentnego, intelektualistę (chociażby we własnym i Mili mniemaniu), ba! z aspiracjami stoika, co wielokrotnie deklaruje, powinno być stać na inną reakcję. Rozumową. Intelektualną. Mającą jakiekolwiek znaczenie dla pokrzywdzonych.
                                        Ludzie kultury i nauki słali listy protestacyjne, organizowali wiece, a ten: jestem Ignacy. I pierogami w telewizor. Bo tak jest najłatwiej "zaprotestować", bo za to nie grożą żadne konsekwencje.
                                      • bupu Re: Gizela 09.08.13, 19:17
                                        verdana napisała:

                                        > Ja bym jednak tego nie prównywała. Ida z musztardą to patologia, Ignacy z piero
                                        > gami to bezsilna frustracja.

                                        Ida z musztardą to też bezsilna frustracja, na widok wstawionego syna. A oba te wydarzenia łączy fakt, że osoby miotające przedmiotami po opadnięciu emocji nie zechciały, jak przystało na ludzi dojrzałych, włączyć mózgu i zastanowić się, nad swymi czynami.
                                  • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 09.08.13, 20:57
                                    > Rzucił z wsciekłosci, odruchowo.

                                    Nie miewam takich odruchów, bo mszczenie się na przedmiotach uważam za dziecinne. A za stoika nigdy się nie uważałam.

                                    >Tak jak mozna rzucić kubkiem w ścianę z wsciek
                                    > łosci, bo na przykład hydraulik zawalił termin naprawy.

                                    Z wściekłości to ja mogę tego hydraulika sobie w zaciszu czterech ścian zwyzywać.
                                    Natomiast po kiego wała tłuc kubek i niszczyć ścianę, nie kumam, bo z hydraulikiem nic wspólnego nie mają. Mnie osobiście jest szkoda rzeczy. Tym bardziej, gdy niszczenie ich nie ma absolutnie żadnego wpływu na sytuację.

                                    Sorry, ale mnie to zalatuje kibolami, co demolują przystanki, gdy Górnik Zabrze przegra w barażach czy coś tam.

                                    >W hydraulika jednak rzu
                                    > cić raczej sie nie powinno. To nie jest wyrozumowane działanie, mające na celu
                                    > obalenie ustroju, albo tylko Gomułki - to reakcja wściekłego człowieka, bez zas
                                    > tanawiania się "Hm, rzucił bym chyba czymś, ale byc moze telewizor ulegnie uszk
                                    > odzeniu, wiec moze jednak po prostu powiem, że mi sie to nie podoba".

                                    Dla mnie akceptowalną reakcją byłoby tutaj natychmiastowe odcięcie telepudła od prądu, choćby wyszarpnięciem wtyczki z kontaktu. Rzuceniem steku bluzgów pod adresem Gomułki. Coś w tym stylu.

                                    > Druga wersja - Ignacy chciał zniszczyć telewizor jako źródło wrogiego przekazu,
                                    > wroga w domu.

                                    I to jest właśnie dziecinne. Przecież nie maszyna temu winna, co z niej leci. Zniszczenie jej nie ma absolutnie żadnego wpływu na przekaz, który nadawano. A odcięcie się od tego przekazu można było załatwić w sposób prostszy i nie skutkujący niszczeniem mienia.

                                    > To, co obecnie jest absurdalne, w roku pańskim 1968 absurdalne n
                                    > ie było. Z teleiwizora lał się jad, a to,z ę samo urzadzenie było drogie, nie o
                                    > znacza, że było cenne.

                                    W takim razie ten bohaterski pogromca jadu sączącego się z wrażej technologii powinien odmówić przyjęcia prezentu od Gizeli najsampierw, skoro jest wobec niego ideologicznie anty. Względnie pozbyć się cichaczem na rzecz rodziny z sąsiedztwa, niech sobie sport i dobranockę pooglądają, a Gizeli powiedzieć, że się zepsuło.
                                    Ale przyjąć drogi prezent, a potem demonstracyjnie (nie przypadkiem) na oczach darującego go zniszczyć - dla mnie buractwo i dziecinada.

                                    > Gdyby Twój maż zniszczył telewizor, w którym powtarzano by parę razy dziennie,
                                    > że homoseksualiści to zdrajcy i powinni zostać wyrzuceni z kraju - też miałabyś
                                    > pretensjęże nie bedziesz mogła oglądać wiecej tego typu wiadomości?

                                    Nie miałabym absolutnie żadnych pretensji, że nie chce. Miałabym pretensje o niszczenie dobytku. Napisałam to wyraźnie. Mój mąż jest uczuciowym osobnikiem, który na widok przegrywającej ukochanej drużyny krzyczy i niemal płacze z emocji, ale jakoś w stoicyzmie bije Ignacego na głowę, bo jak już się bardzo wkurwi tym, co widzi na ekranie, to zmienia kanał albo wyłącza pudło. Da się? Da.

                                    > Porównani
                                    > e z siatkowką czy wyborami jest delikatnie mówiąc kompletnym niezrozumieniem pr
                                    > oblemu...

                                    Różne rzeczy budzą u ludzi różne emocje, więc nie stosowałabym jakiejś obiektywnej skali, co ma prawo wzbudzić w kimś silny gniew, a co nie. Gizela z Milą i Stefanią jakoś nie wpadły w szał niszczenia przedmiotów - czy to znaczy, że się nie przejmowały albo nie rozumiały problemu? Bo nie demolowały chałupy?
                              • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 09.08.13, 21:40
                                >W tym wypadku przyznajemy Gizeli prawo do tego, by nadal uwazała prezenty za coś
                                > , z czego trzeba się rozliczać.

                                Nie tyle rozliczać, ile może mieć jakiś szacunek dla czyjegoś wysiłku włożonego w danie tego prezentu i trochę elementarnej delikatności polegającej na tym, by nie niszczyć takiego prezentu na oczach darczyńcy?

                                To akurat jest u Ignacego konsekwentne - kompletnie nie szanuje czyjejś pracy. Dla niego pewnie te pierogi Gizeli spadły z nieba, podobnie jak wszystko w jego życiu, cudownie pojawiające się pod nosem. Zatem to, co uzyskał bez wysiłku, nie stanowi dla niego specjalnej wartości. Łatwo być minimalistą, wzburzonym ideowcem i antymaterialistą, gdy się nie własnymi rąsiami lepi pierogi i zarabia na telewizor...
                      • staua Re: Gizela 09.08.13, 19:05
                        Ja też uważam, że wiedziała (patrz mój wpis wyżej). I że poglądy miała zgodne z Ignacym, ale nie zgadzała się (być może i dlatego, że była uprzedzona do Ignacego, a być może ze względu na swój charakter, wychowanie itd) na niszczenie telewizora, który był prezentem od niej, był drogi i generalnie rzucanie w niego nic nie zmienia i (nie oszukujmy się) nie jest żadnym protestem, chyba, że miałoby być okazaniem solidarności ze Stefanią (którą to solidarność można okazać w inny sposób, np. pomagając, jak Gizela właśnie). Impulsywność tego typu świadczy o niedojrzałości, dorosły człowiek powinien umieć się opanować. Ignacy nie umiał nie tylko w tej sprawie, także w innych, o zupełnie innym charakterze (zabijanie balkonu gwoździami na przykład). Jestem tu po stronie Gizeli.
                        • verdana Re: Gizela 09.08.13, 19:12
                          Injnymi słowy - człowiek dojrzały zawsze zachowuje spokój. Zawsze. Niezaleznie od okoliczności. To ja dziękuję, czasem jednak doceniam niedojrzałość. Jest przynajmniej ludzka.
                          • staua Re: Gizela 09.08.13, 19:15
                            Wiesz co, osobiście znam wiele osób, które w różnych chwilach przejawiały widoczny niepokój, zdenerwowanie i inne uczucia, nie były robotami, ale jednak nie rzucały pierogami w telewizor. To nie jest skala zerojedynkowa.
                            • verdana Re: Gizela 09.08.13, 19:29
                              Bo telewizor nie był przekaźnikiem jedynej słusznej prawdy. Bo to, co sie działo w telewizji nie przekładało sie na życie codzienne.
                              Znam ludzi, którzy wyrzucali telewizory w stanie wojennym, rozmyślnie, chociaż to było cenne dobro, a jak wiadomo o dobra materialne należy dbać w pierwszej kolejnoścdi. Bo są najwazniejsze. Chocby płynął z nich przekaz, ze nasi przyjaciele są wrogami narodu i trzeba sie z nimi rozprawić.
                                    • bupu Re: Gizela 11.08.13, 01:17
                                      klawiatura_zablokowana napisała:

                                      > A - uściślijmy - przemówienie Gomułki to była jedyna rzecz, jaką można było w T
                                      > V znaleźć i jaką rodzina Borejków oraz Gizela tam znajdowali, tak?

                                      Dwójka ruszyła w 1970, więc owszem, Gomułka był jedyną rzeczą jaką Borejki mogły w tamtym momencie znaleźć w telepudle. No chyba, że przycisk "wyłącz" też się liczy?
                                      • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 11.08.13, 02:05
                                        No chyba jednak nie:

                                        Zaczęło się od tego, że na Gwiazdkę kupiła im telewizor - radziecki, z dużym ekranem. Zawsze im współczuła że nie mają telewizora i nie mogą oglądać tych wszystkich pięknych filmów i "Kabaretu Starszych Panów", i programów przyrodniczych.
                                        Mieli wiele uciechy ze swojego prezentu, bo dziewczynki zaczęły piszczeć z radości i jak tylko Kaziu im zamonitował antenę na dachu, pokochały Misia z okienka. Mila nie miała za wiele czasu, ale Ignac, choć początkowo protestował, że prezent za drogi i że do szczęścia wcale nie potrzeba telewizora, wciągnął się jednak w oglądanie dzienników i co wieczór zasiadał przed ekranem...


                                        Czyli telewizor wstrętny-ohydny-zły, ale jednak coś tam im dawał i czymś tam cieszył... Nawet Ignac w swej bezgranicznej pogardzie dla takich luksusów jakoś nie gorszył się, że dzieci oglądają Misia z okienka.
                                        • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 11.08.13, 21:49
                                          A poza tym, pamiętajmy, w 1978 roku, gdy zaczyna się akcja KK, w mieszkaniu Borejków jest telewizor. Zapewne nowy, bo raczej nie tamten rozwalony pierogami. Czyli jednak ktoś go zakupił, chociaż leciało w nim samo ohydne zło z Gomułką na czele. Czyli jednak po coś był potrzebny.
                                          Borejkowie mogliby się wypierać tego TV jak żaba błota, gdyby faktycznie w ich historii był tylko jeden, podarowany przez Gizelę i przyjęty przez Ignaca z wielką łaską. Ale niestety dla Borejów potem był kolejny! I to zakupiono go nie z kieszonkowego Gabusi czy swetrów Mili, tylko raczej z pensji Ignacego. Trochę to demontuje starannie budowaną pogardę wobec wrażego telepudła...
                                          • kopiec_esmeralda Re: Gizela 12.08.13, 10:06
                                            W grudniu 1970 r. mają telewizor. Czytam "Kalamburkę", zainspirowana Waszą znajomością jej.

                                            "Ignac spojrzał na zegarek i powiedział do nich obu:
                                            -Lepiej zobaczmy, czy coś wreszcie powiedzą w dzienniku.
                                            (...)
                                            Gizela zapięła płaszcz, wciągnęła rękawiczki i wyszła. Już na tej śmierdzącej klatce schodowej usłyszała przez zamknięte drzwi za sobą głośny, nachalny sygnał dziennika telewizyjnego. Aż ją zemdliło" Szła schodami w dół, a triumfalne fanfary odzywały się zza każdych mijanych drzwi."

                                            • kopiec_esmeralda Re: Gizela i klapsy 12.08.13, 15:53
                                              Mila przez dwa dni nie odzywała się do Gizeli i nie jadła, dopóki jej ta nie przeprosiła, za to, że:
                                              "... Gizela raz nie wytrzymała tego pyskowania i wlepiła jej porządnego klapsa w chudy tyłek - pierwszy raz w życiu, ale i po raz ostatni, to pewne".
                                              (Kalamburka, s. 200)
                                              A później Mila tłukła "kościstą ręką" własne dzieci i wnuki. To jak to? Nie pamiętała już, jak to jest? Gizeli nie było wolno, a jej wolno?
                                              • bupu Re: Gizela i klapsy 12.08.13, 17:47
                                                kopiec_esmeralda napisał(a):

                                                > Mila przez dwa dni nie odzywała się do Gizeli i nie jadła, dopóki jej ta nie pr
                                                > zeprosiła, za to, że:
                                                > "... Gizela raz nie wytrzymała tego pyskowania i wlepiła jej porządnego klapsa
                                                > w chudy tyłek - pierwszy raz w życiu, ale i po raz ostatni, to pewne".
                                                > (Kalamburka, s. 200)
                                                > A później Mila tłukła "kościstą ręką" własne dzieci i wnuki. To jak to? Nie pam
                                                > iętała już, jak to jest? Gizeli nie było wolno, a jej wolno?

                                                Pośladki Kala Amburki są święte i nietykalne.
                                              • nessie-jp Re: Gizela i klapsy 12.08.13, 21:06
                                                > A później Mila tłukła "kościstą ręką" własne dzieci i wnuki. To jak to? Nie pam
                                                > iętała już, jak to jest? Gizeli nie było wolno, a jej wolno?

                                                No wiesz co! Służąca panienkę uderzyła! Jak ona śmiała! To zupełnie co innego, jak jaśniepani własny miot karci, bo jej wolno, ona jest Makowska z domu, a nie jakaś Kalemba.
                                                • verdana Re: Gizela i klapsy 12.08.13, 21:58
                                                  Otóż to, też mam takie niemiłe wrażenie. Babcia może uderzyć, ale zastępczyni matki jest z niższych sfer, więc jej wara.
                                                  Ale tak naprawdę, to moze chodziło o wiek.
                                                  • neandertalka Re: Gizela i klapsy 13.08.13, 15:59
                                                    Ej, naprawdę, intepretujecie to tendencyjnie.
                                                    Po pierwsze: więszość dorosłych robi różne rzeczy, które mieli za złe swoim rodzicom czy opiekunom. Bywa, że towarzyszy temu refleksja: "ale byłam głupia, myślałam... itd."
                                                    Po drugie: zarówno w pokoleniu Mili, jak i tym bardziej Gizeli, klaps w tyłek funkcjonował jako normalna i uprawniona metoda wychowawcza. Dziwne jest nie to, że Mila przyłożyła nieraz dzieciom czy wnukom, lecz to, że Gizela zrobiła to TYLKO raz.
                                                    MM czasem opisuje rzeczywistość, a czasem moralizuje, pociesza, ukazuje wzorce. Dawniej przeważał opis. Sytuacje, o których mowa, należą do tej właśnie kategorii.
                                                  • verdana Re: Gizela i klapsy 13.08.13, 17:35
                                                    Gizela uderzyła tylko raz, bo to nie było jej dziecko. O ile klaps przyłożony własnemu dziecku nie zawsze woła o pomstę do nieba, o tyle klaps przyłożony niewłasnemu - juz tak. I jest, jak sadzę, inaczej przez dziecko odbierany. Niezależnie od tego, ze obecnie każdy klaps uważa sie za karygodny, to jednak trzeba zdać sobie sprawę, ze odbiór klapsa w różnych okolicznościach jest różny.
                                          • neandertalka Re: Gizela 14.08.13, 22:57
                                            klawiatura_zablokowana napisała:

                                            > A poza tym, pamiętajmy, w 1978 roku, gdy zaczyna się akcja KK, w mieszkaniu Bor
                                            > ejków jest telewizor. Zapewne nowy, bo raczej nie tamten rozwalony pierogami. C
                                            > zyli jednak ktoś go zakupił, chociaż leciało w nim samo ohydne zło z Gomułką na
                                            > czele. Czyli jednak po coś był potrzebny.
                                            > Borejkowie mogliby się wypierać tego TV jak żaba błota, gdyby faktycznie w ich
                                            > historii był tylko jeden, podarowany przez Gizelę i przyjęty przez Ignaca z wie
                                            > lką łaską. Ale niestety dla Borejów potem był kolejny! I to zakupiono go nie z
                                            > kieszonkowego Gabusi czy swetrów Mili, tylko raczej z pensji Ignacego. Trochę t
                                            > o demontuje starannie budowaną pogardę wobec wrażego telepudła...

                                            Ależ klawiaturo, przecież to normalne, że ich niechęć tworzyła się stopniowo. A nie od zarania TV. Był czas, kiedy poniekąd się fascynowali różnymi programami. Dopiero z czasem im przeszło.

                                            Rozumiem Borejków, bo i ja tak mam. Od 2 lat TV w moim domu nie istnieje. Jest dla mnie megawkurzająca. Ale jeszcze 5-10 lat temu oglądało się to i owo, a jakże.

                                            A dziecko, o dziwo, nie protestuje. W końcu jest internet. I ja myślę i czuję tak samo.
                                            >
                                            • bupu Re: Gizela 14.08.13, 23:04
                                              neandertalka napisał(a):

                                              > Ależ klawiaturo, przecież to normalne, że ich niechęć tworzyła się stopniowo. A
                                              > nie od zarania TV. Był czas, kiedy poniekąd się fascynowali różnymi programami
                                              > . Dopiero z czasem im przeszło.

                                              Borejkom akurat przeszło znienacka. Jeszcze w "Sprężynie" Ignac oglądał TCM, a już w dziejącej się rok później "McDusi" telewizora nie ma, bo kisielek z mózgu.
                          • kooreczka Re: Gizela 09.08.13, 19:28
                            Człowiek dojrzały nie kobie w rurkę z gazem bo mu źle założyli. A jakby zrobiło się zwarcie i pożar? Jakby kineskop strzelił na kawałki, trafił kogoś w oko?

                            Można się rozpłakać, krzyczeć walnąć pięścią w ścianę- ale mimo złości Ignac zrobił rzecz głupią. I w sumie pustą- wobec braku autorskich opisów wychodzi na to, że jego jedynym wkładem był w sumie bezsensowny gest niszczenia sprzętu w domowym zaciszu. Możliwości zademonstrowania swoich poglądów w sposób, który komuś coś by przyniósł miał mnóstwo- od wstawienia się za kimś w pracy, podpisania listu do zwyczajnego odprowadzenia na peron. Ale sprawy przyziemne jak zwykle należą do Gizeli.
                            • verdana Re: Gizela 09.08.13, 19:32
                              Nie sądzę, aby Ignacy rzucił w telewizor, aby go celowo zniszczyć. Rzucił bo go szlag trafił. Bez starannego przeanalizowania za i przeciw.
                              Fakt, musze przyznać, zę rzucanie w telewizor jest głupie. Tyle, ze czasem ludzie właśnie robią głupie rzeczy w przystepie desperacji.
                              Poza tym rzucenie pierogami w telewizor nie wyklucza jednak podpisania czegos w pracy, naprawdę.
                              • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 19:42
                                > Poza tym rzucenie pierogami w telewizor nie wyklucza jednak podpisania czegos w
                                > pracy, naprawdę.

                                Tylko szkoda, ze w kolejnych tomach ani slychu o tych jego protestach, w ogóle już na temat antysemityzmu woda w dziób. Ignac czyta sobie starożytnych całkowicie oderwany od rzeczywistości, jakby rok 68 nie zaistniał. Nie było przymusowej emigracji, nie było inwazji w Czechosłowacji, nie było potem strajków 1970, nastały dopiero żałosne jeremiady na temat "strasznych rzeczy" w Mcdusi.
                                Mimo cenzury dawało się coś przemycić, gdyby się chcialo.
                                Więc możemy przypuszczać, ze jedynym protestem Ignacego były te pierogi.
                                • verdana Re: Gizela 09.08.13, 20:18
                                  Ale to nie był krótki kurs historii Polski, tylko ksi.ążki dla mlodziezy... A 1968 to nawet dla ówczesnych czytelniczek była juz historia starożutna. O stanie wojennym MM napisała dobrze i godziwie.
                                  • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 20:52
                                    MM bawi się w kurs poetyki, więc wzmianka o reakcji I. na niegodziwość ówczesnego rządu też mogłaby znaleźć miejsce, jak np. wzmianka, że "wszystko ginie" (w czym to było?) - i wiadomo, o co chodzi. Co do stanu wojennego, masz rację, tu się spisała.
                                    Pisze też o innych starożytnościach, np. o Czerwcu 56, więc to nie przeszkoda.
                                    Ale może się czepiam w tym przypadku, bo faktycznie, nie każdego musi ten 68 poruszać, jak mnie.
                                    Jednak pierogów nie daruję Ignacowi, zachował się idiotycznie.
                                  • kai_30 Re: Gizela 09.08.13, 21:23
                                    O stanie wojennym napisała dobrze i godziwie, bo ją redaktorki zmusiły do przepisywania po kilka razy, napominając: "Powiedz to samo, tylko ciszej"... Potem tego zabrakło.
                              • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 09.08.13, 21:27
                                > Nie sądzę, aby Ignacy rzucił w telewizor, aby go celowo zniszczyć. Rzucił bo go
                                > szlag trafił. Bez starannego przeanalizowania za i przeciw.

                                No właśnie, a nie trwało to ułamek sekundy, żeby mu przez głowę nie zdążyła przemknąć myśl w stylu "opanuj się, zdemolujesz cały salon, nie wiesz jak to ustrojstwo działa, to jest pod prądem, może być wybuch, a co, jak się zacznie palić?"

                                Reakcja na słowa z TV to jest zupełnie inny odruch niż np. zadanie ciosu w samoobronie. Nad tym drugim się najczęściej nie myśli. Natomiast Gomułka ani telewizor nie atakowali Ignaca fizycznie, więc w "odruchy" nie wierzę. Odruchowo na słowo reaguje się słowem - i tak na przykład odruchowo mogę coś odpyskować, jak ktoś mnie obraża.
                                Ale "odruchowo" reagować na słowa agresją fizyczną... no sorry, to nie jest żaden odruch. I jest czas na choćby parosekundową refleksję.
                                • filifionka-listopadowa Telewizor- fragment z Kalamburki część 1 10.08.13, 12:56
                                  Dyskusja zrobiła się bardzo interesująca i ognista, więc wklejam fragment z książki dla osób, które nie pamiętają sceny:
                                  Mogło być gorzej.
                                  Mogła wyjść za pijaka.
                                  Ignac nie był taki beznadziejny, jak się Gizeli z początku wydawało. A od Mili biło szczęście i radość życia. Nawet inaczej się poruszała! Kto mógł przypuścić, że z tej milczącej, opornej I dziewczynki wyrośnie taka dzielna kobieta? Rozpierała ją energia - poruszała się ciągle biegiem, istny dynamit! Ile ona zdążyła zrobić w ciągu dnia! Dziećmi zajmowała się tak, że aż miło było patrzeć - obie córeczki były zdrowe, bystre i mądre.
                                  I Gabrysia czytała, zanim poszła do szkoły, a to rude półdiablę Idusia już w wieku lat czterech brało się do liter. Wszystko wiedziały, o wszystko pytały, a ile śmiechu było w tym domu!
                                  Gizela tęskniła za nimi w tej samej chwili, w której wychodziła z ich mieszkania. Czasy były smutne, ciężkie i beznadziejne, wokół bieda, niezadowolenie i strach - a u Ignaców, w tej ich wiecznej beztrosce, wśród wybuchów śmiechu, żartów i zabaw, kwitło jakieś całkiem inne życie. Gizelę ciągnęło do nich (chociaż jak zawsze denerwował ją bałagan, zwykły u Mili, i to, że człowiek nigdy nie wiedział, w którym momencie nadepnie na gumową kaczuszkę albo, co gorsza, wpadnie na rowerek).
                                  Gdyby się nie hamowała, pewnie by się jej pozbyć nie mogli.
                                  Widywali się więc najczęściej w soboty i niedziele, zresztą, w ciągu dnia z czasem było krucho. Mila, która odchowała Idusię do bezpiecznego wieku czterech lat, postanowiła pójść do pracy i Gizela pomogła jej znaleźć posadę w biurze, w swoim Zakładzie imienia Komuny Paryskiej. Dzięki temu można było oddać Idusię do zakładowego przedszkola i matka mogła czasem zerknąć na nią w przerwie, a po fajrancie zabrać ją do domu już nakarmioną, wyspaną. Gabrysia chodziła do szkoły sama, a że była poważna, jak na swoje siedem lat, dostała klucz od mieszkania i wracała, gdy tylko lekcje się skończyły, Kiedy Gizela przychodziła do Ignaców, od progu zawsze witały ją dziewczynki, śmiejąc się, wykrzykując, opowiadając, co się nowego wydarzyło, a Mila nadchodziła z kuchni, roześmiana. Tylko Ignac po przywitaniu się z nią rejterował do drugiego pokoju, niby to do swoich książek i papierów, Gizela nie miała żalu, rozumiejąc, że głowa rodziny musi sobie czasem podrzemać. Ale pewnego razu zdarzyło się coś, co na długo popsuło stosunki między Ignacem a Gizelą.
                                  Zaczęło się od tego, że na Gwiazdkę kupiła im telewizor - radziecki, z dużym ekranem. Zawsze im współczuła że nie mają telewizora i nie mogą oglądać tych wszystkich pięknych filmów i "Kabaretu Starszych Panów", i programów przyrodniczych. Powodziło się Gizeli ostatnio całkiem nieźle, bo zaczęły do niej przychodzić klientki z teatru i Opery z porządnymi zamówieniami na suknie wieczorowe i balowe. Gize!a od paru już lat odkładała pieniądze na książeczkę, przeznaczając je na czarną godzinę w życiu Mili. Ale najwyraźniej, Bogu dzięki, ta godzina nie miała nastąpić. Zresztą, Kaziu powiedział, że to całe oszczędzanie nie ma sensu, bo przy takiej gospodarce pieniądz może tylko tracić na wartości, więc trzeba kupować rzeczy praktyczne i trwałe, nie żałować sobie, bo i tak to wszystko diabli wezmą, a poprawy żadne z nich dwojga już nie dożyje. Więc kupili Ignacom ten telewizor i zawieźli w samą Wigilię.
                                  Mieli wiele uciechy ze swojego prezentu, bo dziewczynki zaczęły piszczeć z radości i jak tylko Kaziu im zamonitował antenę na dachu, pokochały Misia z okienka. Mila nie miała za wiele czasu, ale Ignac, choć początkowo protestował, że prezent za drogi i że do szczęścia wcale nie potrzeba telewizora, wciągnął się jednak w oglądanie dzienników i co wieczór zasiadał przed ekranem ze słowami: - No, zobaczymy, co tam znowu nakłamią. Gizelę to bawiło, bo dokładnie tak samo mówił co wieczór Kaziu.
                                  Ponieważ Mila była taka zapracowana, Gizela pomagała jej, jak mogła. We wtorek, dziewiętnastego marca, zrobiła mnóstwo pierogów leniwych z cynamonem (mała Gabrysia wprost przepadała za nimi, a i Ignac potrafił ich zjeść dwadzieścia na raz).
                                  Zapakowała je ładnie w dużą salaterkę i pojechała na Winogrady.
                                  Było pochmurne popołudnie, pogoda nieprzyjemna, zwiastująca gwałtowną zmianę. Gizela pomyślała, że jest tak ciepło, jakby się zanosiło na burzę - ale przecież nie w marcu!
                                  U Ignaców zastała niespodziewanie Stefanię Majewską.
                                  • filifionka-listopadowa Re: Telewizor- fragment z Kalamburki część 2 10.08.13, 12:57
                                    Siedzieli wszyscy przed telewizorem. Stefania zmartwiona, z nosem na kwintę, skulona, jakby ją bolał brzuch, zwieszała siwą, gładko uczesaną głowę. W telewizorze było jakieś zebranie partyjnych, Gomułka, wściekły jak nie wiadomo co, awanturował się o przedstawienie teatralne. - Antyradzieckie prowokacje, wrogowie Polski Ludowej! - wykrzykiwał. Gizela pomyślała, że ten człowiek pracuje na wrzody żołądka. - Inspiratorzy zajść, syjoniści! - wywrzaskiwał, a sala dodawała mu gazu okrzykami.
                                    Nic nie mówiąc, Gizela odstawiła salaterkę z pierogami na stół i nawet nie zdejmując kapelusza oraz płaszcza, siadła, usiłując zrozumieć, co tu się właściwie dzieje. W powietrzu aż iskrzyło - Ignac gadał do siebie i machał rękami w kierunku ekranu. Stefania rzuciła jej krótkie, mroczne spojrzenie, a Gizela spytała: - Syjoniści? Jacy syjoniści? Kto to w ogóle jest?
                                    Stefania odpowiedziała gorzko, drwiąco: - A to ja na przykład, Gizelo, kto by się spodziewał.
                                    Tymczasem Ignac zerwał się na równe nogi - on, taki spokojny i flegmatyczny - i krzyknął: - Ty zdrajco! - kiedy Gomułka zaczął wygadywać na pisarza Jasienicę.
                                    Mila nie wiedziała już, kogo ma najpierw uspokajać - to gładziła męża po rękawie, to obejmowała ramieniem swoją dawną nauczycielkę i powtarzała: - Tylko się nie denerwuj - to do jednego, to do drugiego, albo: - Ignasiu, no wyłącz to, ja cię proszę.
                                    Ale Ignac, czerwony na twarzy, ani myślał posłuchać żony.
                                    Co chwila wyskakiwał z krzesła, jakby miał sprężynę w tyłku, a kiedy nareszcie towarzysz Wiesław, jak nazywali Gomułkę, wyjaśnił podniesionym głosem: - Walka ze syjonizmem nie ma nic wspólnego z antysemityzmem - Ignac porwał to, co miał pod ręką, i z całej siły rzucił prosto w twarz Gomułki, zajmującą teraz cały ekran. Rozległ się huk, brzęk i łoskot, z telewizora buchnął ogień, dzieci zaczęły krzyczeć z radości, a wtedy Gizela, nie panując nad sobą, zerwała się na równe nogi i wrzasnęła: - Ignac! Zwariowałeś? Co to za chamstwo!? - bo po prostu nerwy jej nie wytrzymały. Do czego to podobne, żeby rzucać w telewizor, kupiony za jej ciężko zarobione pieniądze, i to rzucać czym? - jej własną piękną salaterką pełną ulepionych własnymi rękami pierogów!
                                    A on, zamiast przeprosić, w rękę pocałować, wrzasnął na nią równie głośno, jak ona na niego, choć przecież z nich dwojga to Gizela mogła mieć prawdziwy powód do zdenerwowania i obrazy: - Cicho!!! Jaki Ignac! Jestem Ignacy, Ignacy! - a co to niby miało do rzeczy wobec dymiącego telewizora z rozbitym kineskopem, i jakim prawem wydzierał się na nią, która miała dla niego tyle życzliwości i już była bliska polubienia go. Nie, podobna niewdzięczność nie mieściła się po prostu w głowie!
                                    Wrzeszczał na nią, i to w obecności dzieci, Mili, a co najgorsze - Stefanii!
                                    Wszystkie te myśli przemknęły jej przez głowę w okamgnieniu i Gizela, czując, że łzy oburzenia i zawodu zaraz popłyną jej z oczu i będzie straszny wstyd, bo ona przecież nigdy nie płacze - porwała się z miejsca i wypadła z mieszkania, trzasnąwszy niechcący drzwiami.
                                    Nie zachodziła potem do nich przez miesiąc, tak bardzo była obrażona i tak bardzo jej było wstyd. Sama nie wiedziała, czy bardziej się wstydziła swojego wybuchu, czy zachowania Ignaca, który przed tą kulturalną Stefanią pokazał się z jak najgorszej strony. Owszem, spotykała Milę w pracy, nawet pogadały sobie o dzieciach, ale Gizela wcale nie miała ochoty widzieć jej męża.
                                    - Coś we mnie pękło - powiedziała Kaziowi, kiedy pytał o przyczynę jej obrazy. - Jak on się zachował!
                                    Kaziu poczciwie bronił Ignaca, mówił, że on też, jak Ignac, nie może już patrzeć na tego Gomułę po tym, jak oszukał cały naród, i że sam by nawet chętnie rzucił czymś w telewizor - ale Gizela nie chciała nawet słuchać, machała ręką i kończyła rozmowę.
                                    Przez ten miesiąc, kiedy nie zachodziła do Mili i Ignaca, w kraju działo się coś okropnego. Gizela, jak wszyscy zresztą, pogubiła się w tym, o co chodzi. Co dzień oglądali z Kaziem w telewizji strajki, rozruchy, milicję z pałkami. Gizela starła się z sąsiadką zza ściany, panią Szczepańską, która tkwiła w bramie i gadała ze świętoszką Gadomską, że trzeba zaprowadzić porządek, bo ci syjoniści wszystkiemu winni. Gizela, która nigdy nie lubiła pogawędek na schodach ani też nie wdawała się w komitywę z żadnymi kumoszkami, przystanęła i powiedziała prosto z mostu: - Pani Szczepańska, lepiej by pani nie plotła głupstw, jak pani nic nie rozumie.
                                    - Już ja lepiej rozumiem od pani - wycedziła ta damulka, a Gizela na to: - O, nieprawda. Tyle lat pani tu żyje, a nie wie pani jednego: jak za kimś milicja z pałkami leci, to na pewno nie jest to żaden złodziej. Tu milicja bije tylko porządnych ludzi albo do nich strzela.
                                    Obie sąsiadki aż podskoczyły, obejrzały się, czy nikt nie słyszy, i czym prędzej się rozeszły.
                                    Na Wielkanoc trzeba było jednak spotkać się z Ignacami.
                                    Od lat teściowa Mili, Hanna Borejko, urządzała u siebie wileńską święconkę i w tym roku też tak miało być. Gizela przez cały Wielki Post zastanawiała się, co ma zrobić z tym fantem i jak tu się z Ignacem pogodzić dla dobra rodziny, choć nie miała wątpliwości, że żal do niego pozostanie w jej sercu na zawsze.
                                    Tymczasem w Wielki Czwartek głos zabrał Prymas (Gizela na własne uszy słyszała go w Wolnej Europie) i przestrzegał przed drogą nienawiści i odnowionego rasizmu. W kościele odczytano list Episkopatu, popierający wystąpienia studentów. Gizela uznała, że najwyższy czas iść do spowiedzi.
                                    Od czasu ślubu Mili i Ignaca miała sentyment do kościoła Dominikanów, który, pięknie wykończony, czyściutki i biały, znajdował się najbliżej jej miejsca zamieszkania. Nie było łatwo podejść do konfesjonału i wyznać zakonnikowi prawdę o swoim gniewie i zajadłości wobec Ignaca. Przepuściła parę osób w kolejce, aż wreszcie zebrała się w sobie.
                                    Czekało ją dziwne przeżycie: zakonnik, młody człowiek w okularach (tyle widziała przez kratki), usłyszawszy jej szczegółową opowieść, z trudem pohamował rozbawienie. Dopytywał się, jakie to były pierogi, aż wreszcie poradził, żeby przebaczyła zięciowi ten gwałtowny uczynek, gdyż jego motywy były w pełni zrozumiałe. Za pokutę zadał jej trzy "Alleluja" w dowolnym czasie.
                                    • filifionka-listopadowa Re: Telewizor- fragment z Kalamburki część 3 10.08.13, 12:58
                                      Gizela pokutę odprawiła, po czym w Wielką Sobotę wyruszyła na Winogrady z wizytą pojednawczą, pod pretekstem święconki.
                                      Co roku, odkąd Gabrysia zaczęła chodzić, wybierały się w Wielką Sobotę do kościoła z małym koszyczkiem, do którego Gizela wkładała specjalnie upieczoną malutką babeczkę, jajko ugotowane w łupinach cebuli, kawałek kiełbasy i kromkę chleba oraz sól.
                                      Koszyczek, wyłożony serwetką, zdobiły jeszcze bukszpanem, chorągiewką na patyczku, kupioną na Rynku Jeżyckim oraz cukrowym barankiem ze sklepu Rudzika. Wszystko tak samo, jak wtedy, gdy Mila była mała i nosiła swój koszyczek do Świętego Floriana, przy ulicy Kościelnej.
                                      Gizela wyprała i wyprasowała tę samą, co każdego roku, białą serwetkę z haftem richelieu, którą przechowywała u siebie, gdyż wiadomo było, że u Mili żadna serwetka się nie odnajdzie - i pojechała tramwajem na Winogrady, obmyślając sobie po drodze, co powie Ignacowi.
                                      Ale wszystko potoczyło się inaczej, niż zaplanowała, bo dziwnym trafem znów u Ignaców zastała Stefanię, która przyszła się pożegnać. Dyrektor Kalinowski zwolnił ją z pracy. Zwołał naradę - opowiadała Stefania - i powiedział, że koleżanka Majewska jest elementem niepożądanym w socjalistycznej szkole, gdyż pracuje pod syjonistyczną inspiracją.
                                      - To znaczy - wyjaśniła blada Stefania osłupiałej Gizeli - że nie ma tu dla mnie miejsca w ogóle. Nic mi już tym razem, Gizelo, nie pomożesz. Wyjeżdżam.
                                      - Dokąd? - krzyknęła Gizela, łamiąc ręce, a Stefania odpowiedziała gorzko, wznosząc na nią te swoje czarne oczy: - Na szczęście mam ciotkę w Paryżu. Tam się zatrzymam, a później - zobaczymy.
                                      Ignac, który dotychczas stał bez ruchu pod oknem, trzymając na rękach małą Idusię, odezwał się wtedy: - Proszę nie wyjeżdżać. Proszę mieć nadzieję - i głos mu się załamał, aż mała spojrzała na niego ze zdziwieniem i przytuliła piegowaty pyszczek do jego policzka.
                                      - Już po mojej nadziei, panie Ignacy - powiedziała mu na to Stefania z wyrazem twarzy tak dobrze znanym Gizeli z dawnych lat: dzielna mina, uśmiech, skrywający czarną rozpacz. - To już moja ostatnia ucieczka.
                                      Siedmioletnia Gabrysia, która niewiele z tego wszystkiego rozumiała, podeszła po cichu do Stefanii i bez słowa wzięła ją za rękę. A nauczycielka pochyliła się i pocałowała jasną główkę dziecka.
                                      14.
                                      Następnym razem Gizela ujrzała Ignaca na dworcu. Było to w maju. I to też nie była okazja do pojednania. Zresztą - nawet nie miała głowy do tego. Od tygodnia pomagała Stefanii w pakowaniu tych rzeczy, które miały zostać; książki, upchane w pudła, zawiózł Kaziu do Biblioteki Raczyńskich, a płyty dostała jakaś koleżanka z pracy. Na wszystko, co zabierała, poza rzeczami osobistymi, musiałaby Stefania zdobywać zezwolenie w urzędzie. A wyjeżdżało tyle ludzi, że trzeba by czekać miesiącami w kolejkach. Stefania postanowiła więc, że weźmie tylko dwie walizki.
                                      Gizela z Kaziem pomogli jej dostać się na dworzec. Pan Rudzik pożyczył im specjalnie w tym celu swoje auto - sam trochę się bał narażać władzom, więc nie odprowadził Stefanii osobiście.
                                      Dowieźli te jej dwie biedne walizeczki i w milczeniu stanęli koło niej na zatłoczonym peronie. Ludzie płakali, obejmowali się i żegnali. I wtedy właśnie Gizela ujrzała rudą głowę Ignaca, który szedł przodem, torując Mili drogę przez tłum. Oni też musieli zwolnić się z pracy, żeby tu zdążyć na samo południe.
                                      - Przyszliście - westchnęła Stefania, zamykając oczy.
                                      - A ja tak się starałam nie płakać.
                                      Wtedy rozbeczała się Mila, a Ignac pocałował Stefanię w rękę, powiedział: - Tak nam... tak nam... - i utknął, czerwieniąc się i zagryzając wargi.
                                      Gizela też milczała, bo co tu było gadać. Zresztą, zaraz znów się coś wydarzyło - przez peron przepychała się, utykając, nauczycielka Kluczyńska - była zgrzana i wściekła, siwe włosy sterczały jej nad czołem. Dopadła Stefanii, zasapana, ścisnęła ją za rękę.
                                      - Cholera mnie bierze - powiedziała ochrypłym głosem.
                                      - Nic ci nie mogłam pomóc, ale chociaż z tobą pobędę.
                                      Pociąg nadjechał i Stefania zapłakała nareszcie, rzuciła się Gizeli na szyję i wycałowała w oba policzki: - Dziękuję za przyjaźń - powiedziała. A Gizela objęła mocno jej drobne ramiona. Nie mogła powiedzieć ani słowa.
                                      Kaziu i Ignac poszli razem ze Stefanią do przedziału, ułożyli jej walizki na półkach. Wszyscy stanęli przed oknem wagonu i patrzeli na Stefanię, małą i zgarbioną, jak zdejmuje żakiet i płacząc, wiesza go na haczyku. Jeszcze tylko zdążyła im pokiwać przez okno - i pociąg cicho ruszył.
                                      Potem trzeba było szybko wracać do pracy, więc wiele już nie rozmawiali. Zresztą, Ignac nie wyglądał na kogoś, kto by się chciał pogodzić. Może i on po prostu nie miał dziś do tego głowy.


                                      I tutaj kończy się ten podrozdział.
                                    • bupu Re: Telewizor- fragment z Kalamburki część 2 10.08.13, 16:01
                                      Gadomska to świętoszka, Szczepańska to damulka, Lewandowscy wredni materialiści (co się okazało chronologicznie później), o pani Dąbek-Nowackiej nie ma co mówić... Tylko Borejki jako ta jaśniejąca latarnia cnoty, rozpraszająca mroki na Roosevelta 5...
                            • akniwlam Re: Gizela 20.08.13, 18:52
                              W sprawie odstawiania na dworzec. Stefanię na dworzec odwozili Gizela z Kaziem, bo Kazio jako człowiek praktyczny miał prawo jazdy, Ignacy jako człowiek skrajnie niepraktyczny - na pewno nie. Miał jej walizki na własnych plecach dźwigać w ramach pokuty i samoudręczenia? Przyszli z Milą na dworzec pożegnać Stefanię, mimo, że ryzykowali nieprzyjemności w pracy. Pan Rudzik, który użyczył samochodu, nie przyszedł, bo obawiał się konskewencji, oni przyszli, nie bacząc na nie - to chyba ładnie z ich strony. (Nie potępiam tu bynajmniej postawy pana Rudzika, który pomógł, jak mógł).
                              Zgadza się, Gizela pomaga w wymiarze praktycznym, ale i emocjonalne wsparcie od Ignacego i Mili też się liczy, Stefania wyraźnie je ceni (scena z Ignacym, któremu łamie się głos i z małą Gabrysią). Praktyczne gesty są cenne ale dobrze jest otrzymać też choćby symboliczne wsparcie emocjonalne, z kimś sobie popłakać, ponarzekać, powspominać - do tego Ignacy z Milą świetnie się nadawali. Zresztą gdybym ja się musiała udawać na emigrację z dwoma walizkami, to też bym wolała poprosić o pomoc w pakowaniu przyjaciółkę, a nie męża byłej uczennicy.
                              A w sprawie rzucania pierogami w nieszczęsny telewizor, to ja rozumiem i Ignacego, i Gizelę, rozumiem, że obu stronom się ulało (telewizor i pierogi były tylko pretekstem do wyzwolenia lawiny pretensji, narastającej od lat) i że Gizela powinna uczucia Ignacego zrozumieć, ale mimo to uważam, że przeprosiny za wybuch i krzyk były konieczne. W rodzaju "wiesz, naprawdę przykro mi, że na ciebie tak krzyknąłem, strasznie mnie wkurzył ten pajac na ekranie, to co on wygadywał było nie do przyjęcia i musiałem się wyładować, ale nie na tobie i za to cię przepraszam." Bo Gizela oberwała za Gomułkę zupełnie niezasłużenie. Walnięcie w złości w telewizor jest jak dla mnie usprawiedliwione, chociaż sama nie praktykuję podobnych zachowań, ale krzyczenie na niczemu niewinną przyszywaną teściową - to już inna bajka.
                              • melomanka87 Re: Gizela 21.08.13, 18:18
                                > z kimś sobie popłakać,
                                > ponarzekać, powspominać - do tego Ignacy z Milą świetnie się nadawali.

                                O nie. Mila jako świetna towarzyszka do popłakania sobie - moja wyobraźnia tego nie ogarnia.
                          • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 19:34
                            Nie, może być niespokojny, zdenerwowany, załamany. Ale jeśli jest intelektualistą i stoikiem, nie rzuca pierogami w telewizor. Działa rozumowo. W sytuacji antysemickiego roku 68 miał pole do popisu, jeśli chciałby zaprotestować, czy realnie pomóc komuś ze swoich sąsiadów-Żydów.

                            Rzucanie musztardą przez histeryczkę w wieku klimakteryjnym jest bardziej wiarygodne.

                            Abstrahuję od "ludzkości" tych ich występów, piszę o spójności postaci literackiej. Jeżycki Marek Aureliusz nie powinien tracić panowania nad sobą, chyba, ze byłby np. cholerycznym ojcem Anielki.
                            • ginestra Re: Gizela 09.08.13, 20:17
                              W tej dyskusji (kiedyś również pisałam na forum o tej scenie), jestem całym sercem po stronie Gizeli.

                              Ignacy nie tylko zniszczył telewizor - prezent od Gizeli, ale też rzucił w niego miską z pierogami, które z wielkim sercem lepiła i gotowała Gizela, ze zdobytych z trudem produktów itp. (a jej poświęcony czas to nic innego jak poświęcone życie na tę czynność lepienia, bo czas każdego człowieka jest odliczony, dlatego mają one większą wartość, niż gdyby je po prostu kupiła) i przydźwigała je w misce dla niego i dla jego żony i dzieci, a ponadto wydarł się na nią jak ostatni cham. Miała prawo do wszystkich tych uczuć, tym bardziej, że jej potem również nie przeprosił, ani on ani Mila. :( Nie zasłużyła na to, żeby jej nie przeprosić i nie wyjaśnić. Po prostu.

                              Co do rzucenia przedmiotem w grający telewizor, to jest to czyn po prostu przemocowca. Człowiek, który tak robi, nie może się opanować, więc na sto procent również nie może się opanować, żeby nie uderzyć żony czy dziecka. To tak właśnie działa, nie inaczej. W wyobraźni pani Musierowicz wszystko się mieści, jednakże w prawdziwym życiu Ignacy byłby po prostu człowiekiem, który - jak alkoholik czy inny uzależniony - nie potrafi radzić sobie z emocjami w zdrowy sposób i nie potrafi się powstrzymać przed rozładowaniem ich w chory, niebezpieczny i krzywdzący sposób, nie zważając na to, że może kogoś skrzywdzić. W prawdziwym życiu byłby on po prostu typem, który bije żonę i rzuca w nią przedmiotami. Nie ma inaczej.

                              Normalny człowiek we wzburzeniu, nawet skrajnym, przeklnie, krzyknie, rozpłacze się, uderzy pięścią w stół, zrobi coś emocjonalnego, ale nie utraci nad sobą kontroli i będzie cały czas miał wzgląd na to, że są obok niego inni ludzie, są tam jego dzieci, w tym kilkulatki. Nie będzie robił czegoś niebezpiecznego. Nie będzie nikogo narażał.

                              Wyobraźcie sobie taką scenę wczuwając się w paroletnie dziecko: cała rodzina jest w pokoju, są goście, wszyscy piją herbatkę, tatuś ogląda telewizję, nagle tatuś zrywa się i rzuca miską z pierogami w telewizor, jest huk, wybuch, ogień, szkło, a jak babcia w szoku coś do niego mówi, to on drze się na nią jak opętany. To jest naprawdę najgorszy patol.

                              Taki człowiek powinien natychmiast zostać przewieziony w kaftanie do szpitala psychiatrycznego, bo jest zwyczajnie niebezpieczny dla otoczenia, jak również dla siebie.

                              Szczęście, że nie wybuchł pożar. W prawdziwym życiu pewnie by wybuchł, ale u pani Musierowicz znów w wyobraźni wszystko się mieści. U mojej koleżanki z dzieciństwa zaczął palić się telewizor Rubin i cały pokój stanął w jednej chwili w płomieniach. Koleżanka była wtedy w domu z siostrą, obie były dziećmi i telewizor wybuchł podczas zwykłego oglądania programu w ferie. Pobiegły po sąsiadów, wezwano straż pożarną, częściowo ugasili to mieszkanie, ale sytuacja była bardzo groźna.

                              Dlatego tutaj jest przekłamanie, bo na pewno byłby to duży wybuch i pożar lub zaczyn pożaru.

                              Nie może dorosły człowiek tak się zachowywać. To jest rys nie tylko "uzależnienia od przemocy", ale też i po prostu jakiejś choroby psychicznej.

                              Jestem przeciwna jakiemukolwiek usprawiedliwianiu Ignacego czy innych ludzi, którzy rzuciliby w telewizor, bo ktoś w tym telewizorze powiedział coś o homoseksualistach czy o Żydach czy o blondynkach czy o czymkolwiek, co kogoś może urazić. To jest po prostu tak skrajna opinia, że po prostu nie wiem czy się śmiać czy płakać.

                              W testach psychologicznych adresowanych do nastoletnich dziewczyn typu: "czy twój chłopak jest typem osoby uzależnionej od przemocy" są pytania: "czy w chwili wzburzenia niszczy przedmioty" i jest to wskazówka, że niszczenie przedmiotów to jest niestety zapowiedź tego, że którymś razem skatuje swoją dziewczynę zamiast przedmiotu. Jest to wyraźny sygnał ostrzegawczy.

                              Nie można mówić (jak sugeruje Verdana), że to taki zwykły odruch, "każdy by miał taki odruch, jakby pan z telewizji powiedział coś obraźliwego".

                              Nie podoba mi się też aprobata, którą otwartym tekstem Verdana wyraża dla tej fikcyjnej postaci, bo wpadnięcie w furię i rozbicie telewizora to czyn świadczący o chorobie psychicznej i o upośledzonych zdolnościach samokontroli. Odruch patologiczny i niebezpieczny dla życia i zdrowia innych ludzi.

                              Człowiek (wklejałam tu na forum linka), który rzucił w żonę szpikulcem do lodu też był "wzburzony", może nawet bardziej niż Ignacy. Czy też to go usprawiedliwia? :(
                              Tudzież innych ludzi katujących żony albo dzieci czy też inne słabsze od siebie osoby "bo coś ich wzburzyło"? W swojej istocie to jest to samo. Zaczyna się od wpadania w furię i usprawiedliwiania tego "bo byłem wzburzony". Taka prawda.

                              To tyle ode mnie. Odezwałam się, bo brakowało mi takiej większej stanowczości w odniesieniu do tego epizodu z rozbiciem telewizora. Nic nie usprawiedliwia tu Ignacego. Po prostu NIC.

                              Pozdrawiam wszystkich, żałuję, ale nie mam na razie czasu pisać na forum, miłych wakacji życzę.

                              • verdana Re: Gizela 09.08.13, 20:24
                                Nie no jasne - wiadomo, ze Ignacy lał systematycznie rodzinę. Tylko MM to ukrywa przed czytelniczkami - bo czy rzucić pierogami czy zadźkać kogoś szpikulcem - to naprawdę niewielka różnica.
                                Wczuwam się w dziecko - tata ogląda telewizję, tata rzuca pierogami, tata wyjaśnia potem, dlaczego pierogami rzucił.
                                O wiele lepsze są wspomnienia, gdy w telewizji mówią, kogo nalezy z kraju wyrzucić, obok siedzi osoba, którą wyrzucić zamierzają, a rodzina szczęśliwa i uśmiechnięta je sobie domowe pierogi. I dziecko już wie, co się w życiu liczy - spokój i domowe ciepło. Taak.
                                • kopiec_esmeralda Re: Gizela 09.08.13, 20:55
                                  Pamiętam 68, byłam wtedy niedużym dzieckiem. Rodzice siedzieli wmurowani przed telewizorem, Gomułka się zapluwał, ojciec powiedział: zapamiętaj to, to największa hańba tego kraju. Jakby Holocaustu było mało. Zapamiętaj, dzieje się historia, której się będą wstydzić i wymażą z podręczników.
                                  Zapamiętałam.

                                  Więc można było bez pierogów...
                                • kooreczka Re: Gizela 09.08.13, 21:19
                                  Verdano, czy czasem się nie zapędzasz? Naprawdę rzucanie pierogami jest jedyną prawidłową reakcją? Zwłaszcza, że potem jedyną namacalną pomoc niesie nierzucająca się osoba?
                                  Wobec tego wstydzę się za własnych dziadków, którzy w analogicznej sytuacji pocieszali rzeczoną osobę mówiąc, że co jak co ale to kolejne brednie gdzieś tam w Warszawie i do nas nie dojdzie. Jak doszło- próbowali interweniować, choćby przekupstwem i znajomościami. Jak to już nic nie dało- użyczyli samochodu do przeprowadzki, pożyczyli pieniądze doprowadzili na dworzec, dali na drogę cenne wspólne pamiątki, a z krewnymi popierającymi akcję zerwali kontakty.

                                  Więc proszę nie pisz, że albo histeryczne gesty albo obojętność, bo obrażasz mnóstwo porządnych ludzi, którzy wówczas starali się pomóc zamiast ciskać się jak wściekłe niemowlę.
                                  • verdana Re: Gizela 10.08.13, 10:55
                                    Nie jedyną, nie prawidłową, ale nie zasługującą na aż takie potępienie. Facet wyszedł z siebie. Zdarza się. Nie ma co tak go potepiać, uznawać, zę jest to wyraz nie szanowania przedmiotów, Gizeli, że takie rzerczy zdarzają sie tylko przemocowcom w patologicznych rodzinach. Nie ma za co chwalić, ale uwazać, zę jego postepowanie było skandaliczne - też nie należy.
                                    • croyance Re: Gizela 16.08.13, 10:37
                                      Mysle, ze nie o to chodzi. Ignacego poniosly emocje, rzucil czym mial pod reka. Zdarza sie, trudno.

                                      Ale jak tylko sie zreflektowal, powinien jednak przeprosic: za zniszczenie salaterki z pierogami, za telewizor, za wrzaski na Gizele przy rodzinie i Stefanii. Czytam te fragmenty z niedowierzaniem naprawde, i strasznie szkoda mi Gizeli.
                              • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 09.08.13, 21:12
                                Ja też sobie wyobraziłam, jak czuła się Gizela. Daje z siebie wszystko, żeby przychylić nieba córce i zięciowi. Zięć dostaje furii i na jej oczach niszczy to, co przyniosła, co kosztowało ją dużo pracy i wysiłku (mówię zarówno o TV, jak i o pierogach). Miał ją święte prawo szlag trafić, ale reaguje jeszcze powściągliwie, zamiast "Ignacy te kretynie" (albo gorzej) woła "Zwariowałeś'. A tamten, zamiast się opamiętać, że narobił bydła, w domu syf i demolka, obiad szlag trafił, dzieci pewnie przerażone rykami i wybuchem urządzenia elektrycznego, goście w szoku... no więc w tym momencie największa furia by chyba ustąpiła na widok dokonanego pobojowiska i - przede wszystkim - zszokowanych i przerażonych min domowników. Ale nie u Ignaca. U niego boży gniew trwa dalej i wydziera się na Gizelę! Bo jak ona śmie mu zwracać uwagę! On jest w pełnym prawie tak się zachowywać!

                                Szczerze mówiąc, ja też bym na miejscu Gizeli w tym momencie wyszła, trzasnęła drzwiami i więcej nie wróciła, chyba że by mnie rzeczony frustrat solennie przeprosił. Co, jak wiemy, nie nastąpiło.
                                • ewaty Re: Gizela 09.08.13, 22:02
                                  klawiatura_zablokowana napisała:

                                  " Ja też sobie wyobraziłam, jak czuła się Gizela. Daje z siebie wszystko, żeby pr
                                  > zychylić nieba córce i zięciowi. Zięć dostaje furii i na jej oczach niszczy to,
                                  > co przyniosła, co kosztowało ją dużo pracy i wysiłku (mówię zarówno o TV, jak
                                  > i o pierogach). "


                                  Gizela miała prawo uznać Ignaca za przemocowca i bać się tego, co w chwili nieopanowanej furii zrobi rodzinie. Nie dziwię się, że go nie lubiła.Poza tym, jak już gdzies pisałam, moim zdaniem wątek Mila-Gizela jest zmarnowany. Wdzięczność przybranej matce? Uczuciapodlane prawdopodobieństwem psychologcznym? W sumie dziwi mnie, że nie ma zadnego motywu poszukiwania jakiś członków rodziny Mili nawet po latach. Mój wujek szukał ojca, który ruszył z wojskiem pod koniec sierpnia 1939 do lat 70, wtedy przypadkowo trafił na zbiorowa mogiłę oddziału.
                                  A swoją droga, biorąc pod uwagę forumowe dyskusje o Gomułce itd, z których wynika różna interpretacja reakcji na czas, który część forumek pamięta, to dla kogo wlaściwie była pisana Kalamburka? Dla 12-latek? Hmmm...
                                  • kooreczka Re: Gizela 09.08.13, 22:14
                                    Nastolatki latki mające Kalmburkę za lekturę na olimpiadę odebrały scenę w sposób jaki zapewne zmartwiłby Verdanę- uznając ją za głupi i niepotrzebny wybuch faceta, beztrosko niszczącego coś co spadło mu z nieba, zamiast przynajmniej spróbować pomógł psychicznie czy materialnie stojącej obok Stefanii.

                                    Może słusznie bo po tych paru latach nie wyrzucamy komputera przez okno za każdym razem jak czytamy głupotę.
              • kajaanna Re: Gizela 09.08.13, 13:04
                > Rozumiem, ze wyrzucanie telewizorów w stanie wojennym było oburzające?

                Nie.

                W latach '80 u Borejków telewizor ryczał na cały regulator. Wyrzucili go, gdy zrobił im w głowach kisiel, około XXI wieku, czyli właśnie wtedy, gdy mogli garściami czerpać ze światowych programów zarówno kulturalnych, jak i naukowych.
                • benedyktanka Re: Gizela 11.08.13, 11:19
                  Czyżbym czytała jakąś inną wersję Jeżycjady? W mojej telewizor u Borejków zaryczał ostatnio w Sylwestra 1977 roku, programem "Siódemka" (nachalna propaganda skierowana do młodzieży, o ile pamiętam) po dobranocce, "co wywołało okrzyki całej rodziny "Gasić, gasić!"
                  • anchema Re: Gizela 11.08.13, 19:36
                    w miarę dorosła Pulpa (19 lat) w Pulpecji ogląda dobranocki - podobno wszystkie
                    zdaje się w Nutrii i Nerwusie Borejkówny oglądają monodram Anieli w TV
                    w którejś z dalszych części Ignacy ogląda w TCM stare komedie z Shirley MacLaine i porównuje ją do Łusi i Idy
                    wszystko to ewidentnie po 1977 roku, gdzieś po drodze jest tylko info że tv przeniesiono do kuchni
                    • bupu Re: Gizela 11.08.13, 21:56
                      anchema napisała:

                      > w miarę dorosła Pulpa (19 lat) w Pulpecji ogląda dobranocki - podobno wszystkie
                      > zdaje się w Nutrii i Nerwusie Borejkówny oglądają monodram Anieli w TV
                      > w którejś z dalszych części Ignacy ogląda w TCM stare komedie z Shirley MacLain
                      > e i porównuje ją do Łusi i Idy
                      > wszystko to ewidentnie po 1977 roku, gdzieś po drodze jest tylko info że tv prz
                      > eniesiono do kuchni

                      O komediach na TCM było w "Sprężynie". Tom później pojawiła się wiadomość o usunięciu pudła z domu, spowita w aurę pogardy dla kisielkotwórczego przedmiotu.
            • meduza7 Re: Gizela 09.08.13, 13:11
              Może nie tyle nie wniknęła w istotę przekazu, co nie uznała protestu przeciwko temu przekazowi za konieczność usprawiedliwiającą niszczenie dóbr materialnych nabytych za własne, ciężko zarobione pieniądze.
              Tak, Gizela jest nastawiona znacznie bardziej materialistycznie od Borejków - ale nie sądzę, że autorka chciała z niej zrobić złą prostaczkę, wręcz przeciwnie, za jej pomocą miało chyba nastąpić zrehabilitowanie postawy zaradności życiowej. W końcu wszystkie jej kombinacje, do których ani Ignacy, ani Mila nie byliby zdolni, są prowadzone nie z jakichś egoistycznych pobudek, tylko dla dobra innych.
              • lululemon12 Re: Gizela 09.08.13, 13:43
                meduza7 napisała:

                > W końcu wszystkie jej kombinacje, do których ani Ignacy, ani Mila nie bylib
                > y zdolni, są prowadzone nie z jakichś egoistycznych pobudek, tylko dla dobra in
                > nych.

                Swoją drogą, ciekawe, że Gizela jakoś nie musi wchodzić w konflikty z sumieniem, żeby coś załatwić.
                Moim zdaniem MM lubi Gizelę. Przy czytaniu miałam wręcz wrażenie, że ją podziwia, chce pokazać czytelnikom, że nie ma jednego zatwierdzonego modelu "dobrego człowieka". Można być wspaniałą, niezwykłą osobą nawet bez znajomości łaciny. Bo Gizela- dzielna, energiczna, pełna empatii i zawsze skora do niesienia pomocy- niewątpliwie jest godna podziwu. Tak mi przyszło do głowy, że właściwie w jej postępowaniu możemy odnaleźć wszystko, co komentarz narratora przypisuje Gabrieli.
                W "Kalamburce" podobało mi się właśnie to przedstawienie dwóch odmiennych postaw życiowych (Gizela- Ignacy) bez wskazywania, która z nich jest lepsza. Choć zabrakło trochę komentarza do zachowania Mili.
              • verdana Re: Gizela 09.08.13, 14:04
                Miałaby raje, gdyby Ignacy z premedytacją zniszczył telewizor. Tymczasem to był odruch i to odruch, rzekłabym, usprawiedliwiony.
                NIKT nie spodziewał się tego, co powiedział Gomułka. Przeciez on był w tym konflikcie teoretycznie przeciwny Moczarowi, a wiec jego antysyjonistyczna wypowiedź mogła doprowadzic do wybuchu nawet spokojnego człowieka.
    • akniwlam Re: Gizela 09.08.13, 10:10
      Troszeczkę inaczej to odbieram. Nie sądzę, żeby Mila pogardzała Gizelą czy się od niej dystansowała jako kilkuletnia dziewczynka - tam jest tylko powiedziane, że nie chce do niej mówić "mamo". Jest ładnych parę scen, kiedy Mila dzieli się z Gizelą swoimi radościami, np. jak zdała egzamin, jest scena, kiedy przeprasza za lekceważące słowa. Mogą na siebie nawzajem liczyć, wspierają się. W moim odczuciu obie, mimo że nigdy nie powiedziały do siebie "mamo" ani "córeczko", były właśnie tak związane jak matka z córką. Taką trudną, ale silną miłością.
      Natomiast rozluźnienie kontaktów przyszło też ze strony Gizeli, to ona nie miała ochoty widywać Ignacego, który w jej oczach robił się coraz bardziej irytujący. Z Milą kontakt zachowała, przecież jest mowa o wakacyjnym wyjeździe do Miłosławca, jest list (najwyraźniej regularna korespondencja) - no i tylko Gizela wie o sukcesach Mili (jako Kala Amburki, jak można domniemywać).
      Masz absolutną rację co do akcji z pierogami i telewizorem, zdecydowanie Ignacy powinien przeprosić i wytłumaczyć, chociaż przy okazji zapewne znowu by Gizelę wkurzył, rzucając na przyklad jakąś łacińską sentencją. No nie lubiła go i już. Co by nie zrobił, to ją wkurzał.
      Jeszcze jedno, co bardzo dziwne i przykre, to że na pogrzeb Gizeli pojechali tylko Borejkowie seniorzy, bo wszyscy mieli swoje sprawy zawodowe czy tam inne, a "dzieci już jej prawie nie pamiętały". Nie jest jasno powiedziane, które dzieci - dzieci-dorosłe Borejkówny czy ich dzieci, Mili wnuki, Gizeli przyszywane prawnuki. Ale bardzo dziwne by było, gdyby Gizeli nie pamiętała Gabrysia czy Ida, które w czasie pamiętnej przeprowadzki na Roosevelta były już nastolatkami. Ich nieobecność to rzeczywiście czarna niewdzięczność, nie tam żaden dowód na delikatność uczuć Gizeli. Ja nie mam przyszywanej babci, ale kilka przyszywanych ciotek - przyjaciółek moich rodziców, nie wiem, co by się musiało stać, żebym nie poszła na pogrzeb którejś z nich, już choćby po to, żeby wesprzeć własną mamę po stracie bliskiej osoby. Założę się, że na pogrzebie Dmuchawca stawiła się cała rodzina B. i nikomu nie przeszkodziły własne ważne sprawy.
        • jottka nie jestem pewna 09.08.13, 23:05
          ale mam wrażenie, że na scenę z pierogami złożyło się kilka elementów, a autorce do głowy nie przyszło, że a/ można w ogóle ich nie zauważyć, b/ odczytać tę scenę dosłownie, tak jak jest napisana. i oburzyć się na ignaca.

          chodzi mi otóż o dość znaną swego czasu anegdotę, że w telewizor miał rzucać sam gomułka na widok starszych panów (czyli przybory i wasowskiego, tak na wszelki wypadek:) fakt, rzucał ponoć kapciem, a nie pierogami, ale mam wrażenie, że to jest źródło sceny z "kalamburki". zaś pani mm dokonała znaczącego przesunięcia, a kapeć zamieniła na pierogi, bo ma widoczne w jej powieściach upodobanie do burleski. to miał być, podejrzewam, element tragikomiczny, wprawdzie aktor w burlesce rzucałby tortem, no ale tu mamy realia poznańskie lat 60., nie wymagajmy za wiele.

          pani mm w ogóle wiele scen - mam wrażenie - traktuje czysto burleskowo i w ogóle nie zauważa, że tak powiem, co pisze w warstwie dosłownej, a co potem podlega analizie ze strony czytelników. ot, podoba się jej jakiś element farsowy, to go użytkuje, w przekonaniu, ze czytelnik też tak to odbierze, w sferze czystej uciechy. a potem następuje bolesne rozejście poczucia humoru autorki i czytelników skupionych konsekwentnie na fabule i psychologii postaci.
          • bupu Re: nie jestem pewna 10.08.13, 02:02
            jottka napisała:

            > ale mam wrażenie, że na scenę z pierogami złożyło się kilka elementów, a autorc
            > e do głowy nie przyszło, że a/ można w ogóle ich nie zauważyć, b/ odczytać tę s
            > cenę dosłownie, tak jak jest napisana. i oburzyć się na ignaca.
            >
            > chodzi mi otóż o dość znaną swego czasu anegdotę, że w telewizor miał rzucać sa
            > m gomułka na widok starszych panów (czyli przybory i wasowskiego, tak na wszelk
            > i wypadek:)

            Tow. Wiesław rzucał kapciem, tak dokładnie, nie w Jeremiego Przyborę i Jerzego Wasowskiego, tylko w występującą w ich programie Kalinę Jędrusik. Występowała ona w kreacjach z dekoltem, nieprzesadnie może rozległym, ale odsłaniającym co nieco z jej (wybitnych) wdzięków, co raziło purytańskie oczy Gomułki. Nakazał zatem zakryć Kalinie ów niemoralny biust i w następnym wieczorze Kabaretu Starszych Panów istotnie zaprezentowała się ona w kiecce zakrywającej wszystko po samą szyję. Odśpiewała swą piosenkę, odwróciła się... i okazało się, że kreacja posiada rozległy dekolt na plecach.
            I tu Gomułce puściły nerwy i potraktował odbiornik kapciem.

            > pani mm w ogóle wiele scen - mam wrażenie - traktuje czysto burleskowo i w ogól
            > e nie zauważa, że tak powiem, co pisze w warstwie dosłownej, a co potem podlega
            > analizie ze strony czytelników. ot, podoba się jej jakiś element farsowy, to g
            > o użytkuje, w przekonaniu, ze czytelnik też tak to odbierze, w sferze czystej u
            > ciechy. a potem następuje bolesne rozejście poczucia humoru autorki i czytelnik
            > ów skupionych konsekwentnie na fabule i psychologii postaci.

            Myślę, że to wynika również z tego, że autorka cokolwiek straciła wyczucie i to, co wydaje jej się śmieszne, niekoniecznie takie jest.
          • kopiec_esmeralda Re: nie jestem pewna 10.08.13, 07:09
            Może masz rację, że to miało być komiczne (nieudolnie). Ale w kontekście antysemickich wydarzeń komizm nie powinien mieć miejsca.

            Jeśli chodzi o rzucanie w telewizor, Gomułka był znany ze swojego prostactwa i prymitywizmu, szeroko obśmiewany z tego powodu, więc to rzucanie się wpisuje w jego osobowość i wychowanie. Ale nie nie u intelektualisty - stoika.

            IB znał Senekę, znal jego pisma o rozwadze, powoływał się na stoików. I to jak zwykle u Borejków okazało czczym gadaniem. A autorka mogła zaprezentować w tej sytuacji Ignacego jako humanistę i stoika, skoro tyle o tym było wciąż gadania w każdym tomie, ale nie, lepiej recytować sentencje od czapy, a w chwili krytycznej zachować się jak niewychowany prostak.
            • jottka Re: nie jestem pewna 10.08.13, 13:01
              ad jeden - przysiąc nie przysięgnę, a w tej chwili nie chce mi się szukać "memuarów" przybory, ale to są bodaj dwie anegdoty związane z gomułką i szeroko rozumianą sztuką:) kaliny jędrusik nie znosiła ponoć żywiołowo pani gomułkowa i stąd rozmaite restrykcje względem znakomitej aktorki, ale małżonek kapciem ciskał w starszych panów, gdyż nie znosił tych "podstarzałych, mizdrzących się facetów" (czy jakoś tak) i nie mógł pojąć przyczyn ich popularności. no ale będę miała chwilę, to postaram się sprawdzić.

              ad dwa - esmeralda, ale ty robisz właśnie to, o czym ja piszę, że pani mm tego nie przewidziała:) ona, podejrzewam, stworzyła w swym mniemaniu przekomiczną scenę, rozładowującą nieco tragizm sytuacji, i nie przyszło jej do głowy, że ktoś może chcieć ją analizować pod kątem spójności fabularnej, charakteru postaci itp. dla niej to chyba były hasła znaczące (gomułka - jad z telewizora - słuszne a bezsilne oburzenie inteligenta), które nie wymagają ani wyjaśnień, ani pogłębień, bo są oczywistą oczywistością.

              o czymś takim pisze zresztą verdana, która chyba tu jedyna ignacego rozumie:) ale ona jednak wyjaśnia prawdopodobne przyczyny jego zachowania, a pani mm uważa je za zbędne. po części pewnie dlatego, że sądzi, że przedstawiła jedynie słuszną wersję wydarzeń, tyle że w komiksowej (łatwej do zapamiętania:) formie, po części dlatego, że w ogóle lekceważy ciągłość postaci i ich reakcje psychologiczne. a ta scena nie miała, przypuszczam, na celu ukazania stosunków między teściową a zięciem, tylko zostali oni wykorzystani do skrótowej ilustracji wydarzeń historycznych.
              • neandertalka Re: nie jestem pewna 10.08.13, 13:40
                Słusznie piszesz, jottka. Ja też jestem przekonana, że p. MM mnóstwo rzeczy - w tym omawianą scenę z pierogami - pisze, mówiąc kolokwialnie, dla jaj. Nieraz wprost mówiła (m.in. w "Tym razem serio"), jak wysoko ceniło się w jej rodzinie poczucie humoru i komentowanie rzeczywistości za pomocą śmiesznych dykteryjek. I ona ewidentnie kontynuuje tę linię.
                • kopiec_esmeralda Re: nie jestem pewna 10.08.13, 13:51
                  > Słusznie piszesz, jottka. Ja też jestem przekonana, że p. MM mnóstwo rzeczy - w
                  > tym omawianą scenę z pierogami - pisze, mówiąc kolokwialnie, dla jaj.

                  Tylko z pewnych spraw jaj się nie robi.
                  Rzeczywiście, dla niej śmieszne są chwyty czysto burleskowe, rzucanie czymś, zamiany, przebieranki, upadki.
                  Szampański humor.
              • kopiec_esmeralda Re: nie jestem pewna 10.08.13, 13:53
                > ona, podejrzewam, stworzyła w swym mniemaniu przekomiczną sc
                > enę, rozładowującą nieco tragizm sytuacji, i nie przyszło jej do głowy, że ktoś
                > może chcieć ją analizować pod kątem spójności fabularnej, charakteru postaci

                No, to by się zdziwiła, gdyby tu nas poczytała w wielu wątkach :)
              • nessie-jp Re: nie jestem pewna 10.08.13, 18:48
                > ta scena nie miała, przypuszczam, na celu ukazania stosunków między teśc
                > iową a zięciem, tylko zostali oni wykorzystani do skrótowej ilustracji wydarzeń
                > historycznych.

                Jako zawodowa narzekaczka muszę jednak powiedzieć, że mnie się żadna z wersji nie podoba. Ani na poważnie (bo wtedy jak napisano Ignacy wychodzi na histerycznego, niepanującego nad odruchami i niewdzięcznego sobka) ani groteskowo
    • zla.m Re: Gizela 10.08.13, 00:56

      kooreczka napisał:

      > Sama jestem osobą wyżej ceniącą czyny niż słowa i gesty, może dlatego z każdą k
      > artką coraz bardziej podziwiałam Gizelę i coraz większą niechęć czułam do Mili.
      >
      >
      > Idąc od początku- młoda kobieta bez wykształcenia, za to z dość patologicznego
      > tła przygarnia kilkuletnie dziecko choć jej ani brat ani swat. Wychowuje jak um
      > ie i to nie tylko zapewniając wikt i opierunek, ale także skromne radości i uku
      > lturalnianie. A mimo wszystko nawet w rozdziale gdzie kilkuletnia Mila gienialn
      > ym wypracowaniem wzrusza nauczycielkę-więźniarkę do łez wyczuwam między nimi ja
      > kiś dystans. Już wtedy dla Mili to "tylko" Gizela.

      Wiesz, czyny są ważniejsze niż słowa, to racja. Ale dziecko nie umie pewnych rzeczy tak ocenić, ma emocjonalną potrzebę przytulenia, usłyszenia różnych ciepłych słów. Mila tego nie dostała od Gizeli (bo Gizela pewnie nie dostała od rodziców) - więc nie umiała okazać swoich uczuć, nie miała wzorców, po prostu nie wiedziała. Miłości romantycznej, do mężczyzny, mogła się "nauczyć" z książek - mam na myśli nie odczuwane emocje, ale właściwe słowa i gesty, miłość do matki była uznawana za naturalną i oczywistą, nikt tego nie opisywał.

      Wielki żal Gizeli, że Mila nigdy nie powiedziała do niej "mamo" - rozumiem. A jednocześnie było to na jej własną prośbę - bo zawsze i wszędzie podkreślała, że Mila jej córką nie jest. To też rozumiem, starała się być uczciwa i uczyć Milę lojalności do rodziny - dlatego to jest takie smutne, bo jak by nie postąpiła - byłoby źle (patrząc na sytuację oczami Gizeli, bo ja mam inny system wartości i dla mnie emocje dziecka byłyby ważniejsze, ale to nie jest zarzut, nie uważam, że moje jest mojsze)

      Nie zmienia to faktu, że postępowanie dorosłej Mili jest godne potępienia. Naprawdę, trzeba było tę Gizelę uśmiercić najpóźniej w okolicach KK.

      Swoją drogą - dlaczego pani Trak nie mogła być dalej obcą babą, a mieszkanie i zamiana po prostu załatwione przez obrotną parę Gizela i Kazio. To by miało więcej sensu, naprawdę. Również z tego względu, że skoro mieszkanie miało odpowiedni metraż dla 6-osobowej rodziny, to Trakowie mieli za dużo i powinni mieć z tym jakieś kłopoty też.
      • yvi1 Re: Gizela 11.08.13, 10:09
        Następna scena ( z tv), która w glowie autorki była zabawna i śmieszna,a wyszło jak zwykle :).
        Co do Gizeli i jej relacji z Mila,to ja to widze na codzień.
        Moja teściowa to taka Gizela jest i też nie umie okazać uczuć przez słowa,robi to czynami.
        I moj mąż widząc, że można inaczej,dopiero w dorosłym wieku sie zaczal nad tym zastanawiać.
        A Melania nawet jej dzieckiem nie była,co jeszcze bardziej utrudniało ich wzajemne relacje.
        Dla mnie Gizela-Melania ,to jeden z lepszych wątków jest( oczywiście pomijając wredna panią Trak),prawdziwy niekiedy aż do bólu .
        Żal czasami mi Gizeli,ale właśnie takie jest niekiedy życie.
        • piotr7777 Re: Gizela 14.08.13, 17:44
          Sporo się zebrało w tym wątku, więc napiszę w punktach
          1. Wątpię w prawdziwość anegdoty o Gomułce rzucającym kapciem w telewizor podczas emisji Kabaretu Starszych Panów. Gdyby faktycznie Gomułka miał awersję do tej audycji a ona była emitowana prawie przez cały okres jego rządów to by znaczyło, że towarzysz Wiesław był w gruncie rzeczy bardzo liberalny. Nawet w demokratycznym ustroju często niechęć wpływowego polityka jest niebezpieczna dla twórcy a tu przecież mamy ustrój totalitarny. I panowie - Przybora i Wasowski sobie, ot tak, żartują z I sekretarza i nie boją się żadnych konsekwencji.
          Tak a propos - to faktycznie w czasach Gomułki cenzura tudzież propaganda mocno osłabły a ich powrót do ponurej świetności z lat stalinowskich nastąpił za Gierka, ale to raczej nie wynik cech osobowych tow. Wiesława co pokłosie Października 1956.
          2. Każdego irytuje, gdy ktoś zwraca się do niego nieakceptowaną formą imienia a już czynienie tego świadomie w złej woli może doprowadzić do białej gorączki. Gizela na pewno wiedziała jak Ignacy ma na imię (w końcu pamiętała prezydenta Mościckiego) a jednak uparcie nazywała go Ignacem. Więc miał tu pełne prawo się wściec, zwłaszcza, że mu się nagromadziło. Może gdyby Gizela powiedziała coś takiego: "no, jak mogłeś - telewizor, który specjalnie dla was wybrałam, moje pierogi, w które oddałam tyle pracy, mój piękny półmisek i to przez jakiegoś Gomułkę" reakcja byłaby inna. A Gizela zaatakowała Ignacego, zarzuciła mu "chamstwo" (moim zdaniem zarzut bezpodstawny) i oczekiwała, że on ją pocałuje w rękę i pokornie przeprosi. No niestety - jaka akcja taka reakcja. A już potem rozważania jak to Ignacy mógł zachowywać się po chamsku przy kulturalnej Stefanii w sytuacji, gdy powinna zdawać sobie sprawę, że to właśnie sytuacja Stefanii spowodowała taki przypływ agresji u zazwyczaj spokojnego Ignacego, delikatnie mówiąc, nie świadczą o Gizeli najlepiej. Choć przecież Gizela pomimo braków wykształcenia potrafi odróżniać dobro od zła i nie daje się złapać na komunistyczną propagandę (co widać po jej reakcji na słowa pani Szczepańskiej)
          3. Cokolwiek złośliwe było, że w roli wrednej przytakiwaczki władzy M. M. obsadziła nie tylko panią Szczepańską (która również w KK dała się poznać jako osoba ślepo łykająca oficjalną narrację) ale i panią Gadomską w KK obmalowaną raczej pozytywnie - jako niewadzącą nikomu głuchą staruszkę
          4. Mam też wrażenie, że autorka potraktowała problem 1968 roku zbyt jednostronnie. Oto Stefanię z pracy wyrzuca ten sam dyrektor (wcześniej kierownik) Kalinowski, który już w latach 50 ją niszczył. Nie dość, że facet przetrwał przemianę 1956 roku to nawet w czasie czystek marcowych (Których ofiarą padło wielu aktywnych komunistów z nierzadko haniebną kartą z lat 50) jest po tej samej stronie. Gdyby pan Kalinowski okazał się np. również Żydem i wyleciał z pracy razem ze Stefanią, młodzi czytelnicy zrozumieliby złożoność tej sytuacji i że nie wszystkie ofiary tej kampanii były tak całkiem godne współczucia.
          5. Co zaś się tyczy relacji Mila - Gizela, to cały problem bierze się stąd, że w Kalamburce autorka stworzyła alternatywną, w stosunku do poprzednich książek, linię czasu. W efekcie wyszło jak wyszło.
          • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 14.08.13, 18:18
            > 2. Każdego irytuje, gdy ktoś zwraca się do niego nieakceptowaną formą imienia a
            > już czynienie tego świadomie w złej woli może doprowadzić do białej gorączki.

            To pięknie świadczy o Ignacym, że potem przez 30 lat nie mógł zapamiętać imienia zięcia. Bo jak jego nazywają Ignacem, to w słusznym szale demoluje sprzęty i powoduje wybuchy, ale jak on wali uparcie per "Juliuszu", to jest to - ha ha - zabawne.

            > Może gdyby Gizela powiedziała coś t
            > akiego: "no, jak mogłeś - telewizor, który specjalnie dla was wybrałam, moje pi
            > erogi, w które oddałam tyle pracy, mój piękny półmisek i to przez jakiegoś Gomu
            > łkę" reakcja byłaby inna. A Gizela zaatakowała Ignacego, zarzuciła mu "chamstw
            > o" (moim zdaniem zarzut bezpodstawny) i oczekiwała, że on ją pocałuje w rękę i
            > pokornie przeprosi. No niestety - jaka akcja taka reakcja.

            No ale jak to - Ignacy miał prawo się wściec, bo przekręciła jego imię, ale Gizela na widok miotania obiadem w TV i wybuchu tegoż powinna bez mrugnięcia okiem i z zimną krwią silić się na uprzejme sformułowanie swojej dezaprobaty...?
            Gizela to DOPIERO miała prawo się wściec. Dużo większe niż Ignacy. Niezależnie od tego, co powiedziała, nie usprawiedliwia to wybuchów w chałupie.
            • piotr7777 Re: Gizela 14.08.13, 18:32
              klawiatura_zablokowana napisała:

              > To pięknie świadczy o Ignacym, że potem przez 30 lat nie mógł zapamiętać imieni
              > a zięcia. Bo jak jego nazywają Ignacem, to w słusznym szale demoluje sprzęty i
              > powoduje wybuchy, ale jak on wali uparcie per "Juliuszu", to jest to - ha ha -
              > zabawne.
              Tylko, że akurat mylenie przez Ignacego imienia Pyziaka jest - przynajmniej na etapie KK - spowodowane roztargnieniem a nie złą wolą. Zresztą dla filologa klasycznego imię "Juliusz" jest akurat bardziej godne niż "Janusz". Mówimy o człowieku, który np. nazywa jednego z braci Lelujków "panem Poluckiem", więc po prostu tak ma.
              Złą wolą w odniesieniu do osoby Pyziaka wykazuje Mila - najpierw przerkęca jego nazwisko na "Pyza" - O.K., nie dosłyszała. Potem Ignacy w liście wyjaśnia, że nie Pyza a Pyziak (Juliusz Pyziak dokładnie) i gdy Gabriela mówi Mili o "Jasiu" ta nieco zdziwiona odpowiada - "ojciec pisał, że PYZA ma na imię Juliusz". Czyli Mila pomimo wyraźnej uwagi męża ignoruje nazwisko chłopaka córki i dalej mówi "ten twój Pyza". To już lekceważenie.

              >
              > > Może gdyby Gizela powiedziała coś t
              > > akiego: "no, jak mogłeś - telewizor, który specjalnie dla was wybrałam, m
              > oje pi
              > > erogi, w które oddałam tyle pracy, mój piękny półmisek i to przez jakiego
              > ś Gomu
              > > łkę" reakcja byłaby inna. A Gizela zaatakowała Ignacego, zarzuciła mu "ch
              > amstw
              > > o" (moim zdaniem zarzut bezpodstawny) i oczekiwała, że on ją pocałuje w r
              > ękę i
              > > pokornie przeprosi. No niestety - jaka akcja taka reakcja.
              >
              > No ale jak to - Ignacy miał prawo się wściec, bo przekręciła jego imię, ale Giz
              > ela na widok miotania obiadem w TV i wybuchu tegoż powinna bez mrugnięcia okiem
              > i z zimną krwią silić się na uprzejme sformułowanie swojej dezaprobaty...?
              > Gizela to DOPIERO miała prawo się wściec. Dużo większe niż Ignacy. Niezależnie
              > od tego, co powiedziała, nie usprawiedliwia to wybuchów w chałupie.

              Gizela powinna była wiedzieć, że Ignacy nie rzucał, ot tak, bez powodów. Kazimierz jej wyjaśnia, ksiądz jej wyjaśnia, wiele rzeczy rozumie sama, ale Ignacego jakoś nie chcę usprawiedliwić.
              • jottka Re: Gizela 14.08.13, 18:40
                ja chyba wykopię te "memuary" zza innych buchów:) ale niezależnie od tego, w kogo towarzysz sekretarz miotał kapciem, to przecież nikt tu chyba nie zakładał, że wspominana anegdota jest ścisłą relacją ze wspólnie spędzonego wieczoru autorstwa partyjnego przyjaciela? to raczej, że tak powiem, poetycki skrót vox populi, ilustracja artystycznych upodobań gomułki i ogólnego sznytu tej postaci:)
                • bupu Re: Gizela 14.08.13, 19:16
                  dakota77 napisała:

                  > A co niegodnego w Januszu z punktu widzenia filologa klasycznego? W koncu Janus
                  > byl rzymskim bogiem.

                  Ale Janusz to nie od Janusa, a od węgierskiego, czyli niegodnego, Janosa. Acz nie wiem, czy wiedziałby to człowiek, który mieniąc się miłośnikiem Antyku, ignorował Marcelka, ponieważ według niego imię tego młodzieńca nie ma źródłosłowu łacińskiego (patrz "Pulpecja") :> .
                  • nessie-jp Re: Gizela 14.08.13, 20:51
                    > Ale Janusz to nie od Janusa, a od węgierskiego, czyli niegodnego, Janosa.

                    Nawet niechby, ale Janos też jest imieniem zapożyczonym z łaciny (która zapożyczyła je z greki, która zapożyczyła je z hebrajskiego). Bardzo zacne, bardzo stare imię. I naprawdę łatwe do zapamiętania, NAWET dla filologa klasycznego...
                    • bupu Re: Gizela 14.08.13, 21:49
                      nessie-jp napisała:

                      > > Ale Janusz to nie od Janusa, a od węgierskiego, czyli niegodnego, Janosa.
                      >
                      > Nawet niechby, ale Janos też jest imieniem zapożyczonym z łaciny (która zapożyc
                      > zyła je z greki, która zapożyczyła je z hebrajskiego). Bardzo zacne, bardzo sta
                      > re imię. I naprawdę łatwe do zapamiętania, NAWET dla filologa klasycznego...

                      Ale nie rzymskie, ani nawet greckie. Poza tym to tylko Janusz "CKNUK" Pyziak, to co się będzie Ignac zniżał.
              • melomanka87 Re: Gizela 15.08.13, 20:36
                > Gizela powinna była wiedzieć, że Ignacy nie rzucał, ot tak, bez powodów. Kazimi
                > erz jej wyjaśnia, ksiądz jej wyjaśnia, wiele rzeczy rozumie sama, ale Ignacego
                > jakoś nie chcę usprawiedliwić.

                Kazimierz jej wyjaśnia, ksiądz jej wyjaśnia, tylko samemu sprawcy zamieszania korona by z głowy spadła, gdyby powiedział "wiesz, z tym moim wybuchem to niezręcznie wyszło, przepraszam, jeśli cię uraziłem".
              • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 15.08.13, 21:41
                > Tylko, że akurat mylenie przez Ignacego imienia Pyziaka jest - przynajmniej na
                > etapie KK - spowodowane roztargnieniem a nie złą wolą.

                W Kwiecie Kalafiora to jest roztargnienie. W końcu wokół dorastających córek kręcą się różni absztyfikanci, kto by ich wszystkich kojarzył. Ale przekręcanie imienia faceta, z którym córka była w małżeństwie, z którym ma dwie córki, który spowodował tyle zamieszania w rodzinie - to już imho lekceważenie.
                Przekręcić mógłby Ignacy Bernarda albo Anielę - w końcu to znajomi córek, ma prawo kojarzyć ich piąte przez dziesiąte.

                >Zresztą dla filologa kla
                > sycznego imię "Juliusz" jest akurat bardziej godne niż "Janusz".

                Przyznam, że nie kumam tego argumentu. Dla Gizeli może "Ignac" jest ładniej niż "Ignacy" i co?

                >Mówimy o człow
                > ieku, który np. nazywa jednego z braci Lelujków "panem Poluckiem", więc po pros
                > tu tak ma.

                No właśnie - on ma prawo "tak mieć", ale Gizela powinna jego imię z najwyższą czcią wymawiać!

                >> Gizela powinna była wiedzieć, że Ignacy nie rzucał, ot tak, bez powodów.

                Gizela ma prawo mieć w tyłku powody demolki w mieszkaniu i ryków pod jej adresem. Lub uznać je za niewystarczające i nietłumaczące niczego.

                >Kazimi
                > erz jej wyjaśnia, ksiądz jej wyjaśnia, wiele rzeczy rozumie sama, ale Ignacego
                > jakoś nie chcę usprawiedliwić.

                Patrz wyżej. To, że ktoś jej wyjaśnia powody zachowania Ignacego, nie oznacza, że ona musi uznać jego zachowanie za rozgrzeszone lub je zaakceptować.
                Rozumieć czyjeś zachowanie to nie oznacza automatycznie je popierać!
                • kopiec_esmeralda Re: Gizela 16.08.13, 06:00

                  > > Tylko, że akurat mylenie przez Ignacego imienia Pyziaka jest - przynajmni
                  > ej na
                  > > etapie KK - spowodowane roztargnieniem a nie złą wolą.
                  >
                  > W Kwiecie Kalafiora to jest roztargnienie.

                  Ten Juliusz zamiast Janusza jest kolejnym "elementem komicznym" rodem z burleski. Ha, ha.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Gizela 16.08.13, 20:07
                    W Kwiecie zabawne jest to, że w kwestii personaliów absztyfikanta Gaby mylą się oboje - Mila i Ignacy - ale Ignacy poprawia Milę, chociaż sam robi błędy. Na tym etapie znajomości (Ignacemu obcy chromosom Y mignął w domu parę razy raptem) to jest jeszcze komiczne. W okolicach McDusi to już brzmi szyderczo i lekceważąco.
                    • bupu Re: Gizela 16.08.13, 20:39
                      klawiatura_zablokowana napisała:

                      > W Kwiecie zabawne jest to, że w kwestii personaliów absztyfikanta Gaby mylą się
                      > oboje - Mila i Ignacy - ale Ignacy poprawia Milę, chociaż sam robi błędy. Na t
                      > ym etapie znajomości (Ignacemu obcy chromosom Y mignął w domu parę razy raptem)
                      > to jest jeszcze komiczne. W okolicach McDusi to już brzmi szyderczo i lekceważ
                      > ąco.

                      Owszem. Małpia złośliwość przez Ignaca przemawia, jak nic.
                      • piotr7777 Re: Gizela 20.08.13, 19:50
                        A tak trochę a propos imion - to na 4 zięciów Borejków dwóch ma imiona rzymskie - Marek i Florian, z kolei Grzegorz to imię przejęte przez łacinę z greki, czyli jak najbardziej klasyczne pochodzenie. Wyłamuje się jedynie Robert, ale to jednak postać z początku Jeżycjady, więc germańskie imię można mu wybaczyć. Zauważmy, że Marek i Grzegorz pojawiają się od początku jako partnerzy Borejkówien a imię Floriana poznajemy wtedy gdy należy go skojarzyć z kolejną, wcześniej jest Bobciem lub Baltoną. Tak jakby faktycznie Ignacy wyznawał zasadę, że na rękę córki może liczyć tylko posiadacz imienia łacińskiego lub greckiego, chyba że jest starym przyjacielem rodziny.
            • akniwlam Re: Gizela 30.08.13, 18:46
              Co do przekręcania cudzych imion. Ja to odbieram tak: MM w ramach uczłowieczania bohaterów musi im podarować jakieś słabostki, np. przekręcanie imion czy dziwaczną manierę językową. Gizela uparcie przekręca imię Ignacego, ale on przed sceną wybuchu niczego nie robi, żeby ją poprawić, nie prosi "nie mów na mnie Ignac, bo nie lubię tej formy mojego imienia", po prostu milcząco i po stoicku to znosi (zresztą nie jest to chyba żadne ogromne poświęcenie z jego strony). Na pewno za każdym razem, kiedy teściowa zwróci się do niego per Ignac nie wpada w szał, nie demoluje telewizorów ani nie leje Bogu ducha winnej żony, jak tu już ktoś snuł interpretacje. Unosi się ten jeden raz, kiedy na bezsilną wściekłość z powodu nikczemności władzy nakłada się wkurzenie o tę błahostkę, tysiąc razy przemilczaną, ale w tym momencie będącą kroplą przelewającą czarę. Ale kiedy Ignacy przekręca imię Janusza to nie jest to również ani z jego strony przejaw złej woli, ani ze strony autorki wtręt humorystyczny, tylko zwykłe roztargnienie (na początku) a później przyzwyczajenie.
              Natomiast Gizela nie przekręca tego jego imienia specjalnie, nie wie, że mu to przeszkadza - bo i skąd, skoro on jej o tym nie informuje. Można w tym przekręcaniu doszukać się pewnego wyrazu niechęci wobec nielubianego zięcia (bo gdyby go lubiła, nazywałaby go może jak inne osoby w rodzinie Ignasiem, a gdyby chociaż szanowała - pełną formą imienia), ale nie sądzę, żeby MM chciała ją przedstawić jako osobę świadomie sprawiającą przykrość, jątrzącą itp. Po prostu Gizela nie zwraca na to uwagi, nie wpadło jej do głowy, że może to być denerwujace.
              • neandertalka Re: Gizela 30.08.13, 19:53
                Moim zdaniem trafna interpretacja. Kropla przelewająca czarę - tak jest. Z tym że:
                1) przekręcanie przez Ignacego imienia Janusza to ze strony autorki jak najbardziej wtręt humorystyczny - trafiony czy nie, kwestia odbioru. Dla mnie na początku OK, ale potem to już przegięcie.
                2) Gizela używa formy "Ignac", bo tak mówiono w jej stronach. Proste. A nie zdrabnia, bo mało że dystansuje się do tego zięcia, ale na dodatek w ogóle jest osobą mało uczuciową, zewnętrznie rzecz jasna.
                Generalnie - nie mam zastrzeżenia do omawianych wątków, czyta mi się to dobrze - z wyjątkiem nadmiernego wyeksploatowania tego Juliusza, w rezultacie czego koncept stracił siłę rażenia.
                • akniwlam Re: Gizela 01.09.13, 23:37
                  Ależ Gizela zdrabnia niektóre imiona, sama zaproponowała Milę jako zdrobnienie od Melanii, męża nazywa Kaziem i do Loni też mówi zdrobniale, a nie oficjalnie "Leonio". Tyle że tak miło zwraca się do ludzi, których lubi. Ignacy od początku jej się nie podoba, więc używanie skróconej, niepoprawnej formy imienia jest jakimś delikatnym wyrazem niechęci (ja to w każdym razie tak odbieram). U Ignacego w rodzinie mamy z kolei same zdrobnienia: matka jest mamusią, kuzynka-dyrektorka szkoły - Marynią, Felicja - Felą, Józef - Józeczkiem, a Ignacy - Ignasiem, nawet gdy nie są to już mali chłopcy, tylko dorośli mężczyźni.
                  Natomiast "Juliusz" od paru tomów faktycznie razi, choć dałoby się z tego ładnie wybrnąć: Ignacy jak zwykle roztargniony mógłby witać byłego zięcia "Witam, panie Juliuszu, to jest przepraszam, Januszu - tyle lat minęło, a to jedno się nie zmieniło, stale mylę pańskie imię". Bo owszem, wyobrażam sobie kobietę lejącą latami łzy po nieudanym związku, wyobrażam sobie opisane przez MM postawy dzieci, ale nie wyobrażam sobie, żeby rodzice porzuconej nie byli w stanie zapamiętać, jak też miał na imię ten drań, co tak skrzywdził ich dziecko i wnuczki.
    • tt-tka Re: Gizela 16.05.14, 15:31
      scena z pierogami - obrzydliwa pod kazdym wzgledem, ale dalszy ciag jest jeszcze gorszy !
      - z rozbitego ekranu bucha plomien i nikt z doroslych nie rzuca sie, zeby chociaz sprzet od pradu odlaczyc
      - dziewczynki byly zachwycone - no, watpie; nagly wybuch budzi raczej przestrach
      - Ignac W OBECNOSCI DZIECI drze morde na ich babcie i nikt go nie przywoluje do porzadku ani pozniej nie wyjasnia dzieciom zajscia
      - czy Stefania poczula sie choc troche lepiej po tak wyrazonym ... no nie wiem , jak nazwac, poparciu ? wspolczuciu ? ona, pedagog ?
      - kto sprzatal ten caly syf po demolce i wynosil raczej ciezkie resztki na smietnik ? jakos dziwnie spokojna jestem, ze nie Ignac

      gdyby u mnie w domu miala miejsce taka scena (tylko w najbardziej pijanych koszmarach moge to sobie wyobrazic), nie byloby miejsca na udawanie miedzy mama a babcia, ze nic sie nie stalo, ojciec musialby tesciowa przeprosic; to SPRAWCA demolki musialby wytlumaczyc dzieciom, ze nie bedzie wiecej dobranocki i zwierzynca; to On wyjasnialby przy najblizszym wrzasku dziecka, ze na starszych nie wolno krzyczec ani ich obrazac; na obiad czy kolacje dostalby te zebrane z podlogi pierogi (z zaleceniem, by je otrzasnal ze szkla) albo sam zrobilby jedzenie dla wszystkich; no i oczywiscie sprzatalby skorupy i zaswiniona podloge

      nie wierze juz w Ignaca z pierwszych tomow, oderwanego od rzeczywistosci, ale cieplego ojca; to jest skrajny egocentryk z mania wielkosci, a rzeczywistosc, nie mowiac o cudzych potrzebach, musi ustepowac przed jego wyobrazeniami; natomiast latwiej mi dac wiare w jego pozniejsze zachowania , zabijanie balkonow czy szpiclowanie przy uzyciu malolata

      przestaje sie dziwic zachowaniom Idy i Jozina - w genach to dostali, utrwalone wychowaniem przez przyklad

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka