tt-tka
17.03.16, 23:32
na granicy kalectwa nieomal. Gabon i wszystkie jej dzieci.
Gaba - wiadomo. Caly czas przy maminym fartuszku, gospodarowac pieniedzmi nie umie, urzadzila sie wygodnie, ale ciagle - zwlaszcza uczuciowo - na kims wisi. Tylko ta jej niewidzialna i bezwonna praca jakos sie broni, o ile w nia uwierzymy.
Roza, Laura i Ignas - to samo. Zawsze w odniesieniu do kogos, szczegolnie wyraziste jest to u Ignasia, ktory okresla sie poprzez Jozka - albo w kontrze do niego, albo jako negatyw, ciagle "niech on mnie zauwazy, doceni, uzna". Jozek jest jego punktem odniesienia, w druga strone nie dziala to wcale - Ignas Jozkowi nie jest do niczego potrzebny i mogloby go nie byc.
Obie dziewczyny zawiesily sie na mezach i tylko w tym kontekscie istnieja (w przeciwienstwie do matki :-), ktorej Grzes jest , owszem, przydatny, ale niewazny dla niej). Roza - tradycyjne trzy K. Laura spiewa i podobno jest to dla niej wazne, ale my tego nie widzimy - we wczesniejszych tomach marzenie o podziwie sluchaczy, w ostatnich wystarcza jej podziw (?)Adama.
Czy potrafiliby istniec pozbawieni swoich protez, IGS bez Jozwy, Pyza bez Fryca, Larwa bez Naszpana ? jak to mogloby wygladac ?