Dodaj do ulubionych

Teflonowa Teresa

10.05.24, 21:09
Jak wiemy, akcja WdO dzieje się dwa lata po śmierci dziadka Doroty, który rok przed odejściem napisał testamento-darowizno-serdeczny list, a wcześniej jakiś czas bił się z myślami, co począć wobec faktu, że jego córka raczej już z Norwegii nie wróci (co znaczyłoby, że najwyraźniej się tam zasiedziała), a wnuczce przydałby się posag, żeby ją mężczyźni szanowali, nie to, co jej matkę. Teresa musiała zatem pracować za granicą już dobrych kilka lat (a Rumianek musiał mieć dziwne poglądy na kwestię szacunku).

Po pierwsze, oczywiście, znaczy to, że zostawiając Dorotkę na wieczne niewidywanie z przerwą na jedne święta w roku, Teresa opuściła nie względnie samodzielną nastolatkę, ale dziecko. Po drugie, że już od dłuższego czasu Teresa żyje, pracuje i bawi się w Norwegii, ma tam nawet koleżanki, które zapraszają ją na wesela. Żyje tam już jak miejscowa.

I to ta druga okoliczność jest ciekawa – jak teflonowa musiała być Teresa, jak odporna na wpływy otoczenia, że po latach życia w Norwegii wciąż uważa, że największą tragedią, jaka może spotkać człowieka, jest dać się nabrać na pozamałżeński seks i mieć nieślubne dziecko. Jak to możliwe, że przez te wszystkie lata nie poznała żadnej innej niezamężnej matki w kraju, w którym poza małżeństwem rodzi się prawie 60% dzieci i jak to możliwe, że nie nabrała dystansu do swojej domniemanej hańby sprzed lat.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Teflonowa Teresa 10.05.24, 21:22
      przymrozki napisała:

      >

      > I to ta druga okoliczność jest ciekawa – jak teflonowa musiała być Teresa, jak
      > odporna na wpływy otoczenia, że po latach życia w Norwegii wciąż uważa, że najw
      > iększą tragedią, jaka może spotkać człowieka, jest dać się nabrać na pozamałżeń
      > ski seks i mieć nieślubne dziecko. Jak to możliwe, że przez te wszystkie lata n
      > ie poznała żadnej innej niezamężnej matki w kraju, w którym poza małżeństwem ro
      > dzi się prawie 60% dzieci i jak to możliwe, że nie nabrała dystansu do swojej d
      > omniemanej hańby sprzed lat.

      Jakby Terenia była człowiekiem, toby może nastawienie zmieniła. Problem w tym, że Terenia to stereotyp z dawnych romansideł, uwiedziona-porzucona, która pokutuje okrutnie za swą hańbę, musząc porzucić podpoznańskie pola malowane zbożem rozmaitem, bogato bilbordami wysadzane przy tem, na rzecz fiordów na straszliwie dalekiej obczyźnie (chlip).
    • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 10.05.24, 23:57
      Byc moze - hipoteza paskudna jak ja sama - Teresa ta hanba i meczenstwem zaslania sie przed obowiazkami zwiazanymi z posiadaniem dziecka. Pieniadze sle, pier... tego, moraly pisze, to widywac ani slychiwac juz nie musi.

      Ciekawa rzecz, Derotka nawet jako pelnoletnia maturzystka czy studentka do mamusi do Oslo sie nie wybrala i nie wybiera. Jozin z bazin sie wybral, a ona nie.
      • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 13:51
        tt-tka napisała:

        > Byc moze - hipoteza paskudna jak ja sama - Teresa ta hanba i meczenstwem zaslan
        > ia sie przed obowiazkami zwiazanymi z posiadaniem dziecka. Pieniadze sle, pier.
        > .. tego, moraly pisze, to widywac ani slychiwac juz nie musi.

        No właśnie tak to brzmi. Teresa żyje sobie wygodnie w Norwegii, ma znajomych, może nawet nową rodzinę, rodzinna starszyzna dostaje od niej czasem jakiś przelew, żeby na voltaren starczyło, a byłe dziecko musi się zadowolić mailem, z którego wynika, że jest owocem niewybaczalnej naiwności matki sprzed lat.

        >
        > Ciekawa rzecz, Derotka nawet jako pelnoletnia maturzystka czy studentka do mamu
        > si do Oslo sie nie wybrala i nie wybiera. Jozin z bazin sie wybral, a ona nie.

        A że w 2013 r. żyłam już całkiem świadomie, to dam sobie rękę uciąć, że bilety lotnicze do Norwegii były wtedy bardzo, ale to bardzo, tanie. Nie latało się tam masowo, bo na polską kieszeń nawet nocleg w hostelu był pieruńsko drogi, ale Dorota wszak mieszkałaby u matki.
        • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 18:10
          przymrozki napisała:

          >
          > A że w 2013 r. żyłam już całkiem świadomie, to dam sobie rękę uciąć, że bilety
          > lotnicze do Norwegii były wtedy bardzo, ale to bardzo, tanie. Nie latało się ta
          > m masowo, bo na polską kieszeń nawet nocleg w hostelu był pieruńsko drogi, ale
          > Dorota wszak mieszkałaby u matki.

          Reka ocalona !
          przepisuje z watku "stereotypy w Jezycjadzie" - lot Ryanairem z Oslo-Rygge do Poznania w goracym okresie przedswiatecznym (23 grudnia) kosztuje wprawdzie ok. 1200 NOK (cirka 600 zl), ale lot w pierwszych dniach stycznia to juz zaledwie 120 NOK (60 zl)
          (...)
          wypasionym Norwegian Air z Oslo do Szczecina albo do Warszawy przelot w jedna strone przed swietami 177 zl, powrot po nowym roku 149 zl

          watek i ceny z 2014 roku

          Czyli w czasie pozaswiatecznym mozna bylo przyleciec, i to wprost do Poznania, za szescdziesiat zlociszy. Sorry, ale to nawet pielegniarke (a nawet salowa !) zarabiajaca w Polsce byloby stac.
          • ako17 Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 19:43
            tt-tka napisała:

            lot w pierwszych dniach stycznia to juz zaledwie 1
            > 20 NOK (60 zl)
            > (...)
            > wypasionym Norwegian Air z Oslo do Szczecina albo do Warszawy przelot w jedna s
            > trone przed swietami 177 zl, powrot po nowym roku 149 zl
            >
            widać, brakło motywacji.
            Lepiej jest się zrzec bezpośredniej opieki nad córką, owocem hańby, na rzecz matki i ciotki a z córką utrzymywać kontakt mailowy.
            Zawsze można, w razie czego (w sensie, np. nieplanowanego zaciążenia), powołać się na pismo: ja jej pisałam, żeby tego nie robiła... I nawet podać konkretną datę tego maila.
            O wiele trudniej jest znosić dzień-w-dzień dziecięce frustracje, stresy, problemy czy niepewności.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 00:57
      przymrozki napisała:
      > (...)
      > I to ta druga okoliczność jest ciekawa – jak teflonowa musiała być Teresa, jak
      > odporna na wpływy otoczenia, że po latach życia w Norwegii wciąż uważa, że najw
      > iększą tragedią, jaka może spotkać człowieka, jest dać się nabrać na pozamałżeń
      > ski seks i mieć nieślubne dziecko. Jak to możliwe, że przez te wszystkie lata n
      > ie poznała żadnej innej niezamężnej matki w kraju, w którym poza małżeństwem ro
      > dzi się prawie 60% dzieci i jak to możliwe, że nie nabrała dystansu do swojej d
      > omniemanej hańby sprzed lat.

      Tylko czy ona za to najgorsze świństwo uważa nieślubność jako taką, czy może ten konkretny jej przykład, mianowicie swój? Moim zdaniem to drugie.
      Świadomość, że inni sobie normalnie żyją z tym seksem i bękarciętami nie musi nic zmieniać w myśleniu Teresy, inni to inni, ważne jest, że jej, Teresie Rumianek, te rzeczy "zniszczyły życie" i dlatego są takimi bezeceństwami wszetecznymi. No bo serio, czy ta kobieta sprawia wrażenie zainteresowanej otoczeniem i/lub zdolnej do jakichkolwiek refleksji na temat moralność? Moim zdaniem nie, zresztą wszyscy wiemy, że m.in. ryzykuje życie pacjentów swoją nieznajomością norweskiego.
      • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 07:53
        Nie ryzykuje, bo bez znajomosci jezyka potwierdzonej egzaminem panstwowym, w jej zawodzie dodatkowo z uwzglednieniem terminologii zwiazanej z praca pielegniarka w Norwegii nie bedzie zatrudniona w zadnym szpitalu, ani nawet przychodni. Ergo - albo Teresa jezyk zna, albo nie pracuje w zawodzie, Wychodzi na klamczuche, ale tym jednak obciaze jej tffurczynie, a nie ja sama :)
        • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 10:52
          Teresa jest rzeczywiście teflonowa, jej relacja z córką jest tak dziwna, że przerasta wszystkie inne matki Jeżycjady. Z cytatów:

          Wikta: Teresa została sama, w sam raz do obrzucania błotem przez byle
          żmiję. Nieźle tu jej dali niektórzy popalić! Ale dziewczyna była zuch. Dała radę


          Dorota w mailu do mamy: Dużo pieniędzy zażądali w gminie za śmieci!!! Podpisaliśmy tę nową umowę, a za prąd i wodę też wyszło sporo. No, ale teraz oddy-chamy, przynajmniej będzie z czego zapłacić rachunki!

          Szanuj zdrowie i nie przepracowuj się! My tu sobie jakoś radzimy.

          I cieszę się, że żyję! Że to Ty mnie urodziłaś! I że to właśnie w tym właściwym czasie, właśnie w
          tym najwłaściwszym miejscu! – no, jestem po prostu z tego powodu szczęśliwa!!!


          Teresa:
          Odpowiadam od razu, bo jeszcze nie zasnęłam, nie mogę. Tak, miałam dyżur, wcale nie spałam. To
          nie jest tak, że ja się daję wykorzystywać! Po prostu staram się być niezastąpiona, wtedy pewniej
          się czuję i wiem, że nikt mnie tak łatwo nie zwolni, przecież wciąż z trudem się dogaduję w tym ich
          języku. Mimo to pacjenci mnie lubią, wiesz? Zwłaszcza staruszkowie. Tak mnie to cieszy. Dobrze
          jest być potrzebną.

          A ja pieniądze i tak przeleję w piątek, nie martwcie się.


          Nie dla Ciebie ufność, romantyzm i sentymenty, ja już naprawdę z górą wyczerpałam rodzinny limit
          naiwności. Pamiętaj, i to zawsze: przede wszystkim jesteś CZŁOWIEKIEM, a dopiero potem –
          kobietą.
          Instynkt rozrodczy zwodzi często ludzi na manowce. Używaj rozumu.


          Nie pozwolę, żebyś i Ty została oszukana. To tak bardzo boli. No masz, rozkleiłam się.
          Tęsknię za Tobą. Ale to nic, przecież zobaczymy się na Gwiazdkę.


          Dorota: Babcię Wiktę strasznie bolą stawy, musiałam jechać do Kostrzyna po Voltaren i inne leki. Oj, drogo!!!
          Babcia sprzedała wszystkie gąski, żywe, i od jednego zamachu, chociaż początkowo chcieli
          tylko kilka na próbę!!! Jest niemożliwa! Czujemy się bogate!!!


          Dziękuję Ci za wszystko!!!

          Miałam skomentować, ale nie mam teraz czasu, może niech cytaty mówią same za siebie.
          • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 11:11
            ja mam czas, to skomentuje :)

            Teresa lze jak bura suka (caly czas biore poprawke na to, ze to MM nie ma pojecia, o czym pisze), bo ani z problemami jezykowymi nie zostalaby zatrudniona w panstwowej placowce (moze ewentualnie jako salowa, ale raczej tez nie), ani nie musi bac sie zwolnienia, bo chroni ja uklad zbiorowy, ani nie moze tyrac do upadlego, bo jak wyzej. Czyli wychodzi na to, ze kreuje sie na meczennice, zeby nie musiec niczego, co jej nie pasuje, jak Gabon nie przymierzajac.

            Co do pouczania corki nagadalam sie juz na ten temat pelne portki i nie chce mi sie powtarzac, wiec tylko jedno - ja to odebralam jako d.pochron. Gdyby Deroci cos sie przydarzylo w temacie, mamusia ma alibi "przeciez jej powtarzalam na okraglo, zeby sie dobrze prowadzila".
            • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 22:54
              tt-tka napisała:

              > ja mam czas, to skomentuje :)
              >
              > Teresa lze jak bura suka (caly czas biore poprawke na to, ze to MM nie ma pojec
              > ia, o czym pisze), bo ani z problemami jezykowymi nie zostalaby zatrudniona w p
              > anstwowej placowce (moze ewentualnie jako salowa, ale raczej tez nie), ani nie
              > musi bac sie zwolnienia, bo chroni ja uklad zbiorowy, ani nie moze tyrac do up
              > adlego, bo jak wyzej. Czyli wychodzi na to, ze kreuje sie na meczennice, zeby n
              > ie musiec niczego, co jej nie pasuje, jak Gabon nie przymierzajac.
              >
              Teresa jest Nadgabonem, ponieważ Gaba jednak swe potomstwo żywiła i trzymała blisko siebie, przytulała i raczyła pogawędkami o łyżkach. Milczenie i okazjonalne łzy Gaby w kwestii Pyziaka również bledną wobec ciągłego przypominania o tym, że mamusia ma od 17 lat złamane serce, a córka ponosi za to co najmniej połowę odpowiedzialności. Teresa nakłada na Dorotę również obowiązek opieki nad babciami (sama woli norweskich staruszków i CZUĆ SIĘ POTRZEBNĄ), dyskretnie jej o tym przypominając w mailu.

              To, że musiała przesyłać na konto jakieś grosze jeśli domowa sytuacja wyglądała tak, jak to opisano, zostało już wielokrotnie omówione... najbardziej uderzyło mnie jednak podejście Doroty (chociaż nadal jest dla mnie jedną z nielicznych postaci w Jeżycjadzie, która nie posiada cienia profilu psychologicznego, więc w ogóle ciężko ją postrzegać jako "osobę") - jak ona dziękuje za wydanie na świat, mimo bycia niegodną żadnych, ale to żadnych oczekiwań!

              Podsumowując - gdyby Gaba zwiała na saksy, zostawiając piętnastoletniej Róży na głowie dziadków nie na trzy dni, a na ich dożywocie, zbliżyłaby się może do poziomu Teresy - tyle, że Borejkowie mieszkają w centrum miasta i nie muszą pomykać do apteki konno albo motorynką, ani zwozić schorzałych krewnych opatulonych kołdrą. Ogólny absurd.


              • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 15:15
                hanuszka189 napisała:

                > Podsumowując - gdyby Gaba zwiała na saksy, zostawiając piętnastoletniej Róży na
                > głowie dziadków nie na trzy dni, a na ich dożywocie, zbliżyłaby się może do po
                > ziomu Teresy - tyle, że Borejkowie mieszkają w centrum miasta i nie muszą pomyk
                > ać do apteki konno albo motorynką, ani zwozić schorzałych krewnych opatulonych
                > kołdrą. Ogólny absurd.

                Żeby piętnastolatkę! Dorocie zapisano majątek, gdy miała jakieś 13 lat, więc opuszczona przez matkę musiała zostać odpowiednio wcześniej.
          • bupu Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 14:34
            hanuszka189 napisała:

            >
            > Dorota w mailu do mamy: Dużo pieniędzy zażądali w gminie za śmieci!!! Podpis
            > aliśmy tę nową umowę, a za prąd i wodę też wyszło sporo. No, ale teraz oddy-cha
            > my, przynajmniej będzie z czego zapłacić rachunki!


            Dwie emerytury, pieniądze od Tereni, a te muszą liczyć na niespodziewane zyski, żeby opłacić najbardziej podstawowe rachunki. Tymczasem na stole uczta Lukullusa, boczki, śmietanka, masło... Autorka myśli że na wsi produkty spożywcze spadają z nieba jako ta manna na pustyni?



            ]
            >
            > Nie pozwolę, żebyś i Ty została oszukana. To tak bardzo boli. No masz, rozkl
            > eiłam się.
            > Tęsknię za Tobą. Ale to nic, przecież zobaczymy się na Gwiazdkę.


            Gabunia 2.0. jak pragnę podskoczyć.

            > Dorota: Babcię Wiktę strasznie bolą stawy, musiałam jechać do Kostrzyna po V
            > oltaren i inne leki. Oj, drogo!!!


            Niewidzialnego Konia z hodowli Blobrego dam temu, kto mi wyjaśni po co Derocia pruje do Kostrzyna, skoro do Pobiedzisk ma bliżej. O dwa kilometry.
            • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 15:06
              bupu napisała:

              >
              > > Tęsknię za Tobą. Ale to nic, przecież zobaczymy się na Gwiazdkę.[/i]
              >
              > Gabunia 2.0. jak pragnę podskoczyć.

              A przypominam, że akcja dzieje się w lipcu. Stęskniona jak norka Teresa zamierza zobaczyć córkę za pół roku.
          • ako17 Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 15:31
            hanuszka189 napisała:


            > Miałam skomentować, ale nie mam teraz czasu, może niech cytaty mówią same za si
            > ebie.

            To wszystko jest tak strasznie... niemądre, że trudno to skomentować.
            Parę razy się zabierałam do tego, ale w końcu ręce mi opadały.
            Podpisuję się pod komentarzami drogich współforumowiczek.
        • ciotka-scholastyka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 16:24
          tt-tka napisała:

          > Nie ryzykuje, bo bez znajomosci jezyka potwierdzonej egzaminem panstwowym, w je
          > j zawodzie dodatkowo z uwzglednieniem terminologii zwiazanej z praca pielegniar
          > ka w Norwegii nie bedzie zatrudniona w zadnym szpitalu, ani nawet przychodni. E
          > rgo - albo Teresa jezyk zna, albo nie pracuje w zawodzie, Wychodzi na klamczuch
          > e, ale tym jednak obciaze jej tffurczynie, a nie ja sama :)

          Przypomina mi się postać salowej Baśki z książki "Zimowe dzieci" (duńskiej). Baśka pracuje jako salowa w szpitalu w Kopenhadze, a od czasu do czasu dzwoni do swojego brata w Katowicach i rozmawia z nim swoim wronim językiem :)
          Założę się, że Terenia jst salową. A raczej byłaby, gdyby Emisia redaktorka zastanowiła się, co czyta...
          • briar_rose Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 12:24
            "Przecież wciąż z trudem się dogaduję w TYM ICH języku" brzmi jakoś tak pogardliwie i niemiło :/
            • ciotka-scholastyka Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 14:45
              briar_rose napisał(a):

              > "Przecież wciąż z trudem się dogaduję w TYM ICH języku" brzmi jakoś tak
              > pogardliwie i niemiło :/

              O to to. "Ten ich język", mówi kobieta mieszkająca od lat w Norwegii i zarabiająca dzięki łasce Norwegów.
              Zupełnie jak ten bezrobotny polski dres mieszkający od kilku lat w Slough, który pogardliwie mówi o hinduskim lekarzu per "ciapaty".
              Polactwo.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 15:29
                ciotka-scholastyka napisała:

                > briar_rose napisał(a):
                >
                > > "Przecież wciąż z trudem się dogaduję w TYM ICH języku" brzmi jako
                > ś tak
                > > pogardliwie i niemiło :/
                >
                > O to to. "Ten ich język", mówi kobieta mieszkająca od lat w Norwegii i zarabiaj
                > ąca dzięki łasce Norwegów.
                > Zupełnie jak ten bezrobotny polski dres mieszkający od kilku lat w Slough, któr
                > y pogardliwie mówi o hinduskim lekarzu per "ciapaty".
                > Polactwo.

                Ona w Norwegii siedzi co najmniej z pięć kiedy to pisze, więc nie chce mi się wierzyć, że serio ledwo szprecha po norwesku. Jakim cudem się pytam, przecież wyjechała tam pracować, czyli gadać z miejscowymi na bieżąco! To nie Pyza, która wyjechała by być żoną przy mężu i móc sobie pozwolić na pewną dozę izolacji (i tak nie całkowitą, bo kto lata na wywiadówki kiedy Fryc nie może?).
                • aniadm Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 17:51
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > Ona w Norwegii siedzi co najmniej z pięć kiedy to pisze, więc nie chce mi się w
                  > ierzyć, że serio ledwo szprecha po norwesku. Jakim cudem się pytam, przecież wy
                  > jechała tam pracować, czyli gadać z miejscowymi na bieżąco! To nie Pyza, która
                  > wyjechała by być żoną przy mężu i móc sobie pozwolić na pewną dozę izolacji (i
                  > tak nie całkowitą, bo kto lata na wywiadówki kiedy Fryc nie może?).
                  >
                  >
                  >
                  Mojej kuzynce w Danii zajęło chyba więcej lat opanowanie duńskiego w stopniu komunikatywnym. Ale główny problem polegał na tym, że bez problemu dogadywała się po angielsku (pracowała cały ten czas z miejscowymi, ale nie ma nic wspólnego z medycyną ani opieką).
                  • bupu Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 21:07
                    aniadm napisała:

                    >
                    > Mojej kuzynce w Danii zajęło chyba więcej lat opanowanie duńskiego w stopniu ko
                    > munikatywnym. Ale główny problem polegał na tym, że bez problemu dogadywała się
                    > po angielsku (pracowała cały ten czas z miejscowymi, ale nie ma nic wspólnego
                    > z medycyną ani opieką).

                    W przeciwieństwie do całkiem przyjemnego norweskiego duński ma wymowę wymagająca jednoczesnego dławienia się własnym językiem i wypuszczania powietrza uszami...
                    • amelia007 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 07:15
                      Pracowałam kiedyś z położną, która szykowała się do wyjazdu do Norwegii. Wyjazd organizowany przez firmę rekrutacyjną. Zanim pojechała, musiała przejść kilkumiesięczny, intensywny kurs językowy. Zatem nie ma opcji, żeby osoba nieprzygotowana mogła pracować w zawodzie medycznym. I kropka.
                    • ciotka-scholastyka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 09:26
                      bupu napisała:


                      > W przeciwieństwie do całkiem przyjemnego norweskiego duński ma wymowę wymagając
                      > a jednoczesnego dławienia się własnym językiem i wypuszczania powietrza uszami.

                      Nawet Alicji ciężko szło, choć miała imponujące talenty językowe ;)
              • aniadm Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 17:52
                ciotka-scholastyka napisała:


                >
                > O to to. "Ten ich język", mówi kobieta mieszkająca od lat w Norwegii i zarabiaj
                > ąca dzięki łasce Norwegów.
                > Zupełnie jak ten bezrobotny polski dres mieszkający od kilku lat w Slough, któr
                > y pogardliwie mówi o hinduskim lekarzu per "ciapaty".
                > Polactwo.

                Albo Gabriela, niezdolna do zapamiętania imienia "tego jej męża Walijczyka", któremu się zwaliłą do domu z córką i wnukami.
                • ako17 Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 21:46
                  aniadm napisała:

                  > ciotka-scholastyka napisała:
                  >
                  >
                  > >
                  > > O to to. "Ten ich język", mówi kobieta mieszkająca od lat w Norwegii i za
                  > rabiaj
                  > > ąca dzięki łasce Norwegów.
                  > > Zupełnie jak ten bezrobotny polski dres mieszkający od kilku lat w Slough
                  > , któr
                  > > y pogardliwie mówi o hinduskim lekarzu per "ciapaty".
                  > > Polactwo.
                  >
                  > Albo Gabriela, niezdolna do zapamiętania imienia "tego jej męża Walijczyka", kt
                  > óremu się zwaliłą do domu z córką i wnukami.

                  Gąby grzech zaniechania tutaj większy mi się zdaje. Teresa wyraża się lekceważąco, ogólnie, o "nich" i "języku".
                  Gąba nie raczy zapamiętać imienia jednego faceta, który ją osobiście przewoził, gościł, karmił itp.
                  Zaiste, ta to ma o sobie mniemanie.
      • ciotka-scholastyka Re: Teflonowa Teresa 14.05.24, 10:17
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > wszyscy wiemy, że m.in. ryzykuje życie pacjentów swoją nieznajomością norwes
        > kiego.

        W żadnym kraju żaden szpital nie zatrudni pielęgniarki bez znajomości języka, którym posługują się lekarze i inne pielęgniarki.
        Nie wiem, jak to sobie MM wyobraża - wszak pielęgniarka to nie jest - wbrew temu, co wciąż jeszcze sądzą co niektórzy - "osoba od podcierania tyłka i podawania leków w szklanym kieliszku" (które to leki przygotował kto inny). Pielegniarka pozostaje w ścisłej współpracy z lekarzem, wykonuje jego zalecenia ("proszę podać panu Kowalskiemu króplówkę taką a taką"), zapisuje te zalecenia i ich wykonanie w dokumentach, raportuje lekarzowi np. pogorszenie stanu pacjenta albo wystąpienie jakiejś nowej zmiany zdrowia, zamawia leki ze szpitalnej apteki, zamawia strzykawki, pieluchy, butelki z solą fizjo, itd., itd. Podejrzewam, że w Norwegii, tak jak w wielu krajach zachodnich, ma jeszcze bardziej rozszerzone uprawnienia, np bada pacjenta stetoskopem. Jak na litość boską ma to robić ktoś, kto "ledwo się dogaduje w tym ich języku"?...
        • kooreczka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 06:01
          Patrze na oburzenie, że "Teresa naraża pacjentów"- wy wiecie, że w Polsce lekarz może pracować bez znajomości polskiego?

          W normalnym kraju służby medyczne muszą znać język co najmniej na poziomie C1, zdać egzaminy i dostarczyć papiery poświadczające stosowną edukację. Teresa nie dość, że musi mówić po norwesku to jeszcze chroni ją układ zbiorowy i tamtejszy kodeks pracy.

          Polska w tej dziedzinie jest wyjątkiem.
          Od paru lat rząd nadal sobie prawo wystawiania "warunkowych praw wykonywania zawodu" dla lekarzy spoza Unii Europejskiej. Nie trzeba do niego znajomości języka.
          www.gov.pl/web/zdrowie/posiadasz-wylacznie-dyplom-potwierdzajacy-ukonczenie-studiow-na-kierunku-lekarskim-lub-lekarsko-dentystycznym

          Teoretycznie może pracować w jednym miejscu pod opieką polskiego lekarza- w praktyce zatrudniani są poza wskazanym miejscem, a "nadzór" jest fikcją- po prostu wpisuje się kogoś bez jego wiedzy. Sama zostałam wpisana jako "opiekunka" "lekarki" której nigdy nie widziałam na oczy i za którą niby jestem odpowiedzialna jak za własne decyzje. Niestety ich wykształcenie i stosowane metody bardzo odbiegają od wspólczesnych, a ich specjalizacje trwają rok-dwa i nie obejmuje podstawowych umiejętności. Np ginekolodzy nie robią USG, kardiolodzy ECHO ani holtera.

          Na uwagi środowiska lekarskiego, że jest to nieodpowiedzialne ministerstwo odpowiada, że "przecież mogą leczyć Ukraińców" i "nie widzą problemu"- pewnie dlatego, że tacy lekarze zgadzają się na niższe stawki. A że na SOR można spotkać lekarzy mówiących po rosyjsku i stosujących metody z lat 80- rządzących to nie obchodzi.

          • ciotka-scholastyka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 09:41
            kooreczka napisał:

            > Patrze na oburzenie, że "Teresa naraża pacjentów"- wy wiecie, że w Polsce lekar
            > z może pracować bez znajomości polskiego?

            Wiemy. Ale w tym wątku rozmawiamy o rzekomej polskiej pielęgniarce w Norwegii, a twój post w tym momencie mocno zahacza o tematy zakazane. Bez urazy :)
          • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 09:42
            kooreczka napisał:

            > Patrze na oburzenie, że "Teresa naraża pacjentów"- wy wiecie, że w Polsce lekar
            > z może pracować bez znajomości polskiego?

            Wiemy :), bylo juz na forumie, zreszta chyba wlasnie Ty o tym pisalas.

            Ale Norwegia to cywilizowany kraj. Dlatego ja sie nie oburzam, tylko zwyczajnie nie wierze - albo Teresa jezyk zna, albo nie pracuje jako pielegniarka (osobiscie obstawiam to drugie).
            • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 10:21
              tt-tka napisała:

              > Ale Norwegia to cywilizowany kraj. Dlatego ja sie nie oburzam, tylko zwyczajnie
              > nie wierze - albo Teresa jezyk zna, albo nie pracuje jako pielegniarka (osobis
              > cie obstawiam to drugie).

              Ewentualnie Teresa zna język na poziomie C1, ale ciągle ma na tym polu kompleksy.
              • kooreczka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 10:27
                Ja jestem team "wciska kit"- urządziła się wygodnie, te wszystkie żale to zasłona dymna, żeby nikt nie przyjechał
                • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 10:51
                  I prosze, jak skutecznie ten kit wciska ! corka juz nawet dorosla sie do niej nie wybrala - przyszly ziec pofatygowal sie (jestem team - przylecial, oswiadczyl sie od razu w sali przylotow, po czym przeszedl do sali odlotow i tym samym samolotem wrocil), a Derota nie.
                • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 11:34
                  kooreczka napisał:

                  > Ja jestem team "wciska kit"- urządziła się wygodnie, te wszystkie żale to zasło
                  > na dymna, żeby nikt nie przyjechał

                  I to się jednak Teresie niebywale udało - jej córce nie tylko nie powstaje w głowie myśl, żeby odwiedzić matkę, ale nawet nie wpada na pomysł przyjazdu wakacyjnego w celu zobaczenia czegoś poza własnym kurnikiem albo, skoro już taka jest praktyczna i wolna od demonów ciekawości świata i ludzi, to chociaz w celu dorobienia sobie do kurczaków jakimiś pracami sezonowymi.

                  Teresa musiala być mistrzynią manipulacji i szantażu emocjonalnego.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 12:08
                    przymrozki napisała:

                    > kooreczka napisał:
                    >
                    > > Ja jestem team "wciska kit"- urządziła się wygodnie, te wszystkie żale to
                    > zasło
                    > > na dymna, żeby nikt nie przyjechał
                    >
                    > I to się jednak Teresie niebywale udało - jej córce nie tylko nie powstaje w gł
                    > owie myśl, żeby odwiedzić matkę, ale nawet nie wpada na pomysł przyjazdu wakacy
                    > jnego w celu zobaczenia czegoś poza własnym kurnikiem albo, skoro już taka jest
                    > praktyczna i wolna od demonów ciekawości świata i ludzi, to chociaz w celu dor
                    > obienia sobie do kurczaków jakimiś pracami sezonowymi.
                    >

                    Takimi tragicznymi historyjkami, jakie sprzedaje Teresa nietrudno wyprać nastolatkowi mózg i uniemożliwić powstanie w głowie pomysłu naruszenia tego status quo.
                    Ciekawe czy Dorota w ogóle zna norweski adres matki? Nie zdziwiłabym się gdyby Teresa go jej nie podała, a jej samej (w swoim ciut sekciarskim sposobie myślenia) nie przyszło do głowy zapytać.


                    > Teresa musiala być mistrzynią manipulacji i szantażu emocjonalnego.


                    Maile mówią same za siebie. A babsztyl jeszcze ma to "szczęście", że córka przebywa w dość jałowym i ograniczonym środowisku, w którym trudno trafić na kogoś lub coś, co podważy mamine bajeczki.
                • bupu Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 15:45
                  kooreczka napisał:

                  > Ja jestem team "wciska kit"- urządziła się wygodnie, te wszystkie żale to zasło
                  > na dymna, żeby nikt nie przyjechał

                  Hipoteza wybuchowa: Teresa jest lesbijką. Wychowana wśród konserw nie mogła tego zaakceptować i w desperackiej probie przekonania samej siebie że jednak jest hetero, dała się uwieść kardiologowi-lowelasowi. Siebie nie przekonała, za to zaszła w ciążę. Urodziwszy pojechała zarabiać do Norwegii, gdzie ją uświadomiono, że bycie les rzecz normalna, siarka piekielna od tego na głowę nie spada i można normalnie żyć. Zatem żyje, w stałym związku, a rodzinę odstrasza bo wiadomo, te dwie stare harpie nie zrozumieją. Tylko nie wiem czemu zostawiła Dorotkę na pastwę tych raszpli...
                  • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 19:40
                    bupu napisała:


                    > Hipoteza wybuchowa: Teresa jest lesbijką.

                    To by przy okazji tłumaczyło dziwne przepisywanie majątku na wnuczkę "żeby oszczędzić na notariuszu". Transakcja starszych państwa Rumianków nie miała żadnego sensu, ale poznajemy jej historię wraz z uzasadnieniem jedynie z ust Andzi, która wszak nie musi się znać na prawie cywilnym i taksach notarialnych i naprawdę mogła wierzyć, że oszczędności na formalnościach to fantastyczna wymówka przed wsią, dlaczego ona i mąż wydziedziczyli córkę.

                    Teresa zaś mogła wyjechać do Norwegii i żyć tam sobie spokojnie, a nawet ożenić się i mieć dzieci nie budząc przy tym żadnych większych społecznych emocji. Rodziny do siebie nie zapraszała, ale i rodzina nie garnęła się do kontaktu. To tłumaczy, czemu nikt nie wysupłał tych dwóch stów na bilety lotnicze, żeby obejrzeć zorze polarne i nakarmić fiordy z ręki.

                    A czemu Teresa nie wzięła ze sobą Doroty? Może nigdy jej nie kochała, a może wiedziała, że dziadkowie już tak ją urobili, tak przerobili na swoje podobieństwo, że zamiast córki nastolatki ma stereotypową wredną starszą panią w ciele nastolatki (stereotypową, bo w prawdziwym życiu różne starsze panie się zdarzają). I myślała sobie, że lepiej poczekać aż córka dorośnie, pozna trochę świata, może sama się zakocha. Biedna Teresa nie wiedziała, że Dorotka w wieku lat szesnastu trafi na potomka Borejków i zamiast sobie horyzonty poszerzać, to jeszcze zacznie je sobie zacieśniać.


                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 13:15
                      przymrozki napisała:
                      > (...)
                      > A czemu Teresa nie wzięła ze sobą Doroty? Może nigdy jej nie kochała, a może wi
                      > edziała, że dziadkowie już tak ją urobili, tak przerobili na swoje podobieństwo
                      > , że zamiast córki nastolatki ma stereotypową wredną starszą panią w ciele nast
                      > olatki (stereotypową, bo w prawdziwym życiu różne starsze panie się zdarzają).
                      > I myślała sobie, że lepiej poczekać aż córka dorośnie, pozna trochę świata, moż
                      > e sama się zakocha. Biedna Teresa nie wiedziała, że Dorotka w wieku lat szesnas
                      > tu trafi na potomka Borejków i zamiast sobie horyzonty poszerzać, to jeszcze za
                      > cznie je sobie zacieśniać.
                      >
                      >

                      Ale jak w takim razie wytłumaczyć treść jej maili do córki?
                      • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 14:23
                        Jako alibi. Jakby cos nie tak poszlo (w koncu tez mocno tradycyjnie chowanej Teresie sie zdarzylo), to ona przestrzegala, odradzala i zabraniala, i jeszcze troske wykazywala, c`nie ?
                        • ako17 Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 20:41
                          tt-tka napisała:

                          > Jako alibi. Jakby cos nie tak poszlo (w koncu tez mocno tradycyjnie chowanej Te
                          > resie sie zdarzylo), to ona przestrzegala, odradzala i zabraniala, i jeszcze tr
                          > oske wykazywala, c`nie ?
                          >
                          Oczywiście! i miała to NA PIŚMIE!
                          Nie przez jakiegoś skajpa czy telefona, czy mesendżera.
                          Napisała wyraźnie, żeby się nie tentegesi już.
                          Córka wychowana, przynajmniej w najważniejszym aspekcie.
                      • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 18:05
                        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                        > Ale jak w takim razie wytłumaczyć treść jej maili do córki?

                        Jeżeli Teresa nie kochała Doroty, to prosto. Zniechęcała córkę do siebie jak się dało. Ale mogła też chcieć podtrzymać kontakt i pisać to, co hoża Dorotka, wnuczka swoich dziadków, chciała przeczytać i na co pozwalali jej czyhający w domu cenzorzy.

                        No i weźmy pod uwagę, że jeżeli Teresa od dobrych kilku lat widywała swoją córkę raz na rok, to w zasadzie jej nie znała. Pamiętała małe dziecko, które powtarzało za ukochanym dziadkiem jak Ignaś za Ignacym.
                        • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 19:04
                          przymrozki napisała:


                          > Jeżeli Teresa nie kochała Doroty, to prosto. Zniechęcała córkę do siebie jak si
                          > ę dało. Ale mogła też chcieć podtrzymać kontakt i pisać to, co hoża Dorotka, wn
                          > uczka swoich dziadków, chciała przeczytać i na co pozwalali jej czyhający w dom
                          > u cenzorzy.

                          babcie mialy dostep do poczty Deroty i umialy obslugiwac kompa ? o tym zdaje sie nic nie bylo.
                          meilowa korespondencja bardziej niz tradycyjna pozwala sie utajnic :P


                          >
                          > No i weźmy pod uwagę, że jeżeli Teresa od dobrych kilku lat widywała swoją córk
                          > ę raz na rok, to w zasadzie jej nie znała. Pamiętała małe dziecko, które powtar
                          > zało za ukochanym dziadkiem jak Ignaś za Ignacym.

                          Skad wiemy, ze Teresa widywala swoja corke raz na rok ? mnie calosc brzmi tak, jakby ona od wyjazdu w te fiordy nie byla w domu ani razu.
                          • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 19:31
                            tt-tka napisała:

                            > babcie mialy dostep do poczty Deroty i umialy obslugiwac kompa ? o tym zdaje si
                            > e nic nie bylo.
                            > meilowa korespondencja bardziej niz tradycyjna pozwala sie utajnic :P

                            Kto je tam wie. Zresztą nawet jeżeli nie umiały, to Teresa mogła o tym jie wiedzieć.

                            > Skad wiemy, ze Teresa widywala swoja corke raz na rok ? mnie calosc brzmi tak,
                            > jakby ona od wyjazdu w te fiordy nie byla w domu ani razu.

                            Chyba z maili wynikało, że Dorota miała spotkać Teresę na Gwiazdkę.
                            • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 21.05.24, 20:16
                              Teresa zapowiada przyjazd na swieta i ani wzmianeczki, ze wczesniej przyjezdzala, zadnego "jak zwykle, jak co roku", z rozmow babc z Ida i gaworzen Deroty tez nie wynika, ze byla w domu juz po wyjezdzie, stare Rumianki same zalatwialy kwestie opieki nad wnuczka... moim zdaniem ona jak wp... wyjechala, to sie wiecej nie pokazala. Az do slubu corki.

                              I nie sadze, by istnialy obawy co do cenzurowania poczty Deroty. Teresa pisze dokladnie to, co czuje, czyli "curus, place i wiecej nie oczekuj, i nie puszczaj sie".
                              Nie pyta nawet, jak corce idzie w szkole i w domu, takie pytanko, gdyby choc udawala, ze ja to obchodzi, spokojnie przeszloby przez cenzure babc.
    • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 11.05.24, 12:44
      zachecam do zajrzenia do watkow "Norwegia i finanse", "Polacy w Norwegii" i jeszcze byl jakis o stereotypach - ze wszystkich wynika nader zgodnie, ze ani porazajaca nedza Deroty (sprzed budowania szklanych domow), ani niebytnosc Teresy u corki, wzglednie corki u niej przez LATA nie da sie wytlumaczyc inaczej niz tym, ze Teresa na swoja rodzine i obowiazki rodzicielskie nasmarkala z rozmachem
      • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 15:19
        tt-tka napisała:

        > zachecam do zajrzenia do watkow "Norwegia i finanse", "Polacy w Norwegii"

        Ewentualnie Teresa naprawdę zarabiała "w tej ich Norwegii" bardzo słabo. Na tyle słabo, że po odliczeniu najbardziej podstawowych kosztów życia na miejscu, stać ją było tylko na okazjonalne i niezbyt wysokie przelewy. Tylko że w takim przypadku powstaje pytanie - po co tam siedziała. Gdyby pracowała w zawodzie w Polsce, sytuacja finansowa rodziny by się nie pogorszyła, a Dorota miałaby matkę na miejscu.
        • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 19:18
          przymrozki napisała:


          > Ewentualnie Teresa naprawdę zarabiała "w tej ich Norwegii" bardzo słabo. Na tyl
          > e słabo, że po odliczeniu najbardziej podstawowych kosztów życia na miejscu, st
          > ać ją było tylko na okazjonalne i niezbyt wysokie przelewy. Tylko że w takim pr
          > zypadku powstaje pytanie - po co tam siedziała. Gdyby pracowała w zawodzie w Po
          > lsce, sytuacja finansowa rodziny by się nie pogorszyła, a Dorota miałaby matkę
          > na miejscu.

          Stawki pielegniarek byly podane i to nie jest slabo. A jesli koszty zycia w Oslo sa za wysokie, to sie szuka pracy w mniejszym miescie, gdzie np. mieszkania sa sporo tansze. Albo sie szuka innej pracy, np prywatna opiekunka (i tak Teresa do rodziny nie jezdzi), bo wtedy koszty zamieszkania i utrzymania ponosi pracodawca, a pani moze wydawac na kosmetyki i szewca, reszte oszczedzac/alimentowac corke.

          Pisala ktoras forumka, nie pamietam niestety ktora, o cioci wdowie zarobkujacej w Norwegii jako sprzataczka na budowach - praca nielekka, ale ciocie, wdowe z dziecmi, stac bylo na przyzwoite utrzymanie dzieci, sciagniecie ich corocznie do siebie na wakacje i nawet wyjazd cala rodzina na Mauritius :P
          • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 20:06
            A sie zawzielam i poszukalam - wstyd, bo juz trzeci raz nie pamietalam ! - o cioci wdowie pisala mamuka_z_boru w watkach "czy mozna sie utozsamic z Dorotka" i "norweska praca mamy Derotki"

            potwierdza takie mozliwosci (zarobkowe i sposob zycia) dowolne forum Polakow w Norwegii - nie znajdzie sie ze swieca osoby, ktora nie bylaby w stanie, pracujac w N., wspomagac rodziny w kraju i widywac te rodzine czesciej niz raz na iks lat
          • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 20:07
            tt-tka napisała:

            > przymrozki napisała:
            >
            >
            > > Ewentualnie Teresa naprawdę zarabiała "w tej ich Norwegii" bardzo słabo.
            > Na tyl
            > > e słabo, że po odliczeniu najbardziej podstawowych kosztów życia na miejs
            > cu, st
            > > ać ją było tylko na okazjonalne i niezbyt wysokie przelewy. Tylko że w ta
            > kim pr
            > > zypadku powstaje pytanie - po co tam siedziała. Gdyby pracowała w zawodzi
            > e w Po
            > > lsce, sytuacja finansowa rodziny by się nie pogorszyła, a Dorota miałaby
            > matkę
            > > na miejscu.
            >
            Jasne, bywali cwani pośrednicy albo słynne obozy pracy, gdzie nie znający języka Polacy harowali za utrzymanie plus grosze. Jeśli Teresa w coś takiego wpadła, byłaby osobą mało rozgarniętą, chociaż w gruncie rzeczy cała rodzina jest napisana w taki sposób - nie wiedzą nic o zewnętrznym świecie z ostatnich 30 lat.

            Ale jeśli chodzi o finanse samego Rumiankowa - Wikta miała emeryturę nauczycielki szkoły podstawowej, Andzia - urzędniczki Poczty. Nie mają kredytu, szkołę Doroty opłaca matka, siedzą w domu, nie są ciężko schorowane, nie mają auta ani nawet własnego internetu. Te emerytury spokojnie powinny wystarczyć na utrzymanie ich domu! Nie podam sumy, na pewno nie była obłędna, ale miałam na wsi dziadków nauczycieli i nie musieli składać groszy na Voltaren. Rumianki poza tym dostają jakąś sumę za dzierżawę pola, okazyjnie przyjmują letników, zaś częściej - sprzedają dobra w naturze do sklepu - i zostało to przedstawione tak, jakby te dodatkowe grosze były podstawą budżetu.

            Skąpstwo babć jest podkreślane tak często, że zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to intencjonalne ukazanie mniej pięknej cechy narodu wielkopolskiego. Dorota biadoli np. na ceny wywozu śmieci, które jeszcze w 2020 roku były śmiesznie niskie i na pewno nie rozwalały domowego budżetu.
            • bupu Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 21:16
              hanuszka189 napisała:

              >
              >
              > Ale jeśli chodzi o finanse samego Rumiankowa - Wikta miała emeryturę nauczyciel
              > ki szkoły podstawowej, Andzia - urzędniczki Poczty. Nie mają kredytu, szkołę Do
              > roty opłaca matka, siedzą w domu, nie są ciężko schorowane, nie mają auta ani n
              > awet własnego internetu. Te emerytury spokojnie powinny wystarczyć na utrzymani
              > e ich domu! Nie podam sumy, na pewno nie była obłędna, ale miałam na wsi dziadk
              > ów nauczycieli i nie musieli składać groszy na Voltaren. Rumianki poza tym dost
              > ają jakąś sumę za dzierżawę pola, okazyjnie przyjmują letników, zaś częściej -
              > sprzedają dobra w naturze do sklepu - i zostało to przedstawione tak, jakby te
              > dodatkowe grosze były podstawą budżetu.

              Chciałam zauważyć, że zarówno Derocia jak i Andzia mają prawo do renty rodzinnej z KRUS, po Rumianku. Nie są to oszałamiające kwoty, ale wykluczają nędzę level "jak nie sprzedam jajków, nie bydzie na print".
              • moni_485 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 06:30
                bupu napisała:

                >
                > Chciałam zauważyć, że zarówno Derocia jak i Andzia mają prawo do renty rodzinne
                > j z KRUS, po Rumianku. Nie są to oszałamiające kwoty, ale wykluczają nędzę leve
                > l "jak nie sprzedam jajków, nie bydzie na print".

                Dlaczego Dorota ma prawo do renty po dziadku? Nie pamiętam żeby dziadek ją adoptował. Andzia też chyba nie ma prawa, bo pobiera swoją emeryturę.
                • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 07:59
                  moni_485 napisała:

                  > Dlaczego Dorota ma prawo do renty po dziadku? Nie pamiętam żeby dziadek ją adop
                  > tował. Andzia też chyba nie ma prawa, bo pobiera swoją emeryturę.

                  Nie adoptował, ale był jej opiekunem prawnym oraz faktycznym - to pierwsze najpewniej przez rok, drugie na pewno kilka lat.

                  Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.
                  • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 08:07
                    To jednak, zdaje mi sie, do renty po dziadku nie upowaznia...
                    • bupu Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 13:56
                      tt-tka napisała:

                      > To jednak, zdaje mi sie, do renty po dziadku nie upowaznia...
                      >


                      Uprawnione do krusowskiej renty rodzinnej są, cytuję "Wnuki i rodzeństwo – przyjęte co najmniej na rok przed śmiercią na wychowanie i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności.".

                      Przy czym nie musi być formalnej adopcji. Deroci zatem przysługuje renta po dziadku.
                  • moni_485 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 08:41
                    przymrozki napisała:


                    >
                    > Nie adoptował, ale był jej opiekunem prawnym oraz faktycznym - to pierwsze najp
                    > ewniej przez rok, drugie na pewno kilka lat.

                    Nie dostaje się renty po opiekunie prawnym.

                    >
                    > Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.

                    Serio? Z jakiego powodu?
                    • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 09:01
                      moni_485 napisała:

                      > Nie dostaje się renty po opiekunie prawnym.

                      Nie wiem, jak to wygląda w krusie, ale w systemie ogólnym wnuk może dostać rentę po dziadkach, którzy przyjęli go na wychowanie. Prawdopodobnie są jakieś dodatkowe warunki, ale Dorota powinna je spelniać - nie ulega przecież wątpliwości, że mieszkając u dziadków i realizując obowiązek szkolny w Polsce nie była pod opieką matki w Norwegii.

                      > > Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.
                      > Serio? Z jakiego powodu?

                      O ustanowienie dziadków opiekunami prawnymi Doroty wystąpili sami dziadkowie (co mamy wprost powiedziane w tekście WdO) i takie orzeczenie uztskali. Nie znamy reakcji Teresy, ale prawda jest taka, że w jej sytuacji sąd opiekuńczy orzeklby o ograniczeniu praw rodzicielskich nawet przy jej stanowczym sprzeciwie.
                      • moni_485 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 09:35
                        przymrozki napisała:

                        > moni_485 napisała:
                        >
                        > > Nie dostaje się renty po opiekunie prawnym.
                        >
                        > Nie wiem, jak to wygląda w krusie, ale w systemie ogólnym wnuk może dostać rent
                        > ę po dziadkach, którzy przyjęli go na wychowanie. Prawdopodobnie są jakieś doda
                        > tkowe warunki, ale Dorota powinna je spelniać - nie ulega przecież wątpliwości,
                        > że mieszkając u dziadków i realizując obowiązek szkolny w Polsce nie była pod
                        > opieką matki w Norwegii.
                        >

                        Dorocie nie przysługuje renta po dziadku.


                        > > > Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.
                        > > Serio? Z jakiego powodu?
                        >
                        > O ustanowienie dziadków opiekunami prawnymi Doroty wystąpili sami dziadkowie (c
                        > o mamy wprost powiedziane w tekście WdO) i takie orzeczenie uztskali. Nie znamy

                        > reakcji Teresy, ale prawda jest taka, że w jej sytuacji sąd opiekuńczy orzeklb
                        > y o ograniczeniu praw rodzicielskich nawet przy jej stanowczym sprzeciwie.

                        Jesteś na 100% pewna, że ustanowienie opiekuna prawnego, z automatu i w każdym przypadku oznacza ograniczenie praw rodzicielskich?
                        • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 09:56
                          moni_485 napisała:

                          > Dorocie nie przysługuje renta po dziadku.

                          W tych krusowskich przepisach jest inaczej niż w FUS-owskich?


                          > Jesteś na 100% pewna, że ustanowienie opiekuna prawnego, z automatu i w każdym
                          > przypadku oznacza ograniczenie praw rodzicielskich?

                          Oczywiście. Nie można ustanowić opiekuna prawnego dla dziecka pod pełną opieką rodzicielską.
                          Zresztą, jakby to miało wyglądać? Dorota miałaby trzech opiekunow prawnych - matkę i dziadków?
                          • moni_485 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:05
                            przymrozki napisała:

                            > moni_485 napisała:
                            >
                            > > Dorocie nie przysługuje renta po dziadku.
                            >
                            > W tych krusowskich przepisach jest inaczej niż w FUS-owskich?




                            > > Jesteś na 100% pewna, że ustanowienie opiekuna prawnego, z automatu i w
                            > każdym
                            > > przypadku oznacza ograniczenie praw rodzicielskich?
                            >
                            > Oczywiście. Nie można ustanowić opiekuna prawnego dla dziecka pod pełną opieką
                            > rodzicielską.
                            > Zresztą, jakby to miało wyglądać? Dorota miałaby trzech opiekunow prawnych - ma
                            > tkę i dziadków?

                            Jeszcze raz. Dorocie nie przysługuje renta po dziadku, a sąd opiekuńczy mógł w tym przypadku orzec zawieszenie władzy rodzicielskiej i ustanowić opiekuna.
                            • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:28
                              moni_485 napisała:

                              > sąd opiekuńczy mógł w
                              > tym przypadku orzec zawieszenie władzy rodzicielskiej i ustanowić opiekuna.

                              Nie powinien móc, bo nie było przesłanki "przemijajacej przeszkody". Rumianek był przekonany, że Teresa już nie wróci "z tych fiordów". Zawieszenie władzy rodzicielskiej od jej ograniczenia różni się zaś zasadniczo tym, że ma termin (niekoniecznie w formie daty dziennej), po upływie którego zawieszenie ustaje. Rumiankowie żadnego realnego terminu podać nie mogli, bo termin powrotu Teresy to było święty nigdy.

                              Natomiast, owszem, mogli nakłamać sądowi, że tak tak, na pół roku, wysoki sądzie, najwyżej rok, a potem to już na pewno córka wróci do tych pól malowanych zbożem rozmaitym. Tyle że w trakcie akcji WdO od tego dnia minęły już trzy lata, a Teresa wciąż pracowała na stałe w Norwegii. Na tym etapie każdy jeden sąd już by zaczął coś podejrzewać (a wiemy na pewno, że sprawa Dorotki stała przed sądem przynajmniej raz po śmierci dziadka - kiedy to sąd, nawiasem mówiąc z poważnym naruszeniem przepisów, przyznał prawo do opieki Wiktorynie).

                              Przy czym wzzystko to nie ma to aż takiego znaczenia, bo zawieszenie władzy rodzicielskiej i ograniczenie z jednoczesnym wskazaniem opiekuna z punktu widzenia rodzica i dziecka nie różnią się od siebie niczym. I tu, i tu rodzice mają ograniczone prawa, a dziecko ma opiekuna lub opiekunów.
                            • bupu Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:03
                              moni_485 napisała:

                              > przymrozki napisała:
                              >
                              > > moni_485 napisała:
                              > >
                              > > > Dorocie nie przysługuje renta po dziadku.
                              > >
                              > > W tych krusowskich przepisach jest inaczej niż w FUS-owskich?
                              >
                              >
                              >
                              >
                              > > > Jesteś na 100% pewna, że ustanowienie opiekuna prawnego, z automat
                              > u i w
                              > > każdym
                              > > > przypadku oznacza ograniczenie praw rodzicielskich?
                              > >
                              > > Oczywiście. Nie można ustanowić opiekuna prawnego dla dziecka pod pełną o
                              > pieką
                              > > rodzicielską.
                              > > Zresztą, jakby to miało wyglądać? Dorota miałaby trzech opiekunow prawnyc
                              > h - ma
                              > > tkę i dziadków?
                              >
                              > Jeszcze raz. Dorocie nie przysługuje renta po dziadku, a sąd opiekuńczy mógł w
                              > tym przypadku orzec zawieszenie władzy rodzicielskiej i ustanowić opiekuna.


                              Jeszcze raz: owszem, przysługuje, że ponownie zacytuję kto może taką rentę otrzymać:

                              "Wnuki i rodzeństwo – przyjęte co najmniej na rok przed śmiercią na wychowanie i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności."
                              • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:35
                                bupu napisała:


                                > Jeszcze raz: owszem, przysługuje, że ponownie zacytuję kto może taką rentę otrz
                                > ymać:
                                >
                                > "Wnuki i rodzeństwo – przyjęte co najmniej na rok przed śmiercią na wychowanie
                                > i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności."

                                No i tu mamy haczyk, ktory rente wyklucza - Derota NIE jest na utrzymaniu dziadkow. I nie byla, gdy Rumianek zyl. Teresa pieniadze sle.
                                >
                                • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:42
                                  tt-tka napisała:

                                  > No i tu mamy haczyk, ktory rente wyklucza - Derota NIE jest na utrzymaniu dziad
                                  > kow. I nie byla, gdy Rumianek zyl. Teresa pieniadze sle.

                                  Pytanie, czy tu chodzi o wyłączne utrzymanie. A także o to, co się stało z gospodarstwem przed śmiercią Rumianka - czy aby nie było tak, że jego sprytne szacher-macher z przepisaniem gospodarki na wnuczkę nie oznaczało, że z formalnego punktu widzenia to on był na utrzymaniu jej.

                                  Tak by oto król notarialnych cwaniactw Rumianek nie tylko nie zaoszczędził, ale jeszcze kosztował wnuczkę rentę.
                                  • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:48
                                    Z tym przepisaniem gospodarstwa to w ogole nic nie wiadomo - mowa o "za zycia", ale tez o testamencie, mowa o "calosc dla Dorotki", ale tego Rumianek zrobic nie mogl bez odrebnego dokumentu ze zrzeczeniem sie Andzi (czyli i tak notariusz, za ktorego trzeba zaplacic) i w ogole wychodzi zarowno niedbalstwo, jak i ignorancja... no dobra, milcze. Reszta jest milczeniem. Milczenie jest zlotem.
                              • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:37
                                bupu napisała:

                                > Jeszcze raz: owszem, przysługuje, że ponownie zacytuję kto może taką rentę otrz
                                > ymać:
                                >
                                > "Wnuki i rodzeństwo – przyjęte co najmniej na rok przed śmiercią na wychowanie
                                > i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności."

                                No i to by się zgadzało - tak jest w "ogólnej" rencie rodzinnej i byłoby trochę dziwne, gdyby krusowskie przepisy aż tak się pod tym względem różniły.

                                Wiemy też, że Dorota była pod opieką dziadków, za życia dziadka, dłużej niż rok, a udowodnienie tego przed właściwym organem byłoby w jej sytuacji śmiesznie proste.


                                • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:40
                                  Byla pod opieka, ale nie na utrzymaniu. A KRUS do wyplat, ktorych moze uniknac, rownie wyrywny jak kazdy :P
                        • bupu Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 13:58
                          moni_485 napisała:

                          > przymrozki napisała:
                          >
                          > > moni_485 napisała:
                          > >
                          > > > Nie dostaje się renty po opiekunie prawnym.
                          > >
                          > > Nie wiem, jak to wygląda w krusie, ale w systemie ogólnym wnuk może dosta
                          > ć rent
                          > > ę po dziadkach, którzy przyjęli go na wychowanie. Prawdopodobnie są jakie
                          > ś doda
                          > > tkowe warunki, ale Dorota powinna je spelniać - nie ulega przecież wątpli
                          > wości,
                          > > że mieszkając u dziadków i realizując obowiązek szkolny w Polsce nie był
                          > a pod
                          > > opieką matki w Norwegii.
                          > >
                          >
                          > Dorocie nie przysługuje renta po dziadku.

                          Renta rodzinna z KRUS obejmuje, cytuję: "Wnuki i rodzeństwo – przyjęte co najmniej na rok przed śmiercią na wychowanie i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności."
                    • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:52
                      moni_485 napisała:


                      > > Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.
                      >
                      > Serio? Z jakiego powodu?

                      Praktykuje sie to dla dobra dziecka - opiekun prawny nieobecny, zagramaniczny jest cholerycznie niedogodny, kiedy trzeba zalatwiac jakies urzedowe sprawy maloletniego, szkolne, lekarskie itd. A zeby ustanowic opiekunem kogos innego, trzeba (tzn kiedys byl taki wymog, wydaje mi sie, ze nadal jest) prawa dotychczasowego opiekuna ograniczyc.

                      Inna sprawa, ze o to trzeba wystapic, z automatu sie nie dzieje, a nie mamy chyba zadnej info, ze Teresa cos takiego zalatwiala (byc moze stare Rumianki po jej wyjezdzie, ale ona nie)
                      • moni_485 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:09
                        tt-tka napisała:

                        > moni_485 napisała:
                        >
                        >
                        > > > Teresa miała ograniczone prawa rodzicielskie.
                        > >
                        > > Serio? Z jakiego powodu?
                        >
                        > Praktykuje sie to dla dobra dziecka - opiekun prawny nieobecny, zagramaniczny j
                        > est cholerycznie niedogodny, kiedy trzeba zalatwiac jakies urzedowe sprawy malo
                        > letniego, szkolne, lekarskie itd. A zeby ustanowic opiekunem kogos innego, trze
                        > ba (tzn kiedys byl taki wymog, wydaje mi sie, ze nadal jest) prawa dotychczasow
                        > ego opiekuna ograniczyc.
                        >
                        > Inna sprawa, ze o to trzeba wystapic, z automatu sie nie dzieje, a nie mamy chy
                        > ba zadnej info, ze Teresa cos takiego zalatwiala (byc moze stare Rumianki po je
                        > j wyjezdzie, ale ona nie)
                        >

                        A nie jest tak, że ogranicza się władzę rodzicielską, gdy dobro dziecka jest zagrożone np. bicie, a zawiesza kiedy rodzice np. wyjeżdżają na dłużej?
                        • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:22
                          moni_485 napisała:


                          > A nie jest tak, że ogranicza się władzę rodzicielską, gdy dobro dziecka jest za
                          > grożone np. bicie, a zawiesza kiedy rodzice np. wyjeżdżają na dłużej?

                          a to ci powiem, ze nie wiem. Moglabym sie dowiedziec dokladnie, ale tak na chlopski rozum zawieszenie powinno byc na czas okreslony (pobyt w szpitalu czy sanatorium na dluzej, wyjazd na taki to a taki termin) - jesli wnioskowali Rumiankowie, ktorzy daty powrotu Teresy nie znali i nie mogli podac, a wrecz podejrzewali zdecydowany niepowrot, a nie chcieli bujac sie z sadem co pol roku czy co rok, to sens mialo ograniczenie wlasnie.
                          Przedluzona nie wiadomo do kiedy nieobecnosc rodzica/stalego opiekuna to JEST zagrozenie dla dziecka, tak nawiasem.
                        • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 13:07
                          moni_485 napisała:

                          > A nie jest tak, że ogranicza się władzę rodzicielską, gdy dobro dziecka jest za
                          > grożone np. bicie, a zawiesza kiedy rodzice np. wyjeżdżają na dłużej?

                          Prawa rodzicielskie ogranicza się kiedy zagrożone jest dobro dziecka (niekoniecznie z winy rodziców).

                          Fakt ze trzynastolatka od dłuższego czasu mieszka w Polsce, a jej jedyny opiekun prawny w Norwegii to jest nader oczywiste zagrożenie jej dobra - jak może w codziennych sprawach dziecka decydować ktoś, kto widuje je raz na rok. Że już nie wspomnę o faktycznym sprawowaniu funkcji wychowawczych i opiekuńczych. W takich właśnie przypadkach władze rodzicielską się ogranicza.

                          Zawieszenie dotyczy sytuacji naturalnie przemijających np. takich jak choroba albo wyjazd z założenia tymczasowy. Teresa wyjechała na stałe, nie planowała powrotu przed osiemnastką Doroty.
            • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 12.05.24, 22:06
              hanuszka189 napisała:


              > Jasne, bywali cwani pośrednicy albo słynne obozy pracy, gdzie nie znający język
              > a Polacy harowali za utrzymanie plus grosze.

              W Norwegii ? W Oslo ???

              >Jeśli Teresa w coś takiego wpadła,

              Teresa pisze o pracy w szpitalu. Nawet jesli pod pielegniarke tylko sie podszywa, a naprawde jest tam kim innym, to nie jest to oboz pracy. I nie ma co tlumaczyc jej nieogarnieciem, ona ewidentnie olewa corke, matke i ojca (poki zyl)



              > Ale jeśli chodzi o finanse samego Rumiankowa - Wikta miała emeryturę nauczyciel
              > ki szkoły podstawowej, Andzia - urzędniczki Poczty. Nie mają kredytu, szkołę Do
              > roty opłaca matka, siedzą w domu, nie są ciężko schorowane, nie mają auta ani n
              > awet własnego internetu. Te emerytury spokojnie powinny wystarczyć na utrzymani
              > e ich domu!

              Pewnie by wystarczyly, tylko, tego... to nie jest ich dom. Obie mieszkaja u Deroty dziedziczki. Teresa sie z nimi nie kontaktuje, pisuje tylko do corki, a nie dzwoni wcale i nie wiadomo, jak dlugo bedzie slac. A rewaloryzacja emerytur wyglada tak sobie, za to choroby wieku starczego moga sie pojawic w kazdej chwili... nie zdziwilabym sie, gdyby babcie scibolily kazdy swoj i nieswoj grosz na czarna godzine :)

              PS Wikta miala w Lednogorze swoj dom i zapewne cos w tym domu oraz grunt pod domem. Czy ktosia kojarzy, co sie z tym stalo po tym, jak ja Derota przeprowadzila na tej powizce, na ktora moze ze dwie waalizki wejda, ale wiecej raczej nie ? Bo ja sobie nie przypominam...
              • verdana Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 08:44
                Ale sprawa jest dosyć prosta. Albo Teresa wyjechała do Norwegii, aby zarobić i wtedy powinna przysyłać dosyć pieniędzy, aby jej dziecko miało się w co ubrać, albo tam nie zarabia dostatecznie dużo i wtedy jej wyjazd jest finansowo bez sensu. Jedyne wytłumaczenie jest takie, ze hańba, jaką okryła sie w Polsce majac nieślubne dziecko nie pozwala jej wrócić do kraju, nawet aby zobaczyć córkę i warunki w jakich żyje, bo przecież ludzie sluwają, jak ją widzą. No i dlatego też wcale nie ma ochoty widzieć Dorotki, bo Dorotka jest widomym dowodem zmarnowanego życia. Owszem, trzeba ja karmić i zapewnić szkołę, aby nie zmarnowała sobie życia nieślubnym dzieckiem. Dorotka przecież stale jest informowana, ze jej istnienie jest końcem ambicji, normalnego życia i planów mamusi. Nie wiem, co MM miała na myśli pisząc postać Teresy, ale chyba nie chodziło jej o to, aby pokazać wzorzec złej matki. Przy czym faceci porzucający dzieci to są fuje, kobieta porzucająca dziecko ma rację, bo to dziecko to jej kamień u szyi. Jakiś totalny brak pisarskiego wyczucia
                • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 10:06
                  verdana napisała:

                  > Ale sprawa jest dosyć prosta. Albo Teresa wyjechała do Norwegii, aby zarobić i
                  > wtedy powinna przysyłać dosyć pieniędzy, aby jej dziecko miało się w co ubrać,
                  > albo tam nie zarabia dostatecznie dużo i wtedy jej wyjazd jest finansowo bez se
                  > nsu. Jedyne wytłumaczenie jest takie, ze hańba, jaką okryła sie w Polsce majac
                  > nieślubne dziecko nie pozwala jej wrócić do kraju, nawet aby zobaczyć córkę i w
                  > arunki w jakich żyje, bo przecież ludzie sluwają, jak ją widzą. No i dlatego te
                  > ż wcale nie ma ochoty widzieć Dorotki, bo Dorotka jest widomym dowodem zmarnowa
                  > nego życia. Owszem, trzeba ja karmić i zapewnić szkołę, aby nie zmarnowała sobi
                  > e życia nieślubnym dzieckiem. Dorotka przecież stale jest informowana, ze jej i
                  > stnienie jest końcem ambicji, normalnego życia i planów mamusi. Nie wiem, co MM
                  > miała na myśli pisząc postać Teresy, ale chyba nie chodziło jej o to, aby poka
                  > zać wzorzec złej matki. Przy czym faceci porzucający dzieci to są fuje, kobieta
                  > porzucająca dziecko ma rację, bo to dziecko to jej kamień u szyi. Jakiś totaln
                  > y brak pisarskiego wyczucia

                  Ten motyw rezonuje też w innych częściach, bo to przecież klasyczna pułapka biologiczna wyznawana przez ojca Schoppe - niby silnie potępiona, ale wraca w przypadku historii Teresy, a potem znowu - u matki Agnieszki. Może chodzi o rolę porzucającego ojca, który jest praprzyczyną kolejnych nieszczęść - ale czemu żadna kobieta nie może sobie z tym poradzić i mieć po prostu udanego życia po traumie? Wiesia też przemyka jak cień i wyraźnie wstydzi się tego, że jest samotna.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 10:21
                    hanuszka189 napisała:
                    > Ten motyw rezonuje też w innych częściach, bo to przecież klasyczna pułapka bio
                    > logiczna wyznawana przez ojca Schoppe - niby silnie potępiona, ale wraca w przy
                    > padku historii Teresy, a potem znowu - u matki Agnieszki. Może chodzi o rolę po
                    > rzucającego ojca, który jest praprzyczyną kolejnych nieszczęść - ale czemu żadn
                    > a kobieta nie może sobie z tym poradzić i mieć po prostu udanego życia po trau
                    > mie? Wiesia też przemyka jak cień i wyraźnie wstydzi się tego, że jest samotna.

                    GORZEJ. Samotna Wiesia przez długie lata "musi" spać z synem na dywanie ojca i brata, pomimo, że ma pracę i nie jest od nich w żaden sposób zależna. Okej, mogła nie mieć własnego mieszkania (i np. przed rozwodem mieszkać z mężem u teściów), ale czemu nie mogła po jakimś czasie "odkuć się" i czegoś wynająć? Chyba, że realia działały na jej niekorzyść, może ktoś się orientuje jak wyglądały możliwości Wiesi w określonych latach?
                    W domu Żaków robiło się coraz ciaśniej (czemu mężowie Żakówien zwalali się do kołchożaka, a nie na odwrót?), dlaczego opcja życia w takim podmetrażu miałaby być najlepszą?
                    • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 10:47
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      > GORZEJ. Samotna Wiesia przez długie lata "musi" spać z synem na dywanie ojca i
                      > brata, pomimo, że ma pracę i nie jest od nich w żaden sposób zależna. Okej, mog
                      > ła nie mieć własnego mieszkania (i np. przed rozwodem mieszkać z mężem u teśció
                      > w), ale czemu nie mogła po jakimś czasie "odkuć się" i czegoś wynająć? Chyba, ż
                      > e realia działały na jej niekorzyść, może ktoś się orientuje jak wyglądały możl
                      > iwości Wiesi w określonych latach?
                      > W domu Żaków robiło się coraz ciaśniej (czemu mężowie Żakówien zwalali się do k
                      > ołchożaka, a nie na odwrót?), dlaczego opcja życia w takim podmetrażu miałaby b
                      > yć najlepszą?
                      >
                      Bo jak zauważyła tt-tka Wiesia ma takie samo prawo do mieszkania po ojcu jak Żaczek... i póki nie zostanie spłacona, może tam mieszkać, szczególnie jeśli nigdy się nie wyprowadzała. A gdyby się wyprowadziła, cóż - zapewne nikt nie zamierzałby jej spłacić.
                      • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:00
                        hanuszka189 napisała:

                        >
                        > Bo jak zauważyła tt-tka Wiesia ma takie samo prawo do mieszkania po ojcu jak Ża
                        > czek... i póki nie zostanie spłacona, może tam mieszkać,

                        A to nie było mieszkanie Żaczka i Ireny? Tam był nadmetraż przyznany na ich działalności zawodowe.
                        • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:06
                          przymrozki napisała:

                          > hanuszka189 napisała:
                          >
                          > >
                          > > Bo jak zauważyła tt-tka Wiesia ma takie samo prawo do mieszkania po ojcu
                          > jak Ża
                          > > czek... i póki nie zostanie spłacona, może tam mieszkać,
                          >
                          > A to nie było mieszkanie Żaczka i Ireny? Tam był nadmetraż przyznany na ich dzi
                          > ałalności zawodowe.

                          Nie, to bylo mieszkanie dziadka Zaka, rodzinny dom Zaczka i Wiesi. Bure kossaki na scianach i stanowczy zakaz jakichs tam zmian wystosowany przez seniora :)
                          nadmetraz dostala Irenka, na pracownie (i to prawdopodobnie byl ten pokoj na wiezyczce), ale nijak to nie zmienialo stosunkow wlasnosciowych

                          dla wyjasnienia mlodziezy (boru, poczulam sie kompletnym dinozaurem !) - wtedy, kiedy toczy sie akcja SK, lata 70-te, na mieszkanie sie czekalo. Bywalo, ze dlugo, bywalo, ze bardzo dlugo. Moze Wiesia nie miala na wklad spoldzielczy, a nie lapala sie na lokal kwaterunkowy ?
                          Noelka to tuz po transformacji, ktora zreszta problemow lokalowych nie rozwiazala bynajmniej. Lokali tak z marszu nie przybylo, a wynajem kosztowal, nadal kosztuje - samotnej matki nie byloby stac na ceny rynkowe.
                          A potem Baltona sie wyprowadzil, wolno sadzic, ze inne dzieci tez. Zaczkowie i Wiesia zostali w tych czterech pokojach plus wiezyczka we trojke lub zamienili na dwa mniejsze.
                          • aniadm Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:48
                            tt-tka napisała:


                            > dla wyjasnienia mlodziezy (boru, poczulam sie kompletnym dinozaurem !) - wtedy,
                            > kiedy toczy sie akcja SK, lata 70-te, na mieszkanie sie czekalo. Bywalo, ze dl
                            > ugo, bywalo, ze bardzo dlugo. Moze Wiesia nie miala na wklad spoldzielczy, a ni
                            > e lapala sie na lokal kwaterunkowy ?
                            > Noelka to tuz po transformacji, ktora zreszta problemow lokalowych nie rozwiaza
                            > la bynajmniej. Lokali tak z marszu nie przybylo, a wynajem kosztowal, nadal kos
                            > ztuje - samotnej matki nie byloby stac na ceny rynkowe.
                            > A potem Baltona sie wyprowadzil, wolno sadzic, ze inne dzieci tez. Zaczkowie i
                            > Wiesia zostali w tych czterech pokojach plus wiezyczka we trojke lub zamienili
                            > na dwa mniejsze.
                            >
                            >
                            Oraz do transformacji chyba mieszkanie kilku pokoleń razem było całkiem powszechne. Nawet w niewielkich mieszkaniach można było upchać trzy pokolenia. Nawet nowożeńcy dość często mieszkali przynajmniej przez jakiś czas z rodzicami. Czasów "Szóstej klepki" nie pamiętam, ale pamiętam, że jak czytałam ją później, wcale ta sytuacja nie wydawała mi się dziwna.
                            Pamiętam za to czasy transformacji - owszem, lokale nagle zaczęły wyrastać w tempie większym niż przedtem, ale generalnie rozchodziły się jeszcze przed etapem dziury w ziemi, a potem trzeba było sumiennie wpłacać raty, a wreszcie ten lokal wykończyć. Dla wielu ludzi było to trudne do zrealizowania lub wręcz nieosiągalne. Nie najmłodsza samotna matka z nastoletnim synem spokojnie mogła do takich ludzi należeć.
                            • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:54
                              Tylko gwoli scislosci - Baltona w Noelce (i dziejacej sie zaraz potem Pulpecji) nie jest juz nastolatkiem, ma 21 lub 22 lata. A Wiesia odpowiednio 50/51 i nigdy nie zarabiala kokosow, w dodatku jest z branzy, w ktorej Robroj piec lat pozniej tez ma problemy z praca...
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:09
                        hanuszka189 napisała:

                        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                        >
                        > > GORZEJ. Samotna Wiesia przez długie lata "musi" spać z synem na dywanie o
                        > jca i
                        > > brata, pomimo, że ma pracę i nie jest od nich w żaden sposób zależna. Oke
                        > j, mog
                        > > ła nie mieć własnego mieszkania (i np. przed rozwodem mieszkać z mężem u
                        > teśció
                        > > w), ale czemu nie mogła po jakimś czasie "odkuć się" i czegoś wynająć? Ch
                        > yba, ż
                        > > e realia działały na jej niekorzyść, może ktoś się orientuje jak wyglądał
                        > y możl
                        > > iwości Wiesi w określonych latach?
                        > > W domu Żaków robiło się coraz ciaśniej (czemu mężowie Żakówien zwalali si
                        > ę do k
                        > > ołchożaka, a nie na odwrót?), dlaczego opcja życia w takim podmetrażu mia
                        > łaby b
                        > > yć najlepszą?
                        > >
                        > Bo jak zauważyła tt-tka Wiesia ma takie samo prawo do mieszkania po ojcu jak Ża
                        > czek... i póki nie zostanie spłacona, może tam mieszkać, szczególnie jeśli nigd
                        > y się nie wyprowadzała. A gdyby się wyprowadziła, cóż - zapewne nikt nie zamier
                        > załby jej spłacić.

                        I ten powód jej wystarczał by CHCIEĆ się gnieść z takim tłumem? Nawet jak dziadzio zszedł, to doszli dwaj mężowie siostrzenic, a potem ich kolejne dzieci w bardzo małych odstępach. Wszystkie pokoje pozajmowane, przy kilkorgu dokazujących dzieciach salon przestaje być wiesinym azylem i na nich wszystkich przypada równo jedna łazienka. Zrozumiałabym to jeszcze gdyby Wiesia była sama - ale nie była, miała dziecko, które ponosiło takie same koszty mieszkania w mrowisku, jeśli nie większe.
                        • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 11:32
                          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                          > Nawet jak dziad
                          > zio zszedł, to doszli dwaj mężowie siostrzenic, a potem ich kolejne dzieci w ba
                          > rdzo małych odstępach. Wszystkie pokoje pozajmowane, przy kilkorgu dokazujących
                          > dzieciach salon przestaje być wiesinym azylem i na nich wszystkich przypada ró
                          > wno jedna łazienka. Zrozumiałabym to jeszcze gdyby Wiesia była sama - ale nie b
                          > yła, miała dziecko, które ponosiło takie same koszty mieszkania w mrowisku, jeś
                          > li nie większe.

                          W momencie, w którym Baltona wyprowadził się od wujostwa, mieszkało tam przynajmniej pięcioro, a według niektórych źródeł sześcioro, dzieci. Dla nastoletniego chłopaka pomieszkujacego z matką w salonie niewielkiego w sumie mieszkania to musiało być piekło.
                          • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 12:12
                            "Niewielkie w sumie mieszkanie " - ale wy jestescie rozbestwieni ! To mieszkanie ma pokoj dziadka Zaka, pokoj Zaczkow, pokoj Wiesi (ten salon) i pokoj Julii i Cesi (przerobiony podobno ze spizarki, ale skoro mieszcza sie tam dwa tapczany i stol do prac plastycznych, to ta spizarka musiala byc, jak na spizarke, potwornych rozmiarow, natomiast jak na pokoj - normalnych - w sumie cztery pokoje pelnowartosciowe plus niepelnowartosciowy na wiezyczce.

                            PS nie wiemy, czy Tolo z Julia tam mieszkali, czy moze mieszkali u rodzicow Tola, a tylko podrzucali dzieci Zaczkom, gdy sami wyjezdzali na saksy
                            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 13:56
                              tt-tka napisała:

                              >(...).
                              >
                              > PS nie wiemy, czy Tolo z Julia tam mieszkali, czy moze mieszkali u rodzicow Tol
                              > a, a tylko podrzucali dzieci Zaczkom, gdy sami wyjezdzali na saksy
                              >


                              Na tabliczce na drzwiach jest jak wół "Żak-Hajduk-Kołodziej".
                              • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:38
                                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                                > tt-tka napisała:
                                >
                                > >(...).
                                > >
                                > > PS nie wiemy, czy Tolo z Julia tam mieszkali, czy moze mieszkali u rodzic
                                > ow Tol
                                > > a, a tylko podrzucali dzieci Zaczkom, gdy sami wyjezdzali na saksy
                                > >
                                >
                                >
                                > Na tabliczce na drzwiach jest jak wół "Żak-Hajduk-Kołodziej".
                                >
                                >
                                >


                                Tabliczka o niczym (poza zdolnosciami plastycznymi i poczuciem humoru, a to niemalo) nie swiadczy. Nie ma na niej Wiesi czy obojga Gorskich, ktorzy ewidentnie tam mieszkaja.
                                • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 15:10
                                  tt-tka napisała:

                                  >
                                  > Tabliczka o niczym (poza zdolnosciami plastycznymi i poczuciem humoru, a to nie
                                  > malo) nie swiadczy. Nie ma na niej Wiesi czy obojga Gorskich, ktorzy ewidentnie
                                  > tam mieszkaja.
                                  >

                                  Jednak jak jest napisane jak byk, to w książkowej rzeczywistości istnieje i nie mamy powodu domniemywać, że Kołodzieje mieszkają w innym lokum. Wiesia nigdy nie wybiła się na taką niepodległość, by otrzymać własną część tabliczki - chociaż może to być bardzo nikła przesłanka, że się w końcu wyprowadziła.
                                  • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 15:18
                                    Nie mamy powodu ? Ma ktos BBB ? bo tam Cesie mowi o wyjezdzie siostry i szwagra na saksy i bardzo prosze o sprawdzenie, jak to bylo sformulowane - czy dzieci zostaly pod opieka dziadkow/Cesi, w sensie normalnie tam sa, tylko chwilowo bez rodzicow, czy zostaly tam podrzucone ?

                                    Wiesia raczej na etapie Noelki sie nie wyprowadzila, skoro w pozniejszej Pulpecji baltona mowi o swojej niedawnej (czyli sprzed kilku miesiecy, od otwarcia tej kwiaciarni) wyprowadzce.

                                    Przeslanka jest jedna lazienka na PIETNASCIE osob, gdyby Zaki, Kolodzieje, Hajduki i Gorscy mieszkali tam pospolu.
                                    • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 15:22
                                      tt-tka napisała:

                                      > Nie mamy powodu ? Ma ktos BBB ? bo tam Cesie mowi o wyjezdzie siostry i szwagra
                                      > na saksy i bardzo prosze o sprawdzenie, jak to bylo sformulowane - czy dzieci
                                      > zostaly pod opieka dziadkow/Cesi, w sensie normalnie tam sa, tylko chwilowo bez
                                      > rodzicow, czy zostaly tam podrzucone ?

                                      W DP kiedy Gabriela zamartwia się przedłużającym się zakończeniem roku szkolnego u córek, dzwoni do Żakow zapytać, czy Ula już wróciła do domu. Okazuje się, że jak zwykle tak.

                                      Czyli przynajmniej do tego momentu przynajmniej jedna córka Julii mieszka u Żaczków.
                                      • ako17 Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 21:11
                                        przymrozki napisała:

                                        > tt-tka napisała:
                                        >
                                        > > Nie mamy powodu ? Ma ktos BBB ? bo tam Cesie mowi o wyjezdzie siostry i s
                                        > zwagra
                                        > > na saksy i bardzo prosze o sprawdzenie, jak to bylo sformulowane - czy d
                                        > zieci
                                        > > zostaly pod opieka dziadkow/Cesi, w sensie normalnie tam sa, tylko chwilo
                                        > wo bez
                                        > > rodzicow, czy zostaly tam podrzucone ?
                                        >
                                        > W DP kiedy Gabriela zamartwia się przedłużającym się zakończeniem roku szkolneg
                                        > o u córek, dzwoni do Żakow zapytać, czy Ula już wróciła do domu. Okazuje się, ż
                                        > e jak zwykle tak.
                                        >
                                        > Czyli przynajmniej do tego momentu przynajmniej jedna córka Julii mieszka u Żac
                                        > zków.


                                        Ostatecznie może być tak, że dzieci Kołodziejowe i Hajdukowe wracają ze szkół domyślnie do domu dziadków (niektóre tam przez dziadków przyprowadzane), skąd są sukcesywnie zabierane przez rodziców/ starsze rodzeństwo do domów właściwych.
                                        Borejkowie znają ten układ, zatem wiedzą, że między, powiedzmy, 12:30 a 15:30 dzieci domowe są jeszcze u dziadków, dopiero potem się rozłażą.
                                    • mika_p Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 20:21
                                      > Ma ktos BBB ?

                                      Refleksje Anieli na temat przyjaciół z ESD:

                                      Ale musiała przyznać, że te maluchy Pawełka i Danki były naprawdę rozkoszne... pewnie dlatego, że takie podobne do ojca. Cesia i Hajduk mają już troje dzieci, też bardzo miłych. Mieszkają wciąż na Słowackiego, z całą rodziną, w nieopisanym jak zwykle bałaganie. Joanna Borejko wyszła za Francuza. Gabrysi powiodło się gorzej: jej mąż Janusz powrócił do niej, co prawda, z Australii, ale po pół roku obijania się bez celu ruszył na winobranie do Alzacji i słuch po nim zaginął. Gabrysia sama wychowuje dwoje dzieci, ale wygląda na całkowicie zadowoloną z życia. Może przez te dzieci właśnie. Jedna tylko Ida, z hukiem zerwawszy zaręczyny z pięknym Sławkiem, zachowała się jak skończona feministka.

                                      No i sama wizyta:

                                      Aniela doprowadziła swoją gromadkę (z wyjątkiem Krystiana, który powiedział, że
                                      poczeka na ulicy) na pierwsze piętro. Tu, na pomalowanych czyściutko drzwiach, widniała zabawna wizytówka z napisem: Żak - Hajduk - kołodziej. Przy każdym nazwisku wymalowano dłonią mistrza kolorową figurkę w odpowiednim przyodziewku i zachwycony Bernard przez dłuższą chwilę kontemplował to małe dzieło sztuki, wydając ze stulonych ust pełne podziwu cmoknięcia.
                                      Na dzwonek Anieli drzwi otwarły się wreszcie i w progu stanęła miła, rumiana blondynka z noworodkiem w ramionach. Maleńki chłopczyk o zielonych oczkach wyzierał nieśmiało zza jej nogi. Z rozwartych na przestrzał drzwi kuchennych wyszedł na czworakach zaśliniony osobnik w kaftaniku i krótkich foliowych majteczkach, które ukazywały aż po nasadę jego pulchne, brązowe nóżki.
                                      - Cześć, Ceśka! - powiedziała Aniela, uśmiechając się szeroko.
                                      - Ojej! - zawołała blondynka ze zdziwieniem. - Anielka! A to kto? Zaczekajcie, zaraz, wejdźcie najpierw! - uściskały się obie tak serdecznie, jak tylko mogły bez krzywdy dla noworodka. Z pokoju na lewo wybiegły dwie śliczne, czarnookie dziewczynki w wieku przedszkolnym i Aniela przejawiła pewną dezorientację.
                                      - Chwilkę, Cesia - powiedziała. - Dotychczas żyłam w przekonaniu, że macie troje dzieci.
                                      Cesia się roześmiała.
                                      - Te dwie ślicznotki to są Kołodziejanki, córki Julii. A że Julia i jej mąż pojechali zarabiać przy winobraniu we Francji...
                                      - To ty się zajmujesz dziećmi - odgadła Aniela, kiwając głową.
                                      - No, właśnie - ja to mam szczęście do tego - zaśmiała się Cesia.
                                      - I wprawę.
                                      - I wprawę. Ale wejdźcie, wejdźcie... zaraz, kim są ci młodzi ludzie?
                                      - Żeromski jestem - pospieszył Bernard, z rozczuleniem garnąc ku sobie główki licznej dziatwy. - Witaj, dziewczyno z oseskiem. Tu oto stoi pięcioro zdrowych licealistów, którzy wskutek namów pewnej życzliwej im osoby poczuli wreszcie coś w rodzaju głodu wiedzy.
                                      - Nie przesadzajmy z tym głodem - przerwała mu Aniela. - Cesiu, oni po prostu nie mają pojęcia, jak rozwiązać zadania z fizyki. Pomyślałam o twoim mężu.
                                      - Ależ Jurek jest w Kanadzie, na stypendium! Wraca dopiero za trzy miesiące!
                                      • mika_p Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 20:45
                                        No więc, z ww. cytatów z BBB wychodzi mi tak:

                                        Aniella nie utrzymywała jakichś przesadnie bliskich relacji z Cesią, skoro zdezorientowało ją pojawienie się Kołodziejanek. O noworodku mogła się dowiedzieć od wspólnych znajomych (w tekście wyraźnie stoi dwa razy, że dzieciątko ma mniej niż miesiąc, autorka nie używa słowa "niemowlę"), ale nie ma pojęcia, że Jurek pojechał na stypendium.

                                        Skoro Julia i Tolek pojechali na saksy, Jurek do Kanady, a Cesia urodziła na przełomie sierpnia i września, to nie bardzo ją i całą gromadę dzieci widzę gdzie indziej niż na Słowackiego. Przecież jej starsze dzieci też były zupełnie maleńkie.

                                        Natomiast nie dowodzi to, że Hajduki i Kołodzieje mieszkają tam dalej. A nawet jakby, to co najmniej jedna rodzina do Noelki mogła się wyprowadzić. Bez powodu Julia i Tolo nie wyjechali na saksy.

                                        Dalej, jeżeli nawet Hajduki i Kołodzieje mieszkali na Słowackiego, to gwałtowne zagęszczenie dziećmi było kwestią ostatnich lat. Kołodziejanki w 1988 są w wieku przedszkolnym, czyli mają max 6 lat. Jeśli Ulka jest tą starszą Kołodziejanką, to ma ze 4 lata.
                                        • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 20:57
                                          mika_p napisała:

                                          > Natomiast nie dowodzi to, że Hajduki i Kołodzieje mieszkają tam dalej. A nawet
                                          > jakby, to co najmniej jedna rodzina do Noelki mogła się wyprowadzić. Bez powodu
                                          > Julia i Tolo nie wyjechali na saksy.
                                          >
                                          > Dalej, jeżeli nawet Hajduki i Kołodzieje mieszkali na Słowackiego, to gwałtowne
                                          > zagęszczenie dziećmi było kwestią ostatnich lat. Kołodziejanki w 1988 są w wie
                                          > ku przedszkolnym, czyli mają max 6 lat. Jeśli Ulka jest tą starszą Kołodziejank
                                          > ą, to ma ze 4 lata.

                                          Ula jest w wieku Laury i mieszka na Słowackiego jeszcze w "Dziecku piątku", najstarsze dziecko Cesi powinno być mniej więcej w wieku Uli lub niewiele młodsze, skoro w BBB jest najstarszym z trójki rodzeństwa.

                                        • hanuszka189 Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 21:32
                                          mika_p napisała:

                                          > No więc, z ww. cytatów z BBB wychodzi mi tak:
                                          >
                                          > Aniella nie utrzymywała jakichś przesadnie bliskich relacji z Cesią, skoro zdez
                                          > orientowało ją pojawienie się Kołodziejanek. O noworodku mogła się dowiedzieć o
                                          > d wspólnych znajomych (w tekście wyraźnie stoi dwa razy, że dzieciątko ma mniej
                                          > niż miesiąc, autorka nie używa słowa "niemowlę"), ale nie ma pojęcia, że Jurek
                                          > pojechał na stypendium.
                                          >
                                          > Skoro Julia i Tolek pojechali na saksy, Jurek do Kanady, a Cesia urodziła na pr
                                          > zełomie sierpnia i września, to nie bardzo ją i całą gromadę dzieci widzę gdzie
                                          > indziej niż na Słowackiego. Przecież jej starsze dzieci też były zupełnie male
                                          > ńkie.
                                          >
                                          > Natomiast nie dowodzi to, że Hajduki i Kołodzieje mieszkają tam dalej. A nawet
                                          > jakby, to co najmniej jedna rodzina do Noelki mogła się wyprowadzić. Bez powodu
                                          > Julia i Tolo nie wyjechali na saksy.
                                          >
                                          > Dalej, jeżeli nawet Hajduki i Kołodzieje mieszkali na Słowackiego, to gwałtowne
                                          > zagęszczenie dziećmi było kwestią ostatnich lat. Kołodziejanki w 1988 są w wie
                                          > ku przedszkolnym, czyli mają max 6 lat. Jeśli Ulka jest tą starszą Kołodziejank
                                          > ą, to ma ze 4 lata.


                                          Dam sobie rękę (bo nie głowę) uciąć, że w zamiarze autorki wszyscy mieszkali tam razem, w dodatku całodobową niańką tego tabunu dzieci była Cesia (podobnie jak było wcześniej z Irenką). Dlatego może dobrze, że więcej książek o Żakach nie powstało...

                                          Julia i Tolo też pojechali do francuskiej winnicy, podobnie jak Bernard? Czyżby Pyziak rozreklamował miejscówkę na pół Poznania?
                                      • aniadm Re: Teflonowa Teresa 16.05.24, 23:37
                                        mika_p napisała:

                                        > > Ma ktos BBB ?

                                        >
                                        > [i]Aniela doprowadziła swoją gromadkę (z wyjątkiem Krystiana, który powiedział,
                                        > że
                                        > poczeka na ulicy) na pierwsze piętro. Tu, na pomalowanych czyściutko drzwiach,
                                        > widniała zabawna wizytówka z napisem: Żak - Hajduk - kołodziej. Przy każdym naz
                                        > wisku wymalowano dłonią mistrza kolorową figurkę w odpowiednim przyodziewku i z
                                        > achwycony Bernard przez dłuższą chwilę kontemplował to małe dzieło sztuki, wyda
                                        > jąc ze stulonych ust pełne podziwu cmoknięcia.

                                        Pamiętam, że już czytając po raz pierwszy zastanawiałam się, jaki jest odpowiedni przyodziewek kołodzieja. Żak i Hajduk - ok, wymaga pogrzebania w starych książkach i dobrej ręki (przy czym i tak przeciętne oko nie rozpozna, o co chodzi), ale jedyna cecha charakterystyczna kołodzieja, jak przychodzi mi do głowy to jego zawód. Wyrób kół chyba nie wiązał się z jakimś charakterystycznym strojem?
                                        • mircja Re: Teflonowa Teresa 17.05.24, 01:15
                                          aniadm napisała:

                                          >
                                          > Pamiętam, że już czytając po raz pierwszy zastanawiałam się, jaki jest odpowied
                                          > ni przyodziewek kołodzieja. Żak i Hajduk - ok, wymaga pogrzebania w starych ksi
                                          > ążkach i dobrej ręki (przy czym i tak przeciętne oko nie rozpozna, o co chodzi)
                                          > , ale jedyna cecha charakterystyczna kołodzieja, jak przychodzi mi do głowy to
                                          > jego zawód. Wyrób kół chyba nie wiązał się z jakimś charakterystycznym strojem?
                                          Może to był jakiś strój kojarzący się z Piastem Kołodziejem (w połączeniu z charakterystyczną fryzurą, no i oczywiście wąsami)?
                                        • shireen_leila_khaled Re: Teflonowa Teresa 22.05.24, 08:49
                                          aniadm napisała:

                                          > mika_p napisała:
                                          >
                                          > > > Ma ktos BBB ?
                                          >
                                          > >
                                          > > [i]Aniela doprowadziła swoją gromadkę (z wyjątkiem Krystiana, który powie
                                          > dział,
                                          > > że
                                          > > poczeka na ulicy) na pierwsze piętro. Tu, na pomalowanych czyściutko drzw
                                          > iach,
                                          > > widniała zabawna wizytówka z napisem: Żak - Hajduk - kołodziej. Przy każd
                                          > ym naz
                                          > > wisku wymalowano dłonią mistrza kolorową figurkę w odpowiednim przyodziew
                                          > ku i z


                                          > Pamiętam, że już czytając po raz pierwszy zastanawiałam się, jaki jest odpowied
                                          > ni przyodziewek kołodzieja. Żak i Hajduk - ok, wymaga pogrzebania w starych ksi
                                          > ążkach i dobrej ręki (przy czym i tak przeciętne oko nie rozpozna, o co chodzi)
                                          > , ale jedyna cecha charakterystyczna kołodzieja, jak przychodzi mi do głowy to
                                          > jego zawód. Wyrób kół chyba nie wiązał się z jakimś charakterystycznym strojem?

                                          No jak to, nie znasz kołodziejskiego munduru? W kolorze opon samochodowych, zdobny w gigantyczne, tęczami haftowane koła szprychowe, zaś czapka w kształcie miniaturowego wozu drabiniastego, naładowanego sianem (przy czym za siano mogą robić własne włosy delikwenta). Normalka, Ty mieszczuchu!

                                          Wszystkie te zawiłości i niesamowite bzdury o Żaczkoklepkach tylko dlatego, że MM po 13 latach zauważyła, że skoro wymyśliła w pierwszym tomie zestaw Żak i Hajduk, to do kompletu walnie im jeszcze Kołodzieja w BBB bo strasznie chciała mieć taką śmieszną tabliczkę na chwilkę zacmokania Bernarda.

                                          I tylko przez tę brzemienną w skutki tabliczkę wyszło, że do siedmiu osób z 6K wbiły na chatę NA STAŁE nie tylko 4 nowe hajduczki (jurny Jurek + 3 noworodki), ale i 3 Toloidy.
                                          Razem 14 pup do jednej lazienki i nie wiadomo gdzie sie gnieżdżące te 2 młode małż z pomiotami. Skoro Wiesia z Bobkiem w przechodnim..
                                          9 osób, z czego 7 dzieci w jednej megaspiżarce vel pokoju panieńskim??? Mieszkaliśmy w jeziorze, było nas jedenaścioro??? Kwik i lol.

                                          Do tego kołodziej to rzemiosło, czyli nazwisko służebno plebsowe, a Tolo mial byc rzekomo hrabiowskim paniczem. Nie było w Rzplitej szlachty o takim nazwisku, ani herbu, najbliższy może to herb Kolczyk (z ułamanym kawałkiem koła szprychowego, ale to też nie od zawodu, tylko wariant herbu Ossoria) a pieczętowali się nim tylko pomorscy Malowi-Konarzewscy.

                                          Za to był herb i rodzina Kopeć, hje hje. Może Kopiec Arleta to wcale nie z rodu takiego lumpenpenerstwa, jak to wredna MM usiłuję nam wmówić?
                    • kooreczka Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 14:00
                      Możliwości Wiesi były kiepskie- za bogata na komunalne, za biedna na własny wynajem, na spółdzielcze się czekało latami.

                      Nie widzę możliwości "odkrucia się," w tamtych realiach- samotna matka na jednej pensji. Chyba jedyna możliwością wyprowadzenia się byłaby opieka nad starszą osobą w zamian za mieszkanie- czyli de facto gnieżdżenia się z obcym, zamiast z rodziną.

                      W latach 90 jakiekolwiek mieszkanie było dla moich pracujących rodziców marzeniem ściętej głowy-ewentualne raty były zaporowe, z olbrzymim oprocentowaniem, dla wielu rodzin z zapleczem ludzkim o wiele sensowniejsze było powolne budowanie domu.
                      • mika_p Re: Teflonowa Teresa 13.05.24, 21:57
                        To ja dodam jeszcze jedno magiczne słowo: LO-GI-STY-KA.

                        Jakie korzyści miała Wiesia z mieszkania na Słowackjego, które utracilaby wraz z wyprowadzką?

                        1. opiekę do dziecka na:
                        - czas pracy w dzień,
                        - czas pracy w nocy,
                        - odsypianie pracy w nocy.
                        2. kogoś, kto zrobi obiad i/lub zakupy.

                        Ad 1.
                        Za opieke do dziecka Wiesia musiałaby zapłacić lub musiałaby podrzucać Bobcia do Żaków. Praca na 3 zmiany to jest wychodzenia z domu około 5, żeby zdążyć na 6 - a szkoła od 8. To nieobecność przez całe popołudnia i powrót około g. 23. To nieobecność od 21 do mniej więcej 7. Kilkulatka trochę ciężko zdalnie kontrolować, jak się pracuje w fabryce, a zwłaszcza jak się nie ma w domu telefonu - a przypominam, że telefon to był rzadki luksus - duże ryzyko, że wczesnoszkolny Bobcio miałby sporo nieobecności z powodu zaspania. Popołudniowe i nocne zmiany Wiesi to byłby Bobcio na Słowackiego na długo. Bo o ile można puścić dzieciaka z kluczem na kilka godzin, to nie na całe popołudnie a już tym bardziej na noc nie można zostawić.

                        Ad 2.
                        Nie widać, żeby Wiesia z Bobciem prowadzili odrębną kuchnię, zakładam, że normalnie po ludzku, kto miał czas (w sensie nie był w pracy), ten szedł do kolejki, a kto mógł, gotował obiad z tego, co było. I ta sama sytuacja co poprzednio - mieszkając oddzielnie Wiesia musiałaby te zakupy robić sama, musiałaby stać w kolejce ze znudzonym Bobciem albo podrzucać go na Słowackiego. O wiele łatwiej coś takiego zorganizować, jak się mieszka wspólnie. Nawet, jak mówimy o rzeczach, za którymi nie trzeba się było nastać, to zakupy z dzieckiem są średnią przyjemnością, jak ci delikwent odchodzi gdzieś na bok albo się gdzieś zatrzymuje, a tobie ręki brakuje, żeby toto złapać za kaptur i prowadzić przy nodze.

                        Osobiście jestem przekonana, że iluzoryczna wolność w wynajetym pokoju była kiepską pokusą, jak w pakiecie była masa kłopotów organizacyjnych tą "wolnością" spowodowanych, a jeszcze trzeba by zapłacić "komorne" (czy tam odstępne), ktore można by wydać na coś innego. Ja się nie dziwię, że Wiesia się nie wyprowadziła
                        • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 15.05.24, 11:25
                          mika_p napisała:

                          > Osobiście jestem przekonana, że iluzoryczna wolność w wynajetym pokoju była kie
                          > pską pokusą, jak w pakiecie była masa kłopotów organizacyjnych tą "wolnością" s
                          > powodowanych, a jeszcze trzeba by zapłacić "komorne" (czy tam odstępne), ktore
                          > można by wydać na coś innego. Ja się nie dziwię, że Wiesia się nie wyprowadziła

                          O ile mogła być to prawda na etapie "Szóstej klepki" to niekoniecznie była dziesięć lat później, gdy Wiesia mieszkała w pokoju ogólnodostępnym, może nawet przechodnim, z piętnastoletnim synem, a w kolejce do jedynej łazienki mogła spotkać nie tylko brata, bratową i dwie bratanicę, ale też dwóch mężów bratanic oraz sześcioro ich dzieci.

                          A wszystko to w mieszkaniu, które było niezbyt duże siedem nowych lokatorów wcześniej.
                          • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 15.05.24, 12:48
                            Niezbyt duze czteropokojowe mieszkanie (plus piaty na wiezyczce) ? i to jest stare budownictwo, jezeli ze spizarki mozna bylo zrobic pokoj na dwa lozka i stol do prac plastycznych, to jakich rozmiarow byly pokoje przeznaczone na pokoje ? powtarzam, rozbestwieni jestescie nieprzyzwoicie ! :)

                            dziesiec lat pozniej Wiesia nadal jest samotna, nienajlepiej zarabiajaca matka (ale jednak zarabiajaca na tyle, by wsparcie systemowe jej nie dotyczylo), ma na stanie nastolatka, ktorego jednak trzeba dopilnowac, a brat i bratowa stanowili realna pomoc i oparcie - a przede wszystkim nie ma szans na mieszkanie, wynajem wtedy to byly potworne pieniadze, a sublokatorski pokoj bardziej krepujacy niz rodzina

                            Sadze, ze po wyprowadzce Krystyny z rodzina Bobcia, czy moze juz Baltone, przeflancowano na wiezyczke
                            • przymrozki Re: Teflonowa Teresa 15.05.24, 13:24
                              tt-tka napisała:

                              > Niezbyt duze czteropokojowe mieszkanie (plus piaty na wiezyczce) ? i to
                              > jest stare budownictwo, jezeli ze spizarki mozna bylo zrobic pokoj na dwa lozka
                              > i stol do prac plastycznych, to jakich rozmiarow byly pokoje przeznaczone na p
                              > okoje ? powtarzam, rozbestwieni jestescie nieprzyzwoicie ! :)

                              Tyle że w tej spiżarni na dwa łóżka i stół mieszkało małżeństwo z czwórką dzieci. Ewentualnie to z dwójką, a to z czwórką zajmowało pokój po dziadku. Nawet jeśli policzymy wieżyczkę za pokój (a w sumie nie wiadomo, czy tam się dało mieszkać na stałe) to i tak wychodziło prawie trzy osoby na izbę i czternaście na łazienkę (w tym sześcioro małych dzieci).
                              • tt-tka Re: Teflonowa Teresa 15.05.24, 14:07
                                Wlasnie dlatego nie wierze, ze mlode hajduki i kolodzieje mieszkali na Slowackiego - okolicznosciowo (saksy, wyjazd meza na stypendium, gdy zona zostaje z maluchami, podrzucanie dzieci) tak, to mozliwe. Ale nie na stale. No to Wiesia zacisnela zeby traktujac to jako niedogodnosc czasowa, a Baltona wyniosl sie. Nb latwiej wyniesc sie na zaplecze kwiaciarni 19- czy 20-latkowi niz kobiecie po czterdziestce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka