Dodaj do ulubionych

Wychowawczy(?) przekaz Polewki

26.09.06, 10:44
Watek przyszpilony tak już się rozrósł, że pisze oddzielnie, choc nawiazania
do niego będą.
Jak zauwazyłam, jedyną niemal osobą, której książka się podobała, jest
dziewczyna, która sama deklaruje się jako osoba pogardzajaca wszystkimi
nieoczytanymi, dysortografikami, "dysmózgowcami". Dla mnie to bardzo niedobry
znak. Krótko mówiąc okazuje się, że przekaz książki trafia do ludzi głęboko
uprzedzonych, odzwierciedla ich poglądy.
Na tym forum jesteśmy w większości osobami tolerancyjnymi i oczytanymi.
Ksiązki MM sa jednak nie skierowane do nas, ale do młodzieży, w wieku mniej
więcej gimnazjalnym. Piętnastolatki, czy nawet troche starsze dziewczyny
książkę przeczytają, ale wnikliwie analizować przecież raczej nie będą. I
tak, jak pierwsze części pełnily prawdziwą rolę wychowawczą, te są
antywychowawcze - wartości, jakie przekazują pod
pozorami "dobroci", "troski", "tolerancji" są po prostu groźnie i nie do
przyjęcia.
I tym martwię się najbardziej.
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 10:46
      Tez sie tego obawiam. Przekaz starych czesci Jezycjady byl zupelnie inny.
    • troppo_bella Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 10:48
      Jeśli się te pietnastolatki wczesniej nie znudzą :-), bo ciężko się czyta.

      Zresztą czy te wartości w CP jawią się tak atrakcyjnie? Myślę, że wątpię.
      Piętnastolatkę też odstręczy agitacyjna łopatologia, nawet jeśli nie dokona
      rozbioru.

      A ku pokrzepieniu serc: własnie wróciłam do Pana Tadeusza. Może parę takich
      osób się znajdzie.

      Jeśli - herezja - jest to jakaś wartość.

      No i jak mówić, że nie wychowuje, skoro wychowuje?
      • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 10:58
        Bo z całej powieści to się tylko Mickiewicz obronił.
        • the_dzidka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:00
          Słuchajcie, a Mickiewicz miał brodę? W Poznaniu na pomniku chyba nie ma!!
          • verdana Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:02
            Miał!
          • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:03
            Nie przypominam sobie portretu MIckiewicza z brodą. Swoją drogą, choć w pełni
            doceniam zaslugi Mickiewicza dla literatury polskiej nie naleźę do osób, który
            czytywałyby go do poduszki czy recytowały z pamięci. To chyba stawia mnie w
            oczach MM w jednym szeregu z Bodziem, prawda?:)
            • troppo_bella Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:05
              Miał takie coś nisko położone w stosunku do reszty twarzy i rozczochrane
              artystycznie. Bez wąsów
              • jamniczysko Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:14
                Mnie się książka bardzo podoba, co wielokrotnie już napisałam, chociażem nie
                dziewczyna, a moją opinię nt. osób niczego nie czytających trzymam na własny
                użytek.

                Zaczęłam czytać "Polewkę" synowi do poduszki. On, jak dotąd, dał sobie
                przeczytać w całości tylko "Język Trolli". Już przy pierwszym rozdziale, który
                w zasadzie składa się tylko z dialogu Laury z dziadkiem, co chwila prychał
                śmiechem. Chwytał humor, a to dla mnie bardzo dobry znak. Sam nie czyta nic -
                dysleksja plus niechęć do jakiegokolwiek wysiłku. Liczę na to, że pomalutku
                całą książkę wrzucimy. Ja z dużą przyjemnością czytam ją trzeci raz (a pierwszy
                raz głośno). On od "Trolli" sekunduje Józinkowi, a z miągwy się śmieje, więc
                też pożywka będzie. To dla mnie bardzo ważne. Chcę, żeby jak najwięcej obcował
                ze wspaniałą polszczyzną. A w szkole takowej nie uśmiadczy raczej.

                Ostatnio przeczytane zdanie z jego zeszytu, przy temacie liczebników: "Trzech
                mężczyzn w mroźny dzień UBRAŁO (!!!) troje kaleson." :-[
                • verdana Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:18
                  To, ze książka jest śmieszna, nie znaczy, ze ma wartości wychowawcze...
                  • jamniczysko Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:21
                    A czy ja twierdzę, że ma?
                    Szczerze mówiąc, wali mnie to, czy ma, czy nie ma.
                    Nie zamierzam zamartwiać się brakiem takowych i jego wpływem na rozwój młodego
                    pokolenia. Cieszy mnie natomiast niezmiernie, że 10-latek, karmiony szajsem w
                    rodzaju "Maratonu uśmiechu", nie zgłupiał doszczętnie i chwyta dowcip cokolwiek
                    bardziej finezyjny.
                    • verdana Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:25
                      Kazdy ma własne zdanie.
                      Dla mnie dowcip "Czarnej Polewki" nie stoi dużo wyżej od "Maratonu uśmiechu".
                      Dowcipy, ktore opieraja się na wyśmiewaniu dzieci, dowcipy typu "pogryzł go
                      szerszeń, ale smiesznie, ciamajda...", ograniczanie wolności poprzez zabijanie
                      drzwi gwoździami, wsadzanie nóg kapiącej się osoby do wiadra (może się utopi,
                      he, he) - mnie nie śmieszą. Finezji tez nie dostrzegam.
                      • jamniczysko Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:29
                        Każdy ma własne zdanie i własne postrzeganie.
                        Sytuacyjny dowcip, którego przykłady załączasz, dal mnie akurat w ogóle
                        dowcipem nie jest...
                      • agisek Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 12:33
                        W ten sposób można by zdyskredytować humor całej "Jeżycjady". Dziecko rysujące
                        na jajku podobiznę Hitlera (zgroza!!!)? Albo urządzające sobie ognisko na
                        balkonie? Mężczyzna, który nie ma w domu porządnej bluzki, w związku z tym robi
                        z siebie pośmiewisko na całą szkołę?
                    • the_dzidka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 11:29
                      E, jamniczku, śmiać to i ja się śmiałam z wielu rzeczy - z główek gwoździ, z
                      naprawiania serca Ignaca, z wypożyczalni wędlin, z plucia marchwią Bodzia...
                      Ogólnie z komizmu sytuacyjnego. A mimo to o CP sądzę to, co sądzę :)
                      • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 12:01
                        Teź mnie rozśmieszyło parę momentów, choć salw śmiechu nie było. Co nie zmienia
                        mojego zdania o książce. Jamniczysko, po co pozwalasz swojemu dziecko oglądać
                        szajs pt. "maraton usmiechu"? moze puscic sobie na DVD jakis porzadny film:)
                        • jamniczysko Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 12:12
                          Nie mam DVD, nie mam video, nie mam satelity ani kablówki. Rodzina nie pozwala
                          mi wyrzucic telewizora lub przynajmniej przegryźć kabelka do TVN. "Maratonu..."
                          nie pozwalam, ale czasem nie ma mnie w domu...
                      • nikadaw1 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 12:06
                        Nie czytałam jeszcze CP (jedynie streszczenie i przejrzałam w księgarni) i mam
                        wrażenie że to nie jest stricte powieść dydaktyczna,jaką jeszcze byla NOelka czy
                        Dziecko piątku. raczej hybryda.
                        pierszwe moje skojarzenie bylo fredrowskie, dosłownie jakbym przerobiona Zemste
                        czytała, ten Ignac Raptusiewicz, Schoppe Milczek i Laura Krokodyla Kup Mi Luby.
                        komizm sytuacyjny tez jakby stamtąd. rytm powieści też. przerysowane postaci,
                        szybkie sceny, powiedzonka. ta intuicja z pastiszem była moim zdaniem słuszna.
                        tylko efekt jest taki, że powiesć jest malo powieściowa, za to na scenę sie
                        dobrze nadaje albo sitcom jakowyś.
                        • troppo_bella Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 12:14
                          Ciekawe skojarzenie z Fredrą, chylę czoła
                          • baba67 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:18
                            Jak to nie ma ?
                            Naczelny jest taki-romantyczne wyobrazenia o raptus puelle niestety sa dalekie
                            od rzeczywistosci.
                            Uciekniemy, pobierzemy sie i bedziemy bosko szczesliwi do konca zycia-a tu
                            smrod silnika, Bodzio, burza, zimna woda, komary...
                            Bardzo trafne.
                            No i cos niecos o Mickiewiczu nienachalnie.Bo to, co Pazura wygaduje to
                            skandal-on sam prezentuje brak kultury, bo nie o tolerancji tu mowa.
                            Mogl wyjawic swa opinie, ze JEGO to nudzi(mnie nudzi Zeromski, Stefan, nie
                            Bernard)), a nie oburzac sie, ze dobra literatura mecza biedne dzieci.
                            Moze rzeczywiscie dajmy sobie spokoj z literatura, moze ograniczmy sie do
                            rapowych tekstow(ktore moga miec swe miejsce w szkolnym programie, dlaczego nie)
                            • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:22
                              O Mickiewiczu nienachalnie? Moim zdaniem bardziej lopatologicznie nie dalo sie
                              przekac, ze wielkim wieszczem byl, i koniec dyskusji. To, ze Pazura przesadzil
                              to fakt, ale przeciez nie kazdy musim sie zachwycac Mickiewiczem,. To, ze ktos
                              nie lubi poezji nie oznacza, ze jest chamem i prostakiem. A taki przekaz moim
                              zdaniem otrzymujemy. nawet na Wolfiego Laura zaczyna patrzec krzywo, kiedy saie
                              dowiaduje, ze ma on czelnosc nie lubic poezji.
                              • k_linka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:45
                                Dakoto, nie kazdy musi wielbic Mickiewicza, ale "nie da sie przed nim uciec", w
                                sensie metaforycznym oczywiscie. Odniesien do wieszcza jest w naszej kulturze
                                mnostwo. Jesli sie mickiewicza nie zna, to pozostaja one nieczytelne. Glupio
                                powiedzial Bodzio - nie mam ksiazki przy sobie ale to bylo cos w sensie, ze nie
                                ma zwiazku miedzy dzielami Mickiewicza a wspolczesnoscia, i glupio powiedzial
                                Pazura, zwlaszcza jesli jego ambicje zawodowe wychodza poza ten sitcom o
                                policjantach.
                                • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:50
                                  Alez ja sie zgadzam, ze sie nie da! Jak kilkakrotnie podkreslalam, w pelni
                                  doceniam role Mickieiwcza dla kultury polskiej. Nie trzeba mi tlumaczyc jego
                                  roli, naprawde. Sama jestem sklonna uznac Bodzia za osobnika mocno
                                  niedouczonego, ale wciaz dziwi mnie pogarda, z jaka Laura na niego patrzy. Jako
                                  osoba ponoc dobrze wychowana powinna chyba swoje zdanie o nim zachowac dla
                                  siebie, zamiast traktowac go wciaz z gory.
                                  Laura mogla jakos zachecic Bodzia do poznania wieszcza, zamiast go dreczyc;-)
                                  • jamniczysko Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:55
                                    Zapewne na tę relację nałożyła się fizyczność Bodzia, męcząca Laurę w
                                    bezpośredniej z nim bliskości... ;-)
                                    • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:57
                                      Pewnie tak:). Mnie na jej miejscu teź by pewnie męcczył taki przymusowy
                                      towarzysz podróźy, ale gdzie te borejkowskie maniery? Poza tym faktem jest, że
                                      to dzięki Bodziowi mają gdzie spać,a tu zero wdzięczności.
                                      • zuzzia1 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 27.09.06, 10:00
                                        Laura na wszystkich niemal patrzy z wyższością i lekką pogardą. To jest
                                        wyraźnie zaznaczone w każdym tomie. Czemu więc Bodzio, w dodatku obiektywnie
                                        dość irytujący, miałby być wyjątkiem?
                                • nikadaw1 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 13:56
                                  a mnie uderzylo w tym felietonie, ze MM kojarzy Pazure jedynie z 13 posterunku.
                                  tak jakby nie bylo Psow, Nikosia, Kilera, Nic smiesznego, i całej masy jego
                                  wczesniejszych i późniejszych filmow. można nie lubic wizerunku Pazury, ale
                                  trzeba oddać, że jest dobrym aktorem, nawet w Posterunku. dwie refleksje - MM
                                  chciała go koniecznie zdyskredytować, wspominając ten posterunek, dwa - że w
                                  ogóle jest słaba z kultury masowej, jest na bakier z polska kinematografia (no,
                                  może to troche twierdzenie na wyrost),to i nic dziwnego, ze docierają do niej
                                  tylko sygnały o najgorszym chłamie. nawet i kulture masowa trzeba umiec przyswajac:)
                                  • iwoniaw Pazura 26.09.06, 14:08
                                    można nie lubic wizerunku Pazury, ale
                                    > trzeba oddać, że jest dobrym aktorem, nawet w Posterunku. dwie refleksje - MM
                                    > chciała go koniecznie zdyskredytować, wspominając ten posterunek, dwa - że w
                                    > ogóle jest słaba z kultury masowej,

                                    Zgadzam się że Pazura jestr dobrym aktorem - sama w to nie wierzyłam, prawdę
                                    mówiąć, dopóki nie obejrzałam _rewelacyjnego_ filmu "Show" (z rewelacyjnym
                                    Pazurą) - polecam przy okazji.
                                    I skoro już MM wyzłośliwia się w felietonie na temat "płyt CD z bajkami, które
                                    można nabyć w każdym sklepie spożywczym razem z pudełkiem margaryny Rama", to
                                    mogłaby sprawdzić tenże fakt, bo tak się składa, że bajki z Ramą opowiada P.
                                    Fronczewski (chyba że była jakaś inna edycja, o której nie wiem? - zresztą co w
                                    tym typie działań aktorskich deskrydetującego, że spytam? W czasch mojego
                                    dzieciństwa bajki nagrywali najwięksi aktorzy, podziwiani i szanowani do dziś...)
                                    • croyance Re: Pazura 26.09.06, 22:09
                                      Bo Artysta powinien zajmowac sie Sztuka, a aktorstwo to Misja, a nie hm, jakby
                                      to powiedziec, po prostu dostarczyciel rozrywki ;-D
                                      Artysta, to ktos Lepszy, nie jakis tam przyziemny biznesmen.
                                  • k_linka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 14:15
                                    Wsrod zalewy krytyki (zasadniczo usprawiedliwionej) dotyczacej ostatniego
                                    dziela MM chcialam zaprotestowac przeciw temu ostatniemu zarzutowi.
                                    Kreacje Pazury sa malo zroznicowane. Zawsze jak go widze zachowuje sie w ten
                                    sam, glupkowaty sposob, czy to jako postac, czy jako on sam. Nie widze wiekszej
                                    roznicy miedzy ciamajdowatym policjantem z tego 13 postarunku (niemniej
                                    przyznaje ze nie ogladalam tego nigdy dluzej niz 5 min wiec moge sie nie
                                    orientowac), niedorozwinietym taksowkarzem wesolkiem z Killera, glownym
                                    bohaterem "Nic smiesznego" (kultowosc tego filmu jest dla mnie dyskusyjna) oraz
                                    cezarym Pazura wystepujacym w rozrywkowych programach typu Kuba Wojewodzki
                                    Show. W Psach jedynie mozna poznac, ze Pazura zbudowal inna role (glownie mozna
                                    to poznac po ilosci przeklenstw jakimi okraszane sa dialogi). Nikosia nie
                                    ogladalam, nie sadze jednak aby byl lepszy od pierwowzoru...
                                    Zatem prosze - zarzut ze MM nie zna tych wszystkich wybitnych rol Pazury jest
                                    tendencyjny. A gdyby nawet obejrzala ktorekolwiek z tych "dziel"? Myslisz ze
                                    przekonalaby sie ze Pazura jest wybitnym aktorem? I czy nieznajomosc chlamu
                                    masowej produkcji to w ogole moze byc zarzut?
                                    • kartoflana Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 14:18
                                      ja tylko dorzucę swoje trzy grosze, że Witkacy w wykonaniu Pazury to wyjątkowy
                                      gniot
                                    • laura-gomez Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:54
                                      co do Pazury to gra on właśnie policjanta w "Oficerach" i w pierwszym odcinku
                                      wypadł wiarygodnie, co znaczy, źe jest, przynajmniej dla mnie, dobrym aktorem
                                      • laura-gomez Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 17:01
                                        a programu z "genialnym" Kubą Wojewódzkim nie oglądam, więc nie widziałam też
                                        popisów pana Pazury i nie wiem, co dokładnie powiedział na temat Mickiewicza, a
                                        co za tym idzie, na ten temat się nie wypowiem.
                                    • ida198511 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 02.06.07, 19:01
                                      Nikosia nie
                                      > ogladalam, nie sadze jednak aby byl lepszy od pierwowzoru...

                                      nie nie straciłas, to okropny film.
                                  • the_dzidka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:16
                                    > tak jakby nie bylo Psow, Nikosia, Kilera, Nic smiesznego,

                                    Wiesz,. to może lepiej, że tego nie kojarzy, bo zważywszy "głębię
                                    intelektualną" tych filmów (jest to oczywiście moja opinia: nie trawię takich
                                    produkcji i są dla mnie pukaniem w dno od spodu), zrobiłaby z niego mokrą
                                    szmatę ;))
                                    Czy dobry aktor? Polemizowałabym częściowo. Polibiłam go w 13 psoterunku, ale
                                    ma nieznośna manierę grania, która mnie irytuje. Akurat wczoraj obejrzałam
                                    sobie "Ja wam pokażę" i pod koniec nie mogłam już tej jego maniery wytrzymać.
                                    Nie. Nie lubię.
                                    • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:47
                                      hmmm, "psy" sa akurat calkiem przyzwoite w zalewie reszty, a pierwszy "kiler"
                                      naprawde zabawny, natomiast "kariera..." to straszliwa zenada. jestem wielkim
                                      fanem "..Dyzmy" Dolegi-Mostowicza, stad podszedlem z nieufnoscia do tej
                                      produkcji, ale to byla jeno nieufnosc krolika, ktory obawia sie, ze za krzakiem
                                      moze byc lis. tymczasem za krzakiem byl Dziaberlak plomienistooki co najmniej!
                                      jak mozna bylo wyprodukowac cos takiego? autorow na banicje, poprzedzona
                                      torturami :) wielce bylem zazenowany, naprawde. a co do maniery, to trudno
                                      znalezc juz polskiego aktora, grajacego w filmach, ktory maniery _nie ma_.
                                      polece po nazwiskach: Pazura, Zamachowski, Machalica, Gajos (tak! niestety!),
                                      Lubaszenko, Englert (tak!!!) i moznaby dalej wymieniac. chociaz Zamachowski
                                      akurat pozytywnie mnie zaskoczyl w filmie "Cialo", byl tam zupelnie jak nie on.
                                      w ogole w tym filmie bylo duzo fajnych aktorow, moim skromnym zdaniem. pewnie
                                      dlatego, ze ich nie znalem :)
                              • baba67 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 14:39
                                Ja tego tak nie odebralam-MM dala upust swojemu podziwowi-wolno jej.
                                Nie odczulam przekazu, ze jesli ja sie nim nie zachwycam, to nie jestem
                                patriotka-raczej jest to zacheta, zeby jednak zajrzec, spojrzec na poete z innej
                                strony, bardziej ludzkiej niz lekturowej. Laura nie musi byc alter ego MM-jej
                                reakcje ja jakos opisuja, ale MM nie musi miec podobnych.
                                Co zrobie, nie mam kompleksow i nie odczuwam zachwytu autorki, ktorego nie
                                podzielam(wolno Wam) jako nietolerancji i ataku na moje wartosci.
                                I jeszcze moze uslysze, ze tez pogardzam nieczytajacym plebsem, bo jak na
                                razie, to jedyna osoba, ktorej sie CP podoba to pogardza ?
                                Czy czytacie to co piszecie ?
                                • baba67 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 14:44
                                  Jesli chodzi o Pazure-im lepszym jest aktorem, tym wiekszy wstyd przynosi mu
                                  to, co powiedzial, a wlasciwie w jaki sposob to ujal.Wolno mu nie zachwycac sie,
                                  ale nie wolno podwazac znaczenia w kulturze.
                                  • ratyzbona Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 14:49
                                    A mnie bawi że MM tak bardzo zbulwersowała wypowiedź Pazury że aż na pół
                                    książki musiała udowadniać że on się myli. Dla mnie i podejżewam że dla
                                    milionów innych nastolatków Pazura żądnym autorytetem nie jest a z resztą mało
                                    kto traktuje na poważnie teksty rzucane w telewizyjnych Tok Szołach (
                                    przepraszam za tragiczne spolszczenie ). Moim zdaniem dowodem prawdziwej
                                    kultury i osiągnięcia intelektualnych wyżyn jest przejście wobec takiego zdania
                                    obojętnie z poczuciem że Mickiewicz i tak się sam obroni a kto nie czytał ten
                                    trąba.

                                    A w sprawie zarostu Mickiewcza to miał on poporostu bardzo modne i bardzo
                                    gustowne bokobrody i zdecydowanie zaniedbaną fryzurę
                                    • nikadaw1 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:15
                                      jeszcze a propos Pazury. gdzieś kiedys czytałam,ze pomaga on finansowo rodzinie
                                      swojej zony na Ukrainie. stad bierze tyle fuch i chałtur. a jak mawia Pyza,
                                      można czuć dumę i radośc nawet przy myciu podłogi. ze bede zlosliwa.
                                • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 15:00
                                  A kto tu ma kompleksy? Bo od dyskusji o CO powoli przechodzimy w stronę
                                  wzajemnych ataków. Ty odebrałaś tę kwestię tak, erszta inaczej- obie strony
                                  miały do tego prawo.
                                  Czemu mamy upraszczać w ten sposob- komus podobała się CP, pogardza
                                  nieczytającymi?
                                  • ratyzbona Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 15:19
                                    To do mnie? Coś nie nadąrzam za naszą dyskusją
                                    • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 15:22
                                      Nie, do baby67:)
                                  • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:32
                                    ja chyba rozumiem, o co chodzi. otoz wyglada na to, ze najbardziej spodobala sie
                                    CP jednej z forumowiczek, ktora tak, a nie inaczej wypowiedziala sie o
                                    nieoczytanych, nieukach i dyslektykach w jednym zdaniu (przy okazji robiac kilka
                                    wielce pociesznych, jak na oczytana i uczona osobe, bledow w innych). moim
                                    zdaniem nie zostala do konca zrozumiana, a cala historia odbija sie teraz
                                    czkawka. caly ten watek o pogardzanych dyslektykach moim zdaniem mial nieco inne
                                    zalozenie: autorce (kalina_81, jesli dobrze pamietam) chodzilo raczej o tych,
                                    ktorym uczyc sie nie chce, wiec zaslaniaja sie WYIMAGINOWANYMI problemami. to
                                    tak, jak w sprawach kryminalnych (wiem, to idiotyczne porownanie, ale oddaje
                                    istote sprawy): mozna dokonac zbrodni, bedac niepoczytalnym, a mozna dokonac jej
                                    w pelni swiadomie, a potem symulowac obled, zeby uniknac odpowiedzialnosci.
                                    kiedys wiele zachowan nie mialo medycznego czy - ogolniej - naukowego
                                    wyjasnienia, dajmy na to, schizofrenik mogl byc swietym lub opetanym, w
                                    zaleznosci od reakcji otoczenia. takie, powiedzmy, niesforne dziecko. kiedys
                                    bylo tylko niesforne, moze niewychowane, moze nawet "nadajace sie do szkoly
                                    specjalnej". dzisiaj wiemy, ze istnieje cos takiego, jak ADHD. wiec dobrze, to
                                    nam wyjasnia czesc takich przypadkow. ale jest druga strona medalu - sa dzieci,
                                    ktore wiedza, ze jest ADHD i rozrabiaja w poczuciu bezkarnosci, bo w razie czego
                                    beda sie mogly zaslonic "choroba" (choc akurat im ADHD nie dolega). i podobnie
                                    moze byc z zaburzeniami utrudniajacymi uczenie sie, czytanie czy poprawne
                                    pisanie - z pewnoscia sa uczniowie, ktorym mimo najszczerszych checi nie udaje
                                    sie opanowac poprawnej pisowni, mimo, ze dokonuja cudow, zeby sie jej nauczyc, i
                                    sa z pewnoscia tacy, ktorzy gleboko w nosie maja nauke, wiedzac, ze w razie
                                    czego wykreca sie sianem, a raczej "niemoznoscia". uff, sie rozpisalem, bo mi to
                                    nie dawalo spokoju :)
                                    • verdana Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 16:43
                                      ja czytałam Kalinę tez na innym forum. Niestety, ona po prostu uważa, że
                                      wszystkie dys- to wyraz lenistwa lub oszustwo. Bierze się papierek, aby móc nic
                                      nie robić, zeby rodzice czuli sie usprawiedliwieni. Pogarda dla dyslektykow to
                                      także pogarda dla tych, ktorzy biora zaswiadczenia, mając autentyczną
                                      dysleksję - ponieważ Kalina po prostu nie wierzy, ze czegoś nie można się
                                      nauczyć, czegoś opanować - jesli się tego nie zrobi, to jest się godnym
                                      pogardy, jako gorszy gatunek człowieka.
                                      Teraz nie w modzie jest stwierdzenie "ja tam nie lubię kalek", ale można
                                      spokojnie, bez konsekwencji powiedzieć, ze pogardza sie dyslektykiem - bo
                                      dyslektykow nie ma, są parszywe lenie.
                                      To mi przypomina, jak oskarzano rodziców dzieci upośledzonych, ze sa
                                      alkoholikami "bo inaczej skąd takie dziecko by sie wzięło".
                                      A pogarda dla ludzi nieoczytanych? No wybaczcie, ale to już przegięcie.
                                      • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 18:42
                                        no tak. wlasnie w tym problem, ze czesto (zwykle) wrzuca sie wszytsko do jednego
                                        worka i stad np. przekonania, ze te wszystkie "dys-" to tylko wymowka leniwcow i
                                        obibokow, ktorzy "gdyby tylko sie przylozyli, to..". nie wszystkiego mozna sie
                                        nauczyc, to akurat jest pewne. nie kazdy moze sie wszystkiego nauczyc. mam
                                        kumpla, urodzil sie w Hongkongu, ale jako niemowle wyjechal z rodzicami do Walii
                                        i tam do dzis zyje, z przerwa na poltoraroczny pobyt we Wloszech, gdzie go
                                        poznalem. ten naprawde inteligentny i zdolny facet nie potrafil opanowac nawet
                                        podstaw wloskiego, ktory nie jest specjalnie trudny na poziomie bazowym. fakt,
                                        wszyscy anglojezyczni mieli klopoty z wymowa i deklinacja, zrozumiale zreszta,
                                        ale on nie potrafil nauczyc sie zupelnie niczego, mimo nieprawdopodobnego uporu,
                                        woli i staran. co wiecej - jego angieleski (pisany) pozostawia wiele do
                                        zyczenia, a chinski.. jak sam mowi, nie jest to taki prawdziwy "jezyk ojczysty"
                                        jesli chodzi o jego znajomosc. facet po prostu nie ma cienia talentu jezykowego.
                                        i co? mam go uznac za glupka? no freakin' way. ale wracajac do "pogardy dla
                                        dys-" - moim skromnym zdaniem takie postawy to tez - podejrzewam - w wielu
                                        przypadkach wplyw szkoly, a raczej nauczycieli. nie wszystkich, oczywiscie -
                                        chodzi mi o tych, ktrzy wyznaja poglady pokrewne Kalinie. majac takich
                                        nauczycieli i jednoczesnie bedac dobrym uczniem mozna rzeczywiscie dojsc do
                                        wniosku, ze ci gorsi to z definicji leniwe glaby, chocby im zdiagnozowalo
                                        dysleksje czy dysgrafie miedzyplanetarne konsylium ekspertow :)
                                        • croyance Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 22:24
                                          No i o tym wlasnie pisalam w dluuugim watku, ze snobizm Borejkow jest
                                          prowincjonalny, a sposob szufladkowania ludzi zasciankowy.
                                          To cos na zasadzie:

                                          jestes glupkiem, bo robisz bledy jezykowe
                                          o, ale ja zaczalem uczyc sie polskiego pol roku temu ...
                                          pol roku, o moj Boze, jestes geniuszem!

                                          Etc. etc. etc.
                                      • paszczakowna1 re: dys 26.09.06, 23:46
                                        Kalina, moim zdaniem, niczego takiego nie napisała. Zeby nie być gołosłowną,
                                        podaję link do wspomnianej dyskusji.

                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=49133448&a=49133448
                                        [zwracam uwagę zwłaszcza na
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=49133448&a=49152065]
                                        Verdano, lubiłam zawsze czytać Twoje posty, ale przykro mi to mówić, Twoje
                                        "streszczenie" wypowiedzi Kaliny uważam za mało uczciwe (pomijając wszystko
                                        inne, zdiagnozowany ADHD-owiec ma uważać wszelkie "dys" za "wyraz lenistwa lub
                                        oszustwo"?!).

                                        > ja czytałam Kalinę tez na innym forum. Niestety, ona po prostu uważa, że
                                        > wszystkie dys- to wyraz lenistwa lub oszustwo. Bierze się papierek, aby móc nic
                                        >
                                        > nie robić, zeby rodzice czuli sie usprawiedliwieni. Pogarda dla dyslektykow to
                                        > także pogarda dla tych, ktorzy biora zaswiadczenia, mając autentyczną
                                        > dysleksję - ponieważ Kalina po prostu nie wierzy, ze czegoś nie można się
                                        > nauczyć, czegoś opanować - jesli się tego nie zrobi, to jest się godnym
                                        > pogardy, jako gorszy gatunek człowieka.
                                        > Teraz nie w modzie jest stwierdzenie "ja tam nie lubię kalek", ale można
                                        > spokojnie, bez konsekwencji powiedzieć, ze pogardza sie dyslektykiem - bo
                                        > dyslektykow nie ma, są parszywe lenie.
                                        > To mi przypomina, jak oskarzano rodziców dzieci upośledzonych, ze sa
                                        > alkoholikami "bo inaczej skąd takie dziecko by sie wzięło".
                                        > A pogarda dla ludzi nieoczytanych? No wybaczcie, ale to już przegięcie.
                                        • verdana Re: re: dys 27.09.06, 08:48
                                          Cytuję:
                                          "Zrozumiałam, że tak jak ja nie umiem być pobłażliwa
                                          dla robiących ustawiczne orty, którzy w ramach usprawiedliwienia machają mi
                                          zaświadczeniem o dysmózgowiu i czują się zwolnieni od wszelkiej nauki w tym
                                          kierunku"
                                          "ze zgorszeniem przyjmowałam fakt pozwolenia na robienie
                                          błędów na maturze osobom ze stwierdzoną dyortografią, już nawet pomijając
                                          fakt, że 80% tych zaświadczeń było lewych. Otóż znam osobiście około 12 osób z
                                          prawdziwą dysortografią, osoby te bardzo rzadko robią błedy, nieczęsciej niż
                                          ja na przykład. Powód? Ciężka i wytężona praca, zapamiętanie wszelkich reguł
                                          gramatyki i wyjątków od nich. dlatego wiem, że się da! Ale współczesnym
                                          dzieciom tolerancyjne mamusie mówią "kochanie, po co masz się męczyć, tu
                                          zaświadczonko, ono cię zwolni ze wszyskiego, biedactwo ty moje" wszędzie mi
                                          się przewraca od tych mamuś!!"
                                          Wybacz, ale jesli to nie jest potraktowanie wszystkich cierpiących na
                                          prawdziwe -dys, jako oszustów, dzieci leniwych i pobłaźliwych matek - to ja
                                          naprawde nie umiem czytać ze zrozumieniem.
                                          Oczywiscie, ze dysortografik "macha usprawiedliwieniem" i robi błędy. Na tym to
                                          schorzenie polega. Najśmieszniejsze jest to, ze nikt, kto nie zna wszystkich
                                          reguł na pamięć nie ma co mysleć o "papierku". Niestety, nawet najbardziej
                                          wytężona pracą nie da sie w bardzo wielu wypadkach osiagnąć
                                          sukcesu. "Zgorszenie" z powodu tego, ze osoba z dysfunkcją też chce zdać maturę
                                          jest głeboką nietolerancją.
                                          Nie mówiąc już o skrajnie obraźliwym określeniu "dysmózgowie".
                                          To, ze Kalinie wydaje się, że ona potrafiła pokonać ADHD nie jest żadnym
                                          usprawiedliwieniem dla dyskryminacji osob, które i tak maja problemy.
                                          • paszczakowna1 Re: re: dys 28.09.06, 11:12
                                            Verdano,

                                            1. Większośc osób w tamtym wątku (i ja również) zinterpretowała wypowiedź Kaliny
                                            inaczej - jako zachętę do pracy nad sobą pomimo dysfunkcji

                                            2. Kalina sama pisze, że co innego miała na myśli.

                                            3. Kalina ma ADHD, dysfunkcję która między innymi utrudnia komunikację i
                                            formułowanie myśli (za duże skróty myślowe)

                                            Wiedząc to wszystko, dajesz swoją interpretację (która, w świetle powyższego,
                                            przynajmniej MOŻE być fałszywa) wypowiedzi Kaliny, w zupełnie innej dyskusji na
                                            zupełnie innym forum, na którym Ty pisujesz od dawna, a ona jest nowa,
                                            przypinając jej tam łatkę osoby odmawiającej dyslektykom prawa do wykszałcenia i
                                            głęboko nietolerancyjnej.

                                            Naprawdę uważasz, że postąpiłaś słusznie?
                                            • verdana Re: re: dys 28.09.06, 12:29
                                              Tak.
                                              Po pierwsze potraktowałam Kalinę dokładnie tak, jak chce być traktowana - czyli
                                              bez taryfy ulgowej. Sądzę, ze czuła by się głęboko dotknieta, gdybym
                                              napisała "Twoich wypowiedzi nie biorę poważnie, ponieważ masz ADHD". Nie można
                                              domagac się zniesienia wszelkich ulg, a potem tłumaczyć się dysfunkcją (czego
                                              ona zresztą nie robi). Obawiam się, ze Twoja obrona bardziej by ja w tym
                                              punkcie przygnębiła niż ucieszyła.
                                              Po drugie kilkakrotnie powtorzyła to samo - ze uważa dyslektyków
                                              za "dysmózgowców" (głęboko obraźliwe pojecie), ze nie powinno móc się
                                              wykorzystywac zaswiadczeń przy egzaminach - moze ona rzeczywiscie nie zdaje
                                              sobie z tego sprawy, ale oznacza to dyskryminację ludzi z dysfunkcjami.
                                              Rozumiem jej myśl główna i nawet się z nia zgadzam - niezależnie od
                                              zaświadczenia, należy pracować nad sobą. Ale niestety, wnioski jakie z tego
                                              wysnuwa, sa głęboko krzywdzące. Pozostawiając je bez komentarza, bez
                                              odpowiedzi, sprawia się wrażenie, że Kalina ma rację - dys- to nic innego jak
                                              oszustwo lub droga do ulatwienia sobie życia.
                                    • laura-gomez Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 06.11.06, 15:21
                                      ja chyba rozumiem, o co chodzi. otoz wyglada na to, ze najbardziej spodobala sie
                                      CP jednej z forumowiczek, ktora tak, a nie inaczej wypowiedziala sie o
                                      nieoczytanych, nieukach i dyslektykach w jednym zdaniu (przy okazji robiac kilka
                                      wielce pociesznych, jak na oczytana i uczona osobe, bledow w innych). moim
                                      zdaniem nie zostala do konca zrozumiana, a cala historia odbija sie teraz
                                      czkawka. caly ten watek o pogardzanych dyslektykach moim zdaniem mial nieco inne
                                      zalozenie: autorce (kalina_81, jesli dobrze pamietam) chodzilo raczej o tych,
                                      ktorym uczyc sie nie chce, wiec zaslaniaja sie WYIMAGINOWANYMI problemami. to
                                      tak, jak w sprawach kryminalnych (wiem, to idiotyczne porownanie, ale oddaje
                                      istote sprawy): mozna dokonac zbrodni, bedac niepoczytalnym, a mozna dokonac jej
                                      w pelni swiadomie, a potem symulowac obled, zeby uniknac odpowiedzialnosci.
                                      kiedys wiele zachowan nie mialo medycznego czy - ogolniej - naukowego
                                      wyjasnienia, dajmy na to, schizofrenik mogl byc swietym lub opetanym, w
                                      zaleznosci od reakcji otoczenia. takie, powiedzmy, niesforne dziecko. kiedys
                                      bylo tylko niesforne, moze niewychowane, moze nawet "nadajace sie do szkoly
                                      specjalnej". dzisiaj wiemy, ze istnieje cos takiego, jak ADHD. wiec dobrze, to
                                      nam wyjasnia czesc takich przypadkow. ale jest druga strona medalu - sa dzieci,
                                      ktore wiedza, ze jest ADHD i rozrabiaja w poczuciu bezkarnosci, bo w razie czego
                                      >beda sie mogly zaslonic "choroba" (choc akurat im ADHD nie dolega). i podobnie
                                      moze byc z zaburzeniami utrudniajacymi uczenie sie, czytanie czy poprawne
                                      pisanie - z pewnoscia sa uczniowie, ktorym mimo najszczerszych checi nie udaje
                                      sie opanowac poprawnej pisowni, mimo, ze dokonuja cudow, zeby sie jej nauczyc, i
                                      sa z pewnoscia tacy, ktorzy gleboko w nosie maja nauke, wiedzac, ze w razie
                                      czego wykreca sie sianem, a raczej "niemoznoscia". uff, sie rozpisalem, bo mi to
                                      nie dawalo spokoju :)<

                                      pamiętam, że w liceum niektóre osoby załatwiały sobie lewe zaświadczenia o
                                      dysleksji czy dysortografii, żeby w razie popełnienia błędów nie mieć obnizonej
                                      oceny z pisemnej matury z polskiego
                                      mnie tez się wydaje, że kalina miała takich ludzi na myśli
                                  • baba67 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 20:30
                                    Nie chce nikogo obrazac, bron Boze, tylko tekst jaki przytoczylam polecial w
                                    watku "Kto czytal..."
                                    Osobiscie uwazam, ale nie majac na mysli nikogo konkretnego, ze jesli czlowiek
                                    czuje sie krytykowany przez przedstawienie upodoban Autorki(li i jedynie), to
                                    jakies kompleksy niestety ma.
                                    • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 21:55
                                      Odpowiem, poniewaz to ja zareagowalam wczesniej na wzmianke o kompleksach. Jestem humanistka z
                                      natury i wyksztalcenia, wychowana zostalam w milosci do ksiazek, uwazam sie za osobe bez razacych
                                      brakow, jak o lektury chodzi:). Wiec nie, nie czuje sie skrytykowana przez autorke i nie mam
                                      komplekow. Sama nie pojmuje, jak ktos moze nie lubic czytac. Ale wciaz nie moge sie pogodzic z
                                      pogarda, z jaka nagle MM zaczela opisywac osoby nieoczytane. Taki Bodzio zostaje automatycznie
                                      skreslony, nie mamy szansy dowiedziec sie, czy nie ma jakis innych zalet niz oczytanie, bo i tak bylyby
                                      niewazne. Kiedys autorka byla bardziej tolerancyjna, lagoddniej do pewnych spraw podchodzila. pewnie
                                      przemawia przez mnie wciaz ogromne rozczarowanie CP, z ktorego sie dopiero powoli otrzasam:)
                                      • ratyzbona Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 22:09
                                        Moim zdaniem autorka podzieliła czytelników tej książki na dwie kategorie -
                                        tych którzy na nazwisko Salomea Becu powiedzą - A! Matka Słowackiego i tych
                                        kórzy tego nie wiedzą czyli Bodziów. Problem w tym że wśród czyteloników jej
                                        książek są młode dziewczyny które nie miały jeszcze Dziadów (gdzie pojawia się
                                        Doktor ojczym Słowackiego drugi mąż jego matki o właśnie tym nazwisku) albo nie
                                        miały ,, Snu srebrnego Salomeii" co z resztą nie jest dziwne bo nikt poza moim
                                        polonistą wariatem tego w szkole nie robił. Ja zdaniem MM jestem wśród tych
                                        dobrych ale jeśli wszycy którzy nie załapali jej sugestii są Bodziami to ja
                                        chyba muszę się zająć intensywnym zapominaniem moich informacji o romantykach.
                                        • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 23:32
                                          > Moim zdaniem autorka podzieliła czytelników tej książki na dwie kategorie -
                                          > tych którzy na nazwisko Salomea Becu powiedzą - A! Matka Słowackiego i tych
                                          > kórzy tego nie wiedzą czyli Bodziów.

                                          mowcie mi "Bodzio" ;)
                                          • the_dzidka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 26.09.06, 23:36
                                            To ja jestem pół-Bodzio. Bo przeczytawszy o Salomei Becu wiedziałam, kim ona
                                            była, ale jakoś nie zastanowiłam się nad tym, dlaczego do diabła w Śmiełowie,
                                            gdzie mieszkał Micek Adamowicz, mówi się o Salomei Becu.
                                            (Prawdę mówiąc, dalej nie wiem.)
                                      • baba67 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 27.09.06, 09:24
                                        no i wlasnie tu sie roznimy-ja nie wyczuwam tego skleslenia Bodzia-postac
                                        odbieram jako nie pozbawiona wad, ale zabawna i sympatyczna.
                                        Laura sie gorszy, no ale czy wszystkie postacie z rodziny Borejkow sa alter ego MM.
                                        Mysle ze tylko MIla
                                        • agisek Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 12:38
                                          No właśnie. O co chodzi z tą pogardą dla Bodzia? Ja go osobiście polubiłam.
                                          Równy gościu! ;-)
                                          • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 12:39
                                            agisek napisała:

                                            > No właśnie. O co chodzi z tą pogardą dla Bodzia? Ja go osobiście polubiłam.
                                            > Równy gościu! ;-)

                                            Przyjrzyj się temu, jak traktuje go Laura.
                                            • troppo_bella Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 12:41
                                              Która jednak raczej nie do końca stanowi alter ego autorki, nieprawdaż?

                                              Oboje sa tu z lekka obśmiani.

                                              Vhoć Bodzio chyba jednak bardziej.
                                            • agisek Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 12:42
                                              No, ale to Laura, prawda? Laura, nie autorka.
                                    • the_dzidka Wywołana do tablicy, czyli expose starej panny 26.09.06, 22:39
                                      I ja odpowiem, ponieważ mimo zastrzeżeń baby67, czuję się wywołana do
                                      tablicy ;) Otóż: po pierwsze, ja się nie czuję "krytykowana", bo krytyka to dla
                                      mnie coś normalnego, byle prowadziła do jakichś wniosków i nie była ordynarna.
                                      Ja się czuję zdeptana. Mówię oczywiście o tym, na co reaguję - o "starych
                                      pannach". W naszym środowisku, mimo coraz silniejszego lobbowania na
                                      rzecz "singli", kobieta niezamężna i samotna uważana jest za coś gorszego, taki
                                      podgatunek kobiety. I proszę mi nie mówić, że tak nie jest, bo to widać na co
                                      dzień. Mam znajomych, i rodzinę, którzy mówią o mnie "życie jej się nie
                                      ułożyło". Przy czym fakt, że prowadzę życie ciekawe, że mam fajną pracę i
                                      interesujące znajomości, że jestem całkowicie niezależna finansowo, że mam
                                      wszechstronne zainteresowania i że jestem w pozytywny sposób zwariowana, i że
                                      lubię to, co mam - nie ma żadnego znaczenia. Życie mi się nie ułożyło, bo nie
                                      mam męża ani mężczyzny (no i nie mam dzieci). Mam też innych znajomych, ludzi
                                      obytych, inteligentnych i wykształconych, których po dwóch latach niewidzenia
                                      mnie nie interesowało w najmniejszym stopniu, co w tym czasie robiłam, gdzie
                                      byłam, jakie miejsca odwiedziłam, no ogólnie, co się działo. Oni zadali tylko
                                      dwa pytania: "Ma kogoś? Wychodzi wreszcie za mąż?" Poza tym - nic. Pusto. Nul.
                                      Mam wreszcie jeszcze innego znajomego, nadmienię że kogoś w moim wieku, kto na
                                      opis powyższego stwierdził, że to normalne, że kobieta należy do mężczyzny i
                                      wszelkie od tego odstępstwa stanem normalnym nie są, więc nie należy się owym
                                      znajomym dziwić, że o to pytają.
                                      Więc tak, oczywiście mam kompleksy na tym tle. Nie mogę ich nie mieć, skoro mi
                                      się wmawia, że jestem niepełnowartościowa, gorsza, godna drwiny, bo w stosownym
                                      czasie (?!) nie złapałam kogoś, kto by chciał się ze mną ożenić. (Zwracam uwagę
                                      na powyższe sformułowanie.) Nie moze mi nie być przykro, jesli w ferworze
                                      netowej dyskusji usłyszę, że brzydka stara panna ma siedzieć cicho i nie gadać,
                                      bo... jest starą panną. Jeśli sto osób powie Ci, że jesteś pijana, to w końcu
                                      zaczniesz mieć kłopoty z zachowaniem równowagi ;) Więc trudno, żebym nie miała
                                      z tego powodu kompleksów, nawet jeśli gdzieś w środku coś mi mówi, że jestem
                                      głupia, że je mam :)
                                      Ktoś tu wspomniał, iż nie wierzy, że MM nie zna ani jednej starej panny, która
                                      byłaby pogodna, normalna, uśmiechnięta, życiowa, energiczna. Ja też w to nie
                                      wierzę. Dla odmiany - ja znam kilka starych panien, które faktycznie są
                                      nieznośne, zgorzkniałe, niemożliwe do wytrzymania. Ale znam jeszcze więcej
                                      mężatek czy kobiet pozostających w związkach partnerskich, które są już
                                      zupełnie niemożliwe, kopnięte i nie do wytrzymania, i tym bardziej denerwujące,
                                      że nie doceniają tego, co mają - Rodziny!!
                                      MM, mówiąc krótko, robi nam złą prasę - wypowiadając się przychylnie bądź
                                      neutralnie w sprawach osób niepełnosprawnych, innoskórych ;), innego wyznania
                                      bądź nawet gejów - osoby niezamężne wykpiwa, ośmiesza, wyszydza. Sami
                                      powiedzcie, o czym to świadczy, kiedy ja czytając u MM o kobiecie dziwacznej,
                                      brzydkiej czy histerycznie przemądrzałej wiem już teraz NA PEWNO, że za chwilę
                                      okaże się, że jest to bezdzietna czterdziestoletnia panna?
                                      Tymczasem: ja jestem człowiekiem, który niezaleznie od okoliczności próbuje żyć
                                      _godnie_, i przede wszystkim tak, aby nikt przez niego nie płakał. I z tego
                                      tytułu żądam szacunku dla siebie. Bez względu na to, co figuruje w moim
                                      zielonym dowodzie osobistym w rubryce "stan cywilny". Tym bardziej żądam tego
                                      od osoby publicznej, która ma jakiś tam wpływ na czytelników, która sprawia, że
                                      czytelnicy się nad pewnymi sprawami zaczynają stanawiać, która jest w zamyśle
                                      pewnego rodzaju autorytetem. Która uczy szacunku do pewnych rzeczy. Dlaczego
                                      nie ma tego szacunku dla mnie?
                                      I której życzę - więcej życiowej pokory...
                                      • verdana Expose na temat singli i innych 26.09.06, 22:55
                                        Otóż to właśnie!
                                        Moja najbliższa przyjaciółka jest "starą panną", a ścislej mówiąc singlem. Ma
                                        lat niemal 60, bujne zycie towarzyskie, faceta na przychodne, doktorat,
                                        niezwykle interesujaca pracę i udane życie. Nie ukrywam, wolę pogadac z nią o
                                        polityce, facetach, pracy zawodowej, ubraniach i książkach niż spotkać się z
                                        kolejną mężatką, z którą będziemy narzekać na męża i chwalić się dziećmi - albo
                                        odwrotnie. Ileż można?
                                        Przypuszczam, ze podobne do Ciebie odczucia będa miały dzieci zamożnych
                                        lekarzy, dzieci z domów, gdzie nikt nie zna łaciny, a na półce stoi wyłącznie
                                        ksiązka kucharska i podręczniki, dzieci niewykształconych rodzicow, dzieci o
                                        dziwnych imionach (jakby Róża Pyyziak nie brzmiało preensjonalnie...), osoby
                                        mieszkające w blokach, dzieci nauczycieli, nie mówiąc już o nieuszanowanych ex-
                                        dziewicach.
                                        Ostatnie tomy Jezycjady to książki oparta na stereotypach. Nie, przepraszam,
                                        nie na stereotypach - na uprzedzeniach. Dlatego uwazam, ze są głęboko
                                        niewychowawcze.
                                        • jottka Re: Expose na temat singli i innych 26.09.06, 23:17
                                          popieram - tych żenujących kawałków nt. kobiet singli, bezdzietnych albo
                                          feministek (co sie zwykle spotyka w jednym opisie) nie da sie czytać od
                                          dłuższego czasu, no nóż sie w kieszeni otwiera na takie stężenie głupoty:(

                                          zgadzam sie z verdaną, własnie dlatego, że książki mm mają ambicje kreować
                                          wzorce i są ważne dla wielu młodych osób, należy się takim bezmyślnym a
                                          chamowatym kliszom sprzeciwiać.


                                          a poza tym moja babcia - osoba przedwojenna - mawiała zawsze 'kochanie,
                                          pamiętaj, nie ma starych panien, są tylko mądre panny':)
                                          • the_dzidka To ja jeszcze coś dorzucę :) 26.09.06, 23:28
                                            Mam dwie ciotki. Jedna - rodzona (siostra ojca), obecnie ponad 70-letnia,
                                            rozwódka, wredna i patologicznie nienawidząca mężczyzn, i druga - przyjaciółka
                                            rodziny (w 1939 roku zaprzyjaźniła się z moją Babcią), obecnie, po odejściu
                                            Babci 17 lat temu, "druga mama" mojego ojca - ma teraz lat 84 (kończy
                                            popojutrze :), niezamężna (straciła narzeczonego w Powstaniu i mimo okazji, już
                                            nie wyszła za mąż).
                                            Ta pierwsza (do mnie): "Powinnaś wyjść za mąż, przecież zawsze możesz się
                                            rozwieść, ale przynajmniej nie będziesz starą panną." To, co pamiętam po tych
                                            słowach sprzed kilku lat, to głęboki szok - jak ona lekceważy i mężczyznę, i
                                            małżeństwo? Mężczyzna jako dawca nazwiska, "poważanego" stanu cywilnego,
                                            ewentualnie dziecka - a poza tym to niech sobie idzie w diabły?
                                            I ta druga - która do dzisiaj mówi: "A czy trzeba wyjść za mąż, żeby mieć
                                            dziecko?" oraz która 15 lat temu dała mi radę: "Nie kupuj kota w worku - zanim
                                            się pobierzecie, sprawdź, jak jest w sytuacjach intymnych."
                                            • chiara76 Re: To ja jeszcze coś dorzucę :) 26.09.06, 23:53
                                              hehe , znałam i znam parę babeczek, które za mąż nigdy nie wyszły i nigdy bym
                                              nie pomyślała o nich jako o tej gorszej kategorii...Ale ja w ogóle staram się
                                              widzieć różne barwy życia a nie czarno-białe.
                                              Ale ja też nie załapałabym się na tych wybranych, bo ja z kolei niedzieciata,
                                              więc też niedobra;))
                                              Wiecie co? Miałam sobie nabyć CP , ale jak Was czytam, to widzę, że to chyba
                                              kolejna książka, która by mnie znowu rozczarowała, więc na razie się wstrzymam.
                                        • baba67 Re: Expose na temat singli i innych 27.09.06, 09:50
                                          I wlasnie te dzieci moim zdaniem beda jakies zakompleksione.

                                          CZy ja na starosc lagodnieje ?
                                          Dostrzegam to, ze MM patrzy z gory na singielki i w wiekszosci utozsamia je z
                                          feministakami, a to grube nieporozumienie. Natomiast nie rozumiem gdzie jest ta
                                          niechec dla mlodych zamoznych lekarzy /
                                          Rozmowa Miagwy z Diana w zamierzeniu ma pokazac jego wlasne oderwanie od
                                          rzeczywistosci , a nie brak wyksztalcenia jego nomen omen boginki.
                                          Pamietajmy, ze o starozytnosci niewielkie ma pojecie cholibiony przez MM
                                          Jozinek.Gdzie jest sugestia, ze tata Diany jest lapowkarzem ?Inny rodzaj lekarza
                                          moze znaczyc rownie dobrze nie Judym, tylko dyrektor prywatnej kliniki.
                                          To cos zlego , ze sie zarabia na swoich ciezko zdobytej wiedzy ?Zreszta. czy
                                          jest gdzies napisane, ze zdobyl to bogactwo tylko wlasna praca? A moze jego
                                          ojciec byl prawnikiem albo dentysta i czesc majatku odziedziczyl?
                                          Jesli cos mnie czasem zlosci, to podkreslanie, ze Mareczki caly czas pracuja, a
                                          groszem nie smierdza-albo to gruba przesada, albo chca byc uparcie Judymami, a
                                          to ich wybor naprawde.
                                          Gdzie jest ta pogarda dla pani Lelujkowej, bo przeciez ona jest niewyksztalcona.
                                          jak zareagowal stary Ignac zanim zdziadzial zupelnie, a uwage Wiktora, za mama
                                          nie ma wyksztalcenia, ale ma synow ?
                                          Widzicie cos czego ja nie widze, ale i widziec nie mam ochoty.
                                          • ida198511 Re: Expose na temat singli i innych 02.06.07, 19:34
                                            Jesli cos mnie czasem zlosci, to podkreslanie, ze Mareczki caly czas pracuja,
                                            > a
                                            > groszem nie smierdza

                                            no ja nie wiem, czy to prawda, że oni groszem nie śmierdzią, skoro składaja się
                                            na domek dla siostrzenicy.
                                        • anutek115 Re: Expose na temat singli i innych 28.09.06, 12:03
                                          Tak! Tak! Tak!
                                          Ktoś - nie pamiętam kto, chyba kalina_81 - napisała, że nie rozumie, jak można
                                          czuc się dotkniętym tym, co myślą i mówią BOHATEROWIE książkowi, osoby bądź co
                                          bądź fikcyjne. Tyle, że to nie bohaterowie tak myślą, nikt mi nie wmówi, ze nie
                                          są to poglądy autorki - można chyba stworzyc bohatera, który jest twoim
                                          kompletnym zaprzeczeniem w jednej powieści, ale w całym cyklu?
                                          I tak ja:
                                          - jestem feministką, co prawda posiadam męża, jedno dziecko, a chciałabym
                                          jeszcze co najmniej jedno, i uwielbiam roboty domowe, właśnie robię przerwę w
                                          smażeniu konfitur z jarzębiny, czyli zdaniem pani MM nie powinnam istniec...
                                          - męża mam, ale za mąż wyszłam w wieku balzakowskim :-), daltego rozumiem
                                          the_dzidkę aż nazbyt dobrze, też mnie do szału doprowadzali wszyscy ludzie
                                          wokół, którzy nie dostrzegali, jak bardzo zadowolona byłam ze swego życia, jak
                                          było ono ciekawe i barwne, a dostrzegali tylko i wyłącznie "brak chłopa".
                                          - pracuję w szkole, wykonuję pracę ciężką i odpowiedzialną - moim zdaniem - i
                                          naprawdę boli mnie zakwalifikowanie mnie do ryczących, ordynarnych babsztyli
                                          nienawidzących tego, co robią. Jeszcze tylko brak uwagi o "obibokach, co pracują
                                          18 godzin w tygodniu i mają dwa miesiące wakacji" i mielibyśmy w "Jeżycjadzie"
                                          usprawiedliwienie wszystkich potocznych opinii o nauczycielach, a wręcz
                                          usprawiedliwienie wkładania tych koszy na głowę, no bo cóż z takim można zrobic
                                          innego?
                                          - wychowałam się w bloku, co oznacza, że kwalifikowana jestem jak ta gorsza, o
                                          słabych więziach rodzinnych, źle wykształcona, otoczona anonimowym tłumem
                                          sąsiadów, na których oczach możnaby mnie zabic, oni by nawet nie wiedzieli, że
                                          mnie znają,
                                          - no, i moi rodzice mają wykształcenie zaledwie średnie.

                                          I byc może świadczy to o moich kompleksach, głupocie i czym tak jeszcze, ale za
                                          każdym razem, gdy w "Jeżycjadzie" pojawia się nauczycielka, feministka, stara
                                          panna, dziecię z bloku, pochodzące od niewykształconych rodziców, ja czuję się
                                          dotknięta. Ja oto nie jestem z tych, którym pani MM poświęciłaby swą uwagę,
                                          jestem czytelnikiem gorszej kategorii, mam zbyt wiele felerów. Tak to odbieram,
                                          niestety, i - też niestety - im dalej w Jeżycjadę, tym gorzej.
                                          • anutek115 Re: Expose na temat singli i innych 28.09.06, 12:08
                                            Mój powyższy wpis był odpowiedzią na wpis the_dzidki.
                                          • ida198511 Re: Expose na temat singli i innych 02.06.07, 19:37
                                            > - wychowałam się w bloku, co oznacza, że kwalifikowana jestem jak ta gorsza, o
                                            > słabych więziach rodzinnych, źle wykształcona, otoczona anonimowym tłumem
                                            > sąsiadów, na których oczach możnaby mnie zabic, oni by nawet nie wiedzieli, że
                                            > mnie znają,

                                            Lelujkowie też wychowywali sie w blokach, i co z tego??

                                            > - no, i moi rodzice mają wykształcenie zaledwie średnie.

                                            podobnie jak pani lelujkowa, Marta Lewandowska, babcia Aurelii i pan
                                            Jankowiak..
                                      • laura-gomez Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 07:22
                                        chciałabym się wypowiedzieć na temat starych panien. Uważam, że bycie żoną lub
                                        nie to w dużej mierze kwestia wyboru. Kobieta, która decyduje, że chce być
                                        sama, nie musi być od razu egoistką, czy wstrętnym babsztylem. Powtórzę się, bo
                                        już o tym pisałam: znam parę singielek, które są atrakcyjne, mądre, wesołe,
                                        mają wielu przyjaciół i są szczęśliwie. To tylko kwestia wyboru. Jeśli kobieta
                                        samotna ma fajny zawód, satysfakcjonującą pracę i szczęśliwe życie, nie powinna
                                        się zadręczać tym, co inni o niej myślą. Ważne jest tylko to, co ona sama o
                                        sobie myśli.
                                        Jestem feministką i nie wykluczone, że sama kiedyś dołączę do grona starych
                                        panien. Ale wiem, że będzie to moja świadoma decyzja i nie dam sobie nikomu
                                        wmówić, iż jestem do niczego.
                                        • elwinga Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 07:41
                                          Wiecie, jak Was czytam, to przychodzi mi na myśl, że idealną bohaterką dla MM
                                          byłaby moja przyjaciółka: dziewczyna inteligentna, oczytana, głęboko wierząca,
                                          ze skończonymi dobrymi studiami humanistycznymi, której największym marzeniem
                                          jest wyjść za mąż i założyć rodzinę (dzieci uwielbia). I co? I MM do głowy by
                                          nie przyszło ją opisać, bo moja przyjaciółka przez piętnaście lat (a znamy się
                                          od piętnastego roku życia) nie spotkała nikogo, z kim mogłaby to marzenie
                                          urzeczywistnić. Nie jest brzydka, rozkapryszona ani przesadnie wymagająca, nie
                                          jest też zgorzkniała i wredna. Po prostu nigdy nikogo nie spotkała - nie
                                          unikając po temu okazji.

                                          No i co z takimi dziewczynami?
                                      • baba67 Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 09:35
                                        Nie pisalam o stosunku MM do singli (tu rzeczywiscie MM momentami przegina, ale
                                        pamietajmy o samotnej, a sympatycznej pani Olence), tylko do Mickiewicza.
                                        I nadal uwazam,ze miala prawo podzielic sie swoim zachwytem.Jesli chodzi o
                                        nieszczesna Salomee, ja tu wyczuwam motyw ubolewania nad poziomem polskich
                                        maturzystow-uwazam, ze czlowiekowi po maturze powinno jednak to nazwisko mowic
                                        cokolwiek.A Bodziowi nie mowi i w tym tkwi problem.
                                        Sama zetknelam sie z facetem po maturze, ktory nie wiedzial ze Ganghi z Indii
                                        pochodzi(myslalam ze , ze jaja ze mnie robi, ale nie).
                                        Prawde mowiac poziom wiedzy wymaganej na obecnych maturach nijak sie nie ma do
                                        matur jeszcze 15 lat temu i jest coraz gorzej.Dlatego troche tu Mm rozumiem.
                                        A co do singli to niestety tak jest-nasze spoleczenstwo jest
                                        zasciankowe.Przydalaby sie na kartach Jezycjady jakas spelniona,singielka, naprawde.
                                        • limotini Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 09:56
                                          A ja myślę, że nie ma co rozpaczać nad poziomem maturzystów.

                                          Ja jestem umysł ścisły i mnie martwi to, że dorośli ludzie nie umieją nawet
                                          oszcować, ile będzie wynosił ich dług w supermarkecie, jeśli przez 10 lat nie
                                          spłacą zaległych 50 zł z karty kredytowej (jeśli odsetki karne to 40% w skali
                                          roku) [niecałe 1500 zł], że nie potrafią policzyć, która z ofert sieci
                                          komórkowych jest dla nich bardziej opłacalna. I że ich nie zachwyca twierdzenie
                                          Cevy albo Menelaosa, że okrąg dziewięciu punktów nie jest dla nich odkryciem, że
                                          nie próbują sobie z ogromnym skupieniem wyobraźni narysować w myśli butelki
                                          Kleina...

                                          Ale wiem, że to nie wynika z degrengolady społeczeństwa, tylko z tego, że bycie
                                          dobrym nauczycielem matematyki jest trudne, że wymaga to wiele wysiłku i wiele
                                          pracy. A bez dobrego nauczyciela często ciężko jest matematykę nie tylko
                                          zrozumieć ale i polubić.

                                          Żeby nie było: byłam bardzo pilną uczennicą, i co? Tak samo zapomniałam
                                          życiorysy romantyków jak i wzór na sumę sinusów, ale potrafię zastanowić się nad
                                          książką i wyprowadzić odpowiedni wzór - choć zdaję sobie doskonale sprawę z
                                          ograniczeń mojego umysłu.

                                          • zgred1967 Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 04.10.06, 12:11
                                            Aj limotini, gdybym był singlem...
                                        • the_dzidka Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 10:23
                                          Nie babo, MM również pani Oleńce dokopała - owszem, była łagodna i sympatyczna,
                                          ale jak to już ujęłam gdzie indziej, desperacko rzucała się na wszystko, co
                                          nosi spodnie. Dla MM nie ma czegos takiego jak spełniony singiel, to jest w jej
                                          mniemaniu oksymoron.
                                          • baba67 Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 12:08
                                            No nie ma, nie ma nigdzie nie napisalam ze jest, tyle, ze Olenka jest
                                            przykladem, ze nie kazda singielka jest krwiozercza feministka.
                                            Olenka nie czuje sie spelniona, ale zgodze sie ze rzuca sie na wszystko co nosi
                                            spodnie-gdyby tak bylo pewnie rzucilaby sie na Wisniaka :-)
                                            Nie ma niczego nachalnego w tym, ze Olenka zadzwonila do Roberta zeby sprawdzic
                                            czy Laura dojechala(zwazywszy co ta naopowiadala o swojej rodzinie). Moze przy
                                            okazji chciala podtrzymac kontakt. ja tu zadnego rzucania sie nie widze.
                                            Na nieogolonego informatyka tez sie zreszta nie rzucala.
                                            • baba67 Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 12:10
                                              powinno byc oczywiscie ..nie zgodze sie,ze rzuca
                                      • a_weasley Niedorzeczne żądania 27.09.06, 11:50
                                        the_dzidka napisała:

                                        > tytułu żądam szacunku dla siebie. Bez względu na to, co figuruje w moim
                                        > zielonym dowodzie osobistym w rubryce "stan cywilny". Tym bardziej żądam tego
                                        > od osoby publicznej,

                                        Żyjemy w wolnym kraju. Ktoś przedstawia w krzywym zwierciadle gospodynię domową,
                                        matkę pięciorga dzieci - jego prawo. Ktoś inny kobietę trwale niezamężną z
                                        wyboru - też jego prawo.
                                        Małgorzata Musierowicz nie pełni żadnej funkcji publicznej. Jest pisarką.
                                        Przedstawia swoją wizję świata.
                                        Masz takie samo prawo od niej żądać akceptacji dla Twoich wyborów, jak
                                        aktywistki Rodziny Radia Maryja żądać od Kingi Dunin akceptacji dla swoich.
                                        Mianowicie żadnego. Możesz jej książek nie lubić. Możesz ich nie czytać. Możesz
                                        je krytykować, uważać, że wizje autorki są niedorzeczne. Ale autorka ma do nich
                                        takie samo prawo, jak Ty do swoich.
                                        • kartoflana Re: Niedorzeczne żądania 27.09.06, 11:55
                                          a_weasley napisał:


                                          >
                                          > Żyjemy w wolnym kraju. Ktoś przedstawia w krzywym zwierciadle gospodynię
                                          domową
                                          > ,
                                          > matkę pięciorga dzieci - jego prawo. Ktoś inny kobietę trwale niezamężną z
                                          > wyboru - też jego prawo.
                                          > Małgorzata Musierowicz nie pełni żadnej funkcji publicznej. Jest pisarką.
                                          > Przedstawia swoją wizję świata.
                                          > Masz takie samo prawo od niej żądać akceptacji dla Twoich wyborów, jak
                                          > aktywistki Rodziny Radia Maryja żądać od Kingi Dunin akceptacji dla swoich.
                                          > Mianowicie żadnego. Możesz jej książek nie lubić. Możesz ich nie czytać.
                                          Możesz
                                          > je krytykować, uważać, że wizje autorki są niedorzeczne. Ale autorka ma do
                                          nich
                                          > takie samo prawo, jak Ty do swoich.
                                          >

                                          W pełni popieram.
                                          • verdana Re: Niedorzeczne żądania 27.09.06, 12:46
                                            Oczywiscie, ze autorka ma prawo. My nie żądamy spalenia jej książek,
                                            postawienia jej pod pręgierzem i zakazu publikacji.
                                            Ona ma prawo pisać. Nam ma prawo się to, co napisała, kompletnie nie podobać.
                                            Powiem wiecej - my nawet mamy prawo się oburzać.
                                            Bo to wolny , jak na razie, kraj.
                                          • nikadaw1 Re: Niedorzeczne żądania 27.09.06, 12:48
                                            a ja nie popieram. i porównanie moim zdaniem nieadekwatne.
                                            MM nie pełni funkcji publicznej, ale jest publicznym autorytetem. i ma ambicje
                                            pisać ksiązki WYCHOWAWCZE dla młodzieży. sama sobie taką rolę wybrała. jej
                                            książki mają ogromna siłę rażenia, spory wpływ, potrafią zachecić albo
                                            zniechęcić do roznych rzeczy. czegom sama przykładem. dlatego przemycanie
                                            niskich, wrednych stereotypów uważam za naganne.

                                            i jest mi przykro, ze dawna otwartosc, tolerancja, odwaga zycia, jaką
                                            prezentowały bohaterki, dążenie do poprawiania charakteru, zostały zamienione na
                                            kiszenie się we własnych czterech scianach, picie herbatki i pieczenie ciast,
                                            gornolotne rozmowy z cytatami. zhańbiona Pyza kładzie uszy po sobie. nie widze
                                            juz w Jezycjadzie fragmentów "jak zyć", rozmów Dmuchawca z młodzieżą, rad Babci
                                            Aurelii, czy słow otuchy Zaczka (jak zachęcał Cesię do pracy w ONZ). ostatnie
                                            takie coś bylo chyba w JEzyku Trolli.
                                            • kartoflana Re: Niedorzeczne żądania 27.09.06, 13:27
                                              Wspomniana Kinga Dunin też jest osobą publiczną, przez pewne kręgi uznawana
                                              jest za autorytet, a jej książki są ideologicznym przeciwieństwem Jeżycjady. I
                                              co? Czy mamy od niej wymagać zmiany światopoglądu?
                                      • berek_76 Re: Wywołana do tablicy, czyli expose starej pann 27.09.06, 12:46
                                        O, o, o! Dzidka dobrze gada, dać jej wódki!

                                        Ja sama mam dwójkę dzieci, marzę, żeby mieć więcej, jest to dla mnie największe
                                        szczęście, ale, szlag by to, nie musi być nim dla każdego. To tak, jakbym się
                                        upierała, że każdy musi być biologiem, bo biologia jest najciekawsza.

                                        Moja przyjaciółka jest absolutną singielką, nie śni się jej o żadnym związku,
                                        nie mówiąc o dzieciach. Jest za to osobą przerażająco oczytaną, prowadzącą
                                        bardzo aktywne, ciekawe życie, nie ma w niej śladu zgorzknienia. Ciekawe, czy
                                        erudycja przeważyłaby w oczach MM nad singlostwem? ;)

                                        -----------------------
                                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                        • kalina81 Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 27.09.06, 22:23
                                          Verdano droga przekręcasz moje wypowiedzi, ot co.
                                          Co więcej czytasz je ze złą wolą i rozumiesz to, co chcesz zrozumieć.
                                          Twoje prawo, dokładnie takie samo, jak moje do pogardzania różnymi ludźmi.
                                          Jednej rzeczy niestety nie umiem opanować, tworzenia skrótów myślowych,
                                          przeskoków w swoich wypowiedziach, co sprawia, że niespójności w nich mozna
                                          znaleźć mnóstwo, a referatów pt"co autor miał na myśli" napisać nieskończenie
                                          wiele. Co ciekawe większość jednak rozumie (mimo chaosu w mych postach) co
                                          chciałam napisać. Wiesz zawsze czytając Twoje posty podziwiałam dystans z jakim
                                          się wypowiadasz. Tym bardziej dziwi Twoja nieugięta zaciekłość w wypowiedziach w
                                          stosunku do mojej osoby. Ale jak pisałam, Twoje prawo. Zawsze miałam Cię za
                                          idealnego dyskutanta, ale jak widać- czas niszczy ideały.

                                          ps. błąd zrobiłam jeden z tego co wiem, ale jeśli więcej to proszę mi to szybko
                                          wytknąć, być może już czas na powtórkowe dyktanda:)
                                          • ready4freddy Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 27.09.06, 22:46
                                            to ja ci "wytykalem" bledy, nie verdana. rozumiem, ze piszesz nieuwaznie, ale
                                            chociaz czytaj uwaznie :) to nawet nie byly bledy, tylko takie male poslizgi,
                                            tym niemniej dziwne jak na kogos, kto przemawia z pozycji osoby oczytanej. i
                                            wyluzuj, dziewczyno, nie ma zadnej zacieklosci i nie bylo.
                                            • kalina81 Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 28.09.06, 00:05
                                              jestem bardzo wyluzowana, ps. było do ogółu, bo nie Ty pierwszy mój błąd
                                              wytknąłeś, słowa o dyktandach jak najbardziej szczere.
                                              Natomiast w słowach verdany zaciekłość widzę.
                                              • verdana Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 28.09.06, 08:33
                                                I słusznie.
                                                Bo obrazasz ludzi z dysfunkcjami, traktując wszystkich jako oszustów lub leni.
                                                Nie lubię obrażania ludzi, a tych z problemami szczególnie.
                                              • nula8 Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 28.09.06, 09:40
                                                Rzadko czuję się poruszona opiniami innych ludzi. Zgadzam się z nimi lub nie,
                                                czasem mnie rozśmieszają, czasem je oklaskuję. Ale Twoja opinia kalino81, tak
                                                szeroko dyskutowana, oburzyła mnie i mocno poruszyła.
                                                I nie dziwi mnie wcale zaciekłość verdany, bo z podobną zaciekłością Ci w wątku
                                                przyszpilonym odpowiedziałam.
                                                Natomiast the_dzidce chciałam gorąco podziękować za expose!

                                                (obejrzałam sobie wczoraj expose premiera naszego cudownego i zaciekłość mnie
                                                odbiega - miało nie być polityki, wiem, ale będzie tylko pośrednio: jakby mnie
                                                nasze dyskusje nie poruszały, to i tak w kontekście polskiej rzeczywistości
                                                jest to czysta, intelektualna przyjemność)
                                                • kalina81 Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 28.09.06, 11:51
                                                  Lubić mnie nikt nie musi, moich przekonań tym bardziej, jednak wkładanie mi w
                                                  klawiaturę, tego, czego nie napisałam i przekręcanie tego, co napisałam jest
                                                  czynem żałosnym i kompletnie dla mnie niezrozumiałym.
                                                  • nula8 Re: Wywołana do tablicy, bo śmiechu warte 28.09.06, 13:10
                                                    Była to odpowiedź skierowana do mnie, więc poczułam się wywołana do tablicy.
                                                    Nie czytałam Twoich wypowiedzi na innych forach. Odniosłam się tylko do Twoich
                                                    wypowiedzi, tym razem cytuję:
                                                    1. "Otóż ja osobiście gardzę ludźmi nieczytającymi książek, robiącymi błędy
                                                    ortograficzne, tłumaczącymi się dysleksjami i innym dysmózgowiem";
                                                    2. "Ponadto znam kilka starych, bezdzietnych panien i mają one wszystkie cechy
                                                    przedsatwione u MM";
                                                    3. "wolę konkubinat, o którym to MM nie napisała ani jednego słowa, do czego
                                                    mogłabym się przyczepić, ale mi się jakoś nie chce".
                                                    Zatem ja nie czuję się winna wkładania Ci w klawiaturę tego, czego nie
                                                    napisałaś i przekręcania tego, co napisałaś.
                              • ida198511 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 02.06.07, 18:58
                                O Mickiewiczu nienachalnie? Moim zdaniem bardziej lopatologicznie nie dalo sie
                                > przekac, ze wielkim wieszczem byl, i koniec dyskusji. To, ze Pazura
                                przesadzil
                                > to fakt, ale przeciez nie kazdy musim sie zachwycac Mickiewiczem,. To, ze
                                ktos
                                > nie lubi poezji nie oznacza, ze jest chamem i prostakiem. A taki przekaz moim
                                > zdaniem otrzymujemy. nawet na Wolfiego Laura zaczyna patrzec krzywo, kiedy
                                saie
                                >
                                > dowiaduje, ze ma on czelnosc nie lubic poezji.

                                a może MM chciała przez to pokazać, że laura jest snobką?? nie miała zamiaru
                                wykpić nieczytających Mickiewicza Bodzia i Wolfiego, tylko właśnie Tygrysa?? no
                                bo jaki człowiek (normalny) zaczyna na kogoś patrzeć krzywo tylko dlatego, ze
                                ten ktoś nie lubi poezji? żaden, prawda? Laura uważa się za niewiadomo kogo,
                                poucza Bodzia, mówi mu, że nie powinien ciągle używać tych samych słów, a sama
                                nie wie dokładnie co znaczy "niesamowity". w końcu, mimo ze taka "uczona", nie
                                dostaje się na studia. Bodzio i Wolfi jawą się nam jako postaci sympatyczne, w
                                przecwieństwie do Laury i myślę, że to celowy zabieg Autorki.
                                zgadzam się jedynie z tym, że MM chciała wykpić Pazurę, ale temu nie ma co się
                                dziwić.
                                • tygrys2112 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 02.06.07, 20:05
                                  Bodzio jawi mi się jako nachalny, a nie sympatyczny. Jest to postać strasznie
                                  przerysowana i celuje w Warszawiaków, z których spora część jest naprawdę
                                  sympatyczna i z tego powodu nie podoba mi się ta karykatura.
                                  Co do Laury, fakt, ujawniły się tu jej ciemne strony charakteru. :) Ale
                                  bardziej chodziło o to, że zestawienie Bodzia i Wolfiego pokazało jej, że Wolfi
                                  to NORMALNY facet. Taki który pije czasem piwo i lubi porozmawiać na zwykłe
                                  tematy. Tak naprawdę ona ma tendencję do ubóstwiania ukochanego. A każdy ma
                                  jakieś wady i zalety. Kiedy zobaczyła, że Bodzio i Wolfi mają cechy wspólne,
                                  dopiero wtedy to sobie uświadomiła. Doszła do wniosku, że nie chce ślubu, ale
                                  nie wiem, czy jej działanie było do końca przemyślane. Jeśli chodziło jej o to,
                                  aby poczekać ze ślubem, lepiej się poznać i dopiero później podejmować decyzję,
                                  świadczyłoby to o tym, że trochę dorasta. Jeśli natomiast chodzi jej o to, żeby
                                  kompletnie rzucić Wolfiego, bo przecież ma wady i nie jest idealny, jest to
                                  kolejny objaw dziecinady. Oznaczałoby to, że szuka księcia z bajki i będzie w
                                  każdym widzieć tylko same wady.
                                  • hopdoprzodu Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 04.06.07, 21:23
                                    Postać Bodzia wydaje mi się trochę niewiarygodna z tego powodu, że osoba, która
                                    chełpi się tym, że nie czytuje klasyków, raczej nie będzie się chwaliła
                                    skończeniem renomowanego liceum. To by mi pasowało raczej do Laury: skończyłam
                                    świetną szkołę i jestem bardzo wykształcona!
              • pola_negri Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 16:25
                :-)
                sl.wikipedia.org/wiki/Slika:Mickiewicz.jpg
    • dori7 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 13:42
      Wiecie, co mnie najbardziej smuci i boli?

      Stara Jezycjada uczyla mloda czytelniczke, jak podejsc do zycia z humorem, z
      sercem i z glowa. Pokazywala, ze problemy z rodzina, przyjaciolkami,
      chlopakami, pojawiajace sie poczucie zagubienia, wyobcowania czy
      niezrozumienia, kompleksy na punkcie wygladu, pytania: kim jestem? kim chce
      byc? co jest dla mnie wazne? - to sprawy uniwersalne, bo dotycza kazdej z
      bohaterek, choc sa one przeciez zupelnie inne. Nawet przebojowa, egocentryczna
      Klamczucha miala chwile, kiedy bolesnie odczuwala nieprzychylnosc rowiesnikow i
      kiedy doznawala nadspodziewanej radosci na dowody sympatii innych (wybory
      najmilszej dziewczyny w klasie, przedstawienie).

      Stara Jezycjada uczyla szacunku do innych: bo nawet znienawidzona wscibska
      sasiadka moze dzieki zyczliwosci przemienic sie w mila osobe. Nikt nie byl
      wyszydzany: ani zwykle nastolatki, ktore nie czytywaly Plutarcha, a w zamian
      pisywaly smetne wierszydla albo robiac smetne miny wyjadaly glownej bohaterce
      caly rosol, ani rozbestwieni przez nadmiar powodzenia u kolezanek zlotowlosi
      przystojniacy. Owszem, byla lekka ironia, puszczenie oka do czytelniczki, ale
      nie bylo jadu. Mlodzi ludzie sie spotykali - byly i dyskusje o swiecie, i
      zwykle pogaduchy, i potancowki, i proby teatralne, i wspolna nauka, i nawet
      meskie nasiadowki przy papieroskach czy wyjscia na mecz pilki noznej.

      A teraz??

      Przyjaciol - zadnych. Kolezanek, kolegow - zadnych. Towarzyska pustynia.

      Rodzenstwo pozbawione jakiejkolwiek wiezi. Mlodszy braciszek donosi na siostry,
      w ogole nie traktujac ich jak osob sobie bliskich. Siostry nawzajem ignoruja
      swoje problemy. Laury nie obchodzi samopoczucie Pyzy, nie wpadnie jej do glowy -
      tak przeciez dbalej o wlasny wyglad - ze moglaby wywlec siostre z tego
      szlafroka czy popilnowac malej, zeby Pyza mogla wyjsc na spacer z Fryckiem lub
      chocby wypic z nim w spokoju oslawiona herbatke. A przeciez w "Zabie"
      zaserwowano nam cukierkowy obrazek siostrzanej solidarnosci, podziwu i pewnej
      nawet czulosci, jakimi to uczuciami Laura zaczyna darzyc Pyze (tak samo zreszat
      Wolfi byl prezentowany jako dobry starszy brat, a widac, co z tego zostalo).
      Nikt tez Laurze tego nie podpowie, pradziadek Borejko grzmi i huczy, ale ma
      gdzies takie przyziemne sprawy, ojczymowi nie wolno sie wtracac, a kobiety
      wszystkie wywialo.

      Z kolei Pyza nie zrwaca najmniejszej uwagi na problemy Tygrysa - nie rozmawia z
      nia ani o jej sprawach sercowych, ani o egzaminach na studia, ze juz nie
      wspomne o tym, ze zazwyczaj jednak siostry rozmawiaja o matce, zwlaszcza jesli
      jedna z nich nie moze sie z nia dogadac. Nie pogadaja tez ani o dziadku, ani o
      Ignacym Grzegorzu, ktorzy przeciez im obydwu wtarcaja sie niemilosiernie w
      zycie. O ile Laura jest kreowana jako postac bardzo skoncentrowana na sobie i
      malo inteligentna emocjonalnie, o tyle Pyza ma byc przeciez pokrewna dusza
      Natalii, obdarzona intuicja, cieplem i wrazliwoscia. Wolne zarty!

      Lezka mi sie w oku kreci, gdy przypomne sobie Ceske i Julie czy nastoletnie
      Borejkowny. I jeszcze idealna matka w prorodzinnej powiesci, ktora jakby
      zupelnie ignoruje fakt pojwienia sie na swiecie wnuczki. Toc Zakowie wiecej
      uwagi poswiecali dziecku kolezanki ich corki! Cala rodzina byla przejeta i
      zaangazowana w opieke nad malenstwem.

      Rodzenstwo Schoppe - to samo. Kazdy sobie.

      "Czarna Polewka" pokazuje, ze normalne jest, ze rodzenstwo nie dba o siebie,
      ani starsze o mlodsze, ani odwrotnie. Ze to normalne, ze rodzice nie poswiecaja
      dziecku uwagi, puszczaja je samopas, nie przejmuja sie, ze moze im sie
      przydarzyc (albo wrecz im sie przydarza) cos zlego. O wychowywaniu dzieci nie
      ma mowy (a pamietacie sprawe odszkodowania po spowodowanym przez Bobcia-Nerona
      pozarze??). Ze ludzie dziela sie na lepszych i gorszych - niby te pogardliwe i
      pelne wyzszosci teksty pojawiaja sie, gdy narrator skupia sie na Laurze i
      Ignacym Grzegorzu, ale jednak narrator bynajmniej ich (tych tekstow) nie stawia
      we wlasciwym swietle i czytelnik czuje, ze tenze narrator sam sie z nimi zgadza.


      P.S. I jeszcze w sprawie szerszeni, ktore gonia Ignacego Grzegorza ku uciesze
      rodziny. Ugryzl mnie kiedys szerszen w powieke - to byl koszmar, wierzcie mi. A
      mimo ze bylam wtedy dorosla baba, to zlecieli sie wszyscy. Po pierwsze -
      przylozyc mi cos do tego oka, po drugie - upewnic sie, ze nie ma juz tu zadnego
      szerszenia. Bo w pomieszczeniu byl takze chlopak uczulony na szerszenie, dla
      ktorego takie ukaszenie moglo oznaczac smierc. A dzieciak Borejkow moze sobie
      biec w sina dal, goniony przez cala chmare szerszeni.
      • dakota77 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 13:52
        Zgadzam sie z kazdym slowem przez ciebie napisanym. I z tych samych powodow
        boli mnie to, w jakim kierunku poszla Jezycjada. Gdzie podzialo sie to cieplo?
        wiele osob tu twierdzi, ze nieslusznie zarzucamy autorce okazywanie innym
        pogardy, skoro to laura pogardliwie ocenia ludzi, Ale ja wlasnie mam podobne do
        ciebie zdanie- ze skoro to nie poglady autorki, przydaloby sie jakos taka
        postawe ocenic. Tym bardziej ze to ksiazka skierowana do bardzo mlodych osob.
      • k_linka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 14:02
        Tak sie zastanawiam - czy wymagania Borejkow wzgledem reszty swiata nie wzrosly
        do niebotycznie wysokich poziomow?
        Mloda Gabriela utrzymywala kontakty towarzyskie z Cesia (a tej w glowie bylo
        malowanie oczu i calusy z brodaczem, a z lekur uznawala glownie "Choroby wieku
        dzieciecego"), Pawelkiem Nowackim (myslal o jedzeniu, gadal o sporcie, czytal o
        polprzewodnikach) czy Danusia (dosc pusta, choc oczywiscie normalna
        nastolatka).
        Nawet Ignac Borejko lubil Janusza demonicznego Pyziaka choc ten, czlowiek
        pracujacy, uczacy sie w liceum zawodowym, laciny pewnie nie znal, a do klasykow
        zajrzal dopiero pod wplywem Gabrielli czy Klaudiusza, ktory na znajomosc laciny
        byl za mlody.
        A tu nagle dla Laury czy Rozy kolezanki z klasy sa za glupie. To chyba
        nie "inne czasy", to raczej zle podejscie....
      • iwoniaw Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 28.09.06, 15:52
        Pięknie to ujęłaś - zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś w tym poście. Dawna
        Jeżycjada to zupełnie inne klimaty i nie mówcie mi (jak ktoś to napisał), że
        "drugiej Kłamczuchy nie będzie, bo to zupełnie inne czasy". Czasy inne, ale
        ludzie nadal są ludźmi, a nie dzielą się na Borejków i ocean hołoty wokół.
      • mmk9 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 04.10.06, 10:50
        Podciągam, bo post jest tego wart.
        • laura-gomez Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 06.11.06, 15:43
          moim zdaniem wychowawczy miał być wątek o laurze i wolfim i chyba się Autorce
          udał.. MM pokazuje, że tzeba sie dobrze poznać przed ślubem, a coś takiego jak
          miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje - istnieje tylko zauroczenie od
          pierwszego wejrzenia. miłość to coś innego; to nie chemia, tylko szacuenk,
          odpowiedzialność i chęć bycia z tą, a nie z inną osobą przez całe życie.
    • julki6 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 14.11.06, 22:47
      Wypowiem się jeszcze w sprawie szerszeni, miałam kiedyś z nimi do czynienia i
      ze zgrozą czytałam te niemalże sielskie scenki miłego letniego popołudnia wśród
      bzykających szerszeni. Mam małe dziecko i gdyby na mojej działce pojawiło się
      gniazdo szerszeni zostało by natychmiast zlikwidowane. Nie rozumiem zupełnie
      tej beztroski rodziców i babci, którzy zupełnie nie przejmują się tym że ich
      dziecko może zostać narażone na bardzo bolesne użądlenie. Chyba że od czasów
      niemowlęcych są hartowane w stoickiej pogardzie dla ciała.
      • laura-gomez Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 15.11.06, 10:20
        >Nie rozumiem zupełnie
        >tej beztroski rodziców i babci, którzy zupełnie nie przejmują się tym że ich
        >dziecko może zostać narażone na bardzo bolesne użądlenie

        w dodatku śmieją się z Ignasia, który boi się szerszeni, a babcia dodatkowo
        spogląda na niego z naganą, jakby myślała: "Józinek jest prawdziwym mężczyzną,
        on by się nie bał". wcale nie dziwię się Ignasiowi, że uciekł; nie rozumiem za
        tego, że nikt z dorosłych za nim nie pobiegł.
      • the_dzidka Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 15.11.06, 19:38
        I ta mała Ania rozgniatająca je sandałkiem od niechcenia... Patrzy mi na to, że
        MM, mimo że od jakiegos czasu mieszkająca na wsi, nie ma pojecia, co to są
        szerszenie. Może je myli z jakimis innymi żyjątkami?...
        • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 15.11.06, 20:22
          Chyba rzeczywiście. Jeśli dobrze pamiętam, ma ten stwór ze 3 cm długości i
          wydaje takie przerażające (bardzo agresywne w moim odbiorze) buczenie. Nawet
          jeśli ktoś nie jest uczulony, takie ukąszenie to chyba nie w kij dmuchał. Mój
          dziadek miał pasiekę i zdarzało mi się być ukąszoną przez pszczołę, czyli o
          wiele lżejszy przypadek. I bolało to parę dni, i jakaś dodatkowa infekcja się
          też raz wdała. Moja matka w każdym razie tego nie lekceważyła.
    • jjjjjj Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 15.11.06, 14:29
      no właśnie, a później wszyscy to jego ukąszenie ostentacyjnie ignorują, jakby
      go komar użądlił, zamiast dziecko obejrzeć, posmarować czymś nogę, po prostu
      zatroszczyć się o nie. Może jestem przewrażliwiona bo w mojej rodzinie są osoby
      uczulone na jad pszczeli, ale ja bym chyba poszła z Ignacym Grzegorzem do
      lekarza.
      • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 15.11.06, 15:38
        Zwłaszcza, że szerszenie są naprawdę przerażające, nawet pojedynczo. W tym roku
        latem wpadł mi jeden do sypialni, i co zrobiłam ja, stara baba? Owinęłam się
        kołdrą z głową włącznie i uciekłam po pomoc do ślubnego.
        Nic dziwnego, że biedny dzieciak ciągle stara się mieć coś ciekawego do
        opowiedzenia, tylko wtedy rodzinni Borejkowie raczą zwrócić na niego uwagę;)
        Ile lat ma Ignaś w CzP, bo nie pamiętam?
        Tak czy siak, wydaje mi się, że trzeba być nie lada twardzielem, by spokojnie
        patrzeć na strach i ból swojego dziecka.
        • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 00:15
          tak mnie te szerszenie zaintrygowaly, ze znalazlem to:

          en.wikipedia.org/wiki/Schmidt_Sting_Pain_Index
          wielce poetyczne i obrazowe opisy bolu po uzadleniu mroza piane na pysku :O
          • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 08:41
            A ktoś ją tam ma?
            Szerszenie szerszeniami, chodzi o reakcję na nieszczęście dziecka.
            A ja i tak nie zmienię swojego stosunku do tych stworzeń.
            • ready4freddy Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 09:31
              mialem na mysli siebie... i opisy nie z CP, a z arytkulu o skali bolu przy uzadleniach. sie chyba nie zrozumielismy ;)
              a co do szerszeni, to sie zdziwilem, bo pisza (tez na wiki), ze zasadniczo nie sa agresywne, tzn. raczej sprobuja sie wycofac, niz od razu brac do atakowania. zupelnie inaczej to wyglada w przypadku szerszenia, ktorego rozdraznimy (albo i ubijemy, jeszcze gorzej) w poblizu gniazda - ponoc wysylany sygnal feromonowy mobilizuje cale gniazdo do ataku na wroga..:O
              a co do dziecka to sie zgadzam, ale nie czytalem CP i trudno mi dyskutowac :)
              • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 09:48
                Tak to jest brać się za czytanie forum przed kawą ;)Też przeczytałam i się
                zdziwiłam - bo wrażenie to one robią...
                • zgred1967 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 12:24
                  Drażniło Was, że Borejki święci!
                  No to macie.
                  Nie święci oni, oj nie.
                  Ale przecież nie od CP się to zaczęło.
                  • jottka eno 16.11.06, 12:51
                    z tego, co czytywam na forum, to czytelnictwo drażni nie 'świętość' borejków,
                    tylko fakt, że mimo ewidentnych niedociągnięć oraz wad są oni przez autorkę
                    przedstawiani jako ideał rodziny - a to trochę co innego

                  • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 17.11.06, 12:32
                    Tak jest, nie od Polewki. Próbowałam zlokalizować ten moment i przyszło mi na
                    myśl, że to wtedy, kiedy Mama Borejko mówi do Pulpy po ślubie Idy, że jest
                    głupia, bo zapomniała kluczy (jakby ona jedna). A jeszcze później przypomniało
                    mi się, jak to Ida w "Kwiecie Kalafiora" bała się konsumować przetwory na zimę
                    (niesamowite wg mnie). A niezależnie od intencji autorki nie drażniło to wtedy
                    aż tak, bo nie mieli Borejkowie za przeproszeniem gąb pełnych wzniosłych słów. I
                    wzniosłych posłannictw do wypełnienia.
                    • anutek115 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 17.11.06, 16:57
                      To chyba "Pulpecja" jest ta przelomowa. To tam nikt się nie przejmuje chorą z
                      zakochania Pulpą, nikt nie zwraca specjalnej uwagi, że nie uczy się ona do
                      matury i, o ile pamiętam, nikt jej o wynik matury nie spytał - wyobrażacie sobie
                      coś takiego w waszych domach?
                      Natomiast świętośc domowej spiżarni w dobie nieustannych napięc rynkowych jestem
                      w stanie zrozumiec :-).
                      • zgred1967 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 17.11.06, 17:59
                        Nutria się przejmuje.
                        Vide "aria Halki".
                        No, ale to faktycznie za mało.
                      • ida198511 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 02.06.07, 19:51
                        anutek115 napisała:

                        > To chyba "Pulpecja" jest ta przelomowa. To tam nikt się nie przejmuje chorą z
                        > zakochania Pulpą, nikt nie zwraca specjalnej uwagi, że nie uczy się ona do
                        > matury i, o ile pamiętam, nikt jej o wynik matury nie spytał - wyobrażacie
                        sobi
                        > e
                        > coś takiego w waszych domach?

                        ja sobie nie wyobrażam:) a przełomowa jest chyba jednak "Noelka"
                    • onion68 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 18.11.06, 07:49
                      Errata - w "Idzie Sierpniowej"
              • deina_kmf Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 06.12.06, 16:14
                z moich doswiadczen z szerszeniami wynika (po raz kolejny...) ze teoria wiki a
                praktyka przezyc faktycznych maja sie do siebie nijak;)
                Ale w koncu odcinka Archiwum X pt.Kalusari nie ma przeciez, prawda, r4f?;)

          • yowah76 Re: Wychowawczy(?) przekaz Polewki 16.11.06, 18:09
            A ja sie w te szerszenie tez wczytalam...one napadaja na roje pszczol, potrafia
            zabic do 40 szt na minute i wykanczaja roj w pare godzin. Myslicie, ze
            pszczelarz, chocby i milosnik przyrody, pozwolilby na takie zagrozenie w
            okolicy?( Bo jak rozumiem, to one byly w poblizu domu Baltony i Patrycji?) Otoz
            na pewno nie, tak jak koniarz nie obsadzi dzialki cisem a hodowca
            (drobnotowarowy zwlaszcza) drobiu bedzie tepic lisy i jastrzebie. Jesli ma
            pojecie o przyrodzie oczywiscie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka