Dodaj do ulubionych

Fajny film wczoraj widzial(a)em

05.02.05, 10:54
- Momenty byly?
- Maaasz!
Tym cytatem z niezpomnianych Manka i Jedrka otwieram watek filmowy. Dzielmy
sie wrazeniami z obejrzanych filmow, polecajmy, odradzajmy, przypominajmy,
jak cos ciekawego ma sie pojawic danego dnia w TV. Jednym slowiem - kinomani,
telemaniacy i recenzenci do klawiatur! smile)
Obserwuj wątek
      • maryna04 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 00:20
        Ja nic nie polecam, ale chcialam sie zapytac na okolicznosc slowa Alternatywa -
        czy serial Alternatywy 4 oglada sie tak samo dobrze jak kiedys, bo jesli nie,
        to chyba lepiej zachowac tamto wrazenie i nie wypozyczac. A moze jednak warto?
        • instant Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 00:39
          Maryno, warto!
          Dla mnie Bareja nigdy sie nie zestarzeje. "Misia" znam niemal na pamiec i moge
          go ogladac na okraglo. Teraz juz na szczescie jako cos w rodzaju science
          fiction smile
          Dzis natomiast obejrzalam "Closer" (Blizej). Jutro napisze, jakie wrazenia, jak
          juz sobie je poukladam w calosc.
            • instant Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:03
              "Bliżej" (Closer)
              to film wybitnie dla doroslych i to niekoniecznie ze wzgledu na miejscami
              dosadne slownictwo, scene typowego sex-czatu, czy z "gabinetu" w klubie go-go.
              Do tego filmu trzeba dojrzec i miec juz pewne doswiadczenie emocjonalne, nabyte
              z wiekiem. Nie jest to zwykla historia "czworokata", czyli dwoch par bedacych
              ze soba w zmieniajacych sie konfiguracjach (zawsze jednak heteroseksualnych,
              zeby nie bylo niejasnosci). Dla mnie jest to studium zwiazkow miedzyludzkich we
              wspolczesnym swiecie, opowiesc o nieumiejetnosci kochania, zrozumienia (nawet
              swoich wlasnych oczekiwan, nie mowiac juz o oczekiwaniach partnera), o
              bladzeniu po wlasnych emocjach i uczuciach, o braku umiejetnosci sluchania
              innych i wsluchiwania sie w samego siebie i o powierzchownosci, chociaz emocje
              w nim az kipia. Kazdy z bohaterow traktuje pozostalych, a zwlaszcza aktualnego
              partnera jak wlasne lustro, w ktorym szuka swojego lepszego i bardziej dla
              siebie zrozumialego odbicia. Chciaz film jest adaptacja sztuki teatralnej, a
              obsada aktorska zostala przez rezysera (Mike Nicols) zredukowana do minimum
              (doskonali Jude Low, Clive Owen i Natalie Portman, znana z roli dziewczynki
              z "Leonie zawodowcu" oraz "cienka jak barszczyk", depresyjna Julia Roberts)
              jest on kameralny, ale nie przytlaczajacy, miejscami zabawny, miejscami
              szokujacy doslownoscia, chociaz chwilami rozlazi sie w szwach. Ale to tylko
              moje subiektywne odczucie. Tym, co najbardziej zapadlo mi w pamiec, jest tekst
              jednej z bohaterek, mlodej stripteaserki Alice, granej przez Natalie Portman. A
              brzmi on mniej wiecej tak :
              " Zawsze jest taki moment opamietania, że gdy zakochujesz sie w jakiejs osobie
              to masz szanse sie temu oprzeć i zastanowic czy tego naprawde chcesz i do czego
              to może prowadzic. W takich momentach pokazuje sie swoja siłe lub
              niedojrzalosc".
              Bohaterowie, wszyscy , bez wyjatku okazuja w filmie to drugie.
              A poza tym dobra muzyka.
              Polecam ten film wszystki, ktorzy szukaja w kinie nie tylko rozrywki, lecz
              rowniez tematow do przemyslen i lubia sobie "pofilozofowac" smile
              • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:19
                Pod sloncem Toskanii

                Choleeeera... po raz pierwszy slowa "cieply, wzruszajcy i refleksyjny film"
                wypowiedziane o filmie znacza dokladnie: cieply, refleksyjny i wzruszajacy
                film, a nie (w domysle) "gniot nie do ogladania uwielbiany przez kabotynow
                zwanych krytykami filmowymi".
                Film dla duzych i wrazliwych dziewczynek i duzych wrazliwych chlopczykow.
                Za kilka dni ogladam go jeszcze raz. Wzrusza.
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:21
      Magnolia

      Genialna Julianne Moore. Cruise mial chyba spadek biorytmu.
      Jako ze scenariusz pisal Paul Thomas Anderson, to wiadomo juz dlaczego film
      jest taki dlugi: wierszowki wszedzie obowiazuja.
      A ze i sam rezyserowal go, zapomnial w nawale zajec
      co wlasciwie jeszcze istotnego chcial pokazac.
      Deszcz zab jest calkiem uzasadniony:
      zaba zyje w srodowisku wodnym, a film mooocno rozwodniony
      (metaforyczne samokrytyka rezysera Paul-a Thomas-a Anderson-a,
      brawo za jego skromnosc!).
      Tym niemniej po odcedzeniu kartofelkow sa one smaczne,
      dobrze okraszone i gorace.
      Film jest zdecydowanie logicznym dowodem na bezsens sloganu "Jam sam sobie sterem zeglazem okretem".
      Wprawdzie dwukrotne ogladanie to strata czasu, ale majac termos z kawa
      i zdolnosc logicznego myslenia,
      film z pewna przyjemnoscia mozna obejrzec.
      Mi udalo sie i bez kawy i za piewszym podejsciem.
      I nie zaluje zbytnio
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:25
      Wszystkich cierpiacych na chroniczna bezsennosc zapraszam na film
      "Lost in translation".
      Film wybitnego fachowca usypiania odplatnego, Sofii Coppoli
      (corki TEGO Coppoli, ale widac pozytywy ojca nie sa dziedziczone przez dziecko
      - ale widac rowniez ze dobre nazwisko tuszuje doskonale pustke artystyczna).
      W filmie za grosz romantyzmu, ona - znudzona i swedzi ja pomiedzy
      duzymi palcami, on - szuka beznamietnie, a nie wie czego szuka.
      Niby mialo byc cieple, a sa cieple flaki w oleju,
      niby mialo byc wzruszajace, a wzrusza jedynie przewod pokarmowy.
      Ale, pokazac spleen to trzeba scenarzyste a nie Sofie Coppole....
      juz trzeci film jej na ktorym nacialem sie.
      Jedna jedyna warta w filmie uwagi rzecz: ujecia nocnego Tokio.
      Deczko oszalamia.
      W sumie jednak nuda wieje z filmu tak, ze zdechle rok temu komary
      prosza o zmilowanie i eutanazje.
      Polecam cierpiacym na ciezkie przypadki bezsennosci.
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:28
      Terminal

      To nie jestst film. to jest F I L M ! ! ! ! Troche z Kafki, troche z Mrozka. Cale szczescie ze i troche sentymentu (ale nie sentymentalizmu)
      znalazlo sie w nim i nieco slodyczy cukierkowej.
      Ale jest w nim i cos wiecej: Bezdusznosc urzedasow, ich tepota i debilizm.
      Jest rowniez pokazana determinacja i cierpliwosc kogos,
      kto koniecznie chce wypelnic przyrzeczenie, kogos honorowego.
      I optymizm. Ze jednak mozna, ze chodzby z nieba lecialy zaby
      (Polacy mowia ze co innego z nieba leci)
      to i tak mozna dokonac rzeczy pozornie niemozliwych.
      Pokazane, ze i wrogowie (mlotowaty szef bezpieczenstwa lotniska)
      czasami ida po rozum do glowy i zaczynaja byc ludzmi.
      Pokazana rowniez (czy to ma byc wlasnie ten infantylizm - raczej nie,
      chociaz moze i troche przerysowana) solidarnosc ludzka, chec pomocy
      bezinteresownej innym - leki dla "kozy".
      Film jak szlachetny kamien znaleziony w grudzie blotnej mazi.
      Obmyj go ze slodyczy, obmyj go z lakiery, a nagle okaze sie ze to film
      o twardym czlowieku robiony dla twardzieli.
      Dawno juz zaden film nie zrobil na mnie tak wielkiego wrazenia.
      Ale... Spielberg... Zapraszam.
      Mina 2 godziny i nie zauwazycie uplywu czasu.
      A sale kinowa opuscicie z dreszczem wzruszenia na kregoslupie.
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:32
      Mystic river

      Aktorzy - szparagi "na bosko"
      Rezyser - doskonaly groszek z marchewka
      Scenariusz - niezle przyrzadzony chrzan
      Operator - Krem pistacjowy
      Polaczcie to razem w jedno danie i zjedzcie.
      Smacznego.
      Film do ogladania na stojaco.
      Zeby nie zasnac.
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 13:35
      Gothika

      Dosc, a nawet calkiem zgrabnie wyrezyserowany film.
      Film troche do "bania sie"
      (ale bez przesady, kropli nasercowych nie trzeba zabierac z soba)
      a troche rozrywkowy kryminalek "kto zabil".
      Scenarius (ale jestem malkontentem!) momentami traci spojnosc,
      tyle ze taka maruda jak ja to zauwazy.
      Potwierdza sie tu moja skromna opinia:
      Halle Berry nie jest jednak aktorka wybitna, nie jest nawet bardzo dobra.
      Jest aktorka jak setki innych i to tyle mozna o niej powiedziec.
      Nie wiecej.
      To Penelopa Cruse powinna grac glowna role, a nie ta bidusia.
      To wlasnie jej, drugoplanowa, rola jest moim zdaniem najlepsza w tym filmie.
      Przeslania w nim nie znalazlem, raczej opisany realny przypadek
      z dodatkiem kropelkli zjawisk paranormalnych,
      jaki moze (i chyba w swej istocie wydarzyl sie kiedys) miec miejsce.
      Uwazam ze jezeli obejrzysz film nie zmarnujesz czasu.
    • nokata Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.02.05, 14:05
      Transamerican Killer

      Stary Maciascyk omawiajac ten film porownal go do herbaty:
      "A dzie ze un sie ulung? "
      Film rytmiczny.
      Scena (w roznych ubrzaniach) powtarza sie co ok 20 minut.
      Scena dosc kiepska. Druga jej powtorka jest juz niestrawna.
      A jest ich chyba z 5
      Ogolnie popluczyny.
      I to nie po jakims filmie, a po zmywaku w knajpie "Czar PGR"
      Jezeli masz szacunek dla wlasnego czasu, lepiej poloz sie sie i nic nie rob.
      Bardziej pozytecznie spedzisz czas,
      a i zaoszczedzisz bolu szczek przy ziewaniu.
      A mial to byc horror...
      Buuuuaaaaaaa
        • warum Re: Dwie milosci - dla Warum 06.02.05, 17:28
          ? Tylko tyle?smile
          Rzadko bywam w kinie, ale osttnio zrobil na mnie silne wrazenie film The
          Bridges of Madison Country z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep. Nie powiem
          dlaczego, ale polecam wszystkim pokreconym.
          • instant Re: Dwie milosci - dla Warum 06.02.05, 17:31
            Ops, przepraszam, za wczesnie mi sie kliknelo, a potem zadzwonil telefon smile)
            Widzialam ten film kiedys w TV. Na razie wkleje streszczenie, ktore gdzies
            znalazlam, a potem sporobuje sobie przypomniec. Z tego co pamietam, to nic
            nadzwyczajnego, ale da sie obejrzec.
            Młoda niemiecka dziennikarka, Christina, ma przygotować reportaż z Mazur. W
            dniu wyjazdu do Polski jej samochód zostaje ukradziony. Babcia Christiny, Elza,
            zgadza się pożyczyć swój samochód pod warunkiem, że wspólnie odbędą tę podróż.
            Elza bowiem pochodzi z Mazur, których nie widziała od lat. Chce odszukać swoją
            pierwszą miłość, Polaka Joachima. Obie nawet nie przypuszczają, jak bardzo ta
            podróż odmieni ich życie.
                • onkwe "Motorcycle diaries" 07.02.05, 00:41
                  Film oparty jest na wydarzeniach spisanych w pamietniku jednego z dwoch
                  bohaterow, wydarzeniach, ktore mialy miejsce na poczatku lat 50-tych w Ameryce
                  Pld. Dwoch mlodych studentow medycyny postanawia przemierzyc kontynent na
                  motocyklu. Podroz trwa dziwiec miesiecy, punktem startowym jest Buenos Aires, a
                  trasa przebiega przez Argentyne, Chile, Peru.
                  Nie jest to jednak wycieczka krajoznawcza, choc widzowie maja okazje co rusz
                  podziwiania dzikich krajobrazow Sierra Maestra, rozleglych wyzyn czy "zielonego
                  piekla". Jednak czynnikiem, ktory sprawia, ze film ten nabiera szczegolnej
                  wartosci nie sa ciekawostki przyrodniczo-geograficzne, a ludzie. To oni,
                  przecietni mieszkancy miast, wiosek, osad poludniowoamerykanskich, przez ktore
                  przejezdzaja mlodzi aspiranci na doktorow, pozostaja najwazniejszym elementem
                  obrazu. Na nich skupia sie rezyser, przekazujac nam, oczami mlodych bohaterow
                  ich codzienna walke o przetrwanie, o prace, nie omieszkujac, co wazne
                  wprowadzac elementow humorystycznych, rozladowujacych sytuacje w momentach gdy
                  czujemy sie przytloczeni ogromem ludzkiego nieszczescia, biedy i problemow
                  natury socjo-politycznej, z jakimi borykaja sie do dzis mieszkancy tych
                  terenow.

                  Nie bede tym, ktorzy nie obejrzeli filmu zdradzac jego zakonczenia i
                  przeslania. Powiem jedynie, ze jeden z uczestnikow tamtej, niezapomnianej
                  podrozy zyje do dzis, ma 81 lat, a nazywa sie Alberto Granado.


          • josarna Re: Dwie milosci - dla Warum 17.02.05, 21:44
            warum napisała:

            > ? Tylko tyle?smile
            > Rzadko bywam w kinie, ale osttnio zrobil na mnie silne wrazenie film The
            > Bridges of Madison Country z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep. Nie powiem
            > dlaczego, ale polecam wszystkim pokreconym.

            Beczałam jak norka oglądając ten film ze zniszczonej taśmy. Ale z mężem nie
            powinno się go oglądać wink.

    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 07.02.05, 14:44
      "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego - może jeszcze gdzies grają.
      Doskonała obsada i gra aktorska. Marian Dziędziel, jako ojciec wydający córke za
      mąż - super. Ale film w stylu Gogola - z samych siebie się śmiejemy.
      Podrzucam sznurek i polecam pojście do kina.
      film.onet.pl/10248,film.html
      A potem na dużą wódkę.
    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 07.02.05, 15:16
      Pisz, pisz dalej, pierwotniaczkusmile)
      Ciekawe ile tysięcy lat będziesz musiał stukać w klawiaturę, aż wystukasz coś z
      sensem i przemówisz ludzkim głosem?
      Ponieważ nie stanie się to szybko - włączam ignor...
      pa, pa....
      • instant Head in the clouds 07.02.05, 17:23
        Nie wiem, jaki bedzie polski tytul - "Glowa w chmurach"? Albo "Z glowa w
        chmurach".
        Wojna, milosc, przyjazn, odwaga, granice poswiecenia dla "sprawy" - wszystko to
        znajdziecie w tym filmie. Do tego bombowa obsada w osobach "rasowej" i pieknej
        blondynki Charlize Theron, dzikiej, choc emanujacej wewnetrzne cieplo Penelope
        Cruz i przystojnego, lecz wcale nie gogusiowatego Stuarta Thownsead'a.
        Akcja tej opowieści rozgrywa się w Anglii, Hiszpanii i w Paryżu w latach 1930-
        45, tzn. przed i w trakcie II Wojny Światowej.
        Nie bede zdradzac tresci, bo odebralabym Wam przyjemnosc ogladania tego
        naprawde dobrze zrobionego i dostarczajacego wielu wzruszen i emocji filmu.
        Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego film byl wyswietlany na festiwalu kina
        lesbijskiego? Albo z kopii, ktora ogladalam zostaly wyciete "momenty" z
        udzialem dwoch glownych bohaterek, albo...sama nie wiem. A tu jeszcze czytam, ze
        " W postać Gildy, w którą wcieliła się ostatecznie Charlize Theron, początkowo
        miała zagrać Natalie Portman. Odrzuciła ona rolę, prawdopodobnie ze względu na
        zbyt odważne sceny ".
        Eeeh ta cenzura wink Moze traficie na lepsza kopie smile)
        • onkwe Finding Neverland - Marzyciel 08.02.05, 14:47
          W kazdym z nas drzemie Peter Pan wierzacy ze gdzies tam, po drugiej stronie
          teczy, czeka nas "kraina wiecznej szczesliwosci". Do niej uciekamy w trudnych
          chwilach, chowajac sie przed rzeczywistoscia.

          Johnny Depp, Kate Winslet ..i nic w zasadzie wiecej nie wiecej trzeba, aby film
          robil kase..wink)

          Panie niech nie zapomna pudelka chusteczek wink

          P.S. a nawiasem mowiac, co jest do cholery z tym kulawym tlumaczeniem, wedle
          wlasnego widzimisie, tytulow ?!
              • instant Kontrolerzy 17.02.05, 13:09
                ...czyli swiat "kanarow" z budapesztenskiego metra. Podziemne labirynty peronow
                i zaplecza, przypominajace swym klimatem czasami 'Pieklo' Dantego, a czasami
                wspolczesnego Matrixa. W tym podziemnym swiecie blaka sie wspolczesny Orfeusz,
                tajemniczy facet z tajemnicza przeszloscia, odnajdujac swa wspolczesna Eurydyke
                w osobie stalej pasazerki metra - dziewczyny przebranej za rozowego, pluszowego
                misia. "Kontrolerzy" to takze w pewnym sensie kino akcji. Nieustanne poscigi za
                gapowiczami, rywalizacja na smierc i zycie o panowanie w piekle miedzy dwoma
                ekipami kanarow, grozace smiercia i zapierajace dech w piersiach biegi po
                torach przed pedzacym pociagiem, uzeranie sie z cala menazeria najrozniejszych
                psycholi, czy wreszcie tajemnicza, zakapturzona postac, spychajaca
                przypadkowych pasazerow na tory.
                Sa w filmie rowniez sceny zabawne, jakby zywcem wyjete z komedii Bareji, a
                zakonczenie, jesli dobrze sie przyjrzymy ostatniej scenie - jest optymistyczne.
                Jednym slowem: dla mnie bomba. Cala gama nastrojow, od smutku i przerazenia, po
                wzruszenie i rozbawienie i mozliwosc ulozenia sobie z niego swojego wlasnego
                puzzla, czyli szerokie pole do interpretacji - to jest to, co w kinie lubie
                najbardziej. Do tego swietnie dobrana elektroniczna muzyka. Mniam mniam smile
                • instant Re: Zlo 17.02.05, 14:15
                  Z pewnoscia nie jest to film dla grzecznych dziewczynek, ani dla tych, ktorzy
                  szukaja w kinie glownie relaksu, czy rozrywki. Ogladanie tego filmu boli niemal
                  fizycznie. Agresja rodzi agresje, przemoc rodzi przemoc, zlo rodzi zlo. Jednak
                  nie jest beznadziejnie. W sumie film jest oczyszczajacy i pozwala uwierzyc, ze
                  czlowiek nie jest zly do konca i ze moze sie zmienic. Film porusza zjawisko
                  tzw. "fali", znanej i u nas, nie tylko z wojska, lecz ostatnio rowniez ze
                  szkoly. Jego scenariusz oparty jest na autobiografii jednego ze szwedzkich
                  pisarzy, jednak nawet gdyby zostal calkowicie wymyslony, bez trudu moglabym
                  uwierzyc w te historie. Główny jej bohater – Erik, "starszy nastolatek" jest
                  regularnie dreczony przez ojczyma, znajdujacego w biciu i ponizaniu chlopaka
                  satysfakcje, graniczaca z seksualna ekstaza. Przemoc, ktorej jest ciagla ofiara
                  odreagowuje w szkole, wdajac sie w czeste bojki i rozroby. Matka, calkowicie
                  poddana mezowi, bierna i nie majaca odwagi bronic syna w inny sposob, wysyla go
                  do szkoly z internatem dla "chlopcow z dobrych domow". Eric spotyka tam
                  przyjaciela, milosc oraz przemoc, tym okrutniejsza, że poparta spoleczna
                  akceptacją i uwazana za trwaly element szkolnego zycia. Oprawcy są bezkarni, bo
                  pochodza z bogatych rodzin, które wspieraja finansowo szkołe. Erik podejmuje
                  samotna walke ze zlem, ktora jest tym trudniejsza, ze musi ja prowadzic bez
                  uzycia sily, gdyz kazda kolejna bojka jest jednoznaczna z wyrzuceniem ze szkoly
                  i powrotem w lapy ojczyma.
                  Zlo szerzy sie w tym filmie jak zaraza. Po raz kolejny uswiadamiamy sobie, jak
                  bezduszny i okrutny moze byc tlum i jak trudno podjac z nim samotna walke, nie
                  uciekajac sie do przemocy.
                  Trudny, malo "komfortowy", przerazajacy, ale bardzo dobry film.
                  -
                  • instant Pan od muzyki 17.02.05, 14:28
                    Podobna tematyka, tylko nieco lzej przyprawiona. tez szkola z internatem, ale
                    dla znacznie mlodszych chlopcow i nie w pacyfistycznej Szwecji, a w powojennej
                    Francji. Tu wojenka rozgrywa sie miedzy uczniami a nauczycielami. Film jest
                    kolejnym dowodem na to, ze muzyka lagodzi obyczaje smile
                    Tez do obejrzenia.
                    • josarna Re: Pan od muzyki 17.02.05, 21:50
                      Ojej! Czytam i nie wiem, co wybrać! Jadę w niedzielę do Krakowa (co mi się
                      zdarza raz na 1-2 miesiące) i, między innymi, chyba pójdę z mężem do kina - o
                      ile coś znajdę, bo na siłę nie chcę.
                      • mantra1 Doktor Zivago 20.02.05, 20:43
                        Na TVP1 zaczela sie pierwsza czesc nowej ekranizacji "Doktora Zivago". Na razie Lara tanczy z Komorowskim. Parowoz dziejow jeszcze nie nadjechal smile)
                        Ide ogladac dalej.
                        • jan.kran Re: Der Untergang. 22.02.05, 23:19
                          Podobal mi sie i uwazam , ze jest zrobiony bezstronnie i opiera sie na faktach.
                          Bardzo duzo czytalam na temat Trzeciej Rzeszy i dlatego momentami sie
                          nudzilam , bo wiedzialam co zaraz bedzie...
                          Ale film jest naprawde wart obejrzenia. Kran.
    • popaye Re: 4-ry Oscary (2005)- Million Dollar Baby 06.03.05, 08:32
      przegladajac ten watek zaskoczylo mnie iz nikt nie napisal slowa o tym filmie!.
      A przeciez obraz ten zdobyl az 4-ry Oscary w tym roku!.

      Bardzo "amerykanski film" i dlatego rowniez wart obejrzenia przez europejczykow
      w tym nas-Polakow dla ktorych (mniej obyta w Swiecie wiekszosc) - Ameryka to
      kraj "marzen".
      Moim zdaniem film pokazuje rzeczywiste i powszechne realia USA - mozliwosci ale
      i codziennosc - obskurna sale treningowa, nieludzka prace, typy przegranej
      wiekszosci w "wyscigu szczurow" i cene ktora za to placa.
      USA to nie tylko California, Hollywood i Krzemowa Dolina ale rowniez pogrzebane
      nadzieje, przytloczone przez prozaiczne realia typy , osiedla przyczep
      campingowych i ich mieszkancy ktorych podstawa egzystencji oparta jest na
      zasilku socjalnym.
      Doceniono dobre aktorstwo Hillary Swank, jeszcze "lepszy" (moim zdaniem) Morgan
      Freeman no i... nasz "stary znajomy" - Clint Eastwood w roli glownej.
      Clint Eastwood - szczegolny typ bo On "umie" grac tylko siebie i gra ta "role"
      we wszystkich filmach z Jego udzialem smile).
      On jest zawsze "Dirty Harry" , w tym filmie - tez!, tylko, ze juz "stary"
      (doslownie!) - mimo ciagle doskonalej sylwetki - jego wieku i atrybutow
      starzenia nie idzie w zaden sposob ukryc.
      Jest rezyserem i producentem tego filmu i za rezyserie dostal Oscara, za film -
      rowniez!.
      Za swoja role - nie i...slusznie!
      Nic nie jest w niej szczegolnego to jest ciagle Dirty Harry - rola sprzed ca 20-
      tu lat smile)
      Obejrzyjcie - warto!.
      • kanoka Re: 4-ry Oscary (2005)- Million Dollar Baby 06.03.05, 09:17
        Na filmy oskarowe - prędzej czy później albo pójdę, albo obejrzę na DVD.
        W Polsce ten film ma tytuł "Za wszelką cenę". Ja ze swojej strony ponownie
        polecam polski film - "Wesele" Smarzowskiego, o którym juz tu pisałam
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=20268725&a=20334293
        Film został uznany za najlepszy polski film 2004 r i otrzymał szereg nagród.
        "Triumfator tegorocznych Orłów - "Wesele" - to film, który przedstawia
        współczesną polską rzeczywistość w krzywym zwierciadle. - Najkrócej ideę filmu
        można streścić następująco: to film o tym, jak nie oszaleć na punkcie kasy -
        powiedział podczas gdyńskiego festiwalu Smarzowski. Reżyser przedstawia w filmie
        wiejskie wesele, na którym alkohol leje się strumieniami. Kamera rejestrując
        zachowania i zabawę coraz bardziej pijanych gości, sama staje się niejako
        "upojona". Muzykę do filmu, nawiązującą w klimacie do utworów z lat 60., napisał
        Ryszard Tymon Tymański, za co nagrodzono go Orłem."
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2586679.html
    • popaye Re: Shall we dance? 06.03.05, 09:35
      Shall we dance? (Zatanczysz ze mna?)(?).
      Dziewczyny! (A40+) - nie ogladalyscie jeszcze? - nie rozumiem tego Swiata! smile)
      Warto!!!.
      Warto bo... to film "dla kobiet" i ... w Waszej "kategorii wiekowej".
      Paczka chusteczek (do wycierania lez), wygodny fotel i (prawie) 2 godziny
      prawdy o (wiekszosci) nas (40+) w wydaniu meskim!.
      Chlop! - nie moze byc cos "dobrego"! - prymitywne to takie, glupie, niezgrabne,
      prozaiczne i duchowo "plaskie" !.
      To jest film komercyjny - bezsprzecznie! ale... "dojrzaly" juz Richard Gere
      (wreszcie!) to ... jeden z nas! (przyznaje o niebo przystojniejszy
      od "wiekszosci") i "jego" (w tym filmie) postac odzwierciedla (gleboko ukryte -
      najczesciej) marzenia - "kwiatki" naszego, meskiego prozaicznego i codziennego
      losu.
      Jak juz (zonaty)"chlop" na cos "wpadnie" to (musi tak byc!): nieudaczny romans,
      prymitywne sex-afery w biurze (byle szybko, latwo i na.... podlodze!), albo
      "cos w tym stylu" - nie TO co WSPANIALE kobiety: zony, matki i
      (zawsze "pokrzywdzone") zyciowe partnerki - tym bardziej ca. 20 lat po slubie!.
      Figa z makiem! - he, he smile)
      Obejrzyjcie ten film - mile (alternatywne) 40+
      To nie jest "cala" prawda o nas (waszych partnerach) ale blizsza (o niebo!) tej
      Waszej o "40+ w meskim wydaniu z 20-to letnim stazem malzenskim" smile))
      Richard Gere - dla Was - Dziewczyny, Jennifer Lopez - uprzyjemni Waszym
      partnerom wspolne ogladanie!.
      Chustek (papierowych) nie zapomniec! smile
      • mantra1 Popay'u 06.03.05, 11:04
        a duzo spiewaja w tym filmie? Bo ja, mimo swej wielkiej admiracji dla wciaz
        swietnego i pieknego Ryska G. jakos nie moge sie przekonac do filmow "spiewanych
        i tanczonych" smile
        Na Eastwooda (ktorego z kolei nie lubie jako aktora, za to bardzo cenie jako
        rezysera) zasadzam sie w tym tygodniu. Wczoraj natomiast obejrzalam "Dom z
        piasku i mgly" z Benem Kinsleyem i Jennifer Conelly, o ktorym sprobuje cos
        napisac za chwil pare, jak tylko nieco ogarne objescie i siebie smile)
        • popaye Re: Mantro.- 06.03.05, 11:26
          NIC nie spiewaja i... taniec to tez nie jest "najwazniejsze" w tym filmiesmile.
          "Rysiek" (mimo wysilkow) to tez nie Fred Astairesmile.
          Ale to nie jest film o "Dirty Harry" bo.... zapewne niewielu (w zyciu
          praktycznym) znasz rewolwerowcow a "jakies" doswiadczenia partnerskie z
          rowiesnikiem - zapewne Masz!.
          Dlatego warto (dla Pan!) obejrzec ten film smile)
          pozdrawiam,-
          pE
        • mantra1 Dom z piasku i mgly 06.03.05, 12:08
          to ostra gra na emocjach widza, w ktorej rezyser naprawde idzie na calosc. Gra,
          wzbudzajaca chwilami irytacje, chwilami bezsilnosc, chwilami smutek i
          wzruszenie. Sa w tym filmie momenty, kiedy widz az unosi sie z fotela, zeby
          wskazac uwiklanym w gleboki konflikt bohaterom najprostsze rozwiazanie, ktorego
          owe dramatis personae zdaja sie nie dostrzegac, obwarowujac sie coraz bardziej
          na swych pozycjach i nieuchronnie zmierzajac do tragedii. Przedmiotem owego
          konfliktu jest dom Kathy, mlodej, porzuconej przez meza kobiety z alkoholowa
          przeszloscia, ktora zostaje z niego eksmitowana z dnia na dzien w wyniku
          biurokratycznej pomylki. Dom kupuje na licytacji pulkownik Behrani (Ben
          Kinsley), ktory po upadku szacha zmuszony jest wraz z rodzina emigrowac do
          Ameryki z Iranu, gdzie wiodl luksusowe zycie i cieszyl sie wielkim powazaniem w
          tzw. "sferach". W Stanach musi zaczynac od zera i aby zachowac chociaz czesc
          dawnego statusu ima sie przeroznych zajec (z robotami drogowymi i sprzedaza w
          nocnym sklepiku wlacznie). To nowe zycie traktuje z dystansem, nie przestajac
          okazywac demonstracyjnej niecheci i pogardy dla amerykanskiego stylu zycia,
          podpartej dodatkowo Wschodnim i oficerskim "poczuciem honoru". Konflikt zaczyna
          wiec narastac i to zarowno na plaszczyznie osobistej (powolny "upadek"
          pozbawionej dachu nad glowa Kathy, jej romans z rozchwianym emocjonalnie
          policjantem, ktory w obronie kobiety staje ponad prawem), jak i kulturowej
          (pieknie pokazane roznice miedzy zona Behraniego - typowa muzulmanka, a normalna
          kobieta Zachodu), po czym, gdy juz mogloby sie wydawac, ze strony osiagnely
          jakies status quo - sytuacja calkiem wymyka sie im spod kontroli, kiedy, jak w
          antycznej komedii, w mniej czy bardziej planowane i przemyslane dzialania
          ludzkie zaczyna wkraczac zywiol i wtedy czlowiek niewiele ma juz do gadania.
          „Dom z piasku i mgly” jest filmem bardzo dobrym. Byc może dusznym, być może
          ciezkim, irytującym, wrecz traumatycznym. Jednak nie da sie wobec niego pozostac
          obojetnym. Mozna rezyserowi zarzucic zbyt wyrazna gre na uczuciach, lecz tylko
          taka droga, wolna od wstydliwie przytlumiajacych te uczucia konwencji moze
          prowadzic do oczyszczenia.
          • mantra1 Dziewczyny z kalendarza 07.03.05, 16:07
            Drogie Panie, koniecznie zrobcie sobie ten prezent na Dzien Kobiet. Wyslijcie
            Waszych Panow do wypozyczalni, do sklepu z plytami, sciagajcie ten film z netu,
            poszukajcie, moze gdzies jeszcze graja w kinach! Obejrzalam go wczoraj i wprawil
            mnie on w dokonaly nastroj na reszte popoludnia i caly wieczor, ktory dopiero
            dzis rano zdolaly mi popsuc pogoda i kolejna korespondencja od ZUSu.
            "Calendar girls" to autentyczna historia, ktora wydarzyla sie pare lat temu w
            jednej z wiosek hrabstwa Yorkshire w Anglii. Grupa kobiet (glownie gospodyn
            domowych wieku mniej lub bardziej poprodukcyjnym), dzialajacych w lokalnym
            oddziale Women's Intitute (skrzyzowanie Kola Gospodyn Wiejskich z Liga Kobiet i
            kolkiem parafialnym) postanowila przelamac dotychczasowe formy dzialalnosci tego
            grona, ograniczajace sie do prezentacji wypiekow i przetworow, czy pogadanek na
            temat historii kalafiora, tudziez wspolnego wykonywania "Hymnu do Jeruzalem" i
            wydac kalendarz, z ktorego dochod mialby byc przeznaczony na walke z chorobami
            nowotworowymi. I nic by w tym nie bylo nadzwyczajnego, bowiem podobne kalendarze
            z widokami miejsowych mostow, kosciolow, czy sloikow z konfiturami kolko
            wydawalo corocznie, gdyby nie fakt, ze tym razem jego strony zdobic mialy fotki
            niektorych czlonkin tejze organizacji przy najnormalniejszych zajeciach
            domowych, tyle, ze...w "stroju urodzinowym" wink) I tu zaczynaja sie zmagania pan
            najpierw z wlasnym, niewiescim wstydem, pozniej z zahamowaniami zwiazanymi z
            wiekiem i niska samoocena, z wladzami organizacji, ktore sa tym ekstrawagancjom
            przeciwne, z wlasnymi rodzinami, srodowiskiem, az w koncu, gdy juz dopiely celu
            - z niesamowita popularnoscia, siegajaca az do Hollywood. Wszystko to okraszone
            ironicznym, lecz jakze cieplym, cudownym angielskim humorem.
            To, co zachwycilo mnie w tym filmie, poza cialami glownych bohaterek, ktore w
            tym kalendarzowym ujeciu sa naprawde urocze (natychmiast po obejrzeniu filmu
            wyszukalam w necie autentyczny kalendarz - zdjecia naprawde super!), chociaz nie
            przystaja do obowiazujacych kanonow piekna, to umiejetnosc Anglikow ironizowania
            na wlasny temat i pokazywanie wlasnych "wad i przywar narodowych" w sposob
            naprawde przesmieszny, bez odniesien genitalnych, czy sztucznej wesolkowatosci.
            Nie wyobrazam sobie, zeby podobny film mogl powstac np. w Polsce, nie mowiac juz
            o samej inicjatywie wink)
            Popatrzcie na te "dziewczyny" i poczujcie sie piekne, wazne i potrzebne jak one.
            Nie musze chyba przypominac, ze nasz album nadal istnieje wink)))
            • kanoka Re: Dziewczyny z kalendarza 07.03.05, 18:43
              Przeczytałam Twoją recenzję, Mantro.
              Postaram się go pożyczyć i obejrzeć. Córka też jest zainteresowana.
              A że Anglicy potrafią ironizowanić

              > na wlasny temat i pokazywanie wlasnych "wad i przywar narodowych" w sposob
              > naprawde przesmieszny, bez odniesien genitalnych, czy sztucznej wesolkowatosci.
              to już dali wielokrotnie dowód - pamiętasz film "Goło ale wesoło"?
              • mantra1 Re: Dziewczyny z kalendarza 07.03.05, 19:22
                Jasne, ze pamietam "Golo i wesolo"! Potem przez jakis czas ogladalam regularnie
                pewien program rozrywkowy na telewizji RAI, w ktorym grupa rownie
                "sliczniastych" Chippendales, zlozona ze straznikow miejskich jakiegos
                miasteczka na poludniu Wloch przeprowadzala nabor do swojego zespolu. Zglosily
                sie setki panow w roznym wieku i o roznej posturze i mialam uciechy co niemiara
                ogladajac te castingi i zazdroscilam tym ludziom, ze sie tak wspaniale potrafia
                bawic i smiac z samych siebie smile)
                    • popaye Re: Dziewczyny z kalendarza 07.03.05, 22:16
                      Myslalem, ze juz wszystkie Dziewczyny (40+) znaja (ogladaly) ten film smile.
                      Swietna komedia i ogladajac "widzialem" wszystkich swoich Znajomych(me) w tych
                      rolach - postacie i zachowania jak z zycia wziete smile.
                      Niektore z uzytych tam zwrotow np: Taaak - od dzisiaj "robie to" zawodowo -
                      wzbogacily na stale repertuar okreslen mojej zony czy corki smile.
                      Jeden z lepszych filmow o (nie)codziennych okolicznosciach zycia naszego
                      pokolenia (40 + +) jakie widzialem, doskonaly humor i ... az sie prosi o
                      wiecej smile.
                        • kanoka Re: Dziewczyny z kalendarza 08.03.05, 12:01
                          O kalendarzu i o filmie, słyszałam i czytałam jakis czas temu, ale nie poszłam,
                          ani nie wypożyczyłam. Dopiero czytając recenzję Mantry, pomyślałam - a może by?
                          Po obejrzeniu filmu, podpisuje sie pod Jej recenzją. od siebie dodam, ze dla
                          mnie jest to też film o przyjaźni wśród kobiet - więc dobry szczególnie na dzień
                          dzisiejszy smile)
                          • jan.kran Re:Hotel Rwanda. 10.03.05, 23:42
                            Typowo amerykanska produkcja o tym jak maly John widzi Afryke.
                            Ale dyskusja po filmie byla swietna poniewaz brali w niej udzial ludzie ktorzy
                            byli w Afryce i wiedzieli o czym mowia.
                            Film mimo wszystko polecam choc warto cos przed nim poczytac na temat . Kran.
                            • kanoka Re:Hotel Rwanda. 11.03.05, 09:43
                              Witaj Kranie Kinowy smile)
                              Ostatnio filmy oglądam głównie na DVD. I raczej pogodne.
                              Tego filmu pewnie nie pożyczę, bo nie chcę patrzeć na okropieństwa wojny między
                              Tutsi i Hutu. Przeczytałam w necie, że jest to taka afrykańska "lista Schindlera"
                              www.tiscali.co.uk/entertainment/film/reviews/hotel_rwanda.html
                              Może to lenistwo umysłowe, a może zmęczenie przedłużającą się zimą i mało
                              zabawnymi spektaklami na polskiej scenie politycznej?
                              • jan.kran Re:Hotel Rwanda + Herzog 12.03.05, 04:51
                                Ja tez nie mialam ochoty zobaczyc tego filmu, ale dzieci mnie wyciagnely no i
                                ta dyskusja zachecila.
                                Nie jest jakis bardzo brutalny czy okropny ale tez niewesoly.
                                A wczoraj bylam na "Aguirre ,gniew Boga " doskonalego teamu Kinski\ Herzog.
                                Lubie takie stare filmy, dlugie ,spokojne ujecia ,swietne aktorstwo.
                                Kransmile))
    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 28.04.05, 19:00
      Oj, nie wiem czy fajny....ale dobry."Super size me" na płytce CD dołączonej do
      "Przekroju"
      Momentów nie było. Było o tym, co niby wiemy, ale nie do końca - jesteś tym, co
      jesz.
      Istotnym zdrowotnym problemem USA, jest nadwaga > 60% społeczeństwa, i
      wyniakający z tego wzrost ilości chorób związanych z otyłością. Coraz częściej
      mówi się, że przyczyną tego jest wysokokaloryczne jedzenie z fast foodów, ale
      trzeba to bylo udowodnić. W tym celu nakręcono ten film.
      Dieta z McDonald'sa w ciągu 30 dni ze zdrowego mężczyzny zrobi ciężko
      chorego.Eksperyment dietetyczny przeprowadzono pod kontrolą lekarzy -
      kardiologa, gastrologa i lekarza ogólnego.Dodatkowo - dietetyk i wsparcie
      laboratorium.
      Jakie były skutki Mc diety? Przytycie o kilknaście kg, wzrost poziomu
      cholesterolu we krwi, podwyższenie enzymów wątrobowych i bilirubiny,
      nadciśnienie, bóle brzucha, złe samopoczucie, uzależnienie od cukru, kłopoty ze
      wzwodem....A wszystko to dzięki codziennej, 30 dniowej Mc diecie, na śniadanie,
      obiad i kolację....
      Zjadając codziennie powyżej 5 tys Kcal,(istne bomby węglowodanowo- tłuszczowe
      !!), własnymi zębami, stosunkowo tanim kosztem, można wykopać sobie
      grób....Zwłaszcza, jeśli zgodnie ze średnią amerykańską, ograniczy się aktywność
      fizyczną. I tu pytanie do Maryny - czy faktycznie, w większości szkół w USA (tak
      sugeruje film)nie ma zajęć WF?
      McDonald's to symbol fast foodów i śmieciowego jedzenia. Film jest o
      Mcdonald'sie, bo to on dominuje na rynku, ale i inni "fast foodowi karmiciele",
      wcale nie są lepsi.....
      Jaki jest ratunek? Domowe jedzenie!!! Niekoniecznie wegetariańskie, co poniekąd
      sugerował film (nasz bohater odżywiał się poprzednio wegetariańsko, bo miał
      dziewczynę vege), ale DOMOWE.
      Poczułam się dowartościowana, jako ta wieloletnia, domowa karmicielka wink
      • maryna04 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 29.04.05, 03:27
        Poniewaz w Ameryce jest w wielu dziedzinach bardzo dowolnie nie wiem jak
        gdzie indziej niz w NY i okolicach. W nizszych klasach jest symboliczna lekcja
        z gimnastyki w naszym stylu. Starsze dzieci maja wyspecjalizowane zajecia.
        Rozne, np gry zespolowe, oczywiscie glownie amerykanskie pilki (gier jest
        mnostwo), klasy, szkoly graja miedzy soba, rodzice kibicuja, bardzo duzo ludzi
        spolecznie zajmuje sie dziecmi w szkolach - jesli chodzi o sport. Moj syn
        chodzil rano na tenisa w szkole publicznej sredniej, bo taka gimnastyke sobie
        wybral, ale za to musial placic, ale nie za duzo. Ale w Ameryce sport jest
        bardzo wazny w zyciu obywateli- i niekoniecznie to organizuje szkola. Jest
        wiele szkolek, klubikow, gdzie skrzykuja sie rodzice i spolecznie usportawiaja
        dzieci. Maja zawody, stroje, puchary. Ministerstwo oswiaty czy sportu (nie
        wiem czy takie jest?) w to sie nie wtraca. Wszedzie, w kazdym miescie i
        miasteczku jest wiele miejsc, gdzie tluka w pilke, rozna. Tak sobie, dla
        rozrywki. O sciane w squsha, jesli nie masz na rakietke, zawody sa "reczne",
        oczywiscie baseball, kosz, w rejonach emigrantow pilka nozna. Miejsca do
        uprawiania tych i wielu innych sportow sa pelne w weekendy od switu do nocy.
        Musze kiedys napisac o "moim" parku, ktory jest dla mnie wzorem jak wyglada
        rekreacja ruchowa dla klasy sredniej i nizszej.
        Jesli chodzi o fast foody. Na pewno jesli ktos sie stoluje kilka razy dziennie
        w Mcdonaldzie i wybiera wielokrotne porcje to tyle przytyje. Tylko ile ludzi to
        robi? To jest tak jak z alkoholem, w umiarkowanych ilosciach nie szkodzi. Wrecz
        przeciwnie, jak sie ostatnio okazalo. Ja bywam w fast foodach, w lecie kilka
        razy w miesiacu, bo w podrozy coz zastapi fast food. Wlasne jedzenie bierze
        sie na picnic. Jesli mam nieco nadwagi, to zapewne nie z Macdonalda, chociaz ja
        osobiscie preferuje Wendys,a, gdzie biore np. zupe chilli, ziemniaka
        pieczonego posmarowanego smietana (czy w Polsce jest w jakims wolniejszym czy
        szybszym foodzie jeden ziemniak jako osobne danie?). Ja za otylosc winie
        taniosc zywnosci, tez wlasnie w fast foodach, rowniez wszelkich snackow,
        chipsow kupowanych na okraglo. I najwiekszy wrog - soda. Jesli by Amerykanie
        zamiast popijac kolejna puszka sody zrobili sobie herbate, albo chociaz ja
        zamowili w szybkim foodzie to dziennie oszczedziliby sobie kilkaset kalorii.
        Nie ogladalam tego filmu, wiec nie wiem, czy porusza on temat powiazania
        dotacji na rolnictwo z nadmierna produkcja zywnosci. Prosze nie mowic: a gdzie
        indziej gloduja, na swiecie nie brakuje zywnosci, brakuje organizacji
        dystrybucji, ale to juz inny temat.
        • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 29.04.05, 08:31
          Dzięki, Maryno za wyjaśnieniasmile
          Ale jak bdziesz mogła - zobacz ten film. Reżyser i aktor Morgan Spurlock. Film
          nagrodzony Grand Prix na festiwalu w Sundance (?). A o negatywnym wpływie picia
          ogromnej ilości wysokosłodzonych napojów gazowanych - też było.
          Pytasz, "czy (film)porusza on temat powiazania
          > dotacji na rolnictwo z nadmierna produkcja zywnosci" - nie. Jest mowa tylko o
          lobbowaniu na rzecz firm przetwarzajacych i sprzedajacych tę żywność.
    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 06.05.05, 22:01
      Program TV "Ale kino!", zrobił mi frajdę i urządził festiwal Stanleya Kubricka.
      www.alekino.pl/cgi-bin/alekino/osoba/kubrick_stanley
      Oglądam z ogromną przyjemnością. Pierwsze było "Lśnienie", wg Kinga z Jackiem
      Nicholsonem i...znowu bałam sie tak samo, jak wowczas, gdy pierwszy raz
      oglądałam ten film.... a dzisiaj - "Barry Lyndon" - film, który mnie urzekł
      swoją urodą.....
      A w TVN 7 o 23.10 - "Oczy szeroko zamknięte"
      W dodatku, w poprzednim "Przekroju", był bardzo ciekawy artykuł o Kubricku. Czy
      wiecie,że "Barry Lyndon" powstał całkowicie bez użycia sztucznego oświetlenia ?
      W tym filmie, jak to było przecież w XVIII w., świecą tylko świece i w związku
      z tym, kamera filmowa była wyposażona w specjalny obiektyw o wyjątkowej
      jasności, używany przez NASA do zdjęć satelitarnych? Nadzwyczajna wierność
      Kubricka wszystkim szczegółom i realiom tamtej epoki i ....życia, spowodowała,
      że oglądając ten wyjątkowy film, miałam wrażenie, że przeniosłam się w XVIIIw.....
      Muszę go sobie nagrać na kasetę, przy najbliższym powtórzeniu w "Ale kino"
          • wedrowiec2 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 07.05.05, 18:24
            Postaram się pamietać. Zapominam nie tylko o filmach. Przedwczoraj planowałam
            posłuchać koncertu na kanale Mezzo "Hannah Schygulla à la Cité de la musique".
            Miały być "Brecht, Kurt Weill et Hanns Eisler revisités par la grande Hannah
            Schygulla". Jak zawsze skończyło się na chęciach. Brak mi nawyku oglądania
            telewizji. Ale Kino! na szczęście powtarza filny, ale Mezzo niesad
            • mantra1 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 07.05.05, 18:50
              Tez tak mam i jak chce koniecznie cos obejrzec, czy nagrac, to ustawiam
              przypominacz w komorce. Inaczej - zero szans, ze bede pamietac.
              Niestety, nie mam AleKina. Bylo odkodowane przez jakis czas "na przynete", ale
              teraz znowu UPC zakodowala i kaze placic dodatkowo. Juz place dodatkowo za HBO i
              jakos nie moge sie zdecydowac na kolejny kanal filmowy. Jesli lubisz klimaty
              Brechtowsko-Weilowskie, to polecam plyte "The murder ballads" w wykonaniu Nick'a
              Cave'a. Dla mnie bombasmile
              • wedrowiec2 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 07.05.05, 21:51
                mantra1 napisała:

                > Jesli lubisz klimaty
                > Brechtowsko-Weilowskie, to polecam plyte "The murder ballads" w wykonaniu
                Nick' Cave'a. Dla mnie bombasmile

                Jest w Merlinie, ale cena raczej oszałamiającasad Dodałam do przechowalni. W
                odpowiednim momencie przerzucę do koszyka, a gdy dojrzeję wydam polecenie "do
                kasy". Tak robię z promocjamismile
                Po raz pierwszy od stu lat obejrzałam film w całości. Na Hallmarku -
                Przesilenie zimowe, na podstawie powieści mojej ukochanej Rosamundy Pilcher.
                Czasami potrzebna jest ucieczka w inny świat. Jutro część druga. Pobiję własny
                rekord przedtelewizorowywink
              • onkwe Tylko Instynkt 28.05.05, 19:14
                ....tak brzmi polski tytul filmu nowozelandzkiego Lee Tamahori, "Once Were
                Warriors"...

                Bardzo mocne kino. Paniom o slabych nerwach i delikatnych pecinach nie
                polecam ..wink)
                Rzecz dzieje sie na przedmiesciach Auckland, wsrod maoryskiej, autochtonicznej
                spolecznosci zyjacej tam na pograniczu "kuroniowki" i slumsow. Ale problem
                ukazany w filmie, alkoholizm, rozpad rodzinnych wiezow, wartosci moralnych,
                fizyczne znecanie sie nad polowica to sytuacje znane nam takze z innych,
                nierzadko bardzo bliskich srodowis,k. A wiec temat uniwersalny, jakze swietnie
                ukazany i zagrany przez nowozelandzkich, maoryskich w wiekszosci, aktorow. Film
                zdobyl wiele nagrod na licznych festiwalach, wzbudzil wiele kontrowersji (
                powstal w 1994 ), a rezyserowi otworzyl bramy Hollywooda.
                Nakrecony na podstawie ksiazki ( rownie interesujacej, moze nawet bardziej
                brutalnej niz kinowa wersja )Alana Duff'a, ktora w kraju kiwi wzbudzila swego
                czasu mnostwo kontrowersji i tumultu literacko-spolecznego.
                • mantra1 Re: Pamietnik (The Notebook) 28.05.05, 19:41
                  Paniom o delikatnych pecinach, tym, ktore lubia na filmie sobie pochlipac, a
                  takze wszystkim, ktorzy nie uwazaja, ze milosc jest juz passe', wyszla z mody i
                  nie jest potrzebna do zycia w naszych malo romantycznych czasach, polecam
                  natomiast "Pamietnik" Nick'a Cassavetes'a, ktory w jednej z glownych rol
                  obsadzil swa wpaniala matke - Gene Rowlands. Jest to historia milosci doslownie
                  do "grobowej deski", milosci, ktora pokonuje wszystko: uwarunkowania spoleczne,
                  rodzinne, czas, starosc i ciezka chorobe niepamieci. "Love story" to przy tym
                  wenezuelska telenowela wink)
                  • mantra1 Re: a na "druga nozke"... 28.05.05, 19:56
                    ..."Obled" (The Jacket) z Adrienem Brody (Pianista) i Keira Knightley (nowa Lara
                    w "Doktorze Zivago") w rolach glownych.
                    Uwielbiam filmy "zakrecone", "odlotowe", "odjazdowe" czy "popaprane", ale ten,
                    chociaz niby z tego gatunku nie zachwycil mnie. I to wcale nie dlatego, ze
                    pozostawia po sobie kilka niewyjasnionych watkow, bo uwazam, ze nie wszystko
                    trzeba widzom do konca lopatologicznie tlumaczyc - od tego kazdy ma wlasna
                    wyobraznie, lecz dlatego, ze ogladajac go widz ma wrazenie, jakby scenarzysta z
                    calkiem niezlym pomyslem na historie w pewnej chwili stwierdzil: "eee chrzanie
                    to, ide na piwo", zostawiajac dokonczenie dziela swojej sekretarce.
                    O czym jest ten film? O facecie, ktory po wojnie w Zatoce cierpi na amnezje i
                    laduje w psychiatryku, oskarzony o morderstwo. Wiecej nic o tresci nie napisze,
                    jak ktos ciekawy - niech sobie poczyta na portalach filmowych tongue_out
    • onkwe Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 08.01.06, 17:02
      No widzialAm....

      Kino bylo pelne, byla nawet kolejka przed kinem, ku memu olbrzymiemu
      zaskoczeniu, bo tutejsza gawiedz co prawda do kina chadza, ale nie tabunami i
      nie na takie filmy... Grali jeszcze 'kapo-tego', wiec ta kolejka byla taka
      mniej wiecej intektualna i wyrafinowana, jak na wild west ..wink Ciezko bylo sie
      zdecydowac, na ktory film nabyc bileta, a z rozdwajaniem miewam ostatnio pewne
      klopoty..wink
      Ciagneli my wiec losy i wyszlo, ze bedziemy sie kowboic po gejowsku,
      a "zkapotowac sie" ( tyz po gejowsku?) przyjdzie nastepnom razom.

      Doszli mnie sluchy, co w kraju nad Wisla dystrybutor zaklinal sie, ze tytulu za
      zadne skarby nie zmieni. Jak w oryginale mialo byc, czyli "Brokeback
      Mountain"... I zmienil. Skarb musi spory byl... wink
      Grajo juz u Wasz ? Jesli tak, radze bereciki moherowe nabyc, coby sie w tlum
      pikietujacy wmieszac przed kinem i bez zwracania na siebie zbytniej uwagi do
      sali przecisnac.

      A sam film? Duzo gadac nie bede. Powiem jedno. Warto. Warto z kilku powodow.
      Niecodziennego i odwaznego ujecia tematu, to raz. Moherom wlos sie zjezy wink).
      Swietnej gry aktorow, takze drugoplanowych, dwa.
      Pieknych scenerii, pieknie pokazanych ( BTW, sa doskonale znane mi okolice,
      rzut kamieniem od... , w ktorych czesto wypasam swoje "owce" ...wink

      I to by bylo na tyle.
          • ania_2000 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 12.01.06, 00:51
            wszyscy tak ten film zachwalaja, ze chyba pojde na niego do KINA.
            ps. okazuje sie ze mohery nie tylko w PL ale rowniez w stanie Utah, gdzie
            niektore kina TEGO filmu wyswietlac nie beda.

            osobiscie - wole filmy ogladac w domu. bo i wygodniej, i mozna winko wypic, i
            sie wysikac spokojnie - po prostu wiekszy komfort. ale rozumiem potrzebe
            ogldania filmu w kinie - szczegolnie kiedy bija, wyja i lataja - przezycia
            dzwiekowo-przestrzenno-obrazowe maja przewage nawet nad duuuzym tv z jakims
            sound systemem. Ostatnio w kinie bylam latem - na pingwinachsmile
            • onkwe Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 12.01.06, 02:33
              W tym Utah tylko jedno kino maja? Bo z tego, co po naszej stronie miedzy wroble
              cwierkaly, wlasciciel tylko jednego, co prawda glownego i sporego, kompleksu
              kinowego w Salt Lake City wycofal bez uprzedzenia i wyjasnienia ten film z
              repertuaru. Facet jest bonzo cala geba i oczywiscie Mormon naczalnego piona,
              wiec uwaza, ze jakies 'gieje' pieprzone moga mu nagwizdac..No i 'gwizdaja' i to
              ostro, fakt, ale filmu nima.

              Brokeback Mountain ma juz bodajze siedem nominacji do Golden Globe ( dla
              niewtajemniczonych, to taka juesejska rozgrzewka oscarowa - cos jakby "nagroda
              dziennikarzy" ).

              Aha, w weekenda przelecieli my sie po okolicy, tej bardziej plaskiej, jako ze w
              gorach juz tylko rakietami snieznymi, nartami albo psim zaprzegiem...,
              Zroblili my jakies marne 400 km z hakiem, ot taka przejazdzka za miasto, po
              wyczytaniu ze preryjne ( nie tylko gorskie ), niby wyominskie i teksanskie
              krajobrazy pokazane w filmie byly krecone na naszych rubiezach.

              Po zapoznaniu sie dokladnym z mapa, odnalezli my te zadoopia. Macie tu pare
              obrazkow, pstryknietych z preryjnych plenerow "Brokeback Mountain". Na
              pagorkowe/skaliste musicie poczekac ..oby do wiosny ..wink)

              community.webshots.com/album/539952780oWQOVp
              O, jeszcze cos. Film jest oparty (luzno) na nowelce niejakiej Annie Proulx.
              Pamietacie taki film "Kroniki portowe" bodajze po polskiemu(Shipping News), z
              Kevinem Spacey? Nakrecono go na kanwie powiesci tej samej babki. Czyta sie
              jej wypociny swietnie, wiec budujace jest tez to, ze nie wyprodukowano gniotow
              po linii i na bazie.
              • ania_2000 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 12.01.06, 16:58
                W tym Utah to pewnie maja wiecej kinsmile Wlascicielem tego "slusznego" kina jest
                rowniez wlascicielem klubu NBA, Utah Jazz - koszykowki - nie wiem czy mormonski
                bonzo - w kazdym razie glosno o tym jest...
                Ten film tez krecili film w Albercie? Ostatnio glosno bylo o Calgary (w temacie
                krecenia filmow) w zwiazku z Bradem Pittem i Angelina, co to niego na plan
                filmu o Jessie Jamesie przyjedzala.
                • maryna04 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 13.01.06, 00:38
                  Takie klimaty moga byc tylko czarno biale - te same kolorowe zdjecia, to juz
                  widac nie to.
                  Ach, Brad i Angelina, to tam sie wszystko zaczelo ? Wczoraj na CNN oficjalna
                  ciaza A z B byla chyba najwazniejsza wiadomoscia wraz z dodatkowa informacja, ze
                  beda adoptowac dalej po dziecku z kazdego kontynentu. Zycie byloby szare (jak
                  te zdjecia), gdyby nie takie wiadomosci.
                  • onkwe Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 13.01.06, 16:19
                    To mowicie, kolezanki, ze Calgary staje sie holy-udem polnocy? No, no, kto by
                    pomyslal. Ja tu sobie spokojnie w norce wegetuje, plotek jetsetowych na biezaco
                    ( mea culpa) nie sledzac, a tu tymczasem wielkim swiatem zasmierdzialo! No, ale
                    skoro juz nawet gwiazdy nie z tej ziemi daja sie w cowcity zaimpregnowac
                    (pozaplanowo, jakby nie bylo, dochodzi przeciez do scen lozkowych), tylko
                    patrzec, a niedlugo zwali sie tutaj caly tabun parapapapapa..tego (mantra plis
                    dopisz, bo boje sie walnac byka), posadza palmy wzdluz glownej trasy
                    saneczkowej, rozwina czerwony dywan na skoczni narciarskiej, a rozne Pitty i
                    Joliny zaczna sie przesuwac przez zimowo-trzaskajacy krajobraz, kabrioletamy.

                    Pojecia nie mialAm, ze to az tak daleko zaszlo! Ale od czego ma sie czujne i
                    poinformowane sasiadki z poludnia, co to nam swiat pokoloruja bardzo waznymi
                    wiesciami zza wielkiego ekranu..wink)

                    Ale ale. Co do plenerow albertanskich, tych gorskich szczegolnie, toz
                    od "niepamietnych czasow" kreci sie tu sporo filmow i seriali, bo okolice
                    malownicze (nawet te szare wink, statysci jeszcze nie rozpaskudzeni, a myto za
                    uzytkowanie gruntow w celach filmowych, tudziez sprzetu i ekipy, smiesznie
                    niskie, przynajmniej w porownaniu z wysrubowanymi cenami zamiedzowymi.
                    Pamietacie takie filmy np jak "Jeremiasz Johnson", "Czlowiek w dziczy" , "
                    Legends of Fall" (O,wlasnie. Ten Pitt sie wtedy chyba tez gzil w Calgary,
                    wiecie cos na ten temat?), a pare lat temu jakies zapasy z niedzwiedziem sir
                    Anthony Hopkins urzadzal (no nie kazcie mi szukac tytulu . Taki serial "North
                    of 60" "dzial sie" na wybudowanym pod miastem specjalnie w tym celu planie, a
                    la male polarne miasteczko( nie mam pojecia, czy szedl w Polsce, nie wiem o co
                    w nim chodzilo, tyle ze rodzinnie niejako, znam kilku tubylczych aktorow w nim
                    wystepujacych)..and many, many others...

                    Dobrze, wystarczy tych szarych dywagacji, bo nas stad pogonia, z powrotem do
                    kolorewego holy-uda..wink

                    Wiec zeby bylo merytorycznie, ale z ladnym przejsciem z dziczy, w cywilizowany
                    swiat filmu.. Puscili juz u was za morzem Wernera Herzoga, "Grizzly Man" ????
                    Dorwijcie, bo warto. ... Film jest dokumentalny, krecony przez "sniadanko",
                    czyli faceta zjedzonego ( inaczej, zagrizzonego, stad tytul wink przez
                    futrzaczka. Panienka naszego bohatera tez zostala skonsumowana, na deserek.
                    Herzog skleil z kilometrow tasmy, akumulowanej latami podczas dorocznych wypraw
                    do alaskanskiego matecznika, fascynujaca i dajaca wiele do myslenia (i gadania)
                    historie zycia czlowieka, ktory sie misiom nie klanial...
                    • ania_2000 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 13.01.06, 21:11
                      > Wiec zeby bylo merytorycznie, ale z ladnym przejsciem z dziczy, w
                      cywilizowany
                      > swiat filmu.. Puscili juz u was za morzem Wernera Herzoga, "Grizzly Man" ????
                      > Dorwijcie, bo warto. ... Film jest dokumentalny, krecony przez "sniadanko",
                      > czyli faceta zjedzonego ( inaczej, zagrizzonego, stad tytul wink przez
                      > futrzaczka. Panienka naszego bohatera tez zostala skonsumowana, na deserek.
                      > Herzog skleil z kilometrow tasmy, akumulowanej latami podczas dorocznych
                      wypraw
                      >
                      > do alaskanskiego matecznika, fascynujaca i dajaca wiele do myslenia (i
                      gadania)
                      >
                      > historie zycia czlowieka, ktory sie misiom nie klanial...
                      __________________________________________________________________________

                      Widzialam.... przerazajace... Przypomnialas mi rowniez dokument o wspinaczu?
                      tzn - czlowieku gor? - ktory samotnie udajac sie na wedrowke w gory skaliste
                      (colorado bodajze) przyskrzynil sobie w wawozie reke tak bardzo, ze po tygodniu
                      agonii i stania i czekania i filmowoania siebie samego na podrecznej kamerze -
                      postanowil sobie te reke wlasnorecznie obciac scyzorykiem... historia z happy
                      endem, chociaz tak niesamowita, ze az niewiarygodna.

                      Hollywood zakochal sie w Kanadzie - nie tylko w Cow city ale rowniez Vancuver w
                      Beatifull BCsmile i pewnie wielu wielu innych pieknych kanadyjskich miastach
                        • onkwe Wcale niefajny film wczoraj widzialam.... 11.03.06, 21:17


                          No, widzialam....Marynie nie polecam. Skoro nie ma zdrowia, niech omija z
                          daleka, bo po co ma sie denerwowac...wink

                          Poza tym, to trzeba zobaczyc dwa razy, zeby przegryzc, przeanalizowac, docenic
                          wszystkie niuanse i zauwazyc wszystkie nitki prowadzace do klebka...klebka,
                          ktory i tak, do konca pozostaje schowany gdzies, w lepkiej, mglistej i
                          przerazajacej rzeczywistosci, ktora obuchem wali nas po glowie po wyjsciu z
                          kina. Niby wiedzielismy, niby zdajemy sobie sprawe, jaki brudny jest ten swiat,
                          ile w nim odcieni szarosci, ale dopiero filmy takie jak ten, SYRIANA, nam to
                          uswiadamiaja, na powierzchnie wypychajac wszystkie leki i koszmary...

                          Obuch, ktory nas wali na koniec, nie jest wcale taki oczywisty i bolesny przez
                          pierwsze 90 minut trwania filmu, kiedy siedzimy w ciemnym kinie i staramy sie
                          poskladac ze strzepow obrazow, konwersacji, postaci jakas logiczna calosc i za
                          cholere nam sie nie udaje...
                          Dodajmy do tego niekonwencjonalne, "z reki" prowadzenie kamery ( ciut zblizone
                          do Constant Gardener - drugi godny polecenia na tej samej fali, film ), ostre i
                          nierealnie realne barwy, bolesnie odkrywajace kazdy niuans, powalajace
                          przepychem i soczystoscia w jednym ujeciu, szaroscia i bladoscia w innym....i
                          oczywiscie glownych "bohaterow-niebohaterow" ...Nie stereotypowe i jednoznaczne
                          postacie, a wieloplaszczyznowe, wciagane czestow wbrew woli, wiedzy, w macki
                          czegos, co znacznie przerasta ich i nasze mozliwosci percepcji...az do konca,
                          prawie...

                          Ta krotka, pisana na szybko, nieudolna recenzja o filmie "Syriana" kierowana
                          impulsem, powstala po przeczytaniu dyskusji o Kuklinskim tutaj, dzisiaj, w
                          innym temacie...
                          Skad to skojarzenie? Zobaczcie film, a bedziecie wiedziec...
      • scoutek Tajemnica Brokeback Mountain 17.03.06, 11:50
        onkwe napisała:

        > No widzialAm....


        tez widzialam
        wczoraj
        jestem pod wrazeniem, bo to jeden z piekniejszych filmow... i wcale nie tak
        prosto - geje i kowboje... to o tym, ze trzeba zyc w zgodzie ze soba...

        rewelacyjna rezyseria (Oscar), muzyka fantastyczna (tez), cudowna gra aktorow
        (wzruszal mnie zwlaszcza Heath Ledger - nominacja zreszta ....
        i Gory Skaliste, boskie, rozrzewnilam sie.....

        onkwe, tu dla Ciebie wielki wielki buziak
        miedzy innymi za to, ze razem ogladalysmy ich fragmenty... Gor, rzecz jasna...
        taka nasza tajemnica Brokeback Mauntain?
        wink))
    • nokata Z ust do ust 12.03.06, 21:50
      Po przebrnieciu ryczacych jak wsciekly slon reklam
      (ciekawe, zawsze reklamy sa glosniejsze od wybuchu 30 ton TNT)
      i skonstatowaniu ze obie zapomnialysmi zabrac szeleszczace cukierki
      i jakies ciamkacze w postaci kandyzowanych owocow,
      zaczal sie FILM

      Poczatkowo zniechecil mnie do imentu:
      zza kadru zaczyna jakies dziewcze mendzic.
      Ale...
      Zaczyna mowic jakby od rzeczy.
      Zamotuje znana wszystkim historie Benjamina
      i obu pan Robinson.
      No to jako wielbicielka filmu Absolwent poczulam ze to zamach
      na manifest wolnego kochania i nonkonformizmu w tej branzy.

      Tyle ze szybko zapomnialam o uprzedzeniach.
      Akcja zakrecona jak swinski ogon w sloiku.
      Wciaga, a wlasciwie wsiorbuje po kilku minutach
      (chodzenie po bagnach tez wciaga, ale mniej przyjemnietongue_out )
      Aktorzy nie graja, a zyja pelnia zycia.
      I to aktorzy doskonali, a nie jakies ulepkowate Bar-bi-dule cale w pretensjach.

      Benjamin Braddock (w oryginale Dustin Hoffman, tu - Kevin Costner)
      Mrs Robinson (w oryginale Anne Bancroft, tu - Shirley MacLaine)
      Sarah Huttinger - Jennifer Aniston jako 1 wnuczka Robinson,
      Annie Huttinger - Mena Suvari jako 2 wnuczka Robinson (poczatkowo pomylilam ja
      z bardzo nielubiana przeze mnie Christine Ricci, ale gra byla doskonala)
      No i inni.

      Napewno nie jest to "komedia romantyczna" (okreslenie - przepraszam za wyrazenie - tzw krytykuf filmowych)
      Jest to komedia. Sprawnie nakrecona.
      Dla uwiarygodnienia scenariusza, powiazania z wypadkami sprzed 30 lat
      i zachowania caglosci akcji
      jest nawet wstawka kilkunastosekundowa z Absolwenta, no i utwor "Mrs Robinson".
      Czeste odwolania do "Absolwenta" i nie tylko (czyli trzeba uwaznie sledzic dialogi, a niestety brak dubbingu jest tu klopotliwy).
      Doskonala Shirley McLean. Nawet wiecej niz doskonala.

      Idealna praca kamerzysty.
      Chwilami mialam wrazenie, ze nie siedze w kinie, a jestem w samym srodku akcji.
      Akcja sprawnie prowadzona, malo przewidywalna,
      Doskonale zdjecia, humor prawie francuski

      Nie czuje sie pracy rezysera.
      A jednak po chwili zastanowieia, widac ze ma leciutka jak mysl reke.
      Cale szczescie dla widzow, ze nie rezyserwala tego
      mloda Coppola (Lost in translation)
      bo wowczas nie daloby sie tego ogladac.
      A swoja droga jest ona zaprzeczeniem ludowego przyslowia,
      ze niedaleko pada jablko od jabloni.

      Uchachalam sie do lez.
      Tak pogodnej komedii nie widzialam dawno.
      Moze nie jest to oskarowe dzielo (chociaz o wiele wieksze knoty
      byly nominowane do niego
      a zupelnie pospolite aktorzynki - jak Halle Berry otrzymywaly go)

      Jak nie pojdziecie to naprawde duzo stracicie.

      Akcji nie streszczam, nie bede psula wam niespodzianek.
      Warto jednak przed filmem przypomniec sobie co wiemy/pamietamy o "Absolwencie".

      A wady filmu?
      Hmmmm no jedna chyba tylko widzialam:
      Nie gral zaden z aktorow z Absolwenta... a az prosilo sie o Hoffmana.
      Co nie umniejsza Costera umiejetnoisci aktorskich i zgrania
      z majaca swoj dobry dzien Jennifer Aniston.

      Po raz drugi nie poszlabym z jednego tylko powodu: wiem "co bylo dalej"
      Chociaz.... czy ja wiem?? smile))))))))

      Bawcie sie tak dobrze jak i obie z Manterka bawilysmy sie.
      Czas minal nawet nie wiadomo kiedy.
    • nokata Good Night, and Good Luck 12.03.06, 22:43
      Kiedy dowiedzialam sie ze rezyser i scenarzysta tego filmu
      to jedna i ta sama osoba - George Clooney - chcialam
      (pomna kichy jaka zrobil Paul Thomas Anderson z filmu Magnolia
      gdzie scenariusz byl pisany na metry i kilogramy)
      odmowic zeznan w temacie.
      Ale nie odmowilam ani w koncu ogladania,
      ani Manterce swego towarzystwa.
      I dobrze zrobilam.

      Najpierw wady filmu:
      Dosc odlegle (na szczescie) echa "Wszystkich ludzi prezydenta".
      Trzymanie sie pewnego schematu przedstawiania pracy dziennikarzy -
      jako "burzy mozgow" i nasiadowek. Moze i w rzeczywistosci taki jest
      sposob pracy roznych redakcji, ale troche mnie to razi.
      I to chyba tyle wad.

      Wprawdzie film czarno-bialy, ale tym bardziej wiarygodnym staje sie.
      Jest to historia dobrania sie do skory szefowi
      Komisji Parlamentarnej do Spraw Dzialan Antyamerykanskich,
      Josephowi McCarthy'emu (taki ichny komisyjny Ziobro,
      oby tylko tak samo skonczyl jak McCarthy, czyli wywaleniem na zbity pysk)

      Film parabiograficzny, a wiec i z definicji i z doswiadczen wlasnch SKN
      powinien byc nudny jak flaki z olejem.
      Nic bardziej mylnego.
      Akcja spokojna, ale wcale nie usypiajaca.
      Niepostrzezenie przyklejamy sie do niej i juz po kwadransie
      nie potrafimy sie oderwac.
      Chwilami ocierajaca sie nawet o beznamietne relacjonowanie.
      Czy tez o akademickie wydanie wiwisekcji.
      Slepia jednak wlepiamy w ekran bez przerwy.

      Schemat dramatu - trywialny.
      Dziennikarz z wielkiej stajni medialnej (tu CBS) wypowiada wojne
      politykowi ktory popada w polityczna schizofrenie (tu Josephowi McCarthy'emu).
      Kumple z redakcji popieraja go, prezes stajni tez, ale glosno tego nie powie
      (kasa). Polityk chce osmieszyc i zniszczyc dziennikarza, ale Sprawiedliwy
      jest "twardy jak Roman Bratny i Bogdan Poreba" i wygrywa.
      Tyle ze mozna z tego schematu zrobic ogladanke-usypianke,
      a mozna tez zrobc ten wlasnie film.
      Jak z jajek. Ja robie zuzel, a Manterka jajecznice - poeznice.

      David Strathairn gra jak Buster Keaton - kamienna twarz.
      Intryguje i magnetyzuje.
      Chyba wlasnie taka gra powoduje ze film jest az tak wiarygodny.
      Pozostali aktorzy - conajmniej poprawnie.

      No i muzyka - spokojny jazz i wokal cieplutki,
      w polaczeniu z bezkolorowym obrazem
      (nie moge napisac "bezbarwny", bo film "ma jaja"),
      jaki pamietamy z filmow wczesnych lat '50 daje wlasciwy klimat i domyka calosc.

      No paluszki lizac. Koniecznie zobaczcie.
      I pomyslcie po filmie, czy nie brakuje w kaczolandzie takich
      Edward'a R. Murrow'a i Fred'a Friendly'ego

      A Oskar nalezal sie obu - George'owi Clooney'owi i David'owi Strathairn'owi
      A Balcerowicz (tfu, Kaczynski) musi odejsc.
      I reszta PiS-ioruff tysh.

      Pozdrawia Was SKN
    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 17.03.06, 21:07
      Może być ciekawe - TV Kultura
      „Sacrum”, reżyseria: Aliona Połonina (godz. 21.35).
      Licheń oczami Rosjanki, która szukając sacrum znalazła miejsce, w którym religia
      całkowicie została dostosowana do potrzeb współczesnego życia. Kamera pokazuje
      sanktuarium, w którym odwiedzający je pielgrzymi częściej przypominają zwykłych
      turystów. Celem ich wyprawy nie jest Licheń—sanktuarium lecz Licheń—park
      rozrywki. Centralne miejsce akcji jest filmu to labirynt Golgoty, który miał być
      symbolem poszukiwania sensu życia przez zwykłego człowieka. "
      ww2.tvp.pl/4101,20060315315367.strona
      • onkwe ...pisane na goraco, z zimna krwia... 05.04.06, 08:17
        Jesli jestescie w podlym nastroju, chcecie sie rozerwac i zrelaksowac, oderwac
        od natretnych mysli, zapomniec o brudnej rzeczywistosci...nie polecam
        filmu "Capote".

        "Capote" to nie zwykla biografia pisarza, rok po roku, od pieluch do smierci,
        jak tradycyjnie kreci sie filmy o slawnych i wybitnych. Sledzimy tu,
        zaplanowany z poczatku, wymykajacy sie spod kontroli pod koniec, nieublagany
        proces, ktory jest rownoczesnie wzlotem i upadkiem. Na ekranie, przed naszymi
        oczami uplywa kilka lat z zycia czlowieka, ktory regularnie bulwersowal
        krytykow, koneserow i zwyklych czytelnikow soczysta tworczoscia. Kilka lat,
        ktore doprowadzily go na szczyt slawy i ktorych wydarzenia sprawily, ze az do
        smierci, nie byl w stanie wydac juz zadnej ksiazki... Zanurzamy sie w
        pastelowe, mgliste i senne landszafty plaskiego stanu Kansas lat 50tych ( ktore
        swietnie sie sprawdzaja w kanadyjskich preryjnych plenerach i na ulicach miasta
        Winnipeg ) , toniemy w zlocistych i mglistych bezach, zgaszonych zieleniach i
        rdzawych smugach nastrojow. Mruzymy oczy w swietle reflektorow i na zalanych
        hiszpanskim sloncem tarasach, sciszamy glos w celi wieziennej i oddychamy
        jesienna, lepka nostalgia obserwujac rownoczesnie ciemny i prawdziwy portret
        duszy moralnie wykoslawionego geniusza, spragnionego aprobaty i slawy
        czlowieka, ktory dazac do celu za wszelka cene, manipuluje ludzkimi losami i "z
        zimna krwia" wykorzystuje tych, ktorzy licza na jego pomoc wierzac w jego
        slowa o przyjazni.
        Truman nigdy nie ukrywal swych preferencji seksualnych, ale swietnie maskowal
        swoje slabosci. Film je wszystkie bezlitosnie obnaza ukazujac jak umiejetnie i
        z jakze ludzkim, wyrachowanym skurwysynstwem dazyl Capote do wspiecia sie na
        sam szczyt kariery, do tego upragnionego momentu plawienia sie w swietle
        fleszy, w szumie kamer, w entuzjastycznych oklaskach publiki. Jak wielu
        genialnych ludzi, byl egoistycznym i emocjonalnie kalekim osobnikiem. Jakze
        daleki nam, a jak bliski....
        Absolutnie i bezapelacyjnie zasluzony Oskar dla Hoffmana za role glowna,
        wspaniale, drugoplanowe role, doskonale obsadzone i blyskotliwie zagrane
        przez aktorow "drugiego i trzeciego garnituru"...Kapitalna praca kamery, dlugie
        ujecia i pelna wymowy cisza, ktora krzyczy...
        Warto rowniez wspomniec o wiernym odtworzeniu atmosfery lat 50tych, ubiorach i
        wnetrzach, ktore ozyly na ekranie dzieki naszej rodaczce, Kasi Wielickiej.
        Elegancja i prostota, filmu ktory poraza bogactwem wyrazu...

        (no ciekawe, kto wejdzie zara po mnie, ze swoimy, kinowymy momentamy wink
        • mantra1 Re: No to wlaze ja - po linie... 05.04.06, 16:57
          chociaz prawie bez momentow bylosmile
          Przyznam, ze troche obawialam sie tego filmu ze wzgledu na postac glownego
          bohatera, ktorym jest gwiazda muzyki country Johnny Cash. Obawialam sie, bo
          country jest to jeden z niewielu gatunkow muzycznych, ktorego nie cierpie niemal
          organicznie. Okazalo sie jednak, ze country Cash'a niewiele ma wspolnego z
          kierowcami truckow w kraciastych koszulach, kowbojami, pedzacymi bydlo na wypas,
          czy biusciastymi blond laluniami w kowbojskich butach i falbaniastych
          spodnicach. (No wiem, ze walnelam teraz stereotypem i, ze Onkwe zaraz na mnie
          huknie wink)
          Ale wrocmy do ad remu, czyli do filmu "Spacer po linie", w ktorym muzyka Cash'a
          okazala sie dla mnie calkiem strawna, gdyz jest to raczej cos z pogranicza urban
          bluesa i rock'n rolla, a nie czyste country. Gorzej z piosenkami June Carter,
          jednak country'owe "hopsa-hopsa" w pelni rekompensuje znakomita gra aktorska
          oskarowej Reese Witherspoon, ktora wznosi sie w tym filmie znacznie ponad poziom
          "Legalnej blondynki" (gdzie tez zreszta byla dobra, chociaz w dosc kiepskiej
          roli). Sam film ukazuje losy piosenkarza od czasów dziecinstwa do szczytu slawy.
          Przedstawia narodziny gwiazdy, jej rozkwit, poczukiwania artystyczne, upadek i
          zmartwychwstanie. Narastajace alkoholowo-narkotykowe pieklo zabiera Johnny'emu
          rodzine, zdrowie, sławe i wolnosc. Jednak nie prawdziwych przyjaciol, dzieki
          ktorym w koncu udaje mu sie pokonac swe slabosci i wrocić do swiata zywych. Jego
          determinacja w walce o milosc piosenkarki June Carter jest dla niego dodatkowym
          bodzcem do wyjscia na prosta. Postac, stworzona przez znakomitego Joaquina
          Phoenix nie jest ani papierowa, ani plastikowa, jego milosc do June w niczym nie
          przypomina romansow wielkich gwiazd, opisywanych na stronach kolorowych pisemek.
          Ona sama rowniez niewiele ma wspolnego z heroinami takich historii.
          Dobre, biograficzne kino, nie gloryfikujace bohatera. Moze dlatego tak
          prawdziwe, ze scenariusz nie zostal oparty o domniemania biografow, lecz powstal
          on na podstawie dwoch ksiazek, napisanych przez samego Cash'a.
          Polecam bez zastrzezen wink
          • maryna04 Re: No to wlaze ja - po linie... 11.04.06, 04:37
            No to ja kolejny film bez momentow chce zaanosowac "Good night and good luck"
            w rezyserii Georga Clooney. Film dzieje sie w czasach histerii McCartyzmu w
            Ameryce, w roku 53. Czarno bialy ze wstawkami z autentycznych programow Stacji
            telewizyjnej CBS. Historia autentyczna. Slynny prezenter prowadzacy swoj
            autorski program publicyctyczny walczy wlasnie poprzez swoj program z szalonym
            senatorem McCarty, ktory uzasadniona ostroznosc wobec symapatykow komunizmu
            zamienil w obsesje. Jeden z wariat z tupetem w odpowiednim momencie moze
            zmienic bieg historii. Dziennikarstwo bohatera filmu to misja spoleczna. Radze
            zobaczyc jesli bedzie, tez azeby porownac obecna uczciwosc i niezaleznosc
            dziennikarzy i mediow jako calosc z tamtymi czasami. W Ameryce potraktowany
            zostal jako bardzo wazny film.
              • scoutek Re: No to wlaze ja - po linie... 11.04.06, 12:38
                zaraz, to co? tu jest zasada, ze kazdy film opowiada sie raz?
                nie mozna opowiedziec o swoim odbiorze?
                czy jak nokata opowiedzial to znaczy, ze co? koniec? juz nie mowi sie na temat
                skomentowanego przez nokate filmu?
                tak pytam, bo osmielilam sie wczesniej skomentowac film opowiedziany przez
                onkwe i nie wiem czy nie popelnilam jakies gafy...
                • mantra1 Re: No to wlaze ja - po linie... 11.04.06, 12:48
                  Jasne, ze sie mowi, komentuje, dyskutuje. Po to jest wlasnie ten watek. Tylko,
                  ze...post Maryny odebralam raczej jako zajawke filmu, ktory juz zostal tu
                  wczesniej skomentowany, a nie jako Jej glos w dyskusji, czy komentarz na temat.
                  Moze zwyczajnie przeoczyla post SKN smile)
                  Gdyby tak odwrocic kolejnosc... wink
                  Ale to tylko moje odczucie i nie ma co robic problemu.
                • alfredka1 Re: No to wlaze ja - po linie... 11.04.06, 12:55
                  No to ja właże nie na tematsmile to już nie po 100 a po 1000 będziemy "odliczać"
                  rozmówki filmowe Szanowna Pani Instant??
                  Filmów nie mogę oglądać do czasu wydobrzenia ócz, chyba że sprawię sobie
                  telewizor o wysokiej technice rozdzielczej /eee, chyba jakoś to inaczej się
                  określa, a w domu nie ma nikogo ktoby podrzekł/
                    • mantra1 Re: No to wlaze ja - po linie... 11.04.06, 13:38
                      Ano wlasnie. Jako osoba posiadajaca wszelkie pelnomocnictwa zalozycielki tego
                      watku, zastanawialam sie, czy rozbijac go na setki, czy kontynuowac ciurkiem?
                      To samo z FPR-em, w ktorym niebawem tez walniemy setke.
                      Oczekuje zatem propozycji smile)
                          • onkwe Jak chlac, to tylko po indiansku... 11.04.06, 21:50
                            Jak widze, w temacie kinematograficznym bardzo ladnie nam sie rozwinal watek
                            obalania wszelkiego rodzaju procentowych setek i pollitrowek. Forumowicze sie
                            rozkrecajo i jak nic, w takim tempie, jeszcze dzisiaj wieczorem dociagniecie
                            zygzakiem do labedzia z dwoma kolami.
                            Tylko pozornie nastapilo zboczenie za budkie z piwem i innemi wyskokowymi
                            tronkami. Pewna jestem, ze s.p. Jasio Himilsbach und company nie mieliby nic
                            naprzeciwko i pusciliby sie w Wami ochoczo w Rejs.
                            Z braku biezacych informacji na temat osiagow polskiego filmu w dziedzinie
                            opilstwa, podrzuce Wam tymczasem paru pijanych Czerwonoskorych, cobyscie nie
                            chlali do luster.
                            W filmie pt. ‘Skins’ z 2002 roku, ( tak sie mowi pogardliwie na Indian –
                            tlum. 'skory' ) alkohol leje sie hektolitrami. Akcja toczy sie w
                            przygnebiajacej rzeczywistosci rezerwatu Pine Ridge, nalezacego do plemienia
                            Lakota ( Sioux). Dla tych, ktorzy nie orientuja sie w amerykanskiej historii
                            podboju Dzikiego Zachodu, wspomne jedynie, iz jest to rezerwat slawny z kilku
                            wzgledow. W nim przebywali swego czasu slynni wodzowie, np Sitting Bull. W
                            poblizu znajduje sie miejsce masakry Indian, ktora miala miejsce w 1890 r.,
                            znane jako Wounded Knee. W latach 70tych rezerwat byl siedziba
                            indianskieg ‘ruchu oporu’ o, odbywaly sie tam demonstracje, trwala 70dniowa
                            okupacja, a rozruchy konczyly niejednokrotnie smiercia po obu stronach...
                            Ogladamy sobie na ekranie rudery, smietnik, brud, marazm i i ogolnie smetny
                            krajobraz, przez ktory przetaczaja w stanie calkowitego 'znieczulenia'
                            bekajacy, dzielni wojownicy. Glowne postacie to dwaj bracia. Jeden, ten
                            starszy, grany przez swietnego indianskiego aktora Grahama Greena ( ten wodz
                            z czubem, od 'Tanczacego z wilkami' Costnera ), weteran wojny wietnamskiej,
                            wypelnia czas pracowicie oprozniajac flaszke po flaszce i puszke po puszce..
                            Mlodszy jest policjantem i rozbija sie po zakurzonych drogach rezerwatu
                            scigajac zawziecie wszelkie nieprawosci i tropiac przestepcow, ktory zwykle sa
                            albo zbuntowanymi nastolatkami, albo znudzonymi mieszkancami tego pieknego
                            zakatka. Policjant ma wyraznie misje do spelnienia i bawi sie w
                            indianska 'niewidzialna reke'. Nie takie to jednak proste w praniu i w
                            rezerwacie, jak w Teleranku... Do tego dochodza skomplikowane uklady rodzinno-
                            alkoholowe powodujace emocjonalne tarcia miedzy bracmi, by w koncu doprowadzic
                            do punktu kulminacyjnego... Nie sposob wspomniec, iz mimo calej tej
                            przygnebiajacej rzeczywistosci, filmowi nie brakuje poczucia humoru ( rzadki to
                            dar , umiec dostrzec komizm w tragicznej sytuacji i umiec smiac sie z wlasnych,
                            narodowych przywar, jak w tym przypadku czyni rezyser, Indianin oczywiscie,
                            Chris Eyre ).
                            Sa tez momenty podniosle, symboliczne, a dajace nadzieje na przyszlosc...na
                            lepsza przyszlosc.
                            Calosc nakrecono dysponujac bardzo skromnym budzetem, przy pomocy wylacznie
                            autochtonicznych aktorow, czesto amatorow. To widac i czuc, co moze troche
                            miejscami przeszkadzac w odbiorze kinomanom koneserom. Jednakowoz prawdziwych
                            pasjonatow tematyki tego rodzaju drobne niedociagnieciam na pewno nie zniecheca.

                            No to luu, baby wink... i chlopy ...Po jednym!


                            p.s. jesli maryna, czy ktokolwiek inny przeoczy powyzszy toast i umiesci
                            tuswoja 'skore', niech jej/mu bedzie na zdrowie! smile)
                            • alfredka1 Re: Jak chlac, to tylko po indiansku... 11.04.06, 22:15
                              Wodnikowi na wszelki wypadek juz zwiazalam rece by nie siegal wiecej, ale wezme
                              go w obrone - przysiegam, że on do lustra dzisiaj nie pił, tylko to Was moi
                              kochani, bo slyszalam jak ochoczo pokrzykiwal :"no to za ciebie nokatko, a
                              teraz do ciebie bracie w zeglowaniu"smile)) i jakoś tak się rozczulił Twoją
                              recenzją, młodość mu się przypomniała, kiedy zacztywało się powieściami o
                              Indianachsad((( Pozdrawiamy serdecznie
                              • maryna04 Re: Jak chlac, to tylko po indiansku... 12.04.06, 03:28
                                Nokato, nie tylko Ciebie nie docenilam, wczoraj polecilam tez jednemu panu,
                                zeby obejrzal sobie wprawdzie nie ten, ale omawianego tu Capote. I on mi mowi,
                                ze przeciez mi mowil, ze byl - kiedy ja mowilam, ze ogladnelam. Z trudem
                                pamietam jak sie nazywam, tak wiec Nokato, sorry.
                              • onkwe Re: Skins???? 14.04.06, 16:38
                                yep, Skins...

                                wrzuc w gugla dwa slowa: skins movie

                                zobaczysz co wylezie...do wyboru do koloru.

                                A propose proofa, czyli dowoda...Nie lezal mi. Sztuczny problem, malo
                                przekonywujaca Paltrow jako genialna matematyczka, takiz,schematyczny,
                                odwalajacy swoja role, Hopkins. De gustibus ..smile
    • alinka333 Dowód 14.04.06, 15:46
      Brzydka, ale jakże piękna Gwyneth Paltrow wkręcająca się w chorobę. Zaś Jake
      Gyllenhaal nie ucieka przed nawałem wody ani nie pilnuje owiec, które mogą się
      paść bezpiecznie, bo Hopkins zajęty jest liczeniem gwiazd i przypominaniem
      córce, że już nie żyje. Podobał mi sięsmile
      • maryna04 Re: Dowód 26.04.06, 03:27
        Nie namawiam, tylko informuje obejrzalam na dvd niemiecki film (to jest cos
        nadzwyczajnego - niemiecki tutaj) p.t. Schultze gets the blues. Zachecilo mnie
        slowo zydeco, a to jest styl muzyki z Nowego Orleanu - sentymentalne
        wspomnienia z wizyty w tamtych rejonach przed.... Bylo mi milo, bo prosty
        niemiecki emeryt zostal osadzony na festiwalu w Teksasie nie po to, zeby
        wysmiac takich samych prostych ludzi w Ameryce, co jest regula, tylko oni tez
        zostali przedstawieni cieplo i prawdziwie. Taki bardzo amerykanski momencik:
        policja wodna zbliza sie, zeby pomoc Niemcowi, ktory potrzebuje wyprowadzenia
        na szersze wody swojej barki. Policjant widzi na burcie kubek z kawa i
        oczywiscie mowi przed manewrem, uwazaj na swoja kawe.
    • kanoka Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 30.04.06, 08:55
      Nie film, ale telewizję. I nie telewizję, a Polską Kronikę Filmową, z
      komentarzem Ogórka. Ostatnio, o pierwszychmajach - lata 50, 60, 70. Dzisiaj
      będzie cd. Kto może, niech ogląda. Polecam.
      www.kinopolska.pl/news.php?id=81
    • alinka333 Re: Fajny film wczoraj widzial(a)em 08.06.06, 19:21
      ... po polsku to będzie coś w rodzaju "Niewinne głosy" ... o irlandzkich
      szkołach prowadzonych przez księży... troszkę zalatuje "Stowarzyszeniem
      Umarłych Poetów", ale ogólnie nie dla ludzi wrażliwych na krzywdę ludzką...
      reszta dnia wyda sie im szara, jak kolor chłopięcych twarzy...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka