Dodaj do ulubionych

Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokację?

22.02.06, 14:54
Coś ostatnio to tak wygląda sad(
Karykatury Mahometa w Danii i nie tylko, irański konkurs na najlepszą
karykaturę holocaustu, lubelskie koszulki, tramwajowi chrześcijańscy
męczennicy....
Rozpoczynamy przymusową lekcję tolerancji. Kto nie jest z nami, jest przeciw nam.
Poczytajmy z różnych stron. Póki możemy. Podobno na tym polega tolerancja.
Czy rzeczywiście?
nowaeuropa.pl/mahomet/
religiousfreaks.com/hamshahri-holocaust-cartoons-and-caricatures/
machina.net.pl/
tolerancja.net/
Hmmmm...to wszystko razem nazywa się "tolerancja?"
Obserwuj wątek
    • tomasdyg Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 22.02.06, 19:25
      kanoka napisała:
      " Rozpoczynamy przymusową lekcję tolerancji"

      -"Na szczęście" nadchodzi (oby, jednak do nas nie dotarła) ptasia grypa i to
      będzie realny problem, który z łamów prasy zrzuci problem tolerancji, no chyba,
      że wcześniej sam się wyczerpie, znudzi i nie da się wokół niego sprzedać reklam.
      A swoja drogą biedny Bin Laden, pewno sobie w łeb strzeli, bo Niemcy, Francuzi,
      Włosi i inni, bardziej obawiają się epidemii niż jego i Al Qaidy. No chyba, że
      ogłosi, iż to on te wirusy podsyła smile)

      Pozdrawiam
      • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 22.02.06, 20:45
        Jakze juz dawno temu siedzialam ze znajomymi swiezo-przyjechanymi z owczesnej
        jaruzelskiej Polski i dyskutowalismy dwa hasla. Jedno wykrzykiwane bylo przez
        any-jaruzelskich manifestantow w czasie kolejnych rocznic "Nie ma wolnosci bez
        Solidarnosci", drugie jaruzelska "junta" wywiesila ponoc na budynku komitetu KC
        w Warszawie - "Nie ma wolnosci bez odpowiedzialnosci". Dyskusja owczesna
        dotyczyla zawlaszczania idealow i innych takich spraw wielkich wink ale powiodla
        nas wtedy rowniez ku owej "odpowiedzialnosci" i tego, czym jest lub bywa
        wolnosc bez niej vs. wolnosc z nia. I prosze jak "ladnie" po latach hyderka sie
        znow budzi i stawia te same pytania o wolnosc (slowa/obrazu) i odpowiedzialnosc
        (za slowo/obraz). Tym razem w kontekscie globalnym i na dodatek religijnym. Jak
        sobie ta hyderka urosla i dojrzala od malej bestii o duszy generala do
        wielkiego potwora szalejacego po wszystkich kontynentach i dzielacego masy
        Allaha od mas z wolna (?) prasa.
        Czyzby jednak byla mozliwa wolnosc bez odpowiedzialnosci? I don't think so wink
        Skir Dhu
    • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 22.02.06, 23:40
      Kolezanko knaoko,
      Mowicie, ze ostatnio nam sie tolerancja rozsypuje? Znaczy dawniej bylo ok i
      tylko ostatnio sie pogorszylo ?

      A jak np nazwiecie stare jak swiat, "narodowosciowe", bardzo ciete delikatnie
      mowiac, dowcipy o Zydach, Szkotach,
      Cyganach, "Ruskich", "Piepiczkach", "Polaczkach", Arabach,
      Murzynach, "Szmatoglowych" etc ..etc.. opowiadane od lat w pracy, na
      przyjeciach rodzinnych, w tramwaju, w szkole ??? Czesto, co ciekawe, slysze ten
      sam dowcip w wykonaniu innej nacji, zmienia sie w nim tylko "bohatera". Raz
      jest on Szkotem, innym razem Polakiem, a jeszcze innym, Hindusem....
      A wlasnie, Cyganie u nas w kraju, Indianie tutaj gdzie siedze, Aborygeni w
      Australii... tolerancja pelna geba sie klania!

      Mam dla Was tez taki cymes przykladzik z bardzo tolerancyjnego i chetnie przy
      kazdej okazji podkreslajacego swa wielokulturowosc i tolerancyjnosc, kraju...

      Niedawno dostalam maila, "lancuszek", od kolezanki z bywszego miejsca pracy.
      Podsyla mi czasem rozne dowcipy. Shelly jest mila, nieglupia, przecietna mloda
      Kanadyjka, z Halifax. Mail byl pisany na poziomie dziecej rymowanki, a
      wyliczal wszystkie wady, czyli wygodnictwo i lenistwo "przecietnej", nowo
      przybylej do Kanady rodziny imigrantow z Pakistanu. Lecial wiec "humorystyczny"
      opis "pasozytow",zerujacych na kanadyjskim dobrobycie i wykorzystujacycm do
      maksimum i bez skrupulow system zasilkow, opieki zdrowotnej, na ktory przeciez
      loza swymi niemalymi podatkami, cale zycie ciezko pracujacy i nigdy sie nie
      obijajacy, obywatele! No wiec Kanadyjczycy niczym te mroweczki, a
      tymaczsem, "darmozjady imigrantowe" , nie dosc, ze przyjezdzaja z niczym,
      znikad, bez wyksztalcenia, zawodu, jezyka, to maja jeszcze czelnosc sciagac na
      koszt panstwa, czyli "nas" Kanadyjczykow, swych krewnych, zony, dziatki, matki
      i ojcow ! Ten wzruszajacy wierszyk konczyl sie apelem o rozeslanie do jak
      najwiekszej ilosci trzezwo i patriotycznie myslacych wspolziomkow, aby wyrazic
      sprzeciw i dac odpor imigracyjnemu zalewowi z zubozaniu kraju na
      korzysc "obcych"...
      A najfajniejsze jest w tym wszystkim, ze mojej Shelly jakos nie przyszlo do
      slicznej glowki, co sle maila do osoby, ktora iles tam lat temu, ladujac w
      Kanadzie, byla wlasnie takim "imigranckim obibokiem" ( i to hoho, przez cale 10
      dni! )...

      Chcialoby sie rzec wzgledem tolerancji "kto bez winy, niech rzuci kamieniem..."
      • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 00:18
        Wydaje mi sie, Onkwe, ze jednak swiat sie zmienil czy w kazdym razie probuje
        zmieniac. Mysle, ze wlasnie problem w tym, ze tak bardzo sie staramy byc
        tolerancyjni i "inclusive", i probujemy rozumiec, nie oceniac itd. itd ale
        czynimy to wylacznie "na pokaz", "po lebkach", "dla swietego spokoju". Az
        ktoregos dnia stajemy przed lustrem i wychodzi na to, ze te wszystkie starania
        to byl pic na wode-fotomontaz i wylacznie dzialania po wierzchu.
        Takim lustrem moze byc email od kolezanki z Maritimes, a moze tez byc
        bezsensowny rysunek opublikowany bezrefleksyjnie i wykorzystany z premedytacja
        przez tych, z ktorymi wciaz nie umiemy sie dogadac.
        Roznica jest taka, ze nawet my sami nasmiewajac sie 20-30 lat temu z Pepikow,
        Ruskich czy Szwabow nie bylismy swiadomi wlasnego hmmm.... nazwijmy to
        prymitywizmu poczucia humoru (PPH). Teraz JUZ WIEMY. No i co z tego, ze wiemy?
        Dalej od czasu do czasu wylazi z nas ten PPH i na dodatek probujemy wtedy
        powolywac sie na WOLNOSC SLOWA broniac zwyczajnego bezmozgowia. Indywidualnego
        lub zbiorowego.
        W tym wszystkim jest jeszcze druga strona - maniacy religijni, ktorzy podzegaja
        nieletnich lub ledwo-letnich to palenia i niszczenia, co w jakims sensie moze
        czasem czynic nasza glupote kwestia zupelnie drugorzedna.
        Co z tym fantem zrobic?
        Ja np. nie mam pojecia procz wolania na puszczy o odpowiedzialnosc za kazde
        slowo, ktore sie wymskuje publicznie. Odpowiedzialnosc indywidualna i
        jednostkowa, bo jakaz inna mialaby miec jakakolwiek wartosc?
        Zdaje sobie sprawe z naiwnosci i nieskutecznosci takiego wolania - chetnie
        poznam inne propozycje dzialania, ktore uczyni nas wszystkich bardziej
        odpowiedzialnymi i pozwoli nam hodowac w sobie coraz glebszy szacunek
        (tolerancje) dla ludzi wokol.
        Skir Dhu
        • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 00:32
          skir.dhu napisała:
          > W tym wszystkim jest jeszcze druga strona - maniacy religijni, ktorzy podzegaja
          >
          > nieletnich lub ledwo-letnich to palenia i niszczenia, co w jakims sensie moze
          > czasem czynic nasza glupote kwestia zupelnie drugorzedna.

          I to jest naprawdę straszne sad(
          Głupota nie rozgrzesza, ale manipulacja powinna być karana... Tylko jak ją
          udowodnić?
          • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 06:52
            >kanoka napisała:
            > skir.dhu napisała:
            > > W tym wszystkim jest jeszcze druga strona - maniacy religijni, ktorzy pod
            > zegaja
            > >
            > > nieletnich lub ledwo-letnich to palenia i niszczenia, co w jakims sensie
            > moze
            > > czasem czynic nasza glupote kwestia zupelnie drugorzedna.
            >
            > I to jest naprawdę straszne sad(
            > Głupota nie rozgrzesza, ale manipulacja powinna być karana... Tylko jak ją
            > udowodnić?

            Ja taka manipulacje nazywam troche inaczej.
            Przeciez od dziecka jestesmy caly czas manipulowani. Wychowywani przez
            rodzicow, od malego ulegamy wplywom, postepujemy wedle pewnych obowiazujacych
            zasad, norm, takze religijnych, przesiakamy pogladami i opiniami naszych
            bliskich sluchajac i obserwujac, przebywamy w okreslonym srodowisku, w
            spoleczenstwie ksztaltujacym okreslone postawy, wzorce, wpajajacym nam
            okreslona idelogie. Niby oczywiste. A jest to przeciez manipulacja cala geba!
            Fakt, nie namawiano nas do palenia, niszczenia, zabijania. Sa jednak
            spolecznosci, dla ktorych "rozprawienie sie z wrogiem" jest, wedlug nich,
            kwestia przetrwania.
            Pisze o tym, bo nie moge zapomniec filmu dokumentalnego, ktory choc ogladany
            pare lat temu, do dzis dnia oddzialowuje na wyobraznie i nie daje mi spokoju,
            a ktory wedlug mnie powinna obejrzec KAZDA dorosla osoba. Film nosi
            tytul "Promises" ( Obietnice ).
            Bohaterami jego jest mala grupa dzieci, zydowskich i palestynskich. Kamera
            sledzi ich codzienne zajecia, zabawy, czas spedzany w domu, szkole, na ulicach,
            swiatyniach. Poznajemy malych bohaterow i zaczynamy lubic. Tworcy filmu
            prowadza rozmowy z dziecmi z dwoch przeciwleglych obozow, zadajac im te same,
            bardzo drazliwe nieraz pytania. Dzieci sa bardzo szczere, nie kryja swoich
            pogladow, opinii i chetnie dziela sie osobistymi refleksjami. Wylania sie
            przerazajacy i szokujacy, ale jakze prawdziwy obraz konfliktu palestynsko-
            izraelskiego, widzianego oczami mlodego pokolenia. Zyja pod tym samym niebem,
            kilka minut jazdy od siebie, a dzieli ich olbrzymia przepasc. Obserwujemy
            wiec codzienne nie zawsze latwe i radosne ( szczegolnie w przypadku dzieci
            palestynskich) zycie "po obu stronach barykady". Najtragiczniejsze w tym
            wszystkim sa efekty "manipulowania" i "prania mozgow" od najwczesniejszych lat,
            czyli po prostu tego, o czym pisalam wyzej, a wiec wychowania. Dzieci maja juz
            dobrze wyksztalcone pojecie o tym kim sa, co je czeka w przyszlosci oraz kto
            jest ich wrogiem. Kazda ze stron przedstawia swoje niepodwazalne racje, racje
            oparte na religijnej, ideologicznej, patriotycznej papce, jaka karmieni sa
            przez doroslych od urodzenia.

            Pod koniec filmu, jego tworcy doprowadzaja do spotkania obu grup.To, co na
            poczatku poczatku filmu wydawalo sie niemozliwe do przeprowadzenia,okazuje sie
            wcale nie takie trudne pod koniec. Dzieci mimo roznic religinych, kulturowych,
            mimo wychowywania we "wrogich obozach" potrafia sie bardzo szybko porozumiec.
            Spedzaja ze soba caly dzien, wspolnie spozywaja posilek, bawia sie na boisku z
            filmowcami, jada na krotki piknik, prowadza rozmowy....

            Taaa, manipulacja powinna byc karana....
            • warum Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 07:32
              Na przykladzie/ naszego/ kota i psa - widac to samo. Choc w bezpieczniejszymy
              wydaniu. Maly kot znajda -3 tyg.iskrzyl zanim pogodzil sie z obeznoscia "wroga",
              czyli psa/zaciekawionego/. A potem byli przyjaciolmi / nawet teskniacymi za
              sobasmile/ przez dlugie lata. Chomik szwendajacy sie po podlodzenie nie byl
              "zjadliwym" obiektem dla kota- bo nikt mu/ kotusmile/ nie wpajal od malego, ze to
              jego"pokarm". Wiec ta manipulacja wychowawcza swiadoma/ "pielegnowana" i wpajana
              na kazdym kroku/ w wykonani doroslych lub nieswiadoma/ instynkt "przezycia"?/ u
              zwierzat istnieje i jest powodem wszystkich konfliktow. Ale to bardziej zlozony
              temat- bo dotyczy kazdej dziedziny... jak nie my ich, to oni nas... Tolerancja
              wg mnie nie jest wrodzona cecha. TOLERANCJI trzeba uczyc kazdego. To umiejetnosc
              do zdobycia! Ale dla niektorych/i tu mozna dywagywac dla kogo.../ tolerancja
              jest "objawem slabosci, moze stad ta potrzeba udawadniania na kazdym kroku kto
              jest "wazniejszy".
            • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 10:29
              onkwe napisała:
              > Pod koniec filmu, jego tworcy doprowadzaja do spotkania obu grup.To, co na
              > poczatku poczatku filmu wydawalo sie niemozliwe do przeprowadzenia,okazuje sie
              > wcale nie takie trudne pod koniec. Dzieci mimo roznic religinych, kulturowych,
              > mimo wychowywania we "wrogich obozach" potrafia sie bardzo szybko porozumiec.
              > Spedzaja ze soba caly dzien, wspolnie spozywaja posilek, bawia sie na boisku z
              > filmowcami, jada na krotki piknik, prowadza rozmowy....
              Filmu nie widziałam. Ale czy te dzieci, gdy będą odrobinę starsze, nie rzucą się
              na siebie z bombami i nożami?
              A jak było w byłej Jugosławii, gdzie mordowano sie "po sasiedzku" i "rodzinnie"?
              Jak jest teraz w Iraku, gdzie jedni muzułmanie walczą z drugimi?sunnici przeciw
              szyitom i odwrotnie?
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3178333.html
              "Irackich sunnitów i szyitów nie dzielą już - jak przed wiekami - sprawy wiary.
              Dziś dzieli polityka. Sunnici za Saddama byli faworyzowani, a po wojnie mają
              poczucie odrzucenia i wspierają rebeliantów. Poczucie krzywdy nasiliło się wśród
              sunnitów po wyborach rok temu, kiedy premierem został szyita Ibrahim Dżafari.
              Oskarżają rząd, że przymyka oko na samosądy, których dokonują na nich szyickie
              bojówki. Trzy miesiące temu oddział amerykański odkrył, że w budynkach MSW 170
              wygłodzonych i torturowanych sunnitów.
              Rebelianci, szczególnie cudzoziemscy bojownicy w rodzaju Abu Musaba al
              Zarkawiego, starają się podsycać animozje. Dlatego tysiące szyitów giną w
              ulicznych zamachach. Dzień przed atakiem w Samarze bomba zabiła 22 osoby w
              szyickiej dzielnicy Bagdadu. Dwa dni wcześniej w kilku zamachach zginęło 20
              szyitów."
              Nie wiem czy terror, ilość poległych i zniszczenia w Iraku nie są obecnie
              większe, niż za czasów Saddama? Czy tylko w cywilizacji zachodniej, demokracja i
              tolerancja (w tym i religijna) ma sens, a np w państwach arabskich(ale jak widać
              po byłej Jugosławii - nie tylko),sprawdza się lepiej dyktatura i zamordyzm? Może
              im większa różnorodność i/lub nierówność społeczna, tym mniej tolerancji i
              pokojowej koegzystencji?
      • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 00:22
        > A jak np nazwiecie stare jak swiat, "narodowosciowe", bardzo ciete delikatnie
        > mowiac, dowcipy o Zydach, Szkotach,
        onkwe napisała:
        > Cyganach, "Ruskich", "Piepiczkach", "Polaczkach", Arabach,
        > Murzynach, "Szmatoglowych" etc ..etc.. opowiadane od lat w pracy, na
        > przyjeciach rodzinnych, w tramwaju, w szkole ??? Czesto, co ciekawe, slysze ten
        >
        > sam dowcip w wykonaniu innej nacji, zmienia sie w nim tylko "bohatera". Raz
        > jest on Szkotem, innym razem Polakiem, a jeszcze innym, Hindusem....
        > A wlasnie, Cyganie u nas w kraju, Indianie tutaj gdzie siedze, Aborygeni w
        > Australii... tolerancja pelna geba sie klania!

        Nie, koleżanko Onkwe, nie zgodzę się z Tobą, że paskudne czesto, to prawda
        dowcipy "narodowościowe", maja taką samą siłę rażenia, jak kpiny z
        religii(obojętne jakiej), lub niewyobrażalnej tragedii, jaką był holocaust....
        No i ci, którzy opowiadali te dowcipy, nie czynili tego w ramach udzielania
        korepetycji z tolerancji, lub wolności mediów. Raczej z głupoty i prymitywizmu....
        Piszesz
        > Chcialoby sie rzec wzgledem tolerancji "kto bez winy, niech rzuci kamieniem..."
        No, z tym to się zgadzam.
        Skir Dhu stawia retoryczne pytanie, "Czyzby jednak byla mozliwa wolnosc bez
        odpowiedzialnosci? I don't think so wink"
        No, to ja też spytam retorycznie, czy cokolwiek istotnego jest możliwe bez
        odpowiedzialności?
        • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 00:39
          Moje mile rozmowczynie. Temat jest rzeka, walkowany nie od dzisiaj na roznych
          forach internetowych, w roznych meadialnych mniej lub bardziej oficjalnych
          dyskusjach, w rozmowach blizszymi i dalszymi znajomymi. I co z tego wynika?
          Ano niewiele nowego....
          Wedlug mnie, ludzie az tak bardzo sie nie zmienili, my sami rowniez nie, wbrew
          temu co on NAS pisze kolezanka s.d
          Wbrew gloszonym chetnie szlachetnym pogladom i wyrazanemu oburzeniu, jak
          przyjdzie co do czego, na widok pijanego Indianina siedzacego pod sciana
          budynku (zamiast Indianina wstawcie sobie odpowiednio do miejsca zamieszkania
          kazda inna narodowsc/grupe spoleczna/rase/wyznawce wobec ktorego/ej oficjalnie
          glosimy nasza tolerancyjnosc) odwracamy wstydliwie, nieczesto ze wstretem
          glowe myslac.."wiadomo, Indianiec..." .... Ale czy glosno potrafimy sie
          przyznac do wlasnej niedoskonalosci?

          p.s te dowcipy byly tylko przykladem, jednym z wielu, zasygnalizowaniem
          problemu..wiec prosze nie dzielmy wlosa nad nimi wink)

          Wroce tu jeszcze, bo lubie pogrzebac ..wink

          A teraz czas odgrzebac spod zaspy karete i wioooo..wink
          • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 02:21
            Z reka na sercu stwierdzam, ze nigdy nie mysle negatywnie o ludziach
            bezdomnych, szczegolnie o Natives, szczegolnie o alkoholikach czy narkomanach.
            NIGDY. Mysle o Nich i patrze na Nich z autentycznym bolem serca - niech to
            sobie brzmi sentymentalnie i ckliwie - tak jest. I wcale sie nie spodziewam, ze
            jestem jakims w tym wzgledzie wyjatkiem. Wrecz przeciwnie - jestem pewna, ze
            naleze do armii podobnie zbolalych i bezradnych.
            Wydaje mi sie, ze ludzie sie jednak zmieniaja czy raczej podejscie czlowieka do
            czlowieka podlega zmianom. Na dodatek mysle, ze wielokrotnie SA to zmiany na
            lepsze smile Nie zachwyca mnie political correctness, ale tez nie potepiam jej w
            czambul - uwazam, ze dzieki niej tysiace ludzi zaczelo sie ZASTANAWIAC nad
            uzywanymi powszechnie slowami. A to juz jest jakis kroczek do traktowania
            innych z ociupinka wiekszego szacunku.
            Zmiany te jednak zachodza skokowo a na dodatek nierownomiernie w roznych
            spoleczenstwach - jestesmy wiec skazani na scieranie sie wrazliwosci i
            zderzenia braku wzajemnej tolerancji i cierpliwosci wobec siebie wzajemnie.
            Czego mnie najczesciej brakuje w stosunkach miedzyludzkich to zwyczajnej
            zyczliwosci. Lagodnosci i cierpliwosci - wiary w dobra wole tej drugiej strony.
            Wiary w to, ze nawet jesli ktos rysuje cos idiotycznego czy wiesza plakat z
            bezsensownym haslem to wcale niekoniecznie musi znaczyc, ze chce "naszych"
            wybic do nogi tylko, ze np. czegos nie zrozumial, nie doczytal albo ma klopot z
            poslugiwaniem sie jakims tam jezykiem badz medium smile Czy jest to naiwne?
            Zapewne, niemniej ja sie sama wobec siebie nie godze na traktowanie innych
            ludzi jak potencjalnych wrogow, zdecydowanie latwiej jest mi sie pogodzic z
            tym, ze sa... niedouczeni wink
            Pisalam juz kiedys o tym, ze wyroslam w Polsce nalezac do maciupenkiej
            mniejszosci ormanskiej - przez dlugi czas brak wiedzy Polakow na nasz temat
            traktowalam jako "policzek" i osobista obraze az w koncu uslyszalam
            najmadrzejsze mozliwe slowa wypowiedziane przez nauczycielke WF w moim liceum -
            "Aszar - ja NAPRAWDE nic nie wiem o Ormianach!".
            No wlasnie - najczesciej nieporozumienia czy brak zrozumienia wynika ze
            zwyczajnego braku wiedzy. Nic ponadto - zadne tam "wrodzone niecheci" czy
            inne "antysemityzmy wyssane z mlekiem matki" itp. - zwyczajny brak wiedzy.
            I moze to jest jakims kluczykiem i swiateleczkiem w tunelu - edukacja????
            Skir Dhu
            • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 07:40
              skir.dhu napisała:

              > Z reka na sercu stwierdzam, ze nigdy nie mysle negatywnie o ludziach
              > bezdomnych, szczegolnie o Natives, szczegolnie o alkoholikach czy
              narkomanach.
              > NIGDY. Mysle o Nich i patrze na Nich z autentycznym bolem serca - niech to
              > sobie brzmi sentymentalnie i ckliwie - tak jest. I wcale sie nie spodziewam,
              ze
              >
              > jestem jakims w tym wzgledzie wyjatkiem. Wrecz przeciwnie - jestem pewna, ze
              > naleze do armii podobnie zbolalych i bezradnych.

              No to sie troche roznimy, bo ja, z reka na sercu czy bez, do tej armii nie
              naleze. Nie czuje sie rowniez bezradna. Jesli juz, zwykle reaguje ledwo
              hamowana zloscia i gniewem, i daje czesto upust temu wkurzeniu...szczegolnie w
              dyskusjach z "bialymi wspolbracmi"..wink
              Kiedy patrze na zmarnowane, wykoslawione zycia, na pokolenia, ktore pozbawione
              zostaly tozsamosci, poczucia przynaleznosci, dumy z wlasnej kultury, ktore
              przeszly "proces cywilizacyjny" wbrew wlasnej woli i nie potrafia przekazac
              niczego pozytywnego nastepnej generacji, nie umiem byc sentymentalna i ckliwa.
              Widze efekty tego, czego jako "wyzsza rasa" jestesmy sprawcami, mam na codzien
              wokol siebie "kliniczne przypadki" calkowitych upadkow, rezygnacji i poddania
              sie i przypadki napawajace optymizmem i wiara, ze wszystko jest mozliwe.
              Wiesz s.d., Oni nie tyle potrzebuja i chca wspolczucia czy ckliwosci, ile
              konkretnego dzialania i pomocy.
              ( a teraz zobaczcie, jak uniwersalne sa te same zdania... przeczytajcie je
              wstawiajac np. Cyganow zamiast Indian... )


              > No wlasnie - najczesciej nieporozumienia czy brak zrozumienia wynika ze
              > zwyczajnego braku wiedzy. Nic ponadto - zadne tam "wrodzone niecheci" czy
              > inne "antysemityzmy wyssane z mlekiem matki" itp. - zwyczajny brak wiedzy.
              > I moze to jest jakims kluczykiem i swiateleczkiem w tunelu - edukacja????
              > Skir Dhu

              Ale, o czym nie nalezy tu zapomniec, jakze czesto jestesmy celowo utrzymywani w
              stanie "niewiedzy" przez tych , ktorym zalezy, abysmy z tych czy innych
              powodow, nie poznali prawdy, abysmy bronbosze nie zaczeli myslec "globalnie"
              i "tolerancyjnie". Czytajac co dzieje sie ostatnio w kraju, zastanawiam sie.
              czy pielegnowanie i podsycanie nacjonalistycznych i majacych podstawy
              wyznaniowe, "patriotycznych" nastrojow moze isc w parze z gloszeniem idei o
              tolerancji i rownosci ???
              • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 15:14
                onkwe napisała:

                > Kiedy patrze na zmarnowane, wykoslawione zycia, na pokolenia, ktore
                pozbawione
                > zostaly tozsamosci, poczucia przynaleznosci, dumy z wlasnej kultury, ktore
                > przeszly "proces cywilizacyjny" wbrew wlasnej woli i nie potrafia przekazac
                > niczego pozytywnego nastepnej generacji, nie umiem byc sentymentalna i ckliwa.
                > Widze efekty tego, czego jako "wyzsza rasa" jestesmy sprawcami, mam na
                codzien
                > wokol siebie "kliniczne przypadki" calkowitych upadkow, rezygnacji i
                poddania
                > sie i przypadki napawajace optymizmem i wiara, ze wszystko jest mozliwe.
                > Wiesz s.d., Oni nie tyle potrzebuja i chca wspolczucia czy ckliwosci, ile
                > konkretnego dzialania i pomocy.
                > ( a teraz zobaczcie, jak uniwersalne sa te same zdania... przeczytajcie je
                > wstawiajac np. Cyganow zamiast Indian... )
                >

                Tiaaa - znow to poczucie wyzszosci - ONI potrzebuja NASZEJ pomocy. MY
                zniszczylismy ICH zycie. Czy nie czujesz, ze sama popadasz w to, przeciw czemu
                tak bardzo protestujesz? Moj osobisty smutek wynika z poczucia, ze NIKT NIKOMU
                wolnosci, samodzielnosci, samostanowienia DAC NIE MOZE. W gruncie rzeczy, nie
                moze tez nawet odebrac, czego jakims tam przykladem jast moj narod. To jak ze
                zwyciestwami w wyborach - partie nie wygrywaja wyborow, partie je przegrywaja.
                A przypadku Natives, zaistnialy okreslone warunki historyczne, za ktore nie
                mozna miec dzis do nikogo pretensji. W ich wyniku, rzeczywistosc jest jaka
                jest. Sama sie nie poprawi ale tez MY nie mozemy jej IM poprawic. W tym jest
                caly problem - ONI to musza zrobic SAMI dla SIEBIE. Dopoki nie znajda W SOBIE
                tej sily, wszystkie NASZE dzialania pozostana jednostkowe, wycinkowe i bez
                wiekszego wplywu na caloksztalt.
                Zobacz co sie dzieje w Iraku. Pomijam wszystkie przyczyny wojny, skupmy sie na
                tej jednej, najbardziej propagowanej przez Busha & Co. - demokratyzacje
                spoleczenstwa irackiego. I co? I nico - nie da sie nikomu przyniesc demokracji
                na bagnetach czy na innej super-nowoczesnej broni. Nawet jesli ma sie
                najszczytniejsze idealy w kieszeniach. Tak samo nie da sie Z ZEWNATRZ uzdrowic
                jakiejkolwiek spolecznosci. Mozna jej tylko wspolczuc i patrzec jak sama sie
                niszczy z nadzieja, ze siegnie dna i sie od niego odbije.
                Hmmmm.... moze to jest nasz najwiekszy grzech - nas, z cywilizacji
                tzw. "zachodniej" - wydaje nam sie, ze wiemy jak poprawic cudze zycia,
                probujemy za wszelka cene uszczesliwic wszystkich dookola wedlug naszych norm i
                wyobrazen. A coraz czesciej sie okazuje, ze nasze modele albo nie sa do
                przeszczepienia w 100%, albo przynajmniej nie my winnismy je przeszczepiac.
                Moze zwyczajnie brak nam pokory? A potem sie dziwimy, ze pala nasze ambasady wink
                Skir Dhu
                • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 18:30
                  Uprzedzam ,bedzie epistola do s.d. .... wink

                  >Tiaaa - znow to poczucie wyzszosci - ONI potrzebuja NASZEJ pomocy. MY
                  zniszczylismy ICH zycie.

                  Widzisz, po pierwsze, nawet nie masz pojecia jak daleka i z jakiego powodu, lub
                  powodow, jestem od wszelkiego poczucia wyzszosci. Jesli tak to odbierasz, coz,
                  sprawa interpretacji.
                  Co wiecej, przyznaje,moje "poczucie" jest czesto calkiem "protiwpalozne", ale
                  wybacz, nie zamierzam wyjasniac tu wlasnych, takze bardzo osobistych aspektow
                  dotyczacych omawianego zagadnienia.
                  Po drugie. Gdzie widzisz slowo NASZEJ w mojej wypowiedzi ??? Bardzo swiadomie
                  go nie uzylam w zdaniu o pomocy , nie bylo goj tez w domysle, to TY mi go
                  wlozylas do ust. Prosze wiec, nie dodawaj mi nieczego, czego nie napisalam.
                  Otoz, piszac o pomocy mialam na mysli dzialania i inicjatywe wychodzaca
                  wlasnie nie tylko od NAS. Nie wiem czy orientujesz sie jakie, wsrod First
                  Nation, istnieja organizacje i jakie maja zadania. Mam scisly kontakt (zeby
                  nie powiedziec, biore udzial) z kilkoma z nich, takze poprzez rodzinne, bardzo
                  osobiste powiazania. Moge wiec obserwowac z bardzo bliska podejmowane akcje,
                  ich rezultaty i oddzwiek z jakim spotykaja sie w roznych kregach spolecznych,
                  nie tylko wlasnych. Musze Ci powiedziec, ze to co widze, jest bardzo budujace,
                  choc droga nadal daleka i zmudna. Przyklad, zeby nie byc goloslowna. Za kilka
                  dni czlonek mojej rodziny leci ponownie z seria wykladow i konsultacji, z
                  ramienia organizacji, w ktorej dziala i w ktorej Radzie Starszych zasiada, na
                  Wyspe Baffina, do malej, zagubionej gdzies wsrod sniegow, spolecznosci
                  Innuitow, gdzie glownym problemem jest narkomania, alkoholizm, a co z tym
                  scisle zwiazane, takze wysoki bardzo wskaznik samobojstw wsrod mlodziezy.(moze
                  kiedys opowiem o tym wiecej, bo chyba warto, ale tu "nie miesci sie w
                  mericie" wink

                  Rozumiem slowo MY w bardzo szerokim pojeciu i identyfikuje sie nie tyle z
                  grupa spoelczna tub tzw. rasa ile z przedstawicielami pewnej
                  kultury/cywilizacji, ktora w znacznym stopniu przyczynila sie ( zauwaz
                  slowo "przyczynila", nie uzylam slow "jest winna") do praktycznie
                  bezpowrotnego wyniszczenia innej kultury. Nie jest to prosta i
                  nieskomplikowana zaleznosc, jaka chyba(?) mi usilujesz wmowic, ze propaguje.

                  >Czy nie czujesz, ze sama popadasz w to, przeciw czemu
                  >tak bardzo protestujesz? Moj osobisty smutek wynika z poczucia, ze NIKT NIKOMU
                  >wolnosci, samodzielnosci, samostanowienia DAC NIE MOZE.
                  >W gruncie rzeczy, nie
                  >moze tez nawet odebrac, czego jakims tam przykladem jast moj narod. To jak ze
                  >zwyciestwami w wyborach - partie nie wygrywaja wyborow, partie je przegrywaja.
                  >A przypadku Natives, zaistnialy okreslone warunki historyczne, za ktore nie
                  >mozna miec dzis do nikogo pretensji. W ich wyniku, rzeczywistosc jest jaka
                  jest

                  Wiesz, ja to odebralam troche tak, jakbys powiedziala, ze w wypadku holokaustu
                  zaistnialy okreslone warunki historyczne.
                  Czy podobnie myslisz o masowym ludobojstwie Twojego narodu, Ormian,
                  dokonanym przez inny narod, przez Turcje i nie masz do nikogo pretensji ???
                  A wolnosc i samostanowienie? Inne skale prownawcze. Co innego rozpatrywac
                  zorganizowane i w miare jednolite, spojne narodowosciowo i kulturowo oraz
                  jezykowo spoleczenstwo/narod, a co innego oceniac proces, ktory dotyczy calego
                  kontynentu, spolecznosci, geograficznie i antropologicznie bardzo
                  zroznicowanych (takze tych z Ameryki Poludniowej i Centralnej), na
                  przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Do tych kilkuset lat uwzglednic i zaliczyc
                  rowniez nalezy ( to tylko przyklad ) oficjalna i wielce nanoczas prawomocna
                  polityke wewnetrzna Kanady w latach 40-50 naszego stulecia, ktora to polityka
                  poparta roznorodnymi aktami i przepisami, w sposob niezwykle wyrafinowany,
                  planowy i przemyslany dazyla do "ucywilizowania" i "uszczesliwiania na sile"
                  ludnosci autochtonicznej kraju ( ze przypomne tu tylko zabieranie rodzicom
                  na sile kilkuletnich dzieci i umieszczanie je w oddalonych czesto o setki
                  kilometrow szkolach z internatami, prowadzonymi glownie przez ksiezy i
                  zakonnice ), pozbawiajac ja tym samym tozsamosci a co za tym idzie, takze
                  samodzielnosci. Efekty tych dzialan widzimy dzisiaj na ulicach, czyli Twoimi
                  slowy , "rzeczywistosc jest jaka jest".
                  .... a tak na marginesie....s.p. Wuj prawdziwego Onkwe, stuprocentowy Mohawk,
                  ktory ponad 12 lat spedzil w internacie dla "Nativow", zwykl
                  mawiac,..."wszedlem tam znajac tylko i wylaczanie jezyk mohawk, wyszedlem
                  znajac tylko i wylacznie jezyk angielski"...ilez tresci jest zawartej w tym
                  jednym, krotkim zdaniu...

                  >Zobacz co sie dzieje w Iraku. Pomijam wszystkie przyczyny wojny, skupmy sie na
                  >tej jednej, najbardziej propagowanej przez Busha & Co. - demokratyzacje
                  >spoleczenstwa irackiego. I co? I nico - nie da sie nikomu przyniesc demokracji
                  >na bagnetach czy na innej super-nowoczesnej broni. Nawet jesli ma sie
                  >najszczytniejsze idealy w kieszeniach. Tak samo nie da sie Z ZEWNATRZ uzdrowic
                  >jakiejkolwiek spolecznosci. Mozna jej tylko wspolczuc i patrzec jak sama sie
                  >niszczy z nadzieja, ze siegnie dna i sie od niego odbije.
                  >Hmmmm.... moze to jest nasz najwiekszy grzech - nas, z cywilizacji
                  >tzw. "zachodniej" - wydaje nam sie, ze wiemy jak poprawic cudze zycia,
                  >probujemy za wszelka cene uszczesliwic wszystkich dookola wedlug naszych norm
                  i
                  >wyobrazen. A coraz czesciej sie okazuje, ze nasze modele albo nie sa do
                  >przeszczepienia w 100%, albo przynajmniej nie my winnismy je przeszczepiac.
                  >Moze zwyczajnie brak nam pokory? A potem sie dziwimy, ze pala nasze ambasady wink

                  I Alez tu wlasnie lezy sedno sprawy. Uszczesliwianie na sile. Tyle ze w imie
                  czego?
                  W przypadku Busha i Iraku, jak zapewne sama dobrze wiesz, "demokratyzacja
                  spoleczenstwa irackiego" jest jedynie pretekstem i przykrywka, pod ktora kryja
                  sie prawdziwe intencje i cele Wujka Sama.
                  S.d, piszesz o NASZEJ, zachodniej cywilizacji, jako tej z "misja"...
                  Spojrz jednak, nie jestesmy jedyni..., Ideologia islamu (szeroko pojetego, nie
                  tylko jako religia) kieruje sie podobnymi , "szczytnymi" celami... Oni rowniez
                  maja recepte na uzdrawianie. My im staramy sie wszystkim wmowic, ze nasze normy
                  i wzorce sa lepsze, a oni , ze ich... Argumenty przy tym uzywane, jak sama
                  zauwazasz, nie zawsze naleza do pokojowych. I tu kolko sie zamyka, wracamy do
                  tytulowego nauczaniaj tolerancji ...

                  Pozdrawiam
                  • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 20:55
                    Ja dokladnie tak wlasnie mysle o Ormianach zamordowanych przez Turkow - MUSIELI
                    ZGINAC. Byl czas, ze musieli. Szczesciem dla mnie osobiscie, nie zgineli
                    wszyscy a ci, ktorzy przetrwali mieli w sobie chec i sile zeby kultywowac jezyk
                    i obyczaje - paradoksalnie, rzez Ich wzmocnila i scalila - w tym tkwi szczescie
                    tego akurat narodu. Podobnie najprawdopodobniej, rzecz sie ma z Zydami ale
                    przez stulecia masz przyklady narodow, ktore nie mialy tej sily i po kolejnej
                    wojnie, tragedii, klesce zywiolowej nigdy sie nie odrodzily.
                    Moze taka jest i przyszlosc Natives? Nigdy sie juz naprawde nie odrodzic? Moze
                    przetrwaja jedynie Innuici z Grenlandii, ktorzy sie zaparli i przez ostatnich
                    20 lat zrobili gigantyczny wysilek w zadbaniu o trwanie ich jezyka? Moze
                    przetrwaja tylko ci, ktorzy prowadza kasyna i stali sie bezwzglednymi
                    biznesmenami?
                    Moze wraz z Inkami, Jacwingami, Niencami i dziesiatkami innych nacji na
                    przestrzeni stuleci na wszystkich kontynentach, pozegnamy tez i Ojibwa, i
                    Mohawks?
                    To akurat nasze i poprzednie stulecie jest takie wrazliwe na "extinctions" ale
                    czy slusznie? To naprawde jest kwestia wewnetrzna kazdego narodu by bronic
                    swojej tozsamosci - przez cala historie masz przyklady tych, ktore sie obronily
                    i tych, ktore nie - Natives nie sa w tym kontekscie zadnym specjalnym
                    wyjatkiem. Tyle o Natives. Osobiscie przygladam sie z zalem i wspolczuciem
                    czekajac na Ich ostateczny upadek, ktory zapewne nastapi cicho na jakims
                    oddziale dla diabetykow, nawet niekoniecznie alkoholikow czy narkomanow. I po
                    raz kolejny w historii, zla dieta zniszczy narod - pisze to bez sarkazmu a z
                    pewnym zazenowaniem - wciaz zapominamy uczyc sie od przeszlosci sad
                    To zreszta dotyczy rowniez kwestii, od ktorych zaczal sie ten watek - brak
                    swiadomosci historycznej czy chocby checi zdobycia wiedzy w tym kierunku przez
                    tych, ktorzy zabieraja glos (chocby i w dowcipie) na temat, ktory znaja
                    wylacznie z innej gazety.
                    To tez pewna choroba naszych czasow - informacje czerpane z watpliwych
                    zrodel, "wy-googlowywane" bezkrytycznie, przepisywane od kolegow dziennikarzy
                    itd. Lub, co czasem jeszcze gorsze, generalizowanie na podstawie jednostkowych,
                    anegdotycznych opowiesci, ktore moga byc szczera prawda w odniesieniu do
                    jednego czlowieka, ktory cos przezyl ale miec sie nijak do tzw. caloksztaltu.
                    To jest tak typowe w odniesieniu do np. imigrantow -"wszyscy" z kraju X robia
                    to czy tamto, "wszyscy" z kraju Y nie robia czegos innego. No a potem droga juz
                    prosta od dowcipu generalizujacego na temat muzulmanow do muzulmanow
                    oskarzajacych wszystkich niewiernych o "takie samo poczucie humoru" wink Nasze
                    szukanie prostych rozwiazan doprowadzone do samo-spelniajacej sie paranoi sad
                    Skir Dhu
                    • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 21:26
                      Pisałam w trakcie innych zajęć, więc minęłam sie z Twoim postem i przepraszam za
                      mimowolne powtórzenia tego, co juz napisałaś.
                  • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 21:13
                    Do Skir (mogę Cię nazywać tak skrótowo?)
                    Napisałaś :
                    NIKT NIKOMU
                    > wolnosci, samodzielnosci, samostanowienia DAC NIE MOZE
                    i to jest świeta prawda wg mnie, natomiast, że
                    gruncie rzeczy, nie
                    > moze tez nawet odebrac
                    a, to z tym sie już nie zgadzam. Nie można dać wolności i samostanowienia - ani
                    narodom, ani jednostkom, zas zabrać - można. I jednym i drugim.
                    Piszesz:
                    A przypadku Natives, zaistnialy okreslone warunki historyczne, za ktore nie
                    > mozna miec dzis do nikogo pretensji. W ich wyniku, rzeczywistosc jest jaka
                    > jest. Sama sie nie poprawi ale tez MY nie mozemy jej IM poprawic. W tym jest
                    > caly problem - ONI to musza zrobic SAMI dla SIEBIE. Dopoki nie znajda W SOBIE
                    > tej sily, wszystkie NASZE dzialania pozostana jednostkowe, wycinkowe i bez
                    > wiekszego wplywu na caloksztalt.
                    Zawsze są "jakieś warunki historyczne", ale historia sensu stricto nie
                    rozgrzesza prześladowców i nie poprawia losu pokrzywdzonych....Czy można
                    poprawić zaistniałą rzeczywistość? W jakiejś niewielkiej części - pewnie tak.
                    Ale czy nie jest to raczej coś w rodzaju zadośćuczynienia, pokuty odprawianej
                    przez bardziej wrażliwe i humanitarne rządy i jednostki? A koła historii się nie
                    da zawrócić i pewnie na tym też polega ewolucja społeczna. Jak w biologii -
                    jedne gatunki/społeczności giną inne rozwijaja się - często kosztem tych
                    pierwszych.....
                    Te ginące, skazane na przegraną społeczeństwa, czasami otrzymują od historii
                    drugą szansę (Polska w wyniku podpisania Traktatu Wersalskiego , Żydzi dzięki
                    deklaracji Balfoura i póżniejszej uchwale ONZ) No i póżniej, oczywiście,"ONI to
                    musza zrobic SAMI dla SIEBIE" i daną szansę wykorzystać.
                    To tak w ramach dygresji i polemiki - bo miało być o metodach nauczania
                    tolerancji smile)
                    • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 23:16
                      No to wrocmy do metod nauczania tolerancji smile
                      Zupelnie przyziemnie mysle, ze wiele ma to wspolnego z wyrownywaniem szans
                      ekonomicznych. O ilez latwiej porozumiec sie ludziom o podobnych zasobach
                      niezaleznie od koloru skory czy religii, ktora Ich teoretycznie winna dzielic.
                      Przypomnij sobie niedawne wydarzenia z Francji - bieda i brak perspektyw
                      pozostaja zarowno skutkiem jak i przyczyna poczucia izolacji odczuwanym przez
                      kolorowa mlodziez z przedmiesc wielkich miast (upraszczam swiadomie, bo ten
                      temat tez sie nam moze pociagnac jak Mississipi).
                      Tak wiec jestem generalnie za wyrownanym, przyzwoitym poziomem publicznego
                      szkolnictwa oplacanego przez WSZYSTKICH podatnikow. Jestem za rownie wyrownana
                      ekonomicznie sluzba zdrowia dostepna dla wszystkich niezaleznie od dochodow.
                      Zupelnie egoistycznie na rzecz patrzac, jest to bowiem "w interesie" zamoznych
                      i wplywowych zeby mniej zamozni i mniej wplywowi byli zdrowi i nauczeni, bo
                      wtedy beda zarabiac na siebie i nie bedzie trzeba ani budowac dla Nich wiezien,
                      ani utrzymywac Ich przez pomoc socjalna.
                      A ludzie widzacy dla siebie szanse ekonomiczna, stojacy przed wyborem kupic
                      nowa skorzana kurtke czy podpalac samochod sasiada, w wiekszosci wybiora "mala
                      stabilizacje". I powoli beda sami chronic "wygodnych" ukladow. A gdy juz
                      przestana czuc sie wyizolowani i bez szans, gdy zaistnieja jako zwyczajni
                      koledzy ze szkoly czy pracy, taka codzienna, uliczna "tolerancja" pojawi sie
                      mimochodem, sama z siebie. Poprzez brak koniecznosci walki o cokolwiek.
                      To jest, oczywiscie, tylko jeden element w lancuszku budowy jakiegos
                      porozumienia i umiejetnosci zycia obok siebie lub nawet ze soba. Uwazam jednak,
                      ze jest to element podstawowy, bo splycajac sprawe - gdy nie wiadomo o co
                      chodzi, to zawsze chodzi o pieniadze a money makes the world go round wink
                      Skir Dhu
                      • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 24.02.06, 09:15
                        Uproszczenia i spłycenia są często konieczne.
                        Element ekonomiczny - oczywiście! Wszak byt określa świadomość, jak powiedział
                        dziadek Marks - i niewatpliwie miał rację.
                        Druga sprawa, to z pwnością wiedza, wykształcenie. Nie bez racji mówi się o
                        nietolerancyjnym Ciemnogrodzie.
                        Myślę też, że jednak i zobojętnienie na wiele spraw i problemów, ma swój udział
                        w kształtowaniu potocznie rozumianej tolerancji. Nie oburza nas szarganie
                        świętości, jeżeli takowych nie uznajemy, nie protestujemy, ze ktoś nam nadepnął
                        na odcisk, gdy takowego nie mamy....
                        Co gorsza, ten typ tolerancji, czasem prowadzi do zgody na zło. To już zależy od
                        tego, kto i do czego wykorzysta naszą tolerancję....Bo przy pomocy tolerancji,
                        równie dobrze można manipulowac jak wykorzystujac do tego nietolerancję.
                        Demony nietolerancji podpalają stosy. Tolerancja czasami daje czas tym demonom,
                        na zgromadzenie drewna na stosy.....
    • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 13:54
      Znamy współczesny polski fundamentalizm katolicki w wydaniu grzybkowym i nie ma
      sensu pisać i czytać co oni o tym sądzą. Ale pomyślałam, że może warto przejrzeć
      prasę katolicką z wyższej półki i zobaczyć, jak widzą to osoby wierzące. Czytam
      więc Tygodnik Powszechny:
      "Karykatury religijnej debaty
      Wydaje się, że publikacja miała charakter zamierzonej prowokacji. Nie tylko w
      Danii, ale także w wielu krajach europejskich, narasta sprzeciw wobec
      nadmiernej, zdaniem wielu, tolerancji w stosunku do mniejszości pochodzących z
      kręgu świata islamu. Coraz częściej słychać głosy, że za daleko sięga tolerancja
      wobec tych, którzy nie respektują dostatecznie europejskich praw i obyczajów.
      Należy do nich daleko sięgająca swoboda wyrażania swoich opinii i wolność
      publicznej debaty, obejmująca, z pewnymi ograniczeniami, prawo do szyderstwa. Od
      kiedy spór przybrał charakter międzynarodowy, na czoło argumentacji wysuwa się
      motyw bluźnierstwa, związany z religijnym zakazem sporządzania wizerunku
      Mahometa " - pisze Krzysztof Śliwiński
      I dalej
      "Problemem jest więc nie tyle sam wizerunek, ile zawarte w nim szyderstwo oraz
      powielanie stereotypu łączącego islam i współczesny terroryzm. W rzeczywistości
      wiele wypowiedzi i oskarżeń o urażenie uczuć religijnych zarzuca tym karykaturom
      raczej propagowanie rasizmu i islamofobii. To ostatnie pojęcie pojawia się coraz
      częściej, przez analogię do powszechnie potępianego w Europie antysemityzmu.
      Często słychać też zarzut, że bronione w Europie prawo do swobody opinii inną
      miarę stosuje wobec Żydów, a inną wobec Arabów. Historyczne doświadczenie
      zbrodni Holokaustu i współczesny lęk przed terroryzmem może tę sytuację
      wyjaśniać, ale nie usprawiedliwiać."
      Dobrze napisane, ale dlaczego pod koniec rozważań, autor zaleca, aby przestać
      dyskutować na powyższe tematy, bo dyskusja przebiega zbyt nerwowo....
      wiadomosci.onet.pl/1312288,240,kioskart.html
      Inaczej widzi to Wojciech Pięciak - w tej samej gazecie
      "trudno puścić mimo uszu sugestie, że ten ogólnoświatowy spór nie jest do końca
      spontaniczny, a jego dynamika podlega nie tylko mechanizmom „globalnego
      społeczeństwa informacyjnego". Trudno ocenić, na ile niektóre rządy (Syria,
      Arabia Saudyjska) inspirują protesty. Za to pokusa, by upiec polityczną pieczeń
      jest najwyraźniej zbyt wielka, aby nie uległy jej nawet władze Iraku czy
      Afganistanu, dla których to okazja, by dowieść swej wiarygodności.
      Religia, polityka – to jedno. Inna sprawa, że jak na dłoni widać tu
      nierównoczesność dwóch światów, upraszczając: „Zachodu" i „islamu". Islam nie
      przeszedł – jak świat judeo-chrześcijański – swojej fazy samokrytycyzmu. A
      chodzi nie tylko o wolność słowa czy rozdział państwa od religii, ale też o
      uznanie, że państwo i społeczeństwo obywatelskie to nie byty tożsame. Nawet
      jeśli więc jedna i druga „strona" mówią o tym samym, np. o uczuciach
      religijnych, to różny kontekst kulturowy sprawia, że rozmowa jest bardzo trudna."
      tygodnik.onet.pl/1560,1311074,dzial.html
      Może tutaj jest przysłowiowy pies pogrzebany? Przejść przez fazę krytycyzmu, tj
      w sumie zobojętnieć religijnie? może jesteśmy tolerancyjni (religijnie), kiedy
      jesteśmy obojętni? Kiedy nam "nie zależy"? Dlatego ateiści są tolerancyjni, bo
      nie wyznają konkretnej religii, tylko studiują religioznawstwo wink.
      No, chyba, że są wojującymi ateistami, a to już religia......
      • onkwe Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 23.02.06, 23:05
        Czas na podsumowanie z mojej strony, bo za bardzo zacznyna mnie 'wciagac' wink))

        s.d napisala:
        Ja dokladnie tak wlasnie mysle o Ormianach zamordowanych przez Turkow - MUSIELI
        ZGINAC. Byl czas, ze musieli. Szczesciem dla mnie osobiscie, nie zgineli
        wszyscy a ci, ktorzy przetrwali mieli w sobie chec i sile zeby kultywowac jezyk
        i obyczaje - paradoksalnie, rzez Ich wzmocnila i scalila - w tym tkwi szczescie
        tego akurat narodu. Podobnie najprawdopodobniej, rzecz sie ma z Zydami ale
        przez stulecia masz przyklady narodow, ktore nie mialy tej sily i po kolejnej
        wojnie, tragedii, klesce zywiolowej nigdy sie nie odrodzily.
        Moze taka jest i przyszlosc Natives? Nigdy sie juz naprawde nie odrodzic? Moze
        przetrwaja jedynie Innuici z Grenlandii, ktorzy sie zaparli i przez ostatnich
        20 lat zrobili gigantyczny wysilek w zadbaniu o trwanie ich jezyka? Moze
        przetrwaja tylko ci, ktorzy prowadza kasyna i stali sie bezwzglednymi
        biznesmenami?..etc...

        ---------------------------------
        Blad takiego rozumowania polega na tymi , ze 'Natives' traktuje sie zwykle
        we wszelkich tego rodzaju podsumowaniach, jak jeden narod/rase/kulture.
        Tymczasem porownywanie ich jako jednolitej grupy kulturowej , w kontekscie
        historycznych i spolecznych przemian upadku i wyginiecia, do Ormiani,
        Jacwingowi, Lemkow czy Zydow, nie ma najmniejszego sensu. Samych odrebnych
        rodzin jezykowych ( nie mowie o dialektach wchodzacych w obreb tej samej
        jezykowej rodziny ) w czasie przybycia na kontynent Kolumba bylo wiecej niz w
        Europie. Glowne z nich to ( zachowuje angielska pisownie, bo tak mi latwiej ):
        Algic (Algonquin), Iroquoian, Muskogean, Siouan, Athabaskan, Uto-Aztecan,
        Salishan, Eskimo-Aleut, Sahaptian, Miwok-Costanoan, Kiowa-Tanoan, Caddoan,
        Zuni. Do tej roznorodnosci jezykowej dodajmy roznorodne i czesto bardzo
        znamienne dla danej grupy cechy fizyczne, tradycje, obyczaje, wierzenia, a wiec
        cala kulture duchowa, takze tryb zycia i kulture materialna ( wyroby
        artystyczne, narzedzia, odziez, domostwa etc ) .

        Musimy w koncu zdac sobie sprawe, ze Indianie to okreslenie geograficzne, nic
        poza tym. W potocznym rozumieniu, od wiekow widzi sie ich jako przedstawicieli
        odrebnej, ‘czerwonej’ rasy, tej samej kultury o identycznych korzeniach ,
        tymczasem z antropologicznego punktu widzenia, Indianin Yanoama z dzungli
        amazonskiej ma tyle wspolnego z Indianinem z plemienia Mohawk, ile Polak z
        Hiszpanem, Turkiem lub Laponczykiem! W duzym uproszczeniu, mozna by
        powiedziec, ze pojecie Indianin, to odpowiednik pojecia Europejczyk . Jesli
        wiec mamy rozpatrywac ostateczny upadek Indian, robmy to porownujac go
        z ‘ostatecznym upadkiem’ Europy, a nie poszczegolnch nacji.

        Nie mozna generalizowac 'Indian', jak robi to s.d. ( na koncu swej wypowiedzi
        sama odzegnujac sie od generalizacji i stereotypow ). O ile Tainowie, a wiec
        plemie, ktore zetknelo sie z pierwszymi konkwistadorami juz rzeczywiscie nie
        istnieje, podobnie jak nie ma juz rdzennych mieszkancow Patagonii, o tyle
        niektore plemiona przezywaja odrodzenie. Zeby bylo ciekawiej sa to m.in. tez
        te dwa, ktore wymienila s.d jako zagrozonych wymarciem, a wiec Ojibwa i
        Mohawk. Statystyki ostatnich lat wykazuja wzrost populacji, wzrost liczby
        osob poslugujacych sie plynnie jezykiem mohawk, rosnie liczba plemiennych
        szkol 'jezyka i kultury' . Wiele sie robi ( glownie z inicjatywy
        samych 'tubulczych' organizacji), aby szerzyc wsrod mlodziezy ( i nie tylko
        wsrod mlodziezy ) pozytywne wzorce oparte na plemiennej tradycji, aby
        kultywowac jezyk i caly dorobek kulturowy. Umiejetnosc wplecenia we wspolczesne
        realia dawnych obyczajow, wierzen, bezkonflikotwe wspolistnienie i
        funkcjonowanie elementu ( upraszczajac ) 'indianskiego' z tym 'zachodnim',
        obserwuje we wlasnym, najblizszym otoczeniu. I jakos nie mam watpliowsci jak
        bedzie wygladac przyszlosc 'Natives'.Nie jestem nastawiona tak pesymistycznie
        jak s.d. Nie, nie uwazam ze tu i tam zachowa sie w niezmienionej i szczatkowej
        formie, ze cudem zostanie odtworzony w zamknietych rezerwatach (skansenach)
        tradycyjny sposob zycia 'Indian', ten znany z filmow, muzeow i przekazow
        historycznych . Nie ma takiej potrzeby i nie jest to niemozliwe. Ale mozliwa
        jest koegzystencja dwoch swiatow i czerpanie z roznychj kultur z zachowaniem
        wlasnej tozsamosci.

        Nastepna opowiastka "z zycia" wzieta, na zakonczenie. Seniorka rodu, (
        wywodzacego sie ze wslawionego rozruchami w latach 90tych, rezerwatu w Oka ) za
        tydzien konczy 90 lat. Zjedzie sie spora ‘native' rodzina rozproszona po
        calej Kanadzie. Bedzie i tort i swieczki, ale bedzie rowniez tradycjne
        blogoslawienstwo w jezyku mohawk polaczone z okadzaniem. My planujemy
        zorganizowac podklad muzyczny ( Peacemaker’s Lullaby ) w wykonaniu Elisabeth
        Hill ( pochodzi z plemienia Mohawk ale od lat mieszka w Nashville i nagrywa
        glownie w stylu country...brr wink . Peacemaker’s Lullaby to wspoleczesnie
        napisane utwory, ale wykonywane w calosci w jezyku mohawk. Beda tez tradycyjne
        przyspiewki plemienne z repertuaru Joanne Shenandoah. Wszystko wyglada tak
        naturalnie i slicznie, ale gdy pomysle, ze przez dziesiatki lat Babka skrzetnie
        ukrywala, nawet przed wnukami fakt, ze potrafi mowic w jezyku plemiennym, malo
        tego, starala sie zakamuflowac wlasne pochodzenie i do momentu gdy mloda
        generacja, juz wychowana w miastach, niby odizolowana od tradycji
        i "ucywilizowana" sama nie zaczela grzebac w "korzeniach" i wypytywac. Jak
        widac, w starszym pokoleniu, ktore przeszlo intensywne i
        przymusowe "wtapianie" w cywilizowana spolecznosc na poczatku wieku, istnieje
        ( nie bez przeczyny ) swiadomosc nalezenia do "gorszej" warstwy, a w
        zwiazku z tym niechec do ujawniania pochodzenia i do pielegnowania i
        przekazywania dorobku kulturowego. Sa to zachowania typowo obronne,
        zapewniajace jednostce przetrwanie, ale skazujace kulture i grupe na
        wyginiciecie. Na szczescie ten stan rzeczy ulega zmianie, co niestety nie
        wszyscy zdaja sie dostrzegac.

        To co pisze, wbrew pozorom nie ma nic wspolnego z tolerancja i dotyczy
        tylko "Indian".Podajac jako przyklady zjawiska obserwowane wokol mnie, zdaje
        sobie sprawe, ze te same mechanizmy i dynamika przemian zachodzi w kazdej
        kulturze "slabszej", a ulegajacej wplywom (naciskom) kultury dominujacej. ( a
        dieta nie ma tu nic do rzeczy ;0)

        Co do stereotypow, generalizacji i wiedzy guglowej nie mam potrzeby sie
        wypowiadac, bo myslimy bardzo podobnie.
        • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 24.02.06, 09:19
          Bardzo ciekawe jest to, co napisałaś o Indianach - dziekuję.
          Nic na ten temat nie wiedziałam.
          Uczymy się przez całe życie, poznajemy Świat - i wciąż tak mało wiemy....
          • skir.dhu Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 24.02.06, 15:18
            To ja dodam tylko, ze podobienstwo miedzy Toba a Hiszpanem tkwi w... trzustce.
            Podobnie jak podobienstwo miedzy Native (ktorymkolwiek z Polnocnej Ameryki)
            a... Chinczykiem. A wraz z tym podobienstwem tkwi tez i problem. Zarowno Ty,
            jak i Hiszpan radzicie sobie calkiem niezle z trawieniem alkoholu, nadmiaru
            tluszczu i cukru. Swiadomie upraszczam!!! smile Natomiast Native lub Chinczyk, lub
            Japonczyk nie radza sobie porownywalnie dobrze. Dlatego tez np. w spolecznosci
            Mohawks mieszkajacej tuz kolo moich quebeckich tesciow ponad 60 procent dzieci
            i mlodziezy cierpi na juvenile diabetes. I to naprawde jest wiekszy problem niz
            alkohololizm czy proby samobojcze.
            Chinczykow i reszte "Orientals" przez wiele lat chronila religia i ideologia.
            Zwroc uwage na sytuacje zdrowotna wielu chinskich dzieci dzis - ten sam problem
            choc na mniejsza skale niz u Natives, bo wciaz filozofia zyciowa jakos tam
            chroni, wciaz tradycyjna dieta nie odeszla w zapomnienie i zwyczajnie zle
            pojeta "westernizacja" zycia trwa krocej niz w przypadku amerykanskich Natives.
            Moja wiedza na ten temat to wylacznie ochlapy wynikajace z koniecznosci
            zaznajamiania sie z anatomia i antropologia w ramach zawodowego kontekstu.
            Podobnie zreszta interesuje mnie anatomia Jamaicans vs. Murzynow z Afyki
            saharyjskiej itp. Nawet sobie, Onkwe, nie zdajesz sprawy jak bardzo jestes
            podobna do Hiszpana jako Polka smile)) I raczej winnas sie cieszyc z tego powodu,
            szczegolnie jesli wczorajszy Tlusty Czwartek uczcilas paczkiem i jeszcze np.
            mialas do niego kieliszeczek wina smile
            Aha, i zeby nie bylo watpliwosci - to nie jest zadne porownywanie ras typu dr.
            Mengele czy cos w tym rodzaju. Z tysiaca wzgledow klimatycznych i
            historycznych, ludy zyjace na okreslonych terenach i odzywiajace sie jakos tam,
            wyksztalcily takie enzymy, jakie wyksztalcily. Problemy zaczely pojawiac sie
            wraz z mieszaniem sie ludow i diet, przemieszczaniem w terenie, zmiana wierzen
            (religia zawsze byla jak najbardziej zwiazana z higiena zycia) a ostatnio z
            powszechna na swiecie "amerykanizacja" zycia obecna zarowno w jedzeniu,
            ubraniu, sposobach przemieszczania sie czy chocby tym torcie ze swieczka
            planowanym dla seniorki rodu smile
            A tak w ogole, to Onkwe musisz byc konsekwentna - zaczelas od Indianca na rogu
            ulicy a potem masz nagle zal, ze traktuje wszystkich Natives jako jednosc. To
            przeciez zawsze zalezy od kontekstu - Natives sa "in trouble" z powodu zdrowia.
            Ich szanse na przetrwanie sa coraz mniejsze - ani ja, ani mam nadzieje Ty nie
            doczekamy Ich konca ale zapewne nasze wnuki moga byc jego swiadkami. Co,
            oczywiscie, nie jest przesadzone. Jesli faktycznie znajda w sobie "moc", ktora
            wesprze Ich we wstrzemiezliwosci, w dbaniu o higiene zycia lub... jesli kolejny
            doktor Banting znajdzie sposob by LECZYC chora trzustke lub ja wymieniac, to
            sytuacja poprawi sie znacznie. Bo ta moc czy sila nie dotycza wylacznie jezyka
            badz szeroko pojetej kultury, czesto to wylacznie kwestia zwyczajnego "dbania o
            siebie".
            Obysmy tylko zdrowi byli.
            I przepraszam za skret watku jeszcze raz. To starosc - te dygresje do
            dygresji wink
            Skir Dhu
            • kanoka Re: Nauczanie tolerancji przez obrazę i prowokacj 24.02.06, 16:01
              Lubię skręty medyczne wink
              • onkwe skrety.... 24.02.06, 16:43
                Nie uwazam, zeby wszelkie skrety wychodzily temu watkowi na zle....Czlowiek
                cale zycie sie uczy, takze na forum, prawda ? wink))

                No to jadziem.. wink)

                S.d napisala:
                To ja dodam tylko, ze podobienstwo miedzy Toba a Hiszpanem tkwi w... trzustce.
                Podobnie jak podobienstwo miedzy Native (ktorymkolwiek z Polnocnej Ameryki)
                a... Chinczykiem.
                A wraz z tym podobienstwem tkwi tez i problem. Zarowno Ty,
                jak i Hiszpan radzicie sobie calkiem niezle z trawieniem alkoholu, nadmiaru
                tluszczu i cukru. Swiadomie upraszczam!!! smile Natomiast Native lub Chinczyk, lub
                Japonczyk nie radza sobie porownywalnie dobrze. Dlatego tez np. w spolecznosci
                Mohawks mieszkajacej tuz kolo moich quebeckich tesciow ponad 60 procent dzieci
                i mlodziezy cierpi na juvenile diabetes. I to naprawde jest wiekszy problem niz
                alkohololizm czy proby samobojcze.
                ------------------------------------------
                Onkwe odpowiedziala:
                No widzisz, Mohawki kolo Quebecu to diabetyki...i juz mamy "trzustkowe"
                podsumowanie wszystkich Natives wink) A cukrzyca i trzustkowe powiklania wcale np
                nie jest problemem nr jeden w 'Kanai Reserve', w osiedlach poza kregiem
                polarnym, czy w w Tofino na Wyspie Vanvouver. Wiec dlatego caly czas
                postuluje, aby nie upraszczac i nie ujednolicac, bo nasi czytelnicy nie
                pozbeda sie przekoniania ze Indianie to spojne spoleczenstwo z nadwaga i
                trzustkowymi problemami, o prawie tych samych cechach antropologicznych i
                spolecznych uwarunkowaniach... Poza tym, jak sama dobrze wokol siebie widzisz,
                statystycznie rzecz biorac, 'nienativowy' Kanadyjczyk ( i Amerykanin ) do
                szczuplutkich i dobrze przerabiajacych wszelkie nadmiary, nie nalezy.. crying


                S.d:
                Chinczykow i reszte "Orientals" przez wiele lat chronila religia i ideologia.
                Zwroc uwage na sytuacje zdrowotna wielu chinskich dzieci dzis - ten sam problem
                choc na mniejsza skale niz u Natives, bo wciaz filozofia zyciowa jakos tam
                chroni, wciaz tradycyjna dieta nie odeszla w zapomnienie i zwyczajnie zle
                pojeta "westernizacja" zycia trwa krocej niz w przypadku amerykanskich Natives.
                Moja wiedza na ten temat to wylacznie ochlapy wynikajace z koniecznosci
                zaznajamiania sie z anatomia i antropologia w ramach zawodowego kontekstu.
                Podobnie zreszta interesuje mnie anatomia Jamaicans vs. Murzynow z Afyki
                saharyjskiej itp. Nawet sobie, Onkwe, nie zdajesz sprawy jak bardzo jestes
                podobna do Hiszpana jako Polka smile)) I raczej winnas sie cieszyc z tego powodu,
                szczegolnie jesli wczorajszy Tlusty Czwartek uczcilas paczkiem i jeszcze np.
                mialas do niego kieliszeczek wina smile
                --------------------------------------------
                Onkwe:
                Musze spasowac przy takich fachowych dywagacjach, bo przyznam, juz od paru
                ladnych lat zawodowo nie mam do czynienia z antropologia (w etnologicznym
                glownie aspekcie), wiec dzie mi tam do Twoich, s.d., profesjonalnych rozwazan o
                diecie itp anatomicznych dywagacjach. Socjologia tez zajmuje sie juz prawie
                wylacznie jako hobby, ambitnie co prawda usilujac dotrzymywac roku mlodemu
                adeptowi, ktory, co mnie bardzo cieszy, poszedl w slady ... ale lata nie te i
                stetryczaly umysl nie przyswaja w takim tempie wszystkich nowinek naukowych. A
                zmienilo sie wiele, oj wiele na tym polu, od czasu, gdy opuszczalam mury
                szacownego przedszkola naukowego za morzem.
                Wiesz s.d., ja nawet nie pamietalam ze wczoraj byl Tlusty Czwartekwink Jak
                myslisz, czy to moze z tego powodu, ze nie zdaje sobie sprawy, iz jestem
                Polka, w dodatku podobna do... tfu..Hiszpana!?( zaprawde, skoro juz, wolalabym
                abys porownywala mnie do Hiszpanki wink)
                Do tej pory mialam sie, z punktu widzenia trzustkowego, za dziwna mieszanke
                antropologiczno-narodowosciowa, ale skoro, jako fachowiec twierdzisz inaczej,
                to cholera, kto wie, moze i masz racje...wink)) Zreszta. Co ja tam wiem, toz w
                ekszperckim watku wyraznie dalam do zrozumienia, ze na Indianach i inszych
                dziwach natury sie nie znam ..wink


                S.D:
                Aha, i zeby nie bylo watpliwosci - to nie jest zadne porownywanie ras typu dr.
                Mengele czy cos w tym rodzaju. Z tysiaca wzgledow klimatycznych i
                historycznych, ludy zyjace na okreslonych terenach i odzywiajace sie jakos tam,
                wyksztalcily takie enzymy, jakie wyksztalcily. Problemy zaczely pojawiac sie
                wraz z mieszaniem sie ludow i diet, przemieszczaniem w terenie, zmiana wierzen
                (religia zawsze byla jak najbardziej zwiazana z higiena zycia) a ostatnio z
                powszechna na swiecie "amerykanizacja" zycia obecna zarowno w jedzeniu,
                ubraniu, sposobach przemieszczania sie czy chocby tym torcie ze swieczka
                planowanym dla seniorki rodu smile
                ---------------------------------------

                Onkwe:
                Kurde, no dobra, to dlaczego 80% mojej mohawkowej rodziny i ich znajomych nie
                dosc, ze nie cierpi na nadwage, to jeszcze wyraznie przydaloby sie ich
                dokarmic!? Szczegolnie Babke ! wink) Moze tym tortem sie uda..wink)


                S.d.:
                A tak w ogole, to Onkwe musisz byc konsekwentna - zaczelas od Indianca na rogu
                ulicy a potem masz nagle zal, ze traktuje wszystkich Natives jako jednosc.To
                przeciez zawsze zalezy od kontekstu - Natives sa "in trouble" z powodu zdrowia.
                -----------------------------
                • kanoka Re: skrety.... 24.02.06, 17:19
                  Czytam z wypiekami smile)
                  Wątek jest tolerancyjny, więc na skręty też. Te medyczne, antropologiczne i
                  socjologiczne. Byle ciekawe.
                  A tak na serio, to myślę, że nie da się uniknąć "zniekształceń zawodowych",
                  piszac /mówiąc o sprawach, w których my sami - lub inni nas - uważają za
                  ekspertów. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia - nie tylko w sensie
                  potocznym....Ludzie aktywni zawodowo, na pytanie - kim jesteś, najczęściej
                  odpowiadają - matematykiem, biologiem, adwokatem, murarzem....a nie - matką,
                  ojcem, kochankiem, filatelistą..... Więc i nasz zawód, zwłaszcza wykonywany
                  dobrze i z pasją, wływa na nasz odbiór rzeczywistości, we wszystkich jej
                  przejawach.
                • skir.dhu Re: skrety.... 24.02.06, 18:06
                  W Tofino problem diabetes jest dokladnie taki sam jak u Twoich Mohawks kolo
                  moich tesciow smile To samo za Kregiem Polarnym - tam jest to wrecz katastrofa.
                  jak narazie jedni z nielicznych z "taka sama trzustka", ktorzy sie bronia przed
                  tym trendem to Mongolowie ale i na Nich tez pewnie przyjdzie "kryska" sad
                  A diabetes nie u wszystkich przejawia sie najpierw otyloscia.
                  Co ciekawe, pierwsze opisy swoistej epidemii cukrzycy u Natives na Vancouver
                  Island mozna znalezc w gazetach vancouverskich z koncowki lat 20-tych
                  porownujacych spolecznosc Natives ze spolecznoscia japonskiego community w
                  pobliskim Chimunesu, w ktorym dzis po Japonczykach ostal sie jedynie mural z
                  pewnym scoutem a po Natives pare totemow przy nieczynnej juz chyba stacji
                  kolejowej.
                  Nie bardzo wiem jak interpretowac Twoj ton - z tym, przyznaje, miewam klopoty w
                  polskim. Czy to kpina, ironia, sarkazm, wspolczucie, sympatia? Naprawde nie
                  wiem, wiec chyba skoncze dygresje, bo po raz kolejny mam poczucie, ze jednak
                  dyskusje po polsku zaczynaja mnie przerastac sad A moze to tylko dyskusje w
                  net'cie, gdzie nie widac ludzkiej twarzy - sama nie wiem. Jesli odebralas moja
                  wypowiedz jako wymadrzanie sie to ja bardzo przepraszam, nie bylo to moim
                  zamiarem. Moze faktycznie przywiazuje zbyt duza wage do przykladow z
                  przeszlosci i mam zbyt malo zaufania do terazniejszosci i przyszlosci. Moze
                  rzeczywiscie "trzeba z zywymi naprzed isc" itd, i nie zawracac sobie glowy tym,
                  ze innym w przeszlosci sie nie udalo?
                  Co do diety tylko wtrace, ze nie chodzi tylko CO sie je ale ILE i JAK CZESTO.
                  Popatrz na nas - urodzonych i wykarmionych w Europie. Jemy mniej wiecej to, co
                  nasi przodkowie ale zmienily sie proporcje i czestotliwosc spozywania roznych
                  produktow, zaprzestalismy stosowania roznych form glodowek czy para-glodowek -
                  stracilismy pewna forme kompasu wewnetrznego, ktory dawniej wynikal z braku.
                  Teraz jest nadmiar i za to tez placimy. Slono wink To znowu straszny skrot. I juz
                  koncze, bo naprawde zaczyna mi brakowac slow.
                  Ide ogladac curling.
                  Skir Dhu
                  • onkwe Re: skrety.... 24.02.06, 19:08
                    skir.dhu napisała:

                    > W Tofino problem diabetes jest dokladnie taki sam jak u Twoich Mohawks kolo
                    > moich tesciow smile To samo za Kregiem Polarnym - tam jest to wrecz katastrofa.
                    > jak narazie jedni z nielicznych z "taka sama trzustka", ktorzy sie bronia
                    przed
                    >
                    > tym trendem to Mongolowie ale i na Nich tez pewnie przyjdzie "kryska" sad
                    > A diabetes nie u wszystkich przejawia sie najpierw otyloscia.

                    S.d. Nie, nie nieguje i nie bagatelizuje problemu cukrzycy (powiedzmy to po
                    polskiemu, zeby czytelnicy nie musieli latac po slownikach )wsrod
                    autochtonicznej ludnosci kontynentu (w tym wypadku Kanady) zdajac sobie
                    doskonale sprawe, ze przed 1940 rokiem ten problem praktycznie nie istnial. W
                    ostatnich latach nastapil rzeczywiscie niesamowity wzrost zachorowan i smierci
                    spowodowanej cukrzyca wsrod tubylczej ludnosci i masz racje, problem znany jest
                    wszedzie tam, gdzie ulegl zasadniczym przemianom tryb zycia, czyli praktycznie
                    wszedzie. Ale, ale...sa statystki i tendencje to raz, a wyjatki nie sa az takie
                    wyjatkowe, jak sie sugeruje.
                    I nastepna ciekawostka z "zycia" . W 'mojej' chudej na ogol, rodzinie Mohawk
                    rowniez znany jest tragiczny przypadek ciotki, ktora zeszla 15 lat temu z tego
                    swiata, po stopniowych amputacjach trzech konczyn, w wyniku wlasnie powiklan i
                    nastepstw cukrzycowych. Duza byla kobita. Choc wiekszosc swego zycia spedzila w
                    USA, zostala pochowana na cmentarzu przodkow, w Oka.
                    Jednakowoz, co podkreslam z naciskiem, cukrzyca i jej przyczyny, jest tylko
                    jednym z koncowych ogniw lancucha... Wszystko sie ze soba zazebia. Cukrzyca
                    jako rosnaca przyczyna smierci i chorob, spowodowanych z kolei zmiana trybu
                    zycia ( np brak aktywnosci fizycznej w takim stopniu jak dawniej, za czasow
                    polowan, przemieszczania sie i poruszania sie "per pedes" lub konno )i dieta (
                    chyba oczywiste jak zmienilo sie "menu" ), ktore to elementy z kolei znajduja
                    swoje zrodlo w historyczno-socjo-kulturowych przemianach zachodzacych w tym
                    srodowisku, a ktore to zmiany jakby nie bylo sa takze "nasza zasluga" (o czym
                    wczesniej maglowalismy). Ale, kiedy zaczniemy rozpatrywac rosnacy,
                    zastraszajacy wskaznik samobojstw wsrod wielu grup 'native' mlodziezy, wzrost
                    narkomanii, depresji , wnioski wyciagniemy bardzo podobne i dotrzemy do
                    podobnego punktu wyjscia.

                    > Co ciekawe, pierwsze opisy swoistej epidemii cukrzycy u Natives na
                    Vancouver
                    > Island mozna znalezc w gazetach vancouverskich z koncowki lat 20-tych
                    > porownujacych spolecznosc Natives ze spolecznoscia japonskiego community w
                    > pobliskim Chimunesu, w ktorym dzis po Japonczykach ostal sie jedynie mural z
                    > pewnym scoutem a po Natives pare totemow przy nieczynnej juz chyba stacji
                    > kolejowej.

                    Nie wiem , czy sugerujesz ze na Wyspie Vvancouver nie ma juz "Natives" ??? W
                    czasie moich ostatnich tam odwiedzin, m.in. rezerwatu Hesquiaht First Nation,
                    ciagle jacys sie tam platali... wink
                    A w zwiazku z Twoja uwaga nasunela mi sie tez taka dygresja.Wioski w Polsce
                    rowniez od lat ilus pustoszeja. Mlodzi uciekaja do miast, starzy wymieraja.
                    Ginie tradycja, ziemie leza odlogiem, mlodzi sie urbanizuja i traca "lokalna,
                    regionalna tozsamosc".
                    W sumie bardzo podobnie ma sie sprawa w wielu spoelcznosciach tubylczych, mimo
                    ze zycie w rezerwacie ma tez niewatpliwie"dobre strony" ( pisze w cudzyslowie,
                    bo jest to bardzo kontrowersyjne, z punktu widzenia socjolo-medycznego wlasnie,
                    dobro)

                    > Nie bardzo wiem jak interpretowac Twoj ton - z tym, przyznaje, miewam klopoty
                    w
                    >
                    > polskim. Czy to kpina, ironia, sarkazm, wspolczucie, sympatia? Naprawde nie
                    > wiem, wiec chyba skoncze dygresje, bo po raz kolejny mam poczucie, ze jednak
                    > dyskusje po polsku zaczynaja mnie przerastac sad A moze to tylko dyskusje w
                    > net'cie, gdzie nie widac ludzkiej twarzy - sama nie wiem. Jesli odebralas
                    moja
                    > wypowiedz jako wymadrzanie sie to ja bardzo przepraszam, nie bylo to moim
                    > zamiarem. Moze faktycznie przywiazuje zbyt duza wage do przykladow z
                    > przeszlosci i mam zbyt malo zaufania do terazniejszosci i przyszlosci. Moze
                    > rzeczywiscie "trzeba z zywymi naprzed isc" itd, i nie zawracac sobie glowy
                    tym,
                    >
                    > ze innym w przeszlosci sie nie udalo?

                    Jak mnie interpretowac? Przede wszystkim wyluzowac i nie podchodzic do
                    wszystkiego co pisze (ja i inni ) tak strasznie powaznie... wink)) To tylko
                    forum...
                    A ja juz niestety mam tak wbudowane w "kod genetyczny", ze lubie sobie
                    pofikac ..wink) BTW, Twoj polski jest doskonaly, co stwierdzam z uznaniem, bez
                    ironii, kpiny, sarkazmu, wspolczucia, czy symatii...wink)) Nie kryguj sie wiec,
                    tylko pisz. Wszak praktyka czyni mistrza..smile

                    > Co do diety tylko wtrace, ze nie chodzi tylko CO sie je ale ILE i JAK CZESTO.
                    > Popatrz na nas - urodzonych i wykarmionych w Europie. Jemy mniej wiecej to,
                    co
                    > nasi przodkowie ale zmienily sie proporcje i czestotliwosc spozywania roznych
                    > produktow, zaprzestalismy stosowania roznych form glodowek czy para-glodowek -

                    > stracilismy pewna forme kompasu wewnetrznego, ktory dawniej wynikal z braku.
                    > Teraz jest nadmiar i za to tez placimy. Slono wink To znowu straszny skrot. I
                    juz
                    >
                    > koncze, bo naprawde zaczyna mi brakowac slow.
                    > Ide ogladac curling.


                    No to skoro nie mam telewizjora i nie moge ogladac zamiataczy lodu, poslizgam
                    sie po temacie.
                    S.d., ja tam sobie smiem myslec pozytywnie o swiecie. Takze o tej perfidnej
                    cukrzycy i diecie "naszych nativow". Mielismy tyle epidemii i zagrozen, gdy
                    naukowcy i lekarze trabili na alarm, prorokujac rychly koniec lub
                    przetrzebienie populacji... Gruzlica, polio, AIDS... I co? Bicie na alarm na
                    czas spowodowalo szybkie przeciwdzialania (lecznicze i prewencyjne), ktore
                    zdolaly zahamowac i powstrzymac marsz smierci. Mysle ze podobnie bedzie i w tym
                    przypadku. Juz bowiem od kilku lat trwaja akcje zmierzajace do zahamowania
                    postepu choroby, majace na celu uswiadomienie spoleczenstwa, zapobieganie
                    poprzez zmiany nawykow zywienia, trybu zycia etc. To jest to,o czym pisalam
                    wczesniej gdzies, ze same spolecznosci tubylcze zaczynaja dostrzegac problem i
                    walczyc z nim we wlasnym zakresie, ze rozpowszechniaja sie w coraz wiekszym
                    stopniu wewnetrzne strukturay "samopomocy", choc rowniez niemala zasluge maja
                    organizacje i fundusze rzadowe przyczyniajac sie do ratowania populacji. Na
                    pewno wiesz wiecej niz ja o wielu aspekatch dotyczacych tego zagadnienia, jako
                    ze w tym siedzisz, ale uwierz mi,ja rowniez siedze w czyms, co nieskromnie
                    uwazam, daje mi prawo do bardziej optymistycznego podsumowania i stwierdzenia,
                    ze jeszcze nie jest za pozno!

                    Jak nie lubie linek z dlugasnymmi artykulami, tak ta raza pozwole sobie jedna
                    wrzucic, stara ale jara... bo z 2000 roku, dla tych, ktorzy lataja w
                    angielskim wink)
                    S.d. moze spokojnie nie czytac i rozkoszowac sie slizganiem kamieni, ma to
                    wszystko w malym palicu ..smile) ( zaznaczam - null ironii , zlosliwosci i takich
                    tam innych perfidnych wplywow w powyzszym zdaniu smile

                    www.cmaj.ca/cgi/content/full/163/5/561
                    • kanoka Re: skrety.... 24.02.06, 20:06
                      To dobrze, że myślisz pozytywnie, Onkwe,ja też staram się. Ale jeżeli powstało
                      coś takiego jak NADA, to myślę, że problemu nie można lekceważyć.
                      Widzisz, poguglowałam wink.Linki nie rzucam, bo takowych Ty i Skir nie lubicie.
                      Wiadomo, wszyscy potrafimy guglować.
                      A tak na serio, to guglowanie czasem jest nabytym (i chyba nieuleczalnym)
                      skrzywieniem zawodowym.
                      Sprecyzować zagadnienie, zobaczyć, dowiedzieć się co wiadomo, co zrobili inni,
                      podać źródła (żeby nikt nie posądził o plagiat wink)
                      Ci co siedzieli kiedyś nad indeksami w bibliotekach, teraz szukają w
                      wyszukiwarkach internetowych. Różnych.
                      Takie czasy.
                      • kornikuno Re: skrety.... 25.02.06, 00:07
                        No wlasnie....
                        Skrety!
                        byl ciekawy watek: bo przeciez tyle sie dzieje i chyba jakies
                        opinie/wrazenia/odczucia w zwiazku z tym mamy?
                        ...ale sie skrecil..
                        trudnosmile to za pozna pora jak dla mnie, aby wyprowadzac watek na prostawink
                        moze jutro...
                        Pozdrawiam Wszystkich serdecznie
                        IzaBella
                        • onkwe Re: skrety.... 25.02.06, 00:31
                          BYL ciekawy ???? Ty se, Bellka, uwazaj !!... wink))

                          Skoro opinie/wrazenia/odczucia krystalizuja nam sie najlepiej na skretach niech
                          nikt sie nie wazy nic tu prostowac ..wink) To, ze 2-3 osoby zjechaliy sobie na
                          bezdroza indianskie, nie wyklucza mozliwosci paralelnego rajdowania innych po
                          meritach...

                          Uczymy sie, kurde, tolerancji, w koncu, czy nie ? wink)

                          Kanoka widze pilnie gugluje wink... Oprocz NADA istnieje cala kupa, organizacji
                          pod flaga "Aboriginal" ( o zasiegu krajowym i regionalnym), zajmujacych sie np
                          AIDS/HIV, dyskryminacja w miejscu pracy i szkole etc.. A skoro powstaly, to
                          swiadczy to chyba o zlozonosci problemow i takze o tym, ze na trzustce swiat
                          sie nie konczy ..wink

                          I to by bylo na tyle...
                          • kanoka Re: skrety.... 25.02.06, 09:08
                            Oj, uczymy sie tej tolerancj i to przez całe życie. Skręcając czasem na manowce
                            - rzecz jasna wink
                            No, to jak juz jesteśmy na tych manowcach, to oświećcie proszę Kanadyjki
                            profana, jak to z tymi Natives jest? No, bo że trzeba przeciwdziałać
                            dyskryminacji w pracy i w szkole (każdej - w tym i na tle rasowym), ułatwiać
                            dostęp do wiedzy (jak i u nas dzieciom z rodzin ubogich,zaniedbanych),
                            przeciwdziałać patologii społecznej (jak wzędzie), kultywować kulturę i sztukę
                            (modny dzisiaj wszedzie powrót do korzeni - zwłaszcza jeżeli zainteresowani
                            sami do tych korzeni chcą wracać), że - gdy są rasowe predyspozyscje
                            metaboliczne/genetyczne - do niektórych schorzeń, to powstają osobne placówki
                            zdrowotne z uwzglednieniem szczegółowej specjalizacji medycznej. Ale, jak
                            na tak wielu płaszczyznach(zawsze pod hasłem Natives/Aboriginal) w prawie w
                            każdej dziedzinie życia, (bo tak mi to z netu wygląda), oddziela się ich od
                            reszty, to czy nie jest to taki rasizm a rebours? Tu sa Natives, którzy wymagają
                            odrębnego traktowania w każdej sytuacji - a tam reszta? I czy to jest dla nich
                            rzeczywiście dobre?
                          • kanoka Re: skrety.... 25.02.06, 09:15
                            A wracajac raz jeszcze do skrętów i wynikającego z nich dla mnie guglowania, to
                            dzięki Onkwe, za impuls(żeby nie pisać - prowokację), który skłonił mnie do
                            poczytania o kulturze, sztuce, życiu i różnorodności Natives.
                            Tym razem nie w aspekcie medycznym smile)
                            • fedorczyk4 Re: skrety.... 25.02.06, 10:29
                              No, no Szanowne Panie, czytam Wasza dyskusję od początku i chylę czoła przed
                              całą trójką. Pasjonująca, wzbogacająca. Dusza ma pławi się w rozkoszy. Nie
                              wtrącam się, bo posługujecie się odnośnikami które są bardzo dla mnie odległe,
                              moja wiedza o Natives może nie jest zerowa, ale jednak nie uprawnia mnie do
                              zabierania głosu. Zresztą omiatacie tak szerokie spektrum poglądowe, że prędzej
                              czy później jedna z Was pisze coś pod czym i ja mogłabym się podpisać jako pod
                              moja opinią, więc odzywam się tylko żeby wyrazić. Choć może pisnę jedno: nie
                              zgadzam się z nieuchronnością. "Tak musiało być" wywołuje we mnie protest.
                              Wyciąganie wniosków z wiedzy faktograficznej powinno pozwolić na
                              przeciwdziałanie. Można i powinno przewidywać się pewne reakcje na akcje. Gdyby
                              przeważał rozum a nie doraźne racje ekonommiczne, wiele rzeczy można było
                              uniknąć. Futurystyczne myślenie na bazie danych historycznych, etnograficznych,
                              kulturoznawczych i socjologicznych powinno wejść w zakres nauczania
                              politologii.
                              • warum Re: skrety.... 25.02.06, 11:54
                                Cierpliwie czekalam na taki wpis jaki "popelnila" Fedorczyksmileczytam z wielkim
                                zainteresowaniem caly ten watek, "skrety"/ w zdrowej iloscismile/ jak najbardziej
                                popieram.
                                Cyt.F.".. nie zgadzam się z nieuchronnością. "Tak musiało być" wywołuje we mnie
                                protest. Wyciąganie wniosków z wiedzy faktograficznej powinno pozwolić na
                                przeciwdziałanie. Można i powinno przewidywać się pewne reakcje na akcje. Gdyby
                                przeważał rozum a nie doraźne racje ekonommiczne, wiele rzeczy można było uniknąć."
                                Otoz moje pytanie brzmi:- Kto i w czyim interesie mialby to robic? Prosze o
                                uwzglednienie w swoich odpowiedziach, ze "tolerancja" jest tematem przewodnimsmilea
                                tak zabczajac z tematu- altruizm na wymarciu,a egoizm w cenie. Chyba historia
                                pokazala ,ze nie ma uniwersalnych /doskonalych?/ metod, ktore pozwolilyby
                                wspozyc i jednoczesnie zachowac odrebnosc. Predzej czy pozniej zawsze nastapi
                                przesilenie i nie bedzie tej pozornej rownowagi praw i obowiazkow w
                                spoleczenstwie.Bo ludzie z natury sa rozni i na dodatke ulegaja
                                wplywomsadPozdrawiam i cierpiliwie czekam az Ci zza wielkiej kaluzy wstanasmile
                                • kanoka Re: skrety.... 25.02.06, 12:22
                                  Warum, Fed, Korniku - nie czekać, a pisać smile)
                                  Też z chęcią poczytam, co myślicie - i w temacie i na skręty - obecne i
                                  przyszłe. A teraz wybywam, bo właśnie przyjechało moje ślubne szcżęście(MŚS)ze
                                  stolicy.
                                  • warum Re: skrety.... 25.02.06, 12:27
                                    Wyjdz Knk Szczesciu naprzeciw!smile)I usciskaj od nassmile
                                • fedorczyk4 Re: skrety.... 25.02.06, 12:27
                                  warum napisala:
                                  > Otoz moje pytanie brzmi:- Kto i w czyim interesie mialby to robic? Prosze o
                                  > uwzglednienie w swoich odpowiedziach, ze "tolerancja" jest tematem
                                  przewodnimsmile
                                  > a
                                  > tak zabczajac z tematu- altruizm na wymarciu,a egoizm w cenie. Chyba historia
                                  > pokazala ,ze nie ma uniwersalnych /doskonalych?/ metod, ktore pozwolilyby
                                  > wspozyc i jednoczesnie zachowac odrebnosc. Predzej czy pozniej zawsze nastapi
                                  > przesilenie i nie bedzie tej pozornej rownowagi praw i obowiazkow w
                                  > spoleczenstwie.Bo ludzie z natury sa rozni i na dodatke ulegaja
                                  > wplywomsadPozdrawiam i cierpiliwie czekam az Ci zza wielkiej kaluzy wstanasmile


                                  Ja w kwestii Twojego pytania (mam nadzieje nie otrzasnelas sie z obrzydzeniem
                                  na moj post). Moim zdaniem kultury uwazane obiegowo, za bardziej cywilizowane,
                                  rozwiniete, kraje bogate, powinny. Z bardzo prostego powodu, glodny i biedny
                                  wszystko zdepcze i pokona zeby miec i zdobyc. Znacznie latwiej jest ingerowac,
                                  cywilizowac, metodami pozytywistycznymi zachowujac umiar, niz potem bronic sie
                                  przed atakami terrorystycznymi i zamieszkami. Chaos nigdy nie sprzyjal
                                  rozwojowi ekonomicznemu
                                  • warum Re: skrety.... 25.02.06, 12:33
                                    Alez ja sie z Toba calkowicie w tym zgadzam. Co prawda juz kiedys o tym
                                    rozmwiaialismy na forum i 2x nie pisze/powtarzam, bo pogladow nie zmienilam w
                                    miedzyczasie.Ale obserwujac / ogolnie rozne dziedziny zycia/ wraca do mnie jak
                                    bumarang-ze pojecie "podziel sie" z kims , kto nie ma- jest idealistyczne, a nie
                                    realistyczne. Zauwaz,ze ci co maja czym sie dzielic, wcale tego nie robia.
                                    • fedorczyk4 Re: skrety.... 25.02.06, 12:40
                                      A szkoda bo dobrze by na tym wyszlismile
                                      • onkwe Re: ostatni zakret... 25.02.06, 23:09
                                        Kanoko, poruszylas bardzo ciekawy problem. Ciekawy i skomplikowany. Powaznie
                                        zastanawiam sie nad zalozeniem odrebnego tematu (kto jest za?!), w ktorym osoby
                                        posiadajace troche wiedzy, checi i czasu (licze tu przede wszystkim na
                                        niezastapiona s.d, ale rowniez moze maryna, i kto tam jeszcze ??? ) moglyby
                                        sobie wpadac i pisac np sytuacji i problemach wszelakich mniejszosci narodowych
                                        i tubylczych ( tu apel do "kangurow" i "kiwi" jesli sie tacy znajda!) w
                                        roznych "egzotycznych" miejscach wink, co z kolei, mam nadzieje, wprowadziloby
                                        wiecej "elementu miedzykontynentalnego" na forum.

                                        Obecna sytuacja prawno-spoleczna ludnosci autochtonicznej Kanady ( i USA )
                                        jest niejako wypadkowa dlugotrwalego procesu "asymilacji" i wspolistnienia
                                        roznych kultur, ktory rozpoczal sie od pojawienia pierwszych zamorskich "gosci"
                                        na kontynencie ( Wikingowie, Kolumb, czy.. ?? wink oraz ewolucji czynnikow
                                        politycznych, gospodarczych i swiatopogladowych.Byloby wiec o czym pisac, a
                                        kolejny skret tutaj moglby wprowadzic niepotrzebny element zapalny wink


                                        Widze, czytajac wpisy z ostatnich godzin, ze nie tylko nie
                                        zanudzilysmy "nativowo", ale przyczynilysmy sie do rozbudzenia zainteresowania
                                        odleglymi geograficznie i nie zawsze dla wiekszosci znanymi, zagadnieniami.
                                        Tak trzymac ! smile)
                                        Kiedys lubilam sobie z rana podczytywac i popisywac ( takze sie wink, takie jedno
                                        forum, gdzie w ciagu pierwszych 15 minut mozna bylo, z tematow znajdujacych sie
                                        na gorze watkowej drabinki, dowiedziec co w trawie i na swiecie piszczy, przy
                                        tym rozerwac niezle, nieraz jajecznie, czasem podenerwowac, gdy poszli wszyscy
                                        na noze. Co sobie najbardziej w tym calym maglu cenilam, to calkowity brak
                                        cenzury, ingerowania "z zewnatrz", spontanicznosc forumowych dyskusji, ich
                                        nierzadko bardzo wysoki poziom wymagajacy niezlej sprawnosci "motorka" i sporej
                                        odpornosci nerwowej na riposty ( tu przydawalo sie poczucie humoru i luzzz ) ,
                                        i wlasnie "skrety", ktore dominowaly w wiekszosci watkow.... Jednym slowem,
                                        bylo swojsko..i tolerancyjnie, choc nie zawsze milusio. Bylo, minelo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka