Dodaj do ulubionych

matka i corka

24.02.06, 04:43
Koncze czytac ksiazke amerykanskiej lingwinistki Deborah Tannen "You're
wearing that? Understanding mothers and daughters in conversation." Autorka
zajmuje sie analiza typowych rozmow matek i corek - krotko mowiac wzajemne
niezrozumienie. Na pewno wkrotce ukaze sie ta ksiazka w jezyku polskim.
Autorka napisala tez (mysle, ze tlumaczona w Polsce) ksiazke - "You just
don't understand" o komunikacji slownej miedzy mezczyznami i kobietami.
Fajnie sie czyta, chociaz moznaby to wszystko udowodnic na znacznie mniejszej
ilosci kartek.

Kazda z nas ma (lub miala) mame, a jak domniemywam wiekszosc ma corke -
dlatego sie rozpisuje. Autorka nie zajmuje sie emocjami i nieporozumieniami
miedzy nastolatkami i matkami, ale porozumiewaniem sie slownym matek i
corek w doroslym wieku. Przytoczane rozmowy dot. mlodych kobiet i ich matek
i dalej, az do autentycznych dialogow powstalych w rozmowach miedzy corkami
50+ i ich matkami. Zreszta ksiazke ta poswieca autorka matce, opisujac, ze
ich zwiazek byl burzliwy. Matka zmarla w 2004r jako 90+ i do konca jej zycia
corka pytala siebie - "co powie na to mama?", chociaz we wczesnym wieku
opuscila dom i ma szczesliwe zycie osobiste i zawodowe.

Najwieksza skarga corek - starych i mlodych jest oczywiscie: "Moja mama
ciagle mnie krytykuje", na to matki odpowiadaja: "Kazde moje slowo corka
bierze za krytyke, a przeciez ja to mowie z milosci". Scenek rodzajowych
przytacza autorka wiele, niektore jak bym ja rozmawiala z moja corka. Nie
tylko przytacza, ale nastepnie analizuje i to jest wielce pouczajace, nawet
jesli ktos uwaza, ze w dziedzinie komunikacji miedzyludzkiej wie wszystko.
Zwiazek matki z corka opiera sie na ciaglych rozmowach, czesto sa one bardzo
osobiste, intymne i jest to spoiwo laczace te tak bliskie sobie kobiety.
Zwiazki z matka w Ameryce czesto sa bardzo bliskie. Ewa Hofman w
ksiazce "Zagubione w przekladzie" pisze o zadziwieniu odwiedzajacych ja w
Stanach Polakach, cos mnie wiecej tak: "Czy Amerykanie maja fiksacje na tle
swoich matek, kazdy w co drugim zdaniu powoluje sie na nia." Od poczatku
pobytu mialam takie samo wrazenie. Na matki i babki powoluje sie kazdy
celebrities w tv, rowniez o nich wtracaja komentatorzy tv w czasie dziennikow
itd.
Autorka podkresla, ze w dzisiejszych czasach matki i corki sa
przyjaciolkami, zreszta matki mowia, ze zyja w znacznie lepszych,
przyjaznych relacjach ze swoimi corkami niz byly ze swoimi matkami. Corki zas
opisuja matki jako swoje najlepsze przyjaciolki. Moze to tylko specyfika
amerykanska - zastrzega sie autorka- na podstawie badan porownawczych
przeprowadzonych z Australia. W badanej probce kazda 12-letnia amerykanska
dziewczynka stwierdzila, ze matka jest jej najlepsza przyjaciolka i ani jedna
australijska. No to starczy tego streszczenia.
Oczywiscie z moja corka jestesmy najlepszymi przyjaciolkami, co nie
przeszkadza, ze ksiazka w zakresie naszej komunikacji slownej dot. w wielu
przypadkach jak najbardziej nas.
Obserwuj wątek
    • kanoka Re: matka i corka 24.02.06, 08:43
      Witaj, Maryno po teksaskich wojażach smile
      Książkę D. Tannen o matkach i córkach, z pewnością kupię i przeczytam
      > Najwieksza skarga corek - starych i mlodych jest oczywiscie: "Moja mama
      > ciagle mnie krytykuje", na to matki odpowiadaja: "Kazde moje slowo corka
      > bierze za krytyke, a przeciez ja to mowie z milosci"
      O, to coś jakby o mnie i mojej córce.
      Drugą ksiażkę tej autorki, (wyszła w Polsce pod tytułem "Ty nic nie rozumiesz!
      kobieta i mężczyzna w rozmowie") nie tylko czytałam, ale nawet mam. Co prawda, z
      wiekszością poradników, to już tak jest, że kupujemy, czytamy, przyznajemy
      rację(lub nie - autorowi) i....nic się w naszym postępowaniu nie zmieniawink.
      Może czytamy je zbyt późno, kiedy mamy już utrwalone wzorce i schematy
      postepowania, może uważamy, że czytajac zaklinamy i zamawiamy swoje problemy i
      to juz wystarcza? Cos przeciez zrobiliśmy - przeczytalismy poradnik .To czasem
      działa jak psychoterapia.
      • mammaja Re: matka i corka 24.02.06, 10:46
        Tez chetnie przeczytam te ksiazke, stale zastanawiam sie gdzie jest granica
        pomiedzy checia rozsadnego doradzenia, a proba narzucenia wlasnych doswiadczen.
        Akceptuje wybory mojej corki,chociaz w dlugim widzeniu ich konsekwencji mam
        wiele obaw, czy sa sluszne. Staram sie pomagac, a nie krytykowac - ale wiecie
        jak to trudno. Dla mnie mama byla najprawdziejszym autorytetm. Ale najlepsze
        uklady mialam z nia kiedy juz sama zostalam mama, a ona byla mi pomoca. Zawsze
        mnie wspierala. Mysle, ze to jest najwazniejsze. Poza tym wiele zawdzieczam corce -
        wprowadzila mnie w swiat komputerow, namowila na narty po przerwie, jestem
        zorientowana w nowosciach w wielu dziedzinach dzieki naszym rozmowom. Ale tez
        ciagle jestem jej potrzebna w drobnych sprawach zyciowych. Wlasciwie ciekawa
        jestem co o mnie mysli smile))))
        • skir.dhu Re: matka i corka 24.02.06, 15:46
          Zawsze mnie zastanawia na czym mialaby polegac "przyjazn" miedzy mna a moja
          corka. Jest bardzo wiele spraw, ktorych z moja corka dzielic nie bede, bo albo
          chce Ja chronic, albo zwyczajnie jest Ona za mloda by pewne moje dylematy
          zrozumiec (w tym roku skonczymy Ona - 19, ja - 50). Oczywiscie, domyslam sie,
          ze i Ona ma swoje tajemnice z bardzo podobnych powodow smile Ufam Jej i Ona mi
          ufa, Ona moze na mnie polegac (i polega) w 100% ale ja w zadnym razie nie
          oczekuje od Niej tego, co sama daje. Wrecz przeciwnie - zawsze jestem gotowa
          dac wiecej i wziac mniej. Dla mnie to jednak wyklucza przyjazn przez duze "P" -
          ten brak wzajemnosci w kwestii kto sie na kim opiera. Mam nadzieje, ze moja
          corka kiedys mnie pochowa - nie chce zeby robiac to miala poczucie, ze stracila
          i matke, i przyjaciolke. Z przyjaciolkami nich zyje po wiek wiekow smile
          Skir Dhu
          • kanoka Re: matka i corka 24.02.06, 16:22
            Miałam - tak sądzę - bardzo dobry kontakt ze swoja mamą. Z córka - niezadobry.
            Kochamy się mocno, zrobimy dla siebi bardzo dużo, ale nie potrafimy ze sobą
            rozmawiać. Porozumieć się.
            Tak jak pisze o książce Maryna
            "Najwieksza skarga corek - starych i mlodych jest oczywiscie: "Moja mama
            ciagle mnie krytykuje", na to matki odpowiadaja: "Kazde moje slowo corka
            bierze za krytyke, a przeciez ja to mowie z milosci".
            Co ciekawe, z synem nie mam takich problemów. Rozmawiamy, czasem się pokłócimy,
            ale nie ma nigdy tego napięcia między nami. Pełnego miłości, i..... wzajemnego
            niezrozumienia.....
            Kocham ich oboje, ale syna "bezwstrząsowo", a z córką zawsze na wulkanie.
            Wzajemne oparcie? Wiadomo, że było asymetrycznie. W literaturze, jest ikona
            żydowskiej matki, ale myślę, że matka Polka - wcale nie mniej oddana ani mniej
            ofiarna.
            A teraz? No cóż, jesteśmy na tym etapie życia, kiedy dzieci już mocno stoją na
            własnych nogach i zakładają własne rodziny, a my jeszcze nie wymagamy podpory. I
            oby tak jak najdłużej wink
            • kanoka Re: matka i corka 24.02.06, 16:27
              nie za dobry?
              Sama już nie wiem - razem , czy osobno?
              Chyba jednak osobno
              • kornikuno Re: matka i corka 24.02.06, 23:59
                coz, dwie kobiety pod jednym dachem...to jak bomba atomowawink
                Nie wiem jak jest byc Matka, wiem natomiast jak jest byc corka, no coz, corka
                nie jest byc latwa a i Matka tez! - to tak z perspektywy czasu i wydarzen
                zyciowych...

                Trudne to okrutnie: bo przeciez Matka chce jak najlepiej!

                Mysle ( jako corka), ze to "najlepiej" , to trzeba wybic sobie z glowy!
                kazdy uczy sie na swoich wlasnych bledach: moje nie beda nigdy takie same jak
                mojej Matki...i nie ma na czym sie uczyc: inne charaktery, zamilowania, inna
                osobowosc po prostu!
                Podpowiedziec? jak najbardziej; przekonywac? absolutnie nie!

                Ale to moje zdanie, bo jednak nie mam "doswiadczenia" jak to wyglada od strony
                Matki...
                IzaBella
                • mantra1 Re: matka i corka 25.02.06, 01:19
                  Bylam cija kiedys na BWBK (Bardzo Waznej Babskiej Konferencji) i gdy juz
                  skonczyly sie oficjalki, a delegatki miast, wsi i zagranicy zostaly wyprawione
                  do domow, zostalysmy w skromnym, circa dwudziestoosobowym gronie organizatorek i
                  wspolpracowniczek, zamowilysmy sobie z pobliskiej knajpy miednice pierogow i
                  druga salatki, szefowa organizacji z sluzbowej szafki wyciagnela jakies flaszki,
                  bo akurat byly jej urodziny, porozsiadalysmy sie gdzie kto mogl i zaczelysmy sie
                  integrowac. Zgadnijcie, jaki byl temat przewodni tej dyskusji w gronie pan
                  miedzy 30 a 50? Otoz nie chlopy, nie praca, nie dzieci, ani tez nie choroby,
                  moda czy przepisy kulinarne. Zaczelysmy gadac o naszych matkach i na gadaniu o
                  matkach po trzech godzinach skonczylysmy bez wyczerpania tematu. Okazalo sie, ze
                  relacje miedzypokoleniowe sa niezwykle trudne nie tylko z nastoletnimi corkami,
                  ale chyba jeszcze bardziej skomplikowane sa one miedzy corkami calkiem juz
                  doroslymi i matkami w starszym wieku. Podobnie, jak Kornik nie wiem, jak to
                  dziala w druga strone, bo corki nie mam, wiem tylko, ze moje relacje z Mama,
                  chociaz bardzo sie kochamy nigdy do latwych nie nalezaly. Najpierw byly to proby
                  urabiania mnie "na obraz i podobienstwo swoje", pozniej, kiedy "urobilam sie"
                  juz sama (a raczej zycie mnie urobilo) i Mama przekonala sie, ze inaczej niz ona
                  tez mozna calkiem niezle zyc i, ze to ona popelniala bledy, ktorych mnie udalo
                  sie uniknac, a ja popelnialam swoje, o ktorych nawet jej sie nie snilo, ze moge
                  je popelnic, punkt ciezkosci konfliktu przeniosl sie w inne miejsce. Nie bede
                  sie tu dlugo rozpisywac, o co chodzi, ale mniej wiecej wszystko sprowadza sie do
                  tego, ze Mama, sama bedac osoba aktywna zawodowo i towarzysko i dowolnie
                  organizujaca sobie wolny czas oczekuje, iz moje zajecia zawodowe, zycie rodzinne
                  i towarzyskie zostana podporzadkowane jej harmonogramowi. W praktyce wyglada to
                  tak, ze gdy akurat w ktorys weekend nie spotyka sie ze swoimi przyjaciolkami,
                  czy nie jest zajeta to ja powinnam "umilic" jej czas, stawiajac sie w
                  wyznaczonym dniu i godzinie, nawet jesli jestem umowiona z kim innym, czy chce
                  zwyczajnie pobyc w domu z menszczyznom. Powinnam miec czas rowniez wtedy, gdy
                  wypiwszy kawke z przyjaciolka dzwoni do mnie, zeby "pogawedzic" (czytaj: zdac
                  szczegolowa relacje z rozmowy), kiedy ja akurat mam robote na cito, gosci, czy
                  przytulanki z chlopem. Od kilkunastu lat nie przyjmuje do wiadomosci, ze
                  czlowiek pracujacy "na swoim" nie ma wyznaczonych godzin pracy od-do i ze
                  godzina 22 jest tak samo dobrym czasem na robote, jak kazda inna. Niby
                  deklaruje, ze to rozumie, ale...dasa sie, a czasami nawet daje do zrozumienia,
                  ze mi nie wierzy, "bo przeciez wczoraj mowilas, ze nie masz zlecen" smile) Taki
                  uklad, niestety nie dziala w druga strone, Ona ma prawo nie miec czasu, gdy jej
                  potrzebuje, czy mam ochote sie z nia spotkac.
                  Mimo wszystko jednak Mama jest dla mnie chyba jedyna osoba, na ktorej moge
                  polegac w 100%. Ona na mnie tez, chociaz niejednokrotnie dawala wyraz swoim
                  watpliwosciom, aczkolwiek mysle, ze nigdy tak naprawde jej nie zawiodlam (no,
                  moze poza faktem, ze nie dalam sie uksztaltowac tak, jakby chciala).
                  A jednak sie rozpisalam wink
                  Wybaczcie.
                  • maryna04 Re: matka i corka 26.02.06, 18:51
                    Po rozpoczeciu swoim postem tego watku "cos mi sie zacielo" i przez trzy dni
                    nie ukazal mi sie zaden ciag dalszy, a teraz sie "odcielo" i widze - sa matki
                    i corki. Jak widac pod kazda szerokoscia, czy dlugoscia geograficzna problem
                    jest ten sam. Ksiazke ta wyszukala moja corka, kupila i troche poczytala
                    zdajac mi sprawozdanie przez telefon. W podrozy do Teksasu ja czytalam
                    szturchajac ja co chwila "o, o - przeczytaj". Jakie to cudowne - "two in one" -
                    czytamy dwie absolutnie rozne ksiazki. Po czym spytalam, czy moge podkreslac na
                    zolto to co mnie uderza. Ona na to, ze bedzie to dla niej przykre, bo to bedzie
                    odbierac wlasnie odwrotnie. No to mowie, ty podkreslaj na zielono - co bedzie z
                    kolei dla mnie przykre.
                    Kanoko, z synem jest latwiej - bo ma sie od niego mniejsze oczekiwania (nie w
                    sprawie "kariery" zyciowej), ale mniej sie o niego obawiamy, mniej
                    pokrewienstwa plci. Z czasem Ci sie ulozy lepiej - zobaczysz.
                    S.h. wiek corki 19 lat to jeszcze czas burzy i naporu, wiec trudno okreslic,
                    czy w zyciu doroslym bedzie Twoje przyjaciolka. Moja corka ostatnio mnie
                    poinformowala, ze w wieku 16 lat przestala ze mna rozmawiac na jakies dwa lata,
                    ja ja z kolei poinformowalam, ze tego naprawde nie zauwazylam. Poza tym, jest
                    to oczywiste, ze te przyjaznie matka - corka nie sa partnerskie i naogol to
                    matki ciesza sie, ze corki uwazaja je za swoje przyjaciolki nie zadajac
                    wzajemnosci w wysluchiwaniu tego co naprawde w duszy i ciele gra.
                    Jak pisze Mantra o swojej mamie - ze mna jest podobnie jak z jej, z tym, ze
                    jej Mama tez na pewno uwaza (i tak jest), ze ja nie zadrecza swoimi problemami
                    do konca. Po latach mam "wyuczone", ze moje pretensje powinnam zachowac dla
                    siebie (co oczywiscie nie zawsze mi sie udaje) - bo wiem, ze ona naprawde nie
                    ma czasu, kiedy nie "tokuje" ze mna zbyt dlugo. I jeszcze drugie wiem, co jest
                    bardzo wazne - ze jak jest szczesliwa w zyciu osobistym to mniej dzwoni. W
                    ogolnosci ona duzo czesciej do mnie dzwoni, bo wtedy jest o.k. w rozmowach. O,
                    wlasnie ona na pewno dzwoni, bo jeszcze nie dzwonila.... Pogadalysmy, o
                    czym? Przytocze - nawet dla wlasnej zabawy. Najpierw mi powiedziala, ze
                    dzwonila (bo boi sie, ze ja przepytam) do tego S... do Warszawy i w dalszym
                    ciagu ma on wylaczona komorke tak jak nie odpowiada juz dwa tygodnie na e-
                    maile. Ustalilysmy, ze od jutra przystepujemy same do dzialania - tzn. ja
                    glownie. Nastepnie omowilysmy jej brata a mojego syna, ze maja klopot z
                    podnajmujaca ich byle mieszkanie "glupia...i tu padlo przeklenstwo", ktora sama
                    wpedzila sie w klopoty. Nastepnie omowilam, artykul z Polityki, ze gorzej jest
                    jak kon sobie naciagnie miesien, niz czlowiek - bo czlowiek jakos sie pozbiera
                    i jakos bedzie pracowal wczesniej lub pozniej, a kon juz nie. I co z takim
                    koniem zrobic? I jest to swieta prawda. Omowilysmy tez kolacje towarzyska z
                    wczoraj, gdzie byly tez dwie panie latynoskie - mama 70+ i corka odpowiednio
                    mlodsza. Miedzy ktorymi nawet przy najwiekszym "udawaniu" przy stole mniej
                    iskrzy niz miedzy nami. Po czem omowilysmy sprawe, ze nie nalezy placic
                    rachunkow naprzod, bo jej kochanie tak zaplacilo i zaden komputer i panienka
                    (uprzedzenie - stwierdzilam, bo dlaczego panienka) przy nim w City Banku nie sa
                    w stanie przyjac tego do wiadomosci. Corka sie rozgadala, a mnie ciagnelo do
                    skonczenia postu, ona niewiele wie, ze ja sie tu udzielam.
                    Zadzwonil tez wczesniej moj syn, co niekoniecznie zdarza sie codzien, i co
                    najwazniejsze rozgadal sie, co juz nie zdarza sie prawie wcale. I ja uwazalam,
                    zeby podtrzymywac rozmowe w interesujacych go sprawach, i bron Boze nie
                    omawiac swoich. No bo bylam, ze tak powiem zaszczycona tym telefonem.
                    P.S. Przykladzik z tej ksiazki, ktory posluzyl jako tytul.
                    Corka przyjechala z wizyta do mamy, ktora mieszka w jakims domu seniora
                    (osobne mieszkanie, ale jednak jakas wspolnota). Wieczorem wybieraly sie na
                    kolacje do restauracji na dole budynku. Przed wyjsciem matka obejrzala corke od
                    stop do glow i rzucila: "Chyba nie masz zamiaru isc tak ubrana", na to corka,
                    ktorej podnioslo sie cisnienie: "Dlaczego nie, co jest w tym zlego?"
                    Matka: "No wiesz, tutaj na kolacje ludzie staraja sie ubierac porzadnie".
                    Corka: "Dlaczego wiecznie masz uwagi na temat mojego ubrania?" Matka: "Ja
                    tylko pomyslalam, zebys mogla bys sie w cos przebrac".
                    Matka mogla zwrocic uwage mniej drazliwie, lub wcale. Ale jak by powiedziala
                    prosto: "przebierz sie bo...." to tez nie byloby najlepiej. Pozostawic corke w
                    stroju dowolnym? Przeciez matka chciala sie pochwalic elegancka corka, a nie
                    garkotlukiem, a zreszta moze corka bylaby niezadowolona, kiedy okazaloby sie,
                    ze jako jedyna wyglada jako ten wspomniany garkotluk.
                    Autorka nie daje recept, tylko analizuje. Ja osobiscie ze swoja mama nigdy,
                    nawet jako dziecko nie bylysmy blisko. Ja bylam dziwaczka, ale moze trzeba
                    bylo starac sie do mnie zblizyc. Nie mialysmy osobistych dialogow - chyba
                    obydwie przez to wiele stracilysmy z zycia. Nie zmienilo sie to do konca, co
                    nie przeszkadzalo, ze zarowno ja jak i moje rodzenstwo do konca jej zycia
                    bylismy dobrymi, troskliwymi dziecmi.
                    • mammaja Re: matka i corka 26.02.06, 20:11
                      To sie czyta jak powiesc psychologiczna, Maryno smile))))Jestem z uznaniem!
                    • warum Re: matka i corka 26.02.06, 20:37
                      Jakos nigdy sie nie zastanawiam nad tym jakie byly relacje matka- corka w
                      odniesieniu do siebie. Nie bylo zadnej relacji- godnej pamietania.Choc 30 lat
                      temu byla tylko jedna-odciac sie raz na zawsze.
                      A mimo to uwazam sie za dobra matke. I mimo wszystkich zgrzytow na lini
                      ja-dzieci- chyba / bo mowie tu przeciez tylko za siebie/ sie kochamy, a one
                      wiedza,ze mimo nieakceptowalnej przez nie, mojej szczerosci do bolu w ocenach -
                      moga na mnie polegac. One tez mnie glosno i bezposrednio krytykujasmilebo ja, jak
                      ta cnota.... co sie o wladze nie boi, pozwalam.
                      Mam nastoletnia corke. Zgrzyty byly na kazdym krokusmileod urodzenia, w miare /jej
                      oczywiscie!/ starzenia jakos obie lagodniejemy. Bo charakterna jak ja/ lecz
                      bardziej zawzietasmile/. I czesto byly starcia - kto ustapi. Poczawszy od
                      podstawowego "w co sie ma / powinnasmile ubrac" . Nawiazujac-wstawka: nie zapomne
                      jak majac ze 4-5lat- dowiedziala sie,ze beda robione "zdjecia" w przedszkolu.
                      Przygotowalam jej stroj/ wg mnie elegancki jak na taka pamiatkowa okazje, a moja
                      harda pociecha wziela do worka niebieski kapelusz/ oklejony karbowana bibulka z
                      jakiejs zabawy choinkowej/ i ukochany domowy blue sweterek/ zuzyty co niecosmile/.
                      I sie samodzielnie przebrala -juz w przedszkolu! Fotograf uwiecznil pieknie -
                      jej zdecydowanie i sile charakteru ,na profilu jej buzki- ten portret/ naprawde
                      swietne zdjecie z doskonalym oswietleniem i gra polcieni/ oddaje cala moja corke.
                      Generalnie uwazam,ze sa okresy w zyciu, kiedy klotni w relacji matka-corka nie
                      da sie uniknac /dla dobra wzajemnegosmile/hormony, miloscie,rozstania/. Bo
                      najwazniejsze jest okazanie / w miare cywilizowanie/ emocji i tego co jest dla
                      nas wazne, wtedy nie ma problemu wzajemnego niezrozumienia. Ale....to wieka
                      sztuka- probowac zrozumiec dziecie , jak ono sie "zapiera" i wszystko chce po
                      swojemusmile
                      Sensowny dystans do problemow i wiara,ze ono to wie,ze my je i tak bedziemy
                      kochac. Wtedy moze nie zbladzi...czego sobie i innym posiadaczom niedoroslych
                      jeszcze pociech zycze. Dorosle... niech zyja swoim / szczesliwym ale i byc moze
                      pelnym potkniec /zyciem.
                      • jan.kran Re: matka i corka 02.03.06, 08:08
                        Ja z moją Mamą miałam poprawne stosunki. Ona była bardzo konserwatywna a ja
                        szybko jak mi się wydawało wyszłam spod Jej skrzydeł.
                        Jednak było to przekonanie fałszywe jak teraz widzę z perspektywy czasu.
                        Gdybym kierowała się własnym rozumem i intuicją byłoby mi znacznie łatwiej w życiu.
                        Najlepiej rozumiałam się z Nią kiedy moje dzeci były małe, bardzo dużo mi
                        pomogła i była świetną Babcią.
                        Teraz jest stara , schorowana a ja nie mogę Jej za bardzo pomóc . Trudno, mam
                        ten komfort że moi Bracia opiekują się Nią znakomicie i mogą na Nich liczyc.
                        Moim największym marzeniem jest to żeby dożyła jak naprawdę stanę na nogi.
                        Szanse na to są nikłe... ale nie tracę nadziei.

                        Z moją córką mam kontakt bdb i to nie jest moje zdanie tylko Jej.
                        Nie szukam w Niej przyjaciółki i powierniczki ale gadamy codziennie minimum
                        godzinę, od kiedy jesienią wyjechała. Czasem dwiesmile
                        Staram się trzymać rękę na pulsie Jej życia. Podziwiam Ją i wkurza mnie
                        równocześnie . Czuje się winna za Jej problemy i próbuję wyprostowac ścieżki Jej
                        życia.
                        Jest świetnyn człowiekiem , mądra ,przebojowa , inteligentna , nadwrażliwa.
                        Zobaczymy co z Niej wyrośnie...
                        Kran
                    • kanoka Re: matka i corka 27.02.06, 07:40
                      > Kanoko, z synem jest latwiej - bo ma sie od niego mniejsze oczekiwania (nie w
                      > sprawie "kariery" zyciowej), ale mniej sie o niego obawiamy, mniej
                      > pokrewienstwa plci.
                      Wiesz, że to chyba tak jest...
                      Może więć przyszłość pokaże, że masz rację i wówczas, gdy piszesz dalej:
                      >Z czasem Ci sie ulozy lepiej - zobaczysz.
                      Pozdrawiam
                      • popaye Re: matka i corka 27.02.06, 09:29
                        To jest watek w ktorym syn/maz/ojciec nie bardzo powinni sie wypowiadac bo ich
                        doswiadczenia maga byc tylko przekazem subiektywnych obserwacji
                        gdy Opatrznosc pozbawila ich mozliwosci widzenia wiekszosci barw w przebogatym
                        spektrum odbioru wrazen i hierarchii spraw waznych w kobiecym Swiecie odczuc,
                        uczuc i interesow.
                        Z wlasnych obserwacji moge tylko przyznac sie do zupelnego niezrozumienia
                        zasad (dla mezczyzny przewidywalnych) funkcjonowania
                        ukladu tak roznych (charakterem, reakcjami i zachowaniem) kobiet jak
                        moja dorosla juz dawno corka i jej matka a moja zona.
                        Z jednej strony radykalnie rozne podejscie do wiekszosci typowych problemow
                        codziennosci, zycia rodzinnego, metod wychowania dzieci
                        a... nawet gustow, smaku, upodoban i zainteresowan polaczone jednoczesnie z
                        niespotykanym u mezczyzn obustronnym zaufaniem i bliskoscia polaczona z
                        intymnoscia wyznan i zwierzen.

                        Niezbyt sobie wyobrazam takie uklady ojca z synem bo.... wiekszosc "problemow"
                        kobiecych w meskich ukladach rodzinnych nie istnieje
                        albo obydwie strony (ojciec-syn/ziec) nie uwazaja ich za szczegolnie wazne czy
                        dominujace we wzajemnych stosunkach.

                        Co dla nas, mezczyzn - wazne, zapewne nie jest rowniez bez znaczenia
                        w stosunkach matka-corka ale, hmmm...... momentalne nastroje, humory czy
                        jednostkowo nieopacznie wypowiedziane slowa lub uczynione gesty.....

                        Nie na darmo, pomiedzy kolejnym drinkiem czy kieliszkiem wodki panowie (miedzy
                        soba!) kwituja wiekszosc tych "problemow" jako ... babskie fanaberie smile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka