Dodaj do ulubionych

Podróże , podróze...

19.05.06, 06:58

Gazeta.pl > Forum > Prywatne > Ukryte

Piątek, 19 maja 2006

Itaka





Ja mam dośc dokładne wyobrażenie o tym co chcę w życiu zobaczyć jeszcze raz
albo po raz pierwszy. Nie podróżowałam do tej pory zbyt wiele ale coś tam
zobaczyłam.
Może zacznę od tego co mnie NIE pociąga. Stany i Kanada , Australia i Azja.
Północna Ameryka bo mam wrażenie żeby poznac ten kontynet trzeba spedzić tam
wiele miesięcy o ile nie lat. I co wybrać z tak ogromnego bogactwa?
To samo dotyczy Azji, dla mnie za duże , za egzotyczne, za dużo wyzwańsmile
Australia jak dla mnie za daleko...
W Europie marzę o Paryżu , nawet parę dni wystarczy bo znam i kocham to
miasto , mam tam przyjaciół. Może Lyon... ciekawe jakie wspomnienia by się we
mnie obudziłysmile))
Monachium i okolice , reszta Niemiec mnie nie obchodzi , no może ze dwa
tygodnie w Berlinie. To bardzo niezwykłe miasto , byłam przelotem.
Madryt ze względu na El Prado ...
I Grecja , przede wszystkim Kreta bo mam świra na puncie kultury minojskiej od
kilkudziesięciu lat. I moje wielkie marzenie , podróz statkiem po wyspach
greckich...
Bardzo marzę o tym żeby zobaczyć trochę Rosji ale to też nie jest wyprawa na
tydzień. Moskwa i Sankt Petersburg by mnie zadowoliłysmile
To chyba tyle w Europie.
A z Afryki Tunis , byłam dwa razy i Kartagina to było dla mnie magiczne
miejsce . Czułam się tam jak u siebie w domu. I Libia bo mam pasję w stosunku
do Kartaginczyków.
Iarael... jestem filosemitkąsmile , myślę że byłoby to dla mnie niesamowite
uczucie zobaczyć taką ilośc Żydów w jednym miejscusmile)
I marzenie trudne do zrealiaowania... podróz śladami Cortazara , Márqueza
Herzoga i Kinskiego. Majowie , Inkowie , dżungla amazońska. Od kiedy pamiętam
Ameryka Południowa mnie fascynowała. Może nie Meksyk bo wydaje mi się taki
skomercjalizowany ale właśnie jakieś dzikie bezdroża...
Tak że plany mam szerokie i teraz tylko muszę zacząć powoli realizacjęsmile)
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: Podróże , podróze... 19.05.06, 06:59
      Na górze pojawiło się skąd pochodzi ten tekst smile)) Ale ciekawa byłam jakie śa
      Wasze marzenia podróżne więc skopiowałam tutaj.
      Kran
      • gaja_1 Re: Podróże , podróze... 19.05.06, 09:55
        NIe ma mmiejsca na ziemi, kórego bym nie chciała zobaczyć.
        Pewnie dlatego, że trudno mi się zdecydować
        nie ruszam swoich 4 liter, poza obręb naszego krajusmile
        • skir.dhu Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 00:42
          Strasznie bym chciala zobaczyc Antarktyde, pingwiny i cala reszte tam "na
          dole". Taki rejs-wycieczka, jaki mi sie marzy kosztuje w tej chwili na 2 osoby
          cos kolo $25K wiec poki dziecko jest na studiach, jest poza zasiegiem. Jesli
          dozyje do skonczenia studiow przez Lare i nie bedzie innych wydatkow, rejs
          zalicze smileAle to jeszcze co najmniej 3 lata a jesli bysmy chcieli choc troche
          Jej pomoc po bachelor, to pewnie z 5 wiec roznie moze byc. Nie tylko ze mna ale
          i ze sniegiem, lodem, pingwinami wink)) Mam nadzieje, ze sie wszystkie lody nie
          roztopia tak szybko chociaz wszyscy bija na alram, ze u nas "na gorze" (Alaska,
          Arktyka) misie polarne gina z glodu i topia sie, bo maja za daleko plynac od
          jednej kry do drugiej - wszystko sie topi sad
          Inne podroze zaliczam po kolei ale ta Antarktyda to takie najwieksze marzenie smile
          Skir Dhu
          • maryna04 Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 04:55
            Ooo!!, 25 tys. dol to suma dla mnie abstrakcyjna. Tym bardziej na podroze.
            Ale liczysz to na jedna osobe, czy na dwie. Bo slyszalam tegoroczne notowania
            na wyjazd na Antarktyde w styczniu 16tys. od 1 osoby.
            Ja lubie wszedzie jezdzic, wypady weekendowe z NY sa dla mnie rownie
            fascynujace jak wyjazdy bardziej niecodzienne, czy wyjazd w zaniedbane okolice
            Doln Slaska, gdzie jest tak ladnie. Nie marze o podrozach, jade, bo ktos mi
            poradzil, bo mam okazje, czy tez mozliwosc finansowa. W zeszlym roku myslalam o
            Norwegii w ramach wyjazdu do Polski. I oczywiscie nie wyszlo z powodu zlej
            woli kogos tam. Bardzo lubie programy tv o wszelakich podrozach. Ostatnio
            ogladalam o Bulgarii. Bardzo cieplo pokazana, chociaz tam tak ubogo.
            A w niedzielke co mi radzicie? w gorki, czy nad morze, a moze szlakiem wzdluz
            wspanialej rzeki Hudson? I za to tez lubie NY, ze mamy tu wszystko, zeby
            jeszcze powroty do domu nie byly w tak strasznych korkach.
            • warum Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 08:26
              Rozumiem,ze intencje zalozycielki watka byly jak najbardziej dobre... a wyszlo
              jak zwykle. Szczerze mowiac od razu pomyslalam,ze zycie jest po prostu
              niesprawiedliwesmile) i chociaz to wiem od zawsze to westchnelam ze smutkiem czemu
              nie urodzilam sie np. w zamoznej rodzinie w jakims zachodnim kraju,albo chociaz
              nie wyszlam dobrze za maz? albo i zle ale zeby mi po nim cos zostalo...smile albo
              nie wygralam w totolotka,albo nie nauczylam sie zyc dla siebie? Zap...am w tym
              kraju jak maly samochodzik z przerwami na refleksje/ czyt. lenistwo/ i nie
              zwiedzilam swiata. Nie mam nic wartosciowego, a mimo wszystko jakos trwamsmilei
              poczucie humoru mnie nie opuszcza, ani pasja - ogladania i czytania - cudzych
              wspomnien podrozniczychsmile. Stale mam tylko 1 marzenie o wypadzie na jakas
              samotna wysepke strasznie daleko/ np PF/ zeby wygrzac zmarzniete kosci i
              porozkoszowac sie sloncem i bialym piskiem , no moze i jakims malym rekinem w
              oddali, w towarzystwie jednej, jedynej osoby. Na krotko ale tresciwiesmile i
              najwazniejsze - zeby nie bylo ludzi! Jak widac co czlowiek to marzenia- ja
              potrzebuje wielkiej otwartej przestrzeni,/ale nie sniegu!smile ani lasow czy innych
              przeszkod na horyzoncie - nawet ruchomychsmile/ale wcale nie potrzebuje
              komfortowych warunkow,zeby czuc sie szzczesliwa .Za to chetnie nauczylabym sie
              inaczej zyc, bo we mnie zawsze jest to poczucie tymczasowowsci: ze wycieczka
              trwa chwile, to co widze to jest przelotem, ze to - nie jest moje miejsce na
              ziemi. I wracam na swoje miejsce bez zalu o jego lokalizacjesmile
              • jan.kran Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 12:56
                Warum , ja od lat nie miałam wakacji. Konkretnie od ośmiu lat nie byłam nigdzie
                poza PL a teraz będę pracować trzeci rok bez urlopu nie licząc stresującego
                kilkudniowego pobytu dwa lata temu we Wrocławiu.
                Dlatego zaczynam szukać powoli możliwości urwania sie od kieratu choć na parę
                dni ,zrobię to jesienią.
                Pojadę gdzieś w Europę jakims rozklekotanym samolotem i zamieszkam w
                przypadkowym hotelusmile)
                Myślę ze przy niewielkich wymaganiach mi się udasmile)
                Nie weim czy w Polsce już funkcjonują śmiertelnie tanie wyprzedaże biletów
                dokądkolwiek. W Norwegii jak się nie ma zbytnich wymagań i rodziny to można się
                załapać tylko cel może być dośc przypadkowy:o)
                A jak chodzi o dalsze podróże typu Ameryka Południowa to marzę o nich żeby mieć
                motywację jeszcze coś ze swoim życiem zrobić. Jak się bardzo postaram to może za
                parę lat... Ale ścieżka wyboistasmile)
                Kran Podróżnk in spe smile)
                • skir.dhu Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 14:24
                  No ja zrozumialam, ze ma byc o marzeniach a wyszlo na to, ze licze pieniadze -
                  ciezko oddac mysli...
                  Kiedys bardzo duzo jezdzilismy, "zaliczalam" z pasja kojene kraje, miejsca,
                  wydarzenia w roznych miejscach swiata. Zostalo mnostwo wspomnien, do ktorych
                  wracamy czesto i zdjecia, do ktorych wracamy rzadziej smile Ale gdy sie zycie
                  pozmienialo i zaczelam liczyc kazdy jeden dzien, podroze jakos przestaly mnie
                  bawic. Zaczelam wracac w miejsca najblizsze i najukochansze - "odkryte" przez
                  nas wioski, laski, plaze i gorki smile Pozostalo marzenie o Antarktydzie i moze uda
                  sie je spelnic za pare lat. W sumie swietnie jest marzyc - samo marzenie
                  najczesciej pozostaje choc ciut piekniejsze od spelnienia smile
                  Skir Dhu
                • maryna04 Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 14:27
                  Warumko mila i Janie Kranie mily - tez czulam jakas niezrecznosc. Zycie jest
                  bardzo nieuczciwe, nawet nie w takich w koncu niekoniecznych sprawach jak
                  mozliwosc podrozowania. W mozliwosci osiagniecia spokoju, o szczesciu nie
                  wspominajac, zycie nie oceni sprawiedliwie naszych zabiegow, ciezkiej pracy,
                  czy nawet walki o przetrwanie. W zyciu trzeba miec "luck", Amerykanie w to
                  wierza swiecie. A czemu jedni maja takie dzieci , a czemu inni inne, a czemu,
                  zebys sie zamodlila, zastarala szczescia, czy tylko wzglednie dobrego zycia im
                  nie zapewnisz, nic nie odsuniesz. Dlatego ja nigdy nie marze,
                  dlatego "zerwalam" z silami boskimi, bo zawsze mi wychodzilo na
                  opak.
                  • jan.kran Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 16:30
                    Nie wiem Maryno na czym polega ta niezręcznośc i chętnie bym się dowiedziałasmile))
                    W życiu trzeba mieć szczęście , zgadzam się. Ale ja nie siedzę i nie czekam żeby
                    mi coś od Pana Boga spadło tylko intensywnie na nie pracujęsmile))
                    Wewnętrzny spokój i zadowolenie nie ma nic wspólnego z pieniędzmi , miejscem
                    zamieszkania tylko z tym co mamy w sobie.
                    Ja mogłabym Wam strzelić taką listę narzekań że forum by się ugięłosmile)))
                    A uchodzę za osobę wesołą , pogodną i zrównoważoną.
                    Udało mi się nie ukrywam. Mam znakomitą pracę , super dzieci , przyjaciól na
                    śmierć i życie. Ile jest w tym mojej zasługi aile losu nie rozpatrujęsmile)))
                    Poadrawiam.
                    Kran
                  • warum Re: Podróże , podróze... 20.05.06, 16:51
                    .."Na opak" ...mowisz Maryno. Ja to okreslam jako zlosliwosc losu. No ale ja z
                    tych zbuntowanych przez cale zycie wiec i nie spodziewam sie zadnej gratyfikacji
                    od losu. I czasem czuje tylko ulge,ze nie dotknelo mnie wieksze nieszczescie, a
                    moglo. Zeby bylo ciut zabawniej opowiem co mnie zdumialo ostatnio a propos
                    podrozy - mialam goscia z baaardzo daleka. Posiadajacego wszelkie "magiczne
                    karty"smile otwierajace wszystkie drzwismile a...ktory uwazal,ze 30 zl/d za parking
                    to zdzierstwo, i "oszczedzal" na tym / mysle,ze to byla cena specjal dla tych 'z
                    tak daleka", albo dla tych co maja talie "szlachetnych" kartsmile)wiec ze strachem
                    dowiadywalam, czy jego auto stoi co rano, ale ustalo!smile/.
                    Te "mozliwosci" min. podroznicze to jedna strona medalu, druga jest "cel"-na co
                    wydajemy. Gosc chcial mi zrobic przyjemnosc i zrobilismy pamiatkowe zdjecia,
                    zrobione z taka "dokladnoscia"/ zlosliwa precyzja ?smile)/,ze widac w okropnym
                    powiekszeniu poszczegolne rozczochrane wloski na brwiach, o pryszczach i
                    zmarszczkach, ktorych nie widzialam w swoim lustrze nie wspomnesad Tak do jest
                    gdy ma sie czegos za duzo...np. pixeli albo i "dobrych" checismile Czasem mniej tez
                    zadawala, albo nieswiadomosc daje spokoj duszy. Bo cos w tym jest,ze zyjemy
                    szczesliwi, tak dlugo , poki nie zaczniemy porownywac sie z innymi...I juz na
                    zakonczenie-o nowej zdobywczyni ME- M.Wojciechowskiej.Wiem,ze to wielki wysilek
                    i ryzko, ale albo wczesniejsza medialnosc bohaterki mnie draznila, albo ta
                    "ilosc" zdobywcow najwyzszych szczytow juz marginalizuje sukces. Ponad cwierc
                    wieku temu podziwialam i jednoczesnie nie potrafilam zrozumiec pasji Wandy
                    Rutkowskiej,A.Kukuczki. Przy tak ubogich mozliwosciach technicznych,pchali sie w
                    Himalaje,okupujac to potem ciezka anemia, odmrozeniami, az w koncu smiercia, a
                    mieli tu calkiem dobre zycie. Wspolczesnie dla mnie wyczynem bylo przejscie
                    biguna przez niepelnosprawnego Jaska Mele,tu moj podziw i dla techniki i dla
                    autentycznej wiary w siebie tego chlopaka/to w oczach jego rodzicow byl lek, ale
                    i jednoczesnie ufnosc w rozsadek Marka Kaminskiego/.
                    Reasumujac- prawdziwa Podroz Zycia jeszcze przede mnasmilebo ja lubie tylko ryzko
                    "skalkulowane", Wazne,ze z kazdym przezytym rokiem umiem dostrzegac doraz wiecej
                    szczegolow , wiec i te lokalne badylki polne i te przygruntowe stworzenia maja
                    dla mnie urok i mozna przy nich odlatywacsmile.
                    • mammaja Re: Podróże , podróze... 21.05.06, 12:49
                      Z ciekawoscia przeczytalam o podrozach, ktore zreszta zawsze uwielbialam. Tak
                      sie zlozylo ze udalo mi sie sporo podrozowac, nawet zawodowe podroze daly
                      mnostwo, bi jakze inaczej pojechalabym do takiego Novego Sadu (w dawnej
                      Jugoslawii zeby potem przejachac przy okazji caly ten piekny kraj wszerz. Tak
                      wiec najezdzilam sie i ciagle mi malo, chociaz nie chcialabym jechac w miejsca,
                      gdzie jest tak strasznie duzo ludzi na 1 m kwadratowy jak w Indiach. Pewno ze
                      wzgledu na sytuacje w domu nie wyjade na dluzej, ale nigdy nie wiadomo. Chetnie
                      pojechalabym zawsze w Alpy, do Tyrolu czy Doliny Aosty, chociaz bylam tam nie
                      raz, ale bardzo chcialabym zobaczyc fiordy i Skandynawie w ogole, zaliczywszy
                      tylko Malme (pisownia fonetyczna!) w Szwecji. Natomiast strasznie drogie te
                      wasze rejsy arktyczne! Zareczam, ze moj syn nigdy by nie poplynal na Antarktyke
                      (inaczej zwana Antarktyda) czy Arktyke, a przeciez sciskal i misie i pingwiny
                      smile Moze to zalezy od tego czym sie plynie ?
                      • maryna04 Re: Podróże , podróze... 21.05.06, 15:38
                        Mammajo, domyslam sie, ze piszac "wasze rejsy" myslalas i o mnie. Otoz nigdzie
                        nie napisalam, ze rejsy za dziesiat tys. na biegum poludniowy, chociaz na
                        cwierc sekundy bylo w sferze moich zainteresowan. Skad znam ta cyfre? Otoz znam
                        jednego rozwiedzionego dawno pana, ktory bardzo dba o syna. W ramach tego 22-
                        letni syn byl juz na wszystkich kontynentach z wyjatkie tej Antarkt...(to jak
                        to sie pisze?). I od jesieni byla zona mu trula mu..., ze wlasnie w styczniu
                        powinien pojechac tam z nim ,zeby dzidziusiowi nie bylo smutno samemu na
                        statku. No i ojciec dostal szalu, bo syn zawsze jezdzil sam w ramach
                        mlodziezowych wycieczek, wiadomo, ze z ojcem nie chcial, a na ta Ant... to juz
                        widac nie robia tras dla harcerzy, a tata: po pierwsze nie ma kilkadziesiat
                        tysiecy na cos takiego, po drugie w tym czasie lato na tej Ant.... a u niego
                        sezon podatkowy, a po trzecie taka podroz go nie interesuje. Stad znam cene.
                        Oczywiscie nie pojechali.
                        Jednak i ja sie pochwale tutaj, moimi mozliwosciami w miescie NY, bez kosztow
                        najmniejszych. Np wczorajsza sobota. Pojechalam rano autem na Manhattan, ze tak
                        powiem sluzbowo. Tylko dlatego autem, ze w sobote znalazlam miejsce, ze o tej
                        porze zawsze moge zaparkowac. Kiedy odjezdzam zawsze juz czycha jakis
                        szczesciarz na moje miejsce. Wiec poniewaz zawsze mam rowerek skladak (marki
                        angielskiej - widzicie, ze co europejskie to europejskie) w bagazniku, a mapke
                        tras rowerowych w schowku postanowilam zexplorowac tym razem trase wzdluz
                        autostrady FDR wzdluz East River dzielaca moj Queens od Manhattanu. Oczywiscie
                        miejsca do parkowania nie znalazlam. Wiec przejechalam most Queens Bridge i po
                        tamtej stronie w sobote, to jakos mozna cos znalezc, poszlam na kawusie z
                        bulka, wyciagnelam rower i przejechalam most spowrotem dolnym poziomem, gdzie
                        jest sciezka dla pieszych i rowerzystow. Z Manhattanu szedl tlum roznych ludzi
                        w bialych podkoszulkach z napisem Ajsihle Turkish Unia. Jakos nie widzialam ani
                        w chustach, ani czadorach , tylko po sportowemu - mlodzi i starzy. Widocznie
                        wracali z jakiejs imprezy narodowej. Udalo mi sie znalezc wjazd na ta sciezke
                        rowerowa i jazda. Dotarlam do 176 ulicy, sciezka sie urwala, chociaz na mapie
                        dalej byla wytluszczona na zielono, wymienilismy uwagi z mlodym czlowiekiem z
                        ktorym kilkakrotnie sie mijalismy, ze nie warto dalej, wiec zawrocilam. Po
                        drodze rampa, wjechalam nia z niejakim trudem na kladke ktora, prowadzi na
                        wyspe o nazwie Randall. Na wyspie znajduje sie jedynie wiezienie- szpital dla
                        groznych, chorych psychicznie zbrodniarzy, jakis tereny zielone ze sciezka
                        rowerowa i obecnie stacjonuje bardzo slynny cyrk francuski Corteo du Soleil.
                        Swoja droga caly swiat narzeka na Ameryke, a ten cyrk w Ameryce juz dwa lata
                        tlucze pieniadze, na przemian w Las Vegas i roznych miastach. Dowiedzialam sie
                        osobiscie w kasie o warunkach nabycia biletu, z cen troche spuscili i
                        zawrocilam do autka. Bedac jednak jeszcze niedopieszczona podjechalam na "moja
                        budowe" po drugiej stronie rzeki , gdzie stoja juz trzy wiezowce mieszkalne,
                        wkomponowuje sie nizsze budynki, i rownolegle powieksza sie przepiekny park
                        nadbrzezny, juz sa cztey molawglab rzeki. Sprawdzilam budowe, rozlozylam sie
                        na drewnianej sofie na jednym z moli i rozwiazujac jolke czekalam na zachod
                        slonca. Przyszla jakas azjatycka para i on pieknie gral na flecie. Po powrocie
                        do domu zadzwonilam do synowej ofiarowujac sie, ze zostane z dzieckiem, zeby
                        poszli na te baleto- akrobacje cyrkowe. Ja tam ide. A ona przytomnie spytala,
                        czy tam trzeba dojechac tylko rowerem?
                        A dzis ze znajoma juz za chwilke poki nie ma tloku letniego "nad ktores
                        morze". I ktos mi powie, ze na stare lata powinnam wrocic do Polski, zebym
                        zyla sto lat, wszystkiego nie zalicze, zwlaszcza, ze wiele rzeczy lubie
                        powtorzyc.
                        • mammaja Re: Podróże , podróze... 21.05.06, 21:24
                          Podziwiam Maryno twoje wycieczki! Jakos ciagle czuje sie przestraszona w srodku
                          po moich perturbacjach zdrowotnych i nie wybrala bym sie sama na takie dalekie
                          ulice jak 176 smile U nas w Aninie Poprzeczne ulice nazwane wzorem nowojorskich,
                          coz, jest chyba 11 cie zaledwie smile Co do rejsow - to zupelnie co innego taki
                          statek wycieczkowy, a co innego zloga malenkiego jachtu. Zreszta za jakis
                          miesiac znowu syna niesie na polnoc, tym razem z Glasgow gdzies za Bergen, czyli
                          niedaleko smile
                          • skir.dhu Re: Podróże , podróze... 21.05.06, 22:19
                            Maryno, czy masz na mysli najwieksza dume Quebec'u - Cirque du Soleil? To nie z
                            Francji!!!!
                            www.cirquedusoleil.com/CirqueDuSoleil/en/showstickets/default.htm
                            A w Las Vegas sa juz od dobrych 5 lat jak nie dluzej smile Ponadto robia bardzo
                            duzo dobrego w roznych krajach swiata wspomagajac programy sportowo-artystyczne
                            dla najubozszych dzieci w Mongolii, Boliwii i innych miejscach. Serdecznie
                            polecam ktorykolwiek spektakl.
                            Skir Dhu
                            • maryna04 Re: Podróże , podróze... 22.05.06, 02:02
                              Oczywiscie, ze o nich chodzi, a reszta sie zgadza bo jak z Quebecu - to oni
                              Francuzi. A tak powaznie - ta nazwa mnie zmylila a nigdzie nie pisza, ze sa z
                              Kanady. Mam przed soba ich ulotke, to pisza tylko, ze sa z Las Vegas. To juz
                              piec lat zarabiaja w Stanach? No pewno, ciagle sposrod omal 300mil ludnosci
                              znajda chetnych widzow. Ciesze sie, ze pomagaja innym, o ich obecnym pobycie
                              dowiedzialam sie wlasnie poprzez informacje w programie publicznym tv, ze go
                              sponsoruja , no i przy okazji reklamuja sie. Widzialas jakis ich program?
                              • skir.dhu Re: Podróże , podróze... 22.05.06, 03:21
                                Spytalam meza czy sie czuje Francuzem - tylko sie wymownie spojrzal - mozesz
                                sie domyslic, co znaczylo spojrzenie wink)))
                                Widzielismy Varekai, Dralion, Allegria i Quidam w Quebec City, Montrealu i
                                Toronto oraz Zumanity w Las Vegas. Oni sie przez wiele lat reklamowali
                                szczegolnie w Quebec jako cyrk, ktory nie wykorzystuje zwierzat. Teraz to juz
                                wielka machina zarabiajaca mnostwo pieniedzy ale pamietam ich skromne poczatki
                                pelne idealizmu i entuzjazmu. Co ciekawe, przyzwoitosc wykonania, kreatywnosc i
                                sprawnosc artystow wciaz sa bezkonkurencyjne mimo, ze trupa jest juz teraz taka
                                wielka.
                                Bardzo serdecznie Ci polecam obejrzenie spektaklu. Ja wiem, ze Corteo ma byc w
                                Bostonie chyba na jesieni wiec my sie pewnie na to wybierzemy gdy bedziemy
                                odwiedzac Lare w szkole. Canadian touch smile
                                Skir Dhu
                                • luiza-w-ogrodzie Cyrk przyjechal!!! 25.05.06, 04:25
                                  Witam wielbicielki Cyrku Slonca. Jako ze nie znosze tresury zwierzat, ogladam
                                  wylacznie przedstawienia cyrkow akrobatycznych. Widzialam ich "Quidam" poltora
                                  roku temu w Sydney a w sierpniu wybieram sie na "Varekai". W telewizji
                                  widzialam tez "Saltimbanco" i jeszcze cos, czego tytulu nie pamietam.
                                  Fantastyczne akrobacje, niektorzy z akrobatow to byli gimnastycy olimpijscy.
                                  Chyba najbardziej podobaly mi sie numery ze skakankami oraz male Chineczki
                                  wyczyniajace cyda z diabolo. Proste, dziecinne zabawy podniesione do rangi
                                  sztuki.

                                  Australia ma akrobatyczny cyrk dzieciecy Flying Fruit Fly Circus (przy szkole
                                  cyrkowej w stane Victoria). Jezdza tez za granice, jezeli mielibyscie
                                  mozliwosc, obejrzyjcie, bo warto.

                                  Pozdrawiam
                                  Luiza-w-Ogrodzie
                                  ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                                  Australia-uzyteczne linki
    • kanoka Re: Podróże , podróze... 22.05.06, 18:36
      Pomarzyć dobra rzecz, marzenia są za darmo - tak było w jakiejś piosence. Więc
      marzymy. O dalekich, egzotycznych podróżach - również. Niektórzy na nie pojadą,
      inni - tylko w marzeniach - palcem po atlasie, myszką po ekranie....... I to też
      są PODRÓŻE.Jeżeli zajmują, cieszą, czegoś uczą, żeby nie powiedzieć(tfu! tfu!
      tfu~!) jakoś nas wzbogacają wewnętrznie?
      Z takich egzotycznych, to wiem, że nigdy nie pojechała bym, tam gdzie zimno,
      nawet majac zapewnione luksusowe warunki podróży.
      Interesują mnie bardzo Indie, ale od tych, którzy tam byli, wiem, że w tej
      kolorowej egzotyce jest dużo nędzy, brudu, chorób zakaźnych i ludzkiego
      nieszczęścia....Więc co? oglądać wszystko "przez szybkę"? chowając się za
      barierą usypana z pieniędzy i ....strachu? rzecz jasna, w moim przypadku, są to
      pytania retoryczne - zwłaszcza z tą barierą z pieniędzy wink
      W tym układzie, pozostaje "tylko" stara Europa - bo nawet do Moskwy czy do
      Petersburga strach, że o Odessie nie wspomnę....Ale i tak - tylko w marzeniach.W
      realu, pozostają mi podróże, jak czasem się śmieję - z Kolbergiem po kraju.
      PKSem patrząc na ludzi, którzy razem z nami podróżują, słuchając ich
      różnorodnej wymowy, patrząc na zmieniające się za oknem krajobrazy, małe, senne
      miasteczka, pola i lasy, wioski, opuszczone chałupy......
      Lub samochodem, zatrzymując się co chwila, albo, planowo i dokumentnie
      zwiedzając wszystko w okolicy, zgodnie z zaplanowaną wcześniej trasą obczytana w
      przewodnikach...Każda podróż jest ciekawa. Kiedyś myślałam, że ważne jest
      dojechanie dokąś. Teraz, przyjemnością jest też dla mnie samo bycie w drodze.
      • jan.kran Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 19:10
        Moim wielkim marzeniem i spełnię je na pewno jest pokazać moim dzieciom ukochaną
        Kieleczczyznę. One znają tylko Wrocław i są z nim bardzo związane , były raz w
        Warszawie która im się nie podobała i na tym koniec wrażeń z Polski.
        Moje rodzinne korzenie to Góry Świętokrzyskie , ze strony obojga moich Rodziców.
        Kraina mojego dziecinstwa. Jestem wpradzie wrocławianką z krwi i kości ale każde
        wakacje spędzałam na kieleckej wsi.
        Do dziś pamiętam te zapachy , pejzaże , niepowtarzalne , najdroższesmile))
        Kran
        • kanoka Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 19:17
          www.ga.com.pl/kieleccz.htm
          • jan.kran Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 19:46
            smile))))))))
            • jan.kran Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 19:57
              Nigdy nie wpadłam na pomysł zeby maleńkiej wioseczki mojego dzieciństwa szukać
              w guglach. Dziś okazało się zę wioseczka jest w Wikipedii, ma stronę netwą plus
              własne forum . Idę poczytaćsmile)))

              pl.wikipedia.org/wiki/Miedziana_G%C3%B3ra_(powiat_kielecki)
              • kanoka Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 20:23
                Miłego czytania i podróżowania, Kraniesmile)
                • mammaja Re:Polskie ścieżki. 22.05.06, 22:52
                  A tak naprawde to chetnie zwiedzilabym Nowa Zelandie, urzekly mnie tamte pejzaze!
                  Ale to juz calkiem nierealnesmile
                  • maryna04 Re:Polskie ścieżki. 23.05.06, 06:22
                    Troche dziegdziu, moja corka ma kilka kolorowych przyjaciolek. Jedna z nich
                    to przeswietna Hinduska, urodzona w ktorejs Gujanie. No i wraz z dwoma
                    przyjaciolkami wybraly sie do korzeni, czyli do Indii. Wlasnie niedawno byla
                    corka na kolacji, gdzie byla i ta 100% Hinduska. Opowiedziala o swojej
                    podrozy. Wrocily odwodnione, bo wprawdzie mialy pieniadze na wode butelkowana,
                    ale.... brzydzily sie isc zrobic pee pee poza hotelem , wiec nie pily wogole,
                    na wszelki wypadek. Czuly sie bardzo niekomfortowo, ze wszedzie otaczal ich
                    tlum, anegdot opowiedziala wiele, w kazdym razie dopiero w samolocie poczula
                    sie "u siebie". Czy ona jest Hinduska, czy Amerykanka?
        • katarynkap Re:Polskie ścieżki. 23.05.06, 19:24
          jan.smile ja rowniez zamierzam wyemigriowac do wroclawiasmile teraz mieszkam w
          krakowie, ale pochodze z checinsmile Pozdarawiam!
          • jan.kran Re:Polskie ścieżki. 23.05.06, 23:42
            Chęciny są śliczne smile))
            Ale Wrocław polecam bardzo serdecznie.
            Pozdrawiam.
            Kransmile
            • skir.dhu Re:Polskie ścieżki. 24.05.06, 04:58
              Moja polska sciezka to szlak na Turbacz odbywany wielokrotnie w towarzystwie
              bardzo dalekich krewnych, ktorych wiatry wojenne zagnaly do Nowego Targu.
              Jezdzilismy do Nich kilka razy w roku i rodzinnie chodzilismy do bacowki, ktora
              mieli na stoku Turbacza. Pamietam kalejdoskop por roku, zapachy traw i z chat,
              picie wody z potoku, rabanie drzewa, probowanie spirytusu gdy dorosli nie
              widzieli. Urode tych miejsc odnalazlam potem czesciowo w Laurentians ale
              zapachow nie da sie odnalezc.
              Skir Dhu
              • goskaa.l Re:Polskie ścieżki. 24.05.06, 14:15
                No i właśnie powiedziałaś, skir.dhu, to, co mnie zawsze w duszy gra:
                że Polska jest bardzo pięknym krajem, tyle, że Polacy jej nie doceniają.
                Lubię oglądać filmy podróżnicze, szzególnie traktujące o przyrodzie. Chętnie
                patrzę na ekranie (o ile znajdę na to czas) na obce kraje czy obyczaje. Ale dla
                mnie Polska jest przpiekna! I nie muszę wyjeżdżać daleko, żeby wciąż odnajdywać
                nowe aspekty jej urody.
                Uprawiam kajakarstwo turystyczne i ono nauczyło mnie geografii Polski bardziej,
                niż niegdyś uprawiana turystyka piesza (ta z kolei dawała więcej możliwości
                zwiedzania, trudno kajak przewieść pociągiem czy autobusem,a więc z
                konieczności trzeba się trzymać rzeki). Jeśli planuję płynięcie którymkolwiek
                ze szlaków, staram się cześniej zebrać jak najwięcej informacji o okolicznych
                miejscowościach i nie tylko. Niestety, nie zawsze udaje się połączyć fizyczne
                trudy spływu z pasją zwiedzania i poznawania. Bywa, że rzeka stawia poprzeczkę
                tak wysoko, że nie sposób wykrzesać chęci do "zebrania dupy w troki" i
                obejrzenia tego, co by się chciało. Ale zawsze pozostają niezapomniane wrażenia
                estetyczne z płynięcia.
                Polecam Polskę nie tylko tym, którzy do niej wracają z sentymentem młodości.
                goskaa.l
                • mammaja Re:Polskie ścieżki. 24.05.06, 22:45
                  Hej, podpisuje sie obiema rekami pod powyzszym. Swoja droga kajaki tez
                  przewozilam pociagiem (skladaki, z dmuchanymi bokami) i tak udalo sie wiele
                  szlakow rzecznych zaliczyc.Teraz juz wszedzie mozna wynajac, jeszcze przyjada
                  odebrac na koniec splywu i odwioza smile
                  • maryna04 Re:Polskie ścieżki. 25.05.06, 00:40
                    Omal dla kazdego jego kraj rodzinny jest piekny. Nie jestesmy w tym
                    wyjatkiem. Kiedy mam gosci z Polski to wszyscy porownuja ciagle z rodzinnym
                    stronami. My tez chorem mowilismy: "zupelnie jak droga na Jastkow, jak nad
                    Legiem, jak nad Solina...". W ta niedziele bylam ze znajoma nad pieknym
                    jeziorem Minewaska usytuowanym w gorach, skaliste brzegi, ale tez duzo
                    roslinnosci, szczegolnie tam pieknie jesienia, kiedy kwitna na spadach do
                    jeziora wrzosy. Teraz tez pieknie i duzo szlakow. Kiedy dojezdzalysmy moja
                    znajoma mieszkajaca 10 lat w Ameryce powiedziala: zupelnie jak w Slawkowie,
                    (jakas miejscowosc podwroclawska, gdzie jej rodzice mieli chalupke wakacyjna.)
                    I miala racje, bo kazdy widzi oczami u sercem.
                    Bardzo duzo Chorwatow i Grekow starszego pokolenia w Ameryce juz dawno sie
                    pobudowalo w swoich ojczyznach, i jesli nie przeprowadzili sie tam jeszcze na
                    stale, to jezdza tam na coraz dluzsze pobyty. Bo dla nich to sa
                    najpiekniejsze, najlepsze do zycia kraje.
                    • skir.dhu Re:Polskie ścieżki. 25.05.06, 03:09
                      Ja "moj" kraj znalazlam na Cape Breton. Tam urodzilam corke - tam obie
                      przynalezymy. Ludzie na Cape Breton dziela innych na tych "stad" i
                      tych "stamtad" - moja corka jest "stad", ja teoretycznie "stamtad" ale honorowo
                      tez "stad" smile Ja sama urodzilam sie w Warszawie w mieszkaniu moich rodzicow na
                      Radnej 10, moja corka urodzila sie po drodze do szpitala. W przypadkowym domu
                      po drodze i przy drodze. Patetycznie rzecz ujmujac, moja krew wsiakla w
                      kamienie Cape Breton smile I tak znalazlam moje miejsce na Ziemi. Polske jednak
                      wspominam z nostalgia - kraj dziecinstwa, wszystkiego co bylo pierwsze, na
                      pewno nie najlepsze ale pierwsze...
                      A gdyby ktos byl ciekawy Cape Breton, to prosze:
                      www.cangeo.ca/snapshots/Cape_Breton/default.asp
                      Skir Dhu
                  • malosia06 do mammaji 25.05.06, 07:17
                    Ja sama jestem posiadaczką trzech kajaków. Niestety, nie są to składaki.
                    Zresztą na rzekach, po jakich pływam najchętniej, raczej nie da się pływać
                    składakami. Najchętniej pływam w kajaku jednoosobowym, a tych raczej nie
                    specjalnie da się wypożyczyć. Charakter rzek, o których piszę (wysoki stopień
                    uciążliwości, czyli wiele przeszkód w nurcie) raczej wymusza płynięcie z pustym
                    kajakiem. I tak zdarza się, że pomimo dość dokładnie zebranych wcześniejszych
                    informacji rzeka zaskakuje. Tak na przykład podczas spływu na przełomie
                    kwietnia i maja zamiast planowanych 13 km udało nam się pokonać w ciągu 8
                    godzin tylko 5,2 km.]
                    Stąd zazwyczaj logistyka takiego spływu wymaga dowiezienia własnych kajaków i
                    (najlepiej) posiadania zaprzyjaźnionej osoby, która nie pływa, a ma cierpliwość
                    do czekania i przyjechania w leśny ostęp kiedy jest potrzebna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka