lswaczyna
25.05.10, 13:42
"Jaskółka" opublikowała w ostatnim numerze mój artykulik w pewnym sensie
zainspirowany sytuacją naszego miasta i naszych mieszkańców.
Zachęcam do przeczytania całego numeru.
„Te pierońskie planowanie.....”
Za czasów pierwszej komuny był dość popularny wic : „ Po rynku (tu należy
wpisać nazwę swojego miasta) chodzi facet i biadoli na głos „Te pierońskie
planowanie... Te pierońskie planowanie....” - Słyszący to milicjant zwraca mu
uwagę , iż jest to atak na pryncypia ustrojowe i będzie musiał go przymknąć .
Na co obywatel rzecze „Te pierońskie planowanie – planowołech się d*****ć a
się ze***ł” Tak też się stało w Grecji i wielu polskich rodzinach i samorządach.
Ta przysłowiowa sr****a wzięła się z wpadnięcia w długi. Wszyscy planują jak
to wspaniale wykorzystają pożyczone im pieniądze. Mało kto pamięta, iż
ryzykowne jest branie kredytu na inwestycje mogące przynieść zyski brakiem
rozsądku jest zapożyczanie się by lepiej zjeść wypić a totalnym zidioceniem
jest stosowanie maksymy „Zastaw się a postaw się”. Niektórym szczególnie
politykom wydaje się, że Ponboczek ich nie opuści. Co prawda Ponboczek, jest
wszechmocny, ale nie po to stworzył prawo grawitacji, żeby bronić nas przed
jego działaniem. A prawa ekonomii są jak prawa fizyki– nieuchronne. Co prawda
można wywołać stan lewitacji, na przykład przy pomocy poduszki powietrza, fal
ultradźwiękowych, laserów, pola magnetycznego czy po prostu trików
iluzjonistycznych, ale tylko na jakiś czas.
Mogli byśmy to co prawda olać co nam tam Grecja, brak kasy w jakimś mieście,
gminie czy gospodarstwie domowym ale tak naprawdę dotyczy to całej Polski.
Jeszcze za czasów pani Zyty Gilowskiej długi przekroczyły poziom 500 miliardów
złotych, teraz zbliżają się już do poziomu 700 miliardów, czyli więcej, niż
trzy roczne budżety państwa! To zresztą jest tylko część problemu, bo druga
część – to koszty obsługi tego długu, czyli spłacanie procentów. Minęły już
czasy, gdy wynosiły one 27 miliardów złotych rocznie; teraz koszty obsługi
długu sięgają ok. 34 miliardów. 34 miliardy złotych w przeliczeniu na
mieszkańca, to 900 złotych rocznie. Tyle każdy Polak będzie musiał w roku
wyborów prezydenckich zapłacić lichwiarskiej międzynarodówce za złudzenie
„/godnego życia/”. Statystyczna, pięcioosobowa rodzina, będzie musiała zatem
zapłacić tylko z tego tytułu prawie 5 tysięcy złotych – a przecież w państwie
solidarnym jest jeszcze wiele innych podatków.
Nie wiem czy moi czytelnicy zauważyli wśród polskich polityków i finansistów
gwałtowny spadek chęci wejścia naszego kraju do „strefy euro” po takim wejściu
mogło by się okazać że większym bankrutem jest Polska niż Grecja.
Wnioski nasuwają się same należy jak najszybciej wprowadzić więcej
odpowiedzialności za finanse tych którzy o nich decydują i ujawnić prawdziwe
przepływy pieniędzy na wszystkich strzeblach.
Pytacie jak to zrobić – a co nie szło by wprowadzić wypróbowanej za czasów II
RP „tangenty”?
Leon Swaczyna