emarlen5
19.09.13, 00:34
Czy możliwe, że komary też zarażają boreliozą?
Pamiętam, że robiłam eksperyment i pozwoliłam kilku komarom wbić się w skórę a potem obserwowałam reakcję skóry (wiem, że to głupie, ale tak było).
Rumień pojawił się u mnie na łydce z przodu w dobrze widocznym miejscu dla oka. Kleszcza na pewno bym zauważyła ponieważ kleszcz się wbija w skórę i żeruje dłuższy czas (kilka - kilkanaście godzin). Tym bardziej, że było lato i chodziłam z odsłoniętymi nogami.
W tym czasie miałam notorycznie chorującego synka, lato, zima bez znaczenia.
Wcześniej kiedy miał 3 latka pewnego razu gdy weszłam rano do pokoju synka był tak pogryziony przez komary, ze dostał gorączki i był spuchnięty. Spał przy otwartym oknie bo było wtedy wyjątkowo duszno a zapomniałam założyć na okno siatkę przeciw komarom.
Zaczęły pojawiać się u niego różne dolegliwości, skarżył się na bóle nóg, nie miał siły chodzić,zaczął się dziwny ropny katar trwający miesiącami,codzienne stany podgorączkowe a co jakiś czas bardzo wysoka gorączka.
Chodziłam z nim do różnych lekarzy, ale wciąż słyszałam, że organizm nabierze odporności w swoim czasie i że dziecko normalnie się rozwija a po nim żadnej choroby nie widać.
Mówiłam, że jest inny, osowiały, powolny, nie to samo dziecko co wcześniej, w końcu kto zna lepiej dziecko od własnej matki. Nic tym nie wskórałam.
Usłyszałam też od pani doktor, ze jestem nadopiekuńczą mamusią a z synkiem jest wszystko w porządku (to już było ironiczne w stosunku do mnie i zdałam sobie sprawę, że muszę zacząć działać sama).
Czytałam książki o ziołach - wszelkie dostępne, o wpływie witamin i minerałów na organizm. Dawałam synowi zioła do picia, robiłam soki z buraka, marchwi i jabłek. Nie był chętny do picia ziół i soków także wszystko odbywało się powoli, stopniowo i dlatego przynosiło słabe efekty.
Rumień u mnie pojawił się gdy syn miał 6 lat. Wciąż chorował, na okrągło 2 tygodnie w szkole, 2-3 tygodnie chory.
Gdy objawy boreliozy zaczęły się u mnie nasilać zdałam sobie sprawę, że na podobne dolegliwości skarżył się kiedyś syn i podobne występowały u niego.
Tyle tylko, ze wtedy nie wiedziałam, ze taki rumień oznacza boreliozę, dowiedziałam się o tym dopiero wchodząc później na różne fora, gdzie szukałam przyczyn naszych dolegliwości.
Syn w szkole miał bardzo ciężko, z powodu choroby nie był w stanie zintegrować się z klasą, dużo opuszczał, od lekarzy zero wsparcia. W dodatku w klasie był chłopiec, który mu bardzo dokuczał. Gdy prosiłam nauczycielkę o interwencję w tej sprawie to ta mówiła mi, że mój syn prowokuje (a był bardzo spokojny, aż za bardzo). Ja w tym czasie z powodu już neuroboreliozy ledwo żyłam, nauczycielka nie czuła przede mną żadnego respektu, taka prawda. Przeżyliśmy piekło.
W końcu po wizycie w przychodni lekarz wezwał karetkę i trafiłam do szpitala. Tam trafiłam na lekarza kolejnego ignoranta, pomimo objawów:
bóle głowy non stop, porażenie nerwu twarzowego, drętwienie języka, suche oko, wydzielina ropna z uszu,potworne otępienie, totalny brak sił - lekarz stwierdził, że on tutaj nic nie widzi, a żeby niczego nie przeoczyć zrobiono mi tomografię głowy, która nic nie wykazała. Przepisał mi antybiotyk na dwa tygodnie i sterydy i do domu.
Sterydy odstawiłam po kilku dniach bo czułam, że mi głowę rozsadza tak puchłam, po antybiotykach odczułam bardzo szybko poprawę, dosłownie z dnia na dzień.
Poprawa trwała jakiś czas, później zaczęło być coraz gorzej, klucia w klatce piersiowej, niemożność zaczerpnięcia mocniej powietrza, duszności, kołatanie serca, po przejściu paru kroków zatykało mnie, oblewałam się potem, pewnego dnia nie mogłam złapać głębszego oddechu przez parę godzin, czułam, że to już chyba koniec ze mną.
Mąż wezwał pogotowie bo traciłam przytomność, ratownik stwierdził, że to nerwica, dał mi nitroglicerynę i odjechali.
To był krytyczny dla mnie czas, męczyłam się tak całą noc. w późniejszym czasie przeczytałam gdzieś, że bakterie zajmują pęcherzyki płucne i po prostu tlen ma zablokowany dostęp do płuc, zdarzały się przypadki śmiertelne.
Popijałam zioła, soki z warzyw, co mi podpowiadał instynkt i wiedza z książek.
Pewnej nocy przyśniła mi się moja teściowa, która niewiele wcześniej zmarła. Kiedyś bardzo lubiłyśmy się, później jak zachorowałam było różnie.
Pokazała mi we śnie kilka paczek różnych ziół, była w tym śnie bardzo miła, sen był wyjątkowy i zapamiętałam niemal każdy detal.
W dzień pomyślałam o tym śnie, o ziołach i przyszło mi na myśl żeby zadzwonić do sklepu zielarskiego zapytać czy mają jakieś zioła na boreliozę. Okazało się, że chorujący na boreliozę biorą zioła szwedzkie (mieszanka 11 ziół) i sobie chwalą. Pojechałam więc, kupiłam, zrobiłam nalewkę wg przepisu, po kilku dniach zaczęłam pić i od tej pory powoli zaczęłam wychodzić na prostą.
Mózg zaczął lepiej myśleć, przyswajać przeczytany tekst, wskazówki od forumowiczów, wcześniej byłam bardzo otępiała, nie wiedziałam doslownie co się wokół dzieje, nie byłam w stanie nic zaplanować, mysleć,zrozumieć, totalna mgła umysłowa.
Zaczęlam brać vernicadis, propolis, citrosept, piołun, wrotycz,rumianek, mniszek lekarski, skrzyp, tymianek, macierzanka, dziurawiec, spiruline, chlorellę, zieloną herbatę, yerba matę, żeń- szeń, sok z aloesu, moroznik kaukazki, bakterie w kapsułkach,siemię lniane, proszek zasadowy, avocado, jagody, wisnie, porzeczki czarne,sok z cytryny, pomarańczy, mleko zsiadłe, później woda utleniona,
Nie wiem co mi pomogło mniej a co bardziej, w każdym razie powoli zaczęlam czuć się jak nigdy dotąd. To samo dawałam synowi.
Zapisałam i wozilam go na sport . uprawianie sportu wzmocnilo mu mięsnie i pozwoliło uwierzyc w siebie, nastepowala szybka regeneracja organizmu, dzięki czemu lepiej radził sobie w szkole, gdy czuł się na tyle silny postawil się tamtemu chlopakowi i innym którzy mu dokuczali, kilka razy doszło do bójki (3-4-5 klasa), kiedy tamci zobaczyli, ze nie dadzą mu rady odpuścili i od tamtej pory dokuczanie sie skończyło.
Syn ma teraz 16 lat, zamilowanie do komputerów (zna każdą część, także wyobrażnię i talent ma) , nie choruje już od kilku lat, sporadyczne przeziębienia tylko. W tym czasie poprosilam tylko raz panią doktor o antybiotyk dla niego na długotrwaly katar.
Reasumując, muszę napisać, że dziękuję niebiosom za zainfekowanie mnie, bo to pozwoliło mi zrozumieć istotę tej choroby, którą miał prawdopodobnie mój syn. Nie wiem jak to by sie skończyło dla niego, być może kalectwem lub gorzej gdybym nie miała tej wiedzy i możliwości poznania mechanizmu działania boreliozy i koinfekcji.
Swietny stan zdrowia trwał do czasu. Mieszkalam ponad rok w Londynie i nie bralam nic na boreliozę. Przed wyjazdem do Polski zrobiłam sobie kilka kąpieli w gorącej wodzie, bo od pewnego czasu dokuczały mi zatoki. Problem zatok od tamtej pory zniknąl zupełnie jak na razie. Po powrocie w ubiegłym roku do Polski, po dwóch miesiącach zaczęły się sensacje z moim organizmem, miałam stan zapalny całego organizmu, do tego uniemożliwiające chodzenie bóle lędźwiowe i kręgosłupa.
Po jakimś czasie zrozumiałam, że to może być powrót boreliozy.
Kręgosłup czułam przez pół roku, nie mogłam wstawać, przekręcać się, nic dżwigać, chodzić, dolegliwości nie były stałe, zmieniały sie, np. przez kilka dni nie mogłam w ogole chodzić, miałam niedowład nóg, później słabszy ból przez dwa tygodnie i znów silnielszy.
Tym razem wzięlam mms przez kilka dni wieczorem, rano sok z cytryny, mleko zsiadłe w ciągu dnia i wszystko powoli zaczęło ustępować. Kupiłam platformę wibracyjną dla wzmocnienia mięśni, ćwiczę kilka minut dziennie i na razie od półtora miesiąca jest OK.
Teraz skłaniam się ku ozonoterapii.
Sorry za długi opis, ale pomyślałam, ze komuś moje i syna doswiadczenia mogą się przydać, dziękuję.