Dodaj do ulubionych

Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem

16.09.15, 20:41
Witam ponownie, śledziłam forum 10 lat podczas leczenia, w końcu zakaźnik stwierdził, źe już nic dla mnie nie wymyśli, badałam jakiś czas poziom antyciał, kształtowały się na poziomie 20 jednostek, od 5 lat sporadycznie zaglądałam . Na początku tego roku zaczęłam badać się, ponieważ wyczułam guzek na piersi. I zaczęło się: biopsje wykazały złośliwego raka piersi, raka węzłów chłonnych, przerzuty na wątrobie, jest również podejrzenie na kości. Badania genetyczne wykluczyły rodzinne pochodzenie. Onkolodzy zdecydowali chemię paliatywną czerwoną, cokolwiek to znaczy, na operację za późno, bo niby co mieliby mi wyciąć, np. kości? Moje podejrzenia (jedni mówią, źe to moźliwe, inni nie - mam na myśli onkologów), źe cysty które tworzą nieźywe krętki, po tylu latach wytworzyły toksyny, które przekształciły się w guzy i zrakowaciały. Nie poddam się chemii, bo zabije również komórki zdrowe. Ale nie o to mi idzie. Taka rada dla leczących się, próbujcie również pozbywać się toksyn, czy podczas leczenia, czy po zakończeniu leczenia boreliozy. Pozdrawiam hbinko
Obserwuj wątek
    • presleyova Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 16.09.15, 21:00
      Moje podejrzenia (jedni mówią, źe to moźliwe, inni nie - mam na myśli onkol
      > ogów), źe cysty które tworzą nieźywe krętki, po tylu latach wytworzyły toksyny,
      > które przekształciły się w guzy i zrakowaciały.

      Koniecznie musimy to odkrycie zgłosić do nagrody Nobla..

      Przez pisanie takich kretyństw zakaźnicy i inni "od medycyny akademickiej" mają prawdziwe powody do traktowania chorych na boreliozę jako skończonych kretynów i bandę hipochondryków.
      • hbinko Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 16.09.15, 22:33
        Nie byłabym taka pewna, wiele osób chorujących na boreliozę choruje na raka. Przecież krętki, krążące we krwi namnaźają się, inne umierają tworząc cysty, czyli cmentarzyska, które zaczynając się psuć wytwarzając toksyny, a to jest poźywka dla raka.
        • fionka21 Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 16.09.15, 22:45
          To co piszesz to jakiś nikiforyzm biologiczny!

          Cysty to formy przetrwalnikowe, a nie cmentarzyska, a toksyny wytwarzane są zarówno przez żywe bakterie, jak i obumierające.
          Nikt nie zrobił wiarygodnych badań statystycznych na temat korelacji zapadalności na choroby nowotworowe i boreliozę. I nie da sie przeprowadzić takich badań, dopóki nie będzie testu na boreliozę w 100% wiarygodnego. Skoro nie wiadomo kto ma boreliozę, a kto nie to o jakiej statystyce można mówić wink
          • miroslaw111 do FIONKA 16.09.15, 22:58
            fionka21 napisała:

            > To co piszesz to jakiś nikiforyzm biologiczny!
            >
            > Cysty to formy przetrwalnikowe, a nie cmentarzyska, a toksyny wytwarzane są zar
            > ówno przez żywe bakterie, jak i obumierające.
            > Nikt nie zrobił wiarygodnych badań statystycznych na temat korelacji zapadalnoś
            > ci na choroby nowotworowe i boreliozę. I nie da sie przeprowadzić takich badań,
            > dopóki nie będzie testu na boreliozę w 100% wiarygodnego. Skoro nie wiadomo kt
            > o ma boreliozę, a kto nie to o jakiej statystyce można mówić wink

            wogóle niewiele wiemy,niewiele jest rzeczy potweirdzonych ...
            ale jednak uwierz borelioza jestr przyczyną ogólnego osłabienia- przyspieszza rozwój nowotworu,wspiera - jakkolwiek to nazwać
          • mark_bb Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 17.09.15, 02:51
            Zastanawiam się czy z kolei rozpoznania raka są zawsze w 100% pewne i doskonałe, czy "jeśli coś wygląda jak rak, to jest rakiem". O chybionych sposobach leczenia też słyszałem, nawet u mojej ciotki.
            Interakcje między bb a nowotworami to pewnie temat na wiele lat badań. Może ona przez osłabienie organizmu i systemu odpornościowego sprzyjać ich rozwojowi, z kolei np. przez pogorszenie ukrwienia tkanek go hamować, bo komórki nowotworowe lubią być dobrze odżywione. Czynników jest tak wiele, że trudno gdybać, to na pewno problem na długie lata dla naukowców molekularnych.
      • miroslaw111 Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 16.09.15, 22:54
        presleyowe najszczersze współczucia , mam nadzieję że kiedyś będziesz miała chociaż niewielką poprawę, pierwsza poprawa jest najważniejsza
        • hbinko Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 16.09.15, 23:03
          Statystyk to pewnie jeszcze długo nie zobaczycie, ale śledząc forum, wiele razy czytałam wypowiedzi boreliozowiczów, którym przyplątał się rak.
          • o.ko3 Re: Moja historia z niezbyt optymistycznym końcem 17.09.15, 18:36
            margolcia znowu gryzie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka