kasia061294
18.04.20, 21:07
Mój problem rozpoczął się w kwietniu 2018 r. od kłopotów z mową i bólu głowy. Zdarzało się, że mówiłam chwilami w spowolnionym tempie. Przez około miesiąc bolała mnie głowa. Od kilkunastu lat zmagałam się z bólami stawów. W związku z tym wykonałam rezonans magnetyczny głowy. Wyszły zmiany demielinizacyjne, w opisie napisane, że najprawdopodobniej obraz jak w przebiegu SM. Z taką diagnozą udałam się do szpitala na oddział neurologiczny. Tam od razu, na podstawie opisu rezonansu stwierdzono, że to SM. Zrobiono mi punkcję lędźwiową. Z płynu mózgowo-rdzeniowego SM nie wyszło, wynik boreliozy wyszedł graniczny, ale lekarze stwierdzili, że skoro graniczny to boreliozy nie ma. Wyszło, że mam zapalenie nerwu twarzowego. Mimo negatywnego wyniku w kierunku SM, uznano że je mam i zaczęto podawać mi steryd Solu-Medrol. Bardzo mi się po tym pogorszyło, problemy z mową nasiliły się, tak że nie była już jedynie spowolniona, a zaczęłam się zacinać, tak że wypowiadając poszczególne słowa, nie mogłam ich dokończyć, momentami pojawiło się uczucie odrealnienia. Do tego doszła potworna słabość, wymioty, ból głowy, ale to być może w wyniku punkcji. Ordynator oddziału sam wtedy przyznał, że z wykonywanych w szpitalu badań krwi wychodzi, że źle reaguję na lek, jednak dalej mi go podawano.
Po tygodniu wyszłam do domu. Przez pierwsze dwa tygodnie czułam się fatalnie, nic nie byłam w stanie zrobić, tylko leżeć. Z biegiem czasu odrobinę się poprawiało. Wątpiłam, że może być to borelioza, ale wykonałam badania na nią. Wyszły dodatnie, na wysokim poziomie, a nie graniczne. Trafiłam do lekarza leczącego połączonymi metodami alternatywnymi i farmakologicznymi. Tam miałam wykonane badania obciążeń organizmu różnymi pasożytami, wyszła też borelioza. Lekarz uznał, że wszelkie zmiany neurologiczne zostały wywołane przez neuroboreliozę, szedł w leczeniu dwutorowo, lecząc boreliozę naturalnymi sposobami, a także wspomagając układ nerwowy różnymi specyfikami, ale nie były to nigdy typowe leki na SM, nie sterydy. Oczyścił mi na początku organizm ziołami w połączeniu z antybiotykami, zalecił dietę pozbawioną glutenu i cukru, której początkowo się rygorystycznie trzymałam. Otrzymałam też kilka preparatów detoksykujących marki Joalis. Na początku kuracji czułam się źle, jednak z biegiem czasu poprawiało się. W końcu zaczęłam się czuć bardzo dobrze, wszelkie objawy ustąpiły. Niestety wtedy zaprzestałam rygorystycznej diety. Czułam się całkowicie zdrowa przez ponad rok. W kwietniu 2019 r., a więc po roku od pierwszego rezonansu, wykonałam rezonans porównawczy. Część zmian znacznie się zmniejszyła. W czasie tego roku nie przyjmowałam żadnych innych leków oprócz antybiotyków na początku kuracji, a potem ziół, naturalnych suplementów i preparatów Joalis. Jedynym wyjątkiem był zalecony jeszcze ze szpitala Neurovit zawierający witaminy B, ale myślałam że to nie jest w stanie mi zaszkodzić, dlatego przyjmowałam go przez jakiś rok. Pojawiły się też inne suplementy zawierające witaminę B, bo podobno działa pozytywnie w schorzeniach neurologicznych. Dawki te zostały jeszcze zwiększone w marcu 2019 r. w okresie kiedy miałam wysiłek na siłowni, dość intensywnie pracowałam, uczyłam się i potrzebowałam więcej energii. Tak zalecił mi lekarz. Nie wiem dokładnie jakie były to dawki, ale mogę domyślać się, że dość wysokie, bo pochodzące z kilku różnych suplementów naraz. Po kilku miesiącach pojawił się problem z chodzeniem, tzn. po przejściu dłuższego odcinka, np. po chodzeniu przez godzinę – dwie coś zaczynało dziać się z prawą nogą. Z biegiem czasu mogłam przejść bez problemu coraz mniej, brałam cały czas witaminy B.
W czerwcu 2019 r. na skutek pogorszenia zdrowia trafiłam do lekarza, który leczy boreliozę antybiotykami. Tam ponownie wykonano mi badania na boreliozę, które znowu wyszły dodatnie. Rozpoczęłam kurację antybiotykami. Przez około miesiąc brałam na zmianę Azycynę i Tinidazol. Czułam się bardzo źle. Po jakimś czasie dostałam potwornego uczulenia. Pojawiła się silna wysypka na całym ciele, puchły mi usta. Okazało się, że to po Tinidazolu. Zamieniono go na Matronidazol, po którym uczulenie ustąpiło. Potem jednak wróciłam do Tinidazolu i uczulenie wróciło. Zaprzestałam kuracji antybiotykami. Czułam się w miarę dobrze, ale problem z chodzeniem cały czas był.
W związku z tym w grudniu 2019 r. trafiłam do kliniki pod Wrocławiem, gdzie rzekomo zajmują się kompleksowym podejściem do zdrowia. Tam patrzono właściwie jedynie na rezonans, negowano wszystkie inne badania i lekarka stwierdziła, że dla niej to SM, bo rezonans nie kłamie. Poddałam się leczeniu tam, bo myślałam, że mi pomogą. Najpierw byłam tam na jednej wizycie, podczas której miałam ozonowanie krwi i wlew witaminowy z witamin B1, B6 i B12. Podczas powrotu do domu okropnie się czułam, wymiotowałam do tego stopnia, że się dusiłam. Zdecydowałam jednak, że zgodnie z zaleceniami lekarki, zostanę tam przez cały kolejny tydzień. Podczas tego tygodnia miałam liczne zabiegi jak osteopatia czy refleksologia, ale głównym punktem były codzienne wlewy witaminowe z witamin B. Czułam się coraz gorzej, problem z chodzeniem nasilał się, tak że ciężko było mi dojść już z pokoju na zabieg. Problem miałam już nie tylko z jedną nogą, ale ze sztywnością w całym ciele. Czułam mrowienie w stopach i dłoniach, ale kiedy informowałam lekarkę, że nigdy wcześniej nie miałam takich objawów, a pojawiły się dopiero na skutek ich działań, mówiła że to choroba. Wiedziałam, że coś jest nie tak, nigdy wcześniej się tak nie czułam, więc zaczęłam szukać informacji i dotarłam do tego, że możliwe jest przedawkowanie witaminy B. Kiedy poinformowałam o tym lekarkę, to stwierdziła tylko, że wszystkim z SM podaje takie wlewy i dotąd nie było skarg. Byłam w fatalnym stanie, nie mogłam chodzić. Pojechałam do mojego lekarza, gdzie dostałam kroplówki z soli fizjologicznej i glukozy na wypłukanie witaminy B. Po tym poprawiło się, drętwienia zaczęły ustępować. Po dwóch dniach od płukania zrobiłam badania poziomu witaminy B we krwi i B6 wyszła na poziomie 88 przy normie 16-80, a B12 - 10.780 przy normie 200-900. Obecnie przyjmuję różne leki od mojego lekarza mające stymulować układ nerwowy, które powinny działać zarówno w przypadku SM jak i neuroboreliozy. Oprócz tego biorę preparaty Joalis. Czuję się naprawdę dobrze, jednak problem z chodzeniem nie minął. Mam problem z przejściem dłuższego odcinka. W domu gdzie mogę w każdym momencie usiąść i odpocząć, poruszam się swobodnie. Zauważyłam, że problem dotyczy głównie stopy. Objawy wyglądają tak jak przy opadającej stopie, tzn. po przejściu dłuższego odcinka nie mogę unieść stopy i zawadzam palcami o podłoże.
Wiem, że witamina B może uszkadzać nerwy, dlatego wykonałam badanie EMG w kierunku polineuropatii, jednak uszkodzenia nerwów nie wyszły. Mimo wszystko wydaje mi się, że problem z chodzeniem mógł zostać spowodowany dużymi dawkami witaminy B, która u mnie najwyraźniej źle się przyswaja. Chciałabym pozbyć się jej nadmiaru, żeby zobaczyć jak z chodzeniem będzie wtedy, jednak nie wiem jak to zrobić i nikt nie umie mi powiedzieć jak. Czy ktoś miał podobną sytuację? Czy ktoś może podpowiedzieć mi co powinnam zrobić?
Bardzo proszę o pomoc.