artur737
13.09.05, 06:27
Ktos mi to przyslam emailem. Jest to kopia wypowiedzi z jakiegos innego forum.
Mam nadzieje, ze autor nie bedzie mial nic przeciwko, ze zamieszcze ja i na tym forum. A oto ten tekst:
Tak pięknie rozpisaliście się o boreliozie, że coś wam opowiem. Moja koleżanka -
też lekarz - człowiek zdrowy, silny i młody pewnego dnia zaczęła się źle czuć.
Serce zaczęło jej szaleć od 60 do 110, odczuwała duszności, robiło jej się
słabo. Koledzy położyli ją na kardiologię, bo nie wiedzieli, co wymyślić.
Przebadali serce, wszystko, co im przyszło do głowy - wyniki w normie. Trochę
zaczęło skakać ciśnienie - po 1 m-cu unormowało się. W międzuyczasie miała bez
przerwy zapalenia, a właściwie bóle gardła, które przechodziły po
antybiotykaćh, więc je brała jeden po drugim. Serce jakby się uspokoiło, po ok.
3 m-cach pojawiły się bóle stawowe - takie dziwne, wędrujące, bez obrzeków, bez
upośledzenia ruchomości, 2 razy silne zapalenie stawu biodrowego. Reumatolog -
bóle niespecyficzne, badania w normie. Dalej bóle gardła, dalej antybiotyki,
bóle przeszły, ale nie do końca zostały znikome. Ok. 6 m-cy od początku choroby
zauważyła, że ma zawroty głowy, nie silne, początkowo nawet na nie nie zwracała
uwagi. Ale są. I - to może przypadek - nierówne źrenice. Więc neurolog,
rezonans, tydzień niepewności i - wszystko w normie. Nie ma guza. Ale zawroty
głowy są. A, i oczywiście bóle głowy w ok. potyl i też dziwne - ona była,
strasznie, nienormalnie zmęczona. Taki stam przychodził nagle, wszyscy
widzieliśmy, że coś jej jest, ona mówiła, że nic, tylko jest bardzo zmęczona.
Bóle głowy przeszły, zawroty zostały i zaczęły się nasilać, zostało zmęczenie.
W końcu, po roku chorowania któraś z koleżanek wymyśliła, że skoro tak wszystko
jest razem, to może być borelioza. Coś zaświtało ze studiów, że w boreliozie
może być wszystko. I tu się zaczęły schody. Nie znałyśmy nikogo, pojechała
normalnie do poradni. Wytłumaczyła o co chodzi, że jest lekarzem , a pani
doktor na to, że teraz każdy kto zbiera grzyby chce sobie robić badanie na
boreliozę, bo był w lesie. Potem się zreflektowała i dała skierowanie. Test
wyszedł dodatni w IgG. I jak ten wynik zobaczyła pani doktor to już się
zasępiła i dała skierowanie na oddział z podejrzeniem neuroboreliozy. Koleżanka
pobytów w szpitalu miała juz dość (o jeden za dużo), ale tez chciała być
zdrowa. Ponieważ nie było innej możliwości, połozyła się. Zrobione badania
krwi, min. test potwierdzenia na boreliozę. O nieudanej próbie nakłucia
lędźwiowego już nie wspomnę. Test potwierdzenia miał wszystko wyjaśnić. Wynik
był dodatni w IgM i IgG. Stwierdzono, ze to nie borelioza, bo objawy są
niecharakterystyczne. Na wypisie do domu tego wyniku nie wpisano, bo pewnie
zagmatwałby obraz. Koleżanka bardzo ufa kolegom po fachu, więc tłumaczenie, że
wynik był fałszywie dodatni, bo u zdrowych osób też taki bywa uznała za
słuszne - w końcu powiedział to lekarz. Przekonano ją, ze to nie to. W szpitalu
konsultowała ją miła neurolog, z którą umówiła się jeszcze do poradni, żeby
wykluczyc zmiany naczyniowe w mózgu. I całe szczęście. Bo tam neurolog
powiedziała, ze wg niej to jest borelioza i że ma się jeszcze gdzieś
skonsultować. I odtąd koleżanka wzięła juz sprawy w swoje ręce. Skonsultowała
się telefonicznie z innym ośrodkiem, w którym powiedziano jej, ze całość
wygląda na boreliozę i że bezpieczniej to przeleczyć niż zostawić bez leczenia.
No i zaczął leczyć - najpierw miesiąc, potem dalej. Przeszukała internet i to
co znalazła już przestało jej się podobać. Objawy wszystkie pasowały ale - z
amerykańskimi opracowaniami, do polskich nie pasowały. Leczenie, które
znalazła - przerażające - wielomiesięczna antybiotykoterapia dużymi dawkami.
opracowania, które znalazła nie były opracowaniami, które normalnie by uznała.
Nie znała autora, nie było badań. Ale wiedziała przez co przeszła, wiedziała,
ze po antybiotykach czuje się lepiej, czytała jak inni się leczą. I wiedziała,
że coś w tym musi być. Tylko znów jak lekarz ma brać długo duże dawki
antybiotyków, wiedząc o ich dział. ubocz? I jak długo brać? - tu nie ma żadnego
testu, który wykaże, ze jest się zdrowym. Leczy się nadal, ale ciągle ma
wątpliwości. Ciągle jeszcze myśli, a jak to nie to? Tylko co innego to mogłoby
być? Nie ma nikogo, kto by jej na to pytanie odpowiedział. A przed oczami ma
cały czas zagrażające porażenia, niedowłady, upośledzenia sprawności umysłowej
i układu ruchu.