blondi82100
09.07.07, 16:33
Ponieważ mnie naciskacie więc postanowiłam trochę wysilić mózgownicę(chociaż
boli)i opisać swoje zmagania z chorobą.Moje objawy zaczęły się dwa miesiące
temu koło 10 maja.W tamtym okresie odnotowałam u siebie znaczne osłabienie
organizmu,bóle głowy,uczucie ogólnego rozbicia i ból nóg promieniujący do
bioder.Wówczas,dużo i intensywnie pracowałam i wytłumaczyłam to sobie
przepracowaniem,jednak coś w duchu mi mówiło,aby nie lekceważyć tych
objawów.Moment krytyczny wystąpił jak jechałam samochodem jako pasażer.Wtedy
to sparaliżował mnie okropny ból całych nóg,stawów i mięśni,oraz ich
drżenie,którego nie mogłam powstrzymać.Bardzo sie tego przestraszyłam,gdyż
nigdy czegoś takiego nie czułam.W nocy mnie to znowu złapało,ale tym razem
pojechałam na pogotowie,gdzie sędziwa pani doktor stwierdziła,że to objaw
nerwicy i dała zastrzyk na uspokojenie.Później w przeciągu dwóch tygodni
lądowałam na pogotowiu jeszcze trzy razy(w tym raz zabrano mnie z pracy,gdzie
musiałam szanowne panie lekarki prosić o badanie krwi,ciśnienia i Ekg)ciągle
dostając zastrzyk,lub tabletkę na uspokojenie,co niestety nie odnosiło żadnego
skutku.Przestraszyłam sie nie na żarty.Udałam się do swojego internisty,który
zlecił badania krwi,popukał osłuchał,stwierdził zaczerwienienie gardła,choć
nie czułam,żeby bolało,usłyszał delikatne szmery na sercu,zlecił Ekg i Echo,i
wtedy zadał to najważniejsze pytanie:czy nie ugryzł mnie przypadkiem
kleszcz.Ja na to ,że nie przypominam sobie czegoś podobnego,bo tak w istocie
było,(nie licząc psa,którego posiadam,i codziennych spacerów z nim po nieraz
wysokiej i nie wysokiej trawie,oraz często spania z nim w łóżku).No
nic,czekałam na wyniki.Wyniki krwi wyszły dobre,oprócz podwyższonego ASO do
400.Jego diagnoza:gorączka reumatyczna.Dostałam penicilinę Ospen,którą brałam
3x1 przez 10 dni.Niestety mój stan się tylko pogarszał,i do gorączki doszła
sobie angina(w czasie brania antybiotyku).Do bóli stawów i mięśni doszły
cierpnięcia i mrowienia dłoni i stóp,uczucie wewnętrznego
roztrzęsienia,lęku,kołatania serca,ból głowy i gardła oraz wieczne
zmęczenie,rozbicie,które nie przechodziło mimo kilkunastu godzin snu na
dobę.Nikt nie wiedział jak mi pomóc.Po ospenie spadło miano Aso do
200,pozostałe dolegliwości zostały.Mój lekarz dał mi skierowania do
reumatologa,kardiologa,neurologa, mówiąc cytuję:"Zanim z Pani zrobimy czubka
trzeba się przebadać".Poszłam do reumatologa,która stwierdziła,że zapalenia
stawów nie widzi,bo nie opuchnięte,pouciskała jakieś punkty,nie mówiąc
nic.Stwierdziła fibromialgię,a już co to za choroba to mam sprawdzić w
internecie.Zleciła krioterapie,wypisała seronil na depresję i do
widzenia.Siadłam przed komputerem i zaczęłam czytać...i nogi się pode mną
ugięły.Ja i fibromialgia?nie,to niemożliwe.To napewno nie to.Po prostu nie
uwierzyłam,że mogę być na to chora.I tak trafiłam na forum fibromialgia,a
stamtąd na forum o boreliozie.Przeczytałam wątek Ewax,i stwierdziłam,że mnie
tak nikt nie oszuka jak ją oszukiwano tyle lat.Postanowiłam zrobić testy na
boreliozę,co prawda panie z diagnostyki naciągnęły mnie najpierw na
elisę,mówiąc ,że zaczyna się od tego.Mój wynik:Borelioza IgG 1,87,wynik
ujemny,Borelioza IgM 10,43 wynik wątpliwy.Następnie wynik WB,prążek p31
dodatni-mam boreliozę.Kamień spadł mi z serca,bo wiem,że na fibro nie ma
lekarstwa,a na boreliozę jest,i to już jest dla mnie światełko w tunelu.Dzięki
Wam trafiłam do doktor Beaty,którą na szczęście mam na miejscu,i jestem za to
wdzięczna losowi.Dzisiaj mija mój 18 dzień leczenia,i jak na razie mam chyba
herxy,ale bóle stawowe i mięśniowe się zmniejszyły.Jestem na dobrej
drodze,wierzę w to.Mówiłam już to na forum fibro,ale tutaj powtórzę to jeszcze
raz:Kochani nie wierzcie w chorobę zwaną fibromialgią,jej po prostu nie ma i
jest wymysłem naszych zafajdanych,bezsilnych lekarzy,którzy dlatego,że nie
zarabiaja tyle ile chcą,to nie chce im sie wysilać.Wciskają ludziom choroby na
które nie ma lekarstwa i mają święty spokój.Walczcie o siebie i weźcie sprawy
w swoje ręce,póki nie jest za późno.Pozdrawiam wszystkich cieplutko,życzę
zdrowia i wytrwałości,czego też i sobie życzę,bo nieraz ją tracę.