Witam serdecznie wszystkich forumowiczów.Od paru tygodni drżę o
zdrowie mojego 7-letniego Szczęścia o imieniu Wiktor. Pomimo
pocieszeń znajomych, lekarzy, rodziny nie jestem w stanie opanować
strachu, a nawet paniki. Wiktorek ok 7 tygodni temu podczas
przedszkolnej wycieczki do szkółki leśnej został ugryziony przez
kleszcza (ubrałam mojego małego leśnika grubo, wypryskałam czym się
da, a ta wredota przyssała się za uchem). Prawdopodobnie po
ugryzieniu synek wydrapał to paskudztwo, gdyż po starannych
oględzinach nic nie zauważyliśmy. Kilka dni później pojawiło się coś
swędzącego i czerwonego. Zignorowaliśmy. Mieszkamy pod lasem,
komarów fruwa na pęczki, a większość z nich upodobała sobie Wiktora
krew

. Tydzień później pojawił się rumień. Oczywiście teraz wiem,
że to był rumień. Wtedy lekarz rodzinny stwierdził, iż jest to
ukąszenie jakiejś muszki. Triderm i po sprawie. Po sprawie nie było.
Następny lekarz przepisał Davercin w kremie i Sudocrem. Dalej nie
było po sprawie. Rumień był lekko napuchnięty, czerwony, swędzący i
rósł, a przy okazji węzły chłonne wyglądały jak śliwki. W końcu
kolejna wizyta u dermatologa. Gdy w poczekalni czekaliśmy na wizytę
przechodząca dermatolożka spojrzała na mój Skarb i powiedziała : "O!
Kleszcz! Dwa tygodnie!". BINGO! Jednak na wizycie ta informacja nie
wystarczyła lekarzowi aby przepisać dziecku antybiotyk na dłużej niż
5 dni!Pluję sobie teraz w brodę, że wtedy nie zasięgnęłam nigdzie
języka i od razu nie zaczęłam drążyć. Wizyta u lekarza rodzinnego:
skierowanie do poradni chorób zakaźnych oraz na badanie krwi - OB i
morfologia. Na wizytę miałam czekać ok 4 tygodnie w związku z czym
postanowiłam sprawę wziąć w swoje ręce. Zrobiłam test ELISA w klasie
IgG i IgM. Oba dały wynik pozytywny. Z wynikiem pobiegłam jak
najszybciej do lekarza rodzinnego. Dostałam Summamed Forte na 8
dawek. Wczoraj natomiast poszłam pełna nadziei do wcześniej
wspomnianej poradni przy oddziale zakźnym. Usłyszałam przede
wszystkim zdania, które zmroziły mi krew w żyłach : "CZEGO PANI OD
NAS OCZEKUJE?", "PROSZĘ NIE PANIKOWAĆ. NA BORELIOZĘ SIĘ NIE UMIERA".
Dowiedziałam się również, iż Summamed jest kiepskim antybiotykiem,
ale powinnam zakończyć kurację, poczekać dwa tygodnie, zrobić
jeszcze raz badanie i pod koniec sierpnia pojawić się na ponownej
wizycie. I CO JA MAM TERAZ ROBIĆ??!! DRĄŻYĆ? SZUKAĆ PORADY U INNYCH
LEKARZY? CZEKAĆ? CZY TO JEST POCZĄTEK BARDZO WYBOISTEJ DROGI? CZY
JEST JUŻ DOŚĆ PÓŹNO I MAM CZEKAĆ NA DRUGĄ FAZĘ CHOROBY W POSTACI
OBJAWÓW STAWOWYCH, SERCOWYCH LUB NEUROLOGICZNYCH? ZDROWIE MOJEGO
DZIECKA JEST DLA MNIE WSZYSTKIM I JESTEM W STANIE ZROBIĆ WSZYSTKO,
JECHAĆ NA KONIEC ŚWIATA I WYDAĆ KAŻDE PIENIĄDZE, ABY TYLKO MÓJ
NAJWIĘKSZY SKARB BYŁ ZDROWY. Czy ktoś z Was może przesłać mi
jakiekolwiek namiary na lekarzy, którzy mają doświadczenie w
leczeniu boreliozy (mieszkam w Szczecinie, ale mogę jechać
gdziekolwiek)? Będę przeogromnie wdzięczna za choćby najmniejsze
wskazówki (szypka@poczta.fm). Z góry dziękuję.