Dodaj do ulubionych

amstaff i dzieciaczek ...

12.11.08, 12:52
Witam, mamy duuuży rodzinny dylemat

mamy 4 letnią, rasową suczkę amstaffkę. Suczka jest amstaffem specyficznym -
bardzo spokojnym, wręcz osowiałym, nieskorym do zabaw (od święta gania za
kijkami itp). Jest kochaną przytulaną. Psa obronnego nie dało się z niej
zrobić (na szkoleniu powiedziano nam że jest tak zbudowana psychicznie, że
człowieka nie da rady zaatakować, nawet jeśli ten człowiek będzie robił nam
krzywdę...).
właściwie się u nas wychowała od urodzenia. W kwietniu br przyszła na świat
nasza córeczka - suka oczywiście była i jest o nią zazdrosna na swój psi
sposób, na początku małej unikała, kiedy ktoś do nas przychodził podziwiać
dziecię to suczka wręcz wdrapywała się ludziom na kolana zagarniając czułości
dla dziecka. Oczywiście ja karmiąc małą stopą głaskałam psa, oboje z mężem na
prawdę staraliśmy się i staramy aby nie odczuła tej zmiany.
Jednak ... ciągle zastanawialiśmy się czy mimo wszystko nasza Gabrysia (teraz
ma 7 miesięcy) jest bezpieczna ...
oczywiście nie było sytuacji kiedy zostawialibyśmy małą z suką w jednym pokoju
itd. Na początku suka bardzo bała się małej, uciekała gdzie pieprz rośnie
kiedy próbowaliśmy przysuwać do niej malutką. Po ok. 2 miesiącach nastąpiło
pierwsze liznięcie małej i spokojne przyjmowanie małej. Specjalnie wiele razy
braliśmy małą na ręce, przysuwaliśmy do psa, pozwalaliśmy ciągnąć za uszy,
kładliśmy ręce małej na głowie suki a ta może nie reagowała wielką radością
ale też nie okazywała oznak zdenerwowania - widać było, że nie jest może
bardzo zadowolona ale też nie wkurzona...sadzaliśmy Gabę na grzbiecie psa, po
prostu robiliśmy wiele rzeczy tak aby przwyzwyczaić ją do ataków i obecności
małego dziecka.
Wczoraj jednak mieliśmy bardzo niefajną sytuację - jak zwykle z małą na rękach
podeszłam do suczki, która leżała w swoim posłaniu i zaczęłam rękoma Gaby
miziać psa po głowie, uszach itd, Gaba piszczała itd jak to dziecko, a suka
nagle podniosła się (do siadu) warknęła i klapnęła zębami na małą... nie wiem
czy nie ugryzłaby jej gdyby nie to, że natychmiastowo podniosłam małą do góry
(wszystkie trzy - tzn, ja, Gaba i pies) byłyśmy na tym samym poziomie :) ...
.. i zastanawiamy się co dalej.. co w tej sytuacji, czy przejaw jakby nie było
agresji to znak, że suczka nie zaakceptowała małej i kiedy ta zacznie
raczkować będzie już bardzo niebezpiecznie? czy to sygnał, że pies sobie
czegoś nie życzył ale w świetle tego, że wcześniej robiliśmy tak często wątpię..
jesteśmy zdecydowani oddać psa bo właściwie nie wiem czy możemy podjąć takie
ryzyko ...czy możecie coś podpowiedzieć...
Obserwuj wątek
    • johana19 Re: amstaff i dzieciaczek ... 13.11.08, 09:11
      Przepraszam, że to napiszę, nie obraź się ale w tej chwili, po
      przeczytaniu końcówki twojego postu, takie są moje odczucia. Jak
      ochłonę to postaram się pomóc, poradzić itp. ale na tą chwilę... Nie
      wiem w jaki sposób suka trafiła do was ale piszesz, że macie ją
      praktycznie od urodzenia więc już dosyć długo. Mniemam, że jesteście
      w miarę młodymi ludźmi, macie małe dziecko... Wspominałaś coś o
      szkoleniu, że z psa nie dało się "zrobić" psa obronnego. Ale
      rozumiem, że podstawowe szkolenie suka ukończyła??? Jeśli tak, to
      powinna być nauczona podstawowych zasad funkcjonowania tym bardziej,
      że piszesz o niej jako o psie raczej bardzo spokojnym, powolnym itp.
      Tylko pytanie takie mam - po kiego grzyba zdecydowaliście się
      trzymać takiego psa wiedząc, że planujecie mieć dziecko i od razu
      bojąc się co wtedy będzie (bo mam wrażenie, że taka obawa w was było
      gdy tylko w ciążę zaszłaś ale mogę się mylić...)??? Trzeba było
      sobie sprawić jakieś maleństwo, które w waszym mniemaniu, nie byłoby
      niebezepieczeństwem dla waszej pociechy, a nie amstaffa, który
      wszędzie "budzi postrach i grozę" i "ludzie, którzy mają takiego psa
      i dziecko są nienormalni i nieodpowiedzialni"... Pies to nie jest
      zabawka, którą, jak nam się znudzi albo zachowa się niestosownie,
      można ją cisnąć w kąt, komuś oddać czy sprawić by "odeszła" z tego
      świata. A wy zdajecie się nie mieć o tym pojęcia albo nie do końca
      zdajecie sobie z tego sprawę skoro chcecie podjąć takie drastyczne
      kroki mimo, że suka nie zachowała się, moim zdaniem, w sposób
      skandaliczny, chciała wam tylko coś oznajmić... Szkoda mi jej. I na
      tą chwilę to tyle.
      • zetkowa Re: amstaff i dzieciaczek ... 13.11.08, 17:22
        a i Johana - przepraszam, ale nigdy nie miałam w głowie strachu związanego z
        jednoczesnym posiadaniem amstaffa i dziecka bo po prostu wierzę, że dobrze
        wychowany RASOWY pies nie stwarza niebezpieczeństwa, ewentualnie jestem na tyle
        realistką, że tak jak i amstaff tak i jamnik może zrobić krzywdę człowiekowi,
        dziecku i po prostu mając psa może trzeba mieć oczy naokoło głowy ...
    • arcus.caelestis Re: amstaff i dzieciaczek ... 13.11.08, 11:59
      "jesteśmy zdecydowani oddać psa bo właściwie nie wiem czy możemy
      podjąć takie
      > ryzyko"
      - pozostawię to bez komentarza bo mi ręce opadły.
      "...czy możecie coś podpowiedzieć..."
      - a owszem postaram się.

      Wszystko co opisałaś wskazuje na to że pies nie traktuje dziecka jak
      części stada - traktuje je jak intruza - i to może być bardzo
      niebezpieczne. Kłapnięcie zębami i warknięcie - to było jak
      odpędzanie nachalnego obcego przez człowieka - najpierw grzecznie
      prosisz, potem ignorujesz a na koniec wrzeszczysz albo odpychasz.
      Twój pies wysyłał sygnały ostrzegawcze zapewne i wcześniej, ale je
      zignorowaliście - te były po prostu bardziej dosadne. Twoja suka nie
      myśli - nowy domownik - dziecko. Ona myśli - intruz który narusza
      moje terytorium, mimo tego, iż daję jasno do zrozumienia, że sobie
      tego nie życzę. Tak masz rację, jest się czego bać. Nie
      przygotowaliście psa na przyjście dziecka - a jeśli
      przygotowywaliście to w sposób niewystarczający, zawaliliście sprawę
      jako właściciele - zachowanie suki to jest wyłącznie WASZA wina.
      Podobne zachowanie prezentowałby pies każdej innej rasy, obojętne
      mały czy duży.
      TYLE "oczywistych oczywistości".

      Teraz co do ratunku. Jeśli jesteście zdecydowani podjąć się
      wysiłku - a uprzedzam, że to nie będzie łatwe i zależy wam na psie
      (w co wątpię po końcówce wpisu) to należy po pierwsze wydzielić w
      domu strefy - strefa psa strefa dziecka strefa wspólna. Suka musi
      się czuć bezpieczna - dziecko musi BYĆ bezpieczne. Następnym krokiem
      powinien być kontakt z behawiorystą. Musicie go ściągnąć do domu -
      żadne tam korespondencyjne rozwiązywanie problemu. Musi zobaczyć to
      czego nie dostrzegliście wy. Bo coś przegapiliście, skoro pies o
      łagodnej naturze zamanifestował swoją niechęć tak dosadnie.
      Przychodzi mi do głowy kilka pomysłów jak przekonać psa, że dziecko
      nie jest intruzem, ale jest to zbyt poważna sprawa żeby
      przeprowadzać próby. Przy dobrym behawioryście wystarczy jedna
      wizyta - i będzie wiedział które rozwiązanie jest najlepsze. Jeśli
      suka jest tak ugodowa jak piszesz, to mogę się mylić w kwestii czasu
      jaki zajmie wam „ustawienie psa” na nowo w stadzie, może wystarczy
      kilka dni, ale z twojego opisu to widzę kilka miesięcy pracy z psem.

      Jeśli się zdecydujesz zatrzymać psa, to działaj natychmiast – nawet
      jeśli wydaje ci się że już jest dobrze, to możesz się mylić, problem
      pozostawiony sam sobie nie rozwiąże się na pewno, no chyba że w
      sposób o jakim nie chcielibyście nawet myśleć. Jeśli zależy ci na
      psie i nie była to tylko zachcianka nieodpowiedzialnych ludzi,
      działaj. Trzymam kciuki.

      • zetkowa Re: amstaff i dzieciaczek ... 13.11.08, 17:19
        Arcus, Joanna - decyzja o posiadaniu takiego psa jak amstaff była w pełni
        świadoma. Kupiliśmy psa z bardzo dobrej hodowli, psów spokojnych itp.
        Nie wiem dlaczego reagujecie krytycznie ma moje słowa o oddaniu suki - ja się
        boje o swoje dziecko! czy to jest nienormalne? nie wiem co robić. zapraszać
        behawiorystę to jedno (nie mam nic przeciwko) ale żyć i funkcjonować w domu to
        drugie ... i jak to zrobić tak aby nie zamykać psa w klatce????
        nie jestem osobą która twierdzi że amstaffy to psy mordercy itd głupoty, zawsze
        robiłam i robię im dobry PR bo jestem przekonana o tym, że nie rasa stwarza
        niebezpieczeństwo ale chów.. tak podstawowe szkolenie sunia przeszła ...
        normalnie, bez oporów...
        nie wiem co mogliśmy przeoczyć bo uważałam do tej pory, że jesteśmy bardzo
        świadomymi właścicielami psa i tego jak go prowadzić - teraz po postu zgłupiałam
        ...nie wiem dlaczego odbieracie mnie jak kogoś kto spisał psa na straty, może to
        kwestia netu gdzie nie można przekazać emocji, jestem załamana ale jeśli teraz
        ryzykuję bezpieczeństwo dziecka to mam w du&^pie psa, przepraszam ale takie jest
        moje zdanie ...teraz się zastanawiam, że jedna rzecz od czasu tego incydentu
        jest normą - suka odwraca się tyłem do córeczki i odwraca głowę a to w sumie
        bardzo niebezpieczne....w sensie niedobry znak..
        ehh, w sumie czuję się tylko potępioną, nieodpowiedzialną idiotkę co to sobie
        psa wzięła i wyrzuca go jak rzecz a tak nie jest, wierzcie mi, że to co teraz
        się dzieje w naszym życiu jest tragedią
        sądów łatwo dokonywać kiedy się kogoś nie zna...

        Arcus, dziękuję Ci bardzo za wiele rzeczowych rad - na behawiorystkę też
        wpadliśmy - jeśli nie ona to nikt już nam nie pomoże
        • johana19 Re: amstaff i dzieciaczek ... 13.11.08, 18:13
          Ja cię nie oceniam, po prostu wyraziłam swoją opinię po przeczytaniu
          tego, co napisałaś w pierwszym poście. To oczywiste, że dziecko
          stawia się wyżej od psa i nawet na ten temat nie dyskutuję bo to bez
          sensu. Tak się składa, że sama jestem matką prawie 4-letniej
          dziewczynki i do niedawna byłam właścicielką amstaffa (niestety,
          Tyson odszedł w lutym b.r.), wcale niełatwego w prowadzeniu, ze
          skłonnością do dominacji, a w ostatnim czasie swego życia bardzo
          schorowanego (epilepsja), aczkolwiek zawsze z anielską cierpliwością
          podchodzącego do dzieci. I wydaje mi się, że mam jakąś skalę
          porównawczą bo też mam dziecko, które od urodzenia wychowywało się z
          takim psem. Dlatego tym bardziej "ukłuło" mnie to, co napisałaś.
          Arcus napisala ci wiele cennych rad więc nie będę powtarzała tego
          samego. Życzę wam jak najlepiej i mam nadzieję, że jakoś poradzicie
          sobie z knąbrną sunią i nie będziecie musieli jej oddawać.
        • arcus.caelestis Re: amstaff i dzieciaczek ... 14.11.08, 10:44
          Daj znać co wymyśliła behawiorystka.
          A póki co, ja mówiłam całkiem serio o odizolowaniu psa od dziecka.
          Nie wiem jakie masz warunki lokalowe, u mnie wygląda to tak: w
          pokoju dziecka jest barierka zabezpieczająca w drzwiach, pies
          wchodzi tylko z nami. Pies ma swój pokój i młoda jak tam włazi, to
          też tylko w naszej obecności. Reszta mieszkania to strefa wspólna.
          Jeśli nie masz takiej możliwości to dobrym pomysłem jest klatka
          kenelowa do której dziecko wstępu nie ma - strefa psa i np. kojec
          dla dziecka. Ja nie mówię o zamykaniu psa, tylko o wydzieleniu mu
          jego strefy.
          Innym koniecznym działaniem :
          "Specjalnie wiele razy
          braliśmy małą na ręce, przysuwaliśmy do psa, pozwalaliśmy ciągnąć za
          uszy,
          kładliśmy ręce małej na głowie suki a ta może nie reagowała wielką
          radością
          ale też nie okazywała oznak zdenerwowania - widać było, że nie jest
          może
          bardzo zadowolona ale też nie wkurzona...sadzaliśmy Gabę na
          grzbiecie psa, po
          prostu robiliśmy wiele rzeczy tak aby przwyzwyczaić ją do ataków i
          obecności
          małego dziecka." - koniec z tym.
          Twoją sukę to zwyczajnie wkurza i potęguje niechęć do dziecka. Zrób
          inaczej. Jakie twój pies ma ulubione zabawy? mój uwielbia biegać za
          piszcząca piłeczką. Teraz to jest zabawa w która bawimy się tylko i
          wyłącznie w pokoju małej. Ja siadam na podłodze po jednej stronie
          pokoju mąż po drugiej młoda siedzi u męża albo u mnie na kolanach.
          Rzucamy pomiędzy sobą piszcząca piłką albo miękkimi klockami małej.
          Pies lata miedzy nami jak szalony, młoda ryczy ze śmiechu i pies
          kojarzy - pokój dziecka, śmiech dziecka = zabawa. Młoda sama teraz
          próbuje rzucać psu klocki a on jej je przynosi. Spróbuj znaleźć taką
          zabawę którą twój pies zawsze lubił i powiąż ja tylko z dzieckiem.
          Na macanki i głaskanie czas przyjdzie kiedy indziej wtedy gdy suka
          zaakceptuje dziecko jako część stada. Na razie tego nie zrobiła.
          Potem czeka was ustalanie hierarchii - ale to dopiero po tym jak
          dziecko zostanie zaakceptowane.
          To sa rady dodatkowe - nie zastąpia porady behawiorysty który sam na
          własne oczy musi zobaczyc jak wygląda sytuacja. Jak ci zacznie
          udzielać porad przez telefon możesz od razu odłozyć słuchawkę - tak
          jak na moje rady musisz patrzeć przez pryzmat tego, że nie mam
          pełnego obrazu sytuacji.
          Powodzenia :-)





    • zetkowa nowy dom.... 04.12.08, 17:32
      Nataszki już z nami nie ma...
      niestety koniec końców podjęliśmy decyzję o oddaniu psa
      zaczęliśmy pracę z behawiorystką która nie pozostawiła nam złudzeń.
      zachowanie Nataszy to nie była kwestia ani zazdrości ani zaburzonej hierarchii
      (przynajmniej w ocenie tej psiej psycholożki).
      Natasza w jej odczuciu była psem który po prostu nie lubił dzieci (teraz kiedy
      patrzę z dystansem na to mogę tylko potwierdzić.. np. również jej wielką niechęć
      do szczeniaków, która przeradzała się w sympatię kiedy szczeniaki stawały się
      "dorosłymi" psiakami)...
      problem polegał na tym, że Gaba była dla niej intruzem dlatego, że Gaba była
      malutka ... duże problemy zaczęłyby się gdy mała zacznie raczkować,
      behawiorystka powiedziała że po takim sygnale Natka mogłaby po prostu ugryźć
      małą..kiedy ta "przekroczyłaby" granicę.
      dała nam wybór w postaci klatki, ale nie jesteśmy jej zwolennikami, a i to
      klatki zamkniętej, otwieranej jedynie wtedy kiedy wychodzilibyśmy na spacery i
      na jedzenie ...:( Natasza w jej odczuciu dusiła się w naszym mieszkaniu, właśnie
      przez obecność małej. To że wcześniej nie było takich sygnałów to wynik tylko
      tego, że wcześniej Gaba była malutka i nie spędzała czasu (jak przez ostatnie
      miesiące) na podłodze, krzycząc, hałasując itd... a Natasza tego nie
      akceptowała... potwierdziło to nasze przypuszczenia bo wcześniej widzieliśmy, że
      Natasza nie jest w ogóle zainteresowana dziećmi a wręcz unika ich obecności ...:(
      w każdym bądź razie Natasza trafiła w niedzielę do nowej, cudownej (w odczuciu
      czysto intuicyjnym) osoby, która ma już pitbulla (słodziaka...!!!). Nowy pies
      stał się dla Nataszy starszym bratem, reakcja na niego była zadziwiająca,
      Natasza od razu (jak właściwie nie ona) pozwoliła mu na bardzo dużo, oddała
      siebie właściwie... dała jeść ze swojej miski, nie zabierała zabawek... a w
      nowym domu spędza czas razem z nim i podobno bardzo się zakumplowały. Pewnie
      obecność nowego psa w całej tej sytuacji wpływa na nią bardzo dobrze, i pozwala
      oswoić się z nową sytuacją i miejscem. Co dziwne, Natka - wsiowy pies, mieszkamy
      na obrzeżach Wawy, nie ma tutaj dużego ruchu, ruchliwych ulic, hałasu, tramwajów
      itd bardzo dobrze znosi też spacery w mieście, jazdę środkami komunikacji
      miejskiej (może widzi, że tego bullika to nie rusza.. i dzięki temu czuje się
      bezpiecznie i pewniej...) bo przeprowadziła się właśnie do centrum Wawy...
      myślę, że znalazła najlepszy dom jaki mogliśmy jej znaleźć, ciężko to przyznać,
      ale w głębi serca myślę, że jest jej tam nawet lepiej niż u nas przez ostatnie
      miesiące gdzie była zdana na obecność Gaby, która działała na nią negatywnie i
      może przez to psiak był smutniejszy i nie czuł się komfortowo... mimo tego, że
      od nas dostawała duuużo miłości. Jest mi cholernie smutno, że tak się stało, od
      niedzieli w sumie ciągle chodzę i płaczę po kątach ale to bardzo egoistycznie,
      bo wiem, że jej się krzywda nie dzieje...:(
      dzięki Bogu udało się to!
      • arcus.caelestis Re: nowy dom.... 05.12.08, 22:42
        Widocznie nie było innego wyjścia :(
        Szczerze współczuję z powodu oddania członka rodziny, szkoda że się nie udało :(
        Za to gratulacje znalezienia tak szybko domku dla psicy, to naprawdę niezła
        sztuka :)
        • zetkowa Re: nowy dom.... 08.12.08, 09:57
          Arcus - tak, to cud że się udało....i to że znaleźliśmy tak boską osobę to w
          ogóle już .... trudno uwierzyć. Ale cieszę się bardzo, że Nataszka ma taki fajny
          nowy dom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka