rafio_1977
27.03.06, 19:14
09:29 27.03.2006 Nr 2996, kolumna 6
Materiały budowlane | Prezes Jan Mazur: - Prognozujemy znaczący zysk
W szafach Trasu Inturu nie ma już trupów
Krzysztof Woch
Z Janem Mazurem,
prezesem i akcjonariuszem
Trasu Inturu,
rozmawia Krzysztof Woch
Drugi raz z rzędu Tras Intur niemile zaskoczył inwestorów, zamykając zeszły
rok wielomilionową stratą. Podawana jest jedna przyczyna: restrukturyzacja.
Czyli konkretnie co?
Od rozpoczęcia restrukturyzacji minął rok. Objąłem stanowisko prezesa
ówczesnego Trasu Tychy pod koniec 2004 roku. Zastałem spółkę w sytuacji, w
której powinna zostać poddana co najmniej postępowaniu układowemu...
Istniały przesłanki do ogłoszenia upadłości?
Upadłości - nie. Ale z pewnością do zawarcia układu.
Nie zdecydowano się jednak na taki krok.
Musimy pamiętać, że rozpoczęto już łączenie (ze spółką zależną - Inturem KFS;
do fuzji doszło w połowie 2005 roku, po połączeniu firma zmieniła nazwę na
Tras Intur - red.). Gdyby nie ten fakt, zaproponowalibyśmy wierzycielom
układ.
Wracając do pytania, od stycznia ubiegłego roku konsekwentnie się
restrukturyzujemy. Pierwszym elementem była likwidacja nierentownej
działalności, czyli produkcji profili PVC. To nas kosztowało około 3 mln zł.
Dodatkowa strata - około 1 mln zł - pojawiła się w związku z wyceną zapasów.
Nie były to już bowiem zapasy pełnowartościowe, a jedynie utrzymywane na
potrzeby reklamacji.
Drugim krokiem była reorganizacja działalności, na której - naszym zdaniem -
możemy zarabiać. Mówimy tu o skupieniu produkcji okien w jednym miejscu,
czyli w Inowrocławiu. To zdecydowanie obniżyło nasze koszty pozaprodukcyjne.
Koszty ogólne spadły z 7 mln zł do niecałych 3 mln zł. I ten etap również
mamy za sobą. Aczkolwiek wciąż moce produkcji okien drewnianych nie są w
pełni wykorzystane, lecz w około 75 proc.
Trzeci segment, ściśle związany z poprzednim, to wygaszanie działalności w
Tychach i Skawinie. To wiązało się z koniecznością wypłat pracującym tam
osobom odpraw i innych zobowiązań, co łącznie kosztowało nas kilka milionów
złotych.
Ile osób zatrudniały Tras Tychy i Intur KFS, a ile teraz zatrudnia Tras
Intur?
W obydwu firmach pracowało prawie 450 osób. Teraz w grupie zatrudnionych jest
około 270.
Ostatnim etapem była restrukturyzacja zadłużenia. Gdy przyszedłem do Trasu,
spółka miała około 12 mln zł kredytu długoterminowego, około 5 mln zł kredytu
krótkoterminowego i 5-6 mln zł przeterminowanych zobowiązań. Tras uregulował
te kwoty.
Raport za IV kwartał 2005 roku wskazuje jednak, że zobowiązania
krótkoterminowe grupy przekraczają 37 mln zł, a długoterminowe 11 mln zł...
Wiele działań dotyczących restrukturyzacji zadłużenia dotyczy bowiem już 2006
roku, tak więc ich efekty będą widoczne dopiero w bilansie za I kwartał br.
Źródłem pieniędzy na spłatę tych kredytów była sprzedaż nieruchomości w
Tychach, niestety z dużą stratą - około 5 mln zł. Ale na tę różnicę (między
wartością wykazywaną w księgach a ceną sprzedaży - red.) utworzyliśmy już
rezerwę w bilansie za ubiegły rok, tak więc rozliczenie transakcji było
neutralne dla tegorocznych wyników.
Były jeszcze sporne zobowiązania Trasu wobec Anwilu. Sporne, gdyż
kwestionowaliśmy jakość dostarczonego towaru (granulatu do produkcji profili
PCV - red.). Z jednej strony, musieliśmy Anwilowi zapłacić, z drugiej -
domagaliśmy się od niego odszkodowania. Zarząd w końcu zdecydował się, przy
akceptacji rady nadzorczej, na ugodę z Anwilem.
Zgodnie z ugodą, Tras ma zapłacić Anwilowi 500 tys. zł, zamiast zasądzonych
wcześniej 1,1 mln zł. To znajdzie pozytywne odzwierciedlenie w księgach.
Jednak wcześniej spółka szacowała wartość sporu na 4 mln zł. Takiego
odszkodowania żądał Tras, a teraz z niego zrezygnował.
Biorąc pod uwagę obecną sytuację spółki oceniam, że to było właściwe
posunięcie. Gdybyśmy na to nie przystali, mielibyśmy przed sobą proces o
odszkodowanie, w którym musielibyśmy bezwzględnie udowodnić szkodę i jej
wielkość. To wymagałoby zatrudnienia biegłych, prawników. Proces trwałby
zapewne jeszcze kilka lat, a nas na to po prostu nie stać.
Na początku marca spółka sprzedała nieruchomość w Skawinie za niecałe 3,5 mln
zł brutto. Czy ta transakcja, podobnie jak sprzedaż nieruchomości w Tychach,
przyniosła stratę dla Trasu Inturu? Była dla nas neutralna. Początkowo
liczyliśmy, że w tym przypadku uda nam się sprzedać nieruchomość powyżej
wartości księgowej. Jednak sprzedaż była trudna ze względu na skomplikowaną
sytuację właścicielską terenu, na którym znajdował się obiekt. Kupujący
przejął na siebie ryzyko z tym związane, ale zapłacił niższą cenę.
Wydaje mi się, że ta transakcja kończy restrukturyzację majątku. Tras Intur
ma teraz podstawy, żeby pracować normalnie.
Czy inwestorzy mają to odczytywać jako jednoznaczny sygnał, że w tym roku nie
pojawią się już jakieś nadzwyczajne koszty, które będą tłumaczone
restrukturyzacją?
Mam głęboką nadzieję, że w szafach Trasu nie ma już więcej trupów.
Zakończyliśmy restrukturyzację. Na najbliższym posiedzeniu rady nadzorczej
zostanie podsumowana, zaprezentujemy też stan spółki oraz prognozę na 2006
rok.
Co będzie zawierać prognoza?
Będą to konkretne liczby, których ze zrozumiałych względów jeszcze nie mogę
ujawnić.
Będą to dodatnie liczby?
Dodatnie na każdym poziomie rachunku wyników. Wyraźnie dodatnie.
Twierdzi Pan, że przekształcony Tras Intur ma teraz podstawy, żeby normalnie
funkcjonować. Jakiego rzędu obroty jest w stanie generować z tej "normalnej
działalności"?
Obecny kształt grupy to Tras Intur, którego działalność skupia się w
Inowrocławiu oraz Monto-Tras z Dąbrowy Górniczej (spółka zależna zajmuje się
produkcją stolarki PVC - red.). Te dwie firmy już w tym roku wykażą sprzedaż
zbliżoną do realizowanej w okresie, kiedy grupę tworzyły jeszcze trzy
podmioty: Tras Tychy, Intur KFS oraz Monto-Tras. I, jak wspomniałem, grupę w
takim kształcie stać na wypracowanie wyraźnego zysku.
Czy to jest ostateczna struktura grupy? Można odnieść wrażenie, że jest dosyć
niespójna, gdyż produkcja stolarki PVC skupiona jest w dwóch podmiotach, a z
kolei spółka matka zajmuje się nie tylko produkcją stolarki - PVC, drewnianej
i aluminiowej, lecz również spedycją oraz produkcją opakowań i europalet.
Mówiąc o zakończeniu restrukturyzacji, miałem na myśli zakończenie
restrukturyzacji kosztowej, czyli tzw. ratunkowej. Niewykluczone że
podejmiemy kolejne kroki optymalizacyjne, które jednak nie będą wiązać się z
dodatkowymi kosztami. To nie są jeszcze konkrety, ale najprawdopodobniej w
przyszłości zdecydujemy się na wyodrębnienie spółki transportowej i
znalezienie dla niej partnera kapitałowego lub branżowego. Natomiast
produkcja opakowań i europalet jest komplementarna do produkcji stolarki
drewnianej. Nie ma również planów dotyczących połączenia Trasu Inturu z Monto-
Trasem, m.in. ze względu na geograficzne oddalenie tych firm. Najogólniej
mówiąc ewentualna przyszła restrukturyzacja zmierzać już będzie wyłącznie w
kierunku wzmocnienia firmy, jej pozycji rynkowej, konkurencyjności.
Przejdźmy do kwestii związanych z akcjonariatem Trasu Inturu. Dopiero w
połowie marca weszły do obrotu giełdowego akcje serii I i J, które zostały
sprzedane jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Co było przyczyną takiego
poślizgu?
Część winy leży na pewno po stronie zarządu. Należy jednak pamiętać, że jako
jedni z pierwszych składaliśmy prospekt zgodnie z obowiązującymi od
października ubiegłego roku nowymi przepisami, stąd pojawiły się pewne błędy
czy braki w dostarczanej do KPWiG dokumentacji. W okresie zatwierdzania
prospektu sytuacja firmy zmieniała się dynamicznie. Nie było tygodnia, a
czasem nawet dnia, w którym nasi doradcy nie przekazywali nowych informacji
do Komisji. Cały proces, niestety, znacznie się wydłużył.
Przy