elamigo1
11.01.08, 22:02
Z pozdrowieniami dla wszystkich piszących analityków;-)
i Pani Eweliny z firmy X...
Po wczorajszej kontynuacji zwyżki notowań w USA, będącej reakcją na
nad wyraz gołębi ton wypowiedzi Bena Bernanke, można było oczekiwać
przełożenia impulsu wzrostowego na inne rynki światowe. Nic takiego
się nie stało. Obawy o wpływ kryzysu subprime na zdolność banków do
generowania zysków przeceniły giełdę w Japonii do poziomów nie
notowanych od 2005 roku. Wpływ na wyniki sesji w Tokio miał również
umacniający się jen, co także było pokłosiem wypowiedzi szefa FOMC
z poprzedniego wieczoru. Pozostałe giełdy azjatyckie kończyły sesję
w mieszanych nastrojach, nie za bardzo dając sobie radę z
interpretacją informacji płynących z Pekinu i Shanghaju. Dynamika
nadwyżki handlowej Chin słabnie .Pojawiają się pierwsze sygnały
osłabienia tempa wzrostu gospodarczego. Dla niektórych rynków –
szczególnie surowcowych - to niekoniecznie dobra wiadomość.
Osłabienie tempa wzrostu gospodarki najludniejszego państwa świata
może mieć niebagatelny wpływ na globalne PKB.
W obliczu mieszanych danych z Azji i kolejnej porcji negatywnych
informacji z poszczególnych spółek, inwestorzy w Europie ponownie
zajęli się rozdrapywaniem rany zadanej im wczoraj przez szefa ECB.
Trichet jest bardziej skłonny podwyższać stopy procentowe niż
ratować inwestorów przed stratami na rynkach finansowych
(oficjalnie: dla ECB inflacja jest najważniejsza). Większość
dojrzałych giełd na starym kontynencie spędziła dzień na
umiarkowanych minusach.
Rynek polski był dzisiaj pozbawiony poważniejszych impulsów własnych
i kontynuował przecenę – tyle, że z mniejszą dynamiką i na znacznie
mniejszych obrotach. Te sygnały mogą świadczyć o wyczerpywaniu się
fali spadkowej – tak przynajmniej mogą to interpretować analitycy
byczo nastawieni do rynku. Równie dobrze to oznaka braku
przekonania co do kierunku ruchu za oceanem. Początek sesji w USA
potwierdzał przypuszczenia pesymistów i WIG zakończył dzień 1.4%
spadkiem. Niedawno wspominałem, że skala przeceny wynika w dużej
mierze ze skali konwersji i umorzeń. Niestety spadki których dziś
doświadczyliśmy mogą wciąż napędzać u funduszowców pragnienie
ucieczki od ryzyka .
Zgodnie z oczekiwaniami rynki prawie nie zareagowały na dane o
deficycie handlowym USA. Mimo istotnego spadku wartości dolara
deficyt był wyższy od prognoz analityków. Przyczyniły się do tego
wysokie ceny ropy.
Znacznie większy wpływ na otwarcie indeksów w USA miała informacja z
firmy Merill Lynch . Okazuje się, że wielkość rezerwy na pokrycie
strat związanych z kryzysem subprime może być dwukrotnie wyższa niż
oczekiwano. Ciekawostką – majstersztykiem kreatywności
marketingowo/księgowej – jest silny wzrost ceny tej spółki na
dzisiejszej sesji. Podobnie jak Citygroup, która zapewne stanie
również przed koniecznością utworzenia wyższych rezerw. Ich
notowania mocno dzisiaj wsparły amerykańskie indeksy – choć wzrosty
były nie do końca logiczne dla niewtajemniczonych inwestorów.
Pozytywnie dyskontowane wczoraj wiadomości o przejęciu Countrywide
(jeden z głównych graczy na rynku hipotecznym w stanach) przez Bank
of America dzisiaj znalazły oficjalne potwierdzenie, jednak wartość
akcji BOA mająca stanowić zapłatę (zamiast w gotówce) za
sfinalizowanie transakcji nie jest zbyt duża - notowania obydwu
spółek spadają. Dla akcjonariuszy BOA istotna okazała się
perspektywa obniżenia ratingów dla tego banku - który przejmie wraz
z kupowaną spółką również jej pechowe zobowiązania. Na dokładkę
American Express obniżył prognozę wyników –podając za przyczynę
niespłacone pożyczki ,co było dodatkową kroplą goryczy. Taki zestaw
nie mógł nie znaleźć odzwierciedlenia w poziomach indeksów . Po
początkowej fali spadkowej inwestorzy za oceanem nie byli w stanie
zmienić obrazu rynku nakreślonego na początku sesji. Dobiła ich
wypowiedź jednego z z oficjeli FED lekko schładzająca ich
oczekiwania względem obniżki stóp. Krótko przed końcem sesji
sekretarz skarbu USA udzielił wywiadu , w którym wspomniał
o „szybkich krokach” administracji, co uratowało rynki przed paniką
na zamknięciu. Indeks S&P500 kończy dzień około 1,3% spadkiem
niwecząc sygnały o płynące z rachitycznego odbicia ostatnich dwóch
dni.
Perspektywy na najbliższy tydzień nie wyglądają zbyt obiecująco dla
posiadaczy akcji. Przeważają złe nastroje. Jeszcze niedawno każda
zła informacja była ignorowana a dobra dyskontowana podwójnie. Teraz
proporcje wydają się ulegać odwróceniu. Przyszły tydzień jest jednak
pełny publikacji, które mogą dać rynkom nową nadzieję. W Polsce
szczególnie ważne będą dane o inflacji . W USA od wtorku do
czwartku następuje komasacja raportów makroekonomicznych które mogą
mocno rozchwiać rynkiem. Zapewne część inwestorów czeka na te dane
przed podjęciem ostatecznej decyzji o wycofaniu się lub pozostaniu
na rynku. Poszczególne raporty mogą stanowić podstawę do
wygenerowania długo oczekiwanego (solidnego?) odbicia. Tym bardziej,
że całkiem prawdopodobne jest obniżenie stóp procentowych w USA
jeszcze przed posiedzeniem planowanym na 30 stycznia i to o 50
punktów bazowych.
Przy tak dużej ilości zmiennych nie będę gdybał w którym kierunku
pójdą indeksy – ale z całą pewnością jest to rynek dla inwestorów o
mocnych nerwach. Dzisiejszy dzień kończy się wyraźnie na korzyść
niedźwiedzi i nie napawa nadzieją na rychłe wzrosty.
ElAmigo