Dodaj do ulubionych

GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe !

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 13:12
Jesień, wiatr rzuca liśćmi o chodniki komunalnego cmentarza na Bródnie. Jeden
z liści podbity wysoko przez silny podmuch wiatru pada pomiędzy dwa świeże
nagrobki, nagrobki zafundowane i opłacone przez urząd miasta lub pomoc
społeczną. Kto w nich spoczywa i dlaczego leży w miejscu gdzie chowa się
bezdomnych. Może poniższe akapity to wam wyjaśnią.

I.
Była deszczowa środa. Czerwone BMW "piątka" z piskiem podjechało pod pewną
kamienicę na Żoliborzu . Czterech młodych dobrze wyglądających ludzi wysiadło
z auta, w słońcu połyskiwały żółte paski na ich wyjściowych dresach.
- To tu - powiedział ten najbardziej łysy.
- Na pewno ?-zapytał najmłodszy z nich.
- Tak ku**a chyba wiem gdzie was przywiozłem , bierzemy się
do roboty.
Szczekanie psa zostało przerwane brutalnym ciosem lewarka samochodowego.
- Jak ten pies śmierdzi -powiedział jeden z pasażerów czerwonego BMW.
- I jaki ku**a już nieżywy -zawtórował mu drugi.
Czterej mężczyźni zeszli po schodach do mieszkania w którym mieszkał "ON"
Co było dalej ... trudno powiedzieć sekcja zwłok człowieka
o pseudonimie „Takeshi” wykazała że umarł w przeciągu 2 minut
od momentu zadania pierwszego ciosu, z jego ust wypływał dziwny perlisty płyn.


II.
Młodzi ludzie z czerwonego BMW zaczęli rozglądać się po mieszkaniu swojej
ofiary od razu ich wzrok padł na stojak z mieczami samurajskimi wyraźnie
jednego brakowało. Zaczęli nerwowo rozglądać się po mieszkaniu gdy nagle z za
zasłony wyskoczyła postać z obnażonym mieczem nad głową okrutnym grymasem na
twarzy
i przenikliwym okrzykiem. Jeden z młodych ludzi umarł od razu ze strachu
drugi chciał się zasłonić ręką w której trzymał lewarek ale miecz przeszedł
przez żelazo, wzniesione ramię ... potem szyje i płuca jak przez masło.
Trafiony nawet nie zdążył się zdziwić ze już nie żyje, trzeci miał trochę
więcej czasu wiec odskoczył na bezpieczną odległość, tak mu się wydawało ze
bezpieczną postać z mieczem wykonała wypad w przód, miecz trzymany płasko
przed sobą, okrzyk ostrzegający przed miejscem w które zadany zostanie cios
(kodeks bushido) zmieszał się z charczeniem łysego, gdy miecz lekko przecinał
jamę brzuszną młody człowiek patrzył jak jego jelita wypływają na ziemie, a
razem z nimi wycieka z niego życie podniósł jeszcze oczy żeby zobaczyć
kolejny cios który spadał na jego głowę.. ale tego ze czaszka mu się
rozdwoiła już nie zobaczył ...
Czwarty pasażer BMW już rzucił się gwałtownie do ucieczki... właśnie dobiegał
do schodów gdy jego kolega padał z pluskiem w kałuże własnej krwi. Dobiegł do
drzwi i już zaczął ciągnąć za klamkę gdy poczuł ukucie ... spojrzał odruchowo
w dół i z przerażeniem zauważył czubek miecza wystający z jego
podbrzusza .... jeszcze większe przerażenie ogarnęło go gdy zobaczył jak
błękitna stal zaczęła wędrować w górę, widział jak miecz przecina brzuch..
rozczepia żebra gdy doszedł już do gardła nagle się wycofał młody człowiek
upadł na kolana oparł się głową o framugę i cichutko umarł.
Postać z mieczem.. wróciła do mieszkania.. podeszła do ciała Takeshiego...
przyklęknęła i zdjęła mu maskę ... pod maska bez zdziwienia odkryła twarz
zupełnie nie znanego osobnika postać z mieczem podniosła się z szatańskim
uśmiechem i czerwonymi jak krew oczami z kącika ust rzeczywiście spływała
krystaliczna ciecz ale to piana jaka toczy się w szale bojowym blask światła
nadjeżdżających policyjnych radiowozów na moment odsłonił jego oblicze
Takeshi ze spokojem wycierał broń z posoki głupców którzy myśleli ze mogą cos
mu zrobić.
Mały kamuflaż pozwoli Policji stwierdzić że to właśnie zginął ON. Trzeba tu
było jeszcze posprzątać. Mało czasu ... ale miał wprawę. III.

Zginął „podkładaniec”. To że to nie Takeshi został załatwiony dotarło do
Karaboskiego szybko, Karaboski zwołał swoich ludzi którym powiedział :
- Za Trupa Takeshiego płacę dużą bańkę, ale jeżeli ktoś przyniesie mi go w
wielu kawałkach to za każdy kawałek dostanie pół Bańki. Czyli czym drobniej
go potniecie tym będziecie bogatsi.
I ruszyli wszyscy niczym janczarzy szukać owego Takeshiego, a szukali
wszędzie i bardzo dokładnie , sprawdzili każdy Bar, bar dla gejów , każda
metę narkomanów Warszawa została przetrząśnięta. Nigdzie go nie było
Czasem ktoś przyniósł wiadomość że widziano go to tu to tam,
ale najbardziej wiarygodna była informacja potwierdzona zdjęciami
z Berlina. Tak ten płatny zabójca nie oparł się pokusie by jak co roku
pojechać na Paradę Miłości. To go zgubiło.

Karaboski przygotował mu komitet powitalny na lotnisku. Jak zawsze Takeshi
wszedł do sali przylotów pewnym krokiem
z szelmowskim uśmiechem, szedł dość dziwnie tak jak by bolała go dolna część
pleców a dokładniej ... , ale mniejsza z tym w końcu nie pojechał na tę
paradę popatrzeć. Takeshi rozejrzał się po sali i zamarł z jego ust dało się
słyszeć.
- O kur...ilu ich jest, ... mi się chce...
Żółta plama która pojawiła się na podłodze w miejscu w którym stał wzbudziła
dziki śmiech wśród 25 ludzi (młodych) którzy to ubrani
w jednakowe markowe dresy czekali na niego właśnie tu.
- NO ,w kurwę ty jebany - zaczął inteligentnie najroślejszy z grupy
powitalnej- teraz „zatańczym a potem usiądziem i odpoczniem”.
-Ja ni...ni...nie...tań..cz...eeeee -wydukał przestraszony Takeshi
- Panowie to jakaś pomyłka ..o boże zrobiłem .
Po sali rozszedł się nieprzyjemny zapach Tak ....On faktycznie zrobił kupę.
- Posłuchaj opsrańcu - kontynuował kierownik komitetu powitalnego - pomyłka
to jest to że Ty się urodziłaś ...BRAĆ GO !!
Wszyscy dzielni warszawscy chojracy rzucili się na Takeshiego, on jednak
zwinnym saltem przeskoczył nad ich głowami ... ale niestety to co miał w
majtach trochę mu przeszkodziło lądując nie utrzymał równowagi wywrócił się
tuż przy ruchomych schodach uderzając zębami w metalową barierkę.
-O Jany mij scenka o jak boooli -zawył.
I w tym momencie poślizgnął się i spadł ....
Spadł z piętnastu metrów prosto na holl główny uderzył głową o marmurową
podłogę.
Stracił przytomność.
Pod lotnisko zajechało czarne BMW (siódemka). Raźno z auta wysiadł w swym
nowym błyszczącym dresie sam Karaboski.

IV.

Słońce chyliło się ku zachodowi nad panamska dżunglą. Takeshi zamknął laptopa
po przeczytaniu wiadomości z polski, cholera pomyślał - miałem nadzieje ze
Karaboski wykończy tego gnojka który miał mnie udawać, jeszcze nie skończyłem
roboty tutaj a muszę wrócić żeby samemu zabić sobowtóra, w końcu się jeszcze
wygada i alibi diabli wezmą, co go podkusiło żeby wystawić najgłupszego ze
swoich sobowtórów ? nic to trudno ...

Szybko się opanował i spojrzał przez lornetkę w stronę willi ukrytej miedzy
wysokimi palmami, na dziedzińcu bawiły się dzieci a nad brzegiem basenu
siedział jego cel szef narkotykowego kartelu miał go zabić takie zlecenie
dostał od szefa innego kartelu.

Takeshi chciał go zabić w jakiś wyrafinowany sposób lubił walkę z mieczem ale
teraz musiał się śpieszyć nie ma czasu na dalsza obserwacje musi skorzystać z
karabinu snajperskiego.

Trzy dni później wylądował na lotnisku w Warszawie mimo ze rozglądał się
uważnie nie zauważył nigdzie śladów po zamieszaniu z przed kilku dni może nie
potrzebnie przyklejał sobie wąsy i perukę ? Ostrożności nigdy za wiele, na
parkingu odnalazł swój samochód i ruszył w miasto.
Jeszcze tego samego dnia spotkał się ze swoim informatorem i dowiedział się
wszystkich szczegółów z zajścia na lotnisku dowiedział się gdzie Karaboski
przetrzymuje jego sobowtóra. Czas na zaplanowanie akcji tym razem będzie
jeszcze brutalniejszy lubi bardzo przelewać krew jego zleceniodawcy tez lubią
gdy zabija tak widowiskowo w rankingu płatnych zabójców zajmuje jedno z
wyższych miejsc.
Obserwuj wątek
    • Gość: Karyboski Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 13:13
      V.

      Głośniki w aucie cudownie wygrywały ulubiony kawałek Karyboskiego. Jechał
      bardzo szybko potakując w rytm muzyki głową
      Łum cycy Łum cycy Bum Bum
      Warto było skroić to radio. Grało cudownie. Karaboski dojechał wreszcie do baru
      w Wołominie tam był umówiony z "Piorunem" i "Serdlem", to ludzie którzy
      potrafili dręczyć jak nikt inny. Oni to właśnie zajmowali się tym co pozostało
      z Takeshiego, mieli za zadanie dowiedzieć się dlaczego on nagle zaczął
      interesować się Karboskim.
      Wszedł do baru. Jak zawsze wszystkie twarze zwróciły się w jego stronę. Szedł
      między stolikami powoli, a co niech sobie plebs nacieszy oczy jego dumnym
      wyglądem oraz nowym dresem. Minął kilku znajomych , przywitał się łaskawie z
      podrzędnymi rozrabiaczami którzy marzyli aby wziął ich pod swoją opiekę.
      - Siema Karaboska -luźno rzucił jeden z raczkujących dres-menów
      - Cześć w kurwę ty jebany ośle -odrzekł i poszedł dalej, po chwili jednak
      stanął pomyślał, szybko zawrócił do stolika poderwał siedzącego tam "chłopka" i
      wywalił mu z bańki w nos.
      - Dla ciebie ....Pan Karaboska rozumiesz ....-kopnął go jeszcze dwa razy w
      krocze- Rozumiesz ! kurwo czy nie.
      Zalany krwią i wijący się na podłodze wybełkotał:
      - No co Ty nie poznajesz to ja Marcin ! -kolejny kopniak trafił w żebra- Marcin
      z Bemowa ! pamięta....sz
      - A faktycznie cześć Marcin Sorry . -odpowiedział niedbale i poszedł do stolika
      gdzie czekało na niego dwóch jego ludzi.
      - No co tam , nawijać mi tu ku**a prędko !
      - Szefie to jakiś cwancyfikator znaczy się jakaś podpucha
      - Jak to ?
      - No niech szef się nie gniewa ale on to nie "ON" przyznał się z akumulatorem
      na jajkach , a sam szef wie że z akumulatorem nikt nie kłamie.
      - No to ku**a pięknie !-zdenerwowany Karaboska trzasnął "Pioruna" kuflem od
      piwa w głowę.
      - Za co szefie ?
      - Za darmo !!
      - Macie 3 dni na znalezienie tego dupka a jak się nie uda to sami dostaniecie
      po akumulatorze.
      - Tak jest szefie się zrobi na 100%. A co z tym zrobić ?
      - Jak zawsze do lasu i zakopać !
      - Do naszego lasu ?...Ok się zrobi możemy go wcześniej trochę na lince potargać
      po lesie ?
      - Możecie ale macie to zrobić szybko . Jasne ku**a wasza mać !
      - Jasne - odpowiedzieli obaj zgodnie jednocześnie bardzo się ucieszyli. Tak
      byli romantyczni lubili jeździć do lasu.
      - Dobra spadam mam jeszcze dziś ku**a angielski się ku**a trza języków uczyć.
      Na razie.- wstał i poszedł w stronę wyjścia.- Siema Frajerzy ! - krzyknął w
      drzwiach i ruszył do auta.

      Jazda do Warszawy była miła , głośniki huczały cudownym BUM BUM BUM.
      Nagle spojrzał w wsteczne lusterko. Ktoś go śledzi. Tak na pewno ten Duży Fiat
      jedzie za nim już od dłuższego czasu.
      Zwolnił pozwolił się wyprzedzić. Kiedy "Biała Strzała" go mijała dojrzał twarz
      kierowcy !
      To Był "ON"
      Co robić ! ......? wyjął szybko swoją nową zajebistą
      komórkę ...memory ..ERORR ...brak pola
      - ku**a nie teraz - wrzasnął sam na siebie- No udało się ..Cześć tu Karaboski
      mówi słyszysz mnie "Smoku"
      słyszysz ....Ty ten okurwieniec żyje tamten to ku**a klon jakiś .... śledzi
      mnie ..znaczy mam gorący tyłek ...i musi..
      coś uderzyło w auto potworny dźwięk rozrywanej blachy, samochód odbity niczym
      piłka przekoziołkował do rowu..
      - Osz ku**a - pomyślał Karaboski. Ostatnią rzeczą jaką zobaczył przed utrata
      przytomności był cień który pochylał się nad nim.
      - No bratku, będzie bolało - tak to był Takeshi.

      Nagle padły strzały Takeshi odskoczył w bok i odczołgał się w krzaki .... ukrył
      się, a może po prostu zniknął.
      To Chłopcy z baru, na szczęście czegoś zapomnieli i jechali za swoim szefem ...
      wierne kochane psy swego pana .

      VI.
      Rzadko kto zagląda w tę część cmentarza tu leżą ci których nie miał kto
      pochować. Wtedy najbliższą rodziną robi się Państwo i dyżurnego z komendy
      policji. Znicze zapala grabarz, a kwiaty ... a kwiatów nie przynosi nikt.

      VII.

      Takeshi zastanawiał się gdzie może spotkać Karaboskiego, wiedział ze lubi
      przesiadywać w jednym z barów w Wołominie żeby nikt go nie rozpoznał szybko
      zwinął jakiegoś trupa z parkingu w końcu pewnie będzie musiał staranować brykę
      Pana Dresów ....
      Nie mylił się... widział jak Karaboski wysiada ze swojej BMK i idzie do baru i
      jak po paru minutach z niego wychodzi był sam a wiec cudowna okazja znowu
      połączył druty spiętego na krótko fiata silnik zamruczał i auto ruszyło cale
      szczęście ze Karaboski lubił jeździć powoli żeby ludzie mogli go dłużej
      podziwiać. Fiacik Takeshiego mógł za nim na szczęście nadążyć... przy
      najbliższym zakręcie wyminął BMW i zgrabnie zajechał mu drogę.. może gdyby
      Karaboski nie rozmawiał przez telefon to utrzymałby kierownicę i udałoby mu się
      nie dopuścić do kolizji ...

      Gdy opadł dym Takeshi wywlókł z wraku Karyboskiego i ściągnoł go z jezdni na
      pobocze zanim stracił przytomność Takeshi wymruczał mu przez zęby: Będzie
      bolało!
      Już miał zaciągnąć go głębiej w lasek gdy nagle padły strzały ... jedna z kul
      przeszła mu przez ramię.. syknął z bólu .. gwałtownie poderwał się z jezdni ii
      wbiegł w pobliskie zarośla.

      Cholera diabli nadali jego ludzi musi na razie się wycofać ale jeszcze spotka
      się z Karaboskim. Źle wyszło teraz już wszyscy się dowiedzą ze używa sobowtórów
      czyżby to był koniec jego kariery? Zakończyć karierę na takim prostaku.



      VIII.

      Wszystko go bolało. Do tego jeszcze ci dwaj kretyni wieźli go jakimś srebrnym
      Sejczento który chyba tylko do wożenia psów się nadaje, spojrzał w lewo.
      - Co ty tu ku**a robisz ..ty, ty ..Marcinie z Be..coś tam.
      - Słuchaj oni mnie poprosili o auto bo coś od Ciebie chcieli no i ich
      podrzuciłem, wiesz jedziemy a tu ta cała kicha i ten gość i ...
      - Zamknij się !
      - Ok jasne już jestem cicho ..ale wiesz ja mam w rodzinie lekarza ..i on ci
      pomoże ..a Ty jesteś nieźle obity.
      - Mam swoich lekarzy !
      - E szefie to gdzie mam jechać - spytał "Piorun"
      - Jedź do "Rudego Radzia" ten roztrzepaniec mi pomoże ...oby był
      - Ale ja mogę - próbował dalej Marcin .
      - Cicho dla Ciebie też mam zadanie !
      - Ok ale żeby było jasne nikomu nie robię żadnych świństw seksua...
      - Przestań Ty o jednym ... pojedziesz zaraz do łodzi i zwołasz dla mnie kilku
      chłopaków JASNE !
      - Jasne ... SZEFIE -w oczach Marcina błyszczało uwielbienie.

      Minęły trzy dni rany się pogoiły chłopcy z łodzi zaczęli się zjeżdżać ,
      Karaboski był szczęśliwy tylu ważnych liczących się ludzi z polski jeszcze nie
      widział w jednym miejscu. A byli tam między innymi :
      "Dynamit (x) " facio rządzi handlem szlugami na Polskę.
      "Chmielo" ten od całego lewego alkoholu.
      "Dragon" zwany gdzie niegdzie "Lordem" on zajmuje się prochami.
      "Klara" "Promil" czyli ludzie od tirówek i wielu, wielu innych.
      Jeden cel i jeden człowiek ich zjednoczył niejaki Takeshi czas go zniszczyć !


      Karaboskiemu nagle zadzwonił telefon .
      - Halo szefie, SZEFIE tu Marcin kurna nie zdążę już dziś to tych Marek bo mnie
      suki zatrzymały że niby mam wydech za duży niech szef kogoś innego puści ..bo
      ja.
      - Dobra Morda wracaj jak najszybciej dasz rade ... i się już zamknij
      Nagle znów zadzwonił telefon.
      -Marcin czego Ty znów chcesz ?
      Z słuchawki popłynął głos ale już nie Marcina :
      - Twój pies gończy Marcin właśnie dogasa ..przykro mi panie Karaboski ...Ha,
      Ha, ha....

      TO BYŁ ON ....................!!!

    • Gość: Karyboski Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 13:15
      IX.

      Kilka godzin wydostawał się z lasu bo chciał zmylić ewentualny pościg ... ramie
      bolało jak cholera ... gdy dotarł do domu była już noc...

      Przez kolejne 2 dni nie wychodził z domu ... szykował się do poważnego zadania.
      Miał plan..
      Musi się ukryć przeczekać ... jedyne miejsce to odległa Azja.. tam skąd wywodzą
      się miecze którymi tak biegle włada zaszyje się u przyjaciół którzy pomagali mu
      już nie raz wróci za kilka tygodni i rozpęta piekło.

      Ale na razie musi jeszcze cos załatwić musi zostawić kolejna pamiątkę tak aby
      Karaboski go nie zapomniał. Takeshi upatrzył sobie jednego z jego nowych ludzi
      nijakiego Marcina z Bemowa. Postanowił zrobić z niego posłańca tak to dobry
      pomysł ta myśl go bardzo rozbawiła trochę zamyślił się nad tym ze to będzie
      jeden z nielicznych razy gdy nie zabije ale cóż czasy są ciężkie.

      Zaczaił się na Marcina koło jego domu podszedł od tylu zatkał mu usta jego
      własna czapka i zaciągnął do samochodu nie chciał być źle zrozumiany wiec
      przejechali się wspólnie do puszczy kampinoskiej tutaj Takeshi upewnił się ze
      Marcin przekaże Karaboskiemu wszystko ze szczegółami a ten nie zapomni o nim
      przez te kilka tygodni.
      Następnego dnia Takeshi był już gotowy do drogi jedynie opatrunek na ramieniu
      przypominał o ostatniej porażce będzie blizna jedna z wielu niedługo nie będzie
      pamiętał skąd ja ma....

      X.

      - Mów co ON ci zrobił - Karaboska stał nad barłogiem w którym leżał Marcin z B.
      - Nie szefie bo jak się wszyscy dowiedzą to nie będę miał życia
      - Mów , jak mi nie powiesz to na pewno zakończysz życie TERAZ
      - No bo ON mnie wywiózł do puszczy ku**a kampinoskiej na takie pole biwakowe,
      Roztoka czy cos takiego , tam byli skini kurna, i on im kazał ....
      - No mów bo i ja ci jebnę zaraz z dyni jak się nie pospieszysz !
      - Przywiązali mnie do ławki tak że miałem wypięty tyłek a potem ...
      - NO co potem !
      - Oni mnie po kolei ... wie szef no oni mnie "ukuli"
      - Tylko tyle ?
      - Szefie a potem on wziął ten automat do tatuowania i na plecach mi napisał ...
      - Pokaż plecy !
      - Nie bo się szef wścieknie
      - Pokaż ! Już , "Boczek" i "DeNty" odwrócić go na plecy ja się tam go brzydzę i
      go nie dotknę
      - Szefie my też nie chcemy !
      - To go kijem zachęcie i już musze to zobaczyć !
      Marcin z trudem odwrócił się na brzuch na jego plecach widniał napis

      "Drogi Karyboski Ciebie spotka coś o wiele gorszego"

      - KURNA ! -wydarł się Karboska - wywabić to jakimś kwasem , a jak się nie da to
      go spalić!
      - NIEEEEEE !!! -wydarł się przerażony Marcin jego zwieracze teraz rozluźnione
      nie wytrzymały.
      - Idę mam dość tego sralucha. Karaboska wyszedł jego ortalion zaszeleścił w
      drzwiach.
      - Niech szef nie mówi nikomu błagam ! -krzyczał za nim Marcin
      - Nikt się od mnie nie dowie .... ha, ha, ha .Drzwi zamknęły się za nim z
      hukiem.

      Kolejne dni upływały na planowani zemsty, wiadomości jakie dotarły do
      Karyboskiego wskazywały na to że Takeshi zniknął gdzieś . Codzienne zajęcia
      czyli wymuszanie haraczy , kradzieże aut zajmowały Karyboskiego całymi dniami
      interes kwitł.

      Jednym ze zdarzeń na które warto zwrócić uwagę to rozróba w "Labiryncie" a było
      to tak.

      XI.

      Nadchodził wieczór, a tam nadchodził, ten wieczór można powiedzieć zapierdalał
      dużymi krokami, a tam dużymi zajebiście ogromnymi. Karaboski podjechał pod dom
      jak zwykle z eleganckim pichem zaciągniętego tuż przed samą bramą hamulca
      ręcznego.
      - Dom ku**a słodki zajebiście dom, jak ku**a cukierek.-powiedział wysiadając
      z „beemki”
      Podszedł do drzwi frontowych stanął, rozejrzał się swym orlim wzrokiem po
      podwórku .
      - Gdzie ku**a są psy ?
      - Raaaaaambo ! , Arnold !! ...gdzie żeście ku**a polazły darmozjady?
      Za domu wybiegły dwa „Rotwejlery” podleciały do swojego pana radośnie machając
      kikutami ogonów.
      - No dobra bydlaki spierdalać Pan się na Balety szykuje.
      Karaboski zniknął w domu, mijały godziny słońce wreszcie umoczyło rozpaloną do
      czerwoności mordę w wodach Wisły. Na niebie błysnął, na zajebiście żółty kolor,
      Kierownik nocy w kształcie ...e tam kształt nie ważny no taki ku**a duży
      nawias. Karaboski odstawiony wyszedł przed dom nonszalancko z pod bluzy od
      dresu wyciągnął komórkę, wstukał numer .
      - No Siema ... Jak to kto mówi twój ku**a chlebodawca mówi, się ci nie
      wyświetliło ...Jak to nie umiesz wpisać numeru do Memory ... weź jakąś laskie
      niech ci wpisze bo jak jeszcze raz nie poznasz kto dzwoni to ci się ku**a film
      urwie , i się na szpitalu Bródnowskim ockniesz na OJOM-je po półrocznej
      śpiączce. Przyślij mi tu ku**a migiem Furę. Jak to ku**a jaką ? Zielona pojebie
      wiesz że na balety to ja tylko zieloną jeżdżę. No i z dwóch kozaków ... tylko
      niech czyste dresy włożą żebym się wstydzić nie musiał. No to czekam za pięć
      minut.

      Karaboski stał przed domem powoli palił papierosa. Samochód podjechał. On
      wsiadł i ruszyli w miasto przez otwarte okna samochodu w Warszawę płynęła
      rytmiczna muzyka (BUM BUM umcy cy Bum). To miasto już teraz należało do Niego ,
      On tu rządził tylko ku**a kto nasłał tego pojeba ? To pytanie nie dawało mu
      spokoju i gdzie ten „Buc” się teraz czai. Czy oby na pewno wyjechał ?
      Labirynt – to ostatnia twierdza jak jeszcze opierała się jego jurysdy... no
      znaczy Oni jeszcze się go ku**a nie słuchali ale dzisiejszej nocy miało się to
      zmienić .
      Podjechali pod klub tak większość jego ludzi już tu była. Był nawet poobijany
      Marcin B. Który jak tylko zobaczył jak Karaboski wysiada z auta podbiegł do
      auta.
      - Cześć szefie ale im dziś ku**a pokażemy –Mówiąc to podskakiwał jak szalony- i
      będzie jazda na maxa ...o, o nie znów kupa ... co za życie dobrze że mam dresy
      na zmianę , zaraz wracam.
      - Leć sraluchu i się jeszcze opłucz.
      Karaboski stanął przy aucie dookoła niego zbierali się jego wierni koledzy i
      przyjaciele, kwiat młodzieży po prostu, piękne fryzury litry żelu, fantazyjne
      złote łańcuchy i sygnety. A w samym środku On w najładniejszym ortalionowym
      dresie w tej części europy z cudownie grubym platynowo -złotym łańcuchem na
      szyi z kilkoma sygnetami na palcach.
      - No dobra chłopaki dziś ku**a robimy tu porządek całkowity, Tylko mi tego
      ku**a nie zniszczyć za bardzo bo z tego ma być kasa ...a cha i jeszcze jedno.
      Bijcie kulturalnie czyli laski mają nie dostawać z grzywy. Mówię to wyraźnie, a
      cha jak przyjadą suki to mnie proszę zawołać a ja z nimi załatwię żeby
      pojechali pod filcharmonnię.
      No i ruszyła cała grupa do środka. To co działo się wewnątrz jest trudne do
      opisania w każdym bądź razie bitwa pod Grunwaldem to przy tym ch**. Minęła
      godzina może dwie do Karyboskiego przyprowadzono właściciela lokalu.
      - Witaj Radosławie W. Czas chyba odpuścić co?
      - Taa chyba jusz szas na to jeszt
      - Od dziś ja tu ustalam zasady jutro prześlę ci szczegółowy cennik a teraz
      spierdalaj i weź tu ku**a trochę posprzątaj, bo masz tu niezły burdel, nic
      ku**a nie dbasz o nasz lokal nic ... chyba ci się jakieś manto należy.
      - Nie, nie plose Panie Kalaboska plosze jusz nie jusz spszontam jusz proszee !
      - Dobra masz dziś fart ale jutro to ma tu być glancuś JASNE !!!
      - Tak jeszt ...o boże jak mnie tfasz boli ... tak jeszt będzie czyszto
      Noc powoli dogasała jak szlug wrzucony do rynsztoka. Warszawa się budziła na,
      ulice wychynęły pierwsze chlory ...Tak Warszawa się budziła powoli ...Warszawa
      jego miasto.
    • Gość: Karyboski Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 13:18
      XII.

      Mijały kolejne dni, spokój w interesach, cisza na mieście pozwoliły
      Karaboskiemu zapomnieć o problemach związanych z Takeshim. Wszystko wskazywało
      na to że ON wyjechał, nikt nigdzie go nie widział a jednocześnie wszyscy
      informatorzy nie mieli o nim żadnych wiadomości. Karaboska mógł zająć się
      pilnowaniem interesów, a było w sumie czego pilnować, Alkohol, papierosy i
      tirówki wszystko to angażowało cały sztab ludzi. Każdy z osobna odpowiadał za
      coś innego i nad swoją działką sprawował piecze , sam Karaboski pozostawił
      sobie nadzór nad Knajpami i Lokalami i oczywiście pilnował aby ktokolwiek z
      pozostałych nie walił go po rogach.
      Zdarzało się dość często że ten czy ów próbował, ale wtedy najczęściej jego
      zwłoki użyźniały glebę pól Mokotowskich lub lasku Bielańskiego.

      Interesem nad którym teraz pracował był przemysł muzyczny, ale nie jakieś lipne
      wyjce w stylu zespołów Wilki , czy Hey, czy jakiś tam ku**a Varis Max. Jemu
      chodziło o tę część branży która przynosiła KASE czyli cala stajnia z ogierami
      i klaczami Disco Polo, i tych ku**a „Troje” , tam była „kapusta” więc Karaboski
      powoli acz skutecznie szykował się do wejścia w te i tak już pojebane zdrowo
      towarzystwo. Z pomniejszymi wytwórniami które zajmowały się Disco Polo nie było
      problemów przejęcie wpływów w tych miejscach nie nastręczało kłopotów kila
      podpaleń, porwań udowodnieniu paru gwiazdą że bez języka się raczej ch**owi
      śpiewa oraz to że każdy koncert może zepsuć to że widzowie są skutecznie
      napierdalani kijami „bejsbolowymi”. Natomiast jeżeli chodzi o tą słyną Trojkę
      to tu były problemy i to spore Ten ich cały wkurwe menadżer był wyjątkowo
      oporny i wiele argumentów do niego nie trafiało spotkanie z samym „Wisienką”
      też nie poszło po myśli Karaboskiego ten farbowany cudak myślał że spotyka się
      ze swoim bogatym fanem i na spotkanie przyniósł kilka płyt zdjęć itp. ku**a jak
      się zdziwił jak Karaboski jego płyty rozpierdolił o ścianę a zdjęcia porwał i
      podpalił a następnie lekko przypierdolił liderowi w zęby. Niestety wpadła
      ochrona i spotkanie przerwano. Ale teraz miał plan.

      Cała cudowna trójka siedziała w swoim autokarze który wjeżdżał właśnie do
      Warszawy ogólnie panował świetny nastrój.
      - Ale będzie zajebiście –darł mordę „Wisienka”- pokażemy im show.
      Nagle autobus gwałtownie zahamował, przed nim zatrzymało się w poprzek
      granatowe BMW, po obu stronach nagle wyrosły dwa wielkie Tiry z naczepami , a z
      tyłu dziwnym trafem stanął kolejny Tir. Z „beemki” wysiadł Karaboski wraz z
      trzema swoimi najlepszymi „napierdalaczami”. Do autokaru weszli we czterech
      kierowca i ochroniarze którzy postanowili dzielnie bronić całej tej cyrkowej
      Trupy naparli do przodu auta. Trzy strzały. Trzy jęki Kierowca i dwóch łysych
      ochroniarzy wyło z bólu ich kolana przestrzelone przez „Bynia” mocno krwawiły.

      - Witam cały zespół ku**a wasza mać –grzecznie przywitał się Karaboski- mam
      nadzieję że dziś zakończymy negocjacje z wynikiem pozytywnym.
      - Chyba już ci raz mówiłem dresiarzu że nie... -Cios jaki wylądował na
      mordzie „Wisienki” ostudził jego dalsze zapędy demagogiczne.
      - Byniu pokaż panu Michałowi jak bardzo nam na tym zależy ... chyba będziecie
      musieli zmienić wokalistkę chłopcy zróbcie Pani dobrze...no ruszać się macie ją
      po prostu wypierdolić a potem wlać jej do ryja trochę kwasu...może i na twarz
      też
      - NIEEEEEEE !!! –wykrzyknęła przerażona blondynka.- Michał zrób coś zgódź się,
      na to co on proponuje
      Całkiem mocne uderzenie w twarz rzuciło blondyna na fotel
      - Posłuchaj dziwko nie mów o mnie „on” dla ciebie Pan Jasne !!! –kolejne
      uderzenie pozbawiło ją przytomności.
      - OK. , OK. zgadzam się zgadzam się na Pana warunki OK. tylko niech Pan już jej
      nie bije.
      - Tak ku**a teraz się zgadzasz ty farbowany pedale , kiedy już musiałem
      szykować całe to kurewskie przedstawienie !!!... nie wiem ...chyba mi już nie
      zależy.-Karaboski drażnił się świadomie z przerażonym „Wisienką” – A Ty !
      okularniku co tak cicho siedzisz ku**a język ci upierdoliło.
      - Nie proszę Pana ... nie ja też się zgadzam na wszystko oby Pan już jej nie bił
      - Na wszystko mówisz ? ... „Miękki” –tu zwrócił się do jednego ze swoich ludzi-
      Leć do tego tira z tyłu i przyprowadź Marcina z B.
      Minęła może minuta lub dwie dla całego zespołu była to wieczność. Do autokaru
      wsiadł Marcin z Bemowa
      - Słucham szefie- powiedział.
      - Marcinie nadchodzi czas odwetu za to co ktoś tam ci zrobił w tym Kampinosie.
      - Znaczy się szefie co ..mam ich zajebać ? ...superrr....niby lubię te kawałki
      ale chętnie ..im jebnę po kulce...tylko...
      - Zamknij się po pierwsze nie możesz zabić kury znoszącej złote jajka , po
      drugie na szczęście nie masz ku**a „klamki” bo byś się postrzelił. Pan w
      okularkach wraz z panem Wisienką zrobią ci wspólnie laskę ... bardzo o to
      prosili
      - Nieeee!
      Nieeeeeeee !!- krzyczeli obaj Panowie
      - Skoro nie to „Byniu” podaj kwas czas zakończyć karierę waszej
      koleżanki...więc jak?
      Obaj spuścili głowy , Marcin przysunął się do przodu
      - Szefie ja nie wiem czy chce ?
      - Zamknij się Ty tak jak oni możesz ku**a zaraz zostać w tym
      autobusie , „Byniu” ja idę bo nie lupię na pedalstwo patrzeć a ty rób zdjęcia
      tylko tak żeby twarze panów były dobrze widoczne ...twarz Marcina jest nie
      istotna . No to żegnam całą TRUPE, jutro ktoś ode mnie przywiezie wam warunki
      kontraktu, bawcie się dobrze Cześć !

      Karaboski wyszedł z autokaru akurat w momencie gdy do autokaru podjechał
      radiowóz, z którego wysiadło trzech policjantów
      - Co tu się dzieje cała trasa zablokowana , dokumen.. - zaczął jeden
      - Ty oficer zamknij Mordę i do mnie nie rozmawiaj weź te swoje łokitoki i ku**a
      do komisariatu na Rakowieckiej zadzwoń i niech ci sprawdzą numery tej Bemki i
      jednocześnie ci powiedzą żebyś szybciutko stąd spierdalał .
      Policjanci niepewnie cofnęli się do radiowozu , ich uwagę nagle zwrócił
      człowiek o czerwonych włosach który wyskoczył z autokaru i zaczął wymiotować
      obok przednich kół, zaraz potem dołączył do niego jeszcze jeden w okularach...
      - Ty widzisz to ci z zespołu...zaczął jeden
      - Jedzmy już lepiej, pewnie pochlali wszystkie te artysty piją na umór...Jedźmy
      już.

      Auta powoli się zaczęły rozjeżdżać Tiry tak szybko jak się pojawiły taki znikły
      z autokaru wysiadł uśmiechnięty ale i zakłopotany Marcin za nim Bynio chowający
      aparat fotograficzny do dużej torby Adidasa. BMW z Karboskim odjechało z
      piskiem opon, po chłopaków podjechał czarny Wrangler. Dochodziła 16 mieli
      jeszcze sporo czasu by przygotować się do wyjścia na koncert ICH zespołu, a
      zabawa będzie przednia jak zawsze na Ich koncertach. Warszawa dalej toczyła
      swoje normalne życie.

    • Gość: Karyboski Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.10.02, 13:19
      XIII.

      Smutny jak ch** poranek obudził Karyboskiego. Dzień jaki miał przed sobą nie
      bardzo go cieszył. Był piątek czyli do samego wieczora nuda!, no po za jednym
      faktem musiał pojechać do Urzędu Pracy odebrać zasiłek dla bezrobotnych. Nie
      lubił tego. Smutny obowiązek no ale skoro dzięki temu miał spokój ze skarbówką
      To czemu nie. Tak skarbówka mafia nie do pokonania, jednemu dasz w łapę , to
      inny będzie zazdrosny . Jak już wszystkich opłacisz to się zmienia obsada
      personelu i tak w kółko. Deszcz który siąpił od rana delikatnie popierdalał
      kropelkami po szybach, nagle do drzwi sypialni zapukał ktoś delikatnie.
      - Szefie , przepraszam ale telefon do Pana.
      - To powiedz baranie że jeszcze śpię i niech ku**a zadzwoni "TEN KTOŚ" później.
      - Ale szefie to jakiś Leszek Meler czy jakiś tam ...mogę wejść ?
      - A Leszek ! no daj wchodź "prymierowi" pozwalam zachwiać niczym ku**a nie
      zmąconą cisze poranka.
      Do pokoju wszedł "Byniek" , podał telefon i szybko się wycofał.
      - No słucham ! Pana , "Ja" przy telefonie...Tak ? ...rozumiem a co mnie
      obch.... zaraz powoli i Pan ma problem z kupieniem działki budowlanej?
      Głos w telefonie jeszcze długo tłumaczył zaspanemu Karyboskiemu swoje problemy.
      Minęło pół godziny Karaboska zszedł na dół.
      - BYNIEKK!!! gdzie jesteś ...BynieeeeK! ..biegiem do mnie !
      Do salonu wpadł jak burza Byniek ...podłogi były pastowane, więc w swoim
      pośpiechu wywalił cudownego orła tuż przed samym Karboskim.
      - Oj Byniek , ty się kiedyś zabijesz a co gorsza porysujesz i poplamisz mnie
      podłogie a wtedy ... zresztą ch** nie czas teraz na to.
      - Tak szefie słucham co się dzieje ... czy to był TEN Leszek ten ku**a z
      białego domu...?
      - Tak ten , słuchaj zbierz kilku chłopaków ... tak piętnastu dwudziestu ,
      musimy zrobić porządek na terenie jednej budowy ...
      - Co szef co my teraz się za budowlankę weźmiemy ?
      - Zamknij się ! nie będziemy tam pracować tylko trzeba
      wytłumaczyć "developee...Kurwa zarządcy że ta działka się na bloki nie na
      daje . Jasne ?
      - No tak szefie niby jasne , ale po ch** nam ta działka przecież mamy już
      kilka. ???
      - Nie nam Ośle tylko pan Leszek z kilkoma kolegami chce tam takie
      kurawa "Oczeń" Piękne osiedle domków tam pobudować
      - Dla kogo Dla ludzi to co ludziom za różnica czy w bloku czy w domu ....e tam
      nie kumam
      - Nie dla plebsu Ty !!! idioto Dla siebie i kolegów po fachu ..zresztą nie myśl
      nad tym !
      - Dobra już lecę ! ... jakieś wytyczne kogo brać ?
      - Nie żadnych ...no ...nie bierz tylko Marcina dla niego mam inną fuchę.
      - To lecę ..ale będzie ku**a bal. Byniekł pobiegł. Karaboski wykręcił numer
      Marcina B.
      - Marcin ! a co ty jeszcze śpisz posrańcu? ... gdzie byłeś ... ... na
      koncercie ... na jakim ty mogłeś być ku**a koncercie ...a u Wisienki ... dobra
      przywieź tu szybko swoją wątłą dupę mam dla ciebie robotę ...co
      jaką ? ..dowiesz się ..szybko ... masz 20 minut

      Z dnia który swoją ch**owatością przytłumiał Karyboskiego , rodził się całkiem
      niebrzydki ...dzień słońce pokazało swoją żółtą mordę ... ŻYCIE.


      XIV.

      Złość jaka ogarnęła Karyboskiego była STRASZNA. Tak właśnie się dowiedział
      że „Ołówek” został złapany. ku**a przecież tyle razy mu powtarzał, że pomysł z
      porywaniem Tirów jest do dupy. Ale nie on wiedział swoje był mądrzejszy. No to
      teraz ma, posiedzi w dupę jebany parę lat to może zmądrzeje. Tak zmądrzeje już
      na pewno, prędzej zacznie „strzelać z ucha” on nie jest wytrzymały.
      Jak to powiedział bohater narodowy Franc Mauer vel Boguś Linda : „Kolegów to ja
      mam na cmentarzu”. Jedynym rozsądnym wyjściem jest załatwienie „Ołówka” w pace,
      będzie trzeba coś z tym zrobić. Znów cała masa pieniędzy pójdzie w pizdu. Po za
      tym wszystko się zwalało na Karyboskiego w jednym momencie, czyli po
      kolei: „Ołówek”, sprawa z działką dla Leszka , jak się okazało ten developer
      miał powiązania z chłopcami z Gdańska i prawie już rozpętała się wojna,
      kolejnym problemem było zwinięcie żyły złota czyli likwidacja barów nad Wisłą .
      Po za tym przed tymi pierdolonymi wyborami znów ktoś zaczął szperać w
      dokumentach Łódzkiego pogotowia, i przy okazji zwrócono uwagę że paru truposzom
      brakuje kilku podzespołów.
      Początek tego miesiąca wcale nie jest zadowalający, dobrze że przynajmniej z
      tym popaprańcem Takeshim ucichło. Powoli układając plan działania w głowie
      Karaboski wyszedł na taras, podszedł do barierki i popatrzył na okrywający się
      powoli pierdoloną brudną dziwką jasieniom ogród. Spojrzał na chłopców
      siedzących w ogrodzie, zebrał ich dzisiaj tu wielu gdyż musiał wszystko
      porozdzielać między nich. Brakowało między nimi Marcina , no ale jego puścił na
      urlop chłopak sporo przeszedł więc mu się należało, po za tym nawet go polubił.
      - No Orły przyjdzie do salonu bo chyba ku**a musimy pogadać, koniec ku**a
      opierdalania czas zakasać rękawy od dresów i zacząć harować. Krzyknął do
      łażących lub siedzących w ogrodzie chłopców.
      Wszyscy dość leniwie zaczęli przechodzić do domu. Karaboski też zszedł do
      wyznaczonego pokoju, usiadł wygodnie na dużym skórzanym fotelu. W salonie
      zgromadziło się dwunastu mężczyzn, każdy z nich wyglądał nie przeciętnie i nie
      chodzi tu o urodę bo chyba żaden z nich nie przypominał Kena (tego od Barbi), w
      sumie większość z nich wyglądała jak kombajny lub cokolwiek ku**a wielkiego
      (siłownia robi swoje –siłownia i koks robi swoje). Na niektórych twarzach można
      było dostrzec wyrazy inteligenci skrzętnie ukrywanej pod maska twardziela
      ale ... nie czas na zbędne opisy postaci.
      - Posłuchajcie jak sami pewnie wiecie wszystko co do tej pory robiliśmy –
      zaczął Karaboski – powoli zaczęło się wymykać spod naszej kontroli, dlatego tez
      postanowiłem niektóre sprawy poustawiać, z niektórych zrezygnować a jeszcze
      inne sprzedać. I żeby było jasne wszystko co postanowiłem nie podlega żadnej
      dyskusji jak się któremuś nie podoba to niech teraz od razu spierdala, nie będę
      miał pretensji ani tez nie będzie żadnego mszczenia się. NO ! ...jakoś nie
      widzę
      Żaden z zebranych się nie ruszył, może i nawet by chciał ale od kilku lat
      zawsze na decyzjach Karyboskiego wychodzili dobrze i nie miało to sensu.
      - Więc tak po kolei. Pierwsza sprawa działka dla Leszka, wiem że chłopcy z
      Gdańska mają "wonty" ale to już nie problem . Zajmie się tym Bynio z Kruchym
      pojedziecie do „Dolara” (Dolar jak donosi prasa jest bossem „czegoś” nad
      morzem) i grzecznie zapytacie ile chce kasy za odpuszczenie tematu, jak poda
      kwotę podzielicie ją na cztery i czwarta część mu dacie...
      - Szefie ale przecież on nas od razu psami poszczuje –Zaczął niepewnie Bynio
      - Nie, nie poszczuje jak zacznie się sadzić to pokażecie mu ksera tych kwitów,
      a w tych kwitach jest ku**a napisane że On ma sporo wspólnego ze śmiercią
      Dębskiego i naszego nieodżałowanego Papały.
      - O ku**a szefie serio ?- jęknął z zachwytu Byniu.
      - Tak Byniu wielu rzeczy jeszcze nie wiesz.
      Wśród zgromadzonych rozszedł się szmer zadziwienia oraz jednoczesnego podziwu
      dla Karyboskiego, każdy z zebranych patrzył teraz na stos teczek które leżały
      obok skórzanego fotela na którym siedział szef.
      - Czyli tu mamy jasność – kontynuował Karaboski – Teraz sprawa tych naszych
      pierdolników nad Wisłą ten temat odpuszczamy cały spiryt przerzucamy do Rajchu
      i nie bawimy się w detal tylko hurt, Tą sprawę bierze Kanty, Mały i Belo
      - Jasne szefie ! – odezwał się jeden z wytypowanych.
      - Teraz tak, lokale którymi się opiekujemy, ten temat zostaje ale powoli i
      delikatnie będziemy odpuszczać. I tak jak było do tej działki zostają cztery te
      same osoby. A cha jak się ku**a dowiem że któryś z was się w prochy wpierdala
      to niech się lepiej sam zastrzeli.
      Znów po salonie rozszedł się pomruk nikt z nich do tej pory nie rozszyfrował
      dlaczego Karaboski jest tak cięty na dragi.
      - Pozostałe interesy czyli fury i elektronika bez zmian. Teraz niech każ
    • Gość: GIBUS Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 14:36
      JA CIE FAJNE !!!
    • Gość: Uciech Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 14:40
      Podobało mi sie
    • Gość: janek O Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 16:20
      średnioe ale z pomysłem
      czekam na dalsze części
    • Gość: Amadeusz NO ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.10.02, 13:19
      NO ! i sie urywa w pewnym momencie chce więcej !!!!!
    • Gość: adam YHyyyyy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.10.02, 09:17
      chce jeszcze chce jeszcze
    • Gość: Wojtek Mało IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.10.02, 11:55
      To jest dośc fajne zdrowo luzuje
      ale za mało !!!
      jkidy ciąg dalszy
      i dlaczego tak mało ludzi to czyta ?
    • Gość: Trener Re: GRAFOMANIA - fakt ale mi sie podobała IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.10.02, 10:11
      OK !
    • Gość: Aneta Re: GRAF!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.10.02, 16:36
      No a kiedy cos więcej TU LUDZIE CZEKAJĄ !!!!
    • Gość: KULASZ SREDNIE IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.10.02, 10:53
      powiem szczerze że średnie ale dało sie przeczytac
      • tato! Re: SREDNIE 29.10.02, 11:15
        Podobają mi się recenzje - tylko to przeczytałem.
        Najfajniejsze kest to, że mają ten sam adres, co Autor...
        • tiresias Re: SREDNIE 29.10.02, 12:35
          karyboski, nie ma na ciebie karyboskiej?
    • karawan Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 29.10.02, 13:31
      No cóż ja jestem autorem tych wypocin i zastanawiam sie kto to się podemnie
      podszywa !
      ale i tak to miłe !
      pozdrawiam czekam na żetelne opinnie
      • misiania Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 29.10.02, 13:50
        karawan napisał:

        > No cóż ja jestem autorem tych wypocin i zastanawiam sie kto to się podemnie
        > podszywa !
        > ale i tak to miłe !
        > pozdrawiam czekam na żetelne opinnie

        Życzliwie Cię informuję, że "pode mnie" należy pisać oddzielnie, "rzetelne"
        przez "r-z" a "opinia" ma w środku tylko jedno "n". A poza tym zbyt długie
        posty są na plaży źle widziane, więc pewno niewiele osób z FnP ten tekst
        przeczytało.

        M. życzliwa jak zawsze

        • Gość: verte Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: 62.233.163.* 29.10.02, 21:18
          Pisz chłopie dalej.Pisz!Nawet nie wiesz ilu masz fanów.
          • misiania Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 30.10.02, 08:46
            hyhyhy
        • karawan Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 30.10.02, 08:55
          misiania napisała:

          > Życzliwie Cię informuję, że "pode mnie" należy pisać oddzielnie, "rzetelne"
          > przez "r-z" a "opinia" ma w środku tylko jedno "n". A poza tym zbyt długie
          > posty są na plaży źle widziane, więc pewno niewiele osób z FnP ten tekst
          > przeczytało.
          >
          > M. życzliwa jak zawsze


          Racja Ortografia mnie bez worda ZABIJE !!!
          ale będe sie starał , co do długości postu ...no nie widze innej metody
          chyba że masz pomysł ?
          • mmpm Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 30.10.02, 08:58
            NIE PISAĆ!!!

            M. znawca literatury
            • karawan Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 30.10.02, 13:32
              mmpm napisał:

              > NIE PISAĆ!!!
              >
              > M. znawca literatury

              Skoro tak twierdzisz ............................Trudno miłe to nie było
              e tam
          • misiania Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! 30.10.02, 08:59

            > ale będe sie starał , co do długości postu ...no nie widze innej metody
            > chyba że masz pomysł ?

            Hyhyhy. poproś o radę wszystkich plażowiczów, nie tylko mnie. najlepiej w
            oddzielnym wątku, bo ten się długo otwiera. jak znam towarzystwo plażowe - na
            pewno otrzymasz dużo dobrych rad.
    • karawan ALTERNATYWA 30.10.02, 13:40
      Jak macie ochotę na Fajne i śmieszne forum polecam
      forum.napisy.info/thread.php?threadid=1577&boardid=19&page=1
    • Gość: ja X IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 10:30
      no i zajrzał tam ktoś ?
    • Gość: ?????to ja Re: GRAFOMANIA - WARTO bo życiowe ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 16:35
      !!!!!!!!!!!! Uważajcie na siebie w długi weekend !
      • Gość: ość end IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 14:24
        END OF TOPIC
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka