ignatz
06.11.02, 09:19
Taaak... wszyscy wiemy, czym częstuje nas system publicznej edukacji - ciężkostrawne klasyki podane w przyciężkim sosie interpretacji. Zdarza się jednak, że ktoś gdzieś w ministerstwie popełnił błąd i dopuścił do lektury książkę ciekawą. Trafiliście na taką? Ja mam parę typów:
1. "Opowieści i pilocie Pirxie" Lema - mój Boże, wystarczy że powiem, że czytałem to z 10 razy
2. "Ferdydurke" Gombrowicza - Jak nie zachwyca jak zachwyca.
3. "Zapraszamy do gazu", "Medaliony", "Rozmowy z katem", "Inny świat" i inne tego typu historie - czytałem z wypiekami na twarzy, po trosze jako instruktaż, po trosze jako przestroga.
4. "Lalka" - wiem, wiem, długaśna i przaśna, ale połknąłem ją w dwa dni.