IP: *.b.dial.de.ignite.net 15.03.04, 13:56
Artykuł Majcherka jest precyzyjnie ustawioną soczewką, przez którą widać nie
tylko Leppera i jego drużynę, ale i całą Polskę.

Powinien przeczytać go każdy, kto chce mieć trzeźwy pogląd na temat tego, co
się w niej teraz dzieje.

Potencjał lepperiady jest znaczny

JANUSZ A. MAJCHEREK

Rosnąca pozycja sondażowa Samoobrony skłania do zastanowienia nad społeczną
bazą tego ugrupowania i możliwościami jej dalszego poszerzania. Są one,
niestety, dość duże.

Ruchom podobnym do lepperowego (rebelianckim, wodzowskim, autorytarnym,
populistycznym) tradycyjnie przypisywano (odwołując się do socjogenezy
faszyzmu) oparcie w dwóch grupach społecznych: lumpenproletariacie i
zdeklasowanym drobnomieszczaństwie. Ta ogólnie trafna identyfikacja wymaga
jednak odniesienia do polskiej specyfiki społeczno-gospodarczej i
uzupełnienia o tutejszy, postkomunistyczny kontekst polityczno-kulturowy.

Lumpenproletariat

Lumpenproletariat to kategoria nieużywana w polskich analizach
socjologicznych, trochę z powodu pewnej staroświeckości, lecz także
obraźliwej wymowy (a obiektywna analiza powinna rzekomo wystrzegać się ocen i
wartościowań). Ma jednak realne odniesienie do sytuacji w kraju zapóźnionym i
przechodzącym proces burzliwej reorientacji systemowej, zmieniającej
gwałtownie strukturę społeczną. Upadek PRL, z dominującą - nie tylko
deklaratywnie - pozycją proletariatu, musiał doprowadzić do wyłonienia się
lumpenproletariatu, sierot po PRL, naznaczonych syndromem wyuczonej
bezradności.

Lumpenproletariat polski występuje zwłaszcza na wsi, co wynika z bardzo
wysokiego odsetka ludności wiejskiej, a rekrutuje się głównie spośród byłych
pracowników PGR, co jest rezultatem upadku tej komunistycznej formy
gospodarowania (raczej: marnotrawienia zasobów). Stanowi większą część
polskich bezrobotnych (tę niskokwalifikowaną) i trzon tzw. underclass, jak
określa się tę grupę w literaturze socjologicznej. To środowiska zdegradowane
nie tylko materialnie i społecznie, ale też - a może przede wszystkim -
kulturowo. Nie tylko więc zdegradowane i zdegenerowane, lecz także
zdezorientowane i podatne na manipulacje. W PRL miały status podtrzymywany
sztucznie (tak jak sztucznie podtrzymywano PGR i zacofane gałęzie przemysłu),
w warunkach rynkowych został on nieodwracalnie utracony.

Drobnomieszczaństwo

Druga grupa, w której lepperiada znajduje silne oparcie, to degradujące się w
rynkowej konkurencji drobnomieszczaństwo, które należy uzupełnić o
drobnotowarowe chłopstwo (kolejny przejaw wysokiej liczebności ludności
wiejskiej i rolniczej). W 1989 r. sugerowano, że transformacji w Polsce
sprzyjał będzie stosunkowo liczny udział w gospodarce PRL prywatnej - choć
drobnej - własności, obejmującej rzemiosło, handel i indywidualne rolnictwo.
Okazało się to kompletnym złudzeniem, a rzemiosło, kupiectwo i chłopstwo
stały się bastionami antyrynkowego oporu. Wszystkie te grupy, do których
dołączyło jeszcze wielu drobnych przedsiębiorców i handlarzy z wczesnego
okresu transformacji, uważają się za jej ofiary. Faktycznie ponieśli w wyniku
reform porażkę, przegrywając w konkurencyjnej grze rynkowej. To jednak nie
tyle świadczy o reformach, ile o nich samych.

Po sukcesie wyborczym Samoobrony z 2001 r. i wprowadzeniu drużyny Leppera do
Sejmu, niektórzy komentatorzy usiłowali dostrzec w niej reprezentację
niedoszłej i rozczarowanej klasy średniej, która popadła w tarapaty
spowodowane dekoniunkturą gospodarczą, nie wytrzymując konkurencji wielkiego,
zwłaszcza zagranicznego i ponadnarodowego kapitału. Jednak, jak się okazało,
to raczej drobni kombinatorzy i szwindlarze, którzy pobrali kredyty i ich nie
spłacali, bo nie umieli wyliczyć, że raty przekroczą ich dochody, albo po
prostu liczyli na wykiwanie banków. Choć posuwali się do rozmaitych nadużyć
(fałszowanie dokumentów, wyłudzanie poręczeń, ukrywanie przed komornikami,
usuwanie siłą urzędników czy blokowanie pracy urzędów, nie mówiąc już o
blokowaniu dróg), to jednak w rynkowej grze ponieśli fiasko. Rozumują więc
prosto: ile i jakich przekrętów musieli zatem dokonać ci, którym się
powiodło?! Skoro prokuratorzy, sądy i komornicy tak gnębią za pospolite
oszustwa i fałszerstwa, to czemu nie zajmą się wielkimi malwersantami?! Za
takich zaś uważają wszystkich beneficjentów transformacji, której sami czują
się ofiarami. Wyraża to lepperowskie hasło "odbierzemy władzę złodziejom!".

Ponure skutki ponurej propagandy

Samoobrona jest ruchem niezadowolonych i przegranych. Nieistotne, czy są to
rzeczywiście przegrani i mający rzeczywiste powody do niezadowolenia. Ważne,
że za takich się uważają. A niezadowolonych i rozczarowanych są w Polsce
miliony, ich liczba wcale nie spada.

Psychologowie społeczni głowią się, by wytłumaczyć, dlaczego Polacy są takimi
malkontentami, nawet na przekór oczywistym faktom. Niedawno "Rz" opublikowała
raport GUS ("Kolorowe telewizory to nie wszystko", 8 marca) świadczący o
systematycznym, długoletnim wzroście standardu życia w Polsce i też postawiła
pytanie o powód jego ignorowania przez opinię publiczną. Ta bowiem jest
niezmiennie przekonana o "postępującym ubożeniu społeczeństwa". Frazes ten
powtarzany jest powszechnie i bezrefleksyjnie, nawet przez ludzi światłych i
poważnych. Obiektywne dane ustępują przed subiektywnym poczuciem. PKB per
capita, dochody realne ludności, wielkość spożycia i inne wskaźniki ustępują
przed nachalną propagandą klęski. Rozum przegrywa z emocjami. To zawsze
sprzyja demagogom i populistom.

Winę za to ponoszą też politycy, prowadzący regularnie kampanię totalnego
deprecjonowania dokonań rywali. Ponieważ wszyscy z nich już rządzili, więc u
odbiorców tej propagandy powstaje wrażenie, że nikt z nich nie dokonał
niczego pożytecznego, zatem potrzebny jest ktoś zupełnie nowy i inny. Lepper
czeka zaś z ofertą.

Szczególna odpowiedzialność spoczywa na Leszku Millerze, który w walce z
rządem Buzka, a potem w zamiarze przerzucenia na niego winy za wszelkie
trudności, kreślił obraz Polski i Polaków jako zrujnowanych, zgnębionych i
oszukanych. Wielu w to uwierzyło i wierzy dalej, za co teraz płaci także sam
Miller i jego rządząca formacja, łudząc się, że 4-procentowy wzrost
gospodarczy poprawi nastroje społeczne. W kraju powszechnego lekceważenia
wymiernych wskaźników to naiwność.

Obraz polskich reform i transformacji jest też zaczerniany i fałszowany przez
media. Prześciganie się w epatowaniu biedą i krzywdą - rzeczywistymi lub
rzekomymi - nosi niekiedy cechy bezmyślnej rywalizacji o miano największego
demaskatora. Triumfują zaś najwięksi demagodzy. Rekord należy bodaj do
pewnego dziennikarza, obwieszczającego niedawno z przerażeniem i oburzeniem,
że więcej niż połowa Polaków żyje poniżej średniej. Wobec takiego dictum nie
dziwi chwytliwość obietnicy, że wszyscy będą zarabiać powyżej średniej (na
Kubie i w Korei Północnej prawie wszyscy już mają dochody na poziomie
średniej). Dziennikarze sami nie mogą niczego zmienić i obiecać, bo nie oni
sprawują władzy, więc w roli wybawicieli potrzebni są inni. Lepper stoi w
gotowości.

Z frustracji ku destrukcji

Samoobrona to ruch frustracji, negacji i kontestacji antysystemowej,
radykalny i nieobliczalny. Zwraca się przeciw rynkowej transformacji
("Balcerowicz musi odejść!") i demokratycznym procedurom (blokowanie mównicy
sejmowej, ignorowanie i ostentacyjne łamanie prawa, działania siłowe).
Kwestionuje także - a może przede wszystkim - wytworzoną w ich wyniku
strukturę i hierarchię społeczną, przedstawiając ją jako niesprawiedliwą,
dążąc do jej zburzenia i zastąpienia inną, korzystniejszą dla grup przez
siebie reprezentowanych. Zupełnie innej jednak stworzyć się nie da.

Poparcie dla Samoobrony jest odwrotnie proporcjonalne do poziomu
wykształcenia, kwalifikacji, kapitału kulturowego, a więc układa się według
typowych (i obiektywnych) wskaźników stat
Obserwuj wątek
    • Gość: Marian soczewka wartburg i "filozof" polityczny Majcherek IP: *.gdynia.mm.pl 15.03.04, 15:37
      Czrery lata temu tak pisał Majcherek z Krakowa


      Janusz A. Majcherek
      "Nowe elity na nowe czasy"


      "Rzeczpospolita" - 2000.07.15



      DYSKUSJA - CZY ZMIERZCH INTELIGENCJI?



      Najbardziej wartościowe aspekty etosu inteligencji nie zostaną unicestwione

      Być może nekrologi polskiej inteligencji pisane są przedwcześnie, jak zapewnia
      Bohdan Cywiński. Niezależnie od terminu jej odejścia, nie pozostawi ona jednak
      w testamencie aż tak wiele, by mogło to posłużyć do dalszego prowadzenia
      jakiejś specjalnej misji przez jej spadkobierców.

      Każde społeczeństwo dla swojego rozwoju potrzebuje kulturotwórczych elit,
      dostarczających wzorów zachowań, postaw, przekonań i dążeń. W Europie
      wczesnośredniowiecznej, podporządkowanej wartościom sakralnym, funkcję tę
      pełnił kler, zwłaszcza zakonny. Później rolę taką zaczęło odgrywać rycerstwo,
      kultywujące wytworzony przez siebie etos i kulturę. Następnie, po utrwaleniu
      się feudalizmu, przewodnictwo przejęła szlachta, stanowiąca uprzywilejowany
      stan ówczesnego społeczeństwa. Pod koniec XVIII wieku na czoło wysunęło się,
      czasami przy użyciu środków rewolucyjnych, mieszczaństwo, dominujące przez wiek
      XIX. W stuleciu następnym, aktualnie już przemijającym, kultura weszła w fazę
      masową, ale kluczową, wzorotwórczą pozycję w społeczeństwie masowym zdołała
      przejąć i utrzymać klasa średnia.

      Szczególna misja

      Ta skrótowo zarysowana ewolucja została w Polsce zakłócona przez regres
      cywilizacyjny wieków XVII i XVIII oraz utratę suwerenności pod koniec tego
      okresu.

      Zacofane stosunki ekonomiczne i społeczne, w znacznym stopniu utrwalone w
      warunkach zaborczych (stosunkowo najmniej w państwie pruskim, a potem
      niemieckim) oraz niemożność kreowania i swobodnego działania rodzimych elit,
      wyraziły się nienormalnie długim panowaniem kultury szlacheckiej i społeczną
      dominacją ziemiaństwa, a potem przejęciem jego roli nie przez mieszczaństwo,
      lecz inteligencję (szlachecko-ziemiański rodowód inteligencji wykazał
      przekonująco Józef Chałasiński w klasycznej pracy "Społeczna genealogia
      inteligencji").

      Czynniki i procesy, charakteryzujące rozwój społeczny w XIX i XX wieku,
      ukształtowały się podobnie na niemal całym obszarze Europy Środkowowschodniej i
      sprawiły, że inteligencja stała się specyficzną, tylko na tym obszarze
      występującą odmianą elity. Odegrała ona kluczową rolę w procesie tzw.
      odrodzenia narodowego w tym regionie, gdzie innych rodzimych elit nie było lub
      nie były one w stanie kulturotwórczych zadań wypełnić. Trzeba jednak
      stwierdzić, że powstanie i historyczna misja inteligencji to wynik nienormalnej
      sytuacji społeczno-politycznej i ekonomicznej. Inteligencja jest więc lokalną
      anomalią, nieznaną w innych społeczeństwach Europy i świata, nie posiadających
      nawet ekwiwalentnego pojęcia (literatura anglojęzyczna używa fonetycznej
      transkrypcji tego słowa - "intelligentsia").

      W Polsce takimi czynnikami specyficznymi były: utrata własnej państwowości,
      brak rodzimego mieszczaństwa (w większości wywodzącego się z ludności
      niemieckiej i żydowskiej), archaiczne stosunki ekonomiczne i społeczne,
      zacofanie cywilizacyjne oraz zagrożenie dla rodzimej kultury przez nacisk
      rusyfikacyjny i germanizacyjny. W tej sytuacji inteligencja przejęła na siebie
      zastępcze role nieistniejącej lub zbyt słabej elity społecznej, politycznej,
      naukowej, kulturalnej i artystycznej.

      Pozycja inteligencji polskiej uległa wzmocnieniu po II wojnie światowej. Do już
      istniejących czynników doszło zniszczenie przez komunistów śladów kultury
      ziemiańskiej oraz wyeliminowanie burżuazji. Ponieważ komunistyczna nomenklatura
      nie została przez społeczeństwo w roli elity zaakceptowana, inteligencja
      (oficjalnie jako tzw. inteligencja pracująca) pozostała jedyną jej odmianą,
      pełniąc te funkcje także, dodatkowo, w życiu ekonomicznym (tzw. inteligencja
      techniczna).

      Niejednoznaczny bilans

      Sposób wypełniania tych zastępczych ról oraz bilans działalności polskiej
      inteligencji nie stał się jeszcze przedmiotem pełnego, syntetycznego
      opracowania, lecz dominuje pozytywny wizerunek i przekonanie, że dorobek ten
      był znaczny.

      To wątpliwe i dyskusyjne wyobrażenie. Nie aspirując do przedstawienia pełnego
      bilansu, trzeba otwarcie stwierdzić, że wskaźniki wykształcenia i skolaryzacji
      polskiego społeczeństwa, poziom funkcjonalnego alfabetyzmu, stopień kompetencji
      komunikacyjnej, zakres partycypacji w kulturze czy kultura życia codziennego
      nie przynoszą rodzimej inteligencji, jako kulturotwórczej elicie, powodu do
      chwały. Z kolei stopień rozwoju infrastruktury technicznej, poziom urbanistyki
      i architektury, walory funkcjonalne i estetyczne materialnego otoczenia, jakość
      produkcji i wzorów przemysłowych czy wydajność i kultura pracy, niezbyt
      chlubnie świadczą o osiągnięciach polskiej inteligencji technicznej.

      Owszem, marny poziom kulturowo-cywilizacyjny polskiego społeczeństwa wynikał
      głównie z winy komunistycznych stosunków, narzuconych mu na niemal półwiecze.
      Lecz ten niezaprzeczalny fakt nie pozwala z przekonaniem utrzymywać, że
      inteligencja zdołała - wbrew temu systemowi - wiele osiągnąć.

      Ideały cokolwiek wątpliwe

      Jako największą zasługę inteligencji wskazuje się rozwinięcie i wzbogacenie
      sfery duchowej, kultywowanie najważniejszych i autotelicznych wartości,
      bezinteresowne podtrzymywanie szacunku dla ideałów, osnutych wokół etosu
      publicznej służby i społecznej pracy. To te dążenia i osiągnięcia stały się
      głównym motywem ważnej i głośnej niegdyś książki Bohdana Cywińskiego "Rodowody
      niepokornych" oraz jego niedawnych uwag, które wywołały toczącą się obecnie na
      łamach "Plusa Minusa" dyskusję.

      Trudno jednak pominąć pewne wątpliwości. Po pierwsze, ta misja duchowa często
      prowadziła do hipertrofii duchowości i pogardy dla przyziemności, co
      skutkowało - jak wskazał Bronisław Wildstein (nr 19/2000) - negacją cnót
      praktycznych, konstytutywnych dla kapitalistycznego rozwoju oraz
      zakwestionowaniem samego kapitalizmu jako właściwej drogi rozwoju. Po drugie,
      doprowadziło do przejęcia prymatu przez umotywowaną ideowo tzw. postępową
      inteligencję, która po II wojnie światowej włączyła się masowo w "budowę
      socjalizmu" i ponosi część odpowiedzialności za skutki tego "budownictwa" w
      różnych dziedzinach życia publicznego. Po trzecie wreszcie, jeśli nawet pewne
      postawy, wzory i ideały, składające się na inteligencki etos, odegrały niegdyś
      pozytywną rolę, to nie znaczy, że mają być kontynuowane w przyszłości w formie
      specjalnej misji, jak twierdzi Bohdan Cywiński.

      Koniec ról zastępczych

      Teza, że inteligencja ma w przyszłości do odegrania w Polsce ważną i szczególną
      misję, jest równoznaczna z prognozą, że polskie społeczeństwo będzie żyć w
      nienormalnych warunkach. Jest to sugestia dyskusyjna i wątpliwa zarówno co do
      faktów, jak intencji. Nie należy bowiem ani sądzić, że tak będzie, ani pragnąć,
      by tak było.

      "Normalne warunki" oznaczają, że nikt nie musi pełnić ról zastępczych, lecz są
      one odgrywane przez osoby i grupy profesjonalnie do tego przygotowane, aktorzy
      nie kandydują do parlamentu, pisarze nie występują zbiorowo w kampaniach
      politycznych, a reżyserzy filmowi nie wywierają wpływu na politykę gospodarczą.
      Elitę polityczną stanowią zawodowi politycy. Elita kulturalna składa się z
      twórców i propagatorów kultury. Elitę intelektualną tworzą uczeni,
      profesjonalni badacze i pracownicy naukowi. Elitę społeczną określa status, a
      nie etos. Elitę moralną kształtują zasługi, a nie patos deklaracji. Autorytety
      są swobodnie wybierane, a nie nominowane i mianowane.

      Normalne społeczeństwo rozwiniętego Zachodu - to społeczeństwo klasy średniej.
      Pragnienie normalności i harmonijnego rozwoju dla polskiego społeczeństwa
      wymaga nie tylko afirmacji, ale także promocji klasy średniej. Dla większości
      polskich inteligentów teza taka brzmi jednak nie tylko obrazoburczo, ale
      prowokacyjnie.
    • Gość: marcee BUZKA KRYTYKA PLANEM hAUSNERA IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 15.03.04, 17:06
      Buzka skrytykowal jego wlasny MIn Fin za co polecial
      wiec co takiego zrobil Buzek?
      no Pan Kluska sie dorobil dzieki niemu bo jego Kolesie (Buzkowi) wymyslili ze
      nalezy promowac eksportowane komputery zamiast komputerow rodzimej produkcji

      chyba masz wlasne zdanie i mozesz sam od siebie napisac jak to nas Buzek
      uszczesliwil
      no obecny plan Pana hAusnera to ponoc zywcem plan ratowania finansow po
      ministrze pana Buzka wiec na co narezkasz malkontencie wartburgu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka