Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
19.03.02, 10:22
Minister Kalinowski znów podpadł - tym razem wędkarzom. Ustawa o ochronie
środowiska zawiera przepis zabraniający łowienia ryb na tzw. żywca - czyli
używania jako przynęty małych, żywych rybek. Niespodziewanie z odsieczą
ministrowi rolnictwa przyszedł Lech Wałęsa.
Były prezydent sam jest zapalonym wędkarzem. Zrozumiał jednak, jak
niehumanitarne jest używanie żywej przynęty - przecież taką małą rybkę boli,
jak zakłada się ją na haczyk. Swój błąd Lech Wałęsa wyznał publicznie, przed
kamerami. Jak widać, po wspieraniu lewej nogi, przyszła kolej na rybią.
Inni wędkarze nie mieli tyle wyrozumiałości dla ministra Kalinowskiego. Ich
uwadze umknął drobny szczegół, że jest to po prostu cena, jaką muszą zapłacić
za integrację z Unią Europejską - przepis ten wynika z dostosowania naszego
prawa do unijnego. Ofiary muszą ponosić wszyscy, nawet polskie ogórki już
wiedzą, na jaką długość mają urosnąć, żeby móc dać się zakisić.
Niestety, ryby głosu nie mają. Głosować też nie mogą, więc nie poprą partii
pana ministra ani wejścia do Unii. Za to zdenerwowani wędkarze głos mogą oddać
na kogo zechcą. Jeśli przewodniczący Lepper obieca im coś na żywca, to go poprą
jak amen w pacierzu. I znów PSL chciał dobrze...
Swoją drogą, jestem ciekaw, kiedy brukselscy eurokraci dojdą do wniosku, że
łapanie ryb w ogóle jest niehumanitarne, bo łamie prawa dużych ryb do
niewbijania haczyka w podniebienie oraz prawa robaków do niebycia przynętą i
dokonania robaczego żywota w glebie, jak na robaka przystało. Robaki, na
barykady!!!!
Ciekawe co jeszcze wymyślą ci madrzy panowie z Brukseli?
Oszołom z radia Maryja